czwartek, 9 Lipiec, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Sektor C – życie w zawieszeniu
sektorc1

Sektor C – życie w zawieszeniu

Share Button
sektorc1
Fot. Monika Andruszewska

To jeden z ostatnich gorących dni tego lata. Oficjalnie na froncie ukraińsko-rosyjskim trwa kolejne zawieszenie broni, ale czasami nurt wyrzuca jeszcze na brzeg ciała wielkich ryb poranionych odłamkami. Leżą na brzegu, otwierając pyski w niemym zdziwieniu. Mali chłopcy dotykają je patykami, a potem uciekają z piskiem. Ostrzał zdarza się sporadycznie i trwa głównie nocami, więc żołnierze i mieszkańcy Myroniwskie spokojnie kąpią się razem w rzece. To jedyna szansa na prysznic – w większości domów nie ma bieżącej wody. Starsze panie opalające się na brzegu, cieszy widok Iwana, żołnierza batalionu Kulczyckiego. Iwan pochodzi z Charkowa. Zna ukraiński, ale woli rozmawiać po rosyjsku. Zaskarbił sobie tym sympatię miejscowej ludności.

„Walczę o wolny kraj, prawda? To taki kraj w którym będę mógł sobie wybrać jakim językiem chcę rozmawiać” – tłumaczy. „Nie wierzę w istnienie czystego ukraińskiego. Chłopakom z zachodu wydaje się, że rozmawiają po ukraińsku, a to tak naprawdę mieszanka polskiego i ukraińskiego. Wszyscy wiedzą, że tutejsza ludność jest rosyjskojęzyczna. Jak myślisz, jak czują się te staruszki, kiedy podchodzą do nich uzbrojeni faceci i zaczynają do tego mówić prawie niezrozumiałym  dialektem? Stacjonujemy tu od zimy. Przez ten czas udało mi się zmienić zdanie na temat ukraińskiego wojska u wielu miejscowych. Wystarczyło zacząć z nimi rozmawiać, podać im rękę. Czego najbardziej się boję? Boję się, że każą nam opuścić miasto i zostawić jego mieszkańców” – mówi Iwan. „Żal mi mechanika, który pomagał nam naprawiać uszkodzone samochody, chłopaków sprzedających nam ryby, babci która przynosi świeże mleko na nasz posterunek. Wszyscy wiedzą, kto z miejscowych jest za Ukrainą, a kto za Rosją. Jeśli miasto trafi w ręce separatystów, ci ludzie, którzy okazali nam przychylność, będą musieli uciekać. Nie podoba mi się to wszystko” – wzdycha.

Mobilizacja podobno została zawieszona, więc władze nie przewidują chyba zaostrzenia konfliktu. Siły ukraińskie mają kategoryczny zakaz strzelania, nawet w odpowiedzi. Zdarza się, że do  posterunków podchodzą grupy dywersyjne wroga, a żołnierze praktycznie nic nie mogą z tym zrobić. To prowokacje. Separatyści mają nadzieję, że odpowiedzą ogniem i będzie można oznajmić, że Ukraina złamała założenia porozumienia z Mińska.

***

sektorc2Myronowskie znajduje się 30 minut jazdy samochodem od Debalcewa i niecałą godzinę od Gorłówki. Tymczasem linia okopów rozciąga się kilka kilometrów dalej. Sztab Operacji Antyterrorystycznej najwyraźniej liczy się z oddaniem miasta w razie ataku.

„Wcześniej, nocami separatyści często ostrzeliwali pobliską elektrownię. To buduje pewną solidarność między nami i miejscową ludnością” – śmieje się Iwan. „Następnego dnia miejscowi widzą, że nie mamy prądu tak samo jak oni, i rozumieją, że to nie my ją ostrzelaliśmy. Denerwują się razem z nami, bo jaki sens ma wyłączenie prądu? Z drugiej strony – zdarza się, że separatyści ostrzeliwują nasz blokpost a następnego dnia mieszkaniec pobliskiego domu przychodzi i pyta „Czemu do nas strzelacie?”. Na nic objaśnienia o trajektorii lotu pocisku z moździerza. Oni szczerze wierzą, że ostrzeliwujemy własne pozycje” – dodaje.

***

Droga jest pełna dziur po pociskach. Bloki stojące wzdłuż drogi mają balkony powyrywane siłą eksplozji. Im dalej od centrum miasta, tym więcej doszczętnie zrujnowanych domów. To efekty zimowego ostrzału, gdy trwały ciężkie walki o Debalcewe.

Iwanowi zależy bym fotografowała zgliszcza.

„Trzeba sfotografować każdy dom, by pokazać co Putin zrobił z życiem tych ludzi” – mówi twardo. Zna historię każdego budynku. „Tam spadł grad, ale starszy właściciel akurat poszedł grać w szachy do kolegi” – pokazuje mi szkielet mieszkania w zrujnowanej kamienicy. O, a tej rodzinie udało się uciec do piwnicy – mówi o spalonych ruinach, które były kiedyś domkiem jednorodzinnym”. Pod wojskowymi butami chrzęści porcelana i ramki od rodzinnych fotografii. Wokół gruzów walają się dziecięce zabawki.

 ***

sektorc3W jednej z mijanych wsi przed sklepem trwa dziwne zgromadzenie. Grupa miejscowych mężczyzn żywo o czymś dyskutuje. Zatrzymujemy się by zapytać, czy coś się stało.

Okazuje się, że umawiają się, który z nich wyjedzie traktorem w pole.

„Ja nie pójdę. Mój syn stracił od miny dwie ręce” – oznajmia jeden z miejscowych rolników – „W rodzinie musi zostać ktoś zdolny do pracy” – mówi.

„I co z tego, że przez chwilę przestaliście do siebie strzelać, skoro nawet nie można spokojnie wyjechać w pole? Całe życie zajmuję się swoim kawałkiem ziemi, co mam teraz robić?” – pyta agresywnie. Pytanie skierowane jest do Iwana. Ten rozkłada bezradnie ręce. Separatyści ostrzeliwali ten rejon przez wiele miesięcy. Zaczyna tłumaczyć, że ukraińska strona nie dysponuje w tym momencie wystarczającą ilością saperów by oczyścić tak duże terytorium. Nie mówi wprost tego, co wiedzą wszyscy – potrzeba będzie lat, by usunąć z tego terenu wszystkie niewybuchy. Inne pozostałości wojny – też.

Tekst i zdjęcia: Monika Andruszewska

 

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.