wtorek, 15 wrzesień, 2026
pluken
Home / polukr (page 237)

polukr

IRYNA FARION: ROSJA TO NASZ STRATEGICZNY WRÓG OD 1654 ROKU

Share Button

Wywiad z Iryną Farion  filologiem, członkiem rady politycznej OZ „Swoboda”, deputowaną lwowskiej rady obwodowej.

Niedawno władze rosyjskie zabroniły działalności Związku Ukraińców w Rosji, czy może Pani jakoś skomentować tą decyzję władz rosyjskich? Jak „Swoboda” widzi odpowiedź państwa ukraińskiego na takie traktowanie waszych rodaków za granicą?

Po pierwsze, to, co spotyka obecnie Ukraińców w Rosji to proces zupełnie zrozumiały. Rosja, z powodu swojego zniewolonego imperializmem myślenia nie odbiera Ukrainy jako niezależnego podmiotu historii. Ze względu na swoje własne niewolnictwo, jest wewnętrznie niegotowa do tego. Stąd, takie kroki Rosji są zjawiskiem zupełnie zrozumiałym. U nas z kolei problemem jest zniewolone myślenie kolonialne.
Po drugie, my, Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”, nigdy nie widzieliśmy w Rosji strategicznego partnera. To raczej nasz strategiczny wróg, już od 1654 r. [tj. od ugody perejasławskiej, w wyniku której Kozacy, skonfliktowani z Rzeczpospolitą, uznali zwierzchność cara rosyjskiego].
Po trzecie: Rosja stanie się wolnym krajem wtedy, kiedy wolna będzie Ukraina. Wszystko to jest powiązane. Im szybciej Ukraina wyzwoli się z niszczącego ja obecnie postkolonialnego zniewolenia, tym szybciej Rosja wyzwoli się z więżącego ją wielkomocarstwowej polityki.
Po czwarte: „Swoboda” zdoła zademonstrować adekwatne kroki wobec Rosji tylko pod warunkiem, że będzie ona reprezentowana na najwyższym szczeblu władz państwowych: tj. w legislatywie i egzekutywie. Obecnie nasza niezgoda może mieć charakter oświadczeń, które już w związku ze wspomnianym faktem wydaliśmy oraz wezwania do innej formy społecznego sprzeciwu, do stosowania której zawsze wzywamy: bojkot rosyjskich towarów, rosyjskiej książki, bojkot rosyjskiej muzyki, aby w ten sposób zademonstrować naszą wewnętrzną siłę.

Przed wyborami kwestia dwujęzyczności zawsze jest gorącym tematem i tak też jest obecnie. Czy może się pani pokusić o próbę prognozy, czy obecna władza zdoła zmienić status języka rosyjskiego, czy też jest to wyłącznie propaganda przed wyborami?

Co jeszcze pozostało tej zgrai kryminalistów, aby rzucić na stół przed wyborami? Oni zepsuli wszystko. Juszczenko psuł swoje szanse przez 5 lat, im wystarczyły 2 lata, i rozwalili wszystko. Z łoskotem. Politykę gospodarczą, społeczną itd. Dlatego ostatnia karta, którą oni wyciągnęli z rękawa, to karta kwestii językowych. I absolutnie logiczne, że proponują to właśnie takie, proszę darować formę, odrażające istoty, jak Kiwałow i Kolesniczenko. W Partii Regionów już gorszych nie ma, niż Kiwałow i Kolesniczenko, który kreuje się na obrońcę rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy, choć wśród tej części ludności całkiem sporo światłych, pięknych i niezależnych ludzi. Ale im to się nie uda. Z tej prostej przyczyny, że aby zmienić status języka państwowego, musieliby mieć większość konstytucyjną, tj. „300 deputowanych + 1”.  Nawet korzystając z tych „tuszek” które przeszły do ich szeregów z „Batkiwszczyny” „Naszej Ukrainy” przegłosowanie takich zmian jest obecnie niemożliwe.
Dlatego też próbują to przeforsować na innej platformie. Chcą do tego wykorzystać europejską kartę języków mniejszościowych. Ale i tu wątpię, czy jest to możliwe do realizacji. Jeśli jednak w tym głosowaniu znajdą 226 głosów, to potrwa to bardzo krótko – do zwołania następnej Werchownej Rady, która pierwszą swoją decyzją to uchyli.

Jakie jest pani zdanie na temat „Karty Polaka”?

Odnoszę się do tej koncepcji negatywnie. Bardzo cenię relacje polsko-ukraińskie, a dla mnie jako filologa jest ważne, że autorem pierwszych książek w języku polskim był Mikołaj Rej, którego matka była Ukrainką, a tato Polakiem. I Polacy jak sądzę są tego świadomi. Bardzo się cieszę, że przedstawicielem i polskiej, i ukraińskiej kultury jest Stanisław Orzechowski  jeden z największych mówców późnego baroku. Ukraińcy i Polacy powinni szukać wspólnych punktów w kulturze, w sferze intelektualnej, a nie rozgrywać takie rzeczy jak „Karta Polaka” czy im podobne, jak próbują to naśladować Węgrzy. To świadczy tylko o tym, że Ukrainiec jest słaby, jeśli na to reaguje.

Nie uważa Pani, że Ukraińcy za granicami swojego państwa potrzebują analogicznego instrumentu?

Nie uważam, aby Ukraina potrzebowała czegoś takiego. Ukraina potrzebuje aby jej obywatele  zrozumieli poczucie własnej tożsamości. Jeśli ukraińska tożsamość nie będzie zagrożona, nie będzie zagrożone jego państwo – tak, jak nie jest zagrożona Polska.  Nie zważając na to, że Polacy mają szereg własnych problemów. Ale jako organizm państwowy Polacy się obronili. Ale tu „ściskamy rękę” i bierzemy z was przykład.

Jaki jest pani stosunek do idei integracji Ukrainy z UE? Na ile wartości, które uosabia UE są bliskie wam, jako ruchowi politycznemu?

Nie jestem przekonana, czy UE w ogóle ma  jakąkolwiek wizję integracji z nim Ukrainy. Największą wartością dla każdego Ukraińca jest niepodległość państwowa, idea narodowa i godność człowieka. Jeśli te nasze idee, niepodległość, narodowość i godność człowieka wstępują w sprzeczność z europejskimi wartościami, to musimy to bardzo dobrze przeanalizować. Jeśli europejskie wartości, to promocja homoseksualizmu i kosmopolityzmu, to wybaczcie, ale ja tego nie chcę. Ale jeśli europejskie wartości to siła praw, a nie prawo siły, to oczywiście ja jestem za. Musimy znaleźć sito, przez które przesiejemy co jest dobre, a co złe. Europa to kłębek problemów, podobnie jak i każde inne państwo. Idąc do Europy, trzeba to wszystko mieć na uwadze.

