wtorek, 4 Sierpień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Wielki biznes w czasie wojny – część 1

Wielki biznes w czasie wojny – część 1

Share Button

AchmetowKto stracił, a kto pomnożył majątek podczas ukraińsko-rosyjskiej wojny.

Operacje wojskowe na wschodzie Ukrainy spowodowały straty liczone w miliardach hrywien i dla państwa i dla sektora prywatnego. Okupacja części terytorium państwa, faktycznie wstrzymanie pracy wielu zakładów produkcyjnych, które obecnie znajdują się w strefie kontrolowanej przez bojowników „DRL” i „ŁRL”, paraliż szlaków komunikacyjnych (zwłaszcza kolejowych), zupełne zahamowanie eksportu towarów do Rosji, spowodowały katastrofalny spadek produkcji w niektórych dziedzinach ukraińskiej gospodarki. Łącznie, według oceny doradcy premiera Ukrainy, Danyły Łubkiwskiego, w konsekwencji konfliktu na Donbasie zniszczono 20% potencjału gospodarczego Ukrainy.

„Wojna wywołana przez Putina przeciwko Ukrainie, na dzień dzisiejszy zniszczyła niemalże 20% naszego obecnego potencjału gospodarczego, włącznie z dochodem przybliżonym i obrotem dewizowym. W konsekwencji okupacji Donbasu i Krymu do budżetu nie wpłynęło ponad 23 mld hrywien. Bojownicy zniszczyli 1,4 tys. obiektów infrastruktury kolejowej oraz 1, 5 tys. km dróg. Zrujnowano ponad 9 tys. budynków mieszkalnych. Łączna wartość zniszczeń wynosi 1 mld hrywien.” – poinformował Łubkiwski
(http://www.epravda.com.ua/news/2015/02/17/528616/ ).

Nie mniejsze straty ponieśli właściciele prywatnego biznesu, w wyniku znacznego pogorszenia się klimatu inwestycyjnego, sankcji i działań wojskowych na wschodzie Ukrainy ucierpieli wszyscy. A właściwie – prawie wszyscy. Niektórzy oligarchowie byli w stanie, nawet w najtrudniejszej sytuacji politycznej i gospodarczej, znaleźć okazję, jeśli nie do pomnożenie majątku to chociażby do stabilizacji sytuacji. Tendencja jest taka, że najbardziej ucierpiały te gałęzie, które były najbardziej uzależnione od eksportu produktów do Rosji, i które nie zdążyły wcześniej zrównoważyć strat przez dywersyfikację rynków zbytu.

Sponiewieranie dawnych „ulubieńców władzy”

Tak się historycznie złożyło, że większość przedsiębiorstw metalurgicznych, przemysłu maszynowego, czy górnictwa znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy. Tak więc strefie działań wojennych, albo pod kontrolą terrorystów znajdują się największe przedsiębiorstwa państwa, które stanowią 16% PKB. Jeszcze jedna wspólna cecha, to wszystkie one należą do członków drużyny byłego prezydenta Janukowycza, do tak zwanych „donieckich”.

Cztery lata, od 2010 roku (od momentu wybrania Janukowycza na prezydenta) osoby te otrzymywały od rządu niebywałe ulgi, które polegały na wielomilionowych subwencjach z budżetu państwa, wysokich odszkodowaniach VAT, gwarancjach rządowych pożyczek w międzynarodowych bankach itd. Ponieważ zbliżenie z Rosją stanowiło podstawę polityki Janukowycza oczywistym jest, że bliscy jej oligarchowie szukali dla siebie rynków zbytu przede wszystkim w Rosji. Ponadto w obliczu lojalnej polityki Federacji Rosyjskiej w stosunku do ukraińskich eksporterów, trwającej do 2013 roku, ci ostatni nie dostrzegali szczególnej potrzeby poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. Dlatego w zeszłym roku, gdy współpraca z Rosją stała się niemożliwa, a pobieranie ulg dla swoich przedsiębiorstw ze zubożałego budżetu było coraz trudniejsze, niegdysiejsi bliscy Olimpowi władzy biznesmeni zaczęli odczuwać poważne trudności.

I choć, ranking 10 ukraińskich oligarchów nie uległ istotnej zmianie w porównaniu z rokiem 2013, to ich portfele znacznie schudły. Całkowity dochód najbogatszych zmniejszył się o ponad 13 mld dolarów i stanowi obecnie ok. 42 mld dolarów.

