sobota, 13 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 288)

polukr

Zdemilitaryzowana strefa nie oznacza wyprowadzenia ukraińskich wojsk z Mariupola

Share Button

mariupol_zolnierzeUtworzenie zdemilitaryzowanej strefy nie oznacza wyjścia ukraińskich żołnierzy z Mariupola w obwodzie donieckim.
Poinformował o tym we wtorek 28 lipca przedstawiciel sztabu operacji antyterrorystycznej (ATO) podpułkownik Dmitrij Huculak , przekazuje korespondent RBK-Ukraina.

„My tylko wycofujemy broń ciężką” – powiedział. Jednocześnie podkreślił, że w przypadku agresji bojowników w Donbasie ukraińscy żołnierze będą szybko gotowi do walki.

„W trzydziestokilometrowej strefie zostanie zachowana ukraińska obecność wojskowa. Nasi żołnierze będą tam w pełni uzbrojeni w amunicję, broń, karabiny maszynowe i nadal będą zajmować wzmocnione granice”, – zaznaczył Huculak.

Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Ryszard Czarnecki dla Wschodnik.pl: Ukraina jest istotnym elementem polskiej polityki wschodniej

Share Button

r.czarneckiZ Ryszardem Czarneckim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego na temat aktualnych problemów relacji polsko-ukraińskich oraz polityki europejskiej wobec Ukrainy rozmawiał Dariusz Materniak.

W zeszłym tygodniu złożył Pan wizytę w Kijowie. Jak ułożyły się rozmowy z przedstawicielami strony ukraińskiej?

Jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego odpowiedzialny za politykę wschodnią oraz Partnerstwo Wschodnie, a więc także relacje Unii z Ukrainą, spotkałem się zarówno z prezydentem Poroszenką, któremu towarzyszył szef MSZ Pawło Klimkin, jak również z premierem Arsenijem Jaceniukiem i przewodniczącym Rady Najwyższej, Wołodymyrem Hrojsmanem. Rozmowy te dotyczyły relacji Unii Europejskiej i Ukrainy, pomocy dla Ukrainy, sytuacji wewnętrznej na Ukrainie, a także – bo nie można zapominać, że poza tym, że jestem wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, jestem przede wszystkim polskim politykiem – rozmawialiśmy także o relacjach polsko-ukraińskich. Mogę powiedzieć, że stwierdziliśmy wspólnie zwiększenie aktywności lobby prorosyjskiego zarówno na terenie krajów zachodnich jak i samej Ukrainy. Jeśli idzie o relacje polsko-ukraińskie, prezydent Poroszenko i władze Ukrainy z nadzieją patrzą na prezydenta Andrzeja Dudę – że będzie kontynuatorem polityki śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jak ocenia Pan perspektywę tych relacji po zaprzysiężeniu nowego prezydenta RP?

W naszym narodowym interesie jest zatrzymanie Rosji, by nie posuwała się ona dalej w swojej polityce, aby Ukraina obroniła swoją suwerenność polityczną i ekonomiczną, a sytuacja Ukrainy jest, nie ma co ukrywać, coraz trudniejsza. Prezydent-elekt Andrzej Duda powiedział o tym w wywiadzie dla ukraińskiej agencji prasowej, a ja powtórzyłem to także moim rozmówcom, że dla nas sprawą istotną pozostaje potępienie zbrodni ludobójstwa na Polakach, jaka miała miejsce na Wołyniu w latach 40. ubiegłego wieku. I nie chodzi nam o stawianie kogokolwiek „pod ścianą” czy wysuwanie ultimatum – ale jednak trzeba powiedzieć wyraźnie, że nie możemy poświęcać pamięci o naszych rodakach na ołtarzu istotnych i potrzebnych dobrych relacji pomiędzy Warszawą a Kijowem – te kwestie powinny być omawiane równolegle.

Czy można spodziewać się kontynuacji dotychczasowej polityki, w ramach której Polska jest swego rodzaju „rzecznikiem” Ukrainy na forum europejskim?

Wolę mówić o tym, że należy spodziewać się aktywnej polskiej polityki wschodniej w ogóle. Ukraina jest istotnym, ale jednym z elementów tej polityki – i sądzę, że formuła, w myśl której Unia Europejska mówi głosem Polski w sprawach dotyczących Ukrainy jest formułą optymalną, gdyż jesteśmy największym unijnym i natowskim sąsiadem Ukrainy, a także jedynym krajem, który graniczny jednocześnie i z Ukrainą i z Rosją.

W te działania wpisuje się Pana własna inicjatywa – otwarcia Pana biura poselskiego w Kijowie. Czy są już pierwsze efekty i wnioski z jego funkcjonowania?

Biuro działa od 1 czerwca tego roku. Pracują tam dwie osoby, w tym jedna polskiego pochodzenia. Mam także swój facebook i twitter w języku ukraińskim. Jest to pewnego rodzaju demonstracja politycznej solidarności z Ukrainą w tych trudnych czasach, zwłaszcza, że Rosja pomimo własnej trudnej sytuacji gospodarczej coraz śmielej narzuca swoją narrację, zwłaszcza w Europie Zachodniej. Biuro spełnia ważną rolę, jako że właśnie tam mogą zwracać się z pytaniami na przykład dziennikarze, którzy interesują się Unią czy Polską. To biuro organizowało także moją ostatnią wizytę i będzie organizować kolejne – co potwierdza, że jest to dobra i efektywna inicjatywa.

Czy jest szansa aby zaangażować polityków z innych krajów Unii Europejskiej w podobne działania?

