środa, 3 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 9)

polukr

Poroszenko rozmawiał z Merkel, Hollandem i Putinem

Share Button

1407843686-3404-poroshenko-petrPrezydent Petro Poroszenko przeprowadził rozmowę telefoniczna w normandzkim formacie. Prezydent Ukrainy wezwał, aby „nie udawać, że to co stało się w Debalcewe, było zgodne z ustaleniami w Mińsku” oraz do opracowania jasnych gwarancji na wypadek kolejnych prób naruszania mińskich uzgodnień.

Wszystkie strony rozmowy były zgodne w kwestii dotyczącej stworzenia dogodnych warunków dla przeprowadzenia misji monitorującej OBWE. Dopiero po osiągnięciu faktycznego zawieszenia broni, możliwe będzie wycofanie broni ciężkiej, artylerii i systemów rakietowych.

Prezydent Ukrainy wyraził żądanie uwolnienia wszystkich Ukraińców przebywających obecnie w niewoli, również tych, którzy trafili do niewoli w rejonie Debalcewe.

 

Na podstawie: president.gov.ua

Share Button

Prezydent Ukrainy chce wprowadzenia wojsk ONZ na Donbas

Share Button

poroszenko_minskPetro Poroszenko zaproponował RNBO przyjąć wezwanie do wprowadzenia na terytorium Ukrainy żołnierzy sił pokojowych ONZ, którzy mieliby pilnować przestrzegania zawieszenia broni. Według prezydenta Ukrainy najlepszym możliwym formatem byłaby misja policyjna Unii Europejskiej.

Podczas dzisiejszych obrad RNBO omawiano także zmiany w ustawie o stanie wojennym, a także kwestie związane z prowadzeniem ćwiczeń żołnierzy państw obcych na Ukrainie.

Prezydent poinformował również o zakończeniu procesu wycofywania wojsk z Debalcewa. Miasto opuściło blisko trzy tysiące żołnierzy oraz 200 sztuk sprzętu. „Wycofanie naszych wojsk obaliło ostatecznie mit o rzekomym „kotle” w Debalcewie” – podkreślił Poroszenko. Dodał, że Rosjanie proponowali siłom ATO poddanie się i bezpieczne wyjście po pozostawieniu broni i techniki, jednak te propozycje zostały odrzucone.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Debalcewe: wojny nie wygrywa się ewakuacjami, ale…

Share Button

Pierwsze porozumienie o rozejmie we wschodniej Ukrainie zostało podpisane w stolicy Białorusi we wrześniu 2014 roku po okresie ciężkich walk na przełomie sierpnia i września, które toczyły się m.in. pod Iłowajskiem z udziałem już nie tylko grup bojowników tzw. Republik ludowych, ale także regularnej armii rosyjskiej, która była zmuszona interweniować, aby nie doszło do totalnej klęski sił separatystów spychanych coraz bardziej w stronę granicy z Rosją przez jednostki ukraińskie prowadzące operację antyterrorystyczną (ATO). Porozumienie to, choć oficjalnie obowiązujące, nie doprowadziło do przerwania walk – było regularnie przerywane kolejnymi ostrzałami ze strony separatystów (zwykle 50-60 przypadków na dobę), i taka sytuacja trwała aż do połowy stycznia, gdy miała miejsca kolejna eskalacja konfliktu.

Tym razem obszarem o największym natężeniu walk stało się miasto Debalcewe, położone w pobliżu granicy obwodów donieckiego i ługańskiego, mające strategiczne znaczenie m.in. ze względu na biegnącą przez nie linię kolejową łączącą ze sobą Donieck i Ługańsk. Ponadto Debalcewe i jego okolice tworzyły bardzo charakterystyczny wyłom w pozycjach sił prorosyjskich separatystów, który wydawał się być łatwym do zamknięcia w okrążeniu i zlikwidowania. Świadomość tego zagrożenia miało jednak także ukraińskie dowództwo, które przewidując możliwość eskalacji konfliktu zadbało o odpowiednie wzmocnienie sił na tym odcinku.

Tak zwana „bitwa debalcewska”, trwająca ponad miesiąc niewątpliwie przejdzie do historii jako przykład skutecznego prowadzenia działań w obronie w wysoce niesprzyjających warunkach. Pozycje ukraińskie rozlokowane w samym mieście i kilku otaczających je miejscowościach, znajdowały się przez cały czas w zasięgu artylerii przeciwnika, a co więcej z resztą Ukrainy łączyła je tylko jedna główna droga Debalcewe-Artemiwsk. Ukraińskie dowództwo wyciągnęło wnioski z działań, jakie miały miejsce w okresie walk pod Iłowajskiem i dzięki nadrobieniu zaległości w kilku istotnych obszarach możliwe było odpieranie kolejnych ataków na pozycje pod Debalcewem. Z obserwacji prowadzonych przez kilka tygodni działań można wysnuć wnioski o znacznie lepszym dowodzeniu i manewrowaniu dostępnymi siłami oraz o poprawie komunikacji pomiędzy jednostkami armii regularnej i batalionami ochotniczymi (choć w tym obszarze nadal pozostaje sporo do zrobienia, na co wielokrotnie uwagę zwracali żołnierze i dowódcy, w tym m.in. d-ca batalionu Donbas Semen Semenczenko). Można mówić również o poprawie koordynacji działań na poziomie operacyjnym – dla przykładu: tuż przed rozmowami w Mińsku, w okresie największego natężenia walk pod Debalcewem, działania ofensywne rozpoczęte pod Mariupolem przez pułk Azow zmusiły przeciwnika do wycofania części sił na południe, co pozwoliło odciążyć broniące się na północy oddziały. Znaczna poprawa nastąpiła również jeśli idzie o rozpoznanie, w tym najpewniej z wykorzystaniem samolotów bezzałogowych oraz grup specjalnych do korygowania ognia artylerii. Najprawdopodobniej to właśnie między innymi z tego czynnika wynikała skuteczność ognia artyleryjskiego po stronie ukraińskiej – prowadzone regularnie i z wielką precyzją ostrzały rejonów koncentracji i składów amunicji przeciwnika uniemożliwiły zebranie sił do większych natarć oraz pomogły w odparciu tych, które udało się przeprowadzić separatystom i oddziałom rosyjskim.

