Według Giennadija Cziżikowa, prezesa Izby Handlowo-Przemysłowej Ukrainy, dla realizacji projektu Jedwabnego Szlaku 2.0 Ukrainie potrzebne są dodatkowe porty, aby zapewnić możliwość przemieszczenia towarów.
„Zagraniczne firmy, spoglądające na chersońszczyznę patrzą przede wszystkim z perspektywy możliwości logistycznych. Zwłaszcza, jeśli mowa o Jedwabnym Szlaku. To kolosalne możliwości, a nam nie wystarcza możliwości dla rozładunku” – powiedział Cziżikow podczas IX Międzynarodowego Forum Inwestycyjnego w Chersoniu.
Podczas Forum mowa była także o budowie szlaku wodnego pomiędzy Gdańskiem a Chersoniem, jak również o budowie nowego portu morskiego na terytorium obwodu chersońskiego. Rozwiązanie takie usprawniłoby możliwości komunikacji pomiędzy Morzami: Czarnym i Bałtyckim. Odpowiedni projekt został już zaprezentowany inwestorom w Chinach, a nowy port może powstać w rejonie Biłozerskim obwodu chersońskiego.
Ambasador Ukrainy w Polsce w wywiadzie dla agencji UKRINFORM zwrócił uwagę na znaczenie relacji pomiędzy Polską a Ukrainą i wagę strategicznego partnerstwa pomiędzy oboma krajami.
„Polska dla nas jest i będzie szczególnie ważnym partnerem, strategicznym partnerem i jestem przekonany, że nasze relacje będą rozwijać się w pozytywnym kierunku” – powiedział Andrij Deszczyca. Zwrócił uwagę również na znaczenie rozwoju współpracy regionalnej, w której także Ukraina powinna brać aktywny udział, szczególnie w ramach projektów infrastrukturalnych, transportowych, energetycznych czy edukacyjnych.
„Dla nas korzytsnym jest także to, by brać udział w projektach dotyczących sfery bezpieczeństwa. Dobrym przykładem jest tutaj Brygada Litewsko-Polsko-Ukraińska, której sztab znajduje się w Lublinie i która niedawno obchodziła rok swojego funkcjonowania. To dobry przykład tego, jak Ukraina, sama nie będąc członkiem NATO, krok za krokiem wprowadza standardy Sojuszu w swojej armii i rozwija współpracę z krajami członkowskimi” – powiedział ambasador Ukrainy, zwracając równocześnie uwagę na wagę współpracy w sferze przemysłu zbrojeniowego.
Andrij Deszczyca odniósł się także do zbliżającej się premiery filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. „Chcę jeszcze raz podkreślić, że to nie film dokumentalny, ale wizja artystyczna, i co podkreślił sam reżyser – film nie jest „podręcznikiem historii” – powiedział ambasador. Jego zdaniem należałoby rozważyć możliwość stworzenia wspólnego filmu na ten temat.
30 września korespondent agencji prasowej UKRINFORM we Francji, 47-letni Roman Suszczenko zostal zatrzymany w Moskwie. Nikt nie słyszał o jego zatrzymaniu, dopóki w więzieniu Lefortowo Suszczenko nie spotkał się z członkami Komisji Nadzoru Publicznego w Moskwie (HSC).
O zatrzymaniu strona rosyjska nie poinformowała nikogo, ani żony dziennikarza, ani misji dyplomatycznej lub jego pracodawcy. Dopiero 3 października rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) poinformowała, że w Moskwie „w trakcie działań operacyjnych został aresztowany pracownik Głównego Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, płk Roman Suszczenko”.
Rosyjska FSB wszczęła sprawę karną na podstawie art. 276 kodeksu karnego (szpiegostwo).
