wtorek, 10 Grudzień, 2019
pluken
Home / Komentarze i opinie / Wysadzić Rosję
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

Wysadzić Rosję

Share Button

6057911-rosyjski-zolnierz-na-krymie-643-385Aneksja Krymu i wojna w Donbasie nie są dla Rosji celem samym w sobie, a jedynie elementem szerszego planu. Władimir Putin rzucił wyzwanie światu zachodniemu i nie zamierza już dłużej funkcjonować w ramach post-zimnowojennego ładu międzynarodowego. Otwarcie podważając jego fundamenty, w tym nienaruszalność granic państwowych, Prezydent Rosji dąży do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa, w której Rosja zajmie pozycję równą Stanom Zjednoczonym. Inwazja na Ukrainę to nie wyzwanie rzucone w stronę Kijowa, ale Waszyngtonu. Władimir Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością, jak miała to sugerować w rozmowie z Barackiem Obamą kanclerz Niemiec Angela Merkel. I właśnie powiedział „sprawdzam”.

Ukraiński front Putina

12 lutego, po kilkunastu godzinach negocjacji, podpisane zostało w Mińsku kolejne porozumienie dotyczące zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie. Porozumienie to, podobnie jak podpisane we wrześniu ubiegłego roku memorandum, nie ma mocy wiążącej i nie należy oczekiwać, że przyczyni się ono w znacznym stopniu do uregulowania sytuacji. Jego zapisy są nieprecyzyjne i mogą zostać zinterpretowane na różne sposoby, stronom brakuje również woli politycznej do wypełnienia zawartych w nim postanowień. Porozumienie stanowi raczej kolejną taktyczną przerwę, będącą wynikiem zaistniałej na froncie tymczasowej równowagi sił. Kwestie najistotniejsze, takie jak przywrócenie kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską, odsunięte zostały w czasie i powiązane z szeregiem warunków wstępnych, w tym przeprowadzeniem wyborów w samozwańczych republikach Doniecka i Ługańska oraz reformą konstytucyjną Ukrainy, której celem miałaby być decentralizacja władzy państwowej. Realizacja tych postanowień faktycznie przypieczętowałaby autonomię wschodnich obwodów Ukrainy i ostatecznie zamknęła drogę Kijowa na Zachód.

Szczyt w Mińsku to kolejny dyplomatyczny sukces Putina. Prezydentowi Rosji już wcześniej udało się chociażby rozprawić z mitem wspólnej unijnej polityki zagranicznej, dobierając sobie rozmówców – Niemcy i Francję – w zgodzie z własnymi interesami, a także przekonać Zachód, że wschodnim obwodom Ukrainy, Donieckiemu i Ługańskiemu, należy się szczególny status i uprawnienia. Była to zarazem najważniejsza porażka Kijowa, który nie był w stanie przeforsować własnej narracji na scenie międzynarodowej. Po krótkotrwałej przerwie Putin przeszedł do kolejnej ofensywy dyplomatycznej, wykorzystując obawy Europejczyków przed amerykańską propozycją dozbrojenia Ukrainy, w wyniku czego Prezydent Petro Poroszenko znalazł się pod presją ze strony Niemiec i Francji, które domagały się ustępstw po stronie Kijowa. Największym przegranym spotkania w Mińsku pozostaje więc Ukraina, dla której treść memorandum może już wkrótce okazać się warunkami kapitulacji.

Władimir Putin nie jest jednak zainteresowany aneksją Donbasu, powtórka z Krymu nie wchodzi tutaj pod żadnym warunkiem w grę. Pojedynek toczy się o władanie nad całym terytorium Ukrainy, a jego celem jest trwałe zakotwiczenie Ukrainy w wyłącznej rosyjskiej strefie wpływów. Instrumentów realizacji takiego celu jest co najmniej kilka. Wariant optymalny dla Rosji to zmiana konstytucji Ukrainy i przyznanie daleko idących uprawnień decyzyjnych poszczególnym regionom, tak aby mogły one bezpośrednio wpływać na kształt polityki zagranicznej kraju. W takim wypadku ustanowienie kontroli nad tylko jednym ze wschodnich obwodów Ukrainy, np. Donieckim, na stałe zablokowałoby integrację europejską kraju oraz starania o uzyskanie członkostwa w NATO. Wariantem alternatywnym jest m.in. zamrożenie konfliktu we wschodniej Ukrainie, co pozwoliłoby w sposób ciągły destabilizować sytuację polityczną i gospodarczą nad Dnieprem.

