sobota, 14 Grudzień, 2019
pluken
Home / polukr

polukr

Ukraińska Policja zatrzymała podejrzanych o zabójstwa dziennikarza Pawła Szeremeta

Share Button

12 grudnia br. Policja zatrzymała na polecenie Prokuratury Generalnej osoby podejrzewane o udział w zabójstwie dziennikarza Pawła Szeremeta – poinformował na Facebooku szef MSW Ukrainy, Arsen Awakow.

„To rezultat trudnej pracy najlepszych fachowców i ważny krok do pełnego wyjaśnienia tej sprawy” – napisał Awakow. Jak wynika z przedstawionych danych, o udział w zabójstwie podejrzani są sanitariuszka jednego z batalionów Wojsk Powietrznodesantowych, Jana Duhar, lekarz i wolontariuszka Julia Kuzmenko, ochotnicy ATO – Władysław i Inna Hrycenko oraz weteran ATO, Andrij Antonenko.

Według zastępcy szefa ukraińskiej Policji, Jewhena Kowala, w ramach śledztwa wykonano kolosalną pracę: m.in. przesłuchano już ponad 3700 osób, wykonano 47 ekspertyzn i przeszukano 577 budynków. Według jednej z przyjętych wersji śledztwa, motywem działania zamachowców miało być dążenie do destabilizacji sytuacji wewnętrznej kraju na bazie niepokojów związanych z zabójstwem znanej osoby. Inne wersje zakładają m.in. pomyłkę oraz związek motywu z działalnością dziennikarską Szeremety.

Dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy” Pawło Szeremeta zginął w wybuchu ładunku umieszczone w samochodzie 20 lipca 2016 roku. Do zamachu doszło w ścisłym centrum Kijowa.

Na podstawie: mvs.gov.ua, facebook.com/arsen.avakov.1, facebook.com/andrew.antonenko, novynarnia.com

Share Button

Obywatel Ukrainy podejrzewany o przygotowywanie ataku terrorystycznego w Polsce

Share Button

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała obywatela Ukrainy, który jest podejrzewany o przygotowywanie ataku terrorystycznego. Zatrzymany miał planować detonację bomby umieszczonej w samochodzie-pułapce w galerii handlowej w Puławach.

Rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował w rozmowie z PAP, że materiały zebrane w toku śledztwa przez lublińską delegaturę ABW pozwoliły na zatrzymanie 4 grudnia br. obywatela Ukrainy Maksyma S., który niedawno przeszedł na islam i zdaniem śledczych przygotowywał się do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Zatrzymanemu zostały postawione zarzuty i na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Obywatel Ukrainy przebywał w Polsce od dwóch miesięcy. Według śledczych, utrzymywał kontakty z przedstawicielami radykalnych grup wywodzących się z Czeczenii i Tadżykistanu, o planach zamachu miał opowiadać także osobom ze swojego najbliższego otoczenia.

Na podstawie: polskieradio.pl/398, twitter.com/StZaryn, rmf24.pl, eurointegration.com.ua

Share Button

Wstrzymanie ognia, wymiana jeńców i formuła Steinmeiera – podsumowanie spotkania w formacie normandzkim

Share Button

Zgodnie z rezultatami rozmów prezydentów w formacie normandzkim, które odbyły się 9 grudnia br. w Paryżu, pełne wstrzymanie ognia ma nastąpić jeszcze do końca 2019 roku. Ma nastąpić także wymiana więźniów, jak również wycofanie wojsk na jeszcze trzech odcinkach (do końca marca 2020 roku). Zapisy związane z tzw. formułą Steinmeiera mają zostać również implementowane do ukraińskiego systemu prawnego.

Strony konfliktu mają podjąć działania na rzecz ustabilizowania sytuacji w strefie konfliktu, co oznacza m.in. pełne wstrzymanie ognia do końca 2019 roku oraz opracowanie planu rozminowania terenów objętych walkami (zgodnie z porozumieniem wypracowanym w ramach Trójstronnej Grupy Kontaktowej w Mińsku w marcu 2016 roku). Ma zostać także przygotowany i zrealizowany plan wymiany więźniów w formule „wszyscy za wszystkich”, a kontrolę nad tymi działaniami ma sprawować Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża – pracownicy tej organizacji mają otrzymać dostęp do kontaktu ze wszystkimi zatrzymanymi.