Premier Ukrainy Wolodymyr Grojman potępił aresztowanie dziennikarza i wezwał społeczność międzynarodową i obrońców praw
człowieka do reakcji, tak, by zapewnić zatrzymanemu bezpieczeństwo. “Ja osobiście potępiam aresztowanie Romana Suszczenko i wzywam społeczność międzynarodową i międzynarodowe organizacje praw człowieka, by mieć na uwadze bezpieczeństwo ukraińskiego dziennikarza i wszystkich innych obywateli Ukrainy, którzy pozostają więźniami politycznymi” – napisał Wołodymyr Hrojsman na swojej stronie na Facebooku.
Premier Ukrainy zauważył, że aresztowanie dziennikarza jest kolejnym dowodem namasowe i systematyczne łamanie praw człowieka przez prześladowania, aresztowania i przesłuchania na bazie spreparowanych zarzutów. HUR MO Ukrainy zaprzeczyło, jakoby zatrzymany był jej pracownikiem, wskazując, że “FSB wszystkich Ukraińców przebywających w Rosji uważa za potencjalnych szpiegów”.
Petro Poroszenko spotkał się z przebywającym z wizytą w Kijowie Donaldem Tuskiem. Przewodniczący Rady Europejskiej wziął udział w uroczystościach 75 rocznicy zbrodni w Babim Jarze.
Tematem rozmów podczas spotkania obu polityków była sytuacja na Donbasie oraz perspektywy realizacji porozumień z Mińska, przede wszystkim w kontekście planowanego na 20-21 października spotkania Rady Europejskiej. „Liczymy na utrzymanie solidarności UE z Ukrainą i dalsze naciski na Rosję” – powiedział Poroszenko. Podziękował również Donaldowi Tuskowi za wsparcie dla Ukrainy.
„UE jest gotowa nadal wspierać Ukrainę w działaniach na rzecz reform i przeciwdziałania agresji” – powiedział Donald Tusk poczas spotkania z prezydentem Ukrainy. Zwrócił również uwagę na pozytywne efekty realizowanych reform, zwłaszcza w sferze korupcji. Mowa była także o ustaleniu terminu kolejnego szczytu UE-Ukraina.
Prezydent Ukrainy wziął udział w uroczystościach poświęconych pamięci ofiar zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej w Babim Jarze.
„Ci, którzy przeżyli II wojnę światową wspominają, że więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych pozbawiano imion i nazwisk, nadając im numery pporządkowe, aby zniszczyć ich godność, a także by zatracić współczucie i poczucie winy za popełnione zbrodnie (…) my, porównując te cyfry, uświadamiamy sobie głębię ludzkiego cierpienia, choć często niektórzy zapominają, że nawet pojedyncza tragedia to jak koniec całego świata… tak jest łatwiej zaczynać kolejną agresję” – powiedział Petro Poroszenko.
„Dziś wiemy, że poczucie bezkarności jest tym, co tylko zaostrza apetyt agresora (…) powinniśmy pamiętać te straszne lekcje przeszłości” – powiedział Poroszenko, nawiązując bezpośrednio do aktualnej sytuacji i konfliktu zbrojnego na Donbasie. „Solidarość wobec rosyjskiej agresji – to inwestycja w bezpieczeństwo silnej i zjednoczonej Europy” – powiedział prezydent Ukrainy.
Babi Jar to wąwoóz położony w obrębie miasta Kijowa. W latach 30. XX wieku było to miejsce rozstrzeliwań więźniów przez NKWD. Jednak do największej zbrodni doszło tam 29 września 1941 roku, gdy Niemcy rozpoczęli trwające do 3 października egzekucje Żydów, zabijając w tym czasie co najmniej 33 tysiące osób. Egzekucje w tym miejscu trwały aż do końca niemieckiej okupacji, a łączna liczba zamordowanych (Żydów, Ukraińców, Polaków, Romów i innych) mogła wynieść ponad 70 tysięcy.
Rosyjski sąd wydał wyrok zabraniający działalności Medżlisu Tatarów Krymskich na terytorium Półwyspu Krymskiego – poinformowało Radio Swoboda.