Rozmawiał: Zbigniew Cierpiński

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

D. MATERNIAK: UKRAIŃSKIE SPOTKANIE PRZY HERBACIE?

Share Button

Wraz z upływem czasu nawet najbardziej zagorzali polityczni przeciwnicy są w stanie zakopać topory wojenne. Nie ma powodów sądzić, że Ukraina jest tutaj jakimś szczególnym wyjątkiem od reguły.

Do krótkiej refleksji na ten temat skłoniła mnie informacja o wizycie b. prezydenta RP Lecha Wałęsy w domu generała Wojciecha Jaruzelskiego. Obaj panowie spotkali się przypadkowo jakiś czas temu w szpitalu, gdzie przebywał poszkodowany w wypadku samochodowym syn Lecha Wałęsy, Jarosław. Wówczas były szef „Solidarności” został zaproszony przez Wojciecha Jaruzelskiego do złożenia wizyty w jego domu. „Kiedyś staliśmy po przeciwnych stronach, ale dzisiaj mamy wolną Polskę i ja zamknąłem już tamten rozdział” – powiedział Lech Wałęsa portalowi gazeta.pl, komentując swoje odwiedziny u Jaruzelskiego.

Rzecz mogłoby się wydawać nieprawdopodobna – dwaj ludzie, o skrajnie odmiennych życiorysach i w swoim czasie przeciwnicy (czy należałoby raczej powiedzieć – wrogowie), stojący po dwóch stronach politycznej barykady w najtrudniejszych momentach polskiej historii najnowszej – w tym także w okresie stanu wojennego, który można uznać za apogeum konfliktu pomiędzy ówczesną władzą a opozycją. Warto jednak zauważyć, że gdy nadszedł odpowiedni moment i sprzyjające warunki – w czasie obrad Okrągłego Stołu, obaj ci politycy potrafili znaleźć wolę politycznego porozumienia w sprawach najważniejszych dla kraju. Dzięki temu w Polsce, podobnie jak w większości krajów byłego bloku wschodniego transformacja od ustroju socjalistycznego do demokratycznego odbyła się w sposób pokojowy – co jest swego rodzaju ewenementem na skalę światową, gdyż podobne zmiany zwykle odbywały się w drodze rewolucji, co owocowało tysiącami ofiar (z podobną sytuacją mieliśmy i nadal mamy do czynienia w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu).

Czy na Ukrainie, obecnie targanej poważnym konfliktem politycznym pomiędzy władzą a opozycją jest szansa na podobne spotkania w przyszłości? Czy można dziś wyobrazić sobie podobną sytuację z obecnym prezydentem Wiktorem Janukowyczem i byłą premier Julią Tymoszenko w rolach głównych? O ile dzisiaj, w sytuacji gdy mnożą się oskarżenia władzy o nadużycia, a Julia Tymoszenko nadal przebywa w więzieniu, wydaje się to być scenariusz rodem z literatury science-fiction, to biorąc pod uwagę polskie (często bardzo bolesne) doświadczenia – takie jak Grudzień 70’ czy stan wojenny, wydaje się, iż można go uznać za wysoce prawdopodobny, choć zanim do niego dojdzie będzie musiało upłynąć sporo czasu.

Dla Ukrainy i ukraińskich elit politycznych – zarówno obozu władzy jak i opozycji, nie ma bowiem innego wyjścia niż szukanie porozumienia ponad politycznymi podziałami. Stawką jest przyszłość kraju i jego podmiotowość na arenie międzynarodowej. O ile porozumienie w sprawach bieżącej polityki może być trudne czy wręcz niemożliwe, to niezwykle ważnym jest wyznaczenie strategicznych celów dla kraju, co do których wszystkie lub prawie wszystkie liczące się siły polityczne pozostają zgodne, a następnie konsekwentne dążenie do ich realizacji. I to niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę i kto będzie rządził po kolejnych wyborach parlamentarnych czy prezydenckich. Im wcześniej ukraińskie elity polityczne to zrozumieją – tym lepiej dla nich i dla całej Ukrainy.

W Polsce takim celem była integracja z NATO i Unią Europejską. W przypadku Ukrainy, o ile co do kwestii integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim istnieją dość znaczne kontrowersje, to w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej wszystkie najważniejsze partie polityczne prezentują podobne stanowisko – konsekwentnego dążenia do UE. Warto, aby to właśnie ta idea stała się katalizatorem współpracy pomiędzy ukraińską władzą i opozycją.

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

D. MATERNIAK: POLSKIEGO (C)HAMA TANIO SPRZEDAM!

Share Button

Wydawać by się mogło, że poziom głupoty i zwyczajnego chamstwa wśród tzw. „celebrytów” ma swoje granice. A jednak.

Zacząć wypada od tego, że komentując wypowiedź pewnych dwóch panów na antenie pewnej rozgłośni radiowej będę posługiwał się wspomnianym już określeniem „celebryci”. Nazwanie ich „dziennikarzami” jakoś nie mogłoby przejść mi przez gardło. Co więcej, uważam że nazwanie wykonywanych przez nich zajęć „dziennikarstwem” byłoby poważnym nadużyciem i należałoby uznać je za policzek dla wszystkich ludzi wykonujących ten zawód. Czego zresztą można spodziewać się po człowieku, który prezentuje w swoim programie polską flagę wetkniętą w psie odchody?

Wracając do tematu: określić wypowiedź obu „celebrytów” mianem skandalicznej to zdecydowanie zbyt mało powiedziane. Jest to bowiem złamanie wszelkich możliwych standardów określających funkcjonowanie mediów w cywilizowanym kraju. Oświadczenie redakcji wspomnianej rozgłośni w którym czytamy m.in., iż „audycja, o której mowa, jest właśnie przykładem na taką satyryczną, kabaretową konwencję programu” oraz że „miała na celu obnażenie i poddanie krytyce funkcjonujących w części polskiego społeczeństwa niesprawiedliwych stereotypów” jest zwyczajnie śmieszne i albo jest to nieudolna próba zaciemniania obrazu i obrony przed falą zasłużonej krytyki albo kierownictwo redakcji uznaje słuchaczy i wszystkich zainteresowanych sprawą za kompletnych idiotów, którzy nie są w stanie interpretować sensu usłyszanych zdań. Jak wszystko to świadczy o poziomie rozgłośni lepiej nie mówić.