Na razie niestety nasi koledzy z zachodniej Europy angażują się niestety po drugiej stronie – choćby ostatnia wizyta grupy 10 deputowanych z Francji na Krymie, w większości byli to deputowani z partii Nicolasa Sarkozy’ego. Również w ostatnim czasie w Parlamencie Europejskim powstała formalna grupa „przyjaciół Rosji” – formalna, bo faktycznie funkcjonowała ona od dłuższego czasu. W jej skład wchodzą politycy z różnych krajów, głównie z państw Europy Zachodniej. Mam jednak nadzieję, że siły będą się wyrównywać, jako że działa już grupa przyjaciół Ukrainy, na czele z byłym wiceprzewodniczącym litewskiego Sejmu, panem Petrasem Austreviciusem. W Parlamencie Europejskim to my mamy większość i niedawno udało się przeforsować dwie rezolucje, które są wyrazem poparcia dla Ukrainy i które są bardzo sceptyczne wobec Rosji.

Można więc oczekiwać utrzymania dotychczasowej polityki wsparcia dla Ukrainy?

Do końca tego roku – na pewno. Późnej nie można jednak zagwarantować, że sankcje zostaną utrzymane. Jeżeli Rosja nie zaatakuje frontalnie Ukrainy – na przykład Mariupola czy nie stworzy zbrojenie korytarza na Krym, niektóre duże kraje zachodnie będą miały pretekst aby ograniczyć sankcje, zawiesić lub całkowicie wycofać.

Jak można ocenić politykę krajów z naszego regionu – na przykład Węgier, które prowadzą dość niejednoznaczną politykę?

Już ponad rok temu, jako pierwszy polski polityk otwarcie krytykowałem prorosyjską politykę Wiktora Orbana. Jednak z drugiej strony trzeba się także uderzyć w piersi – obecne władze Polski, mam na myśli rząd, zwłaszcza Donalda Tuska – zaniedbały Grupę Wyszehradzką, stawiając jednocześnie na współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego. Współpraca z Niemcami i Francją jest bardzo ważna, należy ją rozwijać, jednak nie kosztem sojuszu regionalnego. W pewnym sensie to odwrócenie się rządu Tuska od Budapesztu, Pragi i Bratysławy trochę spychało Orbana w kierunku decyzji które podjął. Szkoda, że jedyną wspólną sprawą w ostatnich latach była sprawa imigrantów i negatywnego stosunku do ich przyjmowania.

Na ile w Pana ocenie istotną jest rola Polski w kwestii reform na Ukrainie, na ile możemy dzielić się naszymi doświadczeniami w transformacji?

Na pewno mamy szerokie pole do działania jeśli idzie o reformą samorządową i administracyjną. Myślę, że eksperci z Polski lepiej czują tego „ukraińskiego bluesa” niż ludzie z Francji czy Wielkiej Brytanii. Na pewno nasze doświadczenia mogą być bardzo cenne dla Ukrainy, jednak podstawową sprawą jest wola polityczna po stronie ukraińskiej dla wdrażania tych reform. Prezydent Poroszenko informował mnie o zmianach jakie już udało się wprowadzić m.in. w strukturach prokuratury, gdzie wymieniono tą część kadry prokuratorskiej, która pracowała jeszcze od czasów sowieckich czy została mianowana w czasach rządów Wiktora Janukowycza. Trwa także głęboka reforma Policji, realizowana z pomocą specjalistów i ekspertów, którzy kiedyś analogiczne reformy prowadzili w Gruzji. Jednak należy pamiętać, że Zachód będzie obserwował przede wszystkim zmiany ekonomiczne i tu Ukraina musi bardzo uważać, gdyż wyraźnie widać, w jakim kierunku idzie propaganda rosyjska: przedstawiania Ukrainy jako kraju, który nie jest w stanie zreformować się i który nie ma woli zmian. Taka narracja może trafiać na podatny grunt u tych polityków zachodnioeuropejskich, którzy nie będą chcieli kontynuować pomocy finansowej dla Kijowa.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst ukazał się na łamach portalu Wschodnik.pl

Fot. https://www.facebook.com/posel.ryszard.czarnecki

 

Share Button

Dominik Łazarz: Ukrainę na początku czeka dość trudny czas

Share Button

dominik_łazarzRozmowa z Dominikiem Łazarzem, ekonomistą z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, dyrektorem Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Rzeszowie.

Jak ocenia Pan obecną sytuację na Ukrainie z punktu widzenia ekonomicznego?

Sytuacja na Ukrainie w punktu widzenia ekonomicznego jest bardzo trudna, żeby nie powiedzieć tragiczna. Ukraińska waluta od początku konfliktu z Rosją traci na wartości, m.in. przez szalejącą inflację, co odbija się np. na możliwościach nabywczych mieszkańców tego kraju. Powoduje to kurczenie się ukraińskiej gospodarki, a także zmniejszanie się ilości kupowanych towarów zza granicy. Pocieszające jest to, że z ostatnich danych Międzynarodowego Fundusz Walutowego wynika, iż w ostatnich miesiącach pojawiają się pewne oznaki stabilizacji ekonomicznej m.in. na rynku walutowym.

Czy obecny kryzys ma szansę się zakończyć i perspektywy wzrostu PKB na poziomie 3% w 2016 roku są realne?

Niestety większość ekspertów uważa, że nie ma szans na zakończenie obecnego konfliktu na Ukrainie w przeciągu najbliższych miesięcy, wręcz część z nich uważa, że konflikt ten może potrwa kilka lat. W przypadku PKB moim zdaniem nie ma perspektywy na jego znaczący wzrost, teraz główne pytaniem brzmi: czy będzie to niewielkie ożywienie w 2016, czy też jednak stagnacja, ale jednak mniejsza niż w 2015 roku. Na przełomie maja i czerwca br. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wydał komunikat o tym, że prognozuje spadek PKB Ukrainy w tym roku aż o 9%, choć kilka tygodni wcześniej prognozy MFW na 2015 rok zakładał skurczenie się PKB o 5,5%, a w 2016 jego wzrost do 2%.

