27 lutego 2017 roku personel wojskowy i cywilny dowództwa Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej rozpoczął nowy cykl szkoleniowy na rok 2017 treningiem sztabowym pk. BRAVE BAND.
W ciągu kolejnych pięciu dni, międzynarodowy sztab sprawdzi i przećwiczy zdolności reagowania na zmieniającą się sytuację operacyjną w rejonie odpowiedzialności, będzie dokonywać rotacji batalionów oraz wycofywać siły na żądanie, po uzyskaniu zgody zaangażowanych państw.
“Scenariusz tego treningu jest zbieżny z naszymi poprzednimi treningami i pozwala oficerom sztabu na kontynuację monitorowania sytuacji, nie zaczynając całkowicie od zera, oraz przećwiczenie różnych aspektów misji reagowania kryzysowego” – wyjaśnił ppłk Eligijus Senulis, szef sztabu LITPOLUKRBRIG.
Dla celów szkoleniowych, Wielonarodowa Brygada rozwinęła Stanowisko Dowodzenia a Batalion Dowodzenia WB zapewnił łączność i wymianę informacji. “BRAVE BAND jest pierwszym przedsięwzięciem w tegorocznym cyklu szkoleniowym. Wnioski z poprzednich treningów zostały wyciągnięte a zmiany w strukturze dowodzenia zostały wprowadzone. Obecnie, mamy możliwość ich praktycznego przetestowania i zastosowania oraz lepszego przygotowania do przyszłych zadań” 0 powiedział płk Volodymyr Yudanov, Zastępca Dowódcy LITPOLUKRBRIG.
Zgodnie ze słowami płk Zenona Brzuszko, Dowódcy Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady, ten trening sztabowy nada tempo działaniom w ramach Pełnej Zdolności Operacyjnej. “Dowództwo jest „gotowe do działań bojowych” i pozostaje w gotowości do wypełnienia zadań, jeśli takie zostaną nam postawione. Oficerowie sztabu z Polski, Litwy i Ukrainy maja wykorzystać ten czas na doskonalenie umiejętności zawodowych, interoperacyjności oraz pozostawać w gotowości do wyjazdu na misję bezzwłocznie” – podsumował płk Zenon Brzuszko.
28 lutego br. na Wydziale Historii Uniwersytetu Państwowego w Kijowie odbyła się dyskusja pt. „Wołyń 43. Dlaczego pamięć dzieli Polaków i Ukraińców?”. Wzięli w niej udział szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz oraz dyrektor Insytutu Badań Politycznych PAN, Grzegorz Motyka.
Dyskusję zorganizował Instytutu Polski w Kijowie oraz Uniwersytet Państwowy w Kijowie im. Tarasa Szewczenko.
Podczas dyskusji Grzegorz Motyka i Wołodymyr Wiatrowycz przedstawili swoje punkty widzenia na temat wydarzeń na Wołyniu w latach 40. XX stulecia, jak również punkty widzenia społeczeństw Polski i Ukrainy w tej sprawie. Mowa była także o wykorzystywaniu faktów historycznych przez rosyjską propagandę w trwającej wojnie informacyjnej.
„To pierwsza tego typu dyskusja dwóch historyków, która stała się dowodem tego, że można w spokojnej i produktywnej atmosferze omawiać nawet najtrudniejsze kwestie. Dobrze, że takie dyskusje prowadzą profesjonaliści, a nie ci, którzy siebie za takich uważają” – napisał na Facebooku polski dziennikarz, Paweł Bobołowicz.
Poniżej wideozapis dyskusji, która miała miejsce na Wydziale Historii Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenko:
Wśród osób, które były poddane czynnościom śledczym w związku ze zniszczeniem pomnika w Hucie Pieniackiej są mieszkańcy rejonu Brody w obwodzie lwowskim, jak również obwodu tarnopolskiego: m.in. uczestnik ATO i członek organizacji nacjonalistycznej. Policja nie wyklucza również, że wśród sprawców mogą być obywatele Federacji Rosyjskiej.