Padające w audycji sformułowania o „zgwałceniu” można by w skrajnym przypadku uznać za podżeganie do popełnienia przestępstwa. Obaj wspomniani „celebryci” i radio w którym się produkują mają już zresztą na koncie karę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w wysokości 50 tys. zł. za rasistowskie żarty z rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvina Gajadhura. Może tym razem konieczne jest odwołane się już nie do KRRiT i Rady Etyki Mediów, ale sprawa powinna trafić do prokuratury?

Swoją drogą warto w tym miejscu zapytać gdzie podziali się wszyscy ci, którzy tak aktywnie zachęcali do walki z „rasizmem” choćby przed świętem 11 listopada zeszłego roku?

Sprawa jest o tyle poważna, że nie dotyczy tylko Polski (gdzie, notabene różni mniej lub bardziej zdrowo myślący komentatorzy pozwalają sobie czasem na zbyt wiele), ale nabrała już wymiaru międzynarodowego. Stanowisko w tej sprawie zajęła ambasada Ukrainy w Polsce, piszą na ten temat także największe ukraińskie media. „Nie możemy przymykać oczu na pojawiające się w polskiej przestrzeni medialnej niedopuszczalne wypowiedzi, które obrażają cześć i godność Ukraińców” – czytamy w oświadczeniu. Ukraińska dyplomacja wezwała do podjęcia odpowiednich i zdecydowanych działań, aby powstrzymać destrukcyjne tendencje wykorzystywania destrukcyjnej, antyukraińskiej retoryki w polskich mediach – i trudno nie zgodzić się z takim stanowiskiem. Obiektem niczym nie sprowokowanego ataku stali się bowiem obywatele kraju sąsiadującego z Polską, z którym łączy nas wspólna historia, przyjazne stosunki i liczne wspólne przedsięwzięcia, jak choćby trwające aktualnie Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. Nie można pozwolić, aby prymitywne, pozbawione standardów moralnych jednostki wpływały na stosunki Polski i Ukrainy, które są istotną częścią polskiej polityki zagranicznej.

Reakcja strony ukraińskiej powinna być tym bardziej zrozumiała, że Polska ma podobne problemy – kilka miesięcy temu treści o charakterze ksenofobicznym, wymierzone w obywateli polskich pojawiały się w mediach w Holandii. Bagatelizowanie tego rodzaju incydentów należy jednoznacznie uznać za szkodliwe, gdyż funkcjonują one w przestrzeni medialnej i wpływają na wizerunek Polski za granicą. A chyba każdemu zdrowo myślącemu obywatelowi powinno zależeć na tym, aby jego kraj, a przez to on sam był dobrze postrzegany.

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

D. MATERNIAK: BOJKOT EURO 2012 NA UKRAINIE?

Share Button

Zapowiedzi bojkotu Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w związku z sytuacją polityczną na Ukrainie są najlepszym świadectwem bezsilności unijnej dyplomacji wobec sytuacji w tym kraju.

Wezwania do zbojkotowania rozgrywek na Ukrainie w związku z przetrzymywaniem w więzieniu byłej premier Julii Tymoszenko (skazanej na siedem lat więzienia za nadużycia podczas negocjowania kontraktów gazowych z Rosją) pojawiły się w ciągu ostatnich kilku dni m.in. w Niemczech, we Włoszech oraz w Hiszpanii. Wydaje się jednak, iż prawdziwym motywem tych apeli nie jest troska o los byłej ukraińskiej premier, czy stan demokracji na Ukrainie, ale próby załatwiania przy tej okazji własnych partykularnych interesów.

Głos w tej sprawie zabrał także włoski polityk Pier Ferdinando Casini, który stwierdził, iż bojkot ME na Ukrainie powinien być dokonany, aby Unia Europejska nie okazała „zimnej niewrażliwości” wobec sprawy Julii Tymoszenko, podobnie jak miało to miejsce w związku z wyścigiem Formuły 1 w Bahrajnie, który zdaniem Casiniego odbył się „pod znakiem hipokryzji”, gdyż w jego trakcie służby porządkowe stosowały represje wobec uczestników odbywających się właśnie protestów. Jeśli mowa o hipokryzji, to warto w tym miejscu zadać sobie pytanie, dlaczego Włochy, a także inne kraje UE utrzymują rozległe kontakty gospodarcze z Bahrajnem oraz z innymi krajami regionu Zatoki Perskiej, gdzie poszanowanie praw człowieka pozostawia delikatnie mówiąc wiele do życzenia? Być może dzieje się tak dlatego, że przeważa argument ekonomiczny, który w przypadku Ukrainy nie ma aż takiego znaczenia? Swoją drogą, włoscy politycy należą do szczególnie dobrze zorientowanych w tematyce hipokryzji i jej stosowania w praktyce – w końcu Casini powołuje się na wypowiedź prawdziwego i niekwestionowanego autorytetu w tym temacie – byłego premiera Silvio Berlusconiego, który 1 marca br. wezwał do zbojkotowania Euro 2012 na Ukrainie. Były szef włoskiego rządu znany jest z bliskich stosunków z Muammarem Kadafim, które „nagle” uległy drastycznej zmianie w związku z wybuchem wojny domowej w Libii (czytaj: przestały być opłacalne i poprawne politycznie). Widać więc, że pan Casini uczy się od najlepszych.

W Niemczech głos ws. ewentualnego bojkotu Euro 2012 zabrała m.in. szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach (która, jak wiadomo, nie od dziś jest „autorytetem” w zakresie stosunków z krajami położonymi na wschód od Niemiec; jej dokonania na rzecz budowania stosunków z Polską są powszechnie znane). Poparli ją m.in. politycy bawarskiej CSU oraz partii SDP, a także polityk partii FDP, Wolfgang Kubicki. Dziwnym trafem, ten ostatni kandyduje w wyborach na premiera w landzie Szlezwik – Holsztyn, które odbędą się w najbliższą sobotę. A ponieważ sprawa ewentualnego bojkotu Euro odbiła się szerokim echem w niemieckich mediach, można uznać, że apel Kubickiego to próba zwiększenia swoich szans w nadchodzącym głosowaniu. Smutny przykład wykorzystywania wszelkich możliwych środków dla realizowania własnych ambicji politycznych. Z kolei gotowość do zorganizowania rozgrywek w zastępstwie Ukrainy (i zapewne Polski) wyraziła także Hiszpania. W tym przypadku w grę wchodzi najpewniej argument ekonomiczny – przeprowadzenie tego rodzaju imprezy oznaczałoby spory zastrzyk finansowy dla gospodarki tego pogrążonego w kryzysie kraju, zrujnowanej ośmioma latami nieudolnych rządów socjalistycznego rządu premiera Zapatero.

