poniedziałek, 15 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 201)

polukr

19 października odbędzie się spotkanie szefów państw w formacie normandzkim

Share Button

Spotkanie Angeli Merkel, Francois Hollande’a, Petra Poroszenko i (najprawdopodobniej) Władimira Putina odbędzie się w Berlinie. Ustalenia te są efektem telefonicznych rozmów pomiędzy przywódcami zainteresowanych państw.

Głównym tematem rozmów w Berlinie ma być skłonienie Rosji do wykonania postanowień porozumień z Mińska. Jak na razie nie ma jednak stuprocentowej pewności, czy prezydent FR pojawi się w Berlinie, jako że sekretarz prezydenta FR, Dmitrij Pieskow stwierdził podczas rozmów, że „do 19 października zostało mało czasu, ale prace trwają”.

Prezydent Ukrainy zwrócił uwagę na zasadność wypracowania wspólnego stanowiska UE i Ukrainy wobec zaplanowanego na 20-21 października br. szczytu Rady Europejskiej w Brukseli podczas którego zostaną omówione założenia strategii działań wobec Rosji.

Wiadomo, że przed spotkaniem w pełnym składzie mają odbyć się także trójstronne rozmowy pomiędzy przywódcami Ukrainy, Niemiec i Francji.

Poprzednie spotkanie w formacie normandzkim miało miejsce w maju br.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

W Doniecku zginął prorosyjski bojownik DNR „Motorola”

Share Button

W niecały miesiąc od śmierci Jewhena Żylina, założyciela zorientowanej prorosyjsko charkowskiej organizacji sportowej „Opłot”, zamordowanego w Moskwie, w niedzielę 16 października wieczorem w Doniecku zginął także Arsenij Pawłow, ps. „Motorola”.

„Motorola” poniósł śmierć w wyniku wybuchu bomby, podłożonej w windzie bloku w którym mieszkał. O dokonanie ataku przedstawiciele DNR oskarżyli bliżej nieokreśloną grupę dywersyjno-rozpoznawczą z Ukrainy, podobnie jak w przypadku wszystkich innych bojowników, którzy zostali wyeliminowany w okupowanym terenie Ukrainy. Ukraińskie MSW zaprzeczyło, jakoby miało coś wspólnego z tym incydentem.

„Motorola” brał aktywny udział w działaniach zbrojnych na Donbasie w ramach tzw. „sił zbrojnych” DNR. Był podejrzewany o dokonanie zabójstwa co najmniej kilku ukraińskich jeńców wojennych oraz tortury.

Źródło: Volunteer Info

Share Button

Ukraińska radykalna prawica a sprawa polska

Share Button

Powstanie nowej partii na Ukrainie pod nazwą Korpus Narodowy zapewne bardzo szybko zostanie szeroko komentowanym wydarzeniem w Polsce, głównie w kręgach skrajnie prawicowych. Dla jednych posłuży za kolejny powód do zaostrzenia kursu wobec „radykalizującej się” Ukrainy i jako dowód na słuszne podejście polskich władz w sprawie polityki historycznej. Dla innych z kolei będzie tylko kolejnym mało znaczącym epizodem ukraińskiego życia politycznego, cechującego się dużym rozbiciem i fragmentaryzacją. Jest jednak kilka faktów, których nie można zignorować, a z których jak najszybciej należy wyciągnąć wnioski.

Według krytyków, wielu żołnierzy pułku „Azow” odwołuje się do skrajnie prawicowej ideologii. W Internecie wielokrotnie publikowano zdjęcia niektórych z nich, którzy fotografowali się w otoczeniu symboliki nazistowskiej. Takie same oskarżenia kierowane są wobec byłego dowódcy pułku, a obecnego lidera Korpusu Narodowego Andrija Biłeckiego, który jeszcze jako kierownik organizacji „Patriota Ukrainy” również uważany był za zwolennika ideologii neonazistowskiej, a nawet rasistowskiej (od czego obecnie się odcina, mówiąc do dziennikarzy, iż „bycie ukraińskim nacjonalistą dzisiaj to wierzyć w wartości, a nie rasowe zabobony”). Z kolei w wywiadzie udzielonym 28 września br. dla portalu Liga.net Biłeckij wypowiedział się też o Stepanie Banderze: „Bandera był megaaktualny w XX wieku. Wtedy był współczesny, aktualny i aktywny – odpowiadał na aktualne wyzwania XX w. Ale teraz są inne problemy i inne wyzwania”.

Można zresztą nadmienić, iż utworzenie „Patrioty Ukrainy” było dla Biłeckiego sposobem przeciągnięcia na swoją stronę członków Socjal-Narodowej Partii Ukrainy, którzy sprzeciwiali się łagodzeniu linii programowej ugrupowania i jego transformacji na Wszechukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”. Przed utworzeniem „Patrioty”, Biłeckyj był członkiem i kierownikiem charkowskiego ośrodka Wszechukraińskiej organizacji „Tryzub” im. Stepana Bandery.

Jak stwierdza Swjatosław Chomenko w swoim artykule dla ukraińskiego wydania BBC nowa formacja będzie musiała mocno rywalizować o wyborców z istniejącymi już ugrupowaniami. Jednak Biłeckyj oficjalnie deklaruje, że nie planuje na chwilę obecną współpracy ze Swobodą. We wspomnianym już wywiadzie dla Liga.net, Biłeckyj tłumaczy powody dla takiej decyzji: „w jej osobie [Swodoby – przyp. red] mamy do czynienia z powierzchowną formą nacjonalizmu – z jego aspektem kulturowo-waciakowo-wyszywankowym [symbolem ukraińskiego patriotyzmu jest wyszywanka, natomiast waciak odzwierciedla jego zacofaną wizję – przyp. red.], który obecnie jest nieaktualny i karykaturalny”. Można zakładać, iż Korpus Narodowy oraz CK „Azow” posiadają silną bazę na wschodzie i centrum Ukrainy. Natomiast na zachodzie silniejsza jest wciąż Swoboda. Kolejnym elementem, który poniekąd różni obie formacje, to fakt większej obojętności do Bandery ze strony Azowa, jednak i jedni i drudzy szanują tak Banderę, jak i Konowalca czy Szuchewycza.

Czytaj więcej o powstaniu nowej formacji politycznej Korpus Narodowy – tutaj.