Rinat Achmetow były „król” Donbasu

Kiedy mówi się o „donieckich” biznesmenach pierwszy, który przychodzi do głowy to oczywiście najbogatszy człowiek Ukrainy, do niedawna nieoficjalny gospodarz Donbasu, Rinat Achmetow.

Człowiek, którego pozycją nie mogło zachwiać ani dojście do władzy politycznych wrogów w 2004 roku w konsekwencji pomarańczowej rewolucji, ani liczne konflikty w rządzącej do niedawna Partii Regionów, ani też cichy „spin” biznesu na korzyść rodziny w wykonaniu Janukowycza w latach 2012-2013.

Niektórzy politycy i działacze społeczni z Doniecka przypisują Achmetowowi próbę kontrolowania bojowników oraz ich finansowe wspieranie na Wschodzie wiosną i latem 2014 roku. W ten sposób, Achmetow chciał przywrócić status quo jedynej osoby, która może kontrolować Donbas, stan utracony po ucieczce Janukowycza (http://tyzhden.ua/News/128917 ). Samozwańczy „gubernator” „DRL” Pawlo Hubariow twierdził, że na początku konfliktu Achmetow finansował część separatystów. Oczywiście, sam zainteresowany odpiera wszelkie zarzuty.

Takie zachowanie całkowicie wpisuje się w logikę stosunków Achmetowa i jemu podobnych, na wpół feudalnych przedstawicieli Wschodu w Kijowie. Praktyka, która zrodziła się w 1993 roku w Kijowie ze strajku górników sprawdzała się również przy Kuczmie i Juszczence: liderzy w Kijowie woleli wykupić się od „barbarzyńców” z Donbasu dużymi sumami z budżetu w zamian za lojalność regionów.

Jednak tym razem Achemtowowi gra wyraźnie się nie powiodła, stosunki oligarcha i bojowników DRL stopniowo ulegały pogorszeniu. O ile na początku Achmetowowi udawało się chronić swoje przedsiębiorstwa przed grabieżą, czy ostrzałem to obecnie bojownicy w Doniecku i Ługańsku nie rozróżniają biznesu Achmetowa spośród innych: albo płacisz „podatki” na DRL – 20% od obrotów z reguły gotówką, albo oczekuj „przypadkowego” upadku pocisku z moździerza…

Obecnie najbogatszy człowiek w kraju zmuszony jest obserwować z Kijowa jak niszczona i rabowana jest jego ojczyzna – Donieck i największa duma, stadion Donbas Arena. Część należących do niego przedsiębiorstw już teraz albo wstrzymała produkcję albo znajduje się na granicy zamknięcia. W sierpniu 2014 roku pracę wstrzymało pięć przedsiębiorstw grupy „Metinwest”, które znajdują się na terytorium okupowanym przez separatystów. W wyniku czego produkcja stali w przedsiębiorstwach oligarcha spadła w trzecim kwartale 2014 roku o 40%. Tracą także węglowe, energetyczne i koksochemiczne zakłady biznesmena.

Stosunki Achmetowa z Rosją też się nie układają. Rada okupowanej Republiki Krymu znacjonalizowała firmę DTEK „Krymenergo”, która wschodzi w skład holdingu DTEK, który z kolei należy do Rinata Achmetowa. Natomiast w lutym mieszczący się na półwyspie majątek JSC „Ukrtelcom” (własność Achmetowa ) według tego samego schematu został uznany za własność Republiki Krymu.

Według Bloonerg, Rinat Achmetow w 2014 roku stracił około 2,5 mld dolarów. W porównaniu z poprzednim rokiem majątek właściciela drużyny piłkarskiej „Szachtar” zmniejszył się prawe dwukrotnie i obecnie stanowi około 10,5 mld dolarów.

W styczniu 2015 roku, kompan Achmetowa, były gubernator obwodu donieckiego Serhij Taruta, w wywiadzie dla LB.ua oceniając wpływ Rinata Achemtowa na wydarzenia i sytuację w państwie, podkreślił, że „społeczeństwo przeceniło możliwości Rinata Achetowa. A sam Achmetow już nie jest oligarchą (http://lb.ua/news/2014/01/05/290927_sergey_taruta_rinat_bolshe.html ). Wydaje się, że te słowa nie są dalekie od prawdy, z powodu braku samookreślenia i ciągłe wahanie Achmetow szybko traci możliwość wpływania na sytuację w państwie i regionie. A w obecnych warunkach to może oznaczać tylko jedno – dalsze straty aktywów i bogactwa.