Porażka wojskowa separatystów (tj. faktycznie Federacji Rosyjskiej) w głównej fazie bitwy o Debalcewo trwającej od połowy stycznia do 15 lutego była jednym z kluczowych czynników, jakie miały wpływ na przebieg rozmów w Mińsku. Strona ukraińska mogła przystąpić do rokowań na o wiele lepszej pozycji wyjściowej niż w przypadku, gdyby Debalcewe zostało zajęte lub chociażby skutecznie okrążone przez bojowników. Przedłużanie konfliktu wobec rosnących strat stało się uciążliwe także dla Moskwy, która zaczęła poszukiwać rozwiązania pozwalającego na przynajmniej czasowe zamrożenie walk, rzecz jasna na jak najbardziej korzystnych dla siebie warunkach.

Jak wiadomo, wynikiem rozmów w Mińsku było porozumienie, które miało wejść w życiu 15 lutego o północy. Tak się jednak nie stało i pomimo wstrzymania ognia przez siły ukraińskie nadal trwał ostrzał pozycji sił ATO w Debalcewie i okolicach. Pomimo tego, ukraińskie kierownictwo podjęło decyzję o nieodpowiadaniu na te działania i utrzymywaniu „reżimu ciszy” de facto jednostronnie, wybierając potencjalne korzyści polityczne w postaci zdyskredytowania zarówno Rosji jak i separatystów w oczach światowej opinii publicznej w zamian za konieczność opuszczenia Debalcewa. Od 15 lutego kluczowy czynnik w obronie, jakim był ogień ukraińskiej artylerii nie był stosowany wobec obowiązujących zapisów porozumień z Mińska, co pozwoliło siłom rosyjskim na podejście w bezpośrednie sąsiedztwo miasta i pozycji jednostek ukraińskich.

W zaistniałej sytuacji jedynym logicznym rozwiązaniem było wycofanie jednostek ukraińskich z Debalcewa i jego okolic. Ostatecznie, decyzja taka miała zostać podjęta we wtorek 17 lutego wieczorem, a jej efektem był zorganizowany odwrót oddziałów Sił Zbrojnych, Gwardii Narodowej Ukrainy i jednostek ochotniczych z Debalcewa do Artemiwska. Jednostki ukraińskie opuściły miasto zabierając ze sobą cały sprawny sprzęt, w tym czołgi, wozy opancerzone i artylerię. Odwrót był skutecznie osłaniany przez żołnierzy ukraińskich sił specjalnych oraz artylerię, dzięki czemu zakończył się powodzeniem przy stosunkowo niewielkich stratach po stronie ukraińskiej, pomimo ostrzału i prób przecięcia dróg odwrotu podejmowanych przez tzw. separatystów.

Porównując wydarzenia, jakie miały miejsce pod Debalcewem z sytuacją, z jaką mieliśmy do czynienia niecałe pół roku temu pod Iłowajskiem doskonale widać jak wielkie zmiany zaszły w ukraińskiej armii. Warto pamiętać, że konieczność oddania prorosyjskim separatystom kontroli nad Debalcewem była efektem decyzji politycznej, a nie porażki wojskowej. Gdyby strona ukraińska zdecydowała się na symetryczne stosowanie broni wobec łamania przez tzw. separatystów porozumienia z Mińska, skuteczna obrona miasta mogłaby trwać nadal. Rzecz jasna musiałoby się to odbywać kosztem ofiar także po stronie ukraińskiej (mniejszych niż po stronie atakujących, ale ostatecznie nie do uniknięcia) oraz znacznej ilości sił i środków angażowanych na tym odcinku frontu, na dłuższą metę trudnym do obrony bez znaczącego ryzyka. Tym bardziej, że wobec zniszczenia infrastruktury kolejowej w Debalcewie miasto straciło na jakiś czas swoją rolę jako ewentualny węzeł kolejowy, który mógłby łączyć Donieck i Ługańsk.

Trudno w tej chwili ocenić, czy wybór dokonany przez władze w Kijowie był słuszny, jako że główni zainteresowani (oraz winni tej sytuacji) nie zabrali jeszcze głosu – chodzi rzecz jasna o przywódców Francji i Niemiec, którzy negocjowali porozumienia w Mińsku i zapowiadali reakcję, jeżeli nie będzie ono przestrzegane. Wydaje się, że nie należy liczyć na wiele ze strony Angeli Merkel i Francois Hollande’a. Wobec zaistniałych faktów autorytet międzynarodowy Berlina i Paryża znacząco podupadł, choć rzecz jasna nie tak bardzo jak Moskwy, która pokazała się od jak najgorszej strony łamiąc podpisane przez siebie porozumienie. Na tym samym mniej więcej poziomie znalazło się OBWE, którego obserwatorzy nie byli w stanie stwierdzić czy Debalcewe jest ostrzeliwane z powodu… ostrzału, który nie pozwolił im wjechać do miasta.

Wśród wniosków jakie będzie musiał wyciągnąć Kijów z wydarzeń ostatniego tygodnia prawdopodobnie będzie musiał znaleźć się także ten o nieskuteczności unijnej dyplomacji w starciu z terrorystyczno-propagandową machiną Federacji Rosyjskiej. A także oswoić się ze świadomością konieczności liczenia przede wszystkim na własne siły zbrojne, których postawa pod Debalcewem pokazała, że można pokładać w nich nadzieję. Winston Churchill stwierdził po ewakuacji Dunkierki w 1940 roku, że „wojny nie wygrywa się ewakuacjami”. Ale dzięki nim można walczyć dalej.

Dariusz Materniak

Share Button

Wysadzić Rosję

Share Button

6057911-rosyjski-zolnierz-na-krymie-643-385Aneksja Krymu i wojna w Donbasie nie są dla Rosji celem samym w sobie, a jedynie elementem szerszego planu. Władimir Putin rzucił wyzwanie światu zachodniemu i nie zamierza już dłużej funkcjonować w ramach post-zimnowojennego ładu międzynarodowego. Otwarcie podważając jego fundamenty, w tym nienaruszalność granic państwowych, Prezydent Rosji dąży do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa, w której Rosja zajmie pozycję równą Stanom Zjednoczonym. Inwazja na Ukrainę to nie wyzwanie rzucone w stronę Kijowa, ale Waszyngtonu. Władimir Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością, jak miała to sugerować w rozmowie z Barackiem Obamą kanclerz Niemiec Angela Merkel. I właśnie powiedział „sprawdzam”.