Uzgodniono również, że przedłużone zostanie funkcjonowanie ustawy o specjalnym statusie Donbasu w wybranych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego. Zapisy tzw. „formuły Steinmeiera” mają zostać włączone w ukraiński system prawny na bazie wersji uzgodnionej przez uczestników rozmów w formacie normandzkim i w ramach Trósjtronnej Grupy Kontaktowej.

Kolejne spotkanie w formacie normandzkim ma odbyć się w Berlinie za ok. 4 miesiące i ma być poświęcone m.in. przygotowaniu wyborów.

Jak stwierdził podczas konferencji prasowej Wołodymyr Zelensky, kwestia przeprowadzenia wyborów na terenach okupowanych była jedną z najtrudniejszych i będzie wymagać dalszych negocjacji. „Mamy z prezydentem Federacji Rosyjskiej absolutnie różne poglądy co do przekazania kontroli nad granicą i tego, kiedy będzie to możliwe” – powiedział ukraiński prezydent. Dodał, że kwestia ta będzie omawiana również podczas kolejnego spotkania.

„Podkreśliłem, że dla przeprowadzenia wyborów na terenach Donbasu konieczne jest wycofanie wszystkich zagranicznych grup zbrojnych, sprzętu wojskowego i rozbrojenie osób i grup pozostających na tych terenach” – powiedział Wołodymyr Zelensky.

Odnosząc się do kwestii tzw. „czerwonych linii” Wołodymyr Zelensky stwierdził, że są to kwestie, które nie mogą podlegać dyskusji, jako że nie ma na to zgody narodu ukraińskiego. Są to m.in. kwestie dotyczące federalizacji, zmiany kierunku polityki zagranicznej i rozwoju Ukrainy oraz ewentualnych zmian granic.

Na podstawie: president.gov.ua

Share Button

Witold Jurasz: w Paryżu nie zapadną decyzje, które ostatecznie rozwiążą „problem Donbasu” – Rosji na tym nie zależy

Share Button

O nadchodzącym szczycie tzw. formatu normandzkiego w Paryżu, o perspektywie integracji Rosji i Białorusi, a także polskiej polityce wschodniej – opowiada w rozmowie z „Obserwatorem Międzynarodowym” Witold Jurasz. Rozmawiali Witalij Mazurenko i Tomasz Lachowski.

Wielkimi krokami zbliża się szczyt tzw. normandzkiej czwórki w Paryżu, na którym przywódcy Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec dyskutować będą o próbie rozwiązania sytuacji konfliktu zbrojnego w Donbasie. Konfliktu będącego – przypomnijmy – efektem rosyjskiej agresji na Ukrainę. Czego jednak możemy spodziewać się po paryskim spotkaniu? Wyłącznie decyzji na korzyść Kremla, patrząc na ostatni rozwój wypadków i kontaktów na linii Moskwa-Paryż?

Nie sądzę, żeby w polityce międzynarodowej można było oczekiwać, że odbędzie się jakiś szczyt i wydarzy się na nim coś przełomowego – że ktoś wygra, a inny przegra. To sugerowałoby, że na szczycie w Paryżu zapadłyby takie decyzje, które ostatecznie rozwiązałyby „problem Donbasu”. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że ta sprawa toczyć się będzie jeszcze przez wiele lat. Paryskie spotkanie może jedynie spowodować inne rozłożenie pewnych akcentów – dotychczasowa polityka prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, która odeszła od silnej retoryki prezentowanej przez jego poprzednika, wskazuje, że Ukraina może zgodzić się na pewne ustępstwa. To oczywiście oburza wielu Ukraińców, problem polega jednak na tym, że polityka polega na kalkulacji. Jeśli prezydent Zełenski obserwuje malejące międzynarodowe poparcie dla Ukrainy, a rosnącą chęć do zakończenia konfliktu (tak na arenie międzynarodowej, jak i we własnym kraju), to ten czynnik wziął poważnie pod rozwagę i jakkolwiek ja sam chciałbym by było inaczej to rozumiem też, że ustępstwa mogą być taktyczne, po to by nie dać Zachodowi pretekstu do mówienia, że Kijów zachowuje się w niekonstruktywny sposób.