Dmytro Firtasz: przegrany roku

Jeszcze jeden oligarcha, któremu za czasów którejkolwiek władzy udawało się jedynie pomnażać aktywa, gwałtownie traci wpływy i majątek, a zatem i pieniądze.

Uważa się, że Firtasz pierwsze wielkie fundusze, w celu zakupu znacznej ilości gazu dla swoich przedsiębiorstw, otrzymał dzięki wsparciu Kremla i osobiście Władimira Putina.

Jak informuje Reuters powołując się na własne śledztwo, dzięki lojalności wyższych kręgów rządzących Rosji (http://www.reuters.com/investigates/special-report/comrade-capitalism-the-kiev-connection) Dmytro Firtasz był w stanie kupić po obniżonej cenie ponad 20 miliardów metrów sześciennych gazu i otrzymać kredyt na ponad 11 miliardów dolarów od kontrolowanego przez Putina Gazprombanku.

Ten interes pozwolił spółkom Firtasza zarobić ponad 3 miliardy dolarów. W rzeczywistości Dmytro Firtasz był swego rodzaju kontrolą strony rosyjskiej, wspólnego biznesu ropy i gazu ukraińskich i rosyjskich rządzących. I Kuczma i Juszczenko i naturalnie Janukowycz otrzymywali ogromne zyski z gazowego „biznesu prezydentów” – na wpół legalnej łapówki na poziomie międzypaństwowym, dzięki której Rosja kupowała lojalność sąsiednich państw. Jednak nie do końca ufając „towarzyszom” Putin żądał, aby wszystkie umowy w tej sferze przechodziły przez firmy kontrolowane właśnie przez Firtasza. Oczywiści zawodowy kagebista Putin, nie ma powodu wątpić w lojalność ukraińskiego oligarcha.

Jednak ze względu na wydarzenia na Ukrainie i zmianę postawy w stosunku do Rosji na arenie międzynarodowej w skutek agresji na Krymie i Wschodzie „pasmo szczęścia” Dmytra Firtasza nagle się skończyło.

12 marca 2014 roku Firtasz został zatrzymany przez austriackie służby ścigania w Wiedniu na wniosek FBI. Austriacka policja poinformowała, że Firtasz jest poszukiwany od 2006 roku pod zarzutem przekupstwa i zorganizowania międzynarodowej organizacji przestępczej. Należy zaznaczyć, że do niedawna wniosek o zatrzymanie i areszt Firtasza nie ograniczały oligarcha w podróżowaniu po świecie. Nagły areszt w Wiedniu był konsekwencją decyzji politycznej podjętej w USA. Obecnie Firtasz przebywa w Wiedniu i oczekuje na decyzję sądu w sprawie ekstradycji do USA. Biorąc pod uwagę nasilenie antyrosyjskich nastrojów w Europie i Austrii, wysoce prawdopodobne, że decyzja sądu będzie pozytywna.

Oprócz perspektywy 20 lat za kratami (zgodnie z amerykańskim prawem), Firtaszowi grozi również utrata aktywów na Ukrainie. Jeden z niewielu oligarchów, który wygląda na to, że zyskał po rozpoczęciu działań wojennych, współwłaściciel grupy „Prywat”, Ihor Kołomojski – nie ma nic przeciwko przejęciu części dochodowych przedsiębiorstw Firtasza, szczególnie w przemyśle chemicznym. Już pół roku na kanale kontrolowanym przez Kołomyjskiego, „1+1” systematycznie ukazują się programy o kompromitującej Firtasza i jego partnerów tematyce.

Jeszcze jedna przykra niespodzianka dla Firtasza, to blokada „perełki” jego biznesu, przedsiębiorstwa „Krymski Tytan”. Ze względu na to, że większość obiektów przemysłowych i górniczych tego giganta znajduje się na terytorium Krymu, z oczywistych przyczyn, ich praca jest bardzo utrudniona. Skutki sankcji gospodarczych razem z utrudnieniami w transporcie produkcji na terytorium Ukrainy, zmniejszyły dochody tego przedsiębiorstwa o 40% w porównaniu z rokiem 2013.

