środa, 27 Marzec, 2019
pluken
Home / polukr

polukr

Oksana Syroid, wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Ukrainy: polityka Polski zagraża obywatelom Ukrainy w Polsce

Share Button

We wtorek, 6 lutego, prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, wcześniej przyjętą przez Sejm i Senat. Zaraz potem odesłał ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten sprawdził, czy odpowiada ona wymogom związanym z ochroną wolności słowa. Nowelizacja przewiduje m.in. odpowiedzialność karną za używanie terminu „polskie obozy śmierci”, a także za zaprzeczanie „zbrodniom ukraińskich nacjonalistów”, którzy współpracowali z III Rzeszą przeciwko obywatelom II RP. Nowelizacja doprowadziła do kryzysu w relacjach Polski z Ukrainą i Izraelem, skrytykowały ją także USA i Francja. Prezydent Petro Poroszenko 1 lutego oświadczył, że ustawa „nie odpowiada priorytetom partnerstwa strategicznego pomiędzy Polską a Ukrainą”, a „prawda historyczna wymaga otwartej rozmowy i dialogu, a nie zakazów”. Z kolei szef ukraińskiego MSZ Pawło Klimkin oświadczył: „prawda historyczna nie ma granic państwowych i nie jest możliwa do ustanowienia prawem. Albo jest, albo trzeba jej szukać. I w tym, i w innym przypadku ustawy nie pomagają”. Rada Najwyższa Ukrainy 6 lutego przyjęła uchwałę, w której potępiła nowelizację i wezwała polskiego prezydenta by nie podpisywał ustawy. Inicjatorką uchwały była wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Ukrainy i współprzewodnicząca Międzyparlamentarnej Izby Polski i Ukrainy, Oksana Syroid, którą polukr.net zapytał o zaistniałą sytuację.

– Dlaczego polskie władze zignorowały uchwałę Rady, którą pani zainicjowała, a prezydent Duda podczas swojego wystąpienia ws. nowelizacji nie wspomniał o Ukrainie, zauważając jedynie problem niezadowolenia Izraela?

– O to należałoby zapytać polskie władze i prezydenta. To, co obserwujemy teraz – to niemądra i niebezpieczna dla samej Polski polityka. Pamiętam, gdy mowa była o uchwale Sejmu ws. wydarzeń na Wołyniu – wówczas przedstawiciele partii rządzącej w Polsce przekonywali mnie, że to wyłącznie dla celów wewnętrznych, że to wykonanie obietnic złożonych wyborcom przed wyborami, nie próba ponownego otwarcia tego obszaru relacji polsko-ukraińskich – ale jego zamknięcia, tak, by nigdy się to nie powtórzyło. Tą uchwałę przyjęto w 2016 roku. Wówczas mówiłam moim polskim kolegom, że tak nie będzie, bo z tej historii nie jest tak łatwo wyjść. Przewidywałam jeszcze wówczas, że historia zacznie żyć własnym życiem – co zresztą widzimy teraz. Sytuacja pogarsza się z każdym miesiącem. Tendencja staje się coraz gorszą. To już nie jest wewnętrzna sprawa Polski, ale kwestia polityki zagranicznej, która dotyczy sąsiadów, w tym także Ukrainy.

Teraz polska polityka zagraniczna wydaje się nam być bardzo agresywną. Bezpośrednio zagraża obywatelom Ukrainy, którzy przebywają w Polsce i mogą stać się zakładnikami tej absurdalnej ustawy. Ma miejsce kryminalizacja myślenia. Sądzić i skazywać ludzi za to, co myślą – to cecha reżimów totalitarnych, drogą do nikąd. To zagrożenie dla dwustronnych relacji polsko-ukraińskich. Mimo tego, najbardziej przeraża mnie to, że istnieje przecież geopolityczne zagrożenie dla samej Polski. Kijów i Warszawa mogłyby stać się podstawą bezpieczeństwa w Europie, ale tak nie jest. To rujnowanie relacji może dla samej Polski zakończyć się ruiną.

– Ruiną państwa polskiego?

– Tak, to prowadzić może do upadku państwa. Taką pomyłkę już raz popełniono sto lat temu. Wówczas Polacy pomylili się podpisując Traktat w Rydze z Sowietami. To porozumienie doprowadziło do podziału Polski. Jeśli patrzeć na współczesną sytuację, to jest już zła tendencja, która może doprowadzić do złych skutków. Widzimy agresywne zamiary Rosji co do Ukrainy. Nie można żyć iluzjami – Rosja w ciągu ostatnich czterech lat zwiększyła liczbę wojsk i potencjał wojskowy. Można by zadać Polakom pytanie – czy naprawdę myślą, że to wszystko tylko przeciwko Ukrainie?

– Część ukraińskiego społeczeństwa uważa, że władze Ukrainy powinny działać symetrycznie i też przyjąć odpowiednią ustawę, w której byłaby mowa o pacyfikacjach w czasie akcji „Wisła” i innych bolesnych momentach historii, w jakich Polacy krzywdzili Ukraińców. Jak będzie działać strona ukraińska? Czy parlament zakończy na uchwale, którą Polska zignorowała, czy planuje jakieś inne inicjatywy?

– Jestem kategoryczną przeciwniczką zmagań o liczbę ofiar. Polityka – to patrzenie w przyszłość, a nie w przeszłość. Dlatego dopóki będziemy patrzeć w przeszłość, nie będziemy w stanie realizować dobrej polityki. Dlatego uważam, że symetryczne kroki to droga do nikąd. Jeżeli Ukrainy pójdzie szlakiem symetrii, to sami siebie zapędzimy w kozi róg. Mamy wystarczająco dużo realnych zagrożeń i nie ma potrzeby tworzenia sztucznych. Równocześnie, moim zdaniem ukraińska reakcja powinna być zdecydowaną. Nie jest to jednak sprawa parlamentu. Polityka zagraniczna to sfera aktywności rządu i prezydenta. Dlatego zdecydowana odpowiedź powinna pojawić się właśnie ze strony szefa państwa i szefa MSZ. Rozumiem, dlaczego nie ma takiej odpowiedzi: mamy problemy z formułowaniem polityki zewnętrznej. Nasz kraj dotąd nie ma jasnej polityki zagranicznej, która pozycjonowałaby Ukrainę jako kraj, który wie czego chce od sąsiadów i partnerów.

– Zatem nie będzie odpowiedzi ze strony Rady Najwyższej?

– Uważam, że wymiana ciosów w postaci ustaw to ostateczność. To, co przyjął polski Sejm i Senat – to bezsens i wielkie zagrożenie dla Polski. Jeżeli parlament Ukrainy pójdzie tą drogą, przyjmie analogiczną ustawę, to też będzie bezsens i zagrożenie dla Ukrainy. Dlaczego mielibyśmy powtarzać te błędy? Chyba nie brak nam własnych?

– Polscy politycy często wskazują, że przyczyną pogorszenia relacji polsko-ukraińskich stała się ukraińska polityka historyczna po Majdanie. Czy pani zadaniem jest tu wina ukraińskich władz?

– Nikt nie jest bez winy, błędy popełniają wszyscy. Uważam, ze błędem ze strony Rady Najwyższej było glosowanie ws. ustawy o uczestnikach walk o niepodległość Ukrainy w dniu, gdy występował tam polski prezydent Bronisław Komorowski. Są sprawy, jakie należałoby przemyśleć i uznać, że się nie udały. Jednak my jesteśmy świadomi tego i chcemy naprawiać błędy. Ale takie rzeczy nie mogą być podstawą dla zemsty na swoich partnerach międzynarodowych. Polityka to sztuka osiągania celów. To podejście nie wyklucza pomyłek. Jednak, jeśli mamy z Polską wspólne cele, to powinniśmy przyznać się do błędów, uświadomić je sobie i pytać naszych partnerów, co powinno być kolejnym krokiem aby iść naprzód. Jeśli jednak każdy będzie siedział za swoim murem, liczył błędy i obmyślał plan zemsty, to wtedy jest to droga do nikąd. Jednak jeden kraj nie może dyktować drugiemu tego, jak należy budować politykę pamięci. To suwerenne prawo każdego narodu. Mamy swoich bohaterów, Polacy – swoich. Ci ostatni też są niejednoznacznie oceniani na Ukrainie. Zacznijmy więc mówić Polakom, kogo powinni uważać za bohaterów, komu i gdzie stawiać pomniki. To absurd. Każdy kraj ma do tego suwerenne prawo.

– Jak pani uważa, czy polscy koledzy z Sejmu i Senatu usłyszą to stanowisko i argumenty? Na ile efektywną jest działalność Izby Międzyparlamentarnej?

– Gdy zaczęłam pracę w Izbie po wyborach 2014 roku, mieliśmy produktywny początek. Wówczas jeszcze funkcjonował poprzedni rząd Platformy Obywatelskiej. Mieliśmy wiele wspólnych celów choćby w sferze współpracy transgranicznej czy oświaty. Gdy w Polsce doszło do zmiany rządu w 2015 roku, również mieliśmy wielkie nadzieje, mimo akcentowanej przez „Prawo i Sprawiedliwość” polityki pamięci. Ostatnie spotkanie izby międzyparlamentarnej miało miejsce w 2016 roku we Lwowie. Jeszcze wówczas mieliśmy dobrą, choć niełatwą dyskusję – mimo wszystko, pozostawiała nam ona sporą przestrzeń do działania. Niestety, wszystko to, co miało miejsce w ciągu ostatniego roku w znaczący sposób tą przestrzeń ograniczyło.

Obecna polska polityka zawęża możliwości dialogu. Uświadamiamy sobie, ze zmniejszająca się intensywność rozmów – to geopolityczne zagrożenie dla obu krajów, ale niewiele możemy zrobić. Kolejne spotkanie izby miało odbyć się w Warszawie, a więc inicjatywa powinna należeć do polskich kolegów. Jak na razie nie wiadomo, kiedy odbędzie się to spotkanie – nie ma jak na razie decyzji w tej sprawie. Od czasu do czasu rozmawiamy z przedstawicielami strony polskiej – ostatnio coraz rzadziej i to także niedobra tendencja.

– Co więc odbywa się w relacjach polsko-ukraińskich? Czy to konflikt czy coś innego? Czy to dłuższa tendencja czy tymczasowe zjawisko?

– Polityka Polski co do Ukrainy traci oznaki dobrosąsiedztwa. A polityki Ukrainy wobec Polski ze strony naszego rządu i prezydenta praktycznie nie widzimy. Tak więc mamy jednostronną i agresywną politykę z jednej strony, z drugiej – brak należytej reakcji strony ukraińskiej. Prowokacja z strony polskiej i próby łagodzenia z ukraińskiej nie wróżą dobrze. Na przykład w omawianej ustawie użyto słowa „Małopolska”. Jak odczytywać ten termin? Jako pretensje terytorialne do Ukrainy? Czy mowa o ukraińskich ziemiach, które w okresie międzywojennym były faktycznie pod okupacją Polski – dziś są to obwody lwowski, iwanofrankiwski i tarnopolski?

– Czy ze strony Rady będą inicjatywy ustawodawcze dotyczące kwestii ochrony obywateli Ukrainy w Polsce w odpowiedzi na ustawę, tak, aby nie byli oni skazywani za swoje poglądy?

– Jak można mówić o ich ochronie w takich okolicznościach? To społeczny Orwell – ukarania za to, co myślisz. Przytoczę przykład swojej rodziny: Brat mojego dziadka był w OUN. Został aresztowany przez polskie władze i siedział w więzieniu. Gdy Polacy wycofali się przed nadejściem wojsk sowieckich w 1939 roku, został on rozstrzelany, podobnie jak inni więźniowie, bez sądu i śledztwa. Czy mam prawo o tym mówić w Polsce? Był on obywatelem polskim narodowości ukraińskiej, zabitym przez państwo polskie.