Gdyby brać pod uwagę preferencje wyborcze Ukraińców przez pryzmat ostatnich wyborów, to radykalna prawica mogłaby liczyć na ok. 5% poparcia, z czego ok. 3-4% byłoby i tak w rękach Swobody. Nowa partia jest zresztą póki co marginalna. Z innego punktu widzenia pojawienie się nowej, radykalnej formacji można uznawać za dalsze osłabienie tego środowiska politycznego. Trzeba jednak brać pod uwagę inne fakty. Po pierwsze, rezultaty ostatnich wyborów nie mogą służyć za żaden fundament dla budowania nowych prognoz. Po drugie – tocząca się wojna zmienia bardzo wiele, a jeszcze więcej mógłby zmienić frontalny atak rosyjski, podobnie zresztą jak pogłębienie się chaosu w kraju lub taka lub inna forma nowej „rewolucji”. Po trzecie natomiast formacja „Azow” jest do dnia dzisiejszego jednym z najlepszych oddziałów wojskowych.

Co ciekawe, w relacji Chomenka na zjeździe założycielskim Korpusu Narodowego zdecydowana większość delegatów, ubrana bardziej jak kibice lub w mundurach, nie miała nawet 30 lat. Na stoiskach przed salą obrad zakupić można było prace teoretyków ukraińskiego nacjonalizmu, prawicowe czasopisma,, książkę o operacji w Szyrokine, tj. o pułku Azow oraz koszulki z symbolem pułku – krytykowanym w związku z faktem jego wykorzystywania przez nazistowskie Niemcy.

Chodzi o heraldyczny symbol Wolfsangel, czyli z języka niemieckiego: „wilczy hak”, a który sami żołnierze pułku uznają za symbol „idei nacji” (w taki właśnie sposób ideologowie Azowa go wyjaśniają: przecięcie litery „I” (idea) oraz „N” (nacja). Można też wspomnieć, iż ten znak był wykorzystywany od 1991 roku przez socjal-narodowców, którzy zresztą jego pojawienie się w ukraińskiej tradycji tłumaczą na w swojej własnej interpretacji mitologicznej.

W całej sprawie jest pewien polski kontekst. W tym samym czasie kiedy tworzą się zręby nowej siły politycznej na Ukrainie w dniach 14-16 października br. w Rzeszowie i Przemyślu odbywa się międzynarodowa konferencja pt. „Skrzyżowania historii: sojusze i pokrewieństwa w Europie Środkowo-Wschodniej w XX wieku”. Honorowy patronat nad tym wydarzeniem objął Prezydent RP. Wśród szeregu ludzi świata nauki, mediów i polityki jest wielu gości z zagranicy, w tym i Marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński. Ukrainę reprezentują natomiast dwie postacie: dr Jewhenij Biłonożko oraz dr Oleksandr Maslak . Obaj panowie znają się, mają ze sobą wiele wspólnego światopoglądowo w obszarze relacji polsko-ukraińskich oraz blisko ze sobą współpracują.

Maslak nie tylko wszedł obecnie do rady nowej partii, ale już wcześniej był jednym z głównych analityków sztabu Korpusu Cywilnego „Azow”, czyli organizacją pozarządową przy pułku Azow. I obecna formacja polityczna Korpus Narodowy, i Korpus Cywilny „Azow” odwołują się do swojego dorobku w Prawym Sektorze (PS). Oprócz tego, starają się włączać poszczególnych członków PS do prac Korpusu Narodowego. Wiadomo bowiem, iż Prawy Sektor przeżywa wewnętrzny kryzys, który stał się szczególnie ostry po odejściu jego lidera Dmytra Jarosza.

Można również prowadzić dokładniejsze analizy na temat ideologicznego wpływu tzw. „tradycjonalistów”, m.in. członków Ukraińskiego Klubu Tradycjonalistycznego (Українського традиціоналістичного клубу) oraz tzw. „konserwatystów”, a mianowicie: Ołeksandra Maslaka, Ołeny Semenjaky i Ihora Zahrebelnoho oraz innych członków nowej partii na jej działania i formowanie. Na przykład Nazar Krawczenko, zastępca Biłeckiego, stwierdza w jednym wywiadzie, iż członkowie Korpusu Narodowego są „tradycjonalistami, patriotami i nacjonalistami”. Ciekawym w tym kontekście może być fakt, iż do ukraińskiego spadku myśli konserwatywnej Maslak i Zahrebelnyj wliczają nie tylko Wiaczesława Łypyńskiego, ale i Dmytra Doncowa, ponieważ dla nich „czynny nacjonalizm” Doncowa jest ukraińską wersją ogólnoeuropejskiej „rewolucji konserwatywnej”. Biorąc powyższe pod uwagę, w tym zwłaszcza przeszłość założycieli Korpusu Narodowego, ideologia nowej formacji może być dosyć barwna, jednak na pewno inkorporować będzie koncepcje Doncowa. Będą one wykorzystywane do formacji ideologicznej nowych członków. Należy dodać, iż dzieła Doncowa są w ten sam sposób wykorzystywane przez Swobodę.

Nie można też nie wspomnieć, iż Ołena Semeniaka i Ołeksander Masłak oprócz wspólnych działań w Ukraińskim Klubie Tradycjonalistycznym mają na swoim koncie publikacje na stronie Falangeoriental.blogspot.com (na której znajduje się wiele nazistowskich i rasistowskich materiałów) oraz zaangażowanie we wspólnotę „Intertradycjonalizm” (Інтертрадиціоналізм), łączącej wiele różnych środowisk „tradycjonalistycznych”. Warto podkreślić, że Semeniaka początkowo w swoich pracach naukowych często cytowała i stawiła tezy odwołujące się wprost do prac Aleksandra Dugina (głównego ideologa Putina i twórcy koncepcji neo-eurazjatyzmu), jako jednego z przedstawicieli tradycjonalistycznej myśli. Semeniaka i Masłak i nadal współpracują, jednak teraz jednoznacznie i mocno krytykują Dugina, w tym za jego ukrainofobię i rosyjski szowinizm.