Od zniszczenia pomnika zamordowanych w 1944 roku mieszkańców wioski Huta Pieniacka minął ponad miesiąc. Jak wiadomo, 8 lub 9 stycznia 2017 roku nieustalone dotąd osoby zniszczyły krzyż, będący częścią pomnika oraz pomalowały pozostałe elementy. 12 stycznia Policja poinformowała, że do zniszczenia pomnika użyto materiałów wybuchowych. Od tego momentu nie wydano żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie, jednak z wykorzystaniem dostępnych źródeł informacji udało się stwierdzić, jak przebiega śledztwo w tej sprawie. Znane redakcji imiona i nazwiska obywateli Ukrainy objętych śledztwem celowo nie pojawiają się w artykule.
Jak wynika z opublikowanych uchwał sądu rejonowego w Brodach, działania śledcze w postępowaniu przedsądowym prowadzi wydział śledczy Policji w Brodach. Działania nieustalonych dotąd osób zostały zaklasyfikowane jako przestępstwo z części 3 artykułu 161 Kodeksu Karnego Ukrainy – naruszenia równoprawności obywateli w zależności od ich przynależności rasowej, narodowej, przekonań religijnych i innych czynników. Część 3 wspomnianego artykułu przewiduje karę w wysokości od 5 do 8 lat więzienia, natomiast sednem artykułu są „umyślne działania mające na celu spowodowanie nienawiści i wrogości narodowej, rasowej lub religijnej, poniżenie pamięci i godności narodowej”.
Wiadomość o popełnieniu wspomnianego przestępstwa wpłynęła do sądu 10 stycznia – dzień po tym, jak film będący jego dowodem został umieszczony w Internecie przez prorosyjskiego blogera z Ukrainy i rozpowszechniony przez rosyjskie media. Już 11 stycznia śledczy Policji poprosili o dostęp do baz danych trzech największych operatorów telefonii komórkowej na Ukrainie, by dowiedzieć się jakie telefony z jakimi numerami IMEI i numerami abonenckimi przebywały w obszarze kontrolowanym przez wspomnianych operatorów w czasie zbliżonym do popełnienia przestępstwa – tj. pomiędzy 6 a 11 stycznia. Sąd udzielił takiej zgody tego samego dnia.
W dniach 12-13 stycznia śledczy wysłał do sędziego prowadzącego postępowanie 11 zapytań z prośbą o kolejne dostępy do baz danych, aby sprawdzić łącznie 20 osób z odpowiednimi numerami telefonów, które mogły – jego zdaniem – mieć związek z popełnionym przestępstwem. W zainteresowaniu Policji znalazły się numery IMEI i adresy stacji bazowych telefonów, informacje na temat połączeń oraz dokładne dane na temat rozmów i wymiany wiadomości pomiędzy 1 stycznia 2016 a 12-13 stycznia 2017 roku.
Redakcji polukr.net udało się stwierdzić, że wśród sprawdzanych osób znalazły się m.in. dane uczestnika ATO, który aktualnie znajduje się na Donbasie oraz nauczycielki jednej ze szkół w Brodach. Większość osób, które podlegały sprawdzeniom to mieszkańcy rejonu Brody, obwodu lwowskiego lub tarnopolskiego. Wśród tych jest, zdaniem śledczych, także osoba, która jako jedna z pierwszych opublikowała nagranie wideo z miejsca przestępstwa i mogła otrzymać je od osób, które tego czynu dokonały. Najprawdopodobniej jest to mieszkaniec obwodu odesskiego, dokładnie przedmieść Odessy – wioski Tairowe.
