niedziela, 21 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 86)

polukr

Polska zwołuje spotkanie Grupy V4 wobec działań Rosji

Share Button

Premier RP Mateusz Morawiecki zainicjował spotkanie krajów Grupy Wyszehradzkiej w związku z działaniami Rosji i koncentracją wojsk wokół granic Ukrainy.

Podczas rozmów w gronie premierów krajów V4 ma być mowa nie tylko o rosyjskich działaniach wobec Ukrainy, ale także o sytuacji na Białorusi, jak również o konsekwencjach ujawnienia rosyjskich aktów sabotażu w Czechach w 2014 roku (wybuch w fabryce amunicji, za który według strony czeskiej odpowiadają przedstawiciele rosyjskich służb wywiadowczych).

„Dzisiejsza wideokonferencja oraz wspólna deklaracja premierów w sprawie rosyjskich aktów sabotażu w Czechach pokazuje, że Grupa Wyszehradzka pod polskim przewodnictwem w tych trudnych czasach jest zjednoczona i solidarna. Pokazuje, że jest to format, który działa aktywnie, który potrafi elastycznie dopasować się i swoje funkcjonowanie do zmieniającego się, wymagającego kontekstu międzynarodowego” – powiedział podczas konferencji prasowej po rozmowach premierów wiceminister spraw zagranicznych RP, Szymon Szynkowski vel Sęk. W czasie rozmów była mowa m.in. o działaniach długofalowych wobec Rosji, w tym w odniesieniu do pozostałych krajów UE, zwłaszcza realizujących wspólnie z Rosją projekty gospodarcze takie jak Nord Stream 2.

W związku z ujawnienie wyników śledztwa w Czechach, władze tego kraju zdecydowały o wydaleniu 18 rosyjskich dyplomatów i zagroziły kolejnymi podobnymi aktami w odniesieniu do kolejnych 70 pracowników rosyjskiej ambasady w Pradze. Również Rosja wydaliła grupę 20 czeskich dyplomatów.

Z kolei minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba zadeklarował, że usunięci z Rosji przedstawiciele czeskich służb dyplomatycznych mogą podjąć pracę w ambasadzie Czech w Kijowie.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Rosyjska koncentracja wojsk: testowanie zachodu po raz kolejny

Share Button

O ile jak na razie nie wiadomo, czy koncentracja rosyjskich jednostek wojskowych w pobliżu granicy z Ukrainą przyniosła Moskwie jakieś wymierne korzyści polityczne, to z pewnością jest sukcesem na polu walki informacyjnej.

Począwszy od końca marca w mediach: najpierw społecznościowych, a następnie w kanałach informacyjnych zaczęły pojawiać się informacje o ruchach rosyjskich jednostek wojskowych w pobliżu granicy z Ukrainą. Zapewne nieprzypadkowo również na ten okres przypadło zaostrzenie walk na linii rozgraniczenia na Donbasie. Im dłużej trwała dyslokacja rosyjskich sił, tym bardziej alarmujące tytuły można było spotkać: „Bezprecedensowa koncentracja”, „Czy to już wojna”, itp., itd.

Jaki był motyw rosyjskich działań? Na ten temat pojawiają się różne hipotezy. Wśród najbardziej popularnych wymienia się dążenie strony rosyjskiej do sprawdzenia reakcji nowej administracji USA i prezydenta Joe Bidena lub dążenie do stworzenia stanu napięcia w relacjach rosyjsko-ukraińskich w celu wymuszenia na władzach w Kijowie ustępstw w kwestii realizacji porozumień z Mińska. Jaki jest efekt tych działań? Trudno to na razie oceniać, ale reakcja USA i innych krajów zachodnich była dość przewidywalna (przede wszystkim werbalne wyrażenie wsparcia dla Ukrainy). Jeśli zaś chodzi o reakcję strony ukraińskiej na nowe propozycje rozmów w ramach formatu normandzkiego z udziałem przedstawicieli prorosyjskich pseudorepubliki – jest mało prawdopodobne, by ostatnie działania Rosji skłoniły Kijów do zmiany dotychczasowego stanowiska. Ostatecznie, cel realizowanych działań mógł być czysto militarny – i zgodny z deklarowanym przez rosyjskie Ministerstwo Obrony, tj. zakładający sprawdzenie zdolności szybkiego przerzutu oddziałów i budowy zgrupowań operacyjnych na wybranych kierunkach potencjalnych działań.

Niestety, pewna część zachodnich dziennikarzy i komentatorów nie zadała sobie trudu zweryfikowania tego, co faktycznie odbywa się w ramach – zapowiadanego przecież wcześniej – sprawdzianu gotowości bojowej rosyjskich sił zbrojnych. Działania te były istotnie realizowane w dużej skali (miejscami istotnie wykraczającej poza znane z wcześniejszych lat ramy), ale jednak nadal mniejszej pod względem liczby zaangażowanych żołnierzy i sprzętu niż np. manewry Zapad-17, gdzie liczba zaangażowanych i przerzucanych na poligony jednostek (w tym zwłaszcza z Centralnego Okręgu Wojskowego) była znacznie większa. Pewna część jednostek wojskowych kluczowych z punktu widzenia ewentualnej operacji zaczepnej pozostała w swoich miejscach stałej dyslokacji lub przynajmniej nie odnotowano ich przemieszczenia, a część istotnych z punktu widzenia takich działań kierunków operacyjnych pozostała nieobsadzona wojskami lub było to realizowane w stopniu mniejszym, niż należałoby tego oczekiwać w przypadku realnej groźby scenariusza dużej eskalacji inicjowanej przez stronę rosyjską.

