sobota, 15 Maj, 2021
pluken
Home / Komentarze i opinie / Bezpieczeństwo / Szef polskiego MSZ z wizytą w Kijowie: tak, ale…
Fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP
Fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP

Szef polskiego MSZ z wizytą w Kijowie: tak, ale…

Share Button

8 kwietnia 2021 roku stolicę Ukrainy odwiedził minister spraw zagranicznych RP Zbigniew Rau. To ważna wizyta, zwłaszcza teraz, gdy wokół granic Ukrainy przemieszczają się rosyjskie wojska. Trudno jednak prowadzić skuteczną politykę zagraniczną tylko i wyłącznie przy pomocy okazjonalnych gestów.

Wizyta w cieniu wielkich napięć

Przebieg wizyty nie odbiegał specjalnie od podobnych spotkań tego typu: w czasie pobytu w Kijowie minister Rau spotkał się m.in. ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Dmytro Kulebą oraz Leonidem Krawczukiem, byłym prezydentem Ukrainy, który aktualnie przewoźniczy ukraińskiej delegacji do Trójstronnej Grupy Kontaktowej w Mińsku. Ze strony polskiej pojawiły się zapewnienia o wsparciu ukraińskich dążeń do członkostwa w NATO i UE, jak również o prawie Ukrainy do podejmowania działań obronnych w związku z eskalacją walk na Donbasie.

To właśnie ten ostatni aspekt pozostaje istotnym z punktu widzenia celowości polskiej aktywności w obecnym czasie: w ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do istotnego zaostrzenia sytuacji wzdłuż linii rozgraniczenia na wschodzie Ukrainy, w wyniku czego zginęło 11 ukraińskich żołnierzy, a wielu zostało rannych. Należy odnotować, że jest to najpoważniejsza eskalacja walk od co najmniej półtora roku, a na pewno stawiająca pod wielkim znakiem zapytania uzgodnienia z lipca 2020 roku, gdy podpisano (kolejne) porozumienie o wstrzymaniu walk pomiędzy stronami konfliktu. Warto dodać, że nadzieje wiązane z tym ostatnim dokumentem miały i tak dość ograniczony charakter, choć przez pewien czas strona (pro)rosyjska względnie respektowała przyjęte zobowiązania.

Druga istotna aktualnie kwestia to realizowane przez Federację Rosyjską ćwiczenia wojskowe i związane z nimi ruchy wojsk wokół granic Ukrainy: przede wszystkim na okupowanym Krymie i w obwodzie rostowskim, bezpośrednio graniczącym z separatystycznymi republikami na Donbasie. Według strony rosyjskiej działania te wpisują się w realizowany corocznie sprawdzian gotowości bojowej Południowego Okręgu Wojskowego FR, a także są elementem przygotowań do największych w tym roku manewrów Zapad-21, które odbędą się w Rosji i na Białorusi. O ile – rzecz jasna – strona rosyjska (co podkreślają przedstawiciele rosyjskich władz) ma prawo do realizowania aktywności wojskowej na własnym terytorium, to działania takie, zwłaszcza w większej niż zwykle skali (aktualnie: co najmniej ok. 40 tysięcy żołnierzy w ramach co najmniej ok. 30-40 Batalionowych Grup Taktycznych) muszą budzić niepokój, tym bardziej, że zdarzało się już w przeszłości, że ćwiczący na terytorium Rosji żołnierze i całe jednostki były w stanie „zabłądzić” na terytorium Ukrainy (mowa tutaj o udziale rosyjskich wojsk w walkach na Donbasie w 2014 i 2015 roku oraz później). I choć prawdopodobieństwo otwartego konfliktu i rosyjskiej inwazji na Ukrainę o dużej skali jest stosunkowo niewielkie, to skala napięcia jest znaczna z perspektywą narastania do jesienie tego roku włącznie.

Deklaracje, wyrazy zaniepokojenia i co dalej?