Jakie są perspektywy współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a Ukrainą?

Obecnie obserwuje się spadek poziomu wymiany handlowej z Ukrainą, co spowodowane jest głównie dewaluacją ukraińskiej waluty. Oznacza to po prostu, że nasze towary są za drogie dla mieszkańców tego kraju. Z danych Ministerstwa Gospodarki RP za pierwszy kwartał tego roku wynika, że eksport na Ukrainę zmniejszył się o ok. 16% (do poziomu 608 mln euro), ale warto zauważyć jednocześnie, że w przypadku Rosji spadek ten wyniósł aż 32%. Trzeba przy tym podkreślić, że cały polski eksport w tym samym czasie wzrósł o 5,2%, w tym do krajów Unii Europejskiej o 7,4%. Niestety pozycja Ukrainy w rankingu najważniejszych partnerów Polski w wymianie handlowej spada. W odniesieniu do perspektyw wymiany handlowej z tym krajem, wszystko jest uzależnione od rozwoju sytuacji na wschodzie Ukrainy oraz skuteczności reform jakie musi przeprowadzi Ukraina – część z nich się już rozpoczęła. Pamiętać należy, że mimo wszystko Ukraina to nadal dość atrakcyjny rynek zbytu zwłaszcza w kontekście jego wielkości, ale także planowanych reform. Niestety, dla potencjalnych inwestorów nadal oznacza to spore ryzyko, jednak warto zauważyć, że według danych Banku Światowego, powoli ale systematycznie rośnie atrakcyjność Ukrainy jako miejsca dla inwestycji.

Jakie otworzą się możliwości po wejściu w życie części handlowej umowy stowarzyszeniowej, które planowane jest na 1.01.2016?

Umowa ta oznacza de facto otworzenie unijnego rynku dla Ukrainy poprzez stopniowe znoszenie ceł, które będzie możliwe dzięki wprowadzaniu odpowiednich reform i regulacji dostosowujących gospodarkę tego kraju do europejskich standardów technicznych czy fitosanitarnych. Takich elementów będzie sporo i na pewno Ukrainę na początku czeka dość trudny czas, jednak w długim terminie poprawi się klimat inwestycyjny oraz podniesie konkurencyjność gospodarki. Warto zaznaczyć, że dziś ok. 25% eksportu trafia na rynki UE, a po wprowadzeniu wszystkich wymaganych standardów poziom ten na pewno się zwiększy, tak samo jak to miało miejsce chociażby w Polsce. Oczywiście nic nie ma za darmo: wdrożenie tych standardów to koszt, który będą musiały ponieść przedsiębiorstwa ukraińskie, a Unia Europejska może pomóc w tym tylko w ograniczonym zakresie.

Jakie szanse i ewentualnie zagrożenia wiążą się z imigracją do Polski obywateli Ukrainy w celach naukowych czy zarobkowych?

Moim zdaniem jest więcej szans niż zagrożeń, oczywiście pod warunkiem odpowiedniego wykorzystania potencjału jakim są zwłaszcza młodzi mieszkańcy Ukrainy. Dziś w Polsce obserwujemy dość znaczący niż demograficzny, co przekłada się m.in. na coraz mniejszą liczbę osób młodych. Bardzo dobrze wykorzystują ten fakt uczelnie wyższe, które swoją propozycję kierują do młodych mieszkańców Ukrainy. W tym zakresie liderem jest Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, w której kształci się ok. 1,5 tys. obcokrajowców, z których znacząca część to właśnie ukraińska młodzież. Ważne jest również wykorzystanie tego potencjału w przyszłości, zwłaszcza, że prognozy wskazują, iż będziemy mieli problem ze znalezieniem ludzi do pracy, co negatywnie może wpłynąć na perspektywy rozwoju polskiej gospodarki. Zauważmy, że już dziś bezrobocie spadło do poziomu niewiele ponad 10%, a do końca tego roku ma być jednocyfrowe. Jednoznacznie chciałbym zauważyć, iż nie chodzi o całkowite otwarcie rynku pracy dla Ukraińców, ale systematyczne włączanie w nasz rynek, młodych, zwłaszcza wykształconych w Polsce mieszkańców tego kraju.

Przechodząc na szczebel regionalny: jakie możliwości daje położenie województwa podkarpackiego i Rzeszowa w pobliżu granicy z Ukrainą?

Są to pewne możliwości związane z infrastrukturą sprzyjającą współpracy. Chodzi tu zwłaszcza o coraz lepsze skomunikowanie transportowe, głównie poprzez budowę autostrady, ale także modernizację międzynarodowej linii kolejowej do Ukrainy. Nie bez znaczenie jest również to, iż niedaleko granicy ukraińskiej funkcjonuje międzynarodowe lotnisko Rzeszów-Jasionka, m.in. z ważnym terminalem cargo. Dodatkowo, trzeba również zauważyć duże doświadczenie firm w zakresie współpracy z rynkiem ukraińskim, a także podmiotów wspierających biznes, takich jak np. izby gospodarcze czy uczelnie wyższe. Całościowo ma to duże znaczenie dla rozwoju współpracy z Ukrainą, i miejmy nadzieję, że zaowocuje wraz z poprawą sytuacji u naszego wschodniego sąsiada.

Które sektory gospodarki mają największe szanse na rozwój w Rzeszowie i regionie, zwłaszcza w perspektywie rozszerzania relacji biznesowych z Ukrainą?