Innymi słowy, chcąc nie chcąc – bo zapewne jest to decyzja organizatorów konferencji, polska polityka wiąże się z tą ukraińską, ale na jednym, bardzo wąskim odcinku. Ołeksandr Maslak to politolog Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, stypendysta Fundacji imienia Krzysztofa Skubiszewskiego i częsty gość ukraińskiego kanału „112 Ukraina” (o którym mówi się na Ukrainie, iż należy wciąż do byłego ministra spraw wewnętrznych z końca rządów Wiktora Janukowycza, tj. Witalija Zaharczenka, co jest trudne do udowodnienia od strony formalnej, jednak częstymi gośćmi na antenie są politycy Bloku Opozycyjnego, a do tego stacja regularnie emituje kontrowersyjne materiały). Jego wyraźniejsze pojawienie się w polskiej przestrzeni informacyjnej to artykuł „Kicz polsko-ukraińskiego pojednania” oraz wywiad dla „Naszego Dziennika”, cytowanego przez portal wPolityce.pl, w których krytykował dotychczasowe relacje polsko-ukraińskie zdominowane przez liberałów po obu stronach granicy, w tym i ukraińską politykę historyczną, podkreślał jak ważna jest Polska dla Ukrainy oraz potrzebę budowy sojuszu regionalnego w postaci Międzymorza. Wpisuje się to zresztą precyzyjnie w to, co chcą słyszeć nasze elity w Warszawie, natomiast nie odzwierciedla to zupełnie szerszej opinii publicznej na Ukrainie.

Nie sposób nie dostrzec, iż aktywność doktora Maslaka w Polsce nie do końca pokrywa się jednak z tym, co postuluje na Ukrainie. Ugrupowanie polityczne, w którego radzie zasiada, opowiada się przeciwko integracji Ukrainy z Unią Europejską oraz Sojuszem Północnoatlantyckim, a dążyć chce do budowy regionalnej alternatywy, tj. Międzymorza wraz z Polską i państwami bałtyckimi. Sam Maslak natomiast występuję za szerszym sojuszem, do którego miałyby należeć także: Bułgaria, Ruminia, Serbia, Czechy, Słowacja, a nawet Białoruś (jego artykuł na portalu Banderivets.org.ua pt. „Międzymorze – pomiędzy projektem a realnością” (Міжмор’я – між проектом та реальністю), powołując się przy tym na słowa prezydenta RP). Owo Międzymorze w wariancie wspieranym przez partię Maslaka ma być jednak przede wszystkim sojuszem militarnym, a główną rolę odgrywać ma w nim Ukraina. Stoi to w sprzeczności z polskim, ale i ukraińskim interesem narodowym.

Warto więc zadać pytanie, czy działania z obszaru polityki i geopolityki, które wspierał będzie nad Wisłą przedstawiciel nowej, radykalnej formacji politycznej, nie stoją aby w sprzeczności ze statusem niezależnego eksperta. Oraz czy nie będzie on starał się przekonywać polskich polityków, iż faktycznie jest realna alternatywa dla „upadającej” Unii Europejskiej, którą jego partia tym mocniej będzie wspierać, im szybciej dojdzie do władzy. Powszechnie znanym faktem jest, że w środowisku Korpusu Narodowego ogromną popularność ma idea tzw. „Europy Ojczyzn”, która również popularna jest w polskich kręgach rządowych. Niewykluczone, iż może stanowić to potencjalnie mocny fundament współpracy na poziomie politycznym, a z pewnością jest platformą porozumienia pomiędzy prezentującymi podobne poglądy przedstawicielami niektórych środowisk eksperckich z Ukrainy, a polskimi politykami z PiSu, o których względy zabiega co najmniej kilka bardzo aktywnych na polu polsko-ukraińskim nazwisk z Ukrainy. Przy czym w wielu wypadkach głoszone przez nich poglądy można uznać aż nazbyt zbieżne z polskim prawicowym punktem widzenia, aby mogły być szerzej adaptowalne na Ukrainie czy legitymizować te osoby, jako ukraińskich przedstawicieli szerokich kręgów społecznych.

Po wcześniejszym spotkaniu lidera Platformy Obywatelskiej z przedstawicielem ukraińskiej partii Blok Opozycyjny, zrzeszającej ludzi współtworzących reżim Janukowycza i większość prorosyjskich polityków na Ukrainie, zaangażowanych w wieloletnie schematy korupcyjne, sytuacja dyplomatycznego chaosu na linii Kijów-Warszawa przedstawia się już dosyć niebezpiecznie. Na owym spotkaniu rozmawiano o tragicznym stanie demokracji na Ukrainie, zagrożeniu faszyzmem i łamaniu praw człowieka, czemu obiecał przyjrzeć się były minister spraw zagranicznych Polski Grzegorz Schetyna. Obecnie bardzo blisko polskiego rządu i ogólnie świata eksperckiego i polityki dostają się ludzie prezentujący inne poglądy od Bloku Opozycyjnego, jednak bardziej radykalne, skrajnie prawicowe, których cele polityczne do końca nie są jasne.

Do tego pojawiają się pytania o to, kto finansuje całe przedsięwzięcie nowej partii na Ukrainie. Trzeba pamiętać, iż za Korpusem Narodowym stoi jedna z najlepszych ukraińskich formacji wojskowych – oddzielna jednostka specjalnego przeznaczenia Gwardii Narodowej Ukrainy, która podlega ministerstwu spraw wewnętrznych. Szefem tego resortu jest Arsen Awakow, a nieformalnym dowódcą pułku wciąż pozostaje podpułkownik policji (chociaż formalnie zrezygnował z dowództwa po uzyskaniu mandatu deputowanego w Werchownej Radzie), a obecnie już i lider nowej formacji politycznej Andrij Biłeckyj. W sposób oczywisty ten ostatni zaprzecza jakimkolwiek związkom Awakowa z jego partią, lecz atmosfera pewnej niepewności pozostaje.

Wybory z 2012 roku pokazały, iż właśnie wtedy, kiedy w społeczeństwie narasta rozczarowanie, mogą się oni zwrócić w stronę radykałów. W ten sposób Swoboda, jako jedyna radykalna partia prawicowa dostała się od początku odzyskania przez Ukrainę niepodległości do ukraińskiego parlamentu. Teraz znowu może dojść do podobnej sytuacji, kiedy wyborcy zechcą, aby ktoś zaczął zdecydowane zmiany lub reformy, tym bardziej, że w kraju trwa wojna. Fakt, iż przygotowania pod nowy projekt polityczny trwały miesiącami, w których wielu nowych ukraińskich ekspertów z nią sympatyzujących lub związanych zaczęło częściej pojawiać się w polskiej przestrzeni informacyjnej, mówi bardzo wiele. Partia szuka sojuszników za granicą, ma więc też wielkie ambicje. Owi zagraniczni partnerzy powinni jednak zdawać sobie sprawę z kim chcą owo partnerstwo polityczne czy geopolityczne w regionie budować. Tym bardziej, iż ideologia i aktywność Korpusu Narodowego ukierunkowana jest bardziej na destrukcję istniejącego ładu (w tym i zniszczenia demokracji) oraz na wykorzystanie siły w kraju i za jego granicami.