Efektem były takie jak wskazane wyżej reakcje, budujące nastroje zagrożenia i atmosferę zbliżoną momentami do paniki. Co warte odnotowania: raczej w krajach położonych na zachód od Ukrainy, bo można odnieść wrażenie, że nad Dnieprem znaczna część mediów i społeczeństwa przyjęła rozwój wypadków z dystansem lub ponurą determinacją.

Nie oznacza to oczywiście, że podobne działania strony rosyjskiej nie będą i nie powinny budować napięcia: tak być powinno, ale w rozsądnych granicach. Na działania Rosji, zarówno te polityczne jak i militarne czy inne powinny reagować kraje świata zachodniego. Podobne akcje jak ta związana z koncentracją wojsk, zazwyczaj realizowane głównie w celach polityczno-informacyjnych, powinny spotykać się z adekwatną odpowiedzią: zarówno na poziomie politycznym: warto tutaj jako pozytywny przykład wskazać wizyty wiceprzewodniczących parlamentów Polski i Litwy w Donbasie czy deklaracje krajów zachodnich o wsparciu dla Ukrainy, jak i wojskowym: w ramach realizowanych i – co warto mocno podkreślić – PLANOWANYCH Z WYPRZEDZENIEM działań szkoleniowych. Do tych ostatnich należy zaliczyć choćby wizytę w Polsce amerykańskiego kontyngentu lotniczego w połowie kwietnia. Takie przedsięwzięcia, podobnie jak po stronie rosyjskiej, tak i po stronie krajów NATO są planowane z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i zgodnie z przygotowanym wcześniej kalendarzem realizowane, choć w razie konieczności mogą być realizowane również ad hoc, co wielokrotnie ćwiczono w trakcie manewrów (takich jak np. Anakonda-16). Należy przy tym zauważyć, że działania strony rosyjskiej były przez cały czas dokładnie obserwowane – świadczą o tym informacje na temat aktywności samolotów rozpoznawczych krajów NATO nad Ukrainę, Morzem Czarnym i w pobliżu innych kluczowych obszarów. Dodać przy tym należy, że aktywność taka jest również od wielu lat normą i podawanie informacji o lotach maszyn rozpoznawczych wzdłuż rosyjskiej granicy jako „sensacji” jest po prostu śmieszne (takie loty są realizowane nie od kilku, a od kilkudziesięciu lat – począwszy od okresu Zimnej Wojny aż do teraz).

W ramach adekwatnej odpowiedzi na wspomniane działania strony rosyjskiej nie mieści się z pewnością budowanie nastrojów paniki i zagrożenia rosyjską inwazją: takie przekazy powinny być ograniczone do rosyjskich kanałów propagandowych. A nie są – i to po raz kolejny jest porażka po stronie części mediów funkcjonujących w naszej przestrzeni informacyjnej. Nakręcanie histerii może przynieść nie tylko medialne, ale zupełnie realne konsekwencje: scenariusz taki, zupełnie zresztą realny, świetnie opisał Marcin Ogdowski w książce pt. „Dezinformacja” (wyd. Warbook, 2018). Tym, co zabezpiecza przed takimi sytuacjami jak opisana we wspomnianej książce jest rzetelna wiedza i analiza działań strony rosyjskiej, co jest i powinno pozostać (poza służbami państwowymi rzecz jasna) domeną ośrodków eksperckich i analitycznych: a nie clickbaitowych wydawnictw. Osobny problem to upowszechnienie tej wiedzy w ramach kanałów informacyjnych dostępnych dla przeciętnego odbiorcy/widza oraz budowanie w społeczeństwie elementarnego zaufania do instytucji państwa odpowiedzialnych za bezpieczeństwo (nadal problematyczne, zwłaszcza w krajach postkomunistycznych).

Co istotne, w sierpniu i wrześniu tego roku czeka nas kolejny sprawdzian tego rodzaju: przewidywana skala ruchów rosyjskich jednostek wojskowych na terytorium Rosji oraz Białorusi będzie z pewnością większa, niż obecnie, zapewne przewyższy też tą z 2017 roku. Jak tym razem wypadnie ten kolejny „test”? Zapewne podobnie. Niestety.

Dariusz Materniak

Share Button

Rosja proponuje nowe spotkanie „czwórki normandzkiej”

Share Button

Przedstawiciel prezydenta Rosji ds. Donbasu Dmytro Kozak zaproponował, aby doradcy przywódców krajów „czwórki normandzkiej” spotkali się w najbliższych dniach na Donbasie i omówili kwestię zawieszenia broni.

„Mam nadzieję na konstruktywne, otwarte i uczciwe omówienie projektów działań, które znajdują się na stole rozmów na temat aktualnego zawieszenia broni i kwestii strategicznej realizacji porozumień z Mińska – nie później niż 27 kwietnia” – napisał Kozak w liście cytowanym przez rosyjskie media. Spotkanie miałoby się odbyć z udziałem przedstawicieli separatystycznych republik DNR i LNR.

Wcześniej spotkanie na Donbasie proponował prezydentowi Rosji prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelensky. Z kolei rosyjski prezydent w odpowiedzi zaproponował spotkanie w Moskwie – jak stwierdził w piątek, 23 kwietnia 2021 roku szef ukraińskiej delegacji do Trójstronnej Grupy Kontaktowej w Mińsku Leonid Krawczuk, ukraiński prezydent nie zamierza przyjmować tej propozycji.