Wydaje się, że ważnym obszarem jest turystyka: sektor ten dość mocno korzystał na bliskości Ukrainy. Obecnie sytuacja nieco się pogorszyła, jednak w dłuższej perspektywie uważam, że są duże możliwości rozwoju. Ponadto duże perspektywy ma sektor informatyczny, który ma dobrą pozycję w naszym regionie i oferuje coraz szerszy zakres usług. Na Podkarpaciu działa m.in. prężny Klaster Firm Informatycznych Polski Wschodniej czy jedna z największych firm informatycznych w Europie – Asecco. W przypadku przemysłu lotniczego, który jest ważnym sektorem w Rzeszowie i regionie, widzę perspektywy współpracy, w zakresie wysokotechnologicznym z przemysłem lotniczym i zbrojeniowym, który ma duże znaczenie dla gospodarki Ukrainy.

Jak można ocenić poziom współpracy transgranicznej pomiędzy Polską i Ukrainą? Także w ramach programu współpracy transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina 2007-13 i jakie to daje perspektywy na kolejny okres 2014-20?

W tym zakresie mogę się posiłkować swoim doświadczeniem w ramach kierowania pracami Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Rzeszowie. Nasz ośrodek realizuje wiele projektów mających na celu poprawienie relacji międzykulturowych i społecznych pomiędzy młodymi mieszkańcami Podkarpacia i zachodnich obwodów Ukrainy. Ponadto prowadzimy liczne debaty i spotkania, które mają przyczynić się do rozwoju współpracy zwłaszcza pomiędzy samorządami z obu krajów. Zainteresowanie tego typu działaniami jest ogromne, zwłaszcza ze strony młodzieży. Patrząc na partnerów instytucjonalnych RODM realizujących przedsięwzięcia z organizacjami na Ukrainie mogę potwierdzić, że poziom współpracy jest coraz intensywniejszy, szczególnie na poziome projektów współpracy kulturalnej. W przypadku Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina 2007-13 projekty realizowane były głównie w obszarach promocji kultury lokalnej i zachowania dziedzictwa historycznego, poprawy dostępności transportowej regionów przygranicznych, a także w obszarze bezpieczeństwa i ochrony. Nie ma jeszcze pełnego podsumowanie efektów realizacji tego programu, gdyż część projektów jest w końcowej fazie realizacji, jednak obserwując duże zainteresowanie podczas naboru wniosku oraz efekty końcowe zrealizowanych przedsięwzięć, można stwierdzić, że program ten jest bardzo potrzebny dla rozwoju współpracy transgranicznej pomiędzy Ukrainą i Polską.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst ukazał się na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Wojskowi USA przeprowadzą rozszerzone szkolenia dla ukraińskich żołnierzy

Share Button

ćwiczenia_usaGłównym celem dodatkowych ćwiczeń będą taktyki oraz opieka medyczna w sytuacjach bojowych, podaje news.liga.net.

Jesienią USA rozwinie program szkoleniowy dla ukraińskiej armii. O tym w piątek powiedział rzecznik Departamentu Stanu USA Mark Toner.

Według niego, amerykańskie wojsko przeprowadzi szkolenia dla jednostek, które są podporządkowane Ministerstwu Obrony Ukrainy.

Ćwiczenia odbędą się w zachodniej części Ukrainy w pobliżu granicy z Polską. Liczba żołnierzy, którzy wezmą udział w programie nie jest określona.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Wypłata długów, pozyskiwanie kredytów, reforma podatkowa i straty systemu bankowego – tydzień 20-24 lipca w gospodarce Ukrainy

Share Button

biznesNajważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia dla ukraińskiej gospodarki było uniknięcie przez Ukrainę technicznego bankructwa.

W piątek rano, 24 lipca, finansowo zorientowana opinia publiczna wstrzymała oddech i czekała na wiadomości, obstawiając czy zapłaci Ukraina kolejny kupon euroobligacji czy zastosuje moratorium na spłatę długów, a w konsekwencji ogłosi bankructwo? Pozytywna wiadomość przyszła po 10.00 – Ukraina sprawnie i bez opóźnień wypłaciła należny do zapłaty kupon na 120 milionów dolarów. Oznacza to, że bankructwo i myśli o tym przełożono – co najmniej do września, kiedy Ukraina będzie musiała spłacić część euroobligacji na łączną kwotę ponad 500 milionów dolarów. Biorąc pod uwagę obecny stan i zadłużenie ukraińskiej gospodarki, wolnych środków do wypłaty tej kwoty Ukraina raczej nie znajdzie, więc do września te zewnętrzne długi powinny być restrukturyzowane.

Wygląda na to, że restrukturyzacja ukraińskiego prywatnego zagranicznego zadłużenia odniesie sukces. Mimo, że kontynuacja negocjacji między Ukrainą i komisją prywatnych wierzycieli została przeniesiona z ubiegłego tygodnia na ostatni tydzień lipca, postęp w negocjacjach jest widoczny, pomimo podpisanej klauzuli o konfidencyjności. Wieść niesie, że kompromis w kwestii zadłużenia może być osiągnięty już 31 lipca – w dniu, kiedy powinna zapaść kolejna ważna dla Ukrainy decyzja. Dokładnie 31 lipca obradować będzie rada dyrektorów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który musi podjąć decyzję o kolejnej transzy programu EFF dla Ukrainy w wysokości 1,7 miliarda dolarów. 25 lipca agencja Bloomberg, powołując się na własne anonimowe źródła poinformowała, że 31 lipca MFW formalnie zatwierdzi przyznanie transzy i kontynuację programu o łącznej wartości 17,6 mld dolarów. Wszystkie warunki do realizacji tego są spełnione – uchwalono niezbędne do przekazania transzy ustawy, jest konstruktywny progres w sprawie restrukturyzacji zadłużenia przed prywatnymi wierzycielami, a także spełniono formalne działania ze strony ukraińskiej – 21 lipca w nocy kierownictwo państwa i jej finansiści podpisali list intencyjny odnośnie memorandum z MFW i skierowali go do dyrektora zarządzającego funduszem.

Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Abromavičius zapowiada zmniejszenie ingerencji państwa w gospodarkę Ukrainy

Share Button

abromaviciusWładze Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego odbyły spotkanie ze 150 firmami, które przynależą do Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu. Minister rozwoju gospodarczego i handlu Ukrainy Aivaras Abromavičius stwierdził, że państwo powinno znacznie zmniejszyć swoją ingerencję w gospodarkę narodową.

Wiadomość tę przekazała służba prasowa ministerstwa.

„Uważam, że państwo, które przechodzi transformację, ma pod sobą słabe instytucje państwowe oraz wykazuje wysoki poziom tolerancji dla korupcji, nie jest w stanie i nie będzie efektywnie zarządzać aktywami czy regulować rynek. Dlatego właśnie kładziemy nacisk na zmniejszenie poziomu ingerencji w gospodarkę narodową, a także przeprowadzenie prywatyzacji i restrukturyzacji” – powiedział Abromavičius.

Pod koniec lata zostanie powołana grupa czołowych specjalistów, którzy zajmą się analizą i likwidacją nieskutecznych aktów prawnych stanowiących przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Donbas: zbrodnie bez kary

Share Button

donieck_trolejbus17 lipca 2015 roku minął dokładnie rok od dnia, w którym został zestrzelony samolot pasażerski malezyjskich linii lotniczych Boeing 777 oznaczony kodem MH17. W wyniku trafienia rakietą z zestawu BUK-1M, samolot rozpadł się w powietrzu, powodując śmierć wszystkich 298 osób na pokładzie – 283 pasażerów i 15 członków załogi.

Prowadzone w tej sprawie śledztwo oraz dostępne dla opinii publicznej materiały wskazują, że odpowiedzialność za zestrzelenie malezyjskiego samolotu ponoszą prorosyjscy separatyści z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, którzy najprawdopodobniej będąc przekonanymi, że strzelają do lecącego na dużej wysokości samolotu transportowego ukraińskich Sił Powietrznych, trafili w przelatujący na ogarniętymi walkami Donbasem MH17. Z czasem na światło dzienne wychodzą kolejne informacje, potwierdzające jedynie przypuszczenia śledczych, a w październiku ma zostać opublikowany raport przygotowany przez grupę śledczych z Holandii. W tym miejscu na szczególną uwagę zasługuje fakt głębokiej niechęci Federacji Rosyjskiej, do powołania międzynarodowego trybunału śledczego, który miałby zająć się wyjaśnieniem okoliczności tej tragedii. Retorycznym wydaje się być w tym miejscu pytanie, dlaczego to właśnie Moskwa chce uniknąć pogłębienia wiedzy na ten temat?

O ile wskazanie winnych zestrzelenia cywilnego samolotu pasażerskiego jest obiektywnie możliwe dzięki prowadzonemu śledztwu, to już kwestia wymierzenia sprawiedliwości winnym pozostawia wiele do życzenia. Nie istnieje bowiem sąd działający w skali międzynarodowej, który byłby uznawany przez wszystkie strony konfliktu i który mógłby zająć się ustaleniem winnych i organizacją ewentualnego procesu. Precedens w postaci np. Trybunału ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii w omawianym przypadku nie może mieć zastosowany, jako że jak już zostało wyżej wspomniane – jedna ze stron konfliktu, Federacja Rosyjska uparcie odmawia włączenia się w proces śledczy (nie licząc własnych prób zrzucenia z siebie odpowiedzialności), a co więcej posiada prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – a więc na forum, które byłoby najwłaściwsze do rozstrzygania omawianych kwestii.

Niestety, zbrodnia, jaką było zestrzelenie malezyjskiego samolotu transportowego nie jest jedyną popełnioną w Donbasie przez prorosyjskich separatystów z tzw. republik ludowych. Faktycznie od samego początku działań zbrojnych, czyli od kwietnia 2014 roku na porządku dziennym są przypadki ostrzeliwania cywilnych obiektów czy też wykorzystywania cywilów w charakterze żywych tarcz. W Internecie dostępne są nagrania pokazujące wyrzutnie pocisków rakietowych strzelających w kierunku pozycji wojsk ukraińskich ze stanowisk zlokalizowanych wśród bloków mieszkalnych, co w sposób oczywisty naraża mieszkańców na ewentualny odwet. Miały miejsce także liczne przypadki torturowania jeńców wojennych, m.in. pojmanych obrońców donieckiego lotniska (styczeń 2015) oraz ostrzeliwania lub całkowitego niszczenia kolumn sanitarnych składających się z pojazdów cywilnych lub wyraźnie oznaczonych czerwonym krzyżem (m.in. okolice Debalcewe, luty 2015). Takie działania są złamaniem wszelkich międzynarodowych porozumień i regulacji dotyczących konfliktów zbrojnych, w tym także podstawowych założeń zawartych w konwencjach genewskich. Doniesienia o podobnych naruszeniach dokonanych rzekomo przez stronę ukraińską jak na razie nie znajdują swojego potwierdzenia w żadnych wiarygodnych relacjach czy dowodach w postaci choćby nagrań wideo czy materiałów zdjęciowych.

Zjawiska takie jak opisane wyżej, a także szeroko pojęta brutalizacja walk są charakterystyczne dla konfliktów, w których przynajmniej po jednej ze stron uczestniczą nielegalne ugrupowania zbrojne, faktycznie niekontrolowane przez żaden skuteczny rząd, a co za tym idzie – nieobawiające się także ewentualnego ścigania czy wyroków wymiaru sprawiedliwości. Taka sytuacja występuje właśnie w odniesieniu do „sił zbrojnych” obu tzw. republik ludowych: donieckiej i ługańskiej, które często działają bez jakiejkolwiek kontroli ze strony władz separatystycznych czy nawet będącej ich faktycznym mocodawcą strony rosyjskiej. W efekcie, poziom anarchizacji sytuacji na miejscu jest na tyle duży, że poszczególne grupy zbrojne są regularnie obiektem działań rosyjskich służb specjalnych, a najbardziej niesubordynowani przywódcy są aresztowani lub eliminowani.

