sobota, 13 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 265)

polukr

Majdan – zjawisko, które trwa w czasie i przestrzeni

Share Button
Fot. Tetiana Kowtunowicz
Fot. z archiwum Tetiany Kowtunowicz

We Lwowie zaprezentowano nowy projekt ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej „Majdan: historia mówiona”. To w praktyce jeden z największych projektów historii mówionej, kiedykolwiek realizowany w kraju. kraju. Na portalu polsko-ukraińskim polukr.net publikujemy rozmowę z kierownikiem projektu, Tetianą Kowtunowicz, o przesłankach jego powstania i znaczeniu projektu w obecnych czasach, zwłaszcza jak postrzega Majdan osoba, która nie tylko przeżyła go osobiście, ale słyszała kolejne setki historii z ust jego uczestników.

Majdan wydarzył się dopiero półtora roku temu, a my już staramy się pisać jego historię. Czy to aby nie za wcześnie?

Z pewnością nie. Im szybciej zaczniemy zbierać wspomnienia, tym łatwiej będzie działać ekspertom od historii mówionej. Wspomnienia mają to do siebie, że ulegają zmianie. Zauważyliśmy to nawet w tak krótkim okresie czasu. Jest różnica między tymi wspomnieniami, które zapisaliśmy od razu po wydarzeniach na Majdanie i tymi dzisiejszymi. Wtedy w opowieściach pełno było emocji, szczegółów, które wywarły na uczestnikach duże wrażenie, wciąż żywych przeżyć, teraz więcej jest refleksji i analiz.  Coraz częściej nasi respondenci analizują wydarzenia nie tylko w kontekście swoich przeżyć, ale również w kontekście wydarzeń takich jak wojna i sytuacja polityczna. Wtedy ludzie potrzebowali się wygadać, dziś raczej zadają pytania. Majdan się rozpoczął, ale w pewnym sensie jeszcze się nie kończy. Skończył się tylko pewny etap, główne cele zostały osiągnięte. Ale Majdan to przestrzeń, którą trudno określić w czasie. W sferze mentalnej i emocjonalnej Majdan pozostał niedokończony. To żywa historia.

Żałujemy, że takich projektów nie zrealizowano przy okazji dwóch poprzednich rewolucji – rewolucji na granicie i pomarańczowej rewolucji. Chcielibyśmy zebrać materiały także o tamtych rewolucjach. Jeszcze bardziej interesujące byłyby historie ludzi, którzy przeżyli wszystkie trzy rewolucje!

Kiedy rozpoczęła się realizacja projektu?

Projekt wystartował natychmiast po wydarzeniach na Majdanie, na początku marca 2014r. Mieliśmy wtedy bardzo ograniczone zasoby techniczne – własne telefony, czasem też dyktafony. Mimo to pracownicy Instytutu ciągle spędzali czas na Majdanie rozumiejąc, że ten nie będzie stał wiecznie i później trudno będzie odnaleźć jego uczestników. Wówczas ludzie nie wspominali, oni tłumaczyli rzeczywistość, w jakiej żyli. W opowieściach było dużo mieszanych, niepoukładanych emocji. Skarżono się, wyrażano swoje zadowolenie i niezadowolenie. Silne były emocje związane ze stratą bliskich, wspomnienia o Niebiańskiej Sotni są nadal świeże. Z tymi wywiadami będzie nas najprawdopodobniej czekać wiele pracy, zarówno psychologów jak i socjologów.

Od lata 2014r. nagrywaliśmy już wspomnienia w Instytucie. Dzięki naszym partnerom z „Funduszu zachowania historii Majdanu” zdobyliśmy kamerę i zapraszaliśmy ludzi na indywidualne spotkania. Te wywiady są już bardziej dokładne, obszerne. W takich warunkach człowiek czuje się bardziej komfortowo, ma czas i możliwość, aby przypomnieć sobie wszystkie szczegóły. Każda historia jest subiektywna, ciekawa i niepowtarzalna. Z tych nagrań tworzy się prawdziwa mozaika tych wydarzeń.

Obecnie mamy dużo osób, które nam pomagają – od kwietnia tego roku zaczęły pracę grupy robocze na całej Ukrainie. Projekt zainicjował nasz Instytut, ale na razie możemy robić zapisy tylko w Kijowie. Niestety wielu świadków tych wydarzeń wróciło do swoich regionów. Dlatego też zwróciliśmy się z prośbą do historyków oraz miejscowych stacji radiowo-telewizyjnych w dużych miastach. Na dzień dzisiejszy w 20 miastach Ukrainy prowadzone są nagrania wspomnień. Ludzie robią to na zasadach wolontariatu. Jesteśmy tym miło zaskoczeni. W większości przypadków robią to eksperci od historii mówionej, wykładowcy akademiccy, aktywiści, którzy brali udział w wydarzeniach na Majdanie. Dla większości ta działalność to swego rodzaju kontynuacja Majdanu. Ludzie nie robią tego z przymusu lub obowiązku, a dlatego, że odczuwają potrzebę oraz znaczenie pracy na rzecz społeczeństwa. Zapisaliśmy już 400 historii, kolejne 180 zarejestrowali nasi wolontariusze.

Jak dokonywany jest wybór osób i ich historii?

Najpierw zrobiliśmy listę tych osób, które chcielibyśmy nagrać przede wszystkim: aktywistów, wolontariuszy, polityków. Szukaliśmy do nich kontaktów i nagrywaliśmy ich wspomnienia. Później proces ruszył na szerszą skalę. Zaczęły do nas przychodzić bardzo ciekawe osoby, które same proponowały swoje historie i rekomendowały innych, którzy też mogli podzielić się własnymi historiami. Zdarzało się, że dana osoba przychodziła zastrzegając, że ma historię jedynie na 15 minut, a potem opowiadała ją przez trzy godziny. W ten sposób człowiek na nowo przeżywa wszystkie wydarzenia.

Staramy się zebrać historie przedstawicieli z różnych dziedzin i segmentów Majdanu – dowódców, kucharzy, pracowników IT, prawników, artystów – pełne spektrum. Zbieramy także historie osób, które nie były fizycznie na Majdanie – mamy np. kilka historii od dziewczyn, które pracowały wówczas jako organizatorki-menedżerki, „siedziały na słuchawkach” i zajmowały się organizacją pomocy, zbieraniem pieniędzy, zakupem niezbędnych rzeczy. Stąd mamy jedną niesamowitą historię. Dziewczyna, która w Kijowie koordynowała zbiórkę pomocy, umówiła się przez telefon z lwowskim radiem na zbiórkę pieniędzy podczas maratonu. Za pieniądze, które ofiarowali słuchacze radia, zakupiony został świetny defibrylator. Lwowianie jak najszybciej dostarczyli go do Pałacu Październikowego (istniał tam wtedy szpital). Lekarze opowiadali później, że za pomocą tego defibrylatora, dostarczonego kilka minut wcześniej, uratowali życie człowieka którego serce przestało bić. Majdan to nie tylko przestrzeń fizyczna, ale również przestrzeń wirtualna, która swoim istnieniem mogłaby uratować realnego człowieka. Takich historii, które można nazwać fenomenalnymi, jest bardzo dużo.