22 kwietnia 2021 roku Rosja rozpoczęła wycofywanie swoich żołnierzy z poligonów i innych miejsc koncentracji w pobliżu granic Ukrainy, w tym z okupowanego Krymu. Oznacza to deeskalację napięcia w relacjach Ukraina-Rosja, choć należy oczekiwać, że sytuacja powtórzy się latem tego roku w związku z planowanymi na wrzesień manewrami Zapad-21.

Na podstawie: pravda.com.ua, ukrinform.ua,

Share Button

Rosja chce zdominować Morze Czarne. Niespokojna Ukraina to dopiero początek

Share Button

Aktualne zaostrzenie sytuacji wokół wschodnich granic Ukrainy, związane z koncentracją rosyjskich wojsk jest elementem znacznie szerszego procesu: dążenia Rosji do dominacji nad całym akwenem Morza Czarnego.

Co charakterystyczne, jeśli spojrzeć na ruchy rosyjskich wojsk w ciągu ostatnich trzech tygodni, najwięcej zaangażowanych jednostek pochodzi z Południowego Okręgu Wojskowego. Oczywiście pojawiają się też informacje o transportach oddziałów z Zachodniego i Centralnego OW, jednak są one stosunkowo nieliczne na tle całości relokowanych sił. Z kolei główne rejony, w które przemieszczają się rosyjskie jednostki to anektowany przez Rosję w 2014 roku Krym oraz obwód rostowski, graniczący bezpośrednio z Donbasem. Koncentrację widać także na poligonach i w obiektach wojskowych w obwodzie woroneskim, na północny-wschód od granicy z Ukrainą, jednak ma ona mniejszą skalę. Nie ma również potwierdzonych doniesień o aktualnej obecności sił rosyjskich na terytorium Białorusi. Taki układ przemieszczających się sił wskazuje, że prawdopodobieństwo dużej operacji wojskowej Rosji przeciwko Ukrainie jest nadal niewielkie, a realizowane manewry są raczej formą nacisku na Kijów (np. celem wymuszenia ustępstw w negocjacjach ws. statusu Donbasu) lub „zasłoną dymną” (z ros. „maskirowka”) w związku z działaniami realizowanymi w innym obszarze.

Dominacja nad Morzem Czarnym

Trzeba mieć na uwadze, że po aneksji Krymu Rosja w sposób znaczący umocniła swoją pozycję nad Morzem Czarnym. Charakterystycznym zjawiskiem pozostaje postępująca regularnie od 2014 roku militaryzacja Półwyspu Krymskiego: powstają tam nowe lub są rozbudowywane istniejące bazy rosyjskich wojsk (m.in. lotniska). Pojawiają się nowe jednostki (m.in. nowo powstały batalion 7 Gwardyjskiej Dywizji Powietrznodesantowej), a do Floty Czarnomorskiej trafiają kolejne nowe lub zmodernizowane jednostki pływające. Krym pozwala na skuteczne kontrolowanie całego akwenu Morza Czarnego przy wykorzystaniu bazujących tam sił lotniczych i pocisków manewrujących bazujących na lądzie (np. systemu „Bastion-P”). Taki stan rzeczy pozostaje w sposób oczywisty w sprzeczności z interesami pozostałych państw czarnomorskich: zwłaszcza państw, które pozostają z Moskwą otwarcie skonfliktowane, tj. Ukrainy i Gruzji, ale także Rumunii, Bułgarii i Turcji.

Jedną z głównych obaw po stronie ukraińskiej jeśli chodzi o Morze Czarne jest dążenie Federacji Rosyjskiej do odcięcia jej wolnego dostępu od morza i portów – zwłaszcza portu w Odessie, będącego najistotniejszym z punktu widzenia ukraińskiej gospodarki oraz potencjalnie – energetyki (zez względu na rozważaną inwestycję w terminal LNG). Zajęcie Krymu, budowa mostu w Cieśninie Kerczeńskiej i związane z tym możliwości rosyjskich służb granicznych i sił morskich doprowadziły już do znaczącego ograniczenia możliwości portów w Berdiańsku i Mariupolu na Morzu Azowskim. Rosja przejęła także platformy wydobywcze u wybrzeży Krymu, co pozwala jej potencjalnie pozyskiwać surowce spod dna morskiego, a poza tym wykorzystywać te instalacje do działań militarnych (miały miejsce przypadki ostrzeliwania ukraińskich samolotów patrolowych ze wspomnianych platform). Potencjalnym problemem dla Ukrainy jest także obszar Besarabii, południowej części obwodu odeskiego, posiadający nieliczne połączenia z „kontynentalną” Ukrainą oraz liczną prorosyjską mniejszość – a także bezpośrednie sąsiedztwo Republiki Naddniestrza, gdzie nadal obecne są rosyjskie siły pokojowe.

W związku z powyższym Kijów podejmuje konkretne działania: w Besarabii powstają nowe jednostki wojskowe, zarówno Sił Zbrojnych Ukrainy jak i Gwardii Narodowej Ukrainy (m.in. w Belgorodzie), a z początkiem 2021 roku do służby wszedł pierwszy zestaw pocisków przeciwkrętowych „Neptun”, wyposażony w opracowaną na Ukrainie rakietę (zdolność operacyjną ma uzyskać do końca tego roku). Ukraina wzmacnia także swoją Marynarkę Wojenną: do służby trafiło osiem kutrów artyleryjskich oraz dwa patrolowe pozyskane w ramach pomocy wojskowej z USA (trwa proces przejmowania kolejnych dwóch). Trwają także rozmowy na temat zakupu kolejnych ośmiu kutrów (tym razem wyposażonych w pociski przeciwokrętowe) w Wielkiej Brytanii oraz od dwóch do czterech korwet w Turcji.