Dmytro Borysow, Olga Popowycz, Adam Lelonek

Share Button

Nowa partia na Ukrainie: Korpus Narodowy

Share Button

Cywilny Korpus „Azow” (CK Azow) w dniu 14 października br. utworzył partię polityczną pod nazwą Korpus Narodowy. Taka decyzja zapadła na zjeździe założycielskim i podjęło ją 292 delegatów ze wszystkich obwodów Ukrainy. Na czteroletnią kadencję szefa partii wybrany został Andrij Biłeckyj, były dowódca pułku Azow.

Formalnie CK „Azow” przemianował partię „Patriota Ukrainy”, która została założona w grudniu 2015 roku, ale jeszcze pod inną nazwą – Ruch Obywatelski „Uczciwe Sprawy” (Чесні справи). Od marca 2016 do 14 października br. na czele „Patriotów Ukrainy” stał Nazar Krawczenko, naczelnik sztabu CK „Azow”. Oznacza to, iż przygotowania do utworzenia Korpusu Narodowego miały charakter długotrwały i przemyślany.

Na zjeździe założycielskim pierwszym zastępcą Biłeckiego został również Nazar Krawczenko. Jego zastępcą – Mykoła Krawczenko, członek Zarządu Głównego KC „Azow”. Do kierownictwa Korpusu Narodowego weszli m.in.: Ołeksandr Alfiorow, Stepan Hołowko, Ołeksandr Drozdow, Jarosław Honczar, Wiktor Czesak, Ołeksandr Masłak, Dmytro Doroszenko, Ołeh Szyriajew, Rodion Kudriaszow, Maksym Zajczenko, Dmytro Kucharczuk, Stepan Winiar, Serhij Sywaczuk, Natalia Kockowycz. Uczestniczących zjeździe witali pisarz Wasyl Szkljar i muzyk Arsenij Biłodub. Inicjatywa partii została także wsparta przez więźniów władzy komunistycznej i weteranów walki za niepodległość: Lewka Lukjanenka i Myrosława Symczycza.

Jak piszą ukraińskie media, nazwa „Azow” nie pojawiła się ani w dokumentach programowych, ani w symbolice nowej partii, nie mniej jednak wszyscy uczestnicy tego przedsięwzięcia nie ukrywają faktu, iż nowa formacja budowana jest na bazie Korpusu Cywilnego „Azow” powiązanego z pułkiem (aż 5 członków kierownictwa CK weszło do kierownictwa nowej partii). Zgodnie z zapowiedziami lidera, w szeregi partii wejdzie zdecydowana większość aktywistów z tego ostatniego, co ma sprawić, iż partia liczyć będzie co najmniej 10 tys. członków. Co więcej, wśród członków CK „Azow”, którzy weszli w skład Korpusu Narodowego, są także byli członkowie paramilitarnej i nacjonalistycznej organizacji „Patriota Ukrainy”, której liderem był w swoim czasie również Andrij Biłeckyj, ultrasi z różnych miast oraz nawet byli członkowie Socjal-Narodowej Partii Ukrainy (przemianowanej w 2004 roku na Wszechukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”).

Batalion Azow został sformowany w maju 2014 roku w Berdiańsku (obwód zaporoski). Następnie we wrześniu zwiększył on swój skład osobowy i został przeformowany na pułk, a w listopadzie tego samego roku wszedł on w skład Gwardii Narodowej. W maju 2016 pierwszy jego dowódca Andrij Biłeckyj poinformował o planach stworzenia nowej siły politycznej. Pierwszym wydarzeniem Korpusu Narodowego stał się „Marsz nacji”, który przeszedł z pochodniami ulicami Kijowa 14 października, równolegle do konkurencyjnego marszu zorganizowanego przez skrajnie prawicową Swobodę. Marsz Azowa odbył się jednak wspólnie z Prawym Sektorem – przy tym pierwszym szła kolumna z flagami PS.

Program partii wychodzi z założeń ukrainocentryzmu i w swoich postulatach mówi m.in. o stworzeniu warunków dla rozwoju technologicznego i wejścia przez państwo do czwartej rewolucji przemysłowej.

Założenia programowe w polityce wewnętrznej:

  • odnowienie statusu państwa atomowego przez Ukrainę,
  • „gospodarczy nacjonalizm” – oznaczający w praktyce nacjonalizację strategicznych przedsiębiorstw i innych aktywów państwowych, które istniały w momencie uzyskania niepodległości przez Ukrainę,
  • walka o „radykalne zwiększenie dzietności”,
  • ułatwienia w dostępie do broni palnej,
  • wzmocnienie pozycji prezydenta (nadanie mu pełnomocnictwa naczelnego dowódcy i prezesa rady ministrów),
  • utworzenie ukraińskiego legionu złożonego z cudzoziemców,
  • rozbudowanie niskich szczebli administracji państwowej,
  • rozwój ukraińskiej energetyki atomowej,
  • zaostrzenie kar za korupcję i nadużywanie władzy (z karą śmierci włącznie),
  • minimalizacja kar pozbawienia wolności w celu zamieniania jej na prace społeczne oraz rozpoczęcie dyskusji na temat przywrócenia kary śmierci,
  • wprowadzenie możliwości odpłatnej rezygnacji z poboru (suma nie została jeszcze podana), przy jednoczesnym zrzeczeniu się praw wyborczych,
  • całkowity zakaz reklam politycznych w telewizji i nośnikach zewnętrznych.