– Co powinni robić ukraińscy politycy i społeczeństwo w tej sytuacji?

– Jedna droga – to wyjść z tej sytuacji. Mamy rzeczywistość taką, jaką mamy i w niej trzeba pracować. Jest reakcja ze strony Izraela, USA, Francji. Trzeba dalej pracować z władzami Polski, tak, aby uświadomić im zagrożenie dla samej Polski. Trzeba o tym rozmawiać także z partnerami na świecie. Polityka to niekończące się rozmowy, tworzenie wspólnych decyzji.

Rozmawiał: Ihor Tymots.

Share Button

W marcu w Rzeszowie po raz drugi odbędzie się Forum Europa – Ukraina®

Share Button

Stowarzyszenie z Unią Europejską i co dalej? Pod takim hasłem 13 i 14 marca trwać będzie XI Forum Europa – Ukraina. W tym czasie do podrzeszowskiej Jasionki przyjadą przedstawiciele rządów i parlamentów oraz instytucji europejskich, polityki, dyplomacji, biznesu i nauki z Europy i Stanów Zjednoczonych.

Bez względu na kryzys, jaki Ukraina przeżywa w ciągu ostatnich lat z powodu wojny oraz rosyjskiej okupacji Krymu i części terytoriów ukraińskiego Donbasu, można dostrzec wyraźne sygnały poprawy sytuacji gospodarczej w tym kraju. Ożywiła się także współpraca gospodarcza i polityczna z krajami Zachodu. Jednak słabo widoczne efekty reform, pogłębiające się podziały polityczne, niestabilność gospodarki, powszechny niedostatek powodują rosnące niezadowolenie w społeczeństwie. W związku z tym, w 2018 roku niezwykle aktualne pozostaje pytanie, czy Ukraina wykorzysta możliwości, które daje współpraca z UE i innymi krajami? Jakie następne działania powinien podjąć Kijów i jego europejscy partnerzy, żeby zapewnić stały rozwój kraju i jego integrację z Zachodem?

Właśnie modernizacja i rozwój potencjału Ukrainy oraz kierunek i tempo przeprowadzanych reform będą najważniejszymi tematami tegorocznego Forum Europa – Ukraina. Ta, organizowana od 2007 roku, konferencja jest jednym z kluczowych wydarzeń Instytutu Studiów Wschodnich.

Patronat honorowy nad Forum objął marszałek Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. „Dziesięcioletnia tradycja spotkań potwierdza jak potrzebna jest ta inicjatywa” – uważa Marek Kuchciński. Marszałek jest przekonany, że tegoroczna debata zaowocuje trafnymi oraz interesującymi konkluzjami.

W konferencji weźmie udział ponad 500 uczestników z Polski, Ukrainy, krajów UE, krajów sąsiedzkich i USA. Wśród zaproszonych gości są przedstawiciele parlamentów i rządów, instytucji unijnych, dyplomacji, biznesu, samorządów, organizacji międzynarodowych, ośrodków analitycznych i kół eksperckich.

XI Forum Europa – Ukraina to 2 dni debat i spotkań, podczas których odbędą się m.in. ponad 40 paneli dyskusyjnych poświęconych zagadnieniom gospodarczym, politycznym i społecznym, przedstawienie Raportu Głównego, a także 10 prezentacji ukraińskich regionów, wybranych sektorów gospodarki etc.

Najważniejszym wydarzeniem towarzyszącym XI Forum Europa – Ukraina będą II Targi Wschodnie w Rzeszowie, w których wezmą udział ponad 70 wystawców z kilku krajów Europy. Targi, które będą w tym roku miały charakter otwarty, będą nie tylko możliwością przedstawienia flagowych produktów i projektów, która zaowocuje w umocnienie pozycji na rynku, ale także wspaniałą okazją do nawiązania kontaktów handlowych i wymiany doświadczeń.

Tradycyjnie obrady Forum Europa – Ukraina będą się odbywały w G2A Arena Centrum Wystawienniczo Kongresowym Województwa Podkarpackiego w podrzeszowskiej Jasionce.

Elektronicznej rejestracji na Forum można dokonać za pośrednictwem strony internetowej: www.forum-ekonomiczne.pl

Organizatorem Forum jest Fundacja Instytut Studiów Wschodnich, a współorganizatorem – Województwo Podkarpackie.

®Portal Polsko-Ukraiński polukr.net jest patronem medialnym Forum Europa-Ukraina.

Share Button

Wystawcy z kilku krajów Europy po raz drugi przyjadą do Rzeszowa na międzynarodowe Targi Wschodnie

Share Button

Idea Targów Wschodnich, które w dniach 13-14 marca 2018 roku po raz drugi odbędą się w Rzeszowie, nawiązuje do organizowanych w latach 1921–1939 wystaw polskiego i zagranicznego przemysłu. Przedwojenne targi promowały ekspansję gospodarczą i odgrywały doniosłą rolę w międzynarodowym ruchu handlowym. W tym roku w podrzeszowskiej Jasionce zaprezentuje się kilkadziesiąt europejskich firm.

Targi Wschodnie są najważniejszym wydarzeniem towarzyszącym XI Forum Europa – Ukraina. Weźmie w nich udział ponad 70 firm z Polski, Ukrainy oraz krajów naszego kontynentu. Reprezentować oni będą m.in. branże: informatyka i nowe technologie; finanse; ubezpieczenia; budownictwo; motoryzacja i lotnictwo; FMCG; HR, a także turystyka i sport.

Swoje stoiska będą również miały polskie i ukraińskie regiony oraz instytucje. Targi będą okazją nie tylko do prezentacji oferty firm i regionów, ale także do nawiązania współpracy między nimi.

„Targi Wschodnie będą nie tylko możliwością przedstawienia flagowych produktów i regionalnych atrakcji, ale także niepowtarzalną okazją do wymiany doświadczeń” – uważa Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Tegoroczne Targi Wschodnie będą miały charakter otwarty, a wstęp do części wystawienniczej dla odwiedzających gości będzie wolny od opłat.

Tradycyjnie wydarzenie będzie się odbywało w G2A Arena Centrum Wystawienniczo Kongresowym Województwa Podkarpackiego w podrzeszowskiej Jasionce.

Przypomnijmy, że podczas pierwszej edycji w Targach Wschodnich uczestniczyło 67 wystawców z pięciu krajów Europy: Polski, Ukrainy, Mołdawii, Rumunii i Węgier.

Organizatorem Forum Europa – Ukraina jest Fundacja Instytut Studiów Wschodnich, a współorganizatorem – Województwo Podkarpackie. Patronat honorowy nad Forum objął marszałek Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej Marek Kuchciński.

Więcej informacji na temat II Tragów Wschodnich oraz XI Forum Europa – Ukraina znajdą Państwo na stronie internetowej www.forum-ekonomiczne.pl.

Share Button

Ogłoszenie: praca dla lekarza®

Share Button
Duża przychodnia lekarzy rodzinnych zatrudni na umowę o pracę lub kontrakt lekarza do pracy w przychodni rodzinnej (specjalizacja ogólna, rodzinna, internista, pediatra). W ramach pracy oferujemy mieszkanie i samochód służbowy, wynagrodzenie 60 – 90 zł na godzinę.
Więcej informacji pod tel., viber +48 696048977 lub mail: pilecki@dekstra.pl

 

® – publikuje się na prawach reklamy

Share Button

Nowa rosyjska strategia rozwoju społeczeństwa informacyjnego

Share Button

9 maja br. Władimir Putin podpisał dekret „O strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Federacji Rosyjskiej na lata 2017-2030”. Głównym celem strategii wymienionym w dokumencie jest „stworzenie warunków dla kształtowania w Federacji Rosyjskiej społeczeństwa wiedzy”. Można jednak wnioskować, iż Rosja przygotowuje się do totalnej wojny informacyjnej ze światem zaplanowanej na wiele lat, a aspekt defensywny tej wojny będzie stanowił jej kluczową rolę.

Kontekst dokumentu

Projekt strategii został przygotowany jeszcze w ubiegłym roku przez Gabinet Prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. stosowania technologii informacyjnych i rozwoju demokracji elektronicznej, na czele którego stoi pomocnik prezydenta i były minister łączności i komunikacji masowej FR Igor Szczogoliew. W pracy nad dokumentem brali również udział przedstawiciele innych organów państwowych, Centralnego Banku Rosji oraz środowisko eksperckie. 13 grudnia 2016 r. dokument na swojej stronie internetowej udostępniła Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w celu przeprowadzenia debaty publicznej nad projektem nowej strategii, która trwała do 25 grudnia 2016 r.

Dokument zastąpił dotychczasową strategię rozwoju społeczeństwa informacyjnego FR obowiązującą od 7 lutego 2008 r. zatwierdzoną również przez prezydenta Władimira Putina pod koniec trwania jego drugiej kadencji. Nowa strategia różni się od dotychczas obowiązującej w sposób znaczący i pomimo sformułowania o „rozwoju społeczeństwa informacyjnego” w nazwie dokumentu w niewielkim zakresie odnosi się do rozwoju społecznego w rozumieniu świata zachodniego. W swoich zapisach bardziej przywodzi on na myśl, a w niektórych miejscach wręcz powtarza, nową doktrynę bezpieczeństwa informacyjnego Rosji z 5 grudnia 2016 r., aniżeli poprzednią strategię rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Wynika to zapewne z faktu, iż prace nad nową strategią były prowadzone równolegle do prac nad nową doktryną bezpieczeństwa informacyjnego, która została zatwierdzona przez rosyjskiego prezydenta niespełna dwa tygodnie przed opublikowaniem projektu strategii.

Oprócz tego strategia w znacznej części poświęcona jest zagadnieniu gospodarki cyfrowej, która jest przedmiotem prac innego programu rozwoju gospodarki cyfrowej, nad którą do niedawna pracowało ministerstwo łączności i komunikacji masowej FR. Efektem pracy ministerstwa jest projekt programu „Cyfrowa gospodarka FR”, który w minionym tygodniu został skierowany do zatwierdzenia przez rosyjski rząd. Prace nad przygotowaniem tego programu zlecił Władimir Putin w swoim grudniowym orędziu do Zgromadzenia Federalnego. W rezultacie nowa strategia rozwoju społeczeństwa informacyjnego Rosji wydaje się kompilacją doktryny bezpieczeństwa informacyjnego i programu rozwoju gospodarki cyfrowej z nielicznymi elementami dotychczasowej strategii, która utraciła swoją aktualność wraz ze zmianą sytuacji geopolitycznej na świecie oraz wzrostem zagrożeń dla interesów narodowych i bezpieczeństwa rosyjskiej przestrzeni informacyjnej zdefiniowanych przez Rosję.

Nowa strategia

Nowa strategia akcentuje rozwój społeczeństwa informacyjnego określonego w dokumencie jako „społeczeństwo, w którym informacja oraz poziom jej wykorzystania i dostępność w sposób zasadniczy wpływa na warunki ekonomiczne i społeczno-kulturalne życia obywateli”; kształtowanie narodowej gospodarki cyfrowej; zabezpieczenie interesów narodowych oraz realizację strategicznych priorytetów narodowych Rosji.

Tymczasem wśród priorytetów nowej strategii wymieniono:

– zapewnienie obywatelom prawa dostępu do informacji;
– zapewnienie swobody wyboru źródeł pozyskiwania wiedzy przy pracy z informacją;
– ochronę tradycyjnych i przyjętych przez obywateli (innych niż cyfrowe) form pozyskiwania towarów i usług;
– priorytet tradycyjnych rosyjskich wartości duchowych i norm moralnych oraz przestrzeganie norm zachowania opartych o te wartości przy wykorzystaniu technologii informacyjnych i komunikacyjnych;
– zapewnienie legalności i rozsądnej konieczności przy zbieraniu, gromadzeniu i przekazywaniu informacji o obywatelach i organizacjach;
– zapewnienie ochrony państwowej interesów obywateli rosyjskich w sferze informacji.