Ukraiński front Putina

12 lutego, po kilkunastu godzinach negocjacji, podpisane zostało w Mińsku kolejne porozumienie dotyczące zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie. Porozumienie to, podobnie jak podpisane we wrześniu ubiegłego roku memorandum, nie ma mocy wiążącej i nie należy oczekiwać, że przyczyni się ono w znacznym stopniu do uregulowania sytuacji. Jego zapisy są nieprecyzyjne i mogą zostać zinterpretowane na różne sposoby, stronom brakuje również woli politycznej do wypełnienia zawartych w nim postanowień. Porozumienie stanowi raczej kolejną taktyczną przerwę, będącą wynikiem zaistniałej na froncie tymczasowej równowagi sił. Kwestie najistotniejsze, takie jak przywrócenie kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską, odsunięte zostały w czasie i powiązane z szeregiem warunków wstępnych, w tym przeprowadzeniem wyborów w samozwańczych republikach Doniecka i Ługańska oraz reformą konstytucyjną Ukrainy, której celem miałaby być decentralizacja władzy państwowej. Realizacja tych postanowień faktycznie przypieczętowałaby autonomię wschodnich obwodów Ukrainy i ostatecznie zamknęła drogę Kijowa na Zachód.

Szczyt w Mińsku to kolejny dyplomatyczny sukces Putina. Prezydentowi Rosji już wcześniej udało się chociażby rozprawić z mitem wspólnej unijnej polityki zagranicznej, dobierając sobie rozmówców – Niemcy i Francję – w zgodzie z własnymi interesami, a także przekonać Zachód, że wschodnim obwodom Ukrainy, Donieckiemu i Ługańskiemu, należy się szczególny status i uprawnienia. Była to zarazem najważniejsza porażka Kijowa, który nie był w stanie przeforsować własnej narracji na scenie międzynarodowej. Po krótkotrwałej przerwie Putin przeszedł do kolejnej ofensywy dyplomatycznej, wykorzystując obawy Europejczyków przed amerykańską propozycją dozbrojenia Ukrainy, w wyniku czego Prezydent Petro Poroszenko znalazł się pod presją ze strony Niemiec i Francji, które domagały się ustępstw po stronie Kijowa. Największym przegranym spotkania w Mińsku pozostaje więc Ukraina, dla której treść memorandum może już wkrótce okazać się warunkami kapitulacji.

Władimir Putin nie jest jednak zainteresowany aneksją Donbasu, powtórka z Krymu nie wchodzi tutaj pod żadnym warunkiem w grę. Pojedynek toczy się o władanie nad całym terytorium Ukrainy, a jego celem jest trwałe zakotwiczenie Ukrainy w wyłącznej rosyjskiej strefie wpływów. Instrumentów realizacji takiego celu jest co najmniej kilka. Wariant optymalny dla Rosji to zmiana konstytucji Ukrainy i przyznanie daleko idących uprawnień decyzyjnych poszczególnym regionom, tak aby mogły one bezpośrednio wpływać na kształt polityki zagranicznej kraju. W takim wypadku ustanowienie kontroli nad tylko jednym ze wschodnich obwodów Ukrainy, np. Donieckim, na stałe zablokowałoby integrację europejską kraju oraz starania o uzyskanie członkostwa w NATO. Wariantem alternatywnym jest m.in. zamrożenie konfliktu we wschodniej Ukrainie, co pozwoliłoby w sposób ciągły destabilizować sytuację polityczną i gospodarczą nad Dnieprem.

Działania Rosji na terytorium Ukrainy spotkały się co prawda z ostrą krytyką na arenie międzynarodowej, Zachód nie zdecydował się jednak na stanowcze kroki wobec Putina. Najważniejszym instrumentem nacisku na Rosję pozostają sankcje gospodarcze, obejmujące m.in. ograniczenia w dostępie do kapitału, ograniczenia sprzedaży zaawansowanych technologii dla rosyjskiego przemysłu oraz embargo na broń, a także sankcje wizowe. Te pierwsze nie dotyczą jednak wielu kluczowych dla rosyjskiej gospodarki podmiotów, w tym gazowego giganta – Gazpromu, te drugie natomiast nie dotykają osób, które rzeczywiście są odpowiedzialne za wojnę na Ukrainie, w tym bezpośrednie otoczenie Prezydenta Putina. Co więcej, skutki nałożonych na Rosję sankcji gospodarczych odczuwane są również w samej Unii Europejskiej, co oznacza, iż już wkrótce część unijnych krajów dążyć będzie do ich zniesienia. Sankcje nie przynoszą widocznych rezultatów w krótkim okresie, ale nie są one też instrumentem długookresowym.

Krótka lekcja ekonomii

Paradoksem unijnej polityki sankcji wobec Rosji jest dążenie do wywarcia wpływu na Władimira Putina w rezultacie pogarszającej się sytuacji gospodarczej nad Wołgą, a jednocześnie utrzymywanie przy życiu rosyjskiej gospodarki i zapobieganie jej załamaniu. Tylko w 2014r. odpływ kapitału z Rosji wyniósł zawrotną sumę 151,5 mld dolarów, a Rosyjski Bank Centralny prognozuje, że w 2015r. z Rosji odpłynie kolejne 115-120 mld dolarów. Negatywnie na rosyjską gospodarkę wpływają nie tylko unijne sankcje, ale przede wszystkim spadek cen ropy naftowej. Rosyjskie Ministerstwo Finansów szacuje, że w wyniku najniższej od czterech lat ceny czarnego złota Rosja straciła prawie 100 mld dolarów. To właśnie cena ropy naftowej jest dla Rosji niezwykle istotna, ponieważ rosyjski budżet oparty jest w większości na sprzedaży surowców naturalnych. Zyski ze sprzedaży ropy i gazu odpowiadają za ponad połowę dochodów rosyjskiego budżetu.