Relacje Rosji i Turcji, pomimo zbieżności niektórych interesów nie są łatwe. Cechuje je, mimo wszystko, rywalizacja o wpływy, tak na Kaukazie Południowym jak i na Morzu Czarnym. W konsekwencji wojny w Górskim Karabachu z jesieni 2020 roku, nadzór nad tym obszarem przejęły rosyjskie siły pokojowe i jak wynika z ocen ośrodków badawczych zajmujących się tym regionem pozostaną tam na dłużej (czyt. na stałe). Oznaczać to będzie zasadnicze umocnienie się pozycji Federacji Rosyjskiej na Kaukazie Południowym (pamiętać należy, że Rosja i tak jest tam silnie obecna wobec bliskich relacji z Armenią, a także wobec obecności wojskowej na terytorium Gruzji (zwłaszcza począwszy od 2008 roku i wojny rosyjsko-gruzińskiej w Osetii Południowej i Abchazji), jak również na Morzu Kaspijskim. Na tym ostatnim akwenie dominującą pozycję ma rosyjska Marynarka Wojenna, a co więcej – posiada zdolności manewru swoimi jednostkami pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym – dowodem tego jest przejście kilkunastu rosyjskich jednostek (kutrów desantowych i artyleryjskim na Morze Czarne zrealizowane w kwietniu 2021 roku).

Reakcja Zachodu?

Aneksja Krymu spowodowała nałożenie sankcji na Rosję przez Stany Zjednoczone i UE, ale na tym praktyczne działania de facto się skończyły. NATO pozostaje obecne na Morzu Czarnym: regularnie są realizowane manewry „Sea Breeze” z udziałem m.in. Ukrainy i Turcji. Regularnie na akwenie pojawiają się okręty wojenne krajów Paktu – głównie USA, a ostatnio, w związku z działaniami Rosji, o zamiarze wysłania swoich jednostek poinformowała Wielka Brytania. To jednak zdecydowanie za mało, by zrównoważyć rosyjską obecność wojskową na morzu: tym bardziej, że obecność okrętów wojennych innych krajów niż państwa czarnomorskie reguluje konwencja z Montreaux, ograniczająca liczbę i czas przebywania takich jednostek na Morzu Czarnym. Tymczasem siły morskie Turcji, Bułgarii i Rumunii (będących członkami NATO) mają potencjał daleko mniejszy od aktualnego (i stale wzmacnianego) potencjału Floty Czarnomorskiej.

W dającej się przewidzieć przyszłości nie widać szans na to, by Rosja miała dobrowolnie zrezygnować z okupacji Krymu czy odblokować Cieśninę Kerczeńską dla ukraińskiej żeglugi: aktualnie mowa jest o zamknięciu części akwenu Morza Czarnego do końca października w związku z realizowanymi ćwiczeniami rosyjskiej floty. Choć w omawianych kwestiach trwają rozprawy przed międzynarodowymi trybunałami, to nie widać też możliwości, by w jakikolwiek sposób skutecznie wymusić na Rosji realizowanie ich wyroków. To, co mogą zrobić państwa NATO i Ukraina – to przede wszystkim dążenie do wzmacniania własnego potencjału wojskowego w regionie tak, by zasygnalizować stronie rosyjskiej, że dalsze próby siłowego realizowania swoich ambicji spotkają się z adekwatną odpowiedzią, także militarną. O ile kwestia obecności na morzu pozostaje w gestii państw czarnomorskich, to zdecydowanie większe możliwości działania dla państw sojuszniczych istnieją jeśli mowa o komponencie lotniczych i lądowym. Prym wiedzie tutaj Rumunia, która w ciągu ostatnich kilku lat podjęła bardzo aktywne działania na rzecz modernizacji swojej armii. W Rumunii od kilku lat są obecne także kontyngenty wojskowe z krajów NATO, w tym PKW Rumunia, obecnie w sile kompanii zmechanizowanej w ramach Wielonarodowej Dywizji Południe-Wschód. Prawdopodobnie nic nie stoi na przeszkodzie, by w ramach ćwiczeń trafiły tam np. elementy Morskiej Jednostki Rakietowej (podobne manewry były realizowane niedawne z udziałem MJR w Estonii). Takie i podobne działania, realizowane przez państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego, w połączeniu z rozbudową zdolności kinetycznych po stronie ukraińskiej byłyby logiczną przeciwwagą dla aktualnej polityki Federacji Rosyjskiej.

Dariusz Materniak

Tekst ukazał się na łamach portalu Biznesalert.pl

 

Share Button

UE: koncentracja wojsk rosyjskich wokół granic Ukrainy budzi niepokój

Share Button

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell stwierdził, że Unia ma nadzieję na wycofanie rosyjskich wojsk i deeskalację napięcia wokół granic Ukrainy.

„Rosyjska koncentracja wojsk nas poważnie martwi. Ponad 150 tysięcy żołnierzy znajduje się wzdłuż granic Ukrainy i Krymu. To więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Mamy nadzieję, że proces ten będzie zatrzymany, zgodnie z obietnicami złożonymi przez prezydenta Putina kanclerz Merkel i prezydentowi Bidenowi” – powiedział Borrell podczas wideokonferencji szefów MSZ krajów UE.

Ponadto Josep Borrell potwierdził zaangażowanie unijnej dyplomacji w działania na rzecz powołania „Platformy Krymskiej”, która ma zostać zainaugurowana 23 sierpnia tego roku.