Najprawdopodobniej kolejne dwa tygodnie zajęło śledczym analizowanie wyciągów z danymi operatorów sieci komórkowych. 1 lutego śledczy ponownie poprosili sąd o dostęp do baz danych operatora „Kyivstar”. Tym razem by otrzymać informacje na temat dwóch nieznanych wcześniej abonentów, zarejestrowanych przez sieć w okresie pomiędzy 1 stycznia a 1 lutego. Kolejne zapytanie złożono po następnych dwóch tygodniach, 13 lutego 2017 roku, tym razem z prośbą o dane czterech osób. Jedną z nich mógł być przedstawiciel niewielkiej, nacjonalistycznej organizacji z Tarnopola. Jednak tego samego dnia do sądu złożono inne zapytanie w sprawie, które może potwierdzać „rosyjski ślad” w sprawie. Mowa jest bowiem o czterech numerach telefonów operatorów komórkowych z Rosji. W uchwale sądu z 14 lutego, w uzasadnieniu napisano, że „w czasie prowadzenia działań śledczych otrzymano informację o tym, że z dokonaniem przestępstwa mogą mieć związek osoby korzystające z numerów telefonów komórkowych operatorów w Federacji Rosyjskiej”.
Redakcja polukr.net otrzymała elektroniczne wypisy z planu numeracji w Federacji Rosyjskiej, które na swoich stronach udostępnia agencja ds. łączności FR. Wynika z nich, że dwóch z abonentów jest zarejestrowanych w Moskwie i obwodzie moskiewskim, pozostali dwaj – w Republice Komi i obwodzie tulskim. Abonentem z Republiki Komi może być Siergiej Marcinowskij, zamieszkały w wiosce Wojwoż, w rejonie miejskim Sosnogorsk – na co wskazują dane z otwartych baz danych telefonii komórkowej Rosji. Ten sam numer telefonu pojawia się także w dostępnym ogłoszeniu dotyczącym sprzedaży samochodu. Z kolei abonentem z obwodu tulskiego może być Andriej K******, posiadający konto w sieci społecznościowej „Odnoklasnniki” oraz korzystający z konta emailowego kost******@freemail.ru. Poszukiwania danych dwóch pozostałych abonentów jak na razie nie przyniosły rezultatów.
Jak widać, śledztwo przyniosło już pewne rezultaty, jednak jak na razie nie są to konkretne wyniki, które można byłoby zaprezentować społeczeństwu. Jak na razie nie przeprowadzono żadnych przeszukań lub zatrzymań w sprawie wobec ewentualnych podejrzanych.
Polukr.net wysłał także zapytania ws. śledztwa do Głównego Zarządu Policji w obwodzie lwowskim. O tym, jaka będzie odpowiedź, a także o możliwych informacjach w posiadaniu SBU, potwierdzających „rosyjski ślad” w śledztwie w kolejnym artykule w najbliższym czasie.
Przedstawiciele władz, organizacji pozarządowych, mediów, duchowni oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości wzięli udział w uroczystościach w Hucie Pieniackiej, zorganizowanych w rocznicę zagłady wioski w 1944 roku.
Podczas rocznicowych obchodów obecni byli m.in. ambasador RP na Ukrainie Jan Piekło oraz ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca, jak również posłowie Sejmu RP i deputowani Rady Najwyższej Ukrainy. Uroczystości odbyły się przy odbudowanym staraniem lokalnej społeczności ukraińskiej pomniku.
„Ten pomnik nabrał nowej symboliki. To już nie jest tylko miejsce dramatycznej koszmarnej zbrodni popełnionej na ludności polskiej, ale też […] po tej odbudowie z inicjatywy społeczności lokalnej także symbol pojednania. Tak powinniśmy budować nasze relacje i to jest dobry początek” – powiedziała obecna na miejscu poseł na Sejm RP, Małgorzata Gosiewska.
25 lutego br. Petro Poroszenko podpisał dekret ws. przyjęcia decyzji Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy „O doktrynie bezpieczeństwa informarmacyjnego Ukrainy”.
Przyjęty dokument ma być odpowiedzią na zagrożenia w sferze bezpieczeństwa informacyjnego oraz odpowiedzią na wyzwania, jakie stawiają przed Ukrainą zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego w tym obszarze, w tym zwłaszcza działania Rosji związane z agresją przeciwko Ukrainie.
