poniedziałek, 15 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 67)

polukr

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień trzydziesty czwarty, stan na godzinę 22.00

Share Button

Podczas negocjacji w Turcji, delegacja rosyjska zadeklarowała „kardynalne zmniejszenie” intensywności operacji wojskowych na kierunkach Kijowa i Czernihowa. Według rosyjskiej delegacji, rozmowy w Stambule były „konstruktywne”.

Zaobserwowane zostały ruchy niektórych jednostek wojskowych FR w kierunku Homla i Reczycy na Białorusi. Działania te są podyktowane najprawdopodobniej dużymi stratami jednostek rosyjskich w tym obszarze, ale przede wszystkim dążeniem do zwiększenia presji na siły ukraińskie w rejonie Donbasu. Tym należy tłumaczyć czasowe zmniejszenie intensywności starć w północnej części Ukrainy.

Według delegacji ukraińskiej, w Turcji była mowa także o gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. Kijów domaga się, by były one ratyfikowane przez poszczególne państwa i zawierały obowiązek pomocy wojskowej w przypadku agresji. Gwarantami bezpieczeństwa Ukrainy miałyby kraje będące stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz Niemcy, Turcja, Kanady, Włochy, Polska, Izrael. Ponadto, kwestia Donbasu powinna zostać rozwiązana podczas osobistego spotkania prezydentów Rosji i Ukrainy.

Trwa oblężenie Mariupola. Jak na razie nie udało się uzgodnić żadnych szczegółów ewentualnej ewakuacji z miasta. Rosjanie wywieźli siłą z miasta personel i pacjentów jednego ze szpitali położniczych. Ostrzeliwane były po raz kolejny Czernihów, (na zdj.), Charków, Mikołajów – w tym ostatnim mieście pociski trafiły w siedzibę administracji obwodowej (co najmniej 12 osób zginęło w wyniku ataku). Atakowane było także lotnisko w Starokonstantynowie, gdzie doszło do pożaru składu paliw.

Rosyjskie straty w ludziach wynoszą aktualnie ok. 17 tys. osób.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button

Mariupol. Bilet w jedną stronę. Relacja naocznego świadka.

Share Button

24 lutego 2022 roku mieszkańcy Mariupola, podobnie jak wszyscy Ukraińcy, obudzili się w innym kraju. Wojna trwała już ósmy rok i mieszkańcy Mariupola byli przyzwyczajeni do odgłosów ostrzałów, ale teraz odbywały się one nie kilkadziesiąt kilometrów od miasta, lecz bardzo blisko. Autora tych słów nie obudziły rano dźwięki wybuchu rakiet, jak większości mieszkańców Mariupola, ale obudził go telefon. Po drugiej stronie linii jego krewni chcieli uzyskać najnowsze informacje na temat inwazji wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy.

W pierwszym dniu otwartej wojny Mariupol wydawał się całkiem bezpiecznym miejscem i autor tego eseju był głęboko przekonany, że miasto przetrwa, a okupant nie zostanie dopuszczony nawet na jego obrzeża. Była elektryczność, woda, telewizja, radio i Internet. Dzień przebiegł tak jak zwykle, z tą różnicą, że autor znacznie częściej niż przed 24 lutego otwierał strony portali informacyjnych. Następnego dnia nie nastąpiły drastyczne zmiany, ale wielu mieszkańców miasta po raz pierwszy w życiu usłyszało nowe dźwięki – huk przelatującego samolotu i bombardowania z powietrza. Następnie uderzono na wioskę Sartana, położoną na obrzeżach Mariupola.

Wieczorem odcięto elektryczność, a także Internet i telewizję, ale to wydarzenie nie było jeszcze postrzegane jako coś nadzwyczajnego – istniała nadzieja, że następnego dnia elektryczność zostanie przywrócona. Autor nie wiedział jeszcze, że w Mariupolu nie będzie już elektryczności… Nie było jeszcze problemów z łącznością komórkową ani z zaopatrzeniem w wodę. Naloty zdarzały się rzadko, a sygnał syren nie były słyszalne we wszystkich częściach miasta. Jednak po kilku dniach mieszkańcy Mariupola musieli stawić czoła nowej rzeczywistości, na którą nie wszyscy byli przygotowani.

Woda płynęła z kranów jeszcze przez kilka dni. W pierwszym tygodniu marca miasto straciło wszelką łączność ze światem zewnętrznym. Jeszcze 1 marca sklepy były otwarte. Ale ludzie w ciągu kilku godzin zmietli wszystko z półek. Nie było już kolejnych dostaw żywności. W mieście nie można było znaleźć chleba w żadnej postaci. Nasilały się grabieże. Ludzie nie bali się plądrować sklepów, nawet jeśli mogło im to grozić utratą życia. Niektórzy brali jedzenie i wodę, ale wielu chwytało wszystko, co było w zasięgu wzroku – drogie telefony komórkowe, narzędzia, alkohol i wszystko, co w oblężonym Mariupolu było absolutnie bezużyteczne.

Autor nigdy nie pomyślałby, że to szczęście, że jego rodzina mieszkała na obrzeżach miasta, w prywatnym domu, ale to rzeczywiście było szczęście – tutaj tylko zakłady przemysłowe były ostrzeliwane i bombardowane z powietrza, a sektor prywatny praktycznie nie ucierpiał. Mieszkańcy jednego rejonu Mariupola o wszystkim, co się działo, dowiadywali się tylko z plotek i opowieści tych, którzy odważyli się pójść (lub pojechać) do centrum w poszukiwaniu jedzenia. Każdego wieczoru niebo tonęło w ogniu, gdy płonęły wschodnie i zachodnie przedmieścia Mariupola, które Rosjanie ostrzeliwali z TOS-1.

Jeszcze przed połową marca rodzina postanowiliśmy wyjechać z miasta samochodem. Paliwa było bardzo mało – tylko tyle, ile zdążyliśmy zgromadzić w lutym, bo stacje benzynowe od dłuższego czasu były nieczynne. Próba nie powiodła się – kierunek na Zaporoże został zamknięty z powodu walk i nasz mały, kilkusamochodowy konwój zawrócił, akurat w miejscu, gdzie padały pociski nieprzyjaciela i płonęły największe miejskie centra handlowe. Dopiero wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy, jak wyglądało miasto po dwóch tygodniach ciężkiego ostrzału. Nie wydawało się to jeszcze tak katastrofalne, wielu ludzi błąkało się po ulicach w poszukiwaniu jedzenia i wszystkiego, co potrzebne do przeżycia. To był dopiero początek.