W kontekście opisywanych wydarzeń istotne znaczenie z punktu widzenia Kijowa mają deklaracje wsparcia dla Ukrainy: w formach takich jak wizyta szefa polskiego MSZ czy (dzień wcześniej) szefa Komitetu Wojskowego NATO. O swoim wsparciu zapewnili w rozmowach telefonicznych z prezydentem Ukrainy także liderze USA i Wielkiej Brytanii. Sytuacja na wschodzie Ukrainy była także tematem rozmów szefów resortów obrony kilku krajów NATO, w tym USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Polski i Litwy.. O ile można stwierdzić, że to tylko słowa, to warto mieć na uwadze, że wskazane kraje są od kilku lat zaangażowane w działania mające na celu sprzyjanie procesom dostosowywania Sił Zbrojnych Ukrainy do standardów NATO: m.in. w ramach wspólnych ćwiczeń, misji szkoleniowych takich jak Joint Multinational Training Group-Ukraine (na poligonie w Jaworowie k. Lwowa) czy też w ramach działań mających na celu dostawy uzbrojenia i wyposażenia dla ukraińskiej armii.

Wskazane wyżej działania są oczywiście istotne i potrzebne, jednak nie sposób w tym miejscu uniknąć pytania o szerszy niż tylko stricte obronny kontekst aktywności Polski wobec Ukrainy. O ile w kwestiach związanych ze współpracą wojskową wiele udało się osiągnąć (do listy wskazanych wyżej aktywności strony polskiej należy dodać jeszcze funkcjonujący od 2015 roku wspólny z Litwą projekt LITPOLUKRBRIG), to trudno byłoby stwierdzić, że na poziomie polityki zagranicznej w wymiarze dwu- i wielostronnym zanotowaliśmy jakieś istotne sukcesy. Jest wręcz odwrotnie: w ciągu ostatnich pięciu lat w relacjach polsko-ukraińskich, nazywanych zgodnie przez obie strony strategicznymi, dominowały kwestie zdecydowanie mało strategiczne z punktu widzenia teraźniejszości i przyszłości wzajemnych relacji. Główną tematyką rozmów prezydentów obu krajów w tym czasie były kwestie związane z historią II wojny światowej, a najwięcej emocji wzbudzały prace nad polską ustawą o IPN czy kwestia demontażu ukraińskiego pomnika w Hruszowicach. Ostatnio zaś, skrajnie negatywne emocje w Polsce wzbudziła informacja o nadaniu przez radę miejską Tarnopola imienia Romana Szuchewycza miejskiemu stadionowi.

Nie chodzi tutaj o to, że tematy historyczne są nieważne, lecz o to, że przywiązywana do nich uwaga przesłania inne kwestie dotyczące relacji polsko-ukraińskich: w sferze politycznej, gospodarczej czy społecznej. Trudno byłoby znaleźć (poza mediami specjalistycznymi) szerszą informację na temat polsko-ukraińskiego kontekstu budowy gazociągu Nord Stream-2: tymczasem to właśnie ten rosyjski projekt ma szansę (czy raczej rodzi potencjalne ryzyko) wpływania w sposób istotny na życie milionów Polaków i Ukraińców – czego nie można powiedzieć o fakcie nadania imienia R. Szuchewycza stadionowi w Tarnopolu: w tym kontekście jest to fakt, mówiąc brutalnie, bez żadnego znaczenia.

Jeśli chodzi o wymiar wielostronny to Polska, jako kraj aspirujący do roli regionalnego lidera w ramach tzw. wschodniej flanki NATO czy w ramach wschodniego wymiaru polityki Unii Europejskiej powinna wykazywać się dużo większą aktywnością jeśli chodzi o proponowanie działań mających na celu jeśli nie całkowite rozwiązanie, to przynajmniej trwałe i skuteczne wygaszenie konfliktu na Donbasie. Są ku temu przesłanki i fora: jeśli nie OBWE czy istniejące formaty rozmów  w których jako kraj nie bierzemy udziału, to nic nie stoi nie przeszkodzie, by zaproponować własne rozwiązania. Faktem jest, że do realizacji tego rodzaju działań konieczną byłaby inna polityka wobec Rosji (która to polityka aktualnie faktycznie nie istnieje) i aktywne działania dyplomatyczne wobec partnerów unijnych, głównie Francji i Niemiec.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. premier.gov.pl

Polska zwołuje spotkanie Grupy V4 wobec działań Rosji

Premier RP Mateusz Morawiecki zainicjował spotkanie krajów Grupy Wyszehradzkiej w związku z działaniami Rosji i …