W spotkaniu wziął udział także minister spraw zagranicznych Ukrainy, Dmytro Kuleba, który zaproponował przygotowanie nowych sankcji wymierzonych w Rosję. Jak na razie UE nie zamierza wdrażać nowych ograniczeń, jednak część państw, w tym Litwa, zwróciło uwagę na zasadność podjęcia dyskusji na temat nowych instrumentów nacisków bez czekania na eskalację ze strony Rosji. „Trzeba wysłać jasny sygnał już dzisiaj: jesteśmy gotowi mówić o sektorowych sankcjach jeśli „czerwone linie” zostaną przekroczone” – powiedział szef MSZ Litwy, Gabrielius Landsbergis.

W związku z sytuacją na wschodzie Ukrainy i na Krymie, na początku maja na Morzu Czarnym mają pojawić się dwa brytyjskie okręty: niszczyciel oraz fregata ze składu grupy bojowej lotniskowca „Queen Elizabeth”, który ma pojawić się na Morzu Śródziemnym.

Na podstawie: pravda.com.ua, ukrinform.ua,

Share Button

Recenzja:„Zemsta 2020” Antoni Langer

Share Button

Najnowsza książka Antoniego Langera, która ukazała się nakładem wydawnictwa Warbook po raz kolejny podejmuje tematykę wojny hybrydowej.

Tym razem, niejako nawiązując do poprzednich tytułów – w tym przede wszystkim do książki pt. „Wojna hybrydowa”, autor po raz kolejny przedstawia hipotetyczny scenariusz konfliktu zbrojnego pomiędzy Polską a Rosją. W tym wypadku okoliczności są nieco inne: inaczej niż poprzednio, gdy omawiany konflikt polsko-rosyjski był niejako uboczną konsekwencją rosyjskiej agresji na Litwę, Łotwę i Estonię, tym razem celem działań Moskwy jest Polska. Tym razem przygotowany przez rosyjskie służby specjalne scenariusz ma na celu utworzenie w północno-wschodniej Polsce separatystycznej prorosyjskiej republiki i wypromowanie na bazie tego oczekiwanego sukcesu następcy urzędującego prezydenta Federacji Rosyjskiej.

W fabule pojawiają się elementy działań nie tylko politycznych czy militarnych, ale także – co niezwykle aktualne i istotne – tych obecnych w przestrzeni medialnej, z zaangażowaniem internetowych trolli i środowisk – nazwijmy je tak na potrzeby tej recenzji – o wątpliwych walorach intelektualnych, podzielających wiarę w światowe (i pozaplanetarne) zmowy i spiski. Zupełnie realne, a nie książkowe rosyjskie instrumentarium jak wiadomo określa takowe grupy jako „pożytecznych idiotów” i trudno nie zauważyć ich aktywności w ciągu ostatniej dekady: czy to w związku z rosyjską agresją na Ukrainie czy ostatnio wobec pandemii Covid-19. Tylko pozornie ten problem jest wirtualny: tak może się wydawać w stosunkowo bezpiecznej Polsce Anno Domini 2021. Z perspektywy krajów takich jak Ukraina czy Estonia problem ten wygląda zupełnie inaczej i ma wymiar stuprocentowo realny: działalność podobnych grup wpływa bowiem na nastroje społeczne, co ma przełożenie na konkretne działania w rzeczywistości, w postaci demonstracji, blokad dróg czy ataków na konkretne obiekty o znaczeniu symbolicznym. A metod skutecznego eliminowania takich grup z przestrzeni medialnej, w tym zwłaszcza z mediów społecznościowych póki co niestety nie wynaleziono – przynajmniej w czasie „P”.

Mocną stroną powieści są zawarte w niej opisy i scenariusze działań militarnych. Odnoszą się one bezpośrednio do możliwości sprzętu wojskowego pozostającego na wyposażeniu sił zbrojnych Polski i Rosji oraz innych państw. Warto w tym miejscu nadmienić, że autor niezwykle skutecznie i w sposób trudny do podważenia „rozprawia się” z mitomanią pewnych środowisk, popularyzujących od kilku lat twierdzenia o istnieniu wokół Kaliningradu rzekomej „bańki antydostępowej”, która miałaby uniemożliwiać działania sił powietrznych i morskich krajów NATO w przypadku kryzysu lub wojny. Twierdzenie to, tyleż popularne, co pozbawione głębszego sensu, nie wytrzymuje kontaktu z realiami i to nie tylko tymi powieściowymi. Cieszy, że temat ten pojawia się nie tylko na poziomie literatury branżowej i specjalistycznej. Co do aktualnych zdolności Wojska Polskiego jeśli chodzi o możliwości odparcia agresji o dużej skali z kierunku wschodniego, autor nie ma złudzeń (i znając realia nie da się z tym nie zgodzić), że wymagałoby to zaangażowania całości potencjału WP i innych formacji uzbrojonych, a bez pomocy sojuszniczej byłoby to zadanie skrajnie trudne, wręcz na krawędzi niemożliwego. I to nawet w przypadku wzmocnienia SZ RP typami uzbrojenia, takimi jak pojawiające się na kartach powieści zestawy przeciwlotnicze „Patriot” czy samoloty typu F-15 i F-18, których na wyposażeniu WP aktualnie nie ma, a które dopiero mają się pojawić za kilka lat…