W przypadku unijnych sankcji nałożonych na rosyjską gospodarkę ważny jest przede wszystkim aspekt psychologiczny, związany z ryzykiem ponoszonym przez zagraniczne przedsiębiorstwa w ramach prowadzenia biznesu w Rosji. Utrudniony dostęp do źródeł pozyskiwania kapitału i coraz bardziej restrykcyjne regulacje prawne wprowadzane przez rząd rosyjski zniechęcają zagranicznych inwestorów do lokowania środków finansowych nad Wołgą. Tylko w ostatnich latach największe banki świata, w tym HSBC i BNP Paribas, zapłaciły amerykańskiemu rządowi ponad 10 mld dolarów za złamanie sankcji nałożonych m.in. na Iran i Koreę Północną, co stwarza obawy przed współpracą z Rosją. Wiarygodność traci również gospodarka rosyjska jako całość. W styczniu br. agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła krótkoterminową i długoterminową ocenę wiarygodności kredytowej Rosji do tzw. poziomu śmieciowego. W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację ekonomiczną w kraju Rosja nakazała przedsiębiorstwom oraz osobom prywatnym zgłaszanie swoich zagranicznych dochodów władzom podatkowym oraz informowanie o wszystkich transakcjach zagranicznych, co według szacunków ma przynieść wpływy do budżetu w wysokości 3-4 mld dolarów. Według obliczeń EBOiR gospodarka rosyjska skurczy się w 2015r. o prawie 5 procent.

Kryzys gospodarczy w Rosji to problem nie tylko Kremla. Trudne czasy czekają m.in. jej sąsiadów, którzy razem z Rosją tworzą Eurazjatycką Unię Gospodarczą. EBOiR szacuje, że w wyniku złej sytuacji gospodarczej w Rosji PKB Białorusi zmniejszy się o 1,5 proc, PKB Kazachstanu wzrośnie tylko o 1,5 proc. (4,3 proc. w 2014r.), a wzrost gospodarczy w Armenii wyniesie 0 proc. (3 proc. w 2014r.). Spadek siły nabywczej rubla przełożył się również na zmniejszenie transferów pieniężnych z Rosji. Wysoką cenę płaci także gospodarka Finlandii, kraju o największych powiązaniach gospodarczych z Rosją w całej strefie euro. W 2014r. z Finlandii odpłynął kapitał o wartości 10 mld dolarów, w większości za sprawą firm rosyjskich oraz samych Rosjan trzymających w Finlandii swoje oszczędności. Premier Finlandii Alexander Stubb jeszcze w ubiegłym roku zapowiedział, że z powodu rosyjskich sankcji odwetowych, obejmujących import żywności z Unii Europejskiej, kraj będzie zmuszony zwrócić się o pomoc finansową do unijnych partnerów.

Analizując politykę Władimira Putina nie należy zapominać, że to nie prosty rachunek ekonomiczny stanowi podstawę jego działań. Wręcz przeciwnie. Posunięcia Kremla znajdują inspirację przede wszystkim w warstwie ideologicznej, nie ekonomicznej. Pomimo dobiegającej ze wszystkich stron krytyki polityki gospodarczej Władimira Putina, m.in. z ust prezesa Sbierbanku, jednego z najważniejszych banków w Rosji, ekonomiści stanowią grupę coraz bardziej marginalizowaną na Kremlu. Putin wypowiedział świętą wojnę Zachodowi i zdaje się nie liczyć z ponoszonymi kosztami. Te z kolei wciąż wzrastają – sama aneksja Krymu kosztowała rosyjski budżet już prawie 5 mld dolarów, które pozyskane zostały z rezerwy budżetowej, ale także ze składek emerytalnych Rosjan. Dodatkowe inwestycje na półwyspie, niezbędne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego regionu, mogą natomiast wpłynąć na zmniejszenie inwestycji w innych regionach Rosji.

Tango z niedźwiedziem

Zachód powszechnie obawia się, że sytuacja ekonomiczna w Rosji może doprowadzić do bardziej agresywnej polityki Władimira Putina, dlatego też unijni przywódcy na każdym kroku podkreślają, iż celem sankcji nie jest upokorzenie Putina ani izolacja i zrujnowanie rosyjskiej gospodarki. W podobnym tonie wypowiada się nawet Barack Obama, którego zdaniem kryzys gospodarczy w Rosji może przyczynić się do powrotu do polityki ekspansji. Władimir Putin z kolei doskonale rozumie obawy Zachodu i stara się rozgrywać z powodzeniem kartę strachu na arenie międzynarodowej. Rzekome stwierdzenie Merkel, jakoby Putin stracił kontakt z rzeczywistością, jest przejawem właśnie takiego zjawiska. Wizerunek nieobliczalnego przywódcy na Kremlu, gotowego użyć swój arsenał nuklearny w obronie strefy wyłącznych wpływów, umacnia na Zachodzie przekonanie o konieczności ustępstw wobec Moskwy.

Na korzyść Putina działa w końcu tzw. walka z terroryzmem, w której Rosja nadal pozostaje ważnym partnerem Zachodu, mimo, iż najczęściej polityka Moskwy w tym zakresie sprowadza się jedynie do destrukcji, zamiast konstrukcji. Putin usiłuje przekonać Zachód, że Rosja nie stanowi zagrożenia, ale ważny składnik architektury bezpieczeństwa, który powinien zostać wzmocniony dla przewrotnie pojmowanego dobra wspólnego. Nagrania z egzekucji rosyjskich żołnierzy przez bojowników islamskich mają wskazywać, że Rosja stała się ofiarą międzynarodowego terroryzmu w takim samym stopniu jak Francja w wyniku ataków na redakcję Charlie Hebdo. Zwolennikiem takiego stanowiska jest m.in. szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która uważa, że Ukraina powinna zostać „podarowana” Rosji w imię wspólnej walki z zagrożeniami w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.

Putin może więcej, ponieważ zdaje sobie sprawę, że Zachód nie wysadzi Rosji. Zresztą ów Zachód nawet tego nie chce. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto może dziś wysadzić Rosję, to jak zwykle jest to ona sama.

Artykuł ukaże się w kolejnym numerze miesięcznika „Strefa. Magazyn Biznesu”.

Źródło: https://szeligowski.wordpress.com/2015/02/13/wysadzic-rosje/

Share Button

Wielki biznes w czasie wojny – część 1

Share Button

AchmetowKto stracił, a kto pomnożył majątek podczas ukraińsko-rosyjskiej wojny.

Operacje wojskowe na wschodzie Ukrainy spowodowały straty liczone w miliardach hrywien i dla państwa i dla sektora prywatnego. Okupacja części terytorium państwa, faktycznie wstrzymanie pracy wielu zakładów produkcyjnych, które obecnie znajdują się w strefie kontrolowanej przez bojowników „DRL” i „ŁRL”, paraliż szlaków komunikacyjnych (zwłaszcza kolejowych), zupełne zahamowanie eksportu towarów do Rosji, spowodowały katastrofalny spadek produkcji w niektórych dziedzinach ukraińskiej gospodarki. Łącznie, według oceny doradcy premiera Ukrainy, Danyły Łubkiwskiego, w konsekwencji konfliktu na Donbasie zniszczono 20% potencjału gospodarczego Ukrainy.