Działania Rosji na terytorium Ukrainy spotkały się co prawda z ostrą krytyką na arenie międzynarodowej, Zachód nie zdecydował się jednak na stanowcze kroki wobec Putina. Najważniejszym instrumentem nacisku na Rosję pozostają sankcje gospodarcze, obejmujące m.in. ograniczenia w dostępie do kapitału, ograniczenia sprzedaży zaawansowanych technologii dla rosyjskiego przemysłu oraz embargo na broń, a także sankcje wizowe. Te pierwsze nie dotyczą jednak wielu kluczowych dla rosyjskiej gospodarki podmiotów, w tym gazowego giganta – Gazpromu, te drugie natomiast nie dotykają osób, które rzeczywiście są odpowiedzialne za wojnę na Ukrainie, w tym bezpośrednie otoczenie Prezydenta Putina. Co więcej, skutki nałożonych na Rosję sankcji gospodarczych odczuwane są również w samej Unii Europejskiej, co oznacza, iż już wkrótce część unijnych krajów dążyć będzie do ich zniesienia. Sankcje nie przynoszą widocznych rezultatów w krótkim okresie, ale nie są one też instrumentem długookresowym.

Krótka lekcja ekonomii

Paradoksem unijnej polityki sankcji wobec Rosji jest dążenie do wywarcia wpływu na Władimira Putina w rezultacie pogarszającej się sytuacji gospodarczej nad Wołgą, a jednocześnie utrzymywanie przy życiu rosyjskiej gospodarki i zapobieganie jej załamaniu. Tylko w 2014r. odpływ kapitału z Rosji wyniósł zawrotną sumę 151,5 mld dolarów, a Rosyjski Bank Centralny prognozuje, że w 2015r. z Rosji odpłynie kolejne 115-120 mld dolarów. Negatywnie na rosyjską gospodarkę wpływają nie tylko unijne sankcje, ale przede wszystkim spadek cen ropy naftowej. Rosyjskie Ministerstwo Finansów szacuje, że w wyniku najniższej od czterech lat ceny czarnego złota Rosja straciła prawie 100 mld dolarów. To właśnie cena ropy naftowej jest dla Rosji niezwykle istotna, ponieważ rosyjski budżet oparty jest w większości na sprzedaży surowców naturalnych. Zyski ze sprzedaży ropy i gazu odpowiadają za ponad połowę dochodów rosyjskiego budżetu.

W przypadku unijnych sankcji nałożonych na rosyjską gospodarkę ważny jest przede wszystkim aspekt psychologiczny, związany z ryzykiem ponoszonym przez zagraniczne przedsiębiorstwa w ramach prowadzenia biznesu w Rosji. Utrudniony dostęp do źródeł pozyskiwania kapitału i coraz bardziej restrykcyjne regulacje prawne wprowadzane przez rząd rosyjski zniechęcają zagranicznych inwestorów do lokowania środków finansowych nad Wołgą. Tylko w ostatnich latach największe banki świata, w tym HSBC i BNP Paribas, zapłaciły amerykańskiemu rządowi ponad 10 mld dolarów za złamanie sankcji nałożonych m.in. na Iran i Koreę Północną, co stwarza obawy przed współpracą z Rosją. Wiarygodność traci również gospodarka rosyjska jako całość. W styczniu br. agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła krótkoterminową i długoterminową ocenę wiarygodności kredytowej Rosji do tzw. poziomu śmieciowego. W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację ekonomiczną w kraju Rosja nakazała przedsiębiorstwom oraz osobom prywatnym zgłaszanie swoich zagranicznych dochodów władzom podatkowym oraz informowanie o wszystkich transakcjach zagranicznych, co według szacunków ma przynieść wpływy do budżetu w wysokości 3-4 mld dolarów. Według obliczeń EBOiR gospodarka rosyjska skurczy się w 2015r. o prawie 5 procent.