Jakie historie robią największe wrażenie?

Prowadziłam wywiad z wolontariuszką, Liubą Szypowycz, która ukończyła Akademię Kijowsko-Mohylańską i pracowała w Nowym Jorku jako specjalista IT. Gdy rozpoczęły się wydarzenia na Majdanie Liuba natychmiast zaczęła pomagać, nieznane jej osoby ze wszystkich zakątków świata zaczęły przekazywać jej pieniądze na potrzeby Majdanu. Przez jej ręce przechodziły duże kwoty i duże zamówienia. Zakres pomocy zwiększał się w okresie zaostrzenia starć. W Nowym Jorku Liuba wraz z grupą aktywistów stworzyła organizację społeczną „Razem”, która pomogła uregulować stosunki ze służbą podatkową. Dzięki temu mogła chodzić do pracy według indywidualnego harmonogramu i, można tak powiedzieć, bez przerwy pracowała na potrzeby Majdanu. Po Majdanie ich organizacja nadal niesie pomoc – teraz już rodzinom, które ucierpiały na Wschodzie. Miesiąc temu nagrywałam z nią wywiad w Kijowie. Wtedy właśnie ona rzuciła swoją perspektywiczną pracę w Nowym Jorku i na własny koszt zgodziła się pracować w Odessie, tworzyć elektroniczną administrację. A to tylko jeden przypadek.

Jest też inna historia. Pewnego razu otrzymałam telefon z propozycją nagrania wspomnień. Zaproponowałam przyjazd do nas, ponieważ nie nagrywamy rozmów telefonicznych. Mężczyzna bardzo chciał, aby go wysłuchać. Był to rencista, który mieszkał w Kijowie, na imię miał Oleksandr. Gdy zaczął się Majdan, zadecydował, że za swoją rentę będzie kupował jedzenie i przynosił je na Plac. Tak też zrobił. Gdy do Kijowa zaczęli zjeżdżać się ludzie z różnych regionów kraju, zgłosił się, aby zakwaterować u siebie kilku z zachodniej Ukrainy. Przez cały czas mieszkało u niego jakieś 10 osób. „Gotowałem im kolację, oni wracali późno, wychodzili rano. Gdy zaczęły się siłowe starcia, często zostawali na Majdanie również w nocy. Grzeczne, porządne chłopaki” – opowiadał. Przypomina sobie, że jednego wieczoru otwiera drzwi do ich pokoju, żeby życzyć dobrej nocy, a oni wszyscy klęczą na kolanach i się modlą. „To mnie poruszyło do głębi duszy. A następnego dnia jednego z nich zabili” – powiedział mi, a następnie się rozpłakał. Dla niego był to bardzo trudny temat, musiał się nim z kimś podzielić.

Jaki jest cel tego archiwum? Dla kogo będzie ono dostępne?

Obecnie najważniejsze jest, aby stworzyć publiczne archiwum – aby historycy, socjologowie, psychologowie i inni eksperci mogli z niego korzystać. Chcemy, aby było to archiwum elektroniczne, zawierające dobrej jakości nagrania wideo, aby w razie potrzeby mogli z niego korzystać również pracownicy telewizji. Jednocześnie chcemy nagrania konwertować, aby były dostępne on-line na jakichkolwiek urządzeniach. Obecnie szukamy możliwości wcielenia tych planów w życie. W przyszłości chcemy opublikować serię książek – pierwszą z nich planujemy wydać w drugą rocznicę Majdanu. Na razie trwają nad nią prace.

Wciąż toczy się śledztwo w sprawie wydarzeń na Majdanie. Czy Instytut udziela niezbędnych informacji?

W ramach inicjatywy „Majdan SOS” działają prawnicy, którzy współpracują w ramach śledztwa. Spotykaliśmy się z nimi podczas różnych okazji, jeszcze przed pierwszą rocznicą Majdanu. Wiedzą, że jesteśmy otwarci i gotowi pomagać. Na razie nie było jednak żadnych wniosków w tej sprawie.

Inicjatywa Instytutu to nie jedyne działanie w celu zachowania wspomnień Majdanu. Czy różne projekty współpracują ze sobą?

Jest m.in. „Fundusz zachowania historii Majdanu”. Współpracujemy z nim od lata zeszłego roku. Wiemy, że dotychczas nagrali 120 wywiadów – wymieniamy się nagraniami. Fundusz współpracuje z europejskimi uczelniami wyższymi, jest wstępne porozumienie, że kopia archiwum znajdzie się na Uniwersytecie w Bremie. Trwają negocjacje także z innymi uniwersytetami. Jest nadzieja, że uda nam się znaleźć pieniądze i stworzyć platformę on-line dla projektu. Spodziewamy się, że na podstawie naszego archiwum zostanie nakręcone wiele filmów, opracowane wiele naukowych i popularno-naukowych artykułów. Być może na podstawie niektórych historii ktoś napisze nawet książkę.

Rozmawiała Myrosława Iwanyk

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

 

Share Button

A. Jaceniuk oczekuje zbliżenia Ukrainy z NATO

Share Button
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

Kijów, 22 września, UNN. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk wyraził nadzieję, że podczas najbliższego szczytu NATO w Warszawie, zaplanowanego na 2016 rok zostaną podjęte decyzje dotyczące zbliżenia Ukrainy i NATO.

Przypomiał, że podczas szczytu Paktu w Bukareszcie (2008r.) ustalono, że „drzwi do NATO pozostaja otwarte dla Ukrainy”. „Mam nadzieję, że na kolejnym szczycie to oświadczenie zostanie poparte konkretnymi decyzjami (…) przyjdzie dzień, gdy Ukraina stanie się 29-tym członkiem Sojuszu” – powiedział Jaceniuk.

Na podstawie: unn.com.ua

 

Share Button

Ukraina i NATO podpisały umowę ws. partnerstwa w sferze komunikacji

Share Button
Йенс Столтенберг та Петро Порошенко вітають керівників груп рятувальників які приймають участь у навчаннях Fot. polukr.net
Йенс Столтенберг та Петро Порошенко вітають керівників груп рятувальників які приймають участь у навчаннях/Fot. polukr.net

Kijów, 22 września, UNN. Sekretarz generlany NATO Jens Stoltenberg i szef RNBO Ukrainy Ołeksandr Turczynow podpisali w Kijowie „mapę drogową” w sprawie budowania partnerstwa w sferze komunikacji strategicznej.