Wstępne zapewnienia o rozwoju społeczeństwa oraz zagwarantowaniu praw i swobód w obszarze pozyskiwania i dostępu obywateli rosyjskich do informacji stoją w konflikcie z interesami narodowymi Rosji oraz kwestiami bezpieczeństwa rosyjskiej przestrzeni informacyjnej wynikającymi z innych dokumentów strategicznych i doktryn, przede wszystkim grudniowej doktryny bezpieczeństwa informacyjnego Rosji. Okazuje się, że cała strategia ma charakter kontrolujący i ograniczający swobodę wyboru i dostępu do źródeł informacji. Ograniczenia pojawiają się już na etapie definiowania pewnych pojęć zawartych w strategii. Otóż „społeczeństwo wiedzy” wymienione jako główny cel, do którego dąży strategia zostało zdefiniowane jako: „społeczeństwo, w którym decydujące znaczenie dla rozwoju obywatela, gospodarki i państwa ma pozyskiwanie, przechowywanie, wytwarzanie i rozprzestrzenianie prawdziwej informacji z uwzględnieniem strategicznych priorytetów narodowych Federacji Rosyjskiej”.

Dokument wskazuje na niebezpieczeństwa i zagrożenia płynące z rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych z jednej strony dla „krytycznej infrastruktury informacyjnej” Rosji w postaci zagranicznych technologii wykorzystywanych na jej terytorium: „powszechne stosowanie zagranicznych technologii informacyjnych i komunikacyjnych, w tym również w obiektach krytycznej infrastruktury informacyjnej utrudnia realizację zadań związanych z zapewnieniem ochrony interesów obywateli i państwa w sferze informacji”. Przede wszystkim na ataki komputerowe na państwowe i prywatne zasoby informacji oraz krytyczną infrastrukturę informacyjną Rosji. Z drugiej strony zwraca uwagę na negatywny wpływ Internetu na społeczne umiejętności odbioru informacji, określając je jako masowe i powierzchowne. Dokument sugeruje, iż taka forma przyswajania informacji sprzyja możliwościom narzucania pewnych modeli zachowań społecznych przede wszystkim „przez państwa i organizacje, do których należą technologie służące do rozprzestrzeniania informacji”.

W celu uniknięcia zagrożeń płynących z wykorzystania zagranicznych technologii oraz przenikania zewnętrznej informacji do społeczeństwa rosyjskiego proponowane są rozwiązania zmierzające do:

– kształtowania przestrzeni informacyjnej z uwzględnieniem potrzeb obywateli i społeczeństwa związanych z pozyskiwaniem wartościowych i wiarygodnych informacji;
– rozwoju infrastruktury informacyjnej i komunikacyjnej FR;
– tworzenie i wykorzystanie rosyjskich technologii informacyjnych i komunikacyjnych oraz zapewnienie im konkurencyjności na poziomie międzynarodowym;
– kształtowania nowej bazy technologicznej dla rozwoju sfery gospodarczej i społecznej;
– ochrony interesów państwowych w obszarze gospodarki cyfrowej.

Sam dokument, choć obszerny, można zredukować do dwóch aspektów mianowicie: rozszerzania kontroli państwowej nad Internetem w Rosji (w wymiarze politycznym) oraz zastępowanie zagranicznych technologii informacyjnych i komunikacyjnych rodzimymi (w wymiarze komercyjnym). Jednocześnie oba aspekty związane są z realizacją koncepcji suwerenności cyfrowej polegającej na kontroli państwowej nad rozpowszechnianiem informacji na swoim terytorium i uniezależnieniu się od wpływów zewnętrznych, i należy rozpatrywać je również w wymiarze bezpieczeństwa narodowego Rosji.

Kształtowanie rosyjskiej przestrzeni informacyjnej ma się odbywać m.in. poprzez popularyzację języka rosyjskiego na świecie; wspieranie tradycyjnych, czyli innych niż za pośrednictwem Internetu, form rozpowszechniania wiedzy; organizację wydarzeń wspierających rosyjską kulturę, naukę, normy moralne i wartości duchowe, a także rosyjską tożsamość narodową. W tym samym celu państwo rosyjskie przyznaje sobie prawo do „doskonalenia mechanizmów ograniczania dostępu do informacji, rozprzestrzenianie której jest w FR zakazane przepisami prawa federalnego, oraz do jej usunięcia”.

Strategia eksponuje również inny punkt wskazujący na kontrolny charakter dokumentu. Mowa bowiem o mechanizmach regulujących działalność mediów oraz innych sposobów dostępu do informacji, które według rosyjskich twórców prawa mediami nie są mianowicie: telewizja internetowa, agregatory wiadomości, sieci społecznościowe, strony internetowe oraz komunikatory internetowe. Oznacza to, że państwo rosyjskie pozostawia w swojej gestii możliwość ograniczania dostępu nie tylko do mediów, ale również szerzej do informacji za pośrednictwem wszystkich form cyfrowych dostępnych w społeczeństwie rosyjskim.

Dla zrównoważenia efektu regulacji dostępu do informacji, proponowane jest podjęcie kroków w celu zapewnienia „rozpowszechnienia wiarygodnej i wartościowej informacji pochodzenia rosyjskiego”. Mamy więc do czynienia z podwójnym mechanizmem zmierzającym do indoktrynacji własnego społeczeństwa poprzez po pierwsze, ograniczenie alternatywnej informacji po drugie, narzucenie własnej narracji. W sprzeczności z tendencjami światowymi stoi również akcentowanie i wspieranie tradycyjnych form rozpowszechniania informacji jak radio, telewizja czy prasa drukowana. Okazuje się również, że rosyjska przestrzeń informacyjna przy wszystkich ograniczeniach w dostępie do informacji i kontroli nakładanej na własne społeczeństwo ma jednocześnie w założeniu ekspansywny charakter i nie ogranicza się wyłącznie do terytorium FR.

Państwo rosyjskie po raz kolejny legitymizuje w ten sposób w oficjalnych dokumentach strategicznych możliwość ingerencji w wewnętrzną politykę innych państw poprzez stawanie w obronie własnych, tradycyjnych wartości duchowych i norm moralnych oraz osób posługujących się językiem rosyjskim. Należy zwrócić uwagę, że obok obywateli rosyjskich zamieszkujących poza granicami kraju, w strategii zostali wymienieni obywatele innych państw oraz bezpaństwowcy posługujący się językiem rosyjskim.

Dalej strategia skupia się na rozwoju infrastruktury informacyjnej i komunikacyjnej FR, którego celem jest „ochrona swobodnego dostępu obywateli i organizacji, organów władzy państwowej FR oraz samorządowej do informacji na wszystkich etapach jej powstawania i rozpowszechniania”. Na szczególną uwagę zwraca dążenie do centralizacji regulacji w tym zakresie przejawiającej się w „stworzeniu centralnego monitoringu i zarządzania funkcjonowania rosyjskiej infrastruktury informacyjnej na poziomie systemów informacyjnych i centrów obróbki danych, a także na poziomie sieci łączności”. Nie mniej ważne wydają się rosyjskie aspiracje zastąpienia zagranicznych technologii oraz oprogramowania w systemach informacyjno-komunikacyjnych rodzimą produkcją, zarówno na poziomie państwowym w celu zapewnienia niezależności od produkcji zagranicznej oraz bezpieczeństwa informacyjnego, jak i na poziomie społecznym. W kontekście społecznym uwagę zwraca zapis o „stworzeniu wbudowanych mechanizmów ochrony informacji do wykorzystania w rosyjskich technologiach informacyjnych i komunikacyjnych”, co może sugerować zapewnienie sobie przez państwo rosyjskie możliwości ciągłego monitorowania i kontrolowania społeczeństwa rosyjskiego w obszarze dostępu do informacji. Rosyjskie tendencje do kontroli własnej przestrzeni informacyjnej potwierdza jeszcze jeden zapis, w którym Rosja zastrzega sobie prawo do określania polityki informacyjnej, technologicznej i ekonomicznej „w państwowym (przyp. wł. rosyjskim) segmencie sieci Internet”. Przy jednoczesnym zagwarantowaniu sobie prawa do „prowadzenia prac przeciwdziałających wykorzystaniu sieci Internet w celach wojennych”. Oznacza to, że nowy dokument został w całości przygotowany z myślą o prowadzeniu wojny informacyjnej, zarówno z pozycji defensywnej, jak i ofensywnej.

W części poświęconej komercyjnemu wykorzystaniu rosyjskich technologii informacyjnych i komunikacyjnych mowa przede wszystkim o tworzeniu nowych rynków i zapewnieniu sobie pozycji lidera w tym obszarze na rynku krajowym, lecz także na rynkach zagranicznych. Oznacza to zapewnienie eksportu rosyjskiej myśli naukowo-technicznej oraz rezultatów w postaci rosyjskich technologii na rynki międzynarodowe, przy jednoczesnym regulowaniu dostępu zagranicznych technologii do rynku rosyjskiego. W tym miejscu strategia przechodzi do stworzenia warunków dla rozwoju gospodarki cyfrowej. W sposób ogólny sygnalizowane są zasady funkcjonowania pomiędzy państwem, przedsiębiorcami i obywatelami w obszarze gospodarczym. Zasady te zostały rozwinięte w oddzielnym programie „Cyfrowa gospodarka FR”, którego projekt w minionym tygodniu został skierowany przez ministerstwo łączności i komunikacji masowej FR do rządu.

Warto jednak podkreślić, iż nowa strategia kładzie znaczny nacisk na regulowanie dostępu do rosyjskiego rynku oraz rosyjskiej przestrzeni informacyjnej zagranicznych technologii i podmiotów. Mowa m.in. o: „spełnieniu przez zagranicznych uczestników rynku przepisów prawnych FR na równi z rosyjskimi organizacjami”. Oznacza to stosowanie prawa antymonopolowego wobec podmiotów „dostarczających oprogramowanie, towary i usługi dostępne za pośrednictwem Internetu osobom znajdującym się na terytorium Rosji”, a także tworzenie przepisów prawnych chroniących dane osobowe obywateli rosyjskich oraz dostęp do nich na terytorium FR. Jest to szczególnie ważne z perspektywy funkcjonowania międzynarodowych firm z branży internetowej, których produkty i usługi wymagają od użytkowników wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych. Dotyczy to przede wszystkim zagranicznych serwisów pocztowych, sieci społecznościowych oraz komunikatorów internetowych.

W celu realizacji nowej strategii rozwoju społeczeństwa informacyjnego prezydent Rosji zobowiązał rząd do przygotowania w ciągu najbliższych 6 miesięcy planu jej realizacji oraz dostosowania innych dokumentów planowania strategicznego do zapisów strategii.

Wnioski

Nowa strategia rozwoju społeczeństwa informacyjnego FR jest ewidentną odpowiedzią Rosji na zmieniającą się sytuację polityczną i bezpieczeństwa na świecie. Jest też potwierdzeniem na prowadzenie przez Rosję wojny informacyjnej na własnym terytorium, również wobec podmiotów zagranicznych w kraju i poza jego granicami. Pomimo iż została opublikowana prawie dwa tygodnie temu, nie doczekała się jak na razie reakcji ze strony państw Zachodu oraz zachodnich mediów. Tymczasem analiza treści strategii wskazuje, iż jest to obecnie jeden z ważniejszych, o ile nie najważniejszy dokument strategiczny FR w obszarze bezpieczeństwa.