Długotrwałe konsekwencje takiej sytuacji są trudne do przewidzenia, także dla samej Rosji i ograniczają w znacznym stopniu możliwości skutecznego wygaszenia czy nawet zamrożenia konfliktu zbrojnego, jako że biorące w nim udział ugrupowania nie są skłonne podporządkować się decyzjom nawet najbardziej wpływowych polityków czy gremiów międzynarodowych. Ich aktywność powoduje znaczący wzrost ryzyka przypadkowych ofiar takich konfliktów, a także zwiększone ryzyko popełniania zbrodni wojennych o skali trudnej do przewidzenia.

Dariusz Materniak

Tekst ukazał się na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Ukraina, Polska i Litwa podpisały techniczne porozumienie ws. brygady wielonarodowej

Share Button

litpolukrKijów, 24 lipca, UNN. Ministrowie obrony Polski, Litwy i Ukrainy podpisali porozumienie, które obejmuje kwestie techniczne związane ze współpracą w zakresie powołania brygady litewsko-polsko-ukraińskiej – poinformowała służba prasowa polskiego MON.

Głównym celem powołania jednostki jest zacieśnienie współpracy wojskowej, w tym zwłaszcza szkoleniowej, a także udział w misjach pokojowych i stabilizacyjnych pod flagą ONZ, UE czy NATO, pozostających w zgodzie ze zobowiązaniami międzynarodowymi każdego z krajów.

Porozumienie ws. powołania brygady zostało podpisane we wrześniu zeszłego roku. Proces jej formowania ma zakończyć się na przełomie 2015 i 2016 roku.

Na podstawie: unn.com.ua

 

Share Button

Ambasador USA spotkał się z uczestnikami ćwiczenia Rapid Trident

Share Button

ćwiczeniaKijów, 24 lipca, UNN. Geoffrey Payett, ambasador USA na Ukrainie odwiedził żołnierzy uczestniczących w ćwiczeniach Rapid Trident 2015, które odbywają się na poligonie w Jaworowie k. Lwowa.

„Wspólne ćwiczenia, realizowane z partnerami zagranicznymi, pomogą Ukrainie bronić jej suwerenności” – powiedział ambasador.

W ćwiczeniach, które mają trwać do 31 lipca biorą udział żołnierze m.in. z Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii, Polski, Rumunii i Gruzji.

Na podstawie: unn.com.ua

 

Share Button

Ci, którzy uczą żołnierzy, jak ratować życie

Share Button

ratownicy_1Z Natalią i Marianną umówiłam się na spotkanie w centrum Lwowa. Jeszcze dwa lata temu byłoby to dziwne i przerażające – na ulicach spokojnego miasta, w knajpie przy kawie, rozmawiać o wojnie. O ranach postrzałowych, opaskach hemostatycznych oraz ratowaniu życia tych, którzy są obok ciebie. Teraz to już nie zaskakuje. Ale jeśli dla większości to tylko zwykłe rozmowy, dla tych dziewcząt to ciągła nauka: uczenie samych siebie i uczenie innych. Obie są wolontariuszki inicjatywy T-helpers.

T-helpers to obecnie 20 lekarzy i 5 pomocników (wśród nich wykładowca Politechniki Lwowskiej oraz inżynier), dzięki którym w ciągu ostatnich miesięcy możliwe stało się stacjonarne szkolenie medyczne dla uczestników ATO zgodnie ze standardami zachodnimi. Grupa wolontariuszy rozpoczęła swoją pracę w maju ubiegłego roku. Dotychczas w ich szkoleniach uczestniczyło prawie 20 tysięcy osób. Członkowie grupy, która działa na zasadzie wolontariatu, najpierw sami szczegółowo przestudiowali podstawy medycyny wojskowej według standardów NATO, a obecnie przekazują tę wiedzę młodym chłopakom.

-Wszystko zaczęło się od Majdanu – przypomina sobie wolontariuszka i lekarz, Natalia Iżycka. –W grudniu 2013r. wraz z przyjaciółmi pojechałam na Majdan, gdzie pracowałam jako lekarz do połowy stycznia 2014r. W związku z odniesionymi ranami byłam zmuszona wrócić do Lwowa. Ale wówczas to rozpoczęły się gorące dni na Majdanie i zadecydowaliśmy o utworzeniu lwowskiego oddziału służby medycznej w ramach Sztabu Oporu Narodowego. Podstawę stanowiły dwa lwowskie szpitale, w których przyjmowano ewakuowanych z Majdanu, opiekowano się nimi i w razie potrzeby przewożono za granicę. Uruchomiliśmy także telemedycynę – przez Internet kontaktowaliśmy się z kolegami z zagranicy, w większości z Polski. Później dołączyły do nas kolejne osoby – psycholodzy, Marianna (ekonomistka) oraz wiele innych. Tak pracowaliśmy do maja 2014r. Później zaczęliśmy nowy rozdział…

Jak to się stało, że Pani, lekarz cywilny, i Marianna, ekonomistka, zajęłyście się medycyną wojskową?