Z kolei podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkinem została podpisana umowa o stworzeniu przedstawicielstwa NATO w Ukrainie, a także umowa o zacieśnieniu współpracy wojskowo-technicznej.

Przebywający z wizytą na Ukrainie sekretarz generalny NATO spotkał się także z prezydentem Petro Poroszenką. „Ukraina potrzebuje nie tyle broni, co gwarancji własnego bezpieczrństwa” – powiedział Poroszenko podczas spotkania ze Stoltenbergiem.

Prezydent Ukrainy i sekretarz generalny NATO podczas wizyty we Lwowie wzięli udział w ćwiczeniach służb ratowniczych które odbywają się na polbliskim poligonie.

Na podstawie: unn.com.ua

 

Share Button

Ukraińska koalicja: stare choroby i chroniczna nieodpowiedzialność

Share Button
Fot. rada.gov.ua
Fot. rada.gov.ua

Głosowanie w Radzie Najwyższej w sprawie dymisji wicepremiera Wałerija Woszczewskiego (15 września), który dobrowolnie złożył podanie o rezygnację po tym, jak większość parlamentarną opuściła Partia Radykalna Ołeha Ljaszki, po raz kolejny każe postawić pytanie czy istnieje jeszcze de facto koalicja o hucznej nazwie „Europejska Ukraina”. Z trzech prób odwołania Woszczewskiego najbardziej udaną była ta, gdy na tablicy pojawiła się liczba 216 – tylko 10 głosów mniej, niż ilość potrzebna do podjęcia decyzji.

Ołeh Ljaszko pochwalił się, jak europejsko zachowuje się jego partia, odwołując ze stanowisk w rządzie i parlamencie swoich przedstawicieli po wyjściu z koalicji. Radykałowie nie głosowali jednak za odwołaniem Woszczewskiego. Ani jednego głosu „za” nie oddała także frakcja Ogólnoukraińskiego Zrzeszenia Batkiwszczyna. Mimo, że kolejna „zbuntowana” frakcja – Samopomoc – tym razem uczciwie naciskała na przyciski do głosowania, trzy nieudane próby dały powód do oświadczeń, że koalicja nie funkcjonuje.

By Rada Najwyższa działała efektywnie, władza powinna więc albo zgodzić się na przedwczesne wybory, albo na szeroką koalicję –  większość z udziałem frakcji Bloku Petra Poroszenki, Frontu Ludowego, byłych regionałów z Bloku Opozycyjnego itd.

Brak parlamentarnej większości

Problem efektywności obecnej większości parlamentarnej istnieje od samego początku jej zawiązania. Gdy 27 listopada 2014r. w Radzie Najwyższej prawnie zalegalizowano „Europejską Ukrainę”, w jej skład weszło pięć ugrupowań: Blok Petra Poroszenki, Front Ludowy, Samopomoc, Batkiwszczyna i Partia Radykalna – łącznie 302 głosy, czyli większość konstytucyjna, wystarczającą nawet do zmiany ustawy zasadniczej. Już wówczas było jednak zrozumiałe, że na jedność koalicji nie warto liczyć.

„Frakcje wchodzące w skład koalicji są bardzo różne. Trzeba uczciwie powiedzieć, że z pięciu ugrupowań zawsze znajdzie się jedno, które zajmuje szczególną pozycję. Ale łączna liczba głosów daje możliwość tej lub innej frakcji aby wstrzymać się od głosowania. Taki wizerunek łodzi, gdzie czterech wiosłuje, a piąty strajkuje” – opisał parlamentarną większość wiosną tego roku szef frakcji Bloku Petra Poroszenki – Jurij Łucenko, który był pierwszym koordynatorem koalicji. Zdarzało się, że „strajkowały” nawet dwie frakcje. Jedną z nich była prawie zawsze Partia Radykalna Ljaszki. Towarzystwa dotrzymywały jej Samopomoc lub Batkiwszczyna, czasami także nie udawało się zebrać razem poszczególnych skrzydeł Bloku Petra Poroszenki lub Frontu Ludowego.

2 marca, podczas głosowania w sprawie pakietu ustaw niezbędnych do otrzymania kredytu od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (uchwalone dopiero za piątym razem), frakcja Ljaszki blokowała trybunę domagając się dymisji szefowej Narodowego Banku Ukrainy – Wałerii Hontariewej. Przeciw wystąpiła też partia Julii Tymoszenko, ponieważ ustawy przewidywały zmniejszenie wypłat socjalnych oraz emerytur. Z kolei 2 lipca radykałowie demonstracyjnie opuścili salę sesyjną razem z Samopomocą na znak protestu przeciw uchwaleniu zmian do ustawy o prokuraturze.

„Na dzień dzisiejszy koalicja nie istnieje. Jest koalicja z Blokiem Opozycyjnym, jest koalicja z innymi odłamami Partii Regionów, – oświadczył wówczas przedstawiciel „Samopomocy – Jegor Soboliew. Z drugiej strony zastępca przewodniczącego Rady Najwyższej – Oksana Syroid – która została wybrana na deputowanego z listy Samopomocy, zapewniła dziennikarzy, że frakcja z szeregów koalicji wychodzić nie zamierza. To właśnie Syroid z czasem stała się jednym z największych krytyków reformy konstytucyjnej, która formalnie doprowadziła do wyjścia z koalicji Partii Radykalnej. Samopomoc wykluczyła następnie ze swoich szeregów pięciu deputowanych, którzy wbrew decyzji partii poparli zmiany do konstytucji razem z Blokiem Petra Poroszenki, Frontem Ludowym oraz Blokiem Opozycyjnym. Partia pozostaje wciąż w składzie koalicji, tylko czy na długo?

Wymogi przedwyborcze „chwiejnych koalicjantów”

Na posiedzeniu rady koordynacyjnej w Radzie Najwyższej Ukrainy 14 września br. przewodniczący frakcji parlamentarnej Samopomocy, Ołeh Bereziuk, przedstawił szereg wymogów, po spełnieniu których ugrupowanie nie przejdzie do opozycji. Przedstawiciele partii mera Lwowa, Andrija Sadowego, domagają się zmian kadrowych w Prokuraturze Generalnej, Sztabie Generalnym, Ministerstwie Obrony i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, a także natychmiastowego przekazania służby celnej pod wspólne zarządzanie brytyjskich lub szwajcarskich spółek, wymiany kadr w sądach wyższych i sądach apelacyjnych oraz przeliczenia opłat komunalnych.

Zwłaszcza opłaty komunalne to gorący temat, który może ostatecznie pogrążyć koalicję. Przed wyborami lokalnymi, kiedy porozumienia nie znaczą nic, a partyjne notowania wszystko, pozyskać wyborców jest znacznie łatwiej poprzez krytykę rządu niż przebywanie w pobliżu rządu lub prezydenta. Bardzo trudno wytłumaczyć zubożałym mieszkańcom konieczność wprowadzenia w kraju rynkowego systemu użytkowania i opłat za nośniki energii – łatwo z kolei oświadczyć, że opłaty za gaz muszą być mniejsze, niż ustalone przez działający na niekorzyść narodu rząd.