Rosyjski Sąd Najwyższy w Moskwie odrzucił apelację członków społeczeności tatarskiej, w której domagali się oni przywrócenia funkcjonowania struktur Medżlisu na Krymie. Oficjalnym powodem zakazu działania są oskarżenia o działalność ekstremistyczną, które znalazły się w wyroku sądu na Półwyspie z 26 kwietnia tego roku.
O wysokim prawdopodobieństwie zaistnienia takiego scenariusza informował wcześniej jego przewodniczący, Refat Czubarow.
26 września rosyjskie Ministerstwo Obrony zaprezentowało kolejne nagranie systemu monitorowania przestrzeni powietrznej, które ma dowodzić innej, niż dotąd uznawana wersji wydarzeń z 17 lipca 2014 roku.
Zgodnie z nagraniem, zaprezentowanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej Rosji wraz oraz przedstawicieli Lianozowskiej fabryki elektromechanicznej (która jest producentem kompleksów powietrznej kontroli radarowej), w danym momencie w powietrzu znajdować miały się jedynie trzy samoloty cywilne oraz rosyjski bezzałogowiec Orlan-10.
To kolejna z przedstawianych przez Rosję wersji wydarzeń, które doprowadziły do zestrzelenia malezyjskiego Boeinga 777. Największą popularność zyskała ta, w myśl której MH17 miał zostać trafiony rakietą odpaloną przez ukraiński samolot myśliwski – czemu przeczą ustalenia międzynarodowej komisji jak i opublikowane 26 września nagranie.
Przedstawione nagranie ma wskazywać również na odpalenie pocisku rakietowego zestawu „Buk” z kierunku zachodniego, a więc (rzekomo) z terenów kontrolowanych przez stronę ukraińską.
Jak wiadomo, 28 września międzynarodowa grupa śledczych przedstawiła wynik swoich prac z których wynika, że MH17 został trafiony pociskiem zestawu „Buk”, przetransportowanym z Rosji na terytorium kontrolowane przez prorosyjskich separatystów.
Środa, 28 września. LUBLIN, Polska – Przedstawiciele Gwardii Narodowej stanu Illinois prowadzą dwutygodniowe warsztaty w zakresie prowadzenia operacji wojskowego procesu decyzyjnego dla żołnierzy Dowództwa Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady w Lublinie.
W trakcie okresu nauki, grupa ekspertów pod dowództwem płk Gregory Ota podzieliła się swoimi cennymi doświadczeniami z zakresu skutecznego planowania i prowadzenia operacji reagowania kryzysowego. W pierwszym tygodniu oficerowie i podoficerowie Wielonarodowej Brygady dyskutowali na temat kwestii teoretycznych. W tym tygodniu uczestnicy warsztatów rozwinęli stanowisko dowodzenia w Batalionie Dowodzenia LITPOLUKRBRIG oraz przeprowadzili pozorację fazy poprzedzającej rozwinięcie.
“To zbiorowy wysiłek. Pokazujemy uczestnikom wojskowy proces decyzyjny Armii Stanów Zjednoczonych. Dla celu szkolenia wykorzystujemy realistyczny scenariusz w którym bierzemy pod uwagę każdy szczegół. W trakcie trwania warsztatów personel LITPOLUKRBRIG uczy się od nas, a oficerowie Gwardii Narodowej stanu Illinois uczą się od żołnierzy Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady” – podkreślił płk Gregory Ota.
Według płk Zenona Brzuszko, Dowódcy Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady, warsztaty stanowią owocny wkład w rozwój profesjonalizmu, rozwijanie umiejętności i budowanie wspólnej wizji dotyczącej procesów operacyjnych wśród personelu LITPOLUKRBRIG.