„Krymski Tytan” mieści się w Armiańsku (RA Krymu) i jest, jak informuje portal spółki, największym we wschodniej Europie producentem dwutlenku tytanu, wykorzystywanego do produkcji lakierów i farb, tworzyw sztucznych, kauczuku, gumy, papieru i innych produktów. Około 80% produkcji „Krymskiego Tytanu” eksportowana jest za Zachód. „Krymski Tytan” stanowi około 30% rosyjskiego rynku tlenku tytanu, jak informuje na swoim portalu spółka.

Duży problem dla przedsiębiorstwa, który pojawił się po aneksji Krymu, to brak dostaw wody przemysłowej z Dniepru do Kanału Północnokrymskiego. Mimo że przedstawiciele przedsiębiorstwa w grudniu zeszłego roku twierdzili, że udało się rozwiązać ten problem, wiercąc własne studnie, to jednak ten optymizm wydaje się wątpliwy. Z nastaniem wiosny równowaga hydrologiczna na półwyspie będzie się zmieniać w ujemną stronę, więc wody nie przybędzie. Oprócz tego woda wydobywana na miejscu, ze względu na swój skład chemiczny nie spełnia warunków produkcji.

Polityczne lobby Firtasza w parlamencie znacznie osłabło, dlatego należy spodziewać się ciosów w biznes skompromitowanego oligarcha i z tej strony. Państwowa Służba Geologiczna i Surowców Mineralnych Ukrainy (Держгеонадр) cofnęła dwie licencje „Krymskiemu Tytanowi” na korzystanie z Lemnenskiego i Miżricznego złoża rud tytanu w obwodzie żytomierskim o powierzchni ponad 6000 hektarów.

Oprócz tego Igorowi Kołomojskiemu udało się wywalczyć od Firtasza Irszański i Wilnohirski kombinat górniczo-produkcyjny. Jeszcze jedno przedsiębiorstwo przemysłu chemicznego wśród imperium Firtasza „Styrol” w okupowanej przez bojowników Gorłowce jest nie funkcjonuje.

Bank „Nadra”, który również należy do austriackiego więźnia, po raz drugi ogłoszono niewypłacalny. „Główny powód wpisania PAT „KB NADRA” na listę niewypłacalnych to niedokapitalizowanie instytucji finansowych zgodnie z wymogami testów warunków skrajnych i niedostosowanie działalności banku do przepisów ukraińskiego prawa” – poinformował Bank Narodowy.

Ukraiński Forbes w 2013 oceniał majątek Firtasza na sumę 673 mln dolarów . W 2014 według danych magazynu oligarcha zubożał o 273 mln.

Wiktor Pinczuk: image ponad wszystko

W 2013 roku Wiktor Pinczuk, zięć byłego prezydenta Ukrainy, Leonida Kuczmy, zajmował drugie miejsce w rankingu najbogatszych ludzi w kraju z majątkiem na sumę 3800 mln dolarów. W 2014 roku oligarcha zubożał o 800 mln dolarów, ale utrzymał drugą pozycję w rankingu (według Forbes).

Już w momencie utraty władzy przez Leonida Kuczmę w 2004 roku, Wiktor Pinczuk zrozumiał, że uzależnienie od politycznej koniunktury i stosunków Ukrainy z Rosją stanowi zagrożenie dla biznesu. Wówczas pierwszy spośród ukraińskich oligarchów, bardzo poważnie podszedł do własnego wizerunku na Zachodzie. Kwoty jakie zainwestował w przedsięwzięcia budujące jego wizerunek w europejskich państwach, są proporcjonalne do inwestycji w biznesie. W okresie 2012-2013 oligarcha corocznie wydawał 15-25 mln dolarów na projekty charytatywne w państwie i za granicą. Koszt fundacji charytatywnej Oleny Pinczuk „AntyAIDS” to kilka milionów dolarów rocznie.

Na początku 2014 roku oligarcha publicznie wsparł Euromajdan, mówiąc, że Ukraińcy mają prawo do walki z samowolą władzy. Państwo Pinczukowie aktywnie wspierają także ukraińską armię.

Jednocześnie biznesmen lokował akcje swoich przedsiębiorstw na giełdach światowych. W 2013 roku mówiło się o możliwości pierwszej oferty publicznej (IPO) akcji firmy Interpipe. Wiktor Pinczuk dobrze rozumie potrzeby czasu i stara się być na bieżąco z nowościami. W 2012-2013 roku biznesmen inwestował swoje pieniądze w Facebook i Twitter. W 2012 roku w technologiczne startupy, związane z technologią cyfrową.