Założenia programowe w polityce zagranicznej:

  • nie przyłączanie się do „brukselskiej biurokracji”, czyli sprzeciw dla integracji Ukrainy z Unią Europejską,
  • sprzeciw wobec przystąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego,
  • budowanie sojuszy z innymi państwami w „geopolitycznej przestrzeni łączącej Morza Bałtyckie i Czarne”, a głównymi partnerami Ukrainy w formacie Międzymorza mają być dla Ukrainy państwa bałtyckie i Polska,
  • zerwanie Umowy o przyjaźni i stosunkach dyplomatycznych z Rosją (przywrócenie relacji mogłoby nastąpić dopiero po zakończeniu rosyjskiej okupacji Krymu i Donbasu oraz wypłacenia przez Rosję reparacji).

AL, DB, OP

Share Button

Steinmeier: na razie wybory na Donbasie nie są możliwe

Share Button

Według ministra spraw zagranicznych Niemiec, Franka-Waltera Steinmeiera, sytuacja na Donbasie wyklucza możliwość przeprowadzenia wyborów do władz lokalnych.

„Na razie nie można mówić o istnieniu warunków dla przeprowadzenia wyborów, ale to nie oznacza, że nie powinniśmy pracować nad ich stworzeniem” – powiedział szef MSZ Niemiec podczas wystąpienia na forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Dodał, że w działania dla osiągnięcia tego celu powinny być zaangażowane wszystkie zainteresowane strony.

Steinmeier podkreślił, że nie ma alternatywy dla porozumień z Mińska i że należy rozmawiać o wdrożeniu pakietu zmian politycznych, które zostały w nich zapisane.

O pogorszeniu sytuacji na Donbasie w rozmowie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji, Francois Hollandem wspomniał także prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko.

W ciągu ostatniej doby doszło do ponad 30 ostrzał pozycji sił ukraińskich przez prorosyjskich bojowników. W związku z tym po raz kolejny odroczono wycofanie wojsk, m.in. z odcinka wokół Stanicy Ługańskiej.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Zgromadzenie parlamentarne RE: Rosja musi wycofać wojska z Ukrainy

Share Button

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło dwie rezolucje w sprawie Ukrainy. Wzywa w nich do wycofania wojsk rosyjskich z terytorium Ukrainy oraz wskazuje, że wybory w obecnych warunkach są niemożliwe.

W czasie prac nad pierwszą rezolucją dokonano zmiany tytułu z „Polityczne konsekwencje kryzysu na Ukrainie” na „Polityczne konsekwencje agresji rosyjskiej na Ukrainie”. W dokumencie wskazano, że separatystyczny republiku DNR i ŁNR zostały „stworzone, kontrolowane i utrzymywane przy udziale Rosji”.

Druga rezolucja nosi tytuł „Środki zaradcze w przypadku naruszenia praw człowieka na okupowanym terytorium Ukrainy poza kontrolą władz ukraińskich”. Zgormadzenie Parlamentrane RE potępiło wybory do Dumy przeprowadzone na Krymie i odmówiło uznania ich zasadności. Wskazano także na brak możliwości przeprowadzenia wyborów na okupowanym Donbasie w aktualnych uwarunkowaniach.

Źródło: Volunteer Info

Share Button

PGNiG rozmawia o długoterminowych dostawach gazu na Ukrainę

Share Button

Polacy chcą sprzedawać gaz na mocy umowy długoterminowej z Ukrainą. Rozmowy na ten temat trwają. Przełomem będzie uruchomienie Gazociągu Polska-Ukraina.

– Próbowaliśmy namawiać naszych partnerów, czyli państwową spółkę gazową na Ukrainie. Jesteśmy w toku długotrwałych rozmów na temat umowy na dostawy gazu. Trudno mówić jednak o długoterminowym i poważnym wolumenie na sprzedaż, kiedy infrastruktura jest jeszcze w budowie – przyznał w rozmowie z BiznesAlert.pl prezes PGNiG Piotr Woźniak.

12 października podczas konferencji Gaz-Systemu w Warszawie spotkali się przedstawiciele Polski i USA odpowiedzialni za politykę energetyczną. Jej celem było nawiązanie współpracy przy wykorzystaniu istniejącej i planowanej infrastruktury Bramy Północnej – terminalu LNG i Korytarza Norweskiego – w celu zmniejszenia zależności od gazu z Rosji.

– Połączenie z Ukrainą ma znaczenie strategiczne. Dzięki niemu dotrzemy do klientów ukraińskich, ale także do innych klientów na LNG ze Świnoujścia – ocenił Piotr Naimski, Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Gazociąg Polska-Ukraina ma osiągnąć przepustowość 5 mld m3 rocznie w pierwszym etapie, i 8 mld m3 w drugim. Prace po stronie polskiej są praktycznie zakończone, bo były związane z niezależną od projektu modernizacją gazociągów na Podkarpaciu. Ukraińcy mają zacząć budowę w 2017 roku i liczą na wsparcie Komisji Europejskiej.

Zgodnie z informacjami BiznesAlert.pl w konferencji o dostawach LNG z USA wzięli udział przedstawiciele ambasady Ukrainy oraz Naftogazu. Wykorzystanie polskiej infrastruktury do dostaw gazu skroplonego do naszego wschodniego sąsiada pozwoliłoby na zwiększenie jej wykorzystania, a co za tym idzie rentowności.

W sierpniu 2016 roku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo rozpoczęło współpracę z ukraińską spółką ERU Trading w zakresie dostaw gazu ziemnego na Ukrainę. Finalnymi odbiorcami gazu ziemnego są odbiorcy przemysłowi na rynku ukraińskim. Wolumen i cena dostaw nie zostały ujawnione.

Wojciech Jakóbik

Źródło: biznesalert.pl

Share Button

Turkish Stream – nowy sposób na osłabienie pozycji Ukrainy?

Share Button

Od wielu lat Rosja podejmuje rozmaite działania, których celem jest odzyskanie utraconych wpływów w dawnych republikach ZSRR oraz krajach satelickich dawnego bloku komunistycznego. Najczęściej wykorzystuje do tego uzależnienie tych państw od dostaw gazu, a wszelkie próby wyzwolenia się z tych kleszczy powodują poważne reperkusje gospodarcze. Szczególnie doświadcza tego Ukraina. Jej strategiczne położenie, wspólne granice z krajami Unii Europejskiej oraz istnienie poradzieckiej infrastruktury gazowej stanowiło jeden z głównych powodów, które żywotnie interesują władze Federacji Rosyjskiej.