Poza szczegółową treścią może na to również wskazywać forma dokumentu, który został zamknięty na 29 stronach, w około 45 tysiącach znaków. Dla porównania dotychczas obowiązująca strategia liczyła około 17 tysięcy znaków, a nowa doktryna bezpieczeństwa informacyjnego FR została ujęta na 17 stronach. W porównaniu do poprzedniej strategii obowiązującej w latach 2008-2015 znacząco, bo prawie dwukrotnie, został wydłużony czas obowiązywania nowego dokumentu. Świadczy to o długoterminowej polityce Rosji w obszarze, którego dotyczy.

Wskazuje on nie tylko na pewne tendencje państwa rosyjskiego do łamania praw i ograniczania swobody dostępu swoich obywateli do informacji. Jest wręcz strategicznym dokumentem uosabiającym koncepcję suwerenności cyfrowej Rosji, z którego po raz pierwszy dowiadujemy się oficjalnie o dążeniach FR do kontroli państwowej nad rozpowszechnianiem informacji na swoim terytorium i uniezależnieniu się od wpływów zewnętrznych. W wymiarze praktycznym oznacza to wzmacnianie pozycji Rosji w obszarze technologii informacyjnych i komunikacyjnych, tzn. dążenie do całkowitej kontroli państwowej nad Internetem w tym kraju oraz ograniczanie dostępu zagranicznych podmiotów i usług z branży informacyjnej, w tym medialnego, do rynku rosyjskiego poprzez zastępowanie zagranicznych technologii informacyjnych i komunikacyjnych rodzimymi.

Można wnioskować, iż Rosja przygotowuje się do totalnej wojny informacyjnej ze światem zaplanowanej na wiele lat, a aspekt defensywny tej wojny będzie stanowił jej kluczową rolę. W przypadku podjęcia decyzji o zaistnieniu zagrożenia dla interesów narodowych Rosji oraz jej bezpieczeństwa, w tym rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, FR wyposażyła się w narzędzia do całkowitego odcięcia społeczeństwa rosyjskiego od niepożądanych przez władze państwowe informacji rozprzestrzenianych drogą cyfrową oraz zastąpienia jej własną narracją w przestrzeni informacyjnej kraju.

Rosja w nowej strategii jednoznacznie stwierdza, że prowadzi na poziomie międzynarodowym „prace przeciwdziałające wykorzystaniu sieci Internet w celach wojennych”. Kontrolowanie oraz ograniczanie praw i swobód własnych obywateli przez państwo rosyjskie powinno być dla Polski oraz pozostałych państw świata zachodniego wystarczającym dowodem na to, iż Rosja nie zamierza przestrzegać podstawowych zasad demokracji i, co ważniejsze, prezentuje konfrontacyjną postawę wobec zachodnich wartości i zasad życia społeczno-politycznego. Prezentując nową strategię rozwoju społeczeństwa informacyjnego FR ogłosiła oficjalnie światu, iż jest na zaawansowanym etapie przygotowań do prowadzenia wojny informacyjnej ze światem zachodnim.

Jednocześnie Rosja wskazując na zagrożenia dla rosyjskich interesów narodowych i bezpieczeństwa własnej przestrzeni informacyjnej ujawniła w jaki sposób może prowadzić własne działania w obszarze wojny informacyjnej z innymi państwami. Polegać one będą przede wszystkim na wpływaniu na przestrzeń informacyjną, a co za tym idzie na społeczeństwa innych państw oraz narzucaniu własnej narracji w odniesieniu do sytuacji na świecie. Dokonywać tego będzie za pośrednictwem technologii informacyjnych i komunikacyjnych, zarówno ingerując w zagraniczne produkty i usługi, jak i z wykorzystaniem własnych, które miałyby trafić na rynki zagraniczne. Jednak kluczową rolę w wojnie informacyjnej Rosja upatruje we wszystkich formach rozprzestrzeniania informacji, tzn. nie tylko w mediach tradycyjnych, lecz również za pośrednictwem telewizji internetowej, agregatorów wiadomości, sieci społecznościowych, stron internetowych oraz komunikatorów internetowych.

Marta Kowalska, CAPD

Share Button

Okupowany Donbas to getto i szaleństwo

Share Button

Anna (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa) jest ukraińską patriotką z Doniecka. Z pomocą wolontariuszy przyjechała do Lwowa w sierpniu 2016 roku, znalazła tu pracę i mieszkanie. Nie chce podawać imienia, jako że na okupowanym Donbasie pozostali jej krewni, którzy mogliby ucierpieć po publikacji tej rozmowy. Anna opowiedziała Portalowi Polsko-Ukraińskiemu o swoich wrażeniach z życia w okupowanym przez Rosjan i separatystów Doniecku.

Dla wielu mieszkańców Donbasu nie było różnicy, czy będą mieszkać na Ukrainie czy w Rosji – byleby żyć dostatnio. Dlatego na „Rewolucję Godności” w Doniecku mało kto czekał. Mówiono, że „na górze” wszystko się rozstrzygnie, a Janukowycz i Achmetow nadal będą gospodarzami na Donbasie. Mniej ważne, kto będzie rządził w Kijowie, jako że od dawna postacią numer jeden w regionie był właśnie Rinat Achmetow. W ciągu trzech lat, które minęły od początku wojny, na okupowanych terytoriach nadal działają jego firmy, przy czym jest jeszcze bardziej poważanym, jako że dostarcza pomocy humanitarnej – opowiada Anna.

Na ile realnie potrzebną jest ta pomoc?

Żywność, jaką przywożą firmy kierowane przez Achmetowa jest zawsze przeterminowana, to zawsze połowa z tego, o czym mowa w oficjalnych spisach. Ale ta pomoc jest bardzo ważna dla wszystkich mieszkańców po 50. roku życia. Wielu z nich nie ma innych możliwość zarabiania i kupienia czegokolwiek do jedzenia.

Jak zmieniła się sytuacja w Doniecku po pojawieniu się prorosyjskich bojowników?

Nikt nie śpieszył się z wyjazdem. Wielu uważało, że za 2-3 tygodnie czy kilka miesięcy wszystko wróci do normy. Nawet, gdy Rosjanie zaczęli zmasowane ataki, w tym z użyciem artylerii, wielu nadal przekonywało, że to wszystko szybko minie. W końcu, po półtora roku ja także zrozumiałam, że nie minie i nie skończy się.

Jak zmieniały się nastroje ludzi – było więcej tych, którzy byli za Ukrainą czy odwrotnie?

Najwięcej było nie tych za Ukrainą, ale tych, którzy rozumieli, że z Ukrainą było wygodniej niż z Rosją. Wielu popierało Rosję, ale uciekało do Kijowa, bo tam lepiej się żyje, są niższe podatki, więcej wolności. Kijów, ich zdaniem, jest dużo bardziej cywilizowanym, niż Moskwa. Ludzie ci nadal mieszkają w ukraińskich miastach, ale oglądają rosyjską telewizję i nienawidzą Ukrainy. Taka „kasza w głowach”. Wielu mieszkańców Doniecka nie chciało również „brudzić sobie rąk” udziałem w wojnie. Myśleli, że ukraińskie władze i armia przyjdą i zrobią wszystko za nich i wszystko będzie jak dawniej. Naiwna wiara po trzech latach wojny – że wszystko może być tak, jak kiedyś.

Jaka jest teraz sytuacja w Doniecku?

Nie byłam tam od pół roku. Nie mogę tam pojechać z dokumentami przesiedleńca z Lwowa, gdyż od razu oznacza to pójście „do piwnicy”. A to może oznaczać tortury i śmierć. Dla separatystów Kijów jest „swój”, ruski, a Lwów to ośrodek „banderyzmu”. Nie mogę więc pojechać do domu zanim nie skończy się wojna. Nie mówiąc o tym, że nie ma tam perspektyw na pracę i normalne życie.

Dlaczego wyjechałaś dopiero w 2016 roku?

Nie miałam dokąd pojechać. Nie miałam rodziny czy znajomych w innych regionach Ukrainy. Trudno było wierzyć także państwowym programom. Podobnie zresztą jak 80% mieszkańców Donbasu, którzy nigdy nie wyjeżdżali poza granice własnego obwodu czy nawet miasta. A wielu z tych, którzy wyjeżdżali, przywoziło jedynie wieści, jak źle jest w innych częściach kraju.

Jakim było życie w okupowanym Doniecku przez te dwa lata?

Można powiedzieć, że był to ciągły stan szoku. Wszystko wyglądało nierealnie. To jak w opowieściach babci o II wojnie światowej – spadają pociski, wybuchy, wokół śmierć. O, na przykład, obok stała kobieta, a za chwilę już jej nie ma – tylko fragmenty ciała. Trzeba poruszać się w okolicach własnego domu – tam zawsze jest bezpieczniej. I jedno, co ważne – by o tym nie myśleć, bo inaczej zwariujesz. Zresztą to nie tylko ostrzały artyleryjskie – któryś z bojowników może po prostu chcieć wyjść na ulicę i zacząć strzelać – tak zresztą się zdarzało. Albo po prostu możesz komuś z nich się nie spodobać…

W takich wypadkach można do kogoś zwrócić się o pomoc?

Nie ma do kogo. Okupowany Donbas to getto. Jest życie w postaci sklepu, rynku czy kina. Poza tym jednak nie masz żadnych praw. Spróbuj się komuś poskarżyć, to zaraz wydadzą cię sąsiedzi i pójdziesz „do piwnicy”. A donosy to zjawisko masowe – taka powtórka z 1937 roku (masowe czystki w czasach stalinowskich – przyp. polukr.net).

Czy wielu ludzi Twoim zdaniem popiera władze tzw. Donieckiej Republiki Ludowej?

Wszyscy milczą. Nikt nie mówi prawdy, każdy się boi. Dlatego trudno powiedzieć, ilu naprawdę popiera DNR. To zapewne przede wszystkim ludzie starsi, po 60. roku życia. Mają nadzieję, że przeczekają ten trudny okres. Za wszystko, co ich spotyka obwiniają Ukrainę, a jak jest naprawdę – nie ma dla nich żadnego znaczenia. Z kolei dla młodszych ważne jest, by skończyła się strzelanina. Aby przeżyć dzień, a wieczorem się napić. Ważne, by przeżyć. I tak od trzech lat. A jeśli obok cały czas strzelają, zabijają, umierają, nie chcesz się wychylać. To potrafi złamać człowieka. W ogóle, lepiej jest się nie wyróżniać w żaden sposób. Jak ktoś zwróci na siebie uwagę, przyjdą, zobaczą gdzie mieszkasz i zabiorą wszystko. Ludzie „niewygodni” znikają. Bezpieczniej jest iść i po prostu patrzeć pod nogi, o nic nie pytać…

Czy jest tam dostęp do ukraińskich mediów? Czy wszyscy wierzą w rosyjską propagandę?

Nie ma ukraińskiej telewizji. A młodzież w Internecie ogląda jedynie rosyjskie seriale, raczej nie szuka ukraińskich wiadomości. Wielu ludzi w 100% wierzy rosyjskim programom. Zresztą sami separatyści ostrzeliwują od czasu do czasu dzielnice Doniecka, a następnego dnia informują w mediach o rzekomych ostrzałach ze strony Sił Zbrojnych Ukrainy. To wszystko po to, by na nowo rozpalać nienawiść – że to „oprawcy” z Ukrainy strzelają do ludności cywilnej. Ludzie w to wierzą, jako że korzystają jedynie z rosyjskich mediów.

Czy coś mogłoby się zmienić, gdyby dostęp do mediów ukraińskich był powszechniejszym?

Myślę, że zmiany byłyby niewielkie, jako że problem jest dużo głębszy. Gdyby pojawiłaby się nagle władza ukraińska, wielu ludzi szybko „przefarbowałoby się” na ukraińskich patriotów, zaczęłoby krzyczeć „Sława Ukrainie”, postawiłoby na pomniku Banderę zamiast Lenina, ale w głębi duszy nadal pozostałoby takimi samymi. Możliwe, że część ludzi młodych zmieniłaby poglądy, ale większość ludzi po 40. – mało prawdopodobne.