Kryzys gospodarczy w Rosji to problem nie tylko Kremla. Trudne czasy czekają m.in. jej sąsiadów, którzy razem z Rosją tworzą Eurazjatycką Unię Gospodarczą. EBOiR szacuje, że w wyniku złej sytuacji gospodarczej w Rosji PKB Białorusi zmniejszy się o 1,5 proc, PKB Kazachstanu wzrośnie tylko o 1,5 proc. (4,3 proc. w 2014r.), a wzrost gospodarczy w Armenii wyniesie 0 proc. (3 proc. w 2014r.). Spadek siły nabywczej rubla przełożył się również na zmniejszenie transferów pieniężnych z Rosji. Wysoką cenę płaci także gospodarka Finlandii, kraju o największych powiązaniach gospodarczych z Rosją w całej strefie euro. W 2014r. z Finlandii odpłynął kapitał o wartości 10 mld dolarów, w większości za sprawą firm rosyjskich oraz samych Rosjan trzymających w Finlandii swoje oszczędności. Premier Finlandii Alexander Stubb jeszcze w ubiegłym roku zapowiedział, że z powodu rosyjskich sankcji odwetowych, obejmujących import żywności z Unii Europejskiej, kraj będzie zmuszony zwrócić się o pomoc finansową do unijnych partnerów.

Analizując politykę Władimira Putina nie należy zapominać, że to nie prosty rachunek ekonomiczny stanowi podstawę jego działań. Wręcz przeciwnie. Posunięcia Kremla znajdują inspirację przede wszystkim w warstwie ideologicznej, nie ekonomicznej. Pomimo dobiegającej ze wszystkich stron krytyki polityki gospodarczej Władimira Putina, m.in. z ust prezesa Sbierbanku, jednego z najważniejszych banków w Rosji, ekonomiści stanowią grupę coraz bardziej marginalizowaną na Kremlu. Putin wypowiedział świętą wojnę Zachodowi i zdaje się nie liczyć z ponoszonymi kosztami. Te z kolei wciąż wzrastają – sama aneksja Krymu kosztowała rosyjski budżet już prawie 5 mld dolarów, które pozyskane zostały z rezerwy budżetowej, ale także ze składek emerytalnych Rosjan. Dodatkowe inwestycje na półwyspie, niezbędne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego regionu, mogą natomiast wpłynąć na zmniejszenie inwestycji w innych regionach Rosji.

Tango z niedźwiedziem

Zachód powszechnie obawia się, że sytuacja ekonomiczna w Rosji może doprowadzić do bardziej agresywnej polityki Władimira Putina, dlatego też unijni przywódcy na każdym kroku podkreślają, iż celem sankcji nie jest upokorzenie Putina ani izolacja i zrujnowanie rosyjskiej gospodarki. W podobnym tonie wypowiada się nawet Barack Obama, którego zdaniem kryzys gospodarczy w Rosji może przyczynić się do powrotu do polityki ekspansji. Władimir Putin z kolei doskonale rozumie obawy Zachodu i stara się rozgrywać z powodzeniem kartę strachu na arenie międzynarodowej. Rzekome stwierdzenie Merkel, jakoby Putin stracił kontakt z rzeczywistością, jest przejawem właśnie takiego zjawiska. Wizerunek nieobliczalnego przywódcy na Kremlu, gotowego użyć swój arsenał nuklearny w obronie strefy wyłącznych wpływów, umacnia na Zachodzie przekonanie o konieczności ustępstw wobec Moskwy.

Na korzyść Putina działa w końcu tzw. walka z terroryzmem, w której Rosja nadal pozostaje ważnym partnerem Zachodu, mimo, iż najczęściej polityka Moskwy w tym zakresie sprowadza się jedynie do destrukcji, zamiast konstrukcji. Putin usiłuje przekonać Zachód, że Rosja nie stanowi zagrożenia, ale ważny składnik architektury bezpieczeństwa, który powinien zostać wzmocniony dla przewrotnie pojmowanego dobra wspólnego. Nagrania z egzekucji rosyjskich żołnierzy przez bojowników islamskich mają wskazywać, że Rosja stała się ofiarą międzynarodowego terroryzmu w takim samym stopniu jak Francja w wyniku ataków na redakcję Charlie Hebdo. Zwolennikiem takiego stanowiska jest m.in. szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która uważa, że Ukraina powinna zostać „podarowana” Rosji w imię wspólnej walki z zagrożeniami w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.

Putin może więcej, ponieważ zdaje sobie sprawę, że Zachód nie wysadzi Rosji. Zresztą ów Zachód nawet tego nie chce. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto może dziś wysadzić Rosję, to jak zwykle jest to ona sama.

Artykuł ukaże się w kolejnym numerze miesięcznika „Strefa. Magazyn Biznesu”.

Źródło: https://szeligowski.wordpress.com/2015/02/13/wysadzic-rosje/

Share Button

Czytaj również

Fot. unn.com.ua

MH-17 pięć lat i zero wniosków później

Od zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów malezyjskiego Boeinga 777 mija pięć lat. Niestety, kraje zachodnie, w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.