Warto podkreślić, że rosyjska polityka jest polityką hiperracjonalną, a równocześnie irracjonalną z punktu widzenia długofalowych interesów Rosji. Elity na Kremlu definiują rosyjski interes narodowy przez pryzmat swoich własnych korzyści, a nie np. modernizacji państwa. Ale jeśli już obierają daną drogę np. w polityce międzynarodowej, to realizują ją w sposób do bólu racjonalny. I przygotowanie gruntu pod spotkanie w Paryżu (choćby ciepłe spotkania Macrona z Putinem) jest tego potwierdzeniem.

A czy przewiduje Pan jakikolwiek scenariusz pozytywny dla Ukrainy, zakładający, że reintegracja Donbasu po ostatecznym zakończeniu działań zbrojnych odbędzie się na warunkach Kijowa, a nie Moskwy?

Nie sądzę. Dlatego właśnie uważam, że w Paryżu do żadnego przełomu nie dojdzie, bo Moskwa nie ma żadnego interesu, by zaoferować rozwiązanie które satysfakcjonowałoby Kijów, a Kijowowi nie opłaca się przyjąć tego, co na dziś byłoby realne. Nawet jeśli negocjujące strony dojdą do porozumienia, to będzie ono zapisane w tak ogólnej formie, że pozwoli to na jego dowolną interpretację. Cokolwiek zaś będzie podpisane będzie też natychmiast naruszone – jak podejrzewam, przez obydwie strony konfliktu, podobnie jak miało to miejsce przy okazji tzw. porozumień mińskich z 2014 i 2015 r. Jedno jest już chyba natomiast rozstrzygnięte – zresztą sami Panowie nie spytaliście mnie w ogóle o Krym. O zwrocie Krymu już nikt otóż nie mówi. Mówi się wręcz o cesji półwyspu na rzecz Rosji w zamian za reintegrację Donbasu na warunkach Kijowa.

Ale czy jest to rzeczywiście scenariusz możliwy? Choć społeczeństwo ukraińskie jest już zmęczone trwającą od ponad 5 lat wojną, to jednak poparcie dla oddania Rosji Krymu jest w państwie ukraińskim naprawdę znikome.

Jest faktem, że prezydent Zełenski stoi przed nie lada wyzwaniem, zwłaszcza, że w opisanym przeze mnie przed chwilą scenariuszu założyliśmy, że Kreml dąży do uregulowania sytuacji w Donbasie, a nie dąży. Nie dąży, bo Rosji nie zależy na rządzeniu Donbasem, ale na rządzeniu przy pomocy Donbasu Ukrainą. Władimir Putin nie zaakceptuje nigdy integracji Ukrainy z NATO (a także UE), a przecież oddanie Donbasu i uregulowanie sytuacji wokół Krymu w praktyce otworzyłoby drogę dla Kijowa do struktur świata euroatlantyckiego. Nie po to Putin zaczynał tę „krwawą zabawę” przed ponad 5 laty, żeby teraz wycofywać się ze swoich pozycji, nawet jeśli jego zyskiem byłby „prawnie przyklepany” Krym w ramach Federacji Rosyjskiej.

To może jednak polityka Petra Poroszenki, wskazująca bardzo wyraźnie na Rosję jako na agresora i okupanta była tak naprawdę bardziej skuteczna? Z jednej strony oczywiście uniemożliwiała jakiekolwiek dogadanie się z Rosją, powodując, że stan konfliktu czasem gorącego, a czasem zamrażanego, nazwać moglibyśmy już stanem w pełni permanentnym. Jednak z drugiej, pozwoliłoby to przeczekać trudny okres w oczekiwaniu na lepszą koniunkturę międzynarodową dla Ukrainy?

Zełenski rzeczywiście rozmiękczył przekaz Petra Poroszenki, jednak pytanie pozostaje otwarte, jaki właściwie jest jego cel. Może być nim pokazanie, że nawet przy tym rozmiękczonym przekazie Rosja i tak nie dotrzymuje danego słowa i podpisanych porozumień – to byłoby całkiem mądre zagranie. Muszę w tym miejscu uczciwie zaznaczyć, że  aktualny prezydent Ukrainy pozostaje dla mnie nadal sporą zagadką. To, że idąc do wyborów był projektem Ihora Kołomojskiego, raczej dyskusji nie podlega. Pytanie, czy dziś również jest jego projektem, co oczywiście może wpłynąć na kwestie relacji Rosji z Ukrainą.