Jeśli nie można sprawić, by stali się lojalnymi wobec Ukrainy, to może chociaż – nieszkodliwymi?

To możliwe, pod warunkiem, że poprawiłaby się stopa życiowa. Do tego jednak potrzebne jest podejście, nie przymierzając, jak do chorych w zakładzie psychiatrycznym. Ale głębokich zmian nie będzie. Zmiana rosyjskiej przestrzeni informacyjnej na ukraińską byłaby szokiem. Wielu nie uwierzyłoby, jeśli nie potwierdziłby tego Achmetow lub rosyjska telewizja i nadal twierdziłoby, że to kłamstwo. Musi minąć dużo czasu, by ludzie zmienili swój sposób myślenia. Kiedy rozpoczynały się walki na Donbasie w 2014 roku wielu miejscowych mówiło, że chcieliby, aby wszystko było tak jak na Krymie. Ale stało się inaczej. Wielu zrozumiało swój błąd, ale nie ma co liczyć na to, że będą w stanie przyznać się do błędu.

Czy wielu młodych ludzi chce walczyć w szeregach DNR/LNR?

Większość myśli – nie jestem tak głupi, by walczyć. Wśród miejscowych w szeregach separatystów walczą głównie alkoholicy lub ci, którzy nie mają nic do stracenia. Na początku było wielu „ideowych”, ale obecnie to może 10-15% tych, którzy walczą w szeregach separatystów, Marzą o jakiejś niezależnej republice, ale nie tylko od Ukrainy, ale i od Rosji. Sądzę, że ok. 60% walczących to Rosjanie, pozostali – miejscowi.

Na czym opierają się te marzenia o niezależnej republice? Czyi na micie, że Donbas „karmi” Ukrainę?

Tą tezę popularyzowali Janukowycz i Achmetow. Wbili to wielu ludziom do głów – że poradzimy sobie bez nich. Trzy lata wojny i brak perspektyw na przyszłość wiele zmieniło w głowach „ideowców”, ale nadal są tacy, którzy uważają, że są silni. Przeważa pogląd, że trzeba przeczekać i najgorsze minie. W wielu jest złość na Ukrainę. Uważają, że Ukraina żyje lepiej, gdyż nie płaci im emerytur i innych świadczeń. Co ciekawe, nie ma w ich głowach dysonansu, że kraj, przeciwko któremu walczą, nie ma obowiązku niczego im płacić.

Czy działają jeszcze duże przedsiębiorstwa? W jaki sposób ludzie zarabiają na życie, jeśli nie walczą?

Duże fabryki i inne zakłady praktycznie nie funkcjonują. Pracuje mały biznes, sklepy. W porównaniu z tym co na Ukrainie, pensje są niskie, a ceny wyższe. Wielu ludzi wyjechało pracować do Rostowa i Moskwy, wielu na Ukrainę. Niektórzy od czasu do czasu wracają, sprawdzają, co u ich w domu. Powstał nawet swego rodzaju „biznes” – tym, którzy zostali, wyjeżdżający płacą, by doglądali ich dobytku. Wielu jednak boi się wyjechać z Doniecka – ze względu na wpływ rosyjskiej propagandy.

Jakie jest nastawienie do blokady okupowanych obszarów?

To taka blokada, że jak ktoś ma taką potrzebę, to przewiezie to, co jest mu potrzebne. Czarny rynek pracuje idealnie. Może nawet lepiej, niż przed wojną.

Jak miejscowi patrzą na przestępstwa, jakie popełniają Rosjanie – zabójstwa, porwania?

Żołnierze rosyjscy zachowują się kulturalnie. Sądzę, że to świadoma strategia tak zwanych „życzliwych ludzi”. Z kolei Czeczeni nie mają żadnych hamulców. Zwykle to oni odbierali siłą mieszkania czy pojazdy w 2014 i 2015 roku. Świadomości, że robią to za zgodą Rosjan – nie ma. Zresztą mówić o tym jest niebezpiecznie. Tak samo milicjanci DNR zwykle nie używają siły – co innego ich ochroniarze czy kierowcy.

Ochroniarze?

Tak, milicjanci DNR mają ochronę. Może być tak, że milicjant stoi i pali papierosa, a obok kierowca może pobić kogoś na śmierć. Ale to nie jest najgorsze. W 2014 i 2015 roku Czeczeni porywali kobiety. Do mojej matki zadzwonił znajomy i doradził, bym ukryła się na jakiś czas. Zwykle porywano młode kobiety w wieku 20-30 lat, które były następnie gwałcone i zabijane. Z kolei od przełomu 2015/2016 roku zaczął się handel ludźmi – dla okupu, lub „na sprzedaż”, także dla celów transplantacji organów. Wielu twierdzi, że to wina władz Ukrainy, jako że nie dogadały się z Czeczenami z Rosji. I wina Poroszenki, bo nie dogadał się z Putinem, winny jest Majdan, bo usunął Janukowycza. Winni są wszyscy, ale nie Putin, Rosja, Janukowycz czy sami mieszkańcy Donbasu.

Rzadko się o tym mówi.

W Doniecku raptownie zwiększyła się liczba urodzeń dzieci. O przyczynach też się nie mówi, ale to właśnie efekty masowych gwałtów. Może 15% dzieci rodzi się z normalnych związków. Jeszcze jedna straszna rzecz – jedną z form zarobkowania rodzin wielodzietnych w Doniecku jest sprzedaż dzieci dla celów usług seksualnych. Wiele rodzin żyje w skrajnym ubóstwie i nie mają nawet środków na zakup podstawowych rzeczy. Wielu ludzi na Donbasie nie wytrzymało tego wszystkiego i zapadło na choroby psychiczne.

Załóżmy, że Ukraina w ten czy inny sposób odzyska kontrolę nad Donbasem. Co trzeba zrobić, by normalnie żyć w jednym kraju z ludźmi, którzy popierali rosyjską okupację?

Z wieloma ludźmi jest tak, jak z psem, u którego był pan. Dla nich była to Rosja. Jeśli Ukraina poda im rękę, mogą ugryźć – dlatego trzeba równocześnie demonstrować siłę i pokazać łaskę. Ale teraz, gdy rosyjskie stereotypy umocniła nie tylko propaganda, ale i krew, trudno będzie o pojednanie. Na Donbasie w wielu rodzinach są zabici. Ich krewni myślą, że winna temu jest Ukraina. Ludzie będą bać się i milczeć, jeśli Ukraina będzie silną. Będą okazywać lojalność, ale bez demonstrowania swoich prawdziwych poglądów. To mentalność, która w 5 sekund może sprzedać i Rosję i Ukrainę. Pozostaje pytanie o cenę.

Rozmawiali: Adam Lelonek, Roman Rak, Ihor Tymots

Share Button

Rekomendacje dla rządów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy w relacjach wzajemnych

Share Button

Na początku XXI wieku Polska i Ukraina ponownie stoją u progu wielkich wyzwań w sferze bezpieczeństwa. Ponownie niezwykle wiele zależy od podejmowania wspólnych, dalekowzrocznych działań w tym obszarze, w każdym z jego wymiarów: polityczno-wojskowym, gospodarczym, informacyjnym, energetycznym i innych.

W obu krajach zbyt mało uwagi poświęca się długofalowemu myśleniu o współpracy polsko-ukraińskiej. Opinia publiczna „przypomina” sobie o jednym z najbliższych (nie tylko geograficznie przecież, ale także mentalnie i kulturowo) sąsiadów głównie przy okazji dramatycznych wydarzeń lub w związku z różnymi rocznicami wspólnej, nierzadko trudnej i tragicznej historii. Nawet wówczas dyskusja skupia się jedynie wokół niewielkiego wycinka relacji, zupełnie pomijając szerszy kontekst stosunków polsko-ukraińskich. Z kolei refleksja dotycząca płaszczyzny strategicznej pozostaje praktycznie nieobecna.

Co charakterystycznie i niezwykle istotne – bez większego trudu można było zaobserwować zbieżność spostrzeżeń uczestników z Polski i Ukrainy na większość omawianych problemów. Choć podejście do niektórych kwestii ma swoje specyficzne cechy z polskiego czy ukraińskiego punktu widzenia, to różnice te nie przysłaniają zasadniczego postrzegania danej sytuacji. Wynika to z podobnie definiowanych interesów, podobnego sposobu percepcji wyzwań i aktualnych zagrożeń, co zresztą nie może dziwić, wobec zbliżonych uwarunkowań, w jakich funkcjonują oba kraje. Jest to dobry prognostyk na przyszłość – pokazuje bowiem, że potrzeba współpracy pomiędzy Polską a Ukrainą jest dostrzegana po obu stronach granicy.

Niniejsze rekomendacje są wynikiem prac m.in. w czasie spotkania pod nazwą Polsko-Ukraińskiego Forum Strategicznego, które odbyło się w lipcu 2016 roku we Lwowie. Mamy nadzieję, że przyczynią się one do lepszego zrozumienia wagi współpracy pomiędzy Polską a Ukrainą w omawianych obszarach.

Dariusz Materniak
Prezes Fundacji Centrum Badań Polska-Ukraina

Pobierz Rekomendacje tutaj

*Fundacja Centrum Badań Polska-Ukraina jest wydawcą Portalu Polsko-Ukraińskiego PolUkr.net”

Share Button

„KULT BANDERY” W LICZBACH. Jak odrzucić coś czego nie ma

Share Button

„Z Banderą to oni do Europy nie wejdą!” – mówi Jarosław Kaczyński, prezes partii „Prawo i Sprawiedliwość”, która kontroluje obydwie izby parlamentu. Nie będzie też przesadą stwierdzenie, że Kaczyński kontroluje nie tylko parlament, ale także podejmowanie decyzji w dwóch innych budynkach – kancelarii prezesa Rady Ministrów oraz pałacu na Krakowskim Przedmieściu, rezydencji prezydenta Polski. Dlatego właśnie stanowisko prezesa zostało odzwierciedlone także w wypowiedziach prezydenta Andrzeja Dudy oraz wpływowych posłów partii rządzącej.

Liczyl: Oleksandr Zinczenko, źródło http://texty.org.ua

Dosłowny cytat Jarosława Kaczyńskiego z wywiadu dla tygodnika „Do Rzeczy” brzmi tak: „Nie możemy przez lata zgadzać się, by na Ukrainie budowano kult ludzi, którzy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa, i to takiego, że choć trudno było przebić w okrucieństwie Niemców, to oni ich przebili. Krótko mówiąc to sprawa pewnego wyboru Ukrainy. Powiedziałem wyraźnie panu prezydentowi Poroszence, że z Banderą to oni do Europy nie wejdą. To jest sprawa dla mnie jasna, bo wykazaliśmy ogromną cierpliwość, ale są jej granice”.

Co przelało czarę goryczy Jarosława Kaczyńskiego? Jak „kult Bandery, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraiński Armii Powstańczej” wyrażany jest w polityce historycznej ukraińskich instytucji państwowych?

Wszystko można policzyć. Jeżeli podstawą „polityki historycznej” jest kult Bandery, OUN i UPA, przypuszczać można, że właśnie te „obiekty kultu” występować będą nieco częściej, niż inne elementy tej polityki.

Dekrety prezydenta Ukrainy upamiętniające wydarzenia historyczne, „rocznicowe” uchwały Werchownej Rady, tematyka pamiątkowych monet i znaczków pocztowych, treści umieszczane na oficjalnej stronie Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, liczba nowych pomników Stepana Bandery oraz ulic których jest patronem – to wszystko pozwala ocenić skalę „zła”.

Dekrety prezydenta Ukrainy

Od inauguracji Petra Poroszenki do momentu, gdy Jarosław Kaczyński wyraził swoje niezadowolenie, na oficjalnej stronie internetowej prezydenta opublikowano prawe 1600 dekretów. Jednak polityki historycznej dotyczą tylko 43 z nich.