Przeciąganie gazowej nitki

Jeszcze w latach 2004- 2005 ponad 80% gazu eksportowanego do krajów Europy Środkowej i Zachodniej było przesyłanych przez terytorium naszego wschodniego sąsiada. Tocząca się do 1990 roku do chwili obecnej tak zwana „wojna gazowa” służy przede wszystkim ustaleniu nowych porządków ekonomicznych i politycznych między Kijowem i Moskwą.

Ukraina ze względu na swoje położenie geograficzne w Europie zawsze była krajem, w którym krzyżowały się szlaki handlowe biegnące ze wschodu na zachód i z północy na południe. Przez wiele lat istnienia ZSRR wiodły tędy magistrale dostarczające gaz do Europy. Dwa gazociągi o wdzięcznych nazwach „Sojuz” (ros. wspólnota/związek) i „Braterstwo” znajdują się w południowej części Ukrainy. Ich zadaniem jest dostarczenie gazu przez Słowację i Czechy do Austrii. Jednak z każdym rokiem znaczenie tych gazociągów maleje. O ile jeszcze w roku 2010 tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę do krajów Unii Europejskiej wynosił blisko 130 mld m³, to w roku 2015 osiągnął on wolumen zaledwie 64-67 mld m³, czyli zmniejszył się prawie o połowę.

Gazowy bat na Kijów

Ta sytuacja związana jest z eksploatacją istniejącego od 2011 roku gazociągu „Nord Stream”, który dostarcza gaz ziemny magistralą położoną na dnie Morza Bałtyckiego bezpośrednio z Rosji do Niemiec. Budując „Nord Stream” Rosja ominęła „niepokorną” Ukrainę od północy, dzięki czemu zmniejszyła opłaty tranzytowe, będące istotnym źródłem przychodów dla Kijowa. Oznacza to nie tylko poważne straty dla budżetu państwa, ale i ogromne straty polityczne – wpływ Ukrainy na sytuację w regionie znacząco się zmniejszył. Ta trudna sytuacja pogłębi się jeszcze po powstaniu magistrali Nord Stream II, której budowa uważana jest przez wielu analityków za karę nałożoną przez Moskwę na Kijów za zbytnie zbliżenie się z Unią Europejską.

Destabilizacji sytuacji ekonomiczno-politycznej naszego wschodniego sąsiada miał również służyć projekt „South Stream”. Ten gazociąg miał przecinać Morze Czarne i łączyć Rosję z Bułgarią ogromną magistralą o przepustowości 63 mld m³ rocznie. Dalej naziemna część miała prowadzić przez Serbię, Węgry do Słowenii i Austrii. Jego druga nitka miała zostać poprowadzona bezpośrednio przez Grecję do Włoch. Udział francuskiego koncernu w całym projekcie sugerował, że Francja również mogłaby korzystać z dobrodziejstw Gazociągu Południowego.

Projekt „South Stream” spotkał się z negatywnym odbiorem ze strony władz UE w Brukseli. W kwietniu 2014 roku w związku z trwającym konfliktem zbrojnym na wschodzie Ukrainy i po aneksji Krymu, Parlament Europejski przyjął polityczną rezolucję sprzeciwiająca się powstaniu „South Stream” i zalecającą poszukiwania alternatywnych źródeł gazu dla krajów unijnych. Gwoździem do trumny Gazociągu Południowego stała się opinia Komisji Europejskiej z grudnia 2014 roku, w której ogłoszono, że umowy podpisane przez unijne państwa tranzytowe i Rosję są sprzeczne z unijnym prawem. Wtedy to Gazprom ogłosił zamknięcie powyższego projektu i przystąpił do prac nad alternatywnym projektem pod nazwą „Turkish Stream”.

Rosyjska walka o południowy szlak gazowy

Już teraz wiadomo, że prace badawcze wykonane na rzecz South Stream zostaną wykorzystane przy budowie Tureckiego Potoku. Dotyczy to między innymi wyników oceny oddziaływania na środowisko, czy kwestii położenia blisko 660 kilometrów podmorskiej nitki w planowanym korytarzu Południowego Potoku. Europejska naziemna część rurociągu ma mieć długość około 250 km i kończyć się na granicy Turcji z Grecją. Z tego widać jasno, że oferta Turkish Stream skierowana jest również do krajów bałkańskich i południowoeuropejskich.

Na razie Ankara zainteresowana jest powstaniem jednej nitki dostarczającej gaz tylko na krajowe potrzeby. Ma to być uzupełnienie dostaw z już istniejącego gazociągu „Blue Stream” biegnącego również przez Morze Czarne. Gazprom ma inny pomysł. Chciałby wybudować docelowo cztery nitki, dzięki którym mógłby bez problemów tłoczyć 63 mld m³ gazu rocznie. Na rynek turecki miałoby trafić około 14 mld m³ błękitnego paliwa, czyli tyle ile obecnie wynoszą dostawy przesyłane przez ukraińskie magistrale. Pozostały wolumen miałby być zgromadzony w hubie na granicy grecko-tureckiej skąd byłby dalej wysyłany do krajów Unii Europejskiej. Dzięki takiemu rozwiązaniu Rosja będzie posiadała centrum hurtowego obrotu gazem, który nie będzie podlegał przepisom unijnym.

Koniec tranzytu – groźba ekonomiczna i polityczna

Szacuje się, że straty Ukrainy związane z zawieszeniem tranzytu błękitnego paliwa dla Turcji mogą wynieść 300-400 mln $ rocznie. Jeśli plany budowy „Turkish Stream” zostaną całkowicie zrealizowane, wartość utraconych dochodów z przesyłu rosyjskich paliw może się podwoić. Jeśli wolumen przepompowanego gazu przez terytorium Ukrainy spadnie poniżej progu rentowności szacowanego między 35 a 40 mln m³ rocznie, to zdaniem wielu ekspertów będzie to oznaczało powolną śmierć ukraińskiej infrastruktury przesyłowej.

W konsekwencji wycofana z eksploatacji zostanie większa część systemu gazowego co spowoduje wzrost kosztów transportu wewnątrz Ukrainy i przełoży się na podniesienie cen błękitnego paliwa dla odbiorców indywidualnych i sektora przemysłowego. Dodatkowym aspektem w tej sprawie jest jej wymiar międzynarodowy. Odebranie Ukrainie możliwości tranzytu rosyjskiego gazu znacząco osłabi jej pozycję w regionie i pozbawi możliwości nacisku na Rosję. Pozostałym krajom pokaże, że Federacja Rosyjska jest mocnym graczem, który swoje działania planuje z wieloletnim wyprzedzeniem i tak je formułuje, aby zawsze osiągnąć zamierzony efekt – w tym przypadku podporządkowanie i uniezależnienie się od Ukrainy jako kraju tranzytowego.