A co z przewidywaną reakcją świata zachodniego na wydarzenia na Ukrainie? Czy według pana uda się np. utrzymać politykę sankcji UE na kolejnym spotkaniu Rady Europejskiej, na którym ta kwestia zostanie podniesiona? Powrót Rosji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z czerwca tego roku, przy niewypełnieniu praktycznie żadnych wymogów przez Kreml, przez które Federacja Rosyjska została zawieszona w ramach ZPRE po aneksji Krymu, świadczy, że potrzeba rozwiązania „sprawy Donbasu” i powrotu do normalnych relacji z Rosją jest na Zachodzie niezwykle silna.

Co do sankcji, to pamiętam te nakładane na Białoruś za rozpędzenie demonstracji opozycji w czasie wyborów z 2010 r. Te sankcje niewiele się różniły od nałożonych na Rosję za rozpętanie wojny w Europie i kilkanaście tysięcy ofiar – dlatego ja nie podzielam samozachwytu Zachodu nad sankcjami, które nałożono na Rosję. Przypomnijmy, że sankcje nałożone na Kreml przez USA poszły dużo dalej niż te unijne. Wracając zaś do pytania, to pewnie jeśli zostanie zawarty jakiś „Mińsk plus”, może to rzeczywiście prowadzić do „sankcji minus”.

Mamy jednak kilka pozytywnych sygnałów płynących ze środka Zachodu – Wielka Brytania jest wciąż w UE, a Brytyjczycy m.in. ze względu na sprawę Skripala prezentują wobec Rosji twarde stanowisko. Ostatnie wiadomości hiszpańskiej prasy, pokazującej dowody na rosyjską ingerencję w sprawę niepodległości Katalonii też sugerują, że i Madryt może chętniej wspierać utrzymanie sankcji. Niepokój natomiast budzi postawa Francji i ostatnie polityczne gesty, a także wypowiedzi prezydenta Emmanuela Macrona.

Rozmawiamy o Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, nawet Hiszpanii, a słowem nie wspomnieliśmy o Polsce. Dlaczego nie ma nas w formacie normandzkim, ani nie było nas w Mińsku?

Ponieważ nikt Polski w Mińsku nie chciał. Ambasador Ukrainy, Andrij Deszczycia, powiedział mi kiedyś wprost podczas wywiadu na antenie Polsat News 2, że to USA nie chciały, aby Polska dołączyła do państw negocjujących w formacie genewskim. Wynikało to zaś, jak sądzę, z faktu, że każdy doskonale wiedział, że w tej sprawie konieczny będzie prędzej czy później jakiś zgniły kompromis – a agresor posiadający bombę atomową zostanie w jakiś sposób nagrodzony. Polska ze swoim nieprzejednanym stanowiskiem nie pasowała nikomu, nawet Zachodowi w 2014 r. Tym bardziej nie pasuje nikomu obecnie.

Z jednej strony, martwi mnie to, że nas tam nie ma. Ale z drugiej, jeśli pomyślę, że z natury rzeczy efektem rozmów w formacie normandzkim musi być coś, co szerokie masy Ukraińców, a szczególnie ukraińscy nacjonaliści, przyjmą jako zdradę, to może jednak fakt, że w tym formacie nie uczestniczymy będzie koniec końców dla nas pozytywny. Pojednanie polsko-ukraińskie, jak i każde inne pojednanie, polega na tym, że jednać się nie mają ci, którzy już od dawna są pojednani, ale te grupy, które być może myślałyby o sobie w sposób przynajmniej sceptyczny. Z tego punktu widzenia, to, że w dyskutowanym formacie nas nie ma może mieć jednak pewien walor.

Obok „sprawy ukraińskiej”, Rosja kroczy coraz bardziej do realizacji swojego kolejnego celu, jakim jest integracja z Białorusią. Czy Aleksander Łukaszenka zgodzi się ostatecznie na bycie jedynie „gubernatorem” jednej z wielu prowincji Federacji Rosyjskiej (nawet w jakiejś szczególnej formule jednoczenia się z Białorusią) niż bycie prezydentem w pełni odrębnego państwa?

My w Polsce oczekujemy od Łukaszenki, że w sposób jednoznaczny da sygnał, że nie chce wpaść w ręce Rosji. Z przyczyn naturalnych, Łukaszenka takie sygnały wysyła, ale robi to naprzemiennie z gestami wobec Moskwy i my tego nie umiemy odczytać. W mojej ocenie Łukaszenka zaś po prostu nie chce zbyt twardą antyrosyjską retoryką sprowokować Kremla. To zaś, że chce zachowania białoruskiej państwowości, jest dla mnie oczywiste.