“Dowództwo Wielonarodowej Brygady osiągnie pełną zdolność operacyjną przed końcem bieżącego roku. Będziemy gruntownie oceniani pod względem umiejętności planowania operacji i dowodzenia jednostkami afiliowanymi w trakcie misji. Wiedza i umiejętności naszych partnerów z USA pomagają w dokonaniu analizy procedur LITPOLUKRBRIG, doskonaleniu naszych opracowań i przygotowaniu do oceny w trakcie ćwiczenia „COMMON CHALLENGE”, które będzie miało miejsce w grudniu” – dodał płk Volodymyr Yudanov, zastępca dowódcy Brygady.
Ukraiński Motor Sicz z Zaporoża kojarzy się głównie z silnikami dla rosyjskich śmigłowców Mila i ukraińskich samolotów Antonowa, łącznie ze słynnymi An-124 „Rusłan” i An-225 „Mrija”. Tymczasem firma weszła w kooperację z Diamond Aircraft, austriackim producentem samolotów prywatnych, szkolnych i akrobacyjnych. W ten sposób firma Motor Sicz poszerza swoje kompetencje, poszukując alternatywy dla rosyjskich rynków zbytu które od 2014 roku są dla niej w znacznym stopniu zamknięte.
Zakłady Motor Sicz przez całe dziesięciolecia były głównym dostawcą silników dla rosyjskiego przemysłu lotniczego, przede wszystkim zaś do wszelkich typów śmigłowców. Jednostki napędowe z Zaporoża trafiały zarówno do maszyn transportowych, jak popularny na całym świecie w równym stopniu co karabin Kałasznikowa śmigłowiec Mi-8/Mi-17 czy potężnych Mi-26. Napędzane są nimi również maszyny morskie Ka-27 i Mi-14, jak również szturmowe Mi-24/35 i najnowsze Mi-28 oraz Ka-52. Aneksja przez Rosję Krymu i wspieranie separatystów w Donbasie zamknęły dla zakładów Motor Sicz rosyjski rynek, co stanowi równie wielki problem dla rosyjskich producentów śmigłowców co dla firmy z Zaporoża.
Motor Sicz od kilku lat pracuje nad stworzeniem własnych śmigłowców, obecnie opartych na rozwoju i modernizacji maszyn Mi-8 i Mi-2, jednak jest to długotrwały proces, wymagający też zdobycia miejsca na dość mocno zagospodarowanym przez zachodnich producentów rynku cywilnym. Obecnie głównym źródłem dochodów są dla firmy zamówienia ze strony Sił Zbrojnych Ukrainy, dotyczące remontów i modernizacji śmigłowców Mi-8/17, oraz dostawy silników dla koncernu Antonowa. W tym zakresie znaczącym jest kontrakt dotyczący modernizacji floty ciężkich transportowców An-124, która obejmuje wymianę silników na jednostki nowej generacji produkcji Motor Sicz.
Polska zaprzepaszczona szansa
Jedyną szansą na dalszy rozwój dla firmy Motor Sicz jest dziś wyjście poza ukraiński i szerzej mówiąc, postsowiecki rynek związany z konstrukcjami wywodzącymi się z czasów ZSRR, ich modernizacją i eksploatacją. Przez wiele lat Motor Sicz bezskutecznie starała się o współpracę z polskimi firmami, a przynajmniej znajdującymi się w Polsce, takimi jak PZL-Świdnik czy PZL-Mielec. Pierwsza z wymienionych firm, należąca do włoskiego koncernu AgustaWestland, a dziś Leonardo Helicopter Division, produkowała śmigłowce Mi-2, napędzane produkowanymi na Ukrainie silnikami GTD-350. Dziś produkuje śmigłowce W-3 Sokół, które ze względu na swój potencjał konstrukcyjny wzbudziły duże zainteresowanie firmy Motor Sicz. Włoski koncern nie jest jednak zainteresowany modernizacją Sokoła poprzez wymianę silników na znacznie mocniejsze jednostki napędowe z Zaporoża.