Zaczynała się szara, monotonna codzienność przetrwania w całkowitej izolacji, bez podstawowych środków do życia, jedzenia, wody, elektryczności, gazu czy ciepła. Nie było sieci komórkowej ani Internetu. Jak już wspomniałem, moja rodzina miała szczęście, mieszkaliśmy w prywatnym domu, więc mieliśmy ogrzewanie. Ludzie mieszkający w budynkach wysokościowych nie mogli sobie pozwolić na tak wielki luksus.

Ranek rozpoczynaliśmy od rozpalenia ogniska na dziedzińcu, aby ugotować posiłek nad ogniem. Wodę znaleźliśmy w studni, oddalonej o sto metrów od miejscowego cmentarza. Codziennie rano do studni ustawiała się długa kolejka – woda była zdatna do picia, choć z domieszką piasku. Gdy był śnieg, również go zbierano, topiono i wykorzystywano do potrzeb domowych. Gotowaliśmy to, co zostało z czasów, gdy były jeszcze sklepy – te ostatnie przestały działać około 12 marca.

Dla odwrócenia uwagi ludzie próbowali zajmować się pracami gospodarczymi, łudząc się nadzieją, że zdążą uporządkować swój dom, zanim do Mariupola wróci spokojne życie. Intensywność ostrzału i nalotów stale rosła. W trzecim tygodniu inwazji wydawało nam się, że samoloty nawet nie odlatywały od miasta, krążyły i zrzucały bomby. Według moich obliczeń, bomby były zrzucane co 10-15 minut. Bombardowania były szczególnie intensywne w nocy, od około północy do świtu. Myśleliśmy, że głównym celem były fabryki, ale w rzeczywistości bardziej ucierpiało centrum miasta, gdzie skoncentrowane były wielopiętrowe budynki.

W pewnym momencie artyleria prawie zamilkła – rozpoczęły się walki uliczne, ale intensywność bombardowań lotniczych nie zmalała. Coraz częściej moja rodzina zaczęła mówić o opuszczeniu miasta w kierunku Zaporoża. Głównym problemem było paliwo, którego nie było w mieście od początku marca. Udało nam się zebrać w sumie około 20 litrów benzyny i z takim zapasem w baku zdecydowaliśmy się na najbardziej desperacki, ryzykowny, ale jedyny możliwy krok.

Rankiem 24 marca cała moja rodzina obchodziła drugie urodziny. Do centrum miasta dotarliśmy w miarę spokojnie, a tam zobaczyliśmy prawdziwy rozmiar katastrofy – miasto zostało praktycznie zmiecione z powierzchni ziemi. Droga była usłana powalonymi drzewami, częściami budynków, resztkami spalonego sprzętu wojskowego oraz zwłokami żołnierzy i cywilów. Wzdłuż drogi czołgali się ranni mieszkańcy Mariupola, którzy próbowali się ukryć i ocalić życie.

Jadąc przez centrum miasta, znaleźliśmy się w samym środku walk ulicznych. Kule świstały obok samochodu, nerwy były napięte do granic możliwości, a ja chciałem tylko zamknąć oczy, żeby nie widzieć, co się dzieje. Droga wzdłuż morza była spokojniejsza, ale wzdłuż całej drogi stały kolumny ludzi z bagażami, którzy próbowali opuścić Mariupol pieszo, bezskutecznie próbując zatrzymać przejeżdżające samochody.

Pierwszy rosyjski punkt kontrolny był prawdziwym sprawdzianem naszych sił i przygotował nas na kolejne spotkania z okupantem na naszej trasie. Dopiero po opuszczeniu Mariupola konwój uchodźców po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z tymi, którzy metodycznie ścierali miasto z powierzchni ziemi. W punktach kontrolnych musieliśmy poddać się szeregowi upokarzających procedur – okupanci szczególnie uważnie sprawdzali mężczyzn pod kątem specyficznych tatuaży wojskowych i przeszukiwali ich smartfony w poszukiwaniu zdjęć i nagrań wideo z terenów objętych wojną. Pytali również, do kogo należy Krym. Sumienie podpowiadało im właściwą odpowiedź, ale zwyciężył instynkt samozachowawczy.

Nigdzie indziej na swojej drodze od zrujnowanego Mariupola do spokojnego Zaporoża autor tych słów nie widział zniszczeń na tak wielką skalę jak w tym pięknym niegdyś nadmorskim mieście. Taki jest krwawy hołd, jaki spokojne ukraińskie miasta składają krwiożerczemu okupantowi, który pod hasłem wyzwolenia dokonuje ludobójstwa na narodzie ukraińskim.

Eugen Gorb,

historyk (Mariupol-Czerkasy)

Share Button

Dr Jewhen Mahda: wysoka stawka Władimira Putina

Share Button

Miesiąc wojny Rosji z Ukrainą pokazał nie tylko niezdolność oddziałów agresora do osiągnięcia znaczącego sukcesu na ziemi ukraińskiej. Te cztery tygodnie pokazały bezprecedensowy cynizm rosyjskich przywódców, którzy rzucają tym samym wyzwanie społeczności międzynarodowe

Oczekiwanie przez Rosję błyskawicznego zwycięstwa nad Ukrainą pokazuje nie tylko ograniczone zasoby sił inwazyjnych. Propaganda wykorzystywana przez agresora jest bowiem skierowana wyłącznie do rosyjskiej opinii publicznej i wydaje się, że potężna maszyna do prania mózgów nawet nie próbuje pracować z zachodnim audytorium, w tym z Putinverstehers. Zamiast tego świat dowiedział się o potwornych zbrodniach: śmierć ponad 100 dzieci w Ukrainie z rąk najeźdźców (ta straszna liczba stale rośnie), barbarzyńskie oblężenie Mariupola, rozstrzeliwanie cywilów na obszarach tymczasowo okupowanych przez Federację Rosyjską.