Natalia Iżycka: W maju 2014r. zwrócili się do mnie znajomi z batalionu „Lwów”. Zostali wysłani na Wschód, ale nie mieli żadnego wsparcia medycznego. W ich jednostce nie było medyka, ani też nikt nie nauczył ich podstaw ratownictwa medycznego. Nasza rozmowa odbyła się wieczorem. Następnego poranka zespół inicjatyw „E-Plus” z Kijowa już wiózł dla nich leki, a my zastanawialiśmy się, jak zorganizować dla nich szkolenie. Mieliśmy co prawda duże doświadczenie w zakresie medycyny powypadkowej. Wśród nas byli lekarze teoretycy, którzy nauczali pierwszej pomocy. Rzecz jest w tym, że medycyna wojskowa to już zupełnie inna sprawa.

Mariana Żurakowska: Zetknęliśmy się koniecznością nauczenia młodych chłopaków podstaw medycyny wojskowej. Więc najpierw zaczęliśmy się uczyć jej sami, a potem uczyć także ich. We wrześniu odbyło się tygodniowe szkolenie dla ukraińskich lekarzy, prowadzone przez amerykańskich trenerów medycyny wojskowej. Organizatorzy szkolenia znali nas jeszcze z czasów Majdanu, dlatego zaprosili nas do wzięcia w nim udziału. Później odbyły się spotkania z lekarzami izraelskimi, polskimi lekarzami wojskowymi i tak rozpoczęła się też ciągła praca nad samym sobą. Zaczynaliśmy w 5 osób, a obecnie jest nas już 25, z czego 20 to lekarze różnych specjalizacji.

Dlaczego zdecydowałam się zostać już po Majdanie? Miałam świadomość, że jestem potrzebna i że mogę pomóc.

-Na ile różni się medycyna cywilna od medycyny wojskowej? Czy potrzebne są specjalne szkolenia dla lekarzy cywilnych, którzy udają się do strefy ATO?

N.I. Oba rodzaje medycyny kategorycznie różnią się od siebie. W medycynie cywilnej ratujemy zdrowie pacjenta. W medycynie wojskowej ratujemy jego życie. Zasadnicza sprawa w medycynie wojskowej to wykonać zadanie, a dopiero potem nieść pomoc – w dodatku tylko za zgodą dowództwa. Nie można narażać samego siebie na pewną śmierć. Dla ratownika nawet w warunkach toczących się walk powinno być stosunkowo bezpiecznie. Żywy ratownik to ratownik, martwy ratownik to brak ratownika. W medycynie cywilnej lekarze zwykle nie martwią się o własne bezpieczeństwo i koncentrują się na udzielaniu pomocy. Medycyna wojskowa jest bardzo okrutna. Często  jest to wybór – albo życie, albo zdrowie. Jeśli możemy uratować komuś życie, nie będziemy myśleć o tym, czy zachować mu rękę lub nogę.

ratownicy_2Czy lekarzy wojskowych przygotowywano do pracy na wschodzie Ukrainy?

N.I. Mamy Wojskową Akademię Medyczną w Kijowie oraz szpitale wojskowe, ale w nich kształci się lekarzy wojskowych do pracy w warunkach szpitalnych. Umieją nieść pomoc w sytuacjach ran postrzałowych i innych urazów bojowych, ale w szpitalu. Właśnie ci lekarze zarządzają szpitalami zlokalizowanymi w strefie działań wojskowych. Chcę jednak podkreślić, iż przez ostatni rok nasi lekarze znacznie podnieśli swoje kompetencje. Dużo uczyli się od kolegów z zagranicy i zdobywali własne doświadczenie. Teraz to do nich przyjeżdżają szkolić się zagraniczni lekarze. Problem polega na tym, że nasza dotychczasowa edukacja medyczno-wojskowa znacznie różniła się od tej w krajach NATO. W Związku Radzieckim pomoc na polu bitwy nie miała na celu ratowania życia. Wroga zwyciężało się liczbą żołnierzy i ofiary nie miały znaczenia. Obecnie medycyna wojskowa ma na celu ratowanie życia i zapewnienie bezpieczeństwa tym, którzy niosą pomoc. Tłumaczymy uczestnikom ATO, że pomoc dzieli się na trzy rodzaje: pomoc na linii ognia, pomoc w tymczasowej strefie schronienia i pomoc w specjalistycznych, wojskowych szpitalach polowych. Naszym zadaniem jest nauczyć żołnierza poradzić sobie na pierwszych dwóch etapach, kiedy w pobliżu nie ma zawodowego lekarza. Chłopcy powinni umieć nałożyć opaskę, zatrzymać krwawienie, wyciągnąć kolegę spod ostrzału i przywrócić mu oddech. Kiedy zaczęliśmy pracę, staraliśmy się kształcić przynajmniej instruktorów, którzy tam jechali. Ale bardzo często na te stanowiska wybierano osoby, które nie miały nic wspólnego z medycyną. Teraz staramy się przygotować każdego żołnierza, który jedzie do strefy ATO.

 Uczycie chłopaków udzielania pomocy według standardów NATO. Tylko czy oni mają w tym celu odpowiednie wsparcie finansowe? Wiem, że wiele dostarczają sami wolontariusze. Ile to tak naprawdę kosztuje?