Pomijając jednak stanowisko mniej lub bardziej znanych polityków z różnych krajów Europy, warto zastanowić się jaki sens miałby bojkot Euro 2012 na Ukrainie. Abstrahując od tego, iż w sprawie przeciwko byłej premier Ukrainy nie brakuje wątpliwości i poważnych naruszeń praw człowieka, które należy ocenić zdecydowanie negatywnie, zwłaszcza patrząc z punktu widzenia europejskich aspiracji Ukrainy, trzeba zadać sobie pytanie kto tak naprawdę straci na przeniesieniu rozgrywek w inne miejsce. Z punktu widzenia władz w Kijowie byłyby to z pewnością straty prestiżowe i w sferze PR. Czy jednak wpłynęłoby to w jakikolwiek sposób na zmianę sytuacji przetrzymywanej w kolonii karnej Julii Tymoszenko? Bardzo wątpliwe. Z pewnością przez kilka pierwszych dni sprawa byłaby tematem numer jeden dla większości mediów, jednak wkrótce potem zainteresowanie tym problemem wróciłoby do „normy”. A „europejska norma” w tym przypadku oznacza, że sprawą tą praktycznie nikt się nie interesuje, podobnie jak stosunkami z Ukrainą w ogóle (nie licząc Polski i od czasu do czasu Niemiec). Unijna dyplomacja nie potrafi w żaden sposób wpłynąć na decyzje ukraińskich władz w kwestii procesu Julii Tymoszenko. Odpowiedzi na pytanie dlaczego tak właśnie jest może być przynajmniej kilka. Wśród nich należy wspomnieć o tej: obecnie pogrążona w kryzysie Unia ma Ukrainie niewiele do zaoferowania. A przekonanie, iż na zmianę tego stanu rzeczy wpłynie bojkot Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej jest delikatnie mówiąc naiwne…

Próba „ukarania” Ukrainy odebraniem możliwości organizacji Euro 2012 będzie oznaczała, iż większość konsekwencji tego faktu poniosą przeciętni obywatele Ukrainy, gdyż to im zostanie odebrana możliwość wzięcia udziału w tym wydarzeniu sportowym. Organizacją, do której należy decyzja w tej sprawie jest rzecz jasna UEFA, która jest, a przynajmniej powinna być niezależną od rządów państw (na ile ta niezależność jest realna, pokażą zbliżające się mistrzostwa).

Działania polegające na represjonowania krajów poprzez bojkotowanie wydarzeń sportowych nie są niczym nowym – miały już miejsce m.in. w latach 80. XX wieku (bojkot olimpiad przez USA i ZSRR, odpowiednio w Moskwie i Los Angeles w 1980 i 1984 roku). Działania te, jakkolwiek nie byłyby motywowane, są wypaczeniem idei, jakie leżą u podstaw organizacji tego rodzaju imprez (jak wiadomo, w starożytnej Grecji, gdzie obywały się pierwsze olimpiady, na czas ich trwania wstrzymywano nawet działania wojenne). Tym samym może należy zastanowić się, czy organizacja podobnych wydarzeń ma w ogóle jakikolwiek sens, jeżeli wielkie i piękne słowami mają się nijak do rzeczywistości? Wszakże, według teorii Alberta Einsteina nawet Wszechświat, choć pozbawiony granic, to jest tworem skończonym. Może z hipokryzją w wydaniu niektórych europejskich polityków powinno być podobnie?

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

D. MATERNIAK: UMOWA STOWARZYSZENIOWA CZYLI KOLEJNY MAŁY KROK UKRAINY DO NA DRODZE DO UE

Share Button

Parafowanie umowy stowarzyszeniowej, które miało miejsce 30 marca w Brukseli, to kolejny krok potwierdzający proeuropejski kurs Ukrainy.

Negocjacje umowy stowarzyszeniowej, której podpisanie byłoby ważnym krokiem w dążeniu Ukrainy do UE trwały od kilku lat, jednak szczególnego przyśpieszenia nabrały w związku z objęciem przez Polskę prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Polska uczyniła jednym z głównych priorytetów swojego przewodnictwa w UE właśnie działania na rzecz przyśpieszenia integracji Ukrainy z Unią Europejską. W związku z tym, pierwotny termin parafowania umowy wyznaczono na drugą połowę grudnia 2011 roku. Na przeszkodzie zakończeniu negocjacji stanęły jednak wydarzenia związane z aresztowaniem, a następnie procesem i wyrokiem w sprawie byłej premier Julii Tymoszenko, która została skazana wyrokiem sądu na siedem lat więzienia. Spotkało się to z jednoznacznie negatywną reakcją krajów Europy Zachodniej – Ukrainie dano do zrozumienia, iż proces ma charakter polityczny i bez uwolnienia byłej premier nie może być mowy o podpisaniu umowy.

Zgodnie z przyjętymi założeniami, koniec negocjacji i podpisanie dokumentu miało mieć miejsce 19 grudnia 2011 roku w Kijowie. Jednakże wizyta szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso i szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya w Kijowie nie zakończyła się jednak żadnymi konkretnymi uzgodnieniami. Parafowanie umowy miało nastąpić 15 lutego, jednak i tego terminu nie udało się dotrzymać. Kolejny termin parafowania wyznaczono na koniec marca 2012 roku. Parafowano jedynie część umowy – do dalszych negocjacji pozostawiono m.in. budzącą najwięcej kontrowersji część mówiącą o wolnym handlu pomiędzy UE i Ukrainą.

Można sobie w tym miejscu zadać pytanie (które faktycznie pojawia się w ukraińskich środkach masowego przekazu) jaki sens ma parafowanie niekompletnej umowy, kiedy Julia Tymoszenko pozostaje w więzieniu i jak na razie nie widać perspektyw zmiany tej sytuacji i zakończenia faktycznego impasu w stosunkach na linii Bruksela – Kijów?