Również PZL-Mielec, należący do śmigłowcowego potentata Sikorsky Aircraft Corporation nie jest zainteresowany kooperacją. Dotyczy to zarówno modernizacji produkowanych niegdyś w Mielcu samolotów An-2 do wersji turbośmigłowej, jak też wznowienia produkcji samolotów rolniczych „Dromader” z nowym napędem. To samo dotyczy wprowadzenia do oferty wersji samolotu An-28/M-28 „Bryza” z silnikami Motor Sicz zamiast stosowanych w nim jednostek napędowych Pratt-Whitney.
Można powiedzieć, że problemem jest w obu przypadkach brak zainteresowania międzynarodowych koncernów, będących właścicielami polskich zakładów. Wynika on prawdopodobnie po części z niechęci do dzielenia się rynkiem. Dlatego Motor Sicz musiała szukać drogi na nowe rynki gdzie indziej.
W poszukiwaniu alternatywnych – Diamentowa opcja
Firma Motor Sicz znalazła producenta chętnego do wykorzystania jej nowoczesnych jednostek napędowych w Austrii. Firma Diamond Aircraft jest znanym na świecie producentem niewielkich samolotów cywilnych: turystycznych, akrobacyjnych i szkolnych, a od pewnego casu również maszyn specjalnych, wykorzystywanych m. in. przez Państwową Służbę Przygraniczną Ukrainy. Producent ma w swojej ofercie gamę maszyn turbośmigłowych – jedno i dwusilnikowych. Są to samoloty dobrze znane w sektorze General Aviation ale też wykorzystywane przez służby mundurowe i szkoły lotnicze.
Jako pierwszy w silnik Motor Sicz został wyposażony nowy, siedmiomiejscowy, jednosilnikowy model samolot Diamond DA50 oblatany w styczniu 2015 roku. Otrzymał on silnik AI-450 o mocy 465 KM, który w różnych wersjach napędza m. in. śmigłowiec Mi-2MSB, będący zmodernizowanym przez Motor Sicz wariantem tej popularnej maszyny, oraz nowy, czeski, dwusilnikowy transportowiec EV-55 Outback, produkowany seryjnie od 2016 roku.
Szkolno-treningowa premiera salonu Farnborough
Samolot Diamond DART-450 na salonie lotniczym Farnborough 2016 – Fot. Juliusz Sabak
Silnik AI-450 stanowi również napęd najnowszego samolotu firmy Diamond, który swoją premierę miał na tegorocznym międzynarodowy, salonie lotniczym w Farnborought, który stanowi jedną z najbardziej prestiżowych imprez tego typu na świecie. Perłą w koronie Diamond Aircraft na tej imprezie była treningowo-akrobacyjna maszyna DART-450, będąca pierwszym tego typu samolotem zbudowanym całkowicie z kompozytów.
Jest to bardzo nowoczesna konstrukcja, wyposażona w fotele katapultowane i system elektronicznego sterowania fly-by-wire z drążkiem umieszczonym bocznie, jak w myśliwcach F-16 czy F-35. Maszyna może występować w wersji akrobacyjnej, szkolno-treningowej lub patrolowo-rozpoznawczej, osiągając prędkość przelotową 429 km/h. Awionika DART-450 to w pełni cyfrowy system Garmin wyposażony w wyświetlacze wielofunkcyjne, a wyposażenie może obejmować wysuwaną z kadłuba głowice obserwacyjną, wytwornice dymu do lotów akrobacyjnych lub inne specjalistyczne wyposażenie.
Zastosowanie ukraińskich silników w tak nowoczesnej konstrukcji uznanego na świecie, zachodniego producenta wskazuje wyraźnie, że Motor Sicz reprezentuje dobry poziom technologiczny przy rozsądnych cenach i kosztach eksploatacji. Otwartą kwestią pozostaje to, czy klienci będą podzielać ten pogląd, czy też zażądają wariantu z napędem firm takich jak Pratt&Whitney. Przykład silników Motor Sicz pokazuje jednak, że ukraińskie firmy mogą skutecznie konkurować na rynkach zachodnich z wielkimi koncernami o ugruntowanej pozycji.