M.Ż. Najpierw chłopcy byli sceptyczni i mówili: „my i tak nie będziemy mieli tych leków”. Natychmiast poruszyliśmy tę kwestię. Niestety nie możemy w 100% zaopatrzyć wszystkich, którzy odbywają u nas szkolenia, w natowskie apteczki. Ale przez ostatni rok dużo się zmieniło. Zaczynaliśmy od zwykłej apteczki medycznej z narkozą, opaską i tym, co najbardziej potrzebne. Ich koszt wynosił 350-400 UAH (20-25 dolarów). Na standardy NATO zaczęliśmy przechodzić stopniowo. Jest to trudne i drogie, ponieważ 70% wyposażenia nie jest w ogóle produkowane i dostępne w sprzedaży na Ukrainie. Zawierają one opaski uciskowe, Celoks, specjalne bandaże i plastry do ran klatki piersiowej, igły do dekompresji itd. Średnia cena takich apteczek to 2000 UAH (około 80-90 dolarów). Z ich zakupem i kompletowaniem pomagają nam osoby z zagranicy. Zwłaszcza z Polski i Ameryki. Są to głównie Ukraińcy, którzy tam mieszkają: zbierają pieniądze, kupują niezbędne rzeczy i wysyłają do nas. Zwykle nie są to duże ilości, ale bardzo nam to pomaga. Odpowiedniki niektórych leków staramy się też znaleźć w Chinach. Jeśli są one dobrej jakości, zamawiamy je w dużych ilościach. Ciekawa historia wiąże się z dostawą specjalnych nożyc. W Kijowie udało się nam poznać chłopaka, który służył kiedyś w armii izraelskiej i dzięki jego znajomościom udało się zorganizować transport sprzętu na Ukrainę. Oczywiście brakuje nam pieniędzy, ponieważ ze względu na złą sytuację finansową rodacy nie mogą nam stale pomagać. Dajemy radę, ale niestety nie wszystkich możemy wesprzeć.

 Jak długo trwaszkolenia i jak chłopaki je odbierają?

N.I. Pracujemy nad umiejętnościami podstawowymi, takimi jak chociażby nałożenie opaski uciskowej. Ręce żołnierza powinny same umieć to zrobić. Dlatego oni powtarzają te ćwiczenia po 100 razy. Uczymy ich różnych metod ewakuacji, a także jak przywrócić oddech, udzielić pierwszej pomoc przy zranieniu w klatkę piersiową, w tym jak przeprowadzić dekompresję. Co ważne, uczymy ich radzić sobie z podręcznymi narzędziami: co zrobić, gdy nie ma specjalistycznego sprzętu, a mimo to trzeba ratować życie. Zazwyczaj taki kurs trwa 2 dni, ale często musimy nauczyć chłopaków wszystkiego w jeden dzień, bo po prostu nie ma więcej czasu. Wraz z zespołem sześciu instruktorów prowadzimy szkolenie dla stuosobowej grupy, a pod koniec dnia symulujemy sytuację zbliżoną do tej na froncie, a chłopaki powinni umieć w tych warunkach nieść pomoc medyczną.

M.Ż.  Podczas takich symulacji młodzi chłopcy pierwszy raz zaczynają rozumieć, że nie wszystko jest takie proste. Kiedy zajęcia odbywają się na trawie, dookoła jest spokojnie i świeci słońce, nie zawsze traktują te szkolenia poważnie. Ale gdy pod nogi zaczynają spadać granaty dymne, słychać krzyki i wystrzały, ich nastawienie natychmiast się zmienia. Pojawia się motywacja i szereg pytań. Z doświadczenia możemy powiedzieć, że ci, którzy już byli w strefie ATO o wiele poważniej traktują takie szkolenia medyczne. Ci, którzy przyjechali na rotację lub urlop często dzwonią i sami proszą o ponowne szkolenie. Poprzednie fale mobilizacji opowiadają swoim następcom o tym, jak ważne są nasze szkolenia. To pomaga.

ratownicy_3Więcej osób zwraca się do was z waszej inicjatywy czy z własnej woli?

M.Ż. Nie szukamy podopiecznych. Na początku śledziliśmy kogo wysyłają na Wschód i wtedy staraliśmy się prowadzić dla nich szkolenia. Wszystko zaczęło się od pododdziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy. Następna była Gwardia Narodowa. Dobrze pamiętam pierwszy przypadek masowego szkolenia. Do strefy ATO jechały wtedy dwa bataliony Gwardii Narodowej. 700 osób. Uczyliśmy ich i zaopatrywaliśmy w apteczki. Wtedy wszystko zaczęło się na wielką skalę. I zaczęły się szalone wydatki.

N.I. Mamy obecnie podpisaną umowę o współpracy z Akademią Wojsk Lądowych. Zarekomendowali nas instruktorzy amerykańscy, którzy prowadzali szkolenia na Ukrainie we wrześniu ubiegłego roku. Właśnie na tej podstawie pracujemy kilka ostatnich miesięcy. W tym czasie zdarzało się, że prowadziliśmy szkolenia codziennie, nawet w weekendy. Na poligon wyjeżdża jednocześnie 12-15 instruktorów. W tym czasie nasze szkolenia ukończyło odbyło ponad 18 tysięcy uczestników ATO.

 -Co było w tym czasie najtrudniejsze?

M. Ż. Zapewnienie odpowiedniej motywacji żołnierzy. Rozumieli, dlaczego powinni nauczyć się dobrze strzelać, ale nie rozumieli, dlaczego jest im potrzebne przygotowanie medyczne. Były przypadki, gdy wojskowi przychodzili na zajęcia pijani. Później udało się nam zmusić ich, żeby podchodzili do szkoleń bardziej poważnie. Ciężko było też pracować, gdy było nas mało. Mieliśmy wtedy zespół złożony z 4-5 osób, a szkoliliśmy w trybie całodobowym.


-Dużą pomoc niosą wolontariusze
. Czy istnieją takie przykłady również w medycynie?

M.Ż. Ochotnicy już dawno zaczęli szyć specjalne torebki na apteczki. Poza tym przywieźliśmy natowską apteczkę, rozebraliśmy ją i zamówiliśmy te same części. Tak samo zrobiliśmy z naramiennikami medycznymi. W rezultacie nasze odpowiedniki są 4-5 razy tańsze niż sprzęt zagraniczny. Ale jeśli chodzi o lekarstwa, to oczywiście wolontariusze nie mogą ich produkować. Leki powinni przejść badania oraz certyfikację. Tym powinno zająć się państwo oraz duże przedsiębiorstwa.

Rozmawiała Mirosława Iwanyk

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button