Chciałbym podkreślić, że Rosja konsekwentnie niszczy infrastrukturę cywilną Ukrainy, aby wyrządzić jej największe szkody i znacznie wydłużyć czas odbudowy po zakończeniu działań wojennych. Pośrednio potwierdza to fiasko planów Putina dotyczących blitzkriegu w Ukrainie. Dlatego też, Rosja stara się jak najbardziej zniszczyć potencjał gospodarczy naszego państwa, odpowiadając asymetrycznie i cynicznie na sankcje nałożone na państwo rosyjskie przez cywilizowany świat. To tylko ugruntowuje tezę, że sukces Ukrainy jest osobistym zagrożeniem dla Putina.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół: od grudnia 2021 roku Kreml konsekwentnie stawiał na eskalację napięć w stosunkach międzynarodowych. Początkowo Moskwa domagała się „gwarancji bezpieczeństwa”, ale miesięczna wojna w Ukrainie zmusza rosyjskich przywódców do zmiany taktyki, choć nie samej strategii. Brak sukcesu w Ukrainie może skłonić Kreml do uruchomienia hybrydowych mechanizmów wojny w innych krajach europejskich. Świadczą o tym w szczególności wypowiedzi Siergieja Ławrowa o „uzasadnionym celu” dla armii rosyjskiej, którym może być transport ze sprzętem wojskowym dla Ukrainy. Jak wiadomo, szef rosyjskiej dyplomacji obiecał, że nie dopuści do dostaw nowego uzbrojenia przeciwlotniczego do Sił Zbrojnych Ukrainy, ale jego plany raczej nie zostaną zrealizowane.

Decyzja władz polskich o wydaleniu 45 dyplomatów rosyjskich za działania niezgodne z Konwencją Wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych była logiczną kontynuacją zimnej wojny w stosunkach między Warszawą a Moskwą. Polska nie ukrywa swojej gotowości do pomocy Ukrainie nie tylko poprzez przyjęcie ponad dwóch milionów naszych obywateli, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów. W odpowiedzi Rosja próbuje wzniecić niepokoje w polskim społeczeństwie, słusznie uważając Polskę za jeden z kluczowych elementów nowoczesnego europejskiego systemu bezpieczeństwa i relacji ze Stanami Zjednoczonymi w tej dziedzinie. Dziś do Warszawy przybył Joe Biden, co tylko zwielokrotniło poziom histerii ze strony Kremla. I w tej sprawie Rosja wykazuje złowrogą konsekwencję, starając jak najmocniej wywierać presję na swoich przeciwników. Państwa bałtyckie, które konsekwentnie wspierają Ukrainę, są również celem agresywnych działań Rosji, zwłaszcza ze względu na ich działania na rzecz neutralizacji rosyjskiej propagandy na własnym terytorium. Przypomnijmy jednak, że potencjał ofensywny rosyjskich wojsk dziś znacznie różni od ocen, które przed miesiącem podawali zachodni analitycy.

Rosyjska obecność wojskowa utrzymuje się jednak w wielu krajach europejskich, w których Kreml będzie próbował wykorzystać własne możliwości. W szczególności mówimy o nieuznanym Naddniestrzu, które zostało uznane jako część Mołdawii okupowaną przez Rosję podczas nadzwyczajnej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Przypomnę, że neutralna Mołdawia, która nie poparła unijnych sankcji wobec Rosji, nie ma silnej armii, a decyzja ZPRE może być wykorzystana przez „władze” w Tyraspolu (czytaj – rosyjskie kierownictwo) jako pretekst do wojny. Jak dotąd rosyjskie służby specjalne prowadzą w Mołdawii intensywne operacje informacyjne i psychologiczne, wykorzystując czynnik uchodźców ukraińskich. Chciałbym zauważyć, że Gruzja, która również nie poparła unijnych sankcji, także nie może czuć się swobodnie: zagrażała jej rakieta z Rosji z powodu odmowy przez władze gruzińskie zezwolenia na rosyjską inspekcję laboratorium Lugar w Tbilisi. Warto pamiętać, że 20% terytorium Gruzji jest okupowane przez Rosję od 2008 roku.

Błędem byłoby zakładać, że Rosja szuka możliwości destabilizacji tylko w „państwach przygranicznych”. Geopolityczna megalomania Putina wymaga rozszerzenia, a pomoc może przyjść w takiej sytuacji od Republiki Serbskiej w ramach Bośni i Hercegowiny. Jej przywódca Milorad Dodik złożył hołd Kremlowi, a właśnie w Bośni i Hercegowinie znajduje się Srebrenica, o której Putin lubi wspominać, wyrywając nazwę geograficzną z kontekstu historycznego. Obiektywnie rzecz biorąc, Bałkany pozostają regionem, w którym łatwiej jest rozpalić nowy konflikt niż w innych częściach kontynentu.

Logika Putina w całości jest jasna: w miarę eskalacji konfliktu nadal jest „światowym szaleńcem”, zmuszając w ten sposób do negocjacji z nim. Tym razem jego sygnały skierowane są nie do Brukseli, Paryża i Berlina, ale do Waszyngtonu. I właśnie tam oczekuje się odpowiedzi dla Moskwy.

Nie oznacza to jednak, że ludzie w Kijowie powinni „siedzieć cicho” i nic nie robić. Jestem przekonany, że świadomość przewlekłości wojny i działań rosyjskich najeźdźców musi zmienić taktykę Ukrainy: musimy podkreślić działania terrorystyczne Rosji w Ukrainie, które nie tylko łamią prawa wojenne, ale także zagrażają innym krajom europejskim. To dziś kluczowy przekaz, aby zwrócić uwagę świata na agresję Rosji w Ukrainie.

Jewhen Mahda – doktor nauk politycznych, politolog, docent Narodowy Uniwersytet Techniczny Ukrainy Politechnika Kijowska, dyrektor wykonawczy Instytutu Polityki Światowej (Ukraina). Autor książek, m.in.: „Wojna hybrydowa. Przeżyć i zwyciężyć” (Гібридна війна. Вижити і перемогти, 2015) i „Agresja hybrydowa Rosji: lekcje dla Europy” (Гібридна агресія Росії: уроки для Європи, 2017).

Tekst ukazał się na stronie portalu obserwatormiedzynarodowy.pl

Share Button

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień trzydziesty trzeci, stan na godzinę 22.00

Share Button

Jutro w Turcji mają odbyć się kolejne negocjacje pomiędzy delegacjami Ukrainy i Rosji.

Według informacji mediów, powołujących się na źródła dyplomatyczne, kwestią sporną pozostaje status Krymu i Donbasu. Strony miały osiągnąć wstępne porozumienie w kilku innych kwestiach: kwestii członkostwa w NATO, z którego Ukraina ma zrezygnować, statusu języka rosyjskiego (sprzeczne informacje co do tego, czy ma on zostać uznany za drugi język państwowy na Ukrainie czy też nie) oraz kwestii demilitaryzacji Ukrainy (większość ocen wskazuje, że chodzi o symboliczne ustępstwa ze strony Kijowa).