Wydaje się, że samo podpisanie umowy, choć samo w sobie z pozoru mało znaczące, to jednak wpisuje się w szerszy kontekst konsekwetnego dążenia Ukrainy do integracji z Unią Europejską. Pomimo oficjalnie zadeklarowanej neutralności i okazywanej woli współpracy i budowania tak samo dobrych stosunków z wszystkimi partnerami, ukraińskie elity z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele mają świadomość, że wcześniej czy później nadejdzie moment, w którym Ukraina będzie musiała zdecydować się na wybór głównego kierunku swojej polityki zagranicznej. Faktycznie, do wyboru są dwie możliwości – konsekwentne dążenie do integracji z Unią Europejską lub przystąpienie do unii celnej Białorusi, Kazachstanu i Rosji. Wybór pierwszej opcji nie daje gwarancji członkostwa w najbliższym czasie, oznacza także długi i żmudny proces rozmów, negocjacji a przede wszystkim zmian wewnętrznych na Ukrainie. Ukraina będzie musiała nie tylko przekonać swoich własnych obywateli do idei integracji europejskiej, ale także przekonać kraje europejskie, że jej włączenie do struktur UE przyniesie więcej korzyści niż problemów dla całej wspólnoty dwudziestu siedmiu (a wkrótce dwudziestu ośmiu) krajów. Wątpiących, zwłaszcza w krajach tak zwanej „starej Unii” nie brakuje.

Wybór drugiego rozwiązania, czyli przystąpienia do unii celnej wspólnie z Rosją, Białorusią i Kazachstanem faktycznie oznaczałby reintegrację z Rosją, czyli utratę niezależności przez Ukrainę. Byłby to krok samobójczy z punktu widzenia Ukrainy i przekreślałby poprzednie 20 lat niepodległości tego kraju. Korzyści gospodarcze, choć w krótkim okresie czasu znaczące (zapewne obniżenie cen gazu ziemnego, na którym bardzo zależy Ukrainie), w dłuższej pespektywie byłyby co najmniej dyskusyjne, nie mówiąc o tym, jaką cenę Kijów musiałby za nie zapłacić.

Dlatego właśnie wydaje się, że Ukraina nie ma innego wyjścia, niż dążenie do integracji z Unią Europejską. Można spodziewać się, że droga ta nie jest i nie będzie usłana różami. Unia Europejska, aktualnie znajduje się w poważnym kryzysie gospodarczym, który zagraża podstawom funkcjonowania europejskiej gospodarki (takim jak wspólna waluta czyli euro i spójność europejskiego obszaru gospodarczego, przede wszystkim ze względu na groźbę bankructwa Grecji). Co więcej, należy się spodziewać, iż kraje posiadające tradycyjnie dobre stosunki i ożywione kontakty gospodarcze z Rosją takie jak Niemcy, a przede wszystkim Francja będą miały bardzo poważne wątpliwości co do znaczenia tego kroku dla ich dalszych relacji z Moskwą. Także sama Ukraina nie jest jeszcze gotowa na integrację – zmian dostosowujących do standardów unijnych wymagają niemal wszystkie dziedziny życia politycznego, gospodarczego i społecznego. Ostrożne oceny wskazują, iż integracja Ukrainy z UE to perspektywa 10 lub 15 lat. Wydaje się jednak, iż wybór ten został przez Ukrainę już dokonany i od tej drogi nie ma odwrotu. Stawką jest tutaj niezależność Kijowa i możliwość prowadzenia polityki niezależnej od decyzji zapadających w Moskwie.

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

DUBIECKO: KONFERENCJA WSCHODNIEGO KLASTRA INFORMATYCZNEGO.

Share Button

Blisko 50 uczestników uczestniczyło w spotkaniu zorganizowanym przez Wschodni Klaster Informatyczny w Oranżerii na Zamku w Dubiecku. Mowa była o systemach bezpieczeństwa firm i nowościach w branży zabezpieczeń.

Podczas konferencji zaprezentowane zostały m.in. systemy monitoringu oraz IP od BCS, systemy alarmowe Pyronix, rozwiązania ATTE oferowane przez firmy Guardar, Biuro-Mat oraz Shl Centrum Technologii.

Pełna relacja z konferencji jest dostępna na stronie portalu gospodarkapodkarpacka.pl

Share Button

DNI MŁODZIEŻY EUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ PO RAZ PIERWSZY…

Share Button

Młodzi społecznicy z Kazachstanu, Białorusi, Węgier i Polski spotkali się i odbyli szereg dyskusji podczas I Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej. Trzydniowe spotkanie międzynarodowe w Bystrzycy Oławskiej na Dolnym Śląsku o charakterze edukacyjnym i kulturalnym zorganizowało w lipcu Stowarzyszenie „Porozumienie Wschód – Zachód”.


Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej (DMESW), zorganizowane 6-8 lipca 2012 r. nad rzeką Smortawą w Bystrzycy Oławskiej, odbyły się w tym roku po raz pierwszy. Mają być zalążkiem cyklicznych spotkań zaangażowanych społecznie młodych ludzi z Polski i państw wschodnich, ukierunkowanym na wzajemną wymianę doświadczeń i poglądów, a także zawiązanie się znajomości i przyjaźni, pozwalających na przyszłą współpracę.

W spotkaniu wzięło udział 16 przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz aktywnej społecznie młodzieży z Kazachstanu, Białorusi, Węgier i różnych regionów Polski, w tym z powiatu oławskiego. Dni Młodzieży były swoistym forum wymiany doświadczeń między młodymi liderami i społecznikami, reprezentującymi różne kraje i narodowości.

W ciągu trzech dni odbyły się warsztaty i dyskusje, poświęcone realiom działalności organizacji pozarządowych w Polsce i innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Głównym poruszanym tematem były możliwości organizowania projektów międzynarodowej wymiany młodzieży.

Idea zorganizowania Dni Młodzieży narodziła się kilka miesięcy wcześniej. Jej pomysłodawcą był Błażej Zając, prezes „Porozumienia Wschód – Zachód” i koordynator projektu. Podstawowym, długofalowym celem przedsięwzięcia jest budowanie wzajemnego porozumienia, dialogu i solidarności między narodami w Europie Środkowej i Wschodniej, szczególnie pośród młodego pokolenia. Ma się to odbywać poprzez kształtowanie aktywnych postaw społecznych i obywatelskich wśród młodzieży.

W trakcie spotkania zawiązane zostało ścisłe partnerstwo pomiędzy reprezentowanymi na nim organizacjami. Głównym jego założeniem mają być wspólne działania na rzecz zaistnienia w przyszłości w powiecie oławskim licznych programów międzynarodowej wymiany i spotkań młodzieży.

Stowarzyszenie „Porozumienie Wschód – Zachód”, wraz z partnerskimi organizacjami, zamierza uczynić z powiatu oławskiego silny ośrodek współpracy międzynarodowej pomiędzy Europą Środkową i Wschodnią, szczególnie w obszarze edukacji, młodzieży i kultury. Mają temu pomóc liczne związki stowarzyszenia z organizacjami pozarządowymi z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Kazachstanu, Litwy, Łotwy i innych krajów obszaru byłego ZSRR.

– Chcielibyśmy, aby powiat oławski stał się rozpoznawalnym w Europie i na świecie „centrum współpracy i porozumienia” z narodami Europy Wschodniej, Azji Centralnej, Syberii i Kaukazu – mówi Błażej Zając, prezes „Porozumienia Wschód – Zachód”. – Widzimy w tym ogromną potrzebę i szansę, zarówno dla budowania dobrych relacji międzyludzkich w świecie, jak i dla rozwoju naszego powiatu. Prawdziwą współpracę rozumiemy nie jako spotkania na szczeblu państw i rządów, lecz właśnie jako bezpośrednie kontakty między zwykłymi ludźmi, lokalnymi społecznościami i organizacjami. Międzynarodowe porozumienie, dialog i solidarność, chcemy budować w oparciu o poszanowanie odrębności i tożsamości wszystkich narodów oraz pamięci o naszej przeszłości, a jednocześnie, poprzez te wartości, kształtowanie wzajemnego szacunku i pojednania.

Podczas Dni Młodzieży organizatorzy podsumowali rezultaty zrealizowanego wiosną 2012 r. polsko-ukraińsko-niemieckiego projektu młodzieżowego „TriM”, w ramach którego grupa młodzieży i dzieci z powiatu oławskiego wzięła udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, obchodach Dnia Europy oraz programie międzynarodowej wymiany młodzieży w Dniepropietrowsku na Ukrainie. Omówiono też inne inicjatywy i działania zrealizowane przez „Porozumienie Wschód – Zachód”, m.in. takie jak wizyta studyjna na Dolnym Śląsku dla przedstawicieli młodzieżowych organizacji pozarządowych z Ukrainy.

Uczestnicy spotkania dyskutowali o możliwościach i korzyściach, jakie dają młodym ludziom międzynarodowe spotkania młodzieży. Zapoznali się też z metodami organizowania projektów wymiany młodzieży i możliwościami ich finansowania w ramach programu PNWM. Warsztaty na ten temat, które cieszyły się dużym zainteresowaniem młodych liderów i aktywistów, poprowadziła Katarzyna Gasińska z Krakowa.

W ramach programu kulturalnego odbyły się występy artystyczne oraz nieformalne spotkania w międzynarodowym gronie przy ognisku i grillu. Na obiad uczestnicy mieli okazję spróbować płowu, tradycyjnej uzbeckiej potrawy z ryżu, mięsa i warzyw, którą specjalnie dla nich przygotowała Olga Biedniakowa z Kazachstanu. Z programem wokalno-intrumentalnym wystąpił m.in. lider polsko-białoruskiego zespołu Kresiwa.

Projekt zorganizowany został dzięki dofinansowaniu Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz społecznej pracy organizatorów ze Stowarzyszenia „Porozumienie Wschód – Zachód”.

RELACJE I WYPOWIEDZI UCZESTNIKÓW

Paweł Góralski (Węgry, na spotkanie przyjechał z Budapesztu) – młody lider węgierskiej organizacji pozarządowej oraz działacz samorządu studenckiego Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie (24 lata):
– Europa Środkowo-Wschodnia zawsze zajmowała szczególne miejsce w moim życiu oraz mojej działalności naukowo-społecznej. W tym roku ukończyłem dwuletni program studiów magisterskich amerykańskiej uczelni w Budapeszcie. Węgierskie doświadczenie nauczyło mnie, jak ludzie z różnych perspektyw postrzegają naszą wspólną dla regionu historię oraz jak reagują na zjawiska polityczne. Szczególnie wśród ludzi młodych panuje przekonanie, że mity historyczne i polityczne spory między państwami nie odnajdują odzwierciedlenia w społecznych kontaktach oraz chęci poznawania siebie nawzajem, chociażby na podłożu kulturowym.
W Budapeszcie zapoznałem się z liczną grupą rosyjskojęzyczną z byłego obszaru sowieckiego, Słowacji, Czech oraz byłej Jugosławii, która stała się dla mnie z czasem bardzo bliska. Zauważyłem, że przyjazne współżycie narodów w tej części Europy jest niezwykle istotne i jak najbardziej możliwe. Niestety takie pozytywne podejście wymaga pewnego wysiłku kulturalno-społecznego. W tym obszarze upatruję ogromną szansę dla sektora pozarządowego, który powinien dołożyć wszelkich starań, aby wzmóc współpracę i wymiany międzynarodowe, a szczególnie uczestnictwo w takich projektach ludzi młodych.
I Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej w Bystrzycy Oławskiej są dla mnie jednym z przejawów takiej działalności, mającej na celu integrację ponadnarodową i budowanie nowych relacji, wolnych od uprzedzeń czy stereotypowych wizji. Jestem przekonany, że podobne inicjatywy będą pojawiały się coraz częściej w różnych regionach Polski. Owocne dni spędzone na seminariach, dyskusjach czy partnerskich zabawach to dla mnie zawsze wspaniały początek nowej historii. Cieszę się, że mogę być świadkiem, jak na naszych oczach, po każdym podobnym projekcie, wyrasta duma i radość z przynależności do Europy Środkowej i Wschodniej.
Dni Młodzieży w Bystrzycy Oławskiej oraz wszystkie inne projekty tego typu mają dla mnie znaczenie praktyczne, jak i przełomowe. Praktyczne w tym sensie, że stajemy się powoli jedną regionalną społecznością. Przełomowe w sensie poczucia własnej wartości oraz patrzenia w przyszłość regionu, pozostawiając za sobą przeszłość obozu socjalistycznego i realności dwubiegunowego świata.

Krzysztof Doliński (Oława) – prezes Stowarzyszenia Działalności Społecznej (29 lat):
– Na spotkaniu poznałem wiele ciekawych osób, reprezentujących organizacje pozarządowe, jak również osoby aktywne społecznie. Bardzo zainteresował mnie fakt, iż w niektórych organizacjach chętnie działają pary małżeńskie, co jest bardzo rzadko spotykane, gdyż większość z nich zajęta jest zakładaniem rodziny i nie ma czasu na aktywność społeczną. Co ciekawe, niektóre organizacje zajmujące się wymianą międzynarodową powstały w wyniku związku  dwóch osób z różnych krajów, gdzie zaistniało uczucie miłości i silnego związku.

Timofiej Chadniewicz (Białoruś) – młody społecznik (26 lat):
– I Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej były dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Jeszcze raz przekonałem się o tym, że niewiele tak naprawdę różni młodzież krajów wschodniej i zachodniej Europy. Takie przedsięwzięcia pozwalają ich uczestnikom zrozumieć, że jedyne granice, które istnieją pomiędzy państwami, to granice polityczne, a nie ludzkie. Program oficjalny oraz rozrywkowy nie zawiódł mnie, dzięki słusznej i wartościowej pracy organizatorów spotkania.

Daniel Dziuba (Wrocław) – młody lider i społecznik (28 lat):
– Całe przedsięwzięcie zostało sprawnie i dobrze zorganizowane. Myślę, że idea spotkań młodzieży powinna być kontynuowana w latach kolejnych, a sam projekt zasługuje na uznanie i kontynuację. Głęboko wierzę, że za rok spotkamy się na II Dniach Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej, które będą jeszcze lepsze od poprzednich. Nie ulega żadnej wątpliwości, że inicjatywa ta powinna nadal się rozwijać i być kontynuowana w kolejnych latach, co mam nadzieję będzie miało miejsce.

Przemysław Koprowski (Oława) – młody społecznik (28 lat):
– Po pierwszych doświadczeniach spotkania z młodzieżą z Ukrainy, jestem przekonany że takie projekty są bardzo potrzebne, ponieważ otwierają szerokie horyzonty przed młodymi ludźmi z różnych krajów, o różnych tradycjach i kulturze. Kiedy dowiedziałem się, że w Bystrzycy odbędą się I Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej, bez wahania pragnąłem uczestniczyć w tym spotkaniu. Na miejscu czekała nas bardzo dobra organizacja ze strony Błażeja Zająca oraz miła i przyjacielska atmosfera. Na zorganizowanych spotkaniach dowiedziałem się, jak funkcjonują stowarzyszenia w innych krajach, w jaki sposób są postrzegane przez władze samorządowe.

Monika Gryszko (Wrocław) – aktywistka (24 lata):
– Uważam, że Dni Młodzieży i integracja różnych społeczności, szczególnie rozumiana jako „Porozumienie Wschód – Zachód”, jest bardzo wartościową inicjatywą. Na pewno przybliża ona poglądowo różne sfery życia kulturalnego, wynikającego z tradycji każdego z państw. Przyjechałam z przyjemnością na Dni Młodzieży Europy Środkowej i Wschodniej, bo jestem ciekawa świata i inicjatyw tego typu. Myślę, że skutecznie pogłębia to relacje i porozumienie między często tak od siebie różniącymi się narodowościami. Dlatego niech hasło „Wspólnota łączy” będzie ideą tych spotkań. Myślę, że takie inicjatywy w perspektywie przyszłości mają sens, istnieje bowiem potrzeba otwierania i poszerzania horyzontów, na podstawie dzielenia się często odrębnymi zwyczajami, zachowaniami i uczenia się nawzajem od siebie różnych ciekawych rzeczy o świecie, ludziach, przyrodzie.

Informacja prasowa:

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne
„POROZUMIENIE WSCHÓD – ZACHÓD”
55-200 Oława, Gać 53, woj. dolnośląskie, Polska
tel. 71 301 44 52, e-mail: Wyœlij emailpwz@pwz.org.pl, strona: http://www.pwz.org.pl/

Share Button

KIJÓW: ŚWIĘTO FUTBOLU Z PROTESTAMI W TLE

Share Button

Niniejszy tekst powstał w oparciu o wrażenia autora podczas jego pobytów w Kijowie w maju i czerwcu 2012 r.

Dzisiejszy Kijów jest wielomilionową metropolią gwałtownie się rozbudowie, powstają coraz to nowe osiedla.  Wielu mieszkańców stolicy oczekiwało, że EURO 2012 stanie się katalizatorem dla rozbudowy nowej, niezbędnej infrastruktury i zakończenia szeregu już rozpoczętych inwestycji

.
Miasto położone jest nad potężną rzeką jaką jest Dniepr  w związku z czym liczono, że szybciej powstanie kolejny most, którego budowa przeciąga się już od szeregu lat. Również wielowiekowe zabytki Kijowa wymagają renowacji, jak np. Andrzejowski Zjazd, jeden z ulubionych przez Kijowian deptaków, nad którym góruje wspaniała barokowa cerkiew św. Andrzeja. Niestety, piękna idea rekonstrukcji ulicy przekształciła się w farsę, kiedy okazało się, że nowo położona nawierzchnia ulicy rozpada się, a „rekonstrukcja” sprowadziła się w znacznym stopniu do wyburzenia części zabytkowych kamienic pod budowę nowoczesnych hoteli i obiektów handlowych.

W Kijowie nabierająca obrotów kampania wyborcza została przesłonięta symboliką piłkarskich mistrzostw, i za wyjątkiem nielicznych „wlepek”, widoczna jest obecnie głównie w postaci miasteczka namiotowego rozbitego (zapewne nieprzypadkowo) w pobliżu „strefy kibica” na Chreszczatyku. We wspomnianym miasteczku, ustawionym głównie sumptem sympatyków Julii Tymoszenko (oraz „Frontu Zmin”) stale dyżuruje kilkunastu wolontariuszy, rozdających partyjne gazety i ulotki. Aktywiści chętnie udzielają wywiadów i uczestniczą w politycznych dyskusjach z przechodniami. Główną atrakcją „miasteczka” jest jednak eksponowana w nim bogata „galeria” grafik i transparentów, a nawet rzeźb i sztandarów, krytykujących (czasem w bardzo ostrej formie) rządy Partii Regionów i jej lidera, Wiktora Janukowycza. Motywem przewodnim większości z prac były oskarżenia o skrajną prorosyjskość władzy, jej powiązania ze światem przestępczym oraz prowadzenie polityki, która powoduje szerzenie się skrajnej biedy wśród milionów Ukraińców,  podczas kiedy nieliczni powiązani z władzą oligarchowie pławią się w luksusach. Choć część tez była mocno przejaskrawiona, trzeba przyznać, że nawet kilkunastominutowy spacer ulicami Kijowa pozwala na zaobserwowanie szokującej przybysza z „bogatej Europy” ilości luksusowych limuzyn ale niestety również żebraków.

Kijów pozostaje miastem kontrastów. Imponuje dziedzictwem ponad tysiącletniej historii, jednocześnie szokując kiczem nowobogackiego bezguścia niektórych centrów handlowych i pstrokacizną reklam, pouwieszanych „gdzie popadnie”. Mieszkańcy tego wielkiego miasta w bezpośrednim kontakcie potrafią być ujmująco gościnni, otwarci i żywiołowo się bawić. Jednocześnie na ulicach, w metrze i innych miejscach publicznych trzeba być przygotowanym na solidną dawkę postkomunistycznego grubiaństwa. Mimo to, niewiele tu złych rzeczy, do jakich Polacy nie byliby przynajmniej częściowo zachartowani „w domu”.
Osobiście wierzę, że mylą się ci, którzy na europejskości Ukrainy już „stawiają krzyżyk”. Ukraińcy są ludźmi przedsiębiorczymi. Nawet jeśli zbiuroktaryzowana UE nie zechce uznać niezaprzeczalnego prawa ich kraju do bycia jej częścią, to i tak prędzej czy później będzie musiała znaleść odpowiedź na europejskie aspiracje milionów Ukraińców, którzy już w pracują albo chcą do niej emigrować.

Zbigniew Cierpiński

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

OBCHODY DNIA BOHATERÓW W IWANOFRANKOWSKU

Share Button

W Iwano-Frankowsku w niedzielę 27 maja obchodzono „Dzień Bohaterów”, poświęcony pamięci poległych w walkach o niepodległość, w tym pamięci partyzantów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Obchody rozpoczęły się na Skwerze Memorialnym na ulicy Melnyka. Duchowni odprawili modły nad zlokalizowaną tam zbiorową mogiła 262 więźniów stalinowskiego więzienia, rozstrzelanych w 1941 r. Następnie centralnymi ulicami miasta, do centrum  Iwano-Frankowska przeszedł „Marsz sławy UPA”. Na czele pochodu niesiono portret Stepana Bandery.  Na placu Wiczewyj Majdan zorganizowano wiec, na którym, oprócz członków grup rekonstrukcyjnych (ubranych w historyczne uniformy z odznakami UPA) i harcerzy z organizacji „Plast”, uczestniczyło ok. 300 weteranów UPA z Podkarpacia. Z podziękowaniami „za bohaterską walkę za niepodległość Ukrainy” zwrócili się weteranów  przedstawiciele władz obwodowych i miejskich, zwracając uwagę, że „Ukraina sama będzie decydować, kogo uzna za bohatera, a kogo nie”.

Z okazji święta w centralnym parku miejskim im. Tarasa Szewczenki odbyło się również widowisko historyczne, na którym przedstawiono starcie Ukraińskiej Powstańczej Armii z oddziałami NKWD na zachodniej Ukrainie w 1946 r. W rekonstrukcji uczestniczyła grupa z Towarzystwa poszukiwań ofiar wojny „Pamięć” z obwodu lwowskiego i klubu rekonstrukcji wojskowo-historycznej „Powstaniec” z Kijowa. Według inicjatorów pokazu, jego celem była odbudowa prawdziwej ukraińskiej historii, pamięci o represjach ze strony NKWD oraz wskazanie „prawdziwych bohaterów” Ukrainy. Po „walce” rekonstruktorzy oddali salwę honorową na cześć poległych partyzantów UPA. Organizatorzy widowiska zaznaczyli jednakże, że należy „odróżniać walkę szarych Ukraińców, których zmuszono do walki pod czerwonym sztandarem, od represji jakie prowadziło wobec ludności cywilnej NKWD”. Obserwujących inscenizację weteranów walk UPA zaproszono też na uroczysty koncert oraz poczęstunek, zorganizowane również w parku im. Szewczenki.

W przeciwieństwie do obchodów „Dnia Zwycięstwa” z 9 maja , podczas którego „Swoboda” pikietowała weteranów Armii Czerwonej, „Święto Bohaterów” nie zostało zakłócone przez ideologicznych przeciwników nacjonalistów.

W tym samym dniu we Lwowie miał miejsce mityng, na którym przedstawiciele ukraińskich środowisk nacjonalistycznych żądali uznania UPA za stronę wojującą w czasie II wojny światowej.

Zbigniew Cierpiński

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

DZIEŃ EUROPEJSKIEJ WSPÓŁPRACY

Share Button

Ponad 160 wydarzeń lokalnych z okazji Dnia Europejskiej Współpracy 21 września 2012
Święto współpracy terytorialnej — Wspólnie ponad granicami!

Europa, 1 września 2012 —W całej Europie i państwach sąsiednich po raz pierwszy odbędzie się Dzień Europejskiej Współpracy. Ponad 80% wszystkich programów Europejskiej Współpracy Terytorialnej bierze udział w tej inicjatywie. W trakcie całego tygodnia, a w szczególności 21 września zostanie zorganizowanych ponad 160 wydarzeń lokalnych. Między innymi transgraniczne wyścigi, teatr dziecięcy, konkursy fotograficzne, wyprawy na łono natury, pokazy projektów i wiele innych.

Celem kampanii organizowanej pod hasłem “Wspólnie ponad granicami” jest świętowanie osiągnięć współpracy pomiędzy europejskimi regionami i krajami. Od początku lat dziewięćdziesiątych ponad 20 tysięcy projektów dofinansowanych ze środków unijnych, przyczyniło się do poprawy jakości życia obywateli. Zakres tematyczny projektów rozciąga się od tworzenia nowych miejsc pracy poprzez ochronę środowiska, poprawę jakości usług medycznych, po inwestycje w dziedzinie transportu i energii.

Komisarz ds. Polityki regionalnej, Johannes Hahn, który wspiera Dzień EUropejskiej Współpracy, będzie uczestniczył w obchodach tego święta. “To będzie wspaniała okazja do pokazania jak współpraca terytorialna pomaga zbliżać do siebie europejczyków, dzielić się pomysłami i rozwiązywać wspólne problemy”, powiedział komisarz. “Jestem pod ogromnym wrażeniem, że tak wiele programów Europejskiej Współpracy Terytorialnej i współpracy zewnętrznej zdecydowało się wziąć udział w Dniu Europejskiej Współpracy”.

Kampania jest koordynowana przez Program INTERACT we współpracy z Komisją Europejską i przy wsparciu Komitetu Regionów oraz Parlamentu Europejskiego.

Dalsze informacje i szczegółowa lista wydarzeń regionalnych są dostępne na stronie internetowej www.ecday.eu. Zapraszamy także do polubienia nas na Facebooku (facebook.com/cooperationday) i śledzenia na Twitterze (@cooperationday/#ecday)!

Share Button