Głośnym echem w rosyjskich mediach odbiła się wypowiedź prezydenta Petra Poroszenki dotycząca budowania wspólnego polsko-ukraińskiego sojuszu energetycznego. Polski MSZ i polscy dziennikarze pominęli ten bardzo istotny szczegół wrześniowej wizyty ministra Waszczykowskiego na Ukrainie. W relacjach z Kijowa dominowały komentarze o politycznym wsparciu dla ukraińskich reform oraz historyczne kwestie z czasów II Wojny Światowej.
Ostatnia wizyta ministra Waszczykowskiego w Kijowie jasno pokazała, że polski rząd nie ma pomysłu na prowadzenie długofalowej polityki zagranicznej wobec naszego najbliższego sąsiada. W relacjach polskich mediów jakie towarzyszyły pobytowi szefa MSZ polityczne deklaracje poparcia dla integracyjnych aspiracji Ukrainy z Unią Europejską, czy wsparcie dążeń do przywrócenia jedności terytorialnej przeplatały się z informacjami o „trudnych rozmowach” dotyczących przeszłości, o „dochodzeniu do prawdy” w temacie Rzezi wołyńskiej. Natomiast kwestie gospodarcze zostały całkowicie pominięte.
Poza publikatorami z branży energetycznej nikt nie zwrócił uwagi na słowa prezydenta Petra Poroszenki o tym, że „Ukraina jest zainteresowana rozwojem stosunków z Polską w dziedzinie energetyki”. Deklaracja ta nie umknęła za to rosyjskim dziennikarzom. Z tego jasno wynika, że służby specjalne Federacji Rosyjskiej są żywotnie zainteresowane rozwojem sytuacji w tych gałęziach gospodarek naszych krajów. I jasno dają to do zrozumienia.
Bezpieczeństwo energetyczne i wspólne interesy
Po groźbie „blackoutu” jaki nastąpił latem 2015 roku Polskie Sieci Elektroenergetyczne podpisały umowę ze stroną ukraińską o interwencyjnych zakupach prądu. Wiosną tego roku wraz z oficjalną delegacją Sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandra Turczynowa do Polski przybyli również przedstawiciele Ukrenergo. Ukraiński operator energetyczny chciał przekonać polskie przedsiębiorstwo do poszerzenia wolumenu zakupu energii z atomowej elektrowni w Chmielnickim. Tym razem Polacy nie byli jednak zainteresowani prowadzeniem dalszych rozmów na ten temat. Nasze spółki energetyczne obawiały się wówczas, że zwiększenie dostaw energii elektrycznej z Ukrainy mogłoby obniżyć opłacalność dostaw z krajowych bloków.
Obawy są nie do końca uzasadnione. W Polsce brakuje prądu więc importujemy go z Niemiec, Szwecji i właśnie z Ukrainy. Jednak polskim decydentom marzy się całkowita samowystarczalność naszego kraju w kwestiach energetycznych. Jest to tendencja absolutnie zrozumiała związana z bezpieczeństwem naszego kraju. Import tańszej energii z zagranicy jest wprawdzie bardziej opłacalny dla odbiorców, może jednak spowodować wypchnięcie z rynku krajowych elektrowni, które nie zostaną zastąpione nowymi, bardziej ekonomicznymi blokami energetycznymi. Zdaniem rządu może to skutkować uzależnieniem naszego kraju od importowanej energii, a w konsekwencji wzrostem cen, ograniczeniami w jej dostawach gdy zabraknie prądu u sąsiadów oraz w najgorszym przypadku całkowitym zawieszeniem dostaw z zagranicy w przypadku powstania jakichkolwiek sytuacji spornych.
Kolejnym problemem związanym z zakupem ukraińskiej energii jest brak synchronizacji systemów elektroenergetycznych obu krajów. Polski system jest zestrojony z systemem zachodnioeuropejskim. Natomiast Ukraina współpracuje z siecią przesyłową łączącą wszystkie kraje byłego ZSRR.