Absolutna większość tych dekretów ukazuje się każdego roku i zawiera wytyczne dotyczące obchodów świąt państwowych: Dnia Jedności, Dnia Konstytucji, Dnia Niepodległości. Spośród wszystkich ukraińskich prezydentów Poroszenko wydał najwięcej takich dekretów – w ciągu prawie tysiąca dni swoich rządów było ich 14.

Wydarzeniom Majdanu i wyczynowi Niebiańskiej Sotni poświęcono 7 dekretów.

Upamiętnienie ofiar Hołodomoru, 75 rocznica masowych mordów na Żydach kijowskich w Babim Jarze, pamięć o II wojnie światowej – każde z tych zagadnień znalazło swe odbicie w 4 dekretach.

Jeden z dwóch „osobowych” dekretów był związany z obchodami 150-lecia urodzin historyka i współzałożyciela Ukraińskiej Republiki Ludowj Mychajła Hruszewskiego. 100-lecie samej URL oraz Rewolucji Ukraińskiej lat 1917–1921 jest kolejnym ważnym dekretem „historycznym”.

Do kategorii „inne” trafiły dekrety takie jak ustanawiający Dzień Obrońcy Ukrainy czy też upamiętniające rocznicę wybuchu w Czarnobylu, utworzenie Ukraińskiej Grupy Helsińskiej, 200-lecia urodzin Mychajła Werbyckiego oraz 150-lecia pierwszego wykonania najważniejszego jego utworu tj. obecnego hymnu Ukrainy, 500-lecia Reformacji na Ukrainie.
Wśród dekretów prezydenta Ukrainy nie ma żadnego, w którym byłaby mowa o Stepanie Banderze, OUN albo UPA.

Wyszukiwarka na stronie prezydenta Ukrainy także nie znajduje żadnej informacji lub dokumentu, w których byłoby odniesienie do Stepana Bandery. Autorzy przemówień prezydenta nie wspominają, by jakiekolwiek wystąpienie prezydenta zawierało wzmiankę o prowidnyku OUN.

W tym kontekście ze wszystkich publicznych wystąpień Petra Poroszenki wymienia się tylko lapsus językowy „cyniczni bandery” (zamiast „cyniczni bandyci”).

O OUN i UPA jest mowa tylko w kilku publicznych wystąpieniach prezydenta Ukrainy.

Uchwały Werchownej Rady

Wcześniej parlament ukraiński co roku publikował dziesiątki uchwał „rocznicowych”, na mocy których obchodzono ważne daty historyczne na szczeblu państwowym.

Od 2014 r. zamiast dziesiątek uchwał Werchowna Rada zatwierdza jedną uchwałę O obchodach ważnych dat i jubileuszy, która zawiera wszystkie ważne daty na kolejny rok. Uchwała na 2015 rok zawierała 67 takich dat, uchwała na 2016 rok – 95, a na rok obecny – 94.

Te trzy uchwały obejmują więc 256 dat z lat 2015–2017. Z nich tylko 9 zostało poświęconych wydarzeniom i postaciom, które są związane z OUN i UPA. Lista ta zawiera też obchody 75-lecia UPA zaplanowanych na październik 2017 roku.

Na „kult” to więc raczej nie wygląda. Szczególnie w porównaniu z osobami i wydarzeniami, które nawiązują do Rewolucji ukraińskiej lat 1917–1921. Decyzje „rocznicowe” Werchownej Rady dotyczą 35 takich dat.

Monety i znaczki pamiątkowe

W latach 2014–2016 Ukraiński Bank Narodowy wyemitował 108 monet pamiątkowych. „Ukrpoczta” zaprezentowała w tym samym czasie 87 okolicznościowych znaczków. Tematyce Rewolucji ukraińskiej poświęcono 11 monet i 1 znaczek (150-lcie urodzin Mychajła Hruszewskiego).

Na stronach UBN oraz „Ukrpoczty” nie udało się znaleźć żadnej monety albo znaczka, który byłby poświęcony Banderze, OUN albo UPA.

Działalność Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej

W oczach wielu osób w naszym kraju oraz poza jego granicami Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej pod kierownictwem Wołodymyra Wiatrowycza to główny promotor „banderyzacji”.

Paradoks polega na tym, że w pierwszym roku jego przewodniczenia w Instytucie w publikacjach na oficjalnej stronie UIPN postać Stepana Bandery nie pojawiła się ani razu. Ogółem, w ciągu prawie trzech lat – od kwietnia 2014 roku do stycznia 2017 roku włącznie – nazwisko to wymieniane jest 19 razy.

Na tej samej stronie, w rubryce „Wiadomości”, od momentu gdy na czele Instytutu stanął Wiatrowycz do chwili, gdy Kaczyński zdecydował się na upublicznienie swego punktu widzenia na problemy ukraińskiej historii, pojawiło się prawie 1300 publikacji.

Najczęściej UIPN podejmował w nich tematykę dekomunizacji – to jedna piąta wszystkich wiadomości na stronie. 14% komunikatów nawiązywało do Drugiej wojny światowej, co jest zrozumiałym: w 2014 roku obchodzono 75-lecie jej wybuchu, zaś w 2016 roku – 70-lecie jej zakończenia (a propaganda rosyjska manipulowała najbardziej właśnie tym okresem historii XX wieku).

Niewiele ponad 8% wiadomości na stronie było poświęconych kwestii Hołodomoru lat 1932–1933 i masowego głodu 1946 roku.

Na miejscu czwartym – tematyka Majdanu i Rewolucji Godności.

I dopiero na piątym miejscu pod względem ilości są publikacje na temat OUN i UPA, które stanowią mniej niż 5% całości.

W tym czasie Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej nie przygotował żadnej książki albo wystawy, która byłaby w całości poświęcona Banderze, OUN albo UPA. Pierwsza kampania informacyjna, która poświęcona została bezpośrednio UPA, zainicjowana została dwa dni po sensacyjnej deklaracji Jarosława Kaczyńskiego.

Ustawy „gloryfikujące UPA”

9 kwietnia 2015 r. z inicjatywy UIPN parlament ukraiński przyjął pakiet 4 ustaw, które politycy ukraińscy lubiący symbole nazwali „ustawami Wielkiego Czwartku”, a polscy ogłosili takimi, które „gloryfikują UPA”.

Jak wynika z rezultatów poszukiwań w Google, pierwszym tego sformułowania użył były polski premier i jeden z liderów polskiej lewicy postkomunistycznej Leszek Miller. To on też stwierdził wówczas, że przyjmując te ustawy „Ukraina wbiła Polsce nóż w plecy”. Ponadto oświadczył, iż „na micie UPA buduje się współczesna tożsamość ukraińska”. Sformułowania te ochoczo podchwyciły media reprezentujące różne światopoglądy i kierunki polityczne.

To, w jaki sposób media w Polsce przekazywały treść „pakietu dekomunizacyjnego” zasługuje na odrębną szczegółową analizę. Tutaj – tylko najważniejsze uwagi.

Znaczna część materiałów jak znajduje Google po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „ustawy gloryfikujące UPA” zawiera cztery rodzaje manipulacji.

Większość takich materiałów przekonuje czytelnika, że nowe prawo wprowadza odpowiedzialność karną za „kwestionowanie celowości ich walki”, mając na myśli partyzantów UPA.

W rzeczywistości ustawa nie zawiera żadnej kryminalizacji.

Punkt 1 artykułu 6 ustawy stwierdza: „Obywatele Ukrainy, cudzoziemcy, jak też osoby pozbawione obywatelstwa, które publicznie wyrażają pogardliwy stosunek do osób wymienionych w artykule 1 tej ustawy, przeszkadzają w realizacji praw walczących o niepodległość Ukrainy w XX wieku, ponoszą odpowiedzialność przewidzianą prawem”.

Zapis ten jest skrajnie nieprecyzyjny, bo nie mieści żadnych odniesień do kodeksów karnego czy cywilnego. Taka wersja została zaproponowana przez Partię Radykalną Ołeha Laszka i w takiej redakcji jest pod względem prawnym jałowa i bezsensowna, bo nie można jej zastosować w praktyce.

Manipulacja treścią tego punktu zrodziła powszechnie obecnie w Polsce przekonanie, że za wzmianki o zbrodniach popełnionych przez upowców, na Ukrainie do więzień trafiać będą historycy, dziennikarze, politycy i wszyscy ci, którzy „nie tak jak należy” wypowiedzą się o banderowcach. Nowa polityka państwa ukraińskiego ma też rzekomo zawierać elementy zamachu na wolność słowa.

Warto zaznaczyć, że artykuł 5 tej ustawy stwierdza, że „Państwo gwarantuje wszechstronne [wyróżnienie moje – A. Z.] badanie historii walk i osób walczących o niezależność Ukrainy w XX stuleciu”. Pomijanie tego artykułu to druga manipulacja w polskich mediach.

Trzecia manipulacja polega na tym, że większość polskich publikacji nie informowała swoich czytelników o tym, że OUN i UPA – to tylko dwa punkty z wykazu. Cała lista obejmuje blisko 60 pozycji i dotyczy kilkuset organizacji politycznych i społecznych, ugrupowań zbrojnych oraz formacji paramilitarnych: poczynając od wojskowych i państwowych instytucji URL, a kończąc na Ukraińskiej Grupie Helsińskiej i „Ruchu”. Wniosek z tego jest taki, że celem tej ustawy w ogóle nie była jakaś celowa gloryfikacja dwóch (i tylko tych dwóch) formacji.

Faktycznie główny zamiar polegał na usunięciu pewnej niesprawiedliwości: w niepodległej Ukrainie ci, którzy za nią walczyli, znaleźli się w gorszej sytuacji prawnej, niż ci, przeciwko którym walczyli. Wielu weteranom NKWD, MGB i KGB przysługiwały ulgi i status prawny „weteranów wojny”, chociaż walczyli często nie z okupantami, ale z „elementem obcym” na tyłach.

I wreszcie czwarta manipulacja ‒ kontekstem.

Znaczna cześć mediów polskich nie poinformowała, że parlament ukraiński przegłosował tego dnia nie jedną, ale cztery ustawy, które „przeformatowały” politykę historyczną Ukrainy.

Pierwsza ‒ potępiała jakiekolwiek przejawy totalitaryzmu i wymagała usunięcia z przestrzeni publicznej jego symboli oraz elementów propagandy. Druga ‒ umożliwiała otwarty dostęp do tajnych archiwów komunistycznych służb specjalnych. Trzecia ‒ mówiła o drugiej wojnie światowej w latach 1939‒1945 zamiast gloryfikowania sowieckiego mitu „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Chodziło o zneutralizowanie właśnie tego mitu, który wstydliwie unikał nawet wzmianki o tym, że tę wojnę w 1939 r. rozpoczęli Hitler i Stalin agresją na Polskę.

Zmiany ulic i pomniki Bandery

Te ustawy funkcjonują.

Strona Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej informuje, że na Ukrainie w ramach dekomunizacji zmieniono nazwy 51 493 placów i ulic. 34 z nich otrzymały nazwę Stepana Bandery. Stanowi to 0,07% ogólnej liczby nowych nazw.

W przeciągu tego czasu zdemontowano 2389 pomników, które propagowały reżim totalitarny. Natomiast w trzy lata po Rewolucji Godności zbudowano 4 (cztery) nowe pomniki Stepana Bandery. 0,2% ogólnej liczby zdemontowanych.

Wszystkie te pomniki zostały sporządzone na koszt mieszkańców. Z państwowego budżetu nie wydano na te projekty żadnych środków.

Jak wygląda banderyzacja ludności? Socjologia

W ostatnim czasie na Ukrainie przeprowadzono kilka badań socjologicznych, które między innymi badały stosunek Ukraińców do Bandery, OUN i UPA.