Koordynacją działań w sferze bezpieczeństwa informacyjnego ma zajmować się Rada Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Kwestie finansowania określonych działań, jak również koordynacja pracy poszczególnych resortów w sferze informacyjnej mają pozostawać w kompetencji Gabinetu Ministrów Ukrainy. Z kolei Ministerstwo Polityki Informacyjnej ma zajmowac się organizacją, monitorowaniem i ujawnianiem przypadków działań w sferze informacyjnej, które pozostają w sprzeczności z interesami narodowymi Ukrainy. Do jego kompetencji należeć mają także działania związane z funkcjonowaniem organów władzy wykonawczej w sferze bezpieczeństwa informacyjnego, w tym w ramach ATO czy stanu wyjątkowego.
Niedawno w ukraińskich mediach pojawiła się niemal sensacyjna informacja o tym, że głównym importerem ukraińskiego uzbrojenia w zeszłym roku była Rosja. Jako potwierdzenie tej tezy wykorzystano dane z badań publikowanych co roku przez Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem SIPRI. Jednak po dokładnym zapoznaniu się z materiałami dotyczącymi rosyjsko-ukraińskiej współpracy zbrojeniowej widać, że jest wiele wątpliwości co do wiarygodności zwartych tam informacji i wniosków.
Na początek warto zaznaczyć, że zgodnie z dekretem prezydenta Ukrainy z 27 sierpnia 2014 roku eksport towarów wojskowych i podwójnego zastosowania do Rosji jest zabroniony. Wejście w życie tego dokumentu oznacza, że żadna ukraińska firma nie jest upoważniona do eksportu wskazanych towarów do Rosji, a wypadki złamania zakazu powinny być objęte działaniami odpowiednich służb.
Biorąc pod uwagę powyższe fakty, informacje mediów, powołujących się na dane międzynarodowej organizacji o dużym autorycie postawiły Ukrainę w niekorzystnym świetle (delikatnie mówiąc). Uzbrajanie wrogiego kraju i jednoczesne prośby o pomoc wojskową dla celów walki z nim – to nic innego jak „teatr absurdu” i wizerunek „państwa upadłego”, który zresztą stara się przedstawiać oficjalna propaganda Kremla.
Jednak dokładny przegląd danych, na które powołuje się SIPRI rodzi wątpliwości co do ich aktualności i wiarygodności, a co za tym idzie – co do autorytetu sztokholmskiej organizacji.
Sumy przychodów Ukrainy z eksportu broni /Fot. defence-ua.com
Zgdonie z przytoczonymi przez SIPRI liczbami, w zeszłym roku Ukraina eksportowała do Rosji towary wojskowego przeznaczenia na sumę 169 mln dolarów. Jednak dokładny przegląd konkretnych projektów pokazuje, że w badaniach SIPRI wzięto pod uwagę kontrakty, które zostały podpisane na długo przed 2014 rokiem, a które nie były realizowane w ciągu ostatnich lat, a na pewno nie w 2016 roku.
Wykaz dostaw broni z Ukrainy do Rosji /Fot. defence-ua.com
Motor-Sicz
Według danych SIPRI najwięcej towarów wojskowych do Rosji w 2016 roku dostarczyło przedsiębiorstwo Motor-Sicz, w tym 164 silniki AI-222 dla samolotów szkolno-bojowych Jak-130. Równocześnie, SIPRI w swoich danych wskazuje (rys.2), że te same silniki najprawdopodobniej zostały dostarczone przed 2014 rokiem (!). Nasuwa się więc logiczne pytanie, czy pracownicy SIPRI włączyli do swoich danych dotyczących przychodów z 2016 roku (wspomniane 169 mln dolarów) także dane dotyczące sum za silniki dostarczone do Rosji przed rokiem 2016? Przedstawiciele „Motor-Sicz” potwierdzają równocześnie, że dostawy te zostały wstrzymane jeszcze w roku 2014.