Według doniesień ukraińskiego Sztabu Generalnego, siły rosyjskie nadal próbują podejmować działania ofensywne na północy zachód i na wschód od Kijowa, jak na razie bez sukcesów. Co więcej, jak poinformował mer miasta – Irpień został całkowicie oczyszczony z rosyjskich żołnierzy. Walki o to miasto toczyły się praktycznie od samego początku rosyjskiej agresji. Trwa częściowa blokada Czernihowa i Sum.

Walki toczą się również na Donbasie, gdzie siły ukraińskie powstrzymują próby ataków ze strony rosyjskiej. Szczególnie intensywne są walki w pobliżu Izjumu i Rubiżnego, gdzie siły przeciwnika są skutecznie powstrzymywane przez SZ Ukrainy. Siły rosyjskie podejmują próby ataków także w pobliżu Awdijewki, jak na razie bezskutecznie. Nadal oblegany jest Mariupol – jak wynika  z raportów lokalnych władz straty wśród ludności cywilnej wynoszą ok. 5 tys. zabitych, jednak ustalenie dokładnej liczby ofiar nie jest możliwe.

Sytuacja na południowym odcinku frontu, w pobliżu Zaporoża, Krzywego Rogu i Mikołajewa pozostaje stabilna.

W ciągu ostatnich dwóch dni Rosja ostrzelała pociskami rakietowymi bazy paliw  Łucku, Równem oraz jednostkę wojskową w Żytomierzu. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button

Nie odbierajmy przestępców jako ofiar

Share Button

Przed rozpoczęciem wojny na dużą skalę z Ukrainą Rosja dużo inwestowała w wojnę informacyjną przeciwko oficjalnemu Kijowowi. Dezinformacja i rosyjska propaganda pokazywały Ukrainę jako kraj, w którym do władzy doszli „naziści”, nazywali Majdan „przewrotem”, a protestujących „faszystami”. Rosyjskie fake newsy o „ludobójstwie Rosjan i rosyjskojęzycznych” na Ukrainie były stale emitowane przez rosyjskie kanały propagandowe. Propaganda rosyjska miała również dostęp do odbiorców anglojęzycznych, ale głównie była skierowana do rosyjskich widzów/słuchaczy.


Osiem lat nieustannej antyukraińskiej propagandy umocniło w społeczeństwie rosyjskim przekonanie, że Ukraina jest zagrożeniem dla Rosji. Zdecydowana większość Rosjan popiera rosyjski rząd i wspiera agresję Rosji na Ukrainę na pełną skalę. Rosyjska redakcja Radio Swoboda przytacza ostatnie dane z dwóch sondaży przeprowadzonych przez niezależnych socjologów na przełomie lutego – marca bieżącego roku, według których 71% Rosjan popiera wojnę z Ukrainą. Jednocześnie Rosjanie, z którymi przeprowadzono wywiady, czują „dumę, radość, szacunek, zaufanie lub nadzieję” z tej wojny. Ta sama przytłaczająca większość Rosjan poparła swojego dyktatora w 2014 roku, kiedy Władimir Putin, łamiąc wszelkie normy prawa międzynarodowego, zajął ukraiński Krym, a następnie wysłał swoje wojska w celu zajęcia części obwodów ługańskiego i donieckiego.

Próba oddzielenia zwykłych Rosjan od polityki Putina jest wielkim zagrożeniem, ponieważ stwarza wrażenie, że wystarczy zniszczyć samego dyktatora, a Rosja będzie inna. Błędna ocena rzeczywistości, w tym przypadku rzeczywistego stanu społeczeństwa rosyjskiego, wpłynie na konstruowanie fałszywej strategii relacji z Rosją. Ostatecznie ta błędna strategia zostanie wykorzystana przez rosyjski reżim dyktatorski, który będzie próbował odwrócić uwagę od prawdziwej ofiary rosyjskiej agresji, Ukrainy. Trudno sobie wyobrazić, by Władimir Putin mógł przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę inwazję na Ukrainę bez wsparcia w samej Rosji. Rosyjski rząd ma pełne poparcie ogromnej większości swojego społeczeństwa, więc należy powiedzieć, że Rosja i Rosjanie walczą z Ukrainą, a nie osobiście Putin. To nie jest wojna Putina z Ukrainą, to wojna Rosjan przeciwko Ukraińcom.

Czy są Rosjanie, którzy nie boją się sprzeciwić się polityce Kremla, zdając sobie sprawę, że zagraża to ich życiu? Tak, ale jest to wyraźna mniejszość, niektórzy z nich już nie żyją, są w więzieniu lub wyjechali za granicę i tylko bardzo niewielu nadal żyje i walczy w Rosji. W końcu nawet ci, którzy sprzeciwiają się polityce Kremla, czasami nie potrafią zrozumieć podstawowych norm demokratycznych. Takim odnośnikiem może być stosunek do okupowanego przez Rosję ukraińskiego Krymu. Przecież niektórzy rosyjscy liberałowie wciąż nie potępiają okupacji Krymu, tym samym zaprzeczając wartościom, o których mówią publicznie. Innym problemem jest to, że świat zachodni zaczyna zapominać o Krymie, przez co pomija ten ważny czynnik. Trudno sobie wyobrazić, że w Niemczech, Francji czy Austrii ktoś, kto nie potępiłby agresywnej okupacji części ich terytorium, zostałby potraktowany ze zrozumieniem i szacunkiem. Na przykład wyobraźmy sobie, że Rosja postanowiła zająć część Saksonii. Propaganda rosyjska tłumaczyłaby to tym, że po 1945 r. ta część Niemiec znajdowała się de facto pod kontrolą Związku Sowieckiego, a zatem istnieje wiele powiązań z Rosją i ta „aneksja” jest całkiem naturalna. Czy w takich okolicznościach przeciętny Niemiec będzie sympatyzował i pozytywnie odbierał tych rosyjskich liberałów, którzy mówią: „Jesteśmy przeciwko Putinowi, ale Saksonia jest teraz częścią Rosji, więc nie możemy wam jej tak łatwo zwrócić”? Chyba nie, bo chodzi o agresję i okupację ich terytorium. Ten przykład jest bardzo hipotetyczny i całkowicie abstrakcyjny, ale może lepiej wyjaśnić społeczeństwu zachodniemu, że nie ma dwuznaczności w sprawach łamania prawa międzynarodowego i zbrojnego zajmowania terytoriów niepodległych państw.