Gazociągi – narzędzie rosyjskiej polityki

Wszystkie projekty, jakie w ciągu ostatnich 10 lat były realizowane przez Gazprom na północy i południu Europy miały jeden strategiczny cel – stworzenie alternatywnych dróg dostaw gazu do Europy, który obecnie tłoczony jest przez terytorium Ukrainy. Zdaniem niektórych ekspertów to rodzaj kary dla Kijowa za próby zbytniego zbliżenia się do Unii Europejskiej. Koszty takiej interwencji nie grają już tu żadnej roli. Z ekonomicznego punktu widzenia budowa „Turkish Stream” w takiej postaci jaką zaproponowali Turcy, czyli powstanie tylko jednej nitki, jest nieopłacalna. Wartość inwestycji szacowana jest nawet na 1 mld euro. Dopiero wybudowanie dwóch nitek magistrali miałoby realnie zmienić obecną sytuację. Z jednej strony zachwiałoby to gospodarką Ukrainy, z drugiej zaś zapewniłoby minimalną rentowność uruchomionej magistrali poprzez możliwość tłoczenia gazu dalej do Europy Południowej.

Kto ma gaz ten rządzi?

Wprowadzając w życie projekt budowy „Turkish Stream” i rozwijając współpracę z krajami zainteresowanymi powstaniem „Nord Stream II” Rosja buduje nowe sojusze energetyczne. Celem tych działań jest utrudnienie budowania wspólnej, jednolitej polityki energetycznej przez państwa Unii Europejskiej, a co za tym idzie utrudnienie porozumienia z Ukrainą. Dzięki temu Federacja Rosyjska umacnia swoja pozycję na rynku europejskim, zagrażając w ten sposób próbom znalezienia nowych źródeł gazu i dywersyfikacji dostaw. Oznacza to, że zarówno w stosunku do Ukrainy jak i do pozostałych krajów europejskich Gazprom i jego ewentualni następcy przyjmą pozycję dominującego dostawcy surowców energetycznych, mogącego kształtować relacje gospodarczo-polityczne na naszym kontynencie. A to wszystko może wydarzyć się już w 2019 roku. Wówczas wygaśnie umowa między Ukrainą i Rosją na tranzyt gazu do Unii Europejskiej. Jest to też rok, na który zaplanowano oddanie do użytkowania pierwszej nitki „Turkish Stream”.

Roma Bojanowicz

Share Button

Szef BBN: krajom NATO potrzebne są doświadczenia Ukrainy wyniesione z konfliktu na Donbasie

Share Button

Paweł Soloch podczas wizyty w Kijowie stwierdził, że kraje NATO są zainteresowane ukraińskimi doświadczeniami związanymi z konfliktem zbrojnym na Donbasie.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego spotkał się z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenką, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Ołeksandrem Turczynowem oraz ministrem obrony Stepanem Połtorakiem (na zdj.). Wziął również udział w XIII Międzynarodowej Wystawie „Broń i Bezpieczeństwo”.

Podczas spotkań omówiono kwestie związane z sytuacją na Donbasie, a także dwustronnej współpracy w sferze wojskowej i wojskowo-technicznej, w tym dotyczące funkcjonowania Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej LITPOLUKRBRIG.

„Mamy wiele ciekawych i perspektywicznych projektów w sferze obronności, które dotyczą prac w obszarze produkcji uzbrojenia i techniki wojskowej, które pozwolą na podnniesienie zdolności obronnych Polski i Ukrainy” – powiedział po spotkaniu z Pawłem Solochiem szef RNBO Ukrainy, Ołeksandr Turczynow.

biuro2

„Naszym celem jest wspólny punkt widzenia i wspólne rozumienie przyszłości, a także to, by sprawy ukraińskie nie były zapomniane na forum polityki międzynarodowej, tak, aby było jasne, że kwestia bezpieczeństwa Ukrainy to jednocześnie sprawa bezpieczeństwa Polski i krajów bałtyckich – tzw. wschodniej flanki NATO” – powiedział Paweł Soloch.

Na podstawie: rnbo.gov.ua, facebook.com/petroporoshenko, iec-expo.com.ua

Share Button

Film „Wołyń”: między dobrymi chęciami a rzeczywistością

Share Button

Film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, opowiadający o wydarzeniach, jakie miały miejsce w latach czterdziestych XX wieku na Kresach Wschodnich, pomimo wyraźnie dobrych chęci twórców, prawdopodobnie zostanie odebrany jako obraz zdecydowanie antyukraiński.

Już sam początek filmu, jeszcze przed pierwszą sceną budzi wątpliwości. Na ekranie pojawia się bowiem cytat: „Kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie”. Nie jest to prawda i wie to każdy, kto obserwuje debaty, toczące się wokół relacji polsko-ukraińskich przez ostatnie ćwierć wieku. O ile temu tematowi nie poświęcano dotąd wielkich produkcji kinowych, to zbrodnie, popełnione przez ukraińskie podziemie nacjonalistyczne na Wołyniu i Lwowszczyźnie są omawiane i badane, także na forach polsko-ukraińskich i mimo kontrowersji dotyczących kwestii ich oceny czy konkretnych faktów nie można stwierdzić, że temat ten jest nieobecny lub celowo pomijany. Między innymi dlatego ten wstęp wydaje się być niepotrzebnym.