Antonow
W odniesieniu do samolotów produkowanych przez przedsiębiorstwo Antonowa, sytuacja jest jeszcze bardziej absurdalną. Zgodnie z danymi SIPRI, firma dostarczyła rosyjskim zamawiającym 17 samolotów An-140-100 w okresie od 2012 do 2016 roku i 11 samolotów typu An-148-100E w okresie od 2013 do 2017 roku.
Jednak po pierwsze, jak już wskazano wcześniej, ukraińskie firmy sektora zbrojeniowego wstrzymały współpracę z Rosją od 2014 roku – zatem wspomiane dostawy mogły mieć miejsce istotnie, ale przed 2014 rokiem, co obejmują wymienione okresy dostaw. Zatem wyglądałoby na to, że wspomnianych 17 maszyn przekazano w 2 lata, a 11 – w ciągu roku. Jednak oczywistym jest, że dostarczenie 28 samolotów tego typu w dwa lata jest niemal niemożliwym wobec braku odpowiednich mocy przerobowych ukraińskich zakładów na tak krótki okres czasu.
Po drugie żadnego samolotu – ani typu An-140 ani An-148 nie zbudowano na Ukrainie ani też tym bardziej nie dostarczono do Rosji nie tylko po 2016 czy do 2014 roku, ale w całym okresie czasu, o którym mowa jest w danych SIPRI. Wszystkie samoloty i których mowa były zbudowane w Samarskich Zakładach Lotniczych „Aviakor” w Rosji (An-140) w Woroneskim Towarzystwie Budowy Samolotów (An-148). Oba zakłady są zlokalizowane na terytorium Federacji Rosyjskiej.
I po raz kolejny pojawia się pytanie: czy sumy za dostawy tych samolotów włączano w 169 milionów dolarów za dostawy uzbrojenia w roku 2016?
Zoria-Maszprojekt
Ciekawą jest również informacja dotycząca turbin gazowych DC-71 i DT-59, produkowanych przez mikołajewskie zakłady DP „Zoria-Maszprojekt”. Zgodnie z danymi SIPRI dostarczono do Rosji w turbiny DT-59 w roku 2015 i 2 DS-71 w 2016 roku. Jednak informacja ta nie jest zgodna z prawdą i była dementowana przez zakłady Maszprojekt jeszcze w 2015 roku.
Jak twierdzą przedstawiciele zakładów: „w lutym 2012 roku z rosyjskim zamawiającym „Pribałtyjskij Zakład Budowy Okrętów Jantar” podpisano kontrakt na dostawę trzech agregatów M7H1, do których montuje się wspomniane turbiny. Pierwsza dostawa została wykonana w 2013 roku, a ostatnia – w lutym 2014 roku. Drugi kontrakt w tej sprawie podpisany w 2013 roku nie został zrealizowany.
Czy Instytut SIPRI mógł tak po prostu zignorować oświadczenie ukraińskiej firmy nie posiadając żadnych dowodów na to, że jest inaczej?
Niedbalstwo czy manipulacja?
Wychodzi na to, że żaden z wymienionych elementów uzbrojenia czy towarów podwójnego zastosowania nie został dostarczony Rosji w roku 2016. Skąd więc wzięła się zagadkowa suma 169 mln USD? Trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie, skoro dane przytaczane przez sam Instytut przeczą same sobie. Tak samo trudno odpowiedzieć na pytanie, czy było to tylko niedbalstwo czy celowa manipulacja. Warto tak czy inaczej sprawdzać każdą informację, jako że nawet organizacje z dużym autorytetem mogą się mylić.
Od Redakcji –Wyjaśnienie o metodologii Raportu SIPRI:
Dane dotyczące wielkości eksportu są wprowadzane nie według daty faktycznej sprzedaży, tylko w roku faktycznej rejestracji sprzedanego sprzętu na stan armii nabywcy, w tym przypadku Federacji Rosyjskiej. Sprzęt wprowadzony do użytku w 2016 roku figuruje jako eksport z 2016 roku.
Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie dotyczące stosunku Polaków do przedstawicieli 25 narodowości.
Według uzyskanych wyników, Ukraińców lubi 36 procent ankietowanych, a niechęć wobec nich wyraża 32 proc. 26% ma obojętny stosunek do osób narodowości ukraińskiej. To lepszy wynik, niż w poprzednich badaniach, równy rezultatowi z 2015 roku.
Podobnie wyglądają wyniki dotyczące kwestii sympatii wobec Białorusinów, Chińczyków, Estończyków, Żydów, Ukraińców i Wietnamczyków – pozytywnie na temat tych narodowości wypowiedziała się więcej niż jedna trzecia badanych.
Największą sympatią Polacy dażą Czechów (59%), Włochów (57%), Amerykanów i Węgrów (po 54%). Z kolei największą niechęć ankietowani deklarują do Romów/Cyganów (50% negatywnych opinii), Turków (42%), Rosjan (38%)
Zdaniem Jana Piekło Ukraińcy i Polacy powinno patrzeć w przyszłość, a kwestia Stepana Bandera to sprawa historii.
„To historia. Historia jest ważna i dla Polaków i dla Ukraińców. Ale także przyszłość, a przyszłość jest ważniejsza. Powinniśmy zatem myśleć o przyszłości. Również Jarosław Kaczyński myśli o przyszłości (…) pewnie mało kto pamięta, że w czasie Rewolucji Godności był na Majdanie i krzyczał „Sława Ukrainie”. To jaskrawy przykład tego, na ile jest on politykiem proukraińskim” – powiedział ambasador odpowiadając na pytania dziennikarzy odnośnie niedawnych słów prezesa partii rządzącej Polską.
Jan Piekło dodał, że kwestia „heroizacji” Stepana Bandery nie powinna w żaden sposób wpływać na bieżące relacje Polski i Ukrainy.
Za wprowadzeniem w życie umowy stowarzyszeniowej pomiędzy UE a Ukrainę głosowało 89 ze 150 deputowanych.
Przyjęcie porozumienia przez jedną z izb parlamentu Holandii oznacza rozpoczęcie procesu ratyfikacji porozumienia. Następnie taką samą decyzję musi podjąc izba wyższa parlamentu. Głosowanie w tej sprawie zaplanowano na 15 marca.
„Cieszę sie z decyzji Izby Niższej parlamentu Holandii co do umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina” – napisał na Twitterze prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko.
W kwietniu 2016 roku w Holandii odbyło się referendum konsultacyjne w tej sprawie, w którym większość głosujących opowiedziała się przeciwko ratyfikacji porozumienia. W związku z tym konieczne było przyjęcie przez kraje UE oświadczenia uwzględniającego postulaty władz holenderskich, m.in. o tym, że wejście w życie umowy z Ukrainą nie oznacza automatycznego rozpoczęcia negocjacji ws. członkostwa UE.
Na podstawie: ukrinform.ua, twitter.com/poroshenko
O planach uruchomienia od 1 lipca 2017 roku połączenia kolejowego pomiędzy Kowlem na Ukrainie i Chełmem w Polsce napisał na Facebooku szef Ukrzaliznicji, Wojciech Balczun.
„Planujemy nowe połączenia do Polski. Teraz robimy wszystko, aby od 1 lipca na trasę wyruszył pociąg Kowel-Chełm” – napisał dyrektor Ukraińskich Kolei. Trasa będzie obsługiwana przez szynobus produkowany przez firmę PESA z Bydgoszczy. Z kolei również w lecie tego roku może pojawić się dodatkowy pociąg na trasie Lwów-Kraków-Lwów – obok już funkcjonującego połączenia z Warszawy i Wrocławia przez Kraków do Lwowa.
23 grudnia 2016 roku zostało uruchomione połączenie kolejowego Kijów-Lwów-Przemyśl, obsługiwane przez ukraińskie składy Hyundai-Rotem. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy pociągi przewiozły ponad 25 tysięcy pasażerów.