Projekt zakupu przez Polskę prądu ze wschodu utrudnia, czy wręcz uniemożliwia również brak linii umożliwiających przesyłanie dużych ilości energii. Istniejące połączenie umożliwiające przesyłanie energii o napięciu 220 kV ma za małą przepustowość, aby opłacało się wysyłać nim prąd z elektrowni atomowej. Obecnie za jej pomocą trafia do Polski ok. 1 TWh z dwóch bloków pracujących tylko na potrzeby polskiego systemu energetycznego w elektrowni w Dobrotworze.
Stare koncepcje w nowej odsłonie
Niemniej jednak, na Ukrainie już w 2014 roku rozpoczęto analizy nad rozbudową i modernizacją powstałej jeszcze w latach 80 sieci energetycznej najwyższych napięć (750 kV) Chmielnicki-Rzeszów (która miała zapewnić dostawy energii elektrycznej do Polski z krajów ówczesnego ZSRR, a przestała funkcjonować w 1992 roku). Ponowne uruchomienie tej linii wymagałoby dużych nakładów inwestycyjnych na remont po stronie ukraińskiej oraz wybudowanie tzw. wstawki prądu stałego, która łączyłaby w jedną całość niezsynchronizowane systemy energetyczne naszych krajów. Koszt tego remontu i modernizacji oszacowano się kwotę około 1 miliarda złotych. Z tego jasno wynika, że Ukraina nie jest technologicznie przygotowana do ewentualnego wsparcia Polski w przypadku dużego kryzysu energetycznego.
Wybudowanie nowej, transgranicznej sieci przesyłowej wysokiego napięcia między Ukrainą i Polską byłaby wyraźnym sygnałem zbliżenia się naszego wschodniego sąsiada z Unią Europejską. Być może bliższa współpraca między naszymi krajami mogłaby wymusić na stronie ukraińskiej dostosowanie się do europejskich standardów dotyczących emisji dwutlenku węgla, czy przepisów dotyczących zaostrzenia norm środowiskowych.
Zakup prądu pomógłby Ukrainie sfinansować modernizację elektrowni atomowej w Chmielnickim. Ewentualna współpraca przy rozbudowie tej elektrowni pomogłaby stronie polskiej w zdobyciu niezbędnego doświadczenia, a są to kompetencje kluczowe przy budowie pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Możliwość ich wcześniejszego zdobycia może znacząco przyspieszyć proces planowania i budowy naszej narodowej siłowni. Wszak najlepiej jest się uczyć na cudzych błędach. Zwłaszcza, że koszty budowy nowych bloków jądrowych szacowane są na kwotę 50-60 miliardów złotych, które my, zwykli odbiorcy prądu będziemy musieli zapłacić w rachunkach.
Razem dla wspólnego dobra
Działania polskiego przemysłu energetycznego pracującego nad dostosowaniem swoich bloków energetycznych do europejskich norm dotyczących emisji dwutlenku węgla w połączeniu z rozbudową istniejących już elektrowni atomowych na Ukrainie będą miały ogromny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Europy Wschodniej. Zarówno Polska jaki Ukraina mają jeden niezwykle ważny element wspólny polityki bezpieczeństwa w wymiarze energetycznym – od lat pracują nad uniezależnieniem się od dostawa rosyjskich paliw i energii.
Polska dąży do całkowitej samowystarczalności energetycznej, Ukrainie zależy zaś na przystosowaniu się do norm obowiązujących w Europie Zachodniej. Konsekwentna i planowa polityka zagraniczna prowadzona wobec Ukrainy przez stronę polską wzmocniłaby pozycję naszego kraju nie tylko w regionie, ale i w całej Unii Europejskiej. Dałoby to naszym krajom mocniejszą kartę przetargową choćby w rozgrywkach polityczno-ekonomicznych z Rosją.