Ugrupowanie byłej „gazowej księżniczki”, Julii Tymoszenko, właśnie potrzebą natychmiastowego uregulowania kwestii zawyżonych opłat za gaz tłumaczy swój sprzeciw w sprawie dymisji wicepremiera Woszczewskiego, a także w ogóle w sprawie jakichkolwiek innych punktów porządku dziennego. Taktyka Tymoszenko jest zrozumiała. Po długim upadku Batkiwszczyna znów notuje wzrost poparcia, korzystając z mniejszego zaufania wyborców do Prezydenta, Premiera i ich poszczególnych partii. W takich warunkach przedwczesne wybory to właśnie to, czego trzeba Tymoszenko dla powiększenia swojej reprezentacji w szeregach władzy. Jeśli koalicja nagle zgodzi się na ustępstwa i zaakceptuje warunki Batkiwszczyny w sprawie obniżenia opłat komunalnych, Tymoszenko jednoznacznie zapisze to na konto swoich zasług i przekuje w głosy podczas wyborów lokalnych 25 października.

O „niezdolności rządu do kontrolowania sytuacji w sektorze energetyki” oświadczył nawet sam Wałerij Woszczewski, wzywając do odwołania całego Gabinetu Ministrów. Sam nie widział w tym nic dziwnego, dopóki jeszcze pracował w rządzie. Niemniej jednak jeśli głosowania w sprawie jego odwołania nadal będą kończyć się niepowodzeniem, Woszczewski ma szanse zostać opozycyjnym wicepremierem w rządzie koalicyjnym, z czego żartował przewodniczący Rady Najwyższej Wołodymyr Hrojsman.

W żart swoje przejęzyczenie obrócił też Ołeh Ljaszko, który z parlamentarnej trybuny stwierdził, że „Partia Radykalna przez dziewięć miesięcy sumiennie pracowała w opozycji”. Teraz przechodząc już oficjalnie w szeregi opozycji radykałowie razem z wciąż będącymi członkami koalicji Samopomocą i Batkiwszczyną obwiniają Bloku Petra Poroszenki i Frontu Ludowy o współpracę z byłymi regionałami.

Szerokie perspektywy i ich retroperspektywa

Dotychczas najbardziej znanym głosowaniem z zaangażowaniem deputowanych Bloku Opozycyjnego oraz innych imigrantów z szeregów Partii Regionów było rozpatrzenie zmian do konstytucji w części poświęconej decentralizacji. Są podstawy by uważać, że w zamian za udzielone wsparcie regionałowie „zdobyli” organizację wyborów lokalnych w szeregu miast i powiatów w Obwodach Donieckim i Ługańskim, gdzie wcześniej planowano pozostawić w mocy jedynie administracje wojskowo-cywilne, m.in. w Mariupolu, gdzie jeden ze sponsorów Partii Regionów – Rinat Achmetow – posiada wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe (wśród nich kombinat metalurgiczny im. Lenina) i jest zainteresowany kontrolowaniem władzy miejskiej.

Domagając się „pilnego ponownego rozpatrzenia wysokości opłat komunalnych”, a jednocześnie sprzeciwiając się realizacji tego populistycznego postulatu (a przecież będą jeszcze inne), wewnętrzna opozycja sama popycha trzon koalicji w kierunku poszukiwania nowych głosów poza jej szeregami, czyli w tych środowiskach, które po Rewolucji Godności miały haniebnie znaleźć się na marginesie historii. W podobnej sytuacji znaleźli się w przeszłości zwycięzcy Pomarańczowej Rewolucji. W wyniku konfliktu pomiędzy Blokiem Julii Tymoszenko i Naszą Ukrainą najpierw zapomniano o zagrożeniu rewanżem ze strony pokonanych „niebieskich”, a potem podsycano sytuację, angażując wczorajszych oponentów do walki z wczorajszymi sojusznikami.

Bezpośrednio tyczy się to znów Julii Tymoszenko, która obwinia duet Poroszenko-Jaceniuk o uzurpację władzy. W okresie swojej drugiej kadencji na stanowisku premiera w latach 2007-2010 Tymoszenko nie gardziła jednak uzgodnieniami z regionałami i ich satelitami. Znaleziony po ucieczce Janukowycza w rezydencji w Międzygórzu projekt porozumienia na temat podziału władzy pomiędzy Blokiem Tymoszenko i Partią Regionów na najbliższe 20 lat, przygotowany przed wyborami prezydenckimi w 2009r., już w pełni szokuje cynicznością.

Warto przypomnieć: po tym, jak koalicja sił demokratycznych w Radzie Najwyższej w grudniu 2007r. powołała Tymoszenko na stanowisko premiera minimalną możliwą ilością głosów (226), większość parlamentarna Naszej Ukrainy i Bloku Julii Tymoszenko istniała tylko na papierze. W praktyce dla realizacji interesów rządu Tymoszenko angażowała przedstawicieli innych frakcji, m.in. właśnie regionałów, a zwłaszcza komunistów, którzy oddawali niezbędne głosy na rzecz uchwalenia budżetu państwowego, chociaż nie oddali żadnego głosu w sprawie wotum nieufności dla Gabinetu Ministrów.

Krążyły pogłoski, że za każde „głosowanie” Partii Komunistycznej odwdzięczano się kwotami z dużą ilości zer – nie na darmo frakcję komunistów nazywano posiadaczem „złotej akcji” w ukraińskim parlamencie. Wiadome jest, że przedstawicielom Komunistycznej Partii Ukrainy i Bloku Litwina rozdawano wówczas hojnie stanowiska we władze wykonawczej oraz innych strukturach państwowych. Sam Ołeh Ljaszko, który wtedy był członkiem Bloku Tymoszenko, przyznał, że „żeby zachować rząd, trzeba było używać wszystkich środków”. Dzisiaj głosowanie, a dokładniej sprzeciw Partii Radykalnej oraz Batkiwszczyny stawia ich również po stronie regionałów.

„Jesteśmy świadkami stworzenia w Radzie Najwyższej szerokiej opozycji” –  powiedział przewodniczący frakcji Bloku Petra Poroszenki, Jurij Łucenko, po niepowodzeniach w sprawie dymisji wicepremiera z Partii Radykalnej. Łucenko zapewnił wówczas: „Panowie oligarchowie, nie uda się wam rozwiązać Rady Najwyższej. Parlament będzie pracował – z Woszczewskim i bez Woszczewskiego, z radykałami i bez radykałów – będzie pracował dla Ukrainy!”.