Przedstawiony scenariusz, co istotne, bierze pod uwagę nie tylko siły zbrojne, ale także zadania i działania przedstawicieli innych formacji: przede wszystkim Straży Granicznej, istotnej z punktu widzenia zdolności wczesnego ostrzegania i „pierwszej odpowiedzi” w przypadku agresji zbrojnej z zewnątrz. Problem sił i środków posiadanych przez SG w takiej sytuacji jest zupełnie realny: pokazały to dobitnie wypadku z wiosny i lata 2014 roku na Krymie i Donbasie. Drugą formacją i istotnym elementem zajmującym sporo miejsca w fabule i losach głównych bohaterów są Wojska Obrony Terytorialnej, a także pojawiające się epizodycznie organizacje paramilitarne. Autor przedstawia w sposób realistyczny, a momentami wręcz brutalny, prawdopodobny opis działań takich pododdziałów w obliczu hybrydowej, ale na wybranych odcinkach zmasowanej agresji konwencjonalnej. Czy to nie będzie to „antyreklama” służby w takich formacjach? Być może, jednak zdecydowanie lepiej, by kandydaci do służby zderzyli się najpierw z powieściowymi (choć uprawdopodobnionymi) realiami i przemyśleli swoje decyzje zanim (do czego oby nie doszło) będą mieli okazję zetknąć się z nimi w rzeczywistości.

Trudno byłoby też podważyć inne elementy fabuły takie jak wątpliwe kompetencje polityków, dające o sobie znać zwłaszcza w obliczu poważnych kryzysów. Dotyczy to niestety wielu przedstawicieli establishmentu politycznego po obu stronach Oceanu Atlantyckiego. Jest to o tyle istotna kwestia (i bynajmniej nie powieściowo, ale znów – realnie), że wymaga głębszej refleksji, finałem której powinna być konstatacja, że w przypadku konfliktu zbrojnego warto liczyć przede wszystkim na własne możliwości. O czym zresztą dobitnie świadczy przykład Ukrainy i losów udzielonych temu krajowi gwarancji nienaruszalności granic w zamian za rezygnację z broni atomowej po rozpadzie ZSRR.

Przedstawione w książce działania zmierzające do powstania, a następnie usankcjonowania istnienia pseudopaństwa, choć w innych realiach i w nieco innej formule, ale wydarzyły się naprawdę – tyle, że nie w Polsce w 2020 roku, a na wschodzie Ukrainy w 2020.

To, co można wytknąć książce jako jej największą wadę to fakt, że jest zdecydowanie za krótka. Pozostaje czekać (z niecierpliwością) na dalszy ciąg opowieści.

Dariusz Materniak

Antoni Langer, „Zemsta 2020”, Wyd. Warbook, Ustroń 2021, 368 stron.

Share Button

Prezydenci USA i Rosji przeprowadzili rozmowę telefoniczną

Share Button

W trakcie rozmowy Joe Bidena i Władimira Putina poruszono m.in. kwestię koncentracji wojsk Federacji Rosyjskiej wokół granic Ukrainy.

„Prezydent podkreślił niezmienne wsparcie USA dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Wyraził także zaniepokojenie w związku z koncentracją rosyjskiej obecności wojskowej na okupowanym Krymie i wzdłuż granic Ukrainy oraz wezwał Rosję do działań na rzecz obniżenia napięcia” – napisano w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Białego Domu.

Obaj prezydenci mieli także omówić działania na rzecz kontynuowania dialogu w sferze kontroli zbrojeń i problemów światowego bezpieczeństwa. Joe Biden zaproponował także Władimirowi Putinowi spotkanie w ciągu najbliższych miesięcy, w kraju trzecim – poza USA i Rosją.

Również 13 kwietnia 2021 roku w Brukseli miało miejsce spotkanie ministra spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleby z sekretarzem stanu USA, Anthonym Blinkenem. Tematem rozmów była przede wszystkim napięta sytuacja na wschodzie Ukrainy oraz kwestia kontynuowania reform przez ukraińskie władze.

„Ukraina jest zainteresowana rozwojem kontaktów pomiędzy USA a Rosją” – powiedział przedstawiciel Ukrainy przy ONZ, Serhij Kislica, komentując rozmowę prezydentów USA i Rosji dodając, że aktualna sytuacja wokół granicy Ukrainy i Rosji jest potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w regionie.

Na podstawie: pravda.com.ua, ukrinform.ua,

Share Button

Spotkanie Zelensky-Erdogan: Turcja gotowa włączyć się w proces pokojowy na wschodzie Ukrainy

Share Button

Wołodymyr Zelensky spotkał się z Recepem Erdoganem w czasie wizyty w Turcji 10 kwietnia 2021 roku. Sytuacja na wschodzie Ukrainy była jednym z głównych tematów rozmów.

„Wymieniliśmy poglądy dotyczące sytuacji na wschodzie Ukrainy. Jesteśmy przekonani, że jej rozwiązanie powinno odbyć się w sposób pokojowy, w ramach prawa międzynarodowego, z poszanowaniem integralności terytorialnej Ukrainy. Opowiadamy się za deeskalacją napięcia które widzimy, wykonaniem zapisów porozumień z Mińska. Jesteśmy gotowi udzielić wsparcia w tym procesie” – powiedział prezydent Turcji podczas konferencji prasowej po spotkaniu z Wołodymyrem Zelenskym. Dodał, że w jego ocenie misja OBWE powinna kontynuować swoją działalność na Donbasie.

„Wizja Kijowa i Ankary jest zbieżna co do tych samych zagrożeń jak i co do szlaków reagowania na te zagrożenia” – stwierdził z kolei prezydent Wołodymyr Zelensky. Podkreślił także, że partnerstwo Turcji i Ukrainy rozwinęło się z punktowej współpracy do dużych rozmiarów i nadal ma możliwości pogłębienia.