Wartości poszanowania norm międzynarodowych i wolności demokratycznych nie powinny zależeć od narodowości, ale powinny być uniwersalne. Bez tego uniwersalizmu pokój nie potrwa długo. A przestrogą powinien być przykład Ukrainy, bezpośredniego sąsiada Unii Europejskiej. Gdyby świat demokratyczny wyraźnie sprzeciwił się Rosji w 2014 roku, obecna wojna mogłaby nie mieć miejsca.

Oprócz rosyjskich wojskowych, które obecnie popełniają zbrodnie wojenne na Ukrainie, za śmierć Ukraińców odpowiadają także rosyjscy propagandyści. Można wyrazić skruchę za swoje zbrodnie, ale czy przywróci to życie ofiarom? A z pewnością nie sposób nazwać bohaterami tych, którzy po wielu latach pracy na rzecz wroga, który zabija, w pewnym momencie deklarują swój sprzeciw. Bo umarłych nie da się wskrzesić.  A słowo, jak widać na przykładzie wojny Rosji z Ukrainą, zachęca do mordu.

Od kilku dni zachodnie media często z entuzjazmem wypowiadają się o Marinie Owsiannikowej, wieloletniej redaktorce z rosyjskiego kanału propagandowego „Perwyj kanał”, która na antenie zadeklarowała swój sprzeciw. Ale na akcję Owsiannikowej, profesjonalnej rosyjskiej propagandystki, należy patrzeć bez emocji, nadmiar których uniemożliwia właściwą ocenę rzeczywistości. Trudno jednoznacznie powiedzieć, jaki był cel Mariny Owsiannikowej. Większość znawców mediów, w tym autor książki o rosyjskiej propagandzie Peter  Pomerancew, pisali, że rosyjska machina propagandowa działa bardzo dobrze. Z reguły transmisje na żywo są wykonywane tak, aby obraz wchodził w ramkę telewizora z minimalnym opóźnieniem do 2 minut, co pozwala redaktorom odfiltrować niechciane treści podczas transmisji na żywo. Istnieje więc możliwość, że „odważny” występ Owsiannikowej w kadrze z plakatem „Nie dla wojny. Zakończcie wojnę. Nie wierzcie w propagandę. Tu wam kłamią”  była kolejną operacją informacyjną rosyjskiej propagandy.

Źródło – sieci społecznościowe

Na uwagę zasługuje również fakt, iż cześć napisów na plakacie była przetłumaczona na  język angielski. „Perwyj kanał” jest nadawany w języku rosyjskim, część krajów zachodnich zablokowała u siebie tą telewizję po rozpoczęciu na szeroką skalę wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Również demokratyczny świat zaczął teraz znacznie lepiej rozumieć, jakie szkody wyrządza rosyjska propaganda i czym ona jest. Owsiannikowa była przekonana, że jej akcja na pewno dotrze do zachodnich mediów, dlatego napisy zostały powielone w języku angielskim. Już następnego dnia o „bohaterstwie” wieloletniej propagandzistki z Rosji zaczęli mówić nawet częściej, niż o ciągłym bombardowaniu ukraińskich miast przez armię rosyjską. Może to akurat i był jeden z celów tego uczynku?

Pytanie również pozostaje otwarte, dlaczego Marina Owsiannikowa odważyła się na taki krok dopiero na 19 dzień wojny i nie zrobiła tego na samym początku? Nie mniej dziwny jest akcent rosyjskiej propagandzistki na fakt, że jej ojciec jest Ukraińcem. Dlaczego ten fakt z biografii Owsiannikowej w żaden sposób nie wpłynął wcześniej na jej wieloletnią antyukraińską działalność propagandową? Poza tym teraz rozkazy bombardowania ukraińskich miast wydają generałowie, pochodzący z Ukrainy, więc sam fakt pochodzenia etnicznego w tej sytuacji nie jest zbyt przekonujący.

W otwartym oświadczeniu później Marina Owsiannikowa mówiła o celu swojego działania – pokazać światu, że Rosjanie są przeciw wojnie. Być może jest to kluczowy element, na który należy zwrócić szczególną uwagę. Po to, żeby przekonać świat, że Rosjanie są przeciw wojnie, trzeba ponownie użyć machiny propagandowej, ponieważ rzeczywistość w Rosji jest inna. I tutaj warto wrócić do tego, co zostało już powiedziane w powyższym tekście. Gdyby Rosjanie rzeczywiście byli przeciw wojnie, Putin raczej nie odważyłby się na inwazję na Ukrainę na pełną skalę, bez poparcia społeczeństwa trudno walczyć w obcym kraju. Co więcej, gdyby Rosjanie byli przeciwni wojnie, świat musiałby teraz oglądać wielomilionowe wiece Rosjan w całym kraju, a tak nie jest.

Owsiannikowa jest zawodową propagandystką i dlatego nie można wykluczyć, że jej demonstracja była jednym z elementów propagandy. Kto jest autorem tej nowej propagandy, wciąż trudno jednoznacznie powiedzieć. Czy to się opłaca Kremlowi? Jest to całkiem możliwe, bo rzeczywiście świat zaczął coraz częściej mówić o „Rosjanach przeciwko wojnie” i „Rosja ma swoich bohaterów” i znowu w centrum Rosja, a nie Ukraina i jej tragedia, wywołana przez Rosjan. Wprowadzenie retoryki „Rosjanie przeciw wojnie” utrudni utrzymanie konsensusu co do dalszych sankcji wobec Rosji i wprowadzeniu nowych, jeszcze ostrzejszych. Przecież wtedy dojdzie argument – Rosja to nie tylko Putin, ale także Rosjanie, którzy są przeciwko wojnie. Czy to jakoś osłabiło pozycje Kremla w Rosji? Nie znajduję mocnych argumentów na rzecz tej tezy. Rosyjskie społeczeństwo przez lata oglądało propagandową telewizję i umacniało swoją wiarę w słuszność polityki Putina. Dlatego ta kilkusekundowa demonstracja z plakatem, częściowo powielana w obcym dla Rosjan języku angielskim i po części w języku wrogów Rosji, nie jest w stanie zmienić nastrojów społecznych. Co więcej, może wywołać reakcje zupełnie inną, a mianowicie o „zagranicznych agentach, którzy chcą zaszkodzić naszemu krajowi”.