Szefowie Bloku Petra Poroszenki i Frontu Ludowego zmartwieni są nie na żarty dysfunkcjonalnością koalicji oraz żądaniami wczorajszych sojuszników, by ogłosić przedwczesne wybory, których chciałby także Blok Opozycyjny oraz inni eks-regionałowie. Chodzi nie tylko o wyjście z koalicji Partii Radykalnej Ljaszki oraz zagrożenie wyłamaniem się Batkiwszczyny i Samopomocy. Pęknięcie pojawiło się też wewnątrz Frontu Ludowego, do którego należy grupa sympatyków Ihora Kołomojskiego, właściciela grupy „Prywat”. Krążą pogłoski o zbliżeniu Kołomojskiego z Arsenijem Jaceniukiem wobec pewnych konfliktów biznesowych z ludźmi Prezydenta. Zdaniem politologa Serhija Tarana to właśnie Kołomojski najaktywniej wśród wszystkich byłych zwolenników władzy destabilizuje sytuację na Ukrainie, dążąc do przedwczesnych wyborów. Oprócz środków parlamentarnych możliwe jest zastosowanie pewnej „dźwigni” poza parlamentem – z zaangażowaniem sił prawicowo-radykalnych, paramilitarnych i innych adeptów „trzeciego majdanu”. Strzały i wybuchy już widzieliśmy – czy to w Mukaczewie, czy 31 sierpnia pod Radą Najwyższą.

Władza, aby zachować w parlamencie konieczną większość, prowadzi intensywne prace na rzecz zbliżenia z wczorajszymi regionałami – grupami „Odrodzenie” oraz „Wola Narodu”. Zachęca też do współpracy niektórych członków „chwiejnych frakcji” (dlatego Samopomoc wykluczyła ze swojej partii aż pięciu deputowanych) i przeciąga na swoją stronę deputowanych z frakcji Ljaszki.

Na rezultat tych działań nie trzeba było długo czekać: deputowany Partii Radykalnej i były dowódca batalionu „Ługańsk-1” Artem Witko oświadczył, że nie będzie wychodził z koalicji parlamentarnej i skrytykował własną frakcję za opozycyjne zachowanie. Ołeh Ljaszko nazwał następnie Witkę „tuszą, która sprzedała się dla pieniędzy” i obwinił Prezydenta o przeciąganie na swoją stronę deputowanych. Według informacji niektórych środków masowego przekazu głosować razem z koalicją zamierzają także inni członkowie Partii Radykalnej: Andrij Artemenko, Złata Ogniewicz, Ihor Popow, Olena Koszeliewa i Denis Sylantiew.

Można tym samym przypuszczać, że zachowana zostanie większość w Radzie Najwyższej i przedwczesnych wyborów nie będzie.

Dyscyplina to podstawa

Na różnych sposobach łapówkarstwa i pacyfikacji deputowanych ludowych większość w Radzie Najwyższej utrzymywała się także za czasów Janukowycza. Nie mówi to dobrze o obecnej władzy, wybranej już po Rewolucji Godności. Dlatego też jej notowania zmierzają w podobnym kierunku jak notowania poprzedniej władzy.

Tak naprawdę istnieje możliwość efektywnej pracy w parlamencie, nie tylko bez Partii Radykalnej Partii, ale również bez 19 deputowanych Batkiwszczyny. Nawet przy takim rozkładzie większość parlamentarna będzie liczyć ponad 250 głosów, wystarczająco, aby podejmować wiążące decyzje. Aby tak się stało, deputowani ludowi powinni sumiennie wykonywać swoje obowiązki i stawiać się na posiedzenia plenarne parlamentu. Tymczasem w decydujących momentach przy większości nazwisk pojawia się symbol „nieobecny”. W niewiele lepszym przypadku deputowany wpisał się na listę obecności, ale błąka się po korytarzach i bufetach zamiast głosować w Radzie Najwyższej.

Podczas najbardziej „licznego” głosowania w sprawie dymisji Woszczewskiego nieobecnych było 22 deputowanych Bloku Petra Poroszenki, kolejnych 13 nie głosowało. Spośród deputowanych Frontu Ludowego odpowiednio 10 i 4 osoby. Nieobecnych było też dwóch deputowanych Samopomocy. Pięćdziesięciu deputowanych poza swoim miejscem pracy – czy to aby nie za dużo dla koalicji, która niesie ciężar odpowiedzialności za przetrwanie kraju w czasie wojny i kryzysu, która odpowiada za uchwalenie pilnych reform?

Rzecz jasna w poprzednich kadencjach Rady Najwyższej bywało podobnie, ale wystarczyło, aby „dyrygent” Czeczetow dał znak i na tablicy pojawiało się nawet więcej niż wymagane 226 głosów. Wyjaśnienie jest oczywiście proste – parlamentarni „pianiści” głosowali wówczas za swoich trzech-czterech sąsiadów, co zapewniało pozytywny wynik przy nieobecności prawie połowy parlamentarnej koalicji. Po zmianie władzy z tej haniebnej praktyki w końcu zrezygnowano. Teraz obecność każdego deputowanego jest więc nie tylko obowiązkiem, ale również istotnym czynnikiem wpływającym na skuteczność prac parlamentu.

Niestety widzimy obraz wielkiej nieodpowiedzialności. Kolejny raz upewniamy się także, że w ukraińskich realiach demokracja zwykle oznacza brak kontroli.

Dmytro Lychowij

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Weszły w życie zmiany dotyczące małego ruchu granicznego

Share Button
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Z dniem 20 września weszły w życie zmiany wniesione do umowy pomiędzy rządami w Polsce i na Ukrainie dotyczące zasad funkcjonowania małego ruchu granicznego.

Zmiany przewidują, że mieszkańcy strefy przygranicznej mogą otrzymać pozwolenie na uproszczone przekroczenie granicy z prawem do przebywania w strefie przygranicznej drugiego państwa przez okres 90 dni (za każdym razem od momentu przekroczenia granicy), a nie jak dotychczas 60 dni.

Opłata za złożenie i rozpatrzenie pierwszego wniosku wynosi 20 euro, każdy kolejny jest bezpłatny. Od opłaty zwolnieni są emeryci, osoby niepełnosprawne i dzieci do 18 roku życia.

Zmiany wprowadzają również możliwość udziału osób zewnętrznych w czynnościach związanych z obsługą wydawania przez konsulaty zezwoleń małego ruchu granicznego. Zniesiono również obowiązek posiadania ubezpieczenia zdrowotnego podczas pobytu w strefie przygranicznej.

Modyfikacje umowy są rezultatem umowy podpisanej prze prezydentów Polski i Ukrainy pod koniec zeszłego roku.

Na podstawie: inlviv.net, kuriergalicyjski.com, rp.pl

Share Button

Ukraina odzyska kontrolę powietrzną nad Morzem Czarnym

Share Button
NATO
Fot. pl.wikipedia.org

Ukraina ma zamiar skorzystać z pomocy NATO w odzyskaniu kontroli nad przestrzenią powietrzną nad Morzem Czarnym, którą utraciła po aneksji Półwyspu Krymskiego przez Rosję.