W składzie ukraińskiej delegacji znaleźli się także ministrowie spraw zagranicznych Dmytro Kuleba i obrony Jurij Taran, minister ds. energetyki Jurij Witrenko oraz minister gospodarki, handlu i rolnictwa, Timofij Miłowanow.

Turcja i Ukraina podpisały w ostatnich miesiącach szereg porozumień dotyczących współpracy m.in. w sferze wojskowej. Zakładają one m.in. zakup przez Ukrainę tureckich samolotów bezzałogowych Bayraktar TB-2, a przez Turcję – silników lotniczych produkowanych przez Motor-Sicz. Ukraina planuje także zakup w Turcji okrętów wojennych.

Na podstawie: ukrinform.ua,

Share Button

Szef polskiego MSZ z wizytą w Kijowie: tak, ale…

Share Button

8 kwietnia 2021 roku stolicę Ukrainy odwiedził minister spraw zagranicznych RP Zbigniew Rau. To ważna wizyta, zwłaszcza teraz, gdy wokół granic Ukrainy przemieszczają się rosyjskie wojska. Trudno jednak prowadzić skuteczną politykę zagraniczną tylko i wyłącznie przy pomocy okazjonalnych gestów.

Wizyta w cieniu wielkich napięć

Przebieg wizyty nie odbiegał specjalnie od podobnych spotkań tego typu: w czasie pobytu w Kijowie minister Rau spotkał się m.in. ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Dmytro Kulebą oraz Leonidem Krawczukiem, byłym prezydentem Ukrainy, który aktualnie przewoźniczy ukraińskiej delegacji do Trójstronnej Grupy Kontaktowej w Mińsku. Ze strony polskiej pojawiły się zapewnienia o wsparciu ukraińskich dążeń do członkostwa w NATO i UE, jak również o prawie Ukrainy do podejmowania działań obronnych w związku z eskalacją walk na Donbasie.

To właśnie ten ostatni aspekt pozostaje istotnym z punktu widzenia celowości polskiej aktywności w obecnym czasie: w ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do istotnego zaostrzenia sytuacji wzdłuż linii rozgraniczenia na wschodzie Ukrainy, w wyniku czego zginęło 11 ukraińskich żołnierzy, a wielu zostało rannych. Należy odnotować, że jest to najpoważniejsza eskalacja walk od co najmniej półtora roku, a na pewno stawiająca pod wielkim znakiem zapytania uzgodnienia z lipca 2020 roku, gdy podpisano (kolejne) porozumienie o wstrzymaniu walk pomiędzy stronami konfliktu. Warto dodać, że nadzieje wiązane z tym ostatnim dokumentem miały i tak dość ograniczony charakter, choć przez pewien czas strona (pro)rosyjska względnie respektowała przyjęte zobowiązania.

Druga istotna aktualnie kwestia to realizowane przez Federację Rosyjską ćwiczenia wojskowe i związane z nimi ruchy wojsk wokół granic Ukrainy: przede wszystkim na okupowanym Krymie i w obwodzie rostowskim, bezpośrednio graniczącym z separatystycznymi republikami na Donbasie. Według strony rosyjskiej działania te wpisują się w realizowany corocznie sprawdzian gotowości bojowej Południowego Okręgu Wojskowego FR, a także są elementem przygotowań do największych w tym roku manewrów Zapad-21, które odbędą się w Rosji i na Białorusi. O ile – rzecz jasna – strona rosyjska (co podkreślają przedstawiciele rosyjskich władz) ma prawo do realizowania aktywności wojskowej na własnym terytorium, to działania takie, zwłaszcza w większej niż zwykle skali (aktualnie: co najmniej ok. 40 tysięcy żołnierzy w ramach co najmniej ok. 30-40 Batalionowych Grup Taktycznych) muszą budzić niepokój, tym bardziej, że zdarzało się już w przeszłości, że ćwiczący na terytorium Rosji żołnierze i całe jednostki były w stanie „zabłądzić” na terytorium Ukrainy (mowa tutaj o udziale rosyjskich wojsk w walkach na Donbasie w 2014 i 2015 roku oraz później). I choć prawdopodobieństwo otwartego konfliktu i rosyjskiej inwazji na Ukrainę o dużej skali jest stosunkowo niewielkie, to skala napięcia jest znaczna z perspektywą narastania do jesienie tego roku włącznie.

Deklaracje, wyrazy zaniepokojenia i co dalej?

W kontekście opisywanych wydarzeń istotne znaczenie z punktu widzenia Kijowa mają deklaracje wsparcia dla Ukrainy: w formach takich jak wizyta szefa polskiego MSZ czy (dzień wcześniej) szefa Komitetu Wojskowego NATO. O swoim wsparciu zapewnili w rozmowach telefonicznych z prezydentem Ukrainy także liderze USA i Wielkiej Brytanii. Sytuacja na wschodzie Ukrainy była także tematem rozmów szefów resortów obrony kilku krajów NATO, w tym USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Polski i Litwy.. O ile można stwierdzić, że to tylko słowa, to warto mieć na uwadze, że wskazane kraje są od kilku lat zaangażowane w działania mające na celu sprzyjanie procesom dostosowywania Sił Zbrojnych Ukrainy do standardów NATO: m.in. w ramach wspólnych ćwiczeń, misji szkoleniowych takich jak Joint Multinational Training Group-Ukraine (na poligonie w Jaworowie k. Lwowa) czy też w ramach działań mających na celu dostawy uzbrojenia i wyposażenia dla ukraińskiej armii.