Najbardziej reprezentatywnym jest sondaż „Co jednoczy i dzieli Ukraińców” (4413 respondentów) przeprowadzone przez Fundację „Demokratyczne Inicjatywy” im. Ilka Kuczeriwa na przełomie lat 2014 i 2015.

Zgodnie z tym sondażem Banderę pozytywnie ocenia 12,5% badanych, negatywnie ‒ 19,8%.
Bandera nadal pozostaje bohaterem lokalnym. W Galicji 47% ankietowanych pozytywnie oceniło jego wkład w historię (negatywnie – 1%), na Wołyniu prowidnyka OUN pozytywnie ocenia 34,7% respondentów (negatywnie – 6,8%).

Badanie, które latem 2015 r. przeprowadził Instytut Socjologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy (1802 respondentow), wykazało podobny poziom sympatii do Stepana Bandery – 12,9%.

I na tym dobre wiadomości dla Jarosława Kaczyńskiego się kończą: Banderę w pozytywnej ocenie wyprzedził Leonid Breżniew (13,2%). O tym już jednak mówiący o „banderyzacji Ukrainy” asystenci lidera PiS, oczywiście go nie poinformowali.

Podsumowanie „banderyzacji”

„Kult bandery” w przeciągu lat 2014‒2016 w cyfrach wygląda tak:
Dekrety prezydenta – 0
Uchwały Werchownej Rady:
personalnie dotyczące Bandery – 0
przypomnienie dat związanych z OUN albo UPA – 3,5%
Monety pamiątkowe Ukrainy – 0
Znaczki „Ukrpoczty” – 0
W działalności Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej:
Wzmianek o Stepanie Banderze na oficjalnej stronie internetowej – 1%.
Wzmianek o OUN i UPA na oficjalnej stronie internetowej – 4,9%
Książek o Banderze, OUN albo UPA – 0
Wystaw o Banderze, OUN albo UPA – 0
Samorząd lokalny:
Pomniki Bandery – 0,02% ogólnej ilości zdemontowanych pomników reżimu komunistycznego.
Ulic na cześć Bandery – 0,07% wszystkich zmienionych nazw
Stosunek Ukraińców do Bandery:
12,5% – pozytywny
19,8% – negatywny
Tak więc ogólny wniosek dotyczący „kultu Bandery”: trudno zrezygnować z czegoś, czego na Ukrainie nie ma.

Pozostaje jeszcze krótko skomentować pierwszą część przytoczonej powyżej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: „Nie możemy przez lata zgadzać się, by na Ukrainie budowano kult ludzi, którzy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa, i to takiego, że choć trudno było przebić w okrucieństwie Niemców, to oni ich przebili”.

Aby uświadomić sobie głębokość tej myśli warto ją umieścić na tle zdjęcia obozu Auschwitz czy Majdanek.

Nie ma badań socjologicznych dotyczących tego, jak Ukraińcy przyjęli tę wypowiedź. Ale z dyskusji toczonych w mediach (społecznościowych oraz tradycyjnych), wynika, że słowa te zostały odebrane poprzez kontekst propagandy rosyjskiej i jej opowieści o „ukrzyżowanych dzieciach”.

To ta rzeczywistość, w której rosyjską agresję zbrojną nazywa się „kryzysem ukraińskim”, przestępców i morderców – powstańcami i opołczeńcami, żołnierzy państwa-agresora – „zielonymi ludzikami”.

Słowa Jarosława Kaczyńskiego o „kulcie Bandery” wpisały się w paradygmat tej nowej rzeczywistości ‒ świat post-prawdy.

źródło: http://texty.org.ua

Share Button

Powiernictwo Kresowe: między propagandą a dezinformacją

Share Button

Powiernictwo Kresowe nie reprezentuje Państwa Polskiego i nie jest inicjatywą wspieraną przez jakiekolwiek polskie ośrodki władzy. Jest strukturą zbudowaną przez marginalnego, aczkolwiek znanego ekspertom aktywistę i publicystę, który jest wiceprzewodniczącym prorosyjskiej partii Zmiana, kierowanej przez oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Rosji Mateusza Piskorskiego.

Powiernictwo Kresowe

Powiernictwo Kresowe to inicjatywa wzorowana na niemieckim Powiernictwie Pruskim. Jak komentuje to Marcin Rey, założyciel strony Rosyjska V Kolumna w Polsce: „W przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej jego przeciwnicy straszyli, że na «ziemiach odzyskanych» nastąpi wykup i odzyskanie ziemi i kamienic przez Niemców i niemalże utrata niepodległości.

Na tym samym wzorze oparta jest narracja organizowana przez Medwedczuka, zmierzająca jednocześnie do zasiania wątpliwości w patriotycznie nastawionej ukraińskiej opinii publicznej co do polskich intencji i zasadności integracji europejskiej, jak i do dalszego podburzania prorosyjskich Ukraińców i samych Rosjan przeciwko Zachodowi.

Różnica jest jednak taka, że w roli straszydeł zamiast Rudiego Pawelki i Eriki Steinbach z „Powiernictwem Pruskim” mamy Konrada i Annę Rękasów z „Powiernictwem Kresowym”, a w roli straszących zamiast Andrzeja Leppera (Konrad Rękas i Mateusz Piskorski byli wtedy aparatczykami Samoobrony) mamy prorosyjskiego oligarchę Wiktora Medwedczuka i gwiazdę rosyjskiej telewizji Dmitrija Kisielowa”.

Założyciel Powiernictwa

Konrad Rękas, prowadzący Powiernictwo Kresowe, to wiceprzewodniczący prorosyjskiej partii Zmiana, udzielający się autor wielu prorosyjskich publikacji i antyukraińskich materiałów m.in. Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych (założonym zresztą przez wspomnianego Mateusza Piskorskiego). Co więcej postulował on wraz z innymi przedstawicielami mediów „konserwatywnych i narodowych” (w tym Kresy.pl) wprowadzenie zmian w polskiej polityce zagranicznej – chodzi tu o antynatowskie i prorosyjskie podejście. Jednym z postulatów partii Zmiana jest zresztą opuszczenie przez Polskę struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Ponadto pan Rękas organizował misję obserwacyjną na sfałszowane wybory prezydenckie w Azerbejdżanie w ramach wspomnianego Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych czy uczestniczył w delegacjach na cmentarze Armii Czerwonej w Polsce. To także człowiek skazany prawomocnym wyrokiem sądu na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za posługiwanie się indeksem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z fałszywymi wpisami oraz podrobienie podpisów różnych osób we wniosku rejestracyjnym stowarzyszenia Legia Akademicka na 10 miesięcy więzienia (którą później zawieszono na dwa lata). Obie sprawy dotyczą wydarzeń z lat 90 XX w., jednak wyroki zapadały w 2007 i 2010 roku. To wreszcie częsty gość rosyjskich mediów i osoba krytykująca dywersyfikację dostaw gazu do Polski.

Błędy warsztatowe czy poszukiwanie sensacji?

Osoba o takim życiorysie jak pan Rękas zajęła się Powiernictwem Kresowym. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż działalność tego stowarzyszenia pokrywa się z wieloma celami, które stawiają przed sobą ukraińscy „separatyści galicyjscy” oraz i różne struktury skrajnie prawicowe, w których interesie jest eskalacja napięcia w relacjach polsko-ukraińskich. Sam zasięg oddziaływania podobnych inicjatyw jest równie niewielki tak w Polsce, jak i na Ukrainie. Można zauważyć, iż to media nie przestrzegając standardów czy podając informacje bez kontekstu, zakrzywiają obraz rzeczywistości, ułatwiając prowadzenie operacji informacyjnych przez siły prorosyjskie.

Ukraińskie media podały informację o przygotowywanych pozwach w sposób a) sugerujący, iż organizowane jest to na poziomie państwowym, b) bez jakiejkolwiek analizy podstaw prawnych, c) cytując jedynie jedną stronę (tj. pana Rękasa), d) bez kontekstu prawnego w prawie międzynarodowym i wewnętrznych polskich regulacji prawnych, e) na bazie wątpliwego źródła, które nie raz poszerzało wrzutki rosyjskiej propagandy i antyukraińskie treści.

Najprawdopodobniej autorem wpisu na niszowym portalu Prawica.net (czytanym przez średnio ok. 5 tys. osób miesięcznie), podpisanym pseudonimem „karo” jest zresztą sam Konrad Rękas, który podpisywał się tak w przeszłości.

To, w jaki sposób część mediów ukraińskich podeszła do informacji z polskiego nieznanego szerzej nikomu portalu, wywołało u polskich ekspertów ogromne zdziwienie. Gdyby poszukać analogii, można by porównać tą sytuację do tego, gdyby coś kontrowersyjnego napisał np. ukraiński portal Banderivets.org.ua, a następnie temat stałby się w Polsce „sensacją” prezentującą oficjalne stanowisko Ukrainy. Co warto dodać, nawet mówienie o masowości zjawiska czy popularności Powiernictwa Kresowego jest przesadą. Ich profil na Facebooku lubi jedynie 858 osób. Biorąc to wszystko pod uwagę mamy do czynienia z kolejnym niebezpiecznym precedensem, kiedy to wskutek niewielkiego nakładu pracy sił prorosyjskich, informacja dostaje się do poważnych mediów głównego nurtu, które biorą tym samym pośredni udział w operacji informacyjnej prowadzonej przez innych graczy.

Kwestia majątków zabużańskich w Polsce

To, co robi w swojej działalności publicznej w ramach Powiernictwa Kresowego pan Rękas jest zabiegiem dosyć ciekawym. Do zagadnień zwrotu nieruchomości (lub w przypadku niemożności zwrotu – odszkodowania z tytułu poniesionych strat), dodaje kwestie prawa europejskiego, jednak bez żadnych konkretów i pomija całkowicie kwestie fundamentu prawnego, na jakim zbudowane zostały polskie przepisy o rekompensacie.

Jedną z takich regulacji jest, jak stwierdza radca prawny Michał Lelonek: „ustawa z dnia 8 lipca 2005 r. o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej”. Umowami, na bazie których procedowano, zwane umowami republikańskimi, były w kwestiach polsko-ukraińskich:

– układ z dnia 9 września 1944 r. pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a Rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad dotyczącego ewakuacji obywateli polskich z terytorium U.S.R.R. i ludności ukraińskiej z terytorium Polski,

– umowa z dnia 6 lipca 1945 r. między Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej i Rządem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich o prawie zmiany obywatelstwa radzieckiego osób narodowości polskiej i żydowskiej, mieszkających w ZSRR i o ich ewakuacji do Polski i o prawie zmiany obywatelstwa polskiego osób narodowości rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej, rusińskiej i litewskiej, mieszkających na terytorium Polski i o ich ewakuacji do ZSRR.

Dalej, cytując eksperta: „Rekompensatę za pozostawione przez obywateli polskich nieruchomości wypłaca państwo polskie. Przesłanką potwierdzenia prawa do rekompensaty jest pozostawienie nieruchomości poza obecnymi granicami państwa, a w granicach przedwojennej Polski. Warunkiem niezbędnym nie jest już udział w tzw. repatriacji tuż po wojnie, ale trzeba wówczas wykazać, że swoją nieruchomość opuściło się w innych okolicznościach związanych z wojną, takich jak emigracja bezpośrednio po wrześniu 1939 r. na Zachód Europy, ucieczka przed czystkami etnicznymi po 1942 r. lub przymusowe wywiezienie w głąb ZSRR.

Ze względu na wielką skalę problemu i możliwości budżetowe, rekompensata ustalona jest na jedynie 20% wartości pozostawionej nieruchomości. Wartość tę ustalają biegli rzeczoznawcy majątkowi”. Innymi słowy umowy republikańskie stanowiły tzw. indemnizację, czyli przyjęcie (wzięcie na siebie) roszczeń swoich obywateli wobec drugiego państwa. To państwo polskie wzięło na siebie obowiązek rozliczenia się ze swoimi obywatelami, jakkolwiek ramy prawne dla tego tworzone były latami.