Szef misji Ukrainy przy NATO, Jegor Bożok, zaznaczył, że w chwili zajęcia Krymu przez Rosję, Ukraina straciła stację kontroli ruchu lotniczego, która zapewniała nadzór nad ruchem lotniczym i kierowanie nim nad całym Morzem Czarnym.

„Aby przywrócić pełną zdolność do kontroli  przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwa już wkrótce rozpocznie się pilotażowy projekt dotyczący przyłączenia Ukrainy do projektu NATO w zakresie  regionalnego bezpieczeństwa lotniczego. Odbyło się już kilka wizyt ekspertów i określono obiekt, który będzie włączony do tego systemu” – poinformował Bożok.

Podkreślił, ze Ukraina nie straci na to ani kopiejki własnych pieniędzy, ponieważ zrozumiałe jest, że państwo ma na co wydawać pieniądze, a projekt zostanie sfinansowany przez sojuszników. Zostaną do tego wykorzystane wieże już istniejące w innych miejscach Ukrainy, które będą zmodernizowane i doposażone odpowiednią techniką.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Trwa blokada granicy z Krymem

Share Button
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Krymscy Tatarzy wspierani przez członków „Prawego Sektora”, tak jak zapowiadali, rozpoczęli blokadę przepływu towarów pomiędzy Krymem i lądową częścią Ukrainy. W niedzielę 20 września rozpoczęła się bezterminowa akcja blokady transportu ciężarowego przewożącego produkty i towary na terytorium Półwyspu Krymskiego. Akcję zainicjował Medżlis krymskotatarskiego narodu.

W ciągu nocy i dnia granicy administracyjnej pomiędzy Krymem i Ukrainą w obwodzie chersońskim nie przekroczyła ani jedna ciężarówka, niektórzy kierowcy rezygnują ze stania na punktach kontrolnych i wracają na Ukrainę, inni pozostali na granicy w nadziei na jej przekroczenie.

Rzecznik prasowy Państwowej Służby Granicznej Ukrainy podkreślił, że sytuacja na granicy z Krymem jest spokojna. Samochody osobowe bez przeszkód poruszają się na Krym i z powrotem, podobnie jak samochody ciężarowe, które nie posiadają żadnego załadunku.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Swoboda i Prawy Sektor: małżeństwo z rozsądku?

Share Button
Fot. dt.ua
Fot. dt.ua

Na Ukrainie, gdzie idee nacjonalistyczne nadal „płyną w głównym nurcie”, na półtora miesiąca przed wyborami lokalnymi rysuje się ważny alians. Najpierw lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz na swoim profilu Facebook stanął w obronie przedstawicieli Swobody, aresztowanych po akcie terrorystycznym 31 sierpnia pod Radą Najwyższą. „Pomimo niektórych rozbieżności, należy przezwyciężyć rozdrobnienie ruchu nacjonalistycznego. Tylko tak można powstrzymać represje oraz stać się motorem walki o wolność, sprawiedliwość i dobrobyt Ukraińców” – stwierdził lider PS. Niedługo później, 14 września, lider Ogólnoukraińskiego Zrzeszenia Swoboda Ołeh Tiahnybok, w trakcie ulicznego protestu swojej partii pod Departamentem Śledczym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, poinformował, że odbył z Jaroszem rozmowę w sprawie zjednoczenia i uzgodnił, aby szczegółowo pomysł ten omówić już po operacji chirurgicznej, której jeszcze tego samego dnia poddał się szef Prawego Sektora.

Wcześniej Prawy Sektor oświadczył, że nie wystartuje samodzielnie w wyborach lokalnych 25 października. Tiahnybok zamierzał więc zaproponować Jaroszowi, by niektórzy przedstawiciele Prawego Sektora wystartowali z list Swobody, a zjazd poparł jego propozycję. Wcześniej obie siły polityczne de facto rywalizowały ze sobą, konkurując o ten sam fragment elektoratu wyborczego. Synergia wysiłków Swobody i Prawego Sektora może stać się ważnym czynnikiem w ukraińskiej polityce, która przechodzi okres nowej radykalizacji i opozycyjnej działalności ulicznej.

Jakich wyników można spodziewać się po wspólnej kampanii wyborczej Swobody i Prawego Sektora do organów samorządowych i czy możliwa jest długoterminowa współpraca pomiędzy dwiema partiami nacjonalistycznymi? Na te pytania specjalnie dla portalu polukr.net odpowiadają ukraińscy eksperci.

 

Wadym Karasiow – politolog, dyrektor Instytutu Globalnych Strategii w Kijowie

Prokuratura tworzy dobry PR dla Swobody. Wspierają ją także nacjonaliści z Prawego Sektora…

KARASEV_polittech.org

Myślę, że to zabieg polityczny skierowany przeciwko merowi Lwowa, Andrijowi Sadowemu. Cała ta historia ma zmniejszyć poparcie Sadowego i jego partii, a w rezultacie nie pozwolić mu na utrzymanie władzy we Lwowie. Dlatego przed zbliżającymi się wyborami lokalnymi próbuje się sztucznie podnieść notowania nacjonalistycznej Swobody, dla której Lwów jest przecież matecznikiem.

Dobry PR tworzy Swobodzie prokuratura. Wspierają ją także nacjonaliści z Prawego Sektora. Wiem, co mówię. To właśnie dlatego władza rozkręciła taką kampanię. Gdyby naprawdę komuś zależało na tym, żeby zniszczyć Swobodę, to wtedy Tiahnyboka po wydarzeniach z 31 sierpnia nie zaproszono by do udziału w talk show, szczególnie na kanale „Inter”.

Ostap Krywdyk – politolog, działacz społeczny

Działacze Swobody to doświadczeni politycy – mają silną strukturę instytucjonalną i mogą wykorzystać sytuację, żeby wchłonąć konkurentów…

12006139_10152958050601707_1109577773124029812_n

Byłoby błędem utożsamianie nacjonalistycznego elektoratu Swobody z elektoratem Prawego Sektora, motywacji ludzi głosujących na Prawy Sektor z motywacją głosujących na Ogólnoukraińskie Zrzeszenie Swoboda. Prawy Sektor odziedziczył po Swobodzie elektorat protestu – powiedzmy, że z elementem nacjonalizmu. Te 11% Ukraińców, którzy głosowali na Swobodę w wyborach parlamentarnych w 2012r., nie było tylko i wyłącznie nacjonalistami. W mojej opinii nacjonalistyczny elektorat na Ukrainie, zwłaszcza teraz, wynosi co najwyżej 4%. Dlaczego? Bo dochodzi do reinterpretacji pojęcia „nacjonalizm”.