„Wojna wywołana przez Putina przeciwko Ukrainie, na dzień dzisiejszy zniszczyła niemalże 20% naszego obecnego potencjału gospodarczego, włącznie z dochodem przybliżonym i obrotem dewizowym. W konsekwencji okupacji Donbasu i Krymu do budżetu nie wpłynęło ponad 23 mld hrywien. Bojownicy zniszczyli 1,4 tys. obiektów infrastruktury kolejowej oraz 1, 5 tys. km dróg. Zrujnowano ponad 9 tys. budynków mieszkalnych. Łączna wartość zniszczeń wynosi 1 mld hrywien.” – poinformował Łubkiwski
(http://www.epravda.com.ua/news/2015/02/17/528616/ ).

Nie mniejsze straty ponieśli właściciele prywatnego biznesu, w wyniku znacznego pogorszenia się klimatu inwestycyjnego, sankcji i działań wojskowych na wschodzie Ukrainy ucierpieli wszyscy. A właściwie – prawie wszyscy. Niektórzy oligarchowie byli w stanie, nawet w najtrudniejszej sytuacji politycznej i gospodarczej, znaleźć okazję, jeśli nie do pomnożenie majątku to chociażby do stabilizacji sytuacji. Tendencja jest taka, że najbardziej ucierpiały te gałęzie, które były najbardziej uzależnione od eksportu produktów do Rosji, i które nie zdążyły wcześniej zrównoważyć strat przez dywersyfikację rynków zbytu.

Sponiewieranie dawnych „ulubieńców władzy”

Tak się historycznie złożyło, że większość przedsiębiorstw metalurgicznych, przemysłu maszynowego, czy górnictwa znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy. Tak więc strefie działań wojennych, albo pod kontrolą terrorystów znajdują się największe przedsiębiorstwa państwa, które stanowią 16% PKB. Jeszcze jedna wspólna cecha, to wszystkie one należą do członków drużyny byłego prezydenta Janukowycza, do tak zwanych „donieckich”.

Cztery lata, od 2010 roku (od momentu wybrania Janukowycza na prezydenta) osoby te otrzymywały od rządu niebywałe ulgi, które polegały na wielomilionowych subwencjach z budżetu państwa, wysokich odszkodowaniach VAT, gwarancjach rządowych pożyczek w międzynarodowych bankach itd. Ponieważ zbliżenie z Rosją stanowiło podstawę polityki Janukowycza oczywistym jest, że bliscy jej oligarchowie szukali dla siebie rynków zbytu przede wszystkim w Rosji. Ponadto w obliczu lojalnej polityki Federacji Rosyjskiej w stosunku do ukraińskich eksporterów, trwającej do 2013 roku, ci ostatni nie dostrzegali szczególnej potrzeby poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. Dlatego w zeszłym roku, gdy współpraca z Rosją stała się niemożliwa, a pobieranie ulg dla swoich przedsiębiorstw ze zubożałego budżetu było coraz trudniejsze, niegdysiejsi bliscy Olimpowi władzy biznesmeni zaczęli odczuwać poważne trudności.

I choć, ranking 10 ukraińskich oligarchów nie uległ istotnej zmianie w porównaniu z rokiem 2013, to ich portfele znacznie schudły. Całkowity dochód najbogatszych zmniejszył się o ponad 13 mld dolarów i stanowi obecnie ok. 42 mld dolarów.

Rinat Achmetow były „król” Donbasu

Kiedy mówi się o „donieckich” biznesmenach pierwszy, który przychodzi do głowy to oczywiście najbogatszy człowiek Ukrainy, do niedawna nieoficjalny gospodarz Donbasu, Rinat Achmetow.

Człowiek, którego pozycją nie mogło zachwiać ani dojście do władzy politycznych wrogów w 2004 roku w konsekwencji pomarańczowej rewolucji, ani liczne konflikty w rządzącej do niedawna Partii Regionów, ani też cichy „spin” biznesu na korzyść rodziny w wykonaniu Janukowycza w latach 2012-2013.

Niektórzy politycy i działacze społeczni z Doniecka przypisują Achmetowowi próbę kontrolowania bojowników oraz ich finansowe wspieranie na Wschodzie wiosną i latem 2014 roku. W ten sposób, Achmetow chciał przywrócić status quo jedynej osoby, która może kontrolować Donbas, stan utracony po ucieczce Janukowycza (http://tyzhden.ua/News/128917 ). Samozwańczy „gubernator” „DRL” Pawlo Hubariow twierdził, że na początku konfliktu Achmetow finansował część separatystów. Oczywiście, sam zainteresowany odpiera wszelkie zarzuty.

Takie zachowanie całkowicie wpisuje się w logikę stosunków Achmetowa i jemu podobnych, na wpół feudalnych przedstawicieli Wschodu w Kijowie. Praktyka, która zrodziła się w 1993 roku w Kijowie ze strajku górników sprawdzała się również przy Kuczmie i Juszczence: liderzy w Kijowie woleli wykupić się od „barbarzyńców” z Donbasu dużymi sumami z budżetu w zamian za lojalność regionów.

Jednak tym razem Achemtowowi gra wyraźnie się nie powiodła, stosunki oligarcha i bojowników DRL stopniowo ulegały pogorszeniu. O ile na początku Achmetowowi udawało się chronić swoje przedsiębiorstwa przed grabieżą, czy ostrzałem to obecnie bojownicy w Doniecku i Ługańsku nie rozróżniają biznesu Achmetowa spośród innych: albo płacisz „podatki” na DRL – 20% od obrotów z reguły gotówką, albo oczekuj „przypadkowego” upadku pocisku z moździerza…

Obecnie najbogatszy człowiek w kraju zmuszony jest obserwować z Kijowa jak niszczona i rabowana jest jego ojczyzna – Donieck i największa duma, stadion Donbas Arena. Część należących do niego przedsiębiorstw już teraz albo wstrzymała produkcję albo znajduje się na granicy zamknięcia. W sierpniu 2014 roku pracę wstrzymało pięć przedsiębiorstw grupy „Metinwest”, które znajdują się na terytorium okupowanym przez separatystów. W wyniku czego produkcja stali w przedsiębiorstwach oligarcha spadła w trzecim kwartale 2014 roku o 40%. Tracą także węglowe, energetyczne i koksochemiczne zakłady biznesmena.