Być może autorami „heroicznego czynu” Owsiannikowej są wpływowi ludzie w Rosji, którzy chcą obalić Putina. Tego też nie można wykluczyć, ale gdzie jest gwarancja, że ktoś lepszy zastąpi Putina i że Rosja nie będzie już zagrożeniem dla całego demokratycznego świata? A co z przeważającą większością społeczeństwa Rosji, które popiera wojnę z innym niepodległym państwem?

Akcja Mariny Owsiannikowej prowokuje wiele pytań i nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Czy ten uczynek wpłynął na jej kolegów i wpłynął na ich myślenie o tym, co robią? Powiedzmy tak, ale gdzie w takim razie masowe wypowiedzi pracowników państwowych kanałów telewizyjnych, takie jak te, które miały miejsce na Ukrainie w 2004 roku podczas Pomarańczowej Rewolucji? Ich nie ma, a pojedyncze zwolnienia (jak donosi rosyjskie wydanie Meduza) z kanałów propagandowych poszczególnych pracowników nie wpływają na zmianę ogólnego obrazu. Przecież trudno też jednoznacznie powiedzieć o przyczynie tych zwolnień na podstawie samych doniesień Meduzy. Tak więc w kontekście krajowym efekt tej akcji jest minimalny lub prawie zerowy. Jednak na Zachód on zadziałał i teraz wieloletnia propagandzistka nazywana „bohaterką”, zapominając o ofiarach, do których doprowadziła w szczególności i jej wieloletnia praca w przestrzeni informacyjnej.

Zamazywanie rzeczywistości, przesuwanie uwagi na sprawy drugorzędne i prowokowanie niejednoznaczności w kluczowych kwestiach, w tym w temacie wojny na dużą skalę przeciwko Ukrainie – to wszystko nadal będzie zadaniem dla rosyjskiej propagandy, biorąc pod uwagę podatność liberalnego świata na prawa i wolności człowieka. Rosja będzie nadal wykorzystywać słabości Zachodu w swoich interesach i należy o tym pamiętać za każdym razem, gdy coś wychodzi z Rosji.

Olga Popowycz

Tekst ukazał się na stronie portalu naszwybir.pl

Share Button

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień trzydziesty, stan na godzinę 22.00

Share Button

Prezydent USA przebywający z wizytą w Polsce wziął udział w spotkaniu szefów resortów obrony i dyplomacji Ukrainy i USA, które odbyło się 26 marca 2022r. w Warszawie.

Spotkanie miało miejsce w związku z pobytem w Polsce amerykańskiej delegacji, w skład której weszli m.in. szef Departamentu Stanu Anthony Blinken oraz szef Pentagonu, Llyod George. Wzięli oni udział w spotkaniu z szefem MSZ Ukrainy Dmytro Kulebą i szefem resortu obrony Ukrainy, Oleksijem Reznikowem (na zdj.). Spotkanie, w którym wziął udział także prezydent USA Joe Biden, odbyło się w sobotnie przedpołudnie w warszawskim hotelu Marriott, a jego tematem było dalsze wsparcie USA dla Ukrainy w zakresie dostaw uzbrojenia i innej pomocy. Prezydent USA odwiedził też Stadion Narodowy, gdzie spotkał się z uchodźcami z Ukrainy oraz z przedstawicielami organizacji pozarządowych, które zajmują się pomocą.

O 18.30 amerykański prezydent wygłosił przemówienie na Zamku Królewskim w Warszawie. „Nie lękajcie się”, były to pierwsze słowa pierwszego publicznego wystąpienia papieża po jego wyborze w październiku 1979 roku. Te słowa zdefiniowały pontyfikat Jana Pawła II. Te słowa odmieniły świat – powiedział. – To było przesłanie na temat siły wiary, siły odporności, siły ludzi. W obliczu brutalnego systemu okrutnych rządów było to przemówienie, które pomogło zakończyć ucisk sowiecki i wyzwolić 30 lat temu tę ziemię i całą Europę Wschodnią. To było przesłanie, które pokona okrucieństwo i brutalność tej niesprawiedliwej wojny” – powiedział Biden, dodając, że dyktator taki jak Putin nie może pozostać u władzy. „Moje przesłanie dla Ukrainy jest takie, że stoimy z wami. Kropka” – powiedział prezydent USA zwracając się do Ukraińców.

Według relacji mera Czernihowa, miasto jest poważnie zniszczone – pozostało w nim mniej, niż połowa mieszkańców. Czernihów, broniony przez 1 Brygadę Pancerną SZ Ukrainy, jest atakowany przez siły rosyjskie od pierwszego dnia wojny. Straty wśród ludności cywilnej są oceniane na ok. 200 zabitych.

Siły ukraińskie wyzwoliły miasto Trostjanec w obwodzie sumskim. Wiadomo, że część sił rosyjskich wycofała się z rejonu miasta trzy dni temu – prawdopodobnie zostały one przerzucone w rejon Donbasu.

O 15.30 oraz 18.30 czasu lokalnego ostrzelany został także Lwów, gdzie rakiety trafiły w bazę paliw oraz w kilka innych obiektów na terenie miasta. Nie ma doniesień o ofiarach śmiertelnych ataków.

Ukraina otrzymuje pomoc wojskową od kolejnych państw: w ostatnim czasie dostarczono m.in. granatniki przeciwpancerne typu RGW90 – ok. 2500 sztuk z ponad 5000 jakie mają trafić na Ukrainę.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień trzydziesty, stan na godzinę 22.00

Share Button

Ukraińska armia zlikwidowała kolejnego wysokiego rangą rosyjskiego oficera – dowódcę 49 Armii, Jakowa Rezancewa, który zginął od kuli snajpera.

Na wschodnim brzegu Dniepru w pobliżu Kijowa siły ukraińskie odrzuciły jednostki rosyjskie ok. 30-40 na wschód, za m. Łukianiwka. Podobne sukcesy zanotowano na całym froncie w pobliżu ukraińskiej stolicy od wschodniej strony, co potwierdzają także oceny brytyjskich służb wywiadowczych. Nadal trwają walki w pobliżu Irpienia i Buczy na zachód od stolicy.