Wskazane wyżej działania są oczywiście istotne i potrzebne, jednak nie sposób w tym miejscu uniknąć pytania o szerszy niż tylko stricte obronny kontekst aktywności Polski wobec Ukrainy. O ile w kwestiach związanych ze współpracą wojskową wiele udało się osiągnąć (do listy wskazanych wyżej aktywności strony polskiej należy dodać jeszcze funkcjonujący od 2015 roku wspólny z Litwą projekt LITPOLUKRBRIG), to trudno byłoby stwierdzić, że na poziomie polityki zagranicznej w wymiarze dwu- i wielostronnym zanotowaliśmy jakieś istotne sukcesy. Jest wręcz odwrotnie: w ciągu ostatnich pięciu lat w relacjach polsko-ukraińskich, nazywanych zgodnie przez obie strony strategicznymi, dominowały kwestie zdecydowanie mało strategiczne z punktu widzenia teraźniejszości i przyszłości wzajemnych relacji. Główną tematyką rozmów prezydentów obu krajów w tym czasie były kwestie związane z historią II wojny światowej, a najwięcej emocji wzbudzały prace nad polską ustawą o IPN czy kwestia demontażu ukraińskiego pomnika w Hruszowicach. Ostatnio zaś, skrajnie negatywne emocje w Polsce wzbudziła informacja o nadaniu przez radę miejską Tarnopola imienia Romana Szuchewycza miejskiemu stadionowi.

Nie chodzi tutaj o to, że tematy historyczne są nieważne, lecz o to, że przywiązywana do nich uwaga przesłania inne kwestie dotyczące relacji polsko-ukraińskich: w sferze politycznej, gospodarczej czy społecznej. Trudno byłoby znaleźć (poza mediami specjalistycznymi) szerszą informację na temat polsko-ukraińskiego kontekstu budowy gazociągu Nord Stream-2: tymczasem to właśnie ten rosyjski projekt ma szansę (czy raczej rodzi potencjalne ryzyko) wpływania w sposób istotny na życie milionów Polaków i Ukraińców – czego nie można powiedzieć o fakcie nadania imienia R. Szuchewycza stadionowi w Tarnopolu: w tym kontekście jest to fakt, mówiąc brutalnie, bez żadnego znaczenia.

Jeśli chodzi o wymiar wielostronny to Polska, jako kraj aspirujący do roli regionalnego lidera w ramach tzw. wschodniej flanki NATO czy w ramach wschodniego wymiaru polityki Unii Europejskiej powinna wykazywać się dużo większą aktywnością jeśli chodzi o proponowanie działań mających na celu jeśli nie całkowite rozwiązanie, to przynajmniej trwałe i skuteczne wygaszenie konfliktu na Donbasie. Są ku temu przesłanki i fora: jeśli nie OBWE czy istniejące formaty rozmów  w których jako kraj nie bierzemy udziału, to nic nie stoi nie przeszkodzie, by zaproponować własne rozwiązania. Faktem jest, że do realizacji tego rodzaju działań konieczną byłaby inna polityka wobec Rosji (która to polityka aktualnie faktycznie nie istnieje) i aktywne działania dyplomatyczne wobec partnerów unijnych, głównie Francji i Niemiec.

Dariusz Materniak

Share Button

Szef Komitetu Wojskowego NATO przybył z wizytą na Ukrainę

Share Button

Stuart Peach odwiedził m.in. Akademię Wojsk Lądowych im. Sahajdacznego we Lwowie, gdzie spotkał się z głównodowodzącym SZ Ukrainy, generałem Rusłanem Chomczakiem.

Według strony ukraińskiej wizyta jest dowodem uwagi, z jaką NATO odnosi się do kwestii partnerstwa z Ukrainą. Podczas rozmów omówiono kwestie dotyczące reform w ukraińskiej armii i proces dostosowywania jej do standardów Sojuszu, jak również sytuację na wschodzie Ukrainy, w strefie Operacji Sił Połączonych, a także wokół granic Ukrainy, w tym związku z aktywnością Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej wokół Ukrainy.

Równolegle, sytuacja wokół granic Ukrainy i działania Rosji były przedmiotem konsultacji w ramach NATO, realizowanych z inicjatywy USA. Wzięli w nich udział także przedstawiciele Kanady, Litwy, Polski i Wielkiej Brytanii.

W ocenie przedstawicieli Paktu działania Moskwy sprzyjają destabilizacji i powodują napięcia, które niweczą działania na rzecz deeskalacji, realizowane na mocy porozumienia z 27 lipca 2020 roku. NATO ostrzegło Rosję przed działaniami, które mogłyby doprowadzić do naruszenia granic Ukrainy oraz dalszego łamania porozumienia ws. wstrzymania ognia na Donbasie.

Wsparcie dla Ukrainy zadeklarowali w ostatnich dniach prezydent USA Joe Biden i premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson w rozmowach telefonicznych z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zelenskym.

W wyniku eskalacji walk na linii rozgraniczenia na Donbasie w ciągu ostatnich dwóch tygodni zginęło 11 ukraińskich żołnierzy. Z kolei Rosja prowadzi działania wokół granic Ukrainy, polegające na transporcie i koncentracji wojsk w celu przeprowadzenia sprawdzianów gotowości bojowej – głównie w ramach jednostek Południowego Okręgu Wojskowego, w tym na okupowanym Krymie. Liczba zgromadzonych sił jest oceniana na ok. 40 tys. żołnierzy w ramach 50 Batalionowych Grup Taktycznych.

Na podstawie: pravda.com.ua, mil.in.ua,

Share Button