Stosunki Achmetowa z Rosją też się nie układają. Rada okupowanej Republiki Krymu znacjonalizowała firmę DTEK „Krymenergo”, która wschodzi w skład holdingu DTEK, który z kolei należy do Rinata Achmetowa. Natomiast w lutym mieszczący się na półwyspie majątek JSC „Ukrtelcom” (własność Achmetowa ) według tego samego schematu został uznany za własność Republiki Krymu.

Według Bloonerg, Rinat Achmetow w 2014 roku stracił około 2,5 mld dolarów. W porównaniu z poprzednim rokiem majątek właściciela drużyny piłkarskiej „Szachtar” zmniejszył się prawe dwukrotnie i obecnie stanowi około 10,5 mld dolarów.

W styczniu 2015 roku, kompan Achmetowa, były gubernator obwodu donieckiego Serhij Taruta, w wywiadzie dla LB.ua oceniając wpływ Rinata Achemtowa na wydarzenia i sytuację w państwie, podkreślił, że „społeczeństwo przeceniło możliwości Rinata Achetowa. A sam Achmetow już nie jest oligarchą (http://lb.ua/news/2014/01/05/290927_sergey_taruta_rinat_bolshe.html ). Wydaje się, że te słowa nie są dalekie od prawdy, z powodu braku samookreślenia i ciągłe wahanie Achmetow szybko traci możliwość wpływania na sytuację w państwie i regionie. A w obecnych warunkach to może oznaczać tylko jedno – dalsze straty aktywów i bogactwa.

Dmytro Firtasz: przegrany roku

Jeszcze jeden oligarcha, któremu za czasów którejkolwiek władzy udawało się jedynie pomnażać aktywa, gwałtownie traci wpływy i majątek, a zatem i pieniądze.

Uważa się, że Firtasz pierwsze wielkie fundusze, w celu zakupu znacznej ilości gazu dla swoich przedsiębiorstw, otrzymał dzięki wsparciu Kremla i osobiście Władimira Putina.

Jak informuje Reuters powołując się na własne śledztwo, dzięki lojalności wyższych kręgów rządzących Rosji (http://www.reuters.com/investigates/special-report/comrade-capitalism-the-kiev-connection) Dmytro Firtasz był w stanie kupić po obniżonej cenie ponad 20 miliardów metrów sześciennych gazu i otrzymać kredyt na ponad 11 miliardów dolarów od kontrolowanego przez Putina Gazprombanku.

Ten interes pozwolił spółkom Firtasza zarobić ponad 3 miliardy dolarów. W rzeczywistości Dmytro Firtasz był swego rodzaju kontrolą strony rosyjskiej, wspólnego biznesu ropy i gazu ukraińskich i rosyjskich rządzących. I Kuczma i Juszczenko i naturalnie Janukowycz otrzymywali ogromne zyski z gazowego „biznesu prezydentów” – na wpół legalnej łapówki na poziomie międzypaństwowym, dzięki której Rosja kupowała lojalność sąsiednich państw. Jednak nie do końca ufając „towarzyszom” Putin żądał, aby wszystkie umowy w tej sferze przechodziły przez firmy kontrolowane właśnie przez Firtasza. Oczywiści zawodowy kagebista Putin, nie ma powodu wątpić w lojalność ukraińskiego oligarcha.

Jednak ze względu na wydarzenia na Ukrainie i zmianę postawy w stosunku do Rosji na arenie międzynarodowej w skutek agresji na Krymie i Wschodzie „pasmo szczęścia” Dmytra Firtasza nagle się skończyło.

12 marca 2014 roku Firtasz został zatrzymany przez austriackie służby ścigania w Wiedniu na wniosek FBI. Austriacka policja poinformowała, że Firtasz jest poszukiwany od 2006 roku pod zarzutem przekupstwa i zorganizowania międzynarodowej organizacji przestępczej. Należy zaznaczyć, że do niedawna wniosek o zatrzymanie i areszt Firtasza nie ograniczały oligarcha w podróżowaniu po świecie. Nagły areszt w Wiedniu był konsekwencją decyzji politycznej podjętej w USA. Obecnie Firtasz przebywa w Wiedniu i oczekuje na decyzję sądu w sprawie ekstradycji do USA. Biorąc pod uwagę nasilenie antyrosyjskich nastrojów w Europie i Austrii, wysoce prawdopodobne, że decyzja sądu będzie pozytywna.

Oprócz perspektywy 20 lat za kratami (zgodnie z amerykańskim prawem), Firtaszowi grozi również utrata aktywów na Ukrainie. Jeden z niewielu oligarchów, który wygląda na to, że zyskał po rozpoczęciu działań wojennych, współwłaściciel grupy „Prywat”, Ihor Kołomojski – nie ma nic przeciwko przejęciu części dochodowych przedsiębiorstw Firtasza, szczególnie w przemyśle chemicznym. Już pół roku na kanale kontrolowanym przez Kołomyjskiego, „1+1” systematycznie ukazują się programy o kompromitującej Firtasza i jego partnerów tematyce.

Jeszcze jedna przykra niespodzianka dla Firtasza, to blokada „perełki” jego biznesu, przedsiębiorstwa „Krymski Tytan”. Ze względu na to, że większość obiektów przemysłowych i górniczych tego giganta znajduje się na terytorium Krymu, z oczywistych przyczyn, ich praca jest bardzo utrudniona. Skutki sankcji gospodarczych razem z utrudnieniami w transporcie produkcji na terytorium Ukrainy, zmniejszyły dochody tego przedsiębiorstwa o 40% w porównaniu z rokiem 2013.

„Krymski Tytan” mieści się w Armiańsku (RA Krymu) i jest, jak informuje portal spółki, największym we wschodniej Europie producentem dwutlenku tytanu, wykorzystywanego do produkcji lakierów i farb, tworzyw sztucznych, kauczuku, gumy, papieru i innych produktów. Około 80% produkcji „Krymskiego Tytanu” eksportowana jest za Zachód. „Krymski Tytan” stanowi około 30% rosyjskiego rynku tlenku tytanu, jak informuje na swoim portalu spółka.