Wspomniana ustawa o rekompensacie dotyczy osób fizycznych, które miały obywatelstwo polskie i które zostawiły mienie na dawnym terytorium Polski (w granicach sprzed wybuchu II wojny światowej). Z punktu widzenia prawnego to fakt – ustawa polska obejmuje tylko konkretną kategorię ludzi (tak samo jak i umowy republikańskie). Powiernictwo Kresowe w nieprecyzyjny sposób próbuje przedstawić obraz, iż wiele osób jest wciąż pokrzywdzonych i nie otrzymało rekompensaty. Zapomina jednak o tym, iż to nie wina strony ukraińskiej, lecz pretensję w pierwszej kolejności należałoby kierować do państwa polskiego i takich a nie innych regulacji prawnych, które od lat były wprowadzane. Trzeba przy tym powiedzieć zdecydowanie, iż zagadnienia te były poważnie zaniedbywane.

To, czym Powiernictwo Kresowe mogłoby się pewnie zająć z punktu widzenia prawnego, to kwestie nie związane tyle z Zabużanami, ile ogólnie z komunistyczną nacjonalizacją bez jakiegokolwiek odszkodowania. Mówiąc inaczej, indemnizacja zadeklarowana przez Państwo Polskie wyłącza jakąkolwiek możliwość dochodzenia roszczeń związanych z nacjonalizacją mienia wszystkich osób, które spełniają przesłanki polskiej ustawy o realizacji prawa do rekompensaty, tj. obywatelstwo polskie w dniu utraty własności i pozostawienie tego mienia na terytorium, które przed wojną stanowiło część terytorium Polski. Indemnizacja wyłącza bowiem całą taką kategorię roszczeń do organów polskich, niezależnie od tego czy dana osoba faktycznie zrealizowała swoje roszczenia, nawet częściowo, w granicach zapewnionych obecnie obowiązującą w Polsce ustawą. Ukraińskie sądy miałyby podstawę do poprzestania na orzeczeniu o braku swojej właściwości (jurysdykcji).

Natomiast osoby, które nie spełniają choćby jednej z powyższych przesłanek mogą mieć możliwość dochodzenia zwrotu bądź odszkodowania za utracone mienie na takich samych zasadach jak Ukraińcy.

Tak więc roszczenia wysuwać mogą chociażby osoby, których spadkodawcom pochodzenia polskiego odebrano mienie pozostawione np. w Kijowie w latach 20. XX w., jednak zasadność tych roszczeń będzie oceniana na podstawie przepisów obowiązującego ukraińskiego prawa.

Potwierdza to polski Sąd Najwyższy. Jak stwierdził w swoim wyroku z dnia 31 marca 2005 r. (Sygn. akt V CK 309/04), umowy republikańskie, zgodnie zresztą z orzecznictwem polskiego Trybunału Konstytucyjnego, nie są „normą samowystarczalną, gdyż w kwestii rekompensaty za pozostawione za granicą mienie” zawarte zostało „wyraźne odesłanie do regulacji prawa polskiego”. Innymi słowy ustanowione zostało zobowiązanie Polski „do uregulowania w prawie wewnętrznym kwestii rozliczeń z osobami, które utraciły mienie w związku ze zmianą granic po II wojnie światowej”. To podejście TK podzielił również i Sąd Najwyższy (wyroki: z 21 listopada 2003 r., I CK 323/02, OSNC 2004, nr 6, poz. 103; z dnia 6 października 2004 r., I CK 447/03 oraz z dnia 19 listopada 2004 r., V CK 245/04).

Tym bardziej, jak zwrócono uwagę we wspomnianym wyżej wyroku, iż art. 3 ust. 6 umowy z 5 dnia 6 lipca 1945 r. zawarta pomiędzy Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem ZSRR o prawie zmiany obywatelstwa radzieckiego osób narodowości polskiej i żydowskiej mieszkających w ZSRR i o ich ewakuacji do Polski oraz o prawie zmian obywatelstwa polskiego osób narodowości rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej, rusińskiej i litewskiej mieszkających na terytorium Polski i o ich ewakuacji do ZSRR zawarto zapis, iż sposobem „ustalania ekwiwalentu za pozostawione mienie za granicą” była „ocena ubezpieczeniowa mienia”. Normy te z kolei, według Sądu Najwyższego odsyłają do polskich regulacji prawnych z 17 grudnia 1927, a następnie z 11 sierpnia 1937 roku. Te natomiast określają ubezpieczenie budynków, plonów czy nasadzeń, jednak nie do szacowania na podstawie tych wskaźników wartości nieruchomości ziemskich.

Podstawą polskich przepisów prawnych była konieczność zapewnienie repatriantom lub ich spadkobiercom częściowej rekompensaty utraconego mienia. Stanowisko to zostało również poparte przez Europejski Trybunał Praw Człowieka.

To właśnie zresztą przed ETPC toczyła się najgłośniejsza sprawa – Broniowski przeciwko Polsce, w której wyrok wydany został 22 czerwca 2004 roku. Postępowanie, wywodzące się ze skargi nr 31443/96 z 12 marca 1996 r. przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej wniesionej do Europejskiej Komisji Praw Człowieka. 1 listopada 1998 r. zostało ono skierowane do Trybunału, a jej podstawą było naruszenie art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zapis ten stwierdzał: „każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba ze w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego. Powyższe postanowienia nie będą jednak w żaden sposób naruszać prawa państwa do stosowania takich ustaw, jakie uzna za konieczne do uregulowania sposobu korzystania z własności zgodnie z interesem powszechnym lub w celu zabezpieczenia uiszczania podatków bądź innych należności lub kar pieniężnych”.

Jednak warto podkreślić, iż w wyroku ETPC wspomniał wprost: „pomimo, że tło historyczne sprawy, a w tym powojenne zmiany granic państwowych, spowodowana przez nie migracja osób dotkniętych tymi wydarzeniami oraz umowy republikańskie, z których wywodzi się uprawnienie Skarżącego [tj. Jerzego Broniowskiego – przyp. red] mają z pewnością znaczenie dla zrozumienia obecnej skomplikowanej sytuacji faktycznej i prawnej, Trybunał nie będzie zajmował się kwestią jakichkolwiek prawnych, moralnych, społecznych, finansowych lub innych zobowiązań państwa polskiego wynikających z faktu, że właściciele mienia zabużańskiego zostali po drugiej wojnie światowej pozbawieni swej własności przez Związek Radziecki i zmuszeni do migracji”. Co więcej, Trybunał odmówił również oceny dotrzymania przez Polskę zobowiązań wynikających z umów republikańskich czy ich wpływu na polskie ustawodawstwo krajowe.

Podsumowanie

Państwo polskie wzięło na siebie zobowiązania wobec obywateli i ich strat poniesionych w związku z przesiedleniem. Otwartą kwestią pozostaje oczywiście sposób jego realizacji i tworzenia ram prawnych dla całego procesu na przestrzeni lat. Niemniej jednak w swojej publicznej działalności Konrad Rękas zupełnie nie odnosi się do kwestii indemnizacji czy umów republikańskich.

Niepokojące są także rozmiary oddziaływania takich wątpliwych deklaracji czy zapowiedzi na ukraińskie środowisko dziennikarskie i eksperckie, które wzmacniane są przez siły antypolskie lub jawnie prorosyjskie na Ukrainie. Kolejnym niebezpiecznym elementem związanym z kwestią teoretycznych rekompensat jest fakt, iż narracja o nich budowana jest w oparciu o „prawo unijne” i „europejskie standardy”. Tak naprawdę można to ocenić jako kolejny czynnik, mający zniechęcać najbardziej proeuropejsko nastawioną zachodnią część społeczeństwa do integracji z Unią Europejską. W dalszej kolejności jeszcze bardziej niezrozumiałym jest działanie Powiernictwa Kresowego w Kijowie czy Charkowie.

Trzeba z całą stanowczością podkreślić, iż nie znamy treści pozwów przygotowanych przez stowarzyszenie pana Rękasa. Można spekulować, iż jedynym punktem odniesienia, pod którym można by było rozpatrywać kwestie odzyskiwania majątków jest kwestia nacjonalizacji komunistycznej, jednak nie na gruncie prawa UE, ale Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – bo każda nacjonalizacja powoduje straty.

Wiele zależy od decyzji organów państwowych i nikt nie mówi o tym, że ma być to zwrot w wysokości 100%. Tu pojawia się więc zagadnienie polityki władz w Kijowie wobec potencjalnej zmiany wewnętrznych regulacji prawnych, jednak nie z punktu widzenia Polaków, ale wszystkich swoich obywateli i osób innej narodowości, które poniosły straty z tytułu nacjonalizacji majątków prowadzonej przez władze komunistyczne. Obecnie mamy jednak bliżej nieokreślony zbiór potencjalnych lub teoretycznych możliwości oraz realną i rzeczywistą operację informacyjną prowadzoną przez osoby prezentujące wybitnie prorosyjskie stanowisko w Polsce.

Autor: Adam Lelonek

źródło: Galinfo.com.ua

Share Button

Polacy i Ukraińcy rozmawiają w Kijowie o interesach

Share Button

24.11.2016 odbyło się Forum Polskiego Biznesu w Kijowie organizowane przez Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP we współpracy z Ministerstwem Rozwoju Gospodarczego i Handlu Ukrainy. W otwarciu wydarzenia wziął udział Ambasador RP Jan Piekło.

Przemawiając do zgromadzonych przedstawicieli polskich i ukraińskich organizacji inwestycyjnych, samorządów i biznesu Ambasador powiedział:

Ukraina zakotwiczyła się już na stałe w Europie. Więzy handlowe i polityczne jakie miała z Rosją uległy jeśli nie likwidacji to rozluźnieniu. Mówię o Rosji polityków którzy prowadzą z Zachodem w tej chwili grę na wzajemne wyniszczenie. Chciałbym przypomnieć, że wspólnota europejska powstała na bazie gospodarki. Dzięki temu udało się stworzyć cały nieźle funkcjonujący mechanizm. Ekonomia jest bardzo ważna bo jest ona podstawą naszego myślenia o świecie i cywilizacji. W tej chwili są podstawy do optymizmu, gospodarka ukraińska zaczęła nabierać pewnego rozpędu. Poza tym w samej Polsce mamy ok 1.5 mln Ukraińców, którzy pracują, studiują uczą się nie zrywając jednocześnie więzi ze swoim krajem. To wszystko tworzy pewną wspólnotę ekonomiczną, która jest procesem nieodwracalnym. Ukraina jest też potencjalnie wielkim rynkiem dla UE i świadomość tego jest teraz coraz większa. Trzeba jedynie myśleć o tym jak tej Ukrainie pomóc w integracji i co Polska w tym celu może zrobić.

W ramach Forum odbywają się 4 panele poświęcone między innymi atrakcyjności inwestycyjnej Polski, możliwości finansowania innowacyjnych start-upów oraz prezentacji działalności agencji rozwoju regionalnego i potencjałowi współpracy z Ukrainą w projektach finansowanych przez Europejski Fundusz Spójności w ramach perspektywy finansowej 2014-2020.

Poza Forum Polskiego Biznesu najistotniejszą formą wypracowania kontaktów dwustronnych dla przedsiębiorców są wydarzenia B2B organizowane przy wsparciu WPHI w Kijowie.

Wydarzeniu patronowały między innymi: EUCON, Stowarzyszenie Ukraińskich Przedsiębiorców w Polsce, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza, Międzynarodowe Stowarzyszenie Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie.

Relacja: Agnieszka Piasecka

Foto: Słowo Polskie

Share Button