Najpoważniejszym „grzechem” filmu są zbyt daleko idące uproszczenia i szereg niedomówień, w efekcie tworzące taki, a nie inny obraz całości. Wołyń przed wojną jawi się jako kraina dobrosąsiedztwa i przyjaznych relacji pomiędzy Polakami a Ukraińcami. O problemach takich jak (rzekome) zamykanie cerkwi przez ówczesne władze dowiadujemy się z bełkotu pijanego Ukraińca, który pyta o tę sprawę katolickiego księdza (w rzeczywistości, wiele cerkwi nie tyle zamknięto, co zburzono, co miało swój oczywisty wpływ na stosunek ludności prawosławnej i ukraińskiej do Polaków i nie pozostało bez wpływu na dalszy rozwój wypadków). Wypaczonym jest również obraz Wojny Obronnej 1939 roku: co prawda pojawia się postać polskiego żołnierza narodowości ukraińskiej uczestniczącego w kontrnatarciu przeciwko Niemcom, jednak już po chwili ustępuje ona obrazom ukraińskich dezerterów, następnie ukraińskich band torturujących polskich żołnierzy oraz chłopów dokonujących symbolicznego „pogrzebu Polski”. I choć te ostatnie wydarzenia miały miejsce naprawdę, to wielka szkoda, że ponad 120 tysiącom żołnierzy narodowości ukraińskiej, którzy walczyli z niemiecką i sowiecką inwazją we wrześniu 1939 roku poświęcono… 2 lub 3 sekundy. I choć ten film nie dotyczy tematu udziału Ukraińców w obronie Polski, to wydaje się, iż można było lepiej wyważyć te akcenty, skoro już pojawiły się one w filmie.

Niestety, nie brak tu również elementów kuriozalnych: zaliczyć do nich należy obraz doskonale uzbrojonych w broń palną oddziałów ukraińskiej partyzantki (w rzeczywistości, zwłaszcza w 1943 roku nie posiadały one praktycznie broni palnej), licznie eksponowaną symbolikę – zarówno nacjonalistyczną w postaci flag: czarno-czerwonych (praktycznie niewystępujących w tym czasie i błędnie kojarzonych z UPA) czy żółto-niebieskich z centralnie umieszczonym herbem współczesnej (!) Ukrainy czy wreszcie pijanych ukraińskich chłopów uczących się na pamięć „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” (w rzeczywistości, większość ukraińskich mieszkańców Kresów nie potrafiła wówczas czytać ani pisać).

Jako niewątpliwe pozytywy wskazać należy próby pokazania dwuznaczności w ukraińskiej społeczności Wołynia. Służą temu zarówno niektóre postaci, takie jak mąż siostry głównej bohaterki, który nie waha się zabić własnego brata, gdy ten próbuje zmusić go do zbrodni na Polce i jej dziecku, czy zestawienie ze sobą dwóch ukraińskich duchownych z których jeden nawołuje wprost do zbrodni, a drugi przestrzega wiernych przed czynieniem zła. Wątki te, podobnie jak ten dotyczący polskiego odwetu na ukraińskiej ludności cywilnej pozostają jednak wyraźnie na uboczu i pomimo wyraźnie widocznych dobrych chęci twórców, nie wpływają na ogólną wymowę filmu.

W efekcie, obraz, jaki jawi się po obejrzeniu „Wołynia” przeciętnemu widzowi, nieposiadającemu głębszej wiedzy na temat relacji pomiędzy Polakami a Ukraińcami przed i w czasie II wojny światowej wygląda mniej więcej tak: Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie, a gdy zaczęła się wojna, z dnia na dzień Ukraińcy zaczęli nienawidzić, a następnie mordować Polaków – a to uproszczenie jest bardzo daleko idącym. Równocześnie wielką naiwnością byłoby stwierdzić, że takie przedstawienie spraw nie wpłynie na postrzeganie współczesnej Ukrainy przez przeciętnego polskiego widza, nie posiadającego wiedzy na temat aktualnych relacji polsko-ukraińskich czy współczesnej Ukrainy. Aby uniknąć tego efektu, należałoby każdy seans poprzedzić wykładem o historii Polski i Ukrainy ostatnich 100 lat (nierealne) lub założyć, że przeciętny widz sam zdobędzie się na wysiłek postawienia sobie pytań i poszukiwania odpowiedzi (tym bardziej nierealne). I nie chodzi tu w żaden sposób o szukanie usprawiedliwienia dla zbrodni popełnionych na Wołyniu – bo dla takowych usprawiedliwienia nie ma i nie będzie – ale o zrozumienie przyczyn i mechanizmów, które do nich doprowadziły, przede wszystkim po to, by nie doszło do niczego podobnego w przyszłości.

Powyższe nie oznacza rzecz jasna, że filmy dotyczące trudnej historii relacji Polski z Ukrainą czy innymi państwami nie powinny powstawać. Warto byłoby jednak głębiej zastanawiać się nad ich ogólną wymową i możliwym wpływem na współczesność. Możliwe, że w trwającym 150 minut filmie nie dało się inaczej ująć omawianych spraw – może zatem należało się zastanowić nad inną konstrukcją tego obrazu? Być może należałoby wyjść od pytania, czemu służyć mają podobne filmy? Jeśli pokazaniu wydarzeń historycznych, może lepiej byłoby iść w stronę produkcji czysto dokumentalnych?  Pytania te należałoby skierować do twórców tego i kolejnych podobnych produkcji.

Co szczególnie problematyczne w omawianym kontekście – „Wołyń” nie jest filmem dokumentalnym, lecz fabularnym, co wielokrotnie podkreślał sam reżyser. Niestety, najprawdopodobniej w odbiorze większości widzów zostanie uznany właśnie za dokument wiernie oddający wydarzenia historyczne – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, które padło w kilku już wcześniejszych recenzjach „Wołynia” – że każdy zobaczy w tym filmie to, co będzie chciał. Problem w tym, że nieposiadający szerszej wiedzy widz zobaczy i zapamięta obraz pijanych ukraińskich hord mordujących polską ludność Wołynia – i najprawdopodobniej tylko i wyłącznie ten obraz będzie łączył z historią Ukrainy okresu II wojny światowej (postaci ukraińskich „sprawiedliwych” pozostają praktycznie niezauważone). Z kolei środowiska antyukraińskie zobaczą w tym filmie idealny materiał do walki propagandowej, będący koronnym dowodem na „zbrodnicze” podstawy powstania i funkcjonowania współczesnej Ukrainy. I nie dotyczy to tylko Polski, ale także (a może przede wszystkim) Rosji, będącej przecież głównym architektem toczącej się przeciwko Ukrainie wojny w przestrzeni informacyjnej.

O ile prawdą jest, że nie ma dobrego momentu na tego typu film – to w tym wypadku trudno było znaleźć moment gorszy, niż obecnie gdy chyba jak nigdy dotąd, od przetrwania niezależnej Ukrainy zależy także bezpieczeństwo Polski…

Dariusz Materniak

Share Button