Duży problem dla przedsiębiorstwa, który pojawił się po aneksji Krymu, to brak dostaw wody przemysłowej z Dniepru do Kanału Północnokrymskiego. Mimo że przedstawiciele przedsiębiorstwa w grudniu zeszłego roku twierdzili, że udało się rozwiązać ten problem, wiercąc własne studnie, to jednak ten optymizm wydaje się wątpliwy. Z nastaniem wiosny równowaga hydrologiczna na półwyspie będzie się zmieniać w ujemną stronę, więc wody nie przybędzie. Oprócz tego woda wydobywana na miejscu, ze względu na swój skład chemiczny nie spełnia warunków produkcji.

Polityczne lobby Firtasza w parlamencie znacznie osłabło, dlatego należy spodziewać się ciosów w biznes skompromitowanego oligarcha i z tej strony. Państwowa Służba Geologiczna i Surowców Mineralnych Ukrainy (Держгеонадр) cofnęła dwie licencje „Krymskiemu Tytanowi” na korzystanie z Lemnenskiego i Miżricznego złoża rud tytanu w obwodzie żytomierskim o powierzchni ponad 6000 hektarów.

Oprócz tego Igorowi Kołomojskiemu udało się wywalczyć od Firtasza Irszański i Wilnohirski kombinat górniczo-produkcyjny. Jeszcze jedno przedsiębiorstwo przemysłu chemicznego wśród imperium Firtasza „Styrol” w okupowanej przez bojowników Gorłowce jest nie funkcjonuje.

Bank „Nadra”, który również należy do austriackiego więźnia, po raz drugi ogłoszono niewypłacalny. „Główny powód wpisania PAT „KB NADRA” na listę niewypłacalnych to niedokapitalizowanie instytucji finansowych zgodnie z wymogami testów warunków skrajnych i niedostosowanie działalności banku do przepisów ukraińskiego prawa” – poinformował Bank Narodowy.

Ukraiński Forbes w 2013 oceniał majątek Firtasza na sumę 673 mln dolarów . W 2014 według danych magazynu oligarcha zubożał o 273 mln.

Wiktor Pinczuk: image ponad wszystko

W 2013 roku Wiktor Pinczuk, zięć byłego prezydenta Ukrainy, Leonida Kuczmy, zajmował drugie miejsce w rankingu najbogatszych ludzi w kraju z majątkiem na sumę 3800 mln dolarów. W 2014 roku oligarcha zubożał o 800 mln dolarów, ale utrzymał drugą pozycję w rankingu (według Forbes).

Już w momencie utraty władzy przez Leonida Kuczmę w 2004 roku, Wiktor Pinczuk zrozumiał, że uzależnienie od politycznej koniunktury i stosunków Ukrainy z Rosją stanowi zagrożenie dla biznesu. Wówczas pierwszy spośród ukraińskich oligarchów, bardzo poważnie podszedł do własnego wizerunku na Zachodzie. Kwoty jakie zainwestował w przedsięwzięcia budujące jego wizerunek w europejskich państwach, są proporcjonalne do inwestycji w biznesie. W okresie 2012-2013 oligarcha corocznie wydawał 15-25 mln dolarów na projekty charytatywne w państwie i za granicą. Koszt fundacji charytatywnej Oleny Pinczuk „AntyAIDS” to kilka milionów dolarów rocznie.

Na początku 2014 roku oligarcha publicznie wsparł Euromajdan, mówiąc, że Ukraińcy mają prawo do walki z samowolą władzy. Państwo Pinczukowie aktywnie wspierają także ukraińską armię.

Jednocześnie biznesmen lokował akcje swoich przedsiębiorstw na giełdach światowych. W 2013 roku mówiło się o możliwości pierwszej oferty publicznej (IPO) akcji firmy Interpipe. Wiktor Pinczuk dobrze rozumie potrzeby czasu i stara się być na bieżąco z nowościami. W 2012-2013 roku biznesmen inwestował swoje pieniądze w Facebook i Twitter. W 2012 roku w technologiczne startupy, związane z technologią cyfrową.

W konsekwencji spośród wszystkich bliskich władzy oligarchów, Wiktor Ponczuk ucierpiał najmniej.

Głównym źródłem dochodów Pinczuka jest produkcja stalowych rur przez firmę „Interpipe”. W połowie 2014 roku Komisja Europejska zniosła antydumpingowe środki dotyczące spawanych rur z Ukrainy. Cło obejmujące produkcję przedsiębiorstw Pinczuka wynosiły 10,7% a same dostawy osiągały zaledwie 1 mln euro rocznie. Jednak zniesienie cła w wyniku deklarowanej przez Zachód, otwartości rynków dla Ukrainy, może być dobrym startem dla Pinczuka, który i bez tego korzysta z wypracowanej reputacji w państwach Europy.

Inaczej sytuacja układa się na rosyjskim rynku. Jeszcze w 2013 roku podczas wojen celnych, którymi Rosja próbowała zmusić Ukrainę do rezygnacji z integracji UE, dostawy rur „Interpipe” obłożono w Rosji cłem w wysokości 18-19% w zależności od typu. Raport spółki z 2013 roku informował, że w wyniku wprowadzonych ceł wpływy firmy spadły o 91 mln dolarów.

Lojalność UE pozwoliła Wiktorowi Pinczukowi w 2015 roku praktycznie całkowicie zrezygnować z eksportu produktów „Interpipe” do Rosji. „W naszym biznes planie na 2015 rok nie ma dostaw do Rosji. Dewaluacja rubla i cła antydumpingowe spowodowały nierentowność eksportu na ten rynek. „Interpipe” jako priorytetowe uważa rynki zbytu państw Europy, NAFTA (Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu – USA, Kanada, Meksyk), Bliskiego Wschodu i Afryki oraz planuje realizować w tych regionach 60% swojej produkcji” – czytamy w komunikacie prasowym spółki, opublikowanym na koniec stycznia 2015 roku.

Tak więc pomimo strat wynikających z obiektywnych przyczyn biznes-imperium Pinczuka ma duże szanse skorzystać z lojalności Zachodu (jak na razie, jednak bardziej deklarowanej niż realnej) w celu rozszerzenia rynku zbytu, a tym samym zysku. Przyczyniła się do tego zapobiegliwość potentata, który wcześnie zaczął inwestować w lobby własnych interesów na Zachodzie i pracę nad wizerunkiem „dobrego” biznesmena i filantropa.