Walki toczą się również wokół Czernihowa i Sum. Również Charków był wielokrotnie ostrzeliwany w ciągu ostatniej doby, podobnie jak Izjum i miasta na Donbasie, w tym Mariupol, cały czas oblegany przez rosyjskie siły. Rosyjskie okręty ostrzelały także kilka miejscowości w obwodzie odeskim. Z kolei w obwodzie chersońskim jednostki rosyjskie okopują się na swoich pozycjach.

Według doniesień strony ukraińskiej, siły rosyjskie zmniejszyły liczbę operacji lotniczych, których celem jest atakowanie pozycji ukraińskich, zwiększono natomiast liczbę misji zwiadowczych. Ukraiński Sztab Generalny ostrzega, że siły rosyjskie przegrupowują się i przygotowują do kolejnych działań zaczepnych, dążąc do zgromadzenia zapasów amunicji i paliwa.

Z kolei rosyjski sztab generalny po raz kolejny zadeklarował zmianę celów „operacji specjalnej”: jej głównym celem, według aktualnej wykładni, ma być „wyzwolenie Donbasu”. Rosja grozi także szturmem na Kijów i inne ukraińskie miasta, których – rzekomo – początkowo miała nie atakować (co jest oczywistym zaprzeczeniem faktów i wynika z nieudanych prób zdobycia Kijowa, Sum, Czernihowa, Mikołajowa, Charkowa i innych miast Ukrainy).

Z wizytą w Polsce przebywa prezydent USA Joe Biden, który wziął udział w szczycie NATO w Brukseli, a następnie przybył z wizytą do Jasionki k. Rzeszowa, gdzie spotkał się z prezydentem Andrzej Dudą, z żołnierzami amerykańskimi oraz z przedstawicielami organizacji humanitarnych, którzy biorą udział w pomocy uchodźcom z Ukrainy. Następnie udał się do Warszawy, gdzie jutro, 26 marca planowane są rozmowy z prezydentem RP.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień dwudziesty ósmy, stan na godzinę 22.00

Share Button

Ukraińska armia zatopiła w porcie w Berdiańsku rosyjski okręt desantowy klasy „Aligator”.

Dzień wcześniej rosyjskie media informowały o wejściu do Berdiańska kilku okrętów desantowych, w tym klasy „Aligator” i „Ropucha” jednostki tego typu mogą transportować czołgi i inne pojazdy. W czwartek 24 marca rano port został ostrzelany przez siły ukraińskie (najprawdopodobniej pociskiem balistycznym Toczka-U), co spowodowało zniszczenie jednego z okrętów (najprawdopodobniej „Orsk”) oraz uszkodzenie dwóch innych jednostek klasy „Ropucha” (co najmniej jednej z nich poważnie).

Według oświadczeń ukraińskich mediów, lokalnych władz i przedstawicieli armii, siły ukraińskie okrążyły jednostki rosyjskie w Buczy, Irpieniu i Hostomelu. Wokół tych miejscowości nadal trwają walki, a sytuacja humanitarna ludności cywilnej jest katastrofalna. Niepotwierdzone doniesienia z 24 marca mówią o zajęciu niemal całego Irpienia oraz o walkach w Hostomelu.

Nadal trwają walki wokół Czernihowa i Sum. Siły rosyjskie nie są w stanie zdobyć tych miast i ponoszą straty, ale sytuacja jest trudna według ocen przedstawicieli lokalnych władz. Nadal ostrzeliwany jest Charków. Z kolei w walkach pod Izjumem, według źródeł ukraińskich, siły rosyjskie straciły do 60% swojego potencjału wyjściowego, a miasto jest częściowo zajęte przez siły rosyjskie. Częściowo zajęto także Rubiżne w obwodzie ługańskim. Niezmiennie pogarsza się sytuacja w Mariupolu, gdzie nadal pozostaje ok. 100 tys. mieszkańców – w mieście brakuje jedzenia, wody i innego zaopatrzenia, a możliwości ewakuacji są ograniczone do minimum.

23 marca Polska zdecydowała o wydaleniu z kraju 45 rosyjskich dyplomatów, którzy w ramach swojej misji dyplomatycznej mieli realizować zadania na rzecz rosyjskich służb wywiadowczych.

Podczas szczytu NATO w Brukseli, który odbył się 24 marca 2022 prezydent USA Joe Biden stwierdził, że w przypadku użycia przez Rosję broni masowego rażenia, USA i NATO zareagują, a ta reakcja będzie zależała od sytuacji z jaką będziemy mieli do czynienia. Z kolei wg sekretarza generalnego NATO, Jensa Stoltenberga, Sojusz ma zamiar zwiększyć swoje zdolności reagowania w takich wypadkach, jak również wzmocnić możliwości ochrony po stronie ukraińskiej w takim przypadku.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button

Legenda Czarnobajewki

Share Button

Rosyjscy okupanci w nocy 21 dnia wojny zadali atak rakietowy na kompleks handlowo-rozrywkowy w Kijowie, w którym zginęło 8 osób. Okazało się, że uderzenie nastąpiło dzięki filmowi o ruchu ukraińskiego sprzętu w okolicy, który w sieci społecznościowej umieścił mieszkaniec stolicy. Federacja Rosyjska nadal aktywnie korzysta z lotnisk Republiki Białorusi. Oczekuje się, że wojska Federacji Rosyjskiej będą wciąż przeprowadzać ataki rakietowe i bombowe oraz przeprowadzać ostrzał artyleryjski obiektów infrastruktury krytycznej Ukrainy przy użyciu artylerii odrzutowej, lotnictwa, broni precyzyjnej, powiedział Sztab Generalny.

Przez ponad dwadzieścia dni wojska rosyjskie przebywają w Chersoniu. „Nowi gospodarze” zastraszają mieszkańców, przeprowadzają rewizje, grasują, porywają ludzi. Chersoń, do którego 1 marca wkroczyli okupanci, pozostaje oblężony. Samochody z jedzeniem i lekami nie są wpuszczane do miasta. Zwolennicy okupantów próbują dezinformować mieszkańców. Organizują wiece, rozdają „pomoc” z rosyjskiego gumkonwoju, tworzą fałszywy Komitet ratujący Chersoń. Wbrew wszystkiemu mieszkańcy miasta i regionu codziennie wychodzą na pokojowe protesty, aby pokazać okupantom, że Chersoń-To-Ukraina. Dziś znów ludzie wyszli na manifestację za co rosyjskie wojsko zaczęło rzucać w nich granatami z gazem łzawiącym.