W konsekwencji spośród wszystkich bliskich władzy oligarchów, Wiktor Ponczuk ucierpiał najmniej.

Głównym źródłem dochodów Pinczuka jest produkcja stalowych rur przez firmę „Interpipe”. W połowie 2014 roku Komisja Europejska zniosła antydumpingowe środki dotyczące spawanych rur z Ukrainy. Cło obejmujące produkcję przedsiębiorstw Pinczuka wynosiły 10,7% a same dostawy osiągały zaledwie 1 mln euro rocznie. Jednak zniesienie cła w wyniku deklarowanej przez Zachód, otwartości rynków dla Ukrainy, może być dobrym startem dla Pinczuka, który i bez tego korzysta z wypracowanej reputacji w państwach Europy.

Inaczej sytuacja układa się na rosyjskim rynku. Jeszcze w 2013 roku podczas wojen celnych, którymi Rosja próbowała zmusić Ukrainę do rezygnacji z integracji UE, dostawy rur „Interpipe” obłożono w Rosji cłem w wysokości 18-19% w zależności od typu. Raport spółki z 2013 roku informował, że w wyniku wprowadzonych ceł wpływy firmy spadły o 91 mln dolarów.

Lojalność UE pozwoliła Wiktorowi Pinczukowi w 2015 roku praktycznie całkowicie zrezygnować z eksportu produktów „Interpipe” do Rosji. „W naszym biznes planie na 2015 rok nie ma dostaw do Rosji. Dewaluacja rubla i cła antydumpingowe spowodowały nierentowność eksportu na ten rynek. „Interpipe” jako priorytetowe uważa rynki zbytu państw Europy, NAFTA (Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu – USA, Kanada, Meksyk), Bliskiego Wschodu i Afryki oraz planuje realizować w tych regionach 60% swojej produkcji” – czytamy w komunikacie prasowym spółki, opublikowanym na koniec stycznia 2015 roku.

Tak więc pomimo strat wynikających z obiektywnych przyczyn biznes-imperium Pinczuka ma duże szanse skorzystać z lojalności Zachodu (jak na razie, jednak bardziej deklarowanej niż realnej) w celu rozszerzenia rynku zbytu, a tym samym zysku. Przyczyniła się do tego zapobiegliwość potentata, który wcześnie zaczął inwestować w lobby własnych interesów na Zachodzie i pracę nad wizerunkiem „dobrego” biznesmena i filantropa.

Jedynym zagrożeniem dla Wiktora Pinczuka to konkurencja w kraju, związana z dawnymi konfliktami i najbardziej udaną jak do tej pory finansowo-polityczną grupą „Prywat” Kołomyjskiego i Boholubowa. Na razie konflikt trwa jedynie w sferze informacyjnej i w 2014 roku wyrażał się w próbie wskrzeszenia w społeczeństwie, przez media Kołomyjskiego, sprawy przeciwko Pinczukowi dotyczącej zabójstwa dziennikarza Gongadze.

Jeśli porównać wyniki 2014 roku trzech oligarchów, Achmetowa, Firtasza i Pinczuka, można dojść do wniosku, że poprzedni rok był porażką dla wszystkich. Wojna, nawet na niewielkim terytorium to zawsze inwestycyjne ryzyko, z którym nikt nie chce mieć do czynienia.

Jak już wspomniano powyżej, najwięcej stracili ci, których przedsiębiorstwa znajdują się w strefie działań wojennych, albo też są uzależnione od surowców i sieci transportowej w tej strefie; uzależnieni od eksportu do Rosji, a także ci, którzy pośrednio lub bezpośrednio są bliscy poprzedniej władzy. Jeśli dodać do tego trudności związane z ze zmianą politycznej lub geopolitycznej sytuacji (jak w przypadku Firtasza) to perspektywy byłych „wybrańców losu” przedstawiają się dosyć ponuro.

Natomiast pozytywne w tej sytuacji jest to, że rzeczywista utrata rosyjskiego rynku zbytu stawia właścicieli wielkich przedsiębiorstw przed jednoznacznym wyborem poszukiwania partnerów poza granicami WNP i Unii Celnej. Przykład Wiktora Pinczuka pokazuje, że taka alternatywa jest realna i w dłuższej perspektywie przyniesie znacznie większe korzyści.

Wiktor Biszczuk

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.