Jedynym zagrożeniem dla Wiktora Pinczuka to konkurencja w kraju, związana z dawnymi konfliktami i najbardziej udaną jak do tej pory finansowo-polityczną grupą „Prywat” Kołomyjskiego i Boholubowa. Na razie konflikt trwa jedynie w sferze informacyjnej i w 2014 roku wyrażał się w próbie wskrzeszenia w społeczeństwie, przez media Kołomyjskiego, sprawy przeciwko Pinczukowi dotyczącej zabójstwa dziennikarza Gongadze.

Jeśli porównać wyniki 2014 roku trzech oligarchów, Achmetowa, Firtasza i Pinczuka, można dojść do wniosku, że poprzedni rok był porażką dla wszystkich. Wojna, nawet na niewielkim terytorium to zawsze inwestycyjne ryzyko, z którym nikt nie chce mieć do czynienia.

Jak już wspomniano powyżej, najwięcej stracili ci, których przedsiębiorstwa znajdują się w strefie działań wojennych, albo też są uzależnione od surowców i sieci transportowej w tej strefie; uzależnieni od eksportu do Rosji, a także ci, którzy pośrednio lub bezpośrednio są bliscy poprzedniej władzy. Jeśli dodać do tego trudności związane z ze zmianą politycznej lub geopolitycznej sytuacji (jak w przypadku Firtasza) to perspektywy byłych „wybrańców losu” przedstawiają się dosyć ponuro.

Natomiast pozytywne w tej sytuacji jest to, że rzeczywista utrata rosyjskiego rynku zbytu stawia właścicieli wielkich przedsiębiorstw przed jednoznacznym wyborem poszukiwania partnerów poza granicami WNP i Unii Celnej. Przykład Wiktora Pinczuka pokazuje, że taka alternatywa jest realna i w dłuższej perspektywie przyniesie znacznie większe korzyści.

Wiktor Biszczuk

Share Button

Poroszenko: kończymy operację wycofania z Debalcewa

Share Button

DebalcewebmpWedług oświadczenia prezydenta Ukrainy armia kończy operację wycofania oddziałów z Debalcewa. W południu prezydent powiadomił, że 80% jednostek zostało wycofanych z miasta.

„Ta pozycja i sukcesy były nam potrzebne zarówno w czasie rozmów w Mińsku jak i po nich. Mogliśmy dzięki temu pokazać światu prawdziwe oblicze bandytów wspieranych przez Rosję” – powiedział prezydent przed wylotem do strefy ATO.

Jednostki ukraińskie opuściły miasto w sposób zorganizowany, decyzję w tej sprawie podjęto we wtorek wieczorem. Wycofano cały sprzęt włącznie z czołgami, artylerią i pozostałą techniką. Na razie nie jest znana liczba ofiar po stronie ukraińskiej, ponad 100 rannych dotarło do szpitali w Artemiwsku.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Ukraińska armia wycofuje się z Debalcewa

Share Button

DebalcewebmpWedług informacje mediów, ukraińskiej jednostki wojskowe opuszczają Debalcewe. Z miasta miała wycofać się m.in. 128 brygada oraz 40 batalion ochotniczy „Krywbas”.

Jednostki ukraińskie wycofują się do Artemiwska, do którego wg relacji dziennikarzy wjeżdżają kolumny ukraińskich pojazdów opancerzonych a także karetki pogotowia wiozące rannych do szpitala w Artemiwsku.

Odwrót jest osłaniany przez ukraińską artylerię, a w samym Debalcewie odchodzące oddziały osłaniają 3 i 8 pułk specnazu.

Na podstawie: hromadske.tv
Fot. hromadske.tv

Share Button

Ukraińscy żołnierze trafili do niewoli pod Debalcewem

Share Button

btr-4poprGrupa żołnierzy z 101 Brygady Ochrony SG Sił Zbrojnych Ukrainy oraz 8 pułku specjalnego przeznaczenia podczas wykonywania zadania bojowego, trafiła najpierw w pułapkę, a następnie do niewoli separatystów – informuje centrum prasowe Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Podczas transportu ładunku dla żołnierzy walczących w okolicy miasta Debalcewe, kolumna ukraińskiej techniki pod dowództwem porucznika Dmytra Kebecza wpadła w pułapkę. Podjęto walkę, jednak po wyczerpaniu amunicji i zniszczeniu wozu bojowego ukraińskiej armii, żołnierze trafili do niewoli. Liczba wziętych do niewoli nie jest znana.

Na podstawie: mil.gov.ua

Share Button

Ukraina odmówiła ekstradycji Saakaszwilego

Share Button

Mikhail SaakashviliProkuratura Generalna Gruzji zwróciła się do ukraińskiej Prokuratury Generalny o ekstradycję osób, które posiadają w Gruzji status poszukiwanych. Chodzi głównie o byłego prezydenta Gruzji, Micheila Saakaszwilego i byłego ministra sprawiedliwości, Zuraba Adeiszwilego.

Zgodnie z umowami ekstradycyjnymi, zawartymi pomiędzy Gruzją i Ukrainą, gruzińska Prokuratura zwróciła się o wskazanie miejsca pobytu, zatrzymania, a następnie ekstradycji do Gruzji poszukiwanych osób. Mimo to otrzymała odmowę strony ukraińskiej.

Prokuratura Generalna Ukrainy poinformowała, że otrzymała z Gruzji dokumenty dotyczące ekstradycji Saakaszwilego i obecnie analizuje daną kwestię.

W zeszłym tygodniu Micheil Saakaszwili został mianowany przez prezydenta Petra Poroszenkę na stanowisko szefa Międzynarodowej Rady Konsultacyjnej ds. Reform.  Fakt ten wywołał oburzenie władzy w Tbilisi.

Na podstawie: pravda.com.ua

Foto: eukraina.com

Share Button

Terroryści ostrzelali Donieck

Share Button

donieckCentrum prasowe ATO poinformowało, że 16 lutego, około południa, separatyści ostrzelali z broni ciężkiej miasto Donieck.

Bojownicy przygotowują również konferencję prasową dla rosyjskich mediów w celu obarczenia winą za atak na Donieck ukraińskie wojsko.

Sztab ATO na terytorium obwodu donieckiego i ługańskiego oficjalnie poinformował, że ukraińska strona nie ma nic wspólnego z ostrzałem Doniecka oraz ściśle przestrzega zawieszenia broni.

Już wczoraj centrum prasowe ATO informowało, że terroryści przygotowują prowokację, aby winą za ostrzał i naruszenie warunków zawieszenia broni obarczyć stronę ukraińską. Dzisiejszy atak potwierdził te informacje.

Na podstawie: mil.gov.ua

 

Share Button