W porcie w Berdiańsku okupanci skoncentrowali kolumnę białych namiotowych Kamazów. Podobne ciężarówki były używane do ukrytego transportu amunicji na okupowane tereny obwodu donieckiego i ługańskiego. Może to świadczyć o zamiarach rosyjskiego wojska organizowania podobnych „konwojów humanitarnych”, zarówno w Chersoniu, jak i w obwodzie zaporoskim.

Siły Zbrojne Ukrainy zniszczyły siedzibę jednej z jednostek Armii Rosji na południu i zdobyły mapy sztabowe rosyjskich żołnierzy. Informuje o tym Defense Express, który po zgodzie ukraińskiego wojska opublikował jedną z map. Informacje z mapy pozwalają oszacować rzeczywiste siły wroga od połowy marca, które składały się z 10 batalionowych grup taktycznych utworzonych z jednostek 49. Armii Krajowej Federacji Rosyjskiej i 7. Dywizji Desantowo-Szturmowej. W tym samym czasie jednostki 22 Korpusu Armijnego armii Federacji Rosyjskiej działały bez formowania BTG.

Siły Zbrojne Ukrainy po raz siódmy zniszczyły pozycje rosyjskich okupantów na lotnisku w Czarnobajewce pod Chersoniem. Poinformował o tym doradca szefa Biura Prezydenta Oleksij Arestowicz na swojej stronie na Facebooku. „Po prostu nie śmiej się. Ale znowu kupiliśmy je właśnie w Czarnobajewce” – napisano.

W Czarnobajewce wróg uparcie koncentruje helikoptery, które regularnie niszczy ukraińska artyleria. Na tym lotnisku w pobliżu Chersoniu Rosjanie umieścili sztaby prawie wszystkich jednostek swojego ugrupowania: 22. Korpusu Armijnego, 7 Dywizji Desantowo-Szturmowej, 127. Samodzielnej Brygady Wywiadowczej i 20. Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej. A co najważniejsze – stanowisko dowodzenia całego zgrupowania wojsk Federacji Rosyjskiej na tym kierunku.

Wołodymyr Zełenski wezwał Włochy do poparcia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, w szczególności do wprowadzenia pełnego embarga na handel i zablokowania aktywów „wszystkich, którzy mają wpływ na Rosję”. „Znasz tych, którzy sprowadzili wojnę na Ukrainę. Wyraźnie znasz tych, którzy nakazują walczyć i tych, którzy to promują. Prawie wszyscy używają Włoch jako miejsca na wakacje. Więc nie bądź kurortem dla zabójców”

Czechy, Estonia, Polska, Francja, Gruzja, Niemcy, Irlandia, Łotwa, Litwa, Holandia, Szwecja, Wielka Brytania i USA podpisały wspólne oświadczenie „o pilnej potrzebie modernizacji obrony powietrznej Ukrainy”. Przedstawiciele tych krajów domagają się zdecydowanych działań na rzecz ustanowienia pokoju w Ukrainie. Mianowicie: wspierać obronę wojskową i cywilną Ukrainy – zapewnić ochronę przestrzeni powietrznej i zatrzymać ruch sprzętu wroga na terytorium Ukrainy. Można to zrobić poprzez dostawę broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej, pomoc humanitarną, ratowanie rannych i uchodźców, ochronę ukraińskich obiektów jądrowych, które stanowią zagrożenie dla wszystkich sąsiednich państw.

Alisa Zełenska – ukraińska dziennikarka, prowadzi kilka blogów dla różnych firm, szef produkcji wideo w Kijowie

Tekst ukazał się na łamach portalu obserwatormiedzynarodowy.pl

Share Button

Rosyjski atak na Ukrainę – dzień dwudziesty siódmy, stan na godzinę 22.00

Share Button

Według ukraińskich źródeł wojskowych, rosyjskim jednostkom prowadzącym działania na terytorium Ukrainy starczy zapasów paliwa i amunicji na maksymalnie trzy dni prowadzenia działań.

Ukraińska armia podejmuje działania ofensywne w obwodzie mikołajewskim, gdzie udało się oczyścić z sił rosyjskich kilka miejscowości. Z kolei 22 marca po południu pojawiły się informacje o zamknięciu w okrążeniu jednostek rosyjskich, znajdujących się w okolicach Irpienia, Buczy i Hostomela. Wiadomo, że w tej okolicy toczyły się w ciągu ostatnich 72 godzin ciężkie walki (w ich toku siły ukraińskie zajęły m.in. Makariw i wg niektórych źródeł Borodiankę), jednak jak dotąd nie ma potwierdzenia, by udało się skutecznie okrążyć jednostki rosyjskie.

Siły rosyjskie podjęły próby działań ofensywnych w Donbasie, w pobliżu miasta Awdijewka, zostały jednak odparte ze stratami. Na pozostałych odcinkach sytuacja pozostaje stabilna.

Trwa oblężenie Mariupola, który cały czas jest ostrzeliwany: według źródeł ukraińskich w ciągu dwóch dni jednostki rosyjskie straciły tam co najmniej ok. 10 czołgów. Ostrzeliwano także Czernihów, Sumy, Charków, po raz pierwszy z morza – Odessę (21 marca w godzinach porannych), a także wiele innych miejscowości. Liczba ofiar cywilnych walk przekroczyła 3,5 tys. osób.

Nad Winnicą zestrzelony został pocisk balistyczny Iskander. Straty rosyjskie wyniosły według danych ukraińskich ponad 15 tys. żołnierzy, 509 czołgów, 1550 innych pojazdów opancerzonych, 99 samolotów i 123 śmigłowce.

Cały czas trwają rozmowy pokojowe pomiędzy delegacjami Ukrainy i Rosji, jak również z krajami, które mają gwarantować Ukrainie bezpieczeństwo po podpisaniu porozumienia pokojowego. Kwestie związane ze stanem negocjacji będą omawiane m.in. 24 marca podczas szczytu NATO, w którym prezydent Ukrainy weźmie udział w formacie online. Z kolei 22 marca 2022r. w Warszawie odbyło się spotkanie ministrów obrony Polski i Ukrainy, Mariusza Błaszczaka i Oleksija Reznikowa.

Według informacji USA, Chiny nie pomagają Rosji dostawami sprzętu wojskowego, pomimo próśb kierowanych przez Moskwę w tej sprawie.

Na podstawie: mil.in.ua, defence-ua.com

Dariusz Materniak

 

Share Button