Po pierwsze, to problem ideologiczny. Swoboda to etno-nacjonaliści, a Prawy Sektor raczej nacjonaliści obywatelscy, a przynajmniej PS nie stawia czynnika etnicznego na pierwszym miejscu – wśród bojowników i aktywistów Prawego Sektora jest wiele osób rosyjskojęzycznych. Swoboda zorientowana jest bardziej na kwestie etniczne. Przypomnijmy sobie chociażby Panią Farion i jej „czarujące” występy publiczne, które moim zdaniem w dużej mierze przyczyniły się do sytuacji w Donbasie i na Krymie. Swoboda nie wykluczyła ze swoich szeregów Iryny Farion bo to właśnie jest ideologia partyjna. Natomiast Prawy Sektor nie wplątuje się w dyskusję o języku. Dlaczego? W obliczu wojny, gdy większa część mieszkańców Ukrainy wykorzystuje język rosyjski, bazować na kwestii językowej, opierać się na rządach 76% etnicznych Ukraińców to zachowanie archaicznie i nieodpowiednie. To właśnie sprzyja rozdrobnieniu i konfliktowi wewnętrznemu, a nie zjednoczeniu.

Po drugie, propozycja współpracy wyborczej, skierowana przez Swobodę do Prawego Sektora, może mieć motywy polityczne. Konsekwencją może być wchłonięcie jednej siły politycznej przez drugą. Swoboda ma znaczące poparcie w niektórych regionach, a gdy członkowie Prawego Sektora dostaną się z jej list do rad lokalnych i zostaną w pewnej części członkami jej frakcji, może nastąpić moment wyboru. Część ludzi już opuściła Prawy Sektor, np. z partii odszedł dowódca Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego (UKO PS) Andrij Stempickyj. Działacze Swobody to doświadczeni politycy, a ich partia ma silną strukturę instytucjonalną. Mogą spróbować wykorzystać tych ludzi, na których skupia się obecnie uwaga opinii publicznej, aby powoli wchłonąć konkurentów.

Z drugiej strony istnieje narracja, że Prawy Sektor musiał „wpisać się” w zamian za aresztowanego przedstawiciela Swobody – Syrotiuka. Ale czy to oznacza, że Prawy Sektor jest gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność za granat pod Radą Najwyższą? Na to pytanie powinna jeszcze paść właściwa odpowiedź.

Ołeksandr Palij – politolog, konsultant polityczny

Trudno będzie im zdobyć odpowiednią ilość głosów w nadchodzących wyborach – podczas wyborów lokalnych ważne są zupełnie inne priorytety, a elektorat ma inne oczekiwania…

1234263_874962469247031_2449885379259113733_n

Nie chodzi o nacjonalizm. Swoboda to partia, która bazując na ideologii prawicowej, używa radykalizmu dla zwiększenia swoich notowań. Prawdziwi ukraińscy nacjonaliści z szacunkiem odnosili się do państwowości, na pierwszym miejscu stawiali interesy państwa, a nie własne. Nigdy nie rzuciliby granatem w ukraińskiego żołnierza ani nie przyczyniali się na każdym kroku do anarchii, jak robi to Ogólnoukraińskie Zrzeszenie Swoboda i niektórzy działacze Prawego Sektora. W rzeczywistości mamy do czynienia z anarchicznymi ugrupowaniami radykalnymi. Jeśli w obecnych warunkach zamierzają razem wystartować w wyborach to niech to zrobią – będzie to dla nich dobrą lekcją.

Do niedawna poziom poparcia dla Swobody nieustannie spadał. Wtedy to miały miejsce zamieszki z 31 sierpnia. W istocie Tiahnybok po prostu szuka ratunku, łącząc siły z Prawym Sektorem. Myślę, że będzie im trudno zdobyć odpowiednią ilość głosów w nadchodzących wyborach. Podczas wyborów lokalnych ważne są zupełnie inne priorytety, a elektorat ma inne oczekiwania.

W dodatku notowania Swobody w wyniku zaistniałej sytuacji z „ich” prokuratorem generalnym Machnickim uległy dalszemu spadkowi. Przez cztery miesiące swojej działalności, w kluczowym momencie po Rewolucji Godności, prokurator generalny należący do Swobody nie zrealizował nic, czego żądali ludzie i co obiecywała sama partia.

Serhij Taran – politolog, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Demokracji

Nie warto przeceniać wpływu nacjonalistów w dość liberalnym społeczeństwie ukraińskim…

s.taran

Należy zrozumieć, że „nisza nacjonalistyczna”, w takim ujęciu, jak interpretują ją Swoboda i Prawy Sektor, to maksymalnie 5-7% wyborców, o czym świadczy 1,5% wynik Prawego Sektora w poprzednich wyborach i fakt, że Swoboda w ogóle nie znalazła się w parlamencie. Oczywiście w warunkach zaostrzenia sytuacji może pojawić się zapotrzebowanie na siły radykalne, ale nie warto przeceniać wpływu nacjonalistów w dość liberalnym społeczeństwie ukraińskim. Społeczeństwo może być liberalne, może być patronackie, ale nie może być nacjonalistyczne w takiej formie, w jakiej widzą je zagraniczni obserwatorzy. Gdyby teraz miały odbyć się wybory do Rady Najwyższej to startując samodzielnie Swoboda i Prawy Sektor nie przekroczyłyby progu wyborczego. Startując razem całkiem możliwe jest, że w jakimś zakresie ta współpraca się uda. Ich alians będzie miał jednak tylko regionalne podłoże. Obecnie Swoboda ma znaczne problemy z poparciem nawet na terenie Obwodu Lwowskiego, gdzie tradycyjnie cieszyła się dużą popularnością. Swoboda skompromitowała siebie dochodząc do władzy – nie była w stanie zaproponować żadnej jakości.

Obecnie poziom poparcia Swobody nawet w takim regionie jak Lwów wynosi około 4,5%. Pojedynczo, ale nawet razem, Swoboda i Prawy Sektor nie mają przed sobą dużych perspektyw. Chodzi jednak o to, że stoją za nimi poważni sojusznicy – oligarchowie, m.in. Kołomojski, który będzie działał na rzecz destabilizacji sytuacji, aby tylko odbyły się przedwczesne wybory do parlamentu. Sojuszniczką nacjonalistów może być też Julia Tymoszenko, która także jest zainteresowana destabilizacją sytuacji, i możliwe, że również przedwczesnymi wyborami. Jeśli określać perspektywy dla Swobody i Prawego Sektora, to trzeba przyznać, że partie mogą odnieść sukces pod warunkiem, że połączą swoje wysiłki z innymi siłami politycznymi, które domagają się przedwczesnych wyborów. Nie jest to niestety najlepsze rozwiązanie dla Ukrainy, ale najwyraźniej Swoboda i Prawy Sektor będą stawiać właśnie na to.

Wołodymyr Fesenko – politolog, szef Centrum Stosowanych Badań Politycznych PENTA

Po wydarzeniach z 31 sierpnia Swoboda traci część swojego poparcia, ale dzięki sojuszowi z Prawym Sektorem może coś ugrać…

cd0b65cf8d4312d4fccb3e3037d1fb26

W polityce ukraińskiej nie ma sojuszy długoterminowych. Ciężko wskazać przykłady trwałej, systemowej i bezkonfliktowej współpracy partii politycznych. Nie jestem pewien czy współpraca Swobody i Prawego Sektora będzie trwała. W tym przypadku uważam, że chodzi o sytuację Swobody. Z pewnością partia ma pewne powiązania ideologiczne z Prawym Sektorem, ale w decyzji o ich współpracy [w wyborach lokalnych] nie odgrywa żadnej roli fakt, że obie partie są nacjonalistyczne. Liczy się następująca kwestia: Dmytro Jarosz zrozumiał (o czym mówił zresztą w wywiadzie), że nie kontroluje niektórych regionalnych organizacji Prawego Sektora. Istnieje tym samym ryzyko manipulacji procesem układania list Prawego Sektora, co może oznaczać, że partii nie uda się zostać poważną organizacją polityczną, realną partią ogólnoukraińską.

Dlatego też Jarosz nie zgodził się wziąć na siebie odpowiedzialności politycznej za samodzielny udział jego partii w wyborach lokalnych. Kolejny raz dowodzi to słabości Jarosza jako „klasycznego” polityka. Myślę jednak, że niektórzy przedstawiciele Prawego Sektora zostaną przeciągnięci na inną stronę i wystartują do rad lokalnych. Tych, którzy będą mieli jakąś szansę w określonych regionach i okręgach, będą przyciągać do siebie UKROP lub Swoboda.

Jeśli mówić o perspektywach Swobody, to myślę, że po wydarzeniach z 31 sierpnia i kolejnych aferach partia utraci część swojego poparcia. Dzięki sojuszowi z Prawym Sektorem może coś ugrać, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, gdzie ostatnio Prawy Sektor znalazł pewną niszę elektoratu. Zgodnie z niektórymi sondażami na PS gotowych było tam zagłosować nawet 10% wyborców. Poparcie dla Swobody było mniejsze.

Jednak tej kwestii warto przyjrzeć się raz jeszcze. Czy wyborcy, którzy rozczarowali się Swobodą i byli gotowi zagłosować na Prawy Sektor, teraz zgodzą się poprzeć Swobodę z działaczami Prawego Sektora w jej szeregach? Wydaje mi się, że ta prawicowa nisza radykalna będzie dzielona przede wszystkim między Swobodą i Ukropem. Dzięki temu więcej może ugrać Ukrop, zwłaszcza na terenach zachodnich obwodów. Część wyborców tego nurtu po prostu nie pójdzie zagłosować. Efekt zobaczymy w postaci wyborczych rezultatów, ale myślę, że ten sojusz [Swobody i kandydatów Prawego Sektora] znacząco zwiększy szanse Ogólnoukraińskiego Zrzeszenia Swoboda.

Jeżeli w wyniku poprzednich wyborów lokalnych w niektórych obwodowych, powiatowych oraz miejscowych radach zachodniej Ukrainy Swoboda uzyskała większość, nawet choćby jednoosobową, to teraz takiej sytuacji nie będzie. Żadna siła polityczna nie uzyska większości, chyba że z kilkoma wyjątkami, ale nie na zachodniej Ukrainie. W wyborach do rady obwodowej w Obwodzie Dniepropietrowskim może np. zwyciężyć Blok Opozycyjny, uzyskując więcej niż 50%.

Na zachodniej Ukrainie jest jeszcze Samopomoc i inni konkurenci, w tym nowe siły polityczne. Poza tym wiele osób rozczarowało się działaniach partii Tiahnyboka nie tylko na poziomie centralnym, ale również w miejscach, gdzie Swoboda była siłą rządzącą i była odpowiedzialna np. za niepowodzenia w gospodarce komunalnej. Te wybory to przede wszystkim wybory lokalne, ogólnoukraińskie rankingi partii nie mają tutaj takiego znaczenia jak w przypadku wyborów parlamentarnych.

 

Przygotował: Dmytro Lychowij
Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Polski ambasador anonsował trzy spotkania Poroszenki i Dudy

Share Button
Fot. prezydent.pl
Fot. prezydent.pl

Prezydenci Polski i Ukrainy Petro Poroszenko i Andrzej Duda mają zamiar do końca 2015 roku odbyć trzy spotkania.

O tym w czasie obrad media-klubu powiedział dziennikarzom ambasador RP na Ukrainie Henryk Litwin, donosi wz.lviv.ua powołując się na Ukrinform.

„Mogliśmy zauważyć przerwę w spotkaniach na najwyższym szczeblu, ale było to związane z wyborami prezydenckimi w Polsce. Teraz spotkania staną się częstsze, do końca roku 2015 zaplanowano trzy spotkania prezydentów” – powiedział dyplomata.

Zauważył, że ostatnie półtora roku potwierdziły, że stosunki między Ukrainą i Polską mają bardzo wysoki poziom. „I wzmocniły się w czasie wojny” – powiedział Litwin.

Ambasador dodał, że pierwsze spotkanie prezydentów odbędzie się w ramach Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a kolejne w Kijowie i Polsce.

Wypowiadając się na temat oskarżeń w polskich mediach, że stosunki między krajami ostatnio stały się chłodniejsze, Litwin powiedział, że po wzmocnieniu dialogu na najwyższym szczeblu, które odbędzie się w ciągu kilku miesięcy, „nikt nie będzie pamiętał, że w dialogu miała miejsce jakaś pauza”.

Tekst ukazał się na łamach portalu Wschodnik.pl

Share Button

Polski model rozwoju wsi może mieć zastosowanie na Ukrainie

Share Button
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

Kijów, 20 września, UNN. Polska to doskonały przykład tego, jak polityka rozwoju obszarów wiejskich i przyciągania inwestycji może prowadzić do modernizacji wsi – powiedział minister rolnictwa Ukrainy, Oleksij Pawlenko.

„Europejski fundusz rozwoju polskiej wsi jest jednym z najbardziej udanych i ciekawych modeli rozwoju gospodarki wiejskiej w Unii Europejskiej, który może być zastosowany także na Ukrainie. Chcemy, aby nasze rolnictwo stało się wysokotechnologicznym i atrakcyjnym dla młodzieży. Polski dorobek i doświadczenia są tu niezwykle ważne” – powiedział ukraiński minister.

Ukraińskie media zwracają uwagę, że eksport produktów rolnych w Polsce wzrósł pięciokrotnie w ciągu ostatnich 10 lat.

Na podstawie: unn.com.ua

Share Button