A czy nie jest tak, że Białoruś i tak już od dawna jest kontrolowana przez Rosję, w szczególności jej służby specjalne, i dzisiejsze mówienie o integracji tych dwóch państw w praktyce jest pozbawione sensu, bo owa „integracja” już się dawno dokonała?

Dopóki nie jest w pełni kontrolowana gospodarka, służby specjalne, ale przed wszystkim duch narodu, to sytuacja jest wciąż do odwrócenia, choć ta praca wymagałaby lat. A tak łatwo ostatnich dwudziestu pięciu lat odwrócić się oczywiście nie da.

A co w takim razie blokuje Polskę, żeby mocniej wejść w przestrzeń Białorusi choćby poprzez kapitał? Polityka RP na kierunku białoruskim opiera się w praktyce na paradygmacie praw człowieka i demokracji, co okazuje się jednak mało skuteczne. Nie postulujemy w tym miejscu, żeby od retoryki praw człowieka odstępować, ale może jednak większe „twarde” zaangażowanie na Białorusi byłoby efektywniejsze, a także zgodne z polskim interesem?

Polskiego kapitału na Białorusi jest niewiele, ponieważ co do zasady kapitał ten boi się ryzyka. Problemem jest także to, że w polskich media w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat zbudowano obraz Białorusi jako kołchozowo-kartoflanej dyktatury i ciężko jest ten obraz zmienić, co też wpływa na decyzję osób, które owym kapitałem dysponują.

Inna sprawa, że wiele dużych polskich firm to też często jedynie oddziały międzynarodowych koncernów i nasz rząd nie może w żaden sposób wpłynąć na nie, by te dokonały ekspansji na danym kierunku.

Niedawno w Wilnie odbył się symboliczny pochówek powstańców styczniowych, który w pewnym sensie stanowił wspólną manifestację narodów wchodzących w skład dawnej Rzeczypospolitej – przy czym na wileńskim placu Katedralnym zdecydowanie najwięcej było flag białoruskich. A może to właśnie te uroczystości, nie tylko w sferze symbolicznej, mogą stać się takim (już kolejnym…) nowym otwarciem dla współpracy państw regionu, pod jakimś przewodnictwem Polski?

Nie odnoszę wrażenia, że młode pokolenie z tych krajów, które były obecne w Wilnie, jakoś przesadnie ekscytuje się dziedzictwem Rzeczypospolitej czy też Wielkiego Księstwa Litewskiego. Poza bańką „wschodnioznawczą” raczej ten temat nie został w Polsce zauważony, co po części wynika z faktu, że społeczeństwo polskie, nawet ta cześć popierająca partię rządzącą, jest już znużone ciągłym odwoływaniem się do historii.

Rzeczywiście najwięcej flag było białoruskich, tylko pytanie, dlaczego Białorusini się tam pojawili? Czy dlatego, że są tak związani z dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego? A może po prostu dlatego, że Aleksander Łukaszenka poza narracją sowiecką (i poradziecką) nie stworzył żadnej narracji historycznej, i Wielkie Księstwo Litewskie jawi się w efekcie jako coś białoruskiego, a niekoniecznie prozachodniego?

Wydaje mi się także, że integracja państw regionu tzw. Międzymorza może udać się tylko wtedy, kiedy Polska przestanie ogłaszać się jego liderem. Polska oczywiście może być tym liderem, ale może stać się to niejako „przy okazji”, kiedy w sposób naturalny zostanie to zaakceptowane przez innych.

Jeśli już jednak o Międzymorzu mówimy to zwróciłbym uwagę, że nie ma w tym formacie Ukrainy. Nie ma też w nim Białorusi. Międzymorze dziś to de facto jedynie pewien format w ramach UE. Skoro zaś tak, to trudno nazywać go wyrazem naszych aspiracji regionalnych, chyba, że już je ograniczyliśmy, tylko zapomnieliśmy to ogłosić.

Po ostatnich wyborach parlamentarnych w Polsce do Sejmu dostała się Konfederacja, która jest partią, co dość często się podkreśla, o raczej pozytywnym stosunku do Rosji. Ale i z drugiej strony – partia Razem – ze swoim sceptycznym podejściem do Amerykanów może łaskawszym okiem patrzeć na Rosję. Czy oznacza to, że kurs Polski wobec Ukrainy (czy szerzej: całej polityki wschodniej) może ulec korekcie, mając na względzie, że te dwie partie, choć z kompletnie różnych punktów widzenia, mogą wpływać na polską opinią publiczną, a bojąca się utraty popularności partia rządząca przynajmniej częściowo zacznie odwoływać się także i do tej retoryki?

Myślę, że zdecydowanie większy problem jest na prawicy. Po lewej stronie sceny politycznej, choć brzmi to paradoksalnie, gwarancją proamerykańskiego, proeuropejskiego, proukraińskiego i antyrosyjskiego stanowiska Polski jest dominacja SLD (czy jak kto woli „postkomunistów”) w ramach Lewicy. To oczywiście brzmi dość kuriozalnie, ale taka jest prawda. Zresztą, wyborców lewicy interesują raczej prawa mniejszości seksualnych, prawa zwierząt, ekologia, a nie sprawy z zakresu polityki międzynarodowej.

Ale może to właśnie ten fakt jest problemem? Brak zainteresowania tymi tematami też może być wykorzystany w celu narzucenia swojej wizji bez specjalnego oporu materii.

Nie sądzę. Dla wyborców Adriana Zandberga kwestie międzynarodowe są co najwyżej trzeciorzędnym problemem, dlatego lider partii Razem nie zacznie nagle przesuwać się w kierunku np. jawnie antyamerykańskim. To mu się nijak nie opłaca. Tematy międzynarodowe lub dziś tak modna „geopolityka” mówiąc kolokwialnie „grzeją” prawicę, a nie lewicę. Odpowiadając jednak na pytanie. Polska może dokonać korekty kursu, ale większych zmian bym się nie spodziewał – chyba, że korekty dokonają Waszyngton, Londyn i Berlin.

Na koniec chcielibyśmy zapytać, czy jako państwo nie mamy zatem żadnych narzędzi, żeby skuteczniej prowadzić swoją politykę wschodnią? A jednocześnie odpierać zagrożenie rosyjskie, także w sferze informacyjnej?

Te narzędzia, a co równie ważne, pieniądze by się znalazły. Brakuje jednak w naszym kraju myślenia długofalowego, co przekładać by się mogło choćby na tworzenie sieci polskich think-tanków na wschodzie czy polską ofensywę medialną w przestrzeni informacyjnej zwłaszcza Ukrainy, a także Białorusi. Nie ma pomysłu na to, co zrobić z naszą mniejszością, która zamiast być atutem jest chyba wyzwaniem. Nie ma ofensywy gospodarczej. Nie ma wreszcie refleksji. Polityka historyczna stała się polem harców politycznych (np. w sprawie Wołynia). Nie ma żadnej prawdziwej debaty – politykę wschodnią omawia się w ramach kilkunastu – kilkudziesięciu wciąż tych samych osób, które stworzyły kilka kółek wzajemnej adoracji. Mam wrażenie, że najważniejszy element naszej „soft power” na wschodzie, czyli rzesze Ukraińców i Białorusinów, którzy zarabiają w Polsce na chleb, stał się rzeczywistością tak jakby niechcący, bez naszego udziału. To raczej rynek pracy, a nie jakaś świadoma polityka, zdecydował o tym, że te setki tysięcy ludzi do nas trafiło.

Dziękujemy za rozmowę.

Witold Jurasz – prezes Zarządu Ośrodka Analiz Strategicznych, publicysta portalu „Onet”. W latach 2005–2009 II, a następnie I sekretarz Wydziału Politycznego Ambasady RP w Moskwie zajmujący się m.in. polityką bezpieczeństwa. w tym kwestią tarczy antyrakietowej. W latach 2010–2012 pracował w Ambasadzie RP na Białorusi jako charge d’affaires RP na Białorusi / Szef Wydziału Polityczno-Ekonomicznego Ambasady.

Rozmowa ukazała się na łamach portalu obserwatormiedzynarodowy.pl

Share Button

Zelensky: Ukraina liczy na wsparcie Niemiec i Francji podczas szczytu w formacie normandzkim

Share Button

Prezydent Ukrainy wyraził nadzieję, że kanclerz Angela Merkel i prezydent Emmanuel Macron będą wspierać ukraińskie stanowisko podczas spotkania w formancie normandzkim w Paryżu, które ma odbyć się w poniedziałek, 9 grudnia.

„Chciałbym wierzyć, że Francja i Niemcy będą nas wspierać. A jeśli coś pójdzie nie tak, będą po naszej stronie” – powiedział prezydent w piątek, w programie „Swoboda słowa Sawika Szustera”. Zdaniem Zelenskiego, już samo doprowadzenie do spotkania na tym szczeblu jest sukcesem.

W ramach rozmów w Paryżu planowane jest m.in. dwustronne spotkanie Putina i Zelenskiego. Ma ono odbyć się po zakończeniu właściwych rozmów w gronie czterech przywódców. Będzie ono dotyczyć najprawdopodobniej kwestii związanych z tranzytem gazu przez terytorium Ukrainy.

W związku ze szczytem formatu normandzkiego w niedzielę, 8 grudnia, w centrum Kijowa odbyła się demonstracja, uczestnicy której domagali się, by strona ukraińska podczas rozmów nie godziła się na żadne ustępstwa w kluczowych kwestiach (tzw. czerwonych linii), dotyczące m.in. kwestii wycofania wojsk rosyjskich, wyborów i przywrócenia kontroli nad granicą oraz federalizacji. Część protestujących rozbiła namioty pod siedzibą Administracji Prezydenta na ul. Bankowej.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Koleje Ukraińskie planują uruchomić połączenie Lwów-Kraków

Share Button

Za rok „UkrZaliznicja” („Koleje Ukraińskie”) planuje uruchomienie szybkiego połączenia kolejowego pomiędzy Lwowem a Krakowem, Pragą i Wiedniem. Trasa Lwów-Kraków ma być pokonywana w trzy i pół godziny. Dla realizacji tego celu konieczne jest zbudowanie torów o europejskim rozstawie od Lwowa do granicy polsko-ukraińskiej.

O planach „UZ” poinformował we Lwowie prezes spółki, Jewhen Krawcow. „Za rok możemy zbudować trasę od stacji Skniliw do granicy. Stacja ta jest zlokalizowana we Lwowie, od dworca głównego dzieli ją 5,5km, od lotniska międzynarodowego we Lwowie – 3km, od dworca autobusowego – 1km. Dzięki tej inwestycji za rok może funkcjonować połączenie do Krakowa, Pragi, Wiednia” – napisał Krawcow na Facebooku.

Z planami tymi łączy się także zamiar stworzenia połączenia ekspresowego do dworca kolejowego i lotniska. Ponadto, wykorzystanie stacji Skniliw pozwoliłoby na częściowe odciążenie dworca głównego we Lwowie. Wartość inwestycji jak na razie nie jest znana, choć prezes „UZ” zapewnił, że jest ona możliwa do zrealizowania.

Według służb prasowych „UkrZaliznicji”, dla realizacji projektu konieczne byłoby m.in. zbudowanie toru o zmiennym rozstawie 1435/1520mm na odcinku 69,8km, dobudowanie odcinka o rozstawie 1435mm (3,1km), przeprowadzenie remontu 9,5km już istniejącego toru oraz modernizacja ośmiu stacji, a także systemu kierowania ruchem i zaopatrzenia w energię elektryczną.

Na podstawie: uz.gov.ua, facebook.com/Kravtsov.Evg

Share Button

Rada miejska Przemyśla zlikwidowała ulicę Josafata Kociłowskiego

Share Button

28 listopada 2019r. rada miejska w Przemyślu zdecydowała o likwidacji ulicy nazwanej imieniem grekokatolickiego duchownego, błogosławionego Kociłowskiego. O sprawie poinformował portal mniejszości ukraińskiej w Polsce, „Nasze Słowo”.

W głosowaniu dotyczącym nazwy ulicy 6 członków rady miejskiej zagłosowało za, 9 wstrzymało się od głosu, 4 nie głosowało, a 4 było nieobecnych.

Decyzję przemyskich radnych skomentowała ambasada Ukrainy w Polsce. „Decyzja rady miejskiej w Przemyślu o pozbawieniu nazwy ulicy im. błogosławionego grekokatolickiego duchownego Josafata Kociłowskiego jest pośpieszna i nieprzemyślana. Autorzy uchwały manipulują argumentami wyrwanymi z kontekstu, nie biorą pod uwagę głosów obywateli polskich narodowości ukraińskiej, równoprawnych mieszkańców i obywateli Przemyśla (…) Atak na dobre imię błogosławionego, to także atak na decyzję Kościoła Katolickiego i św. Jana Pawła II, które w 2001 roku ogłosił go błogosławionym jest bezprecedensowym zjawiskiem w Polsce” – napisano w oświadczeniu ambasady.

Projekt uchwały w omawianej sprawie złożyli czterej radni z ugrupowania „Razem dla Przemyśla” (wcześniej: Kukiz-15) oraz jeden radny z „Koalicji Obywatelskiej”. W debacie poświęconej uchwale, która odbyła się 25 listopada br. wnioskodawcy (w tym zwłaszcza znany z antyukraińskich poglądów, Andrzej Zapałowski) stwierdzili, że „istnieją poważne wątpliwości co do wierności błogosławionego państwu polskiemu, a nazwy ulic są poświęcane osobom, które mają szczególne zasługi dla Polski”. W debacie pojawiła się także propozycja zmiany nazwy ulicy na błogosławionego Grzegorza Chomyszyna (inicjatywie tej sprzeciwił się radny „KO”, Paweł Zastrowski, który zaproponował włączenie wskazanego odcinka ulicy do sąsiedniej ulicy Snigurskiego; wniosek ten został ostatecznie zaakceptowany).

Josafat Kociłowski (1876-1947) urodził się w Pakoszówce k. Sanoka. Studiował na Uniwersytecie we Lwowie, a następnie ukończył studia teologiczno-filozogiczne w Rzymie (1907). 29 stycznia 1917r. został episkopem przemyskiej eparchii Ukraińskiej Cerkwi Grekokatolickiej. W czasie II wojny światowej brał udział w działaniach na rzecz ratowania Żydów. W 1943 roku razem z innymi duchownymi podpisał list pasterski pt. „Nie zabijaj”, będący reakcją na zaostrzający się konflikt polsko-ukraiński. 21 września 1945e. został aresztowany przez władze komunistyczne, a następnie przekazany władzom ZSRR, 25 czerwca 1946 roku, po odmowie przyjęcia posady kierowniczej w „Soborze” we Lwowie (który miał sankcjonować połączenie Cerkwi Grekokatolickiej z Patriarchatem Moskiewskim) został ponownie aresztowany i wywieziony do USRR, a następnie skazany na 10 lat łagru. Zmarł 17 listopada 1946 roku w więzieniu w Kijowie. W 2001 roku ogłoszony błogosławionym przez papieża Jana Pawła II.

Na podstawie: facebook.com/narodnyj.dim, nasze-slowo.pl, facebook.com/AmbasadaUkrainywPolsce, news.ugcc.ua

Share Button

Specjaliści polskiego IPN rozpoczęli prace we Lwowie

Share Button

Badacze z polskiego Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczęli prace poszukiwawcze na cmentarzu w rejonie Zboisk na przedmieściach Lwowa – informuje Polskie Radio.

„Każdy etap prac poszukiwawczych jakie prowadzi Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczyna się od zapoznania z miejscem i sprawdzenia, jak zmieniła się okoliczna infrastruktura na mapach i dokumentach jakimi dysponujemy” – powiedział Tomasz Trzaska z IPN, który bierze udział we wspomnianych pracach.

Celem prac poszukiwawczych jakie będą prowadzone przez polskich i ukraińskich specjalistów jest wskazanie, gdzie na dawnym cmentarzu w Zboiskach może znajdować się mogiła żołnierzy, którzy zginęli we wrześniu 1939 roku w obronie Lwowa. Na obecnym etapie nie są planowane ekshumacje. Na wspomnianym cmentarzu znajdują się miejsca wskazujące na pochowanie tam żołnierzy polskich poległych w 1939 roku oraz ukraińskich, poległych w latach 1918-19.

Zgodę na prowadzenie prac przekazał na ręce szefa Kancelarii Prezydenta RP Krzysztofa Szczerskiego na początku listopada br. zastępca kierownika Biura Prezydenta Ukrainy, Ihor Żowkwa.

Na podstawie: twitter.com/poszukiwaniaIPN, polskieradio.pl

Share Button

Do terminalu w Świnoujściu wszedł statek z dostawą LNG dla Ukrainy

Share Button

19 listopada 2019 roku Gazoport w Świnoujściu odebrał dostawę gazu skroplonego z USA która ma trafić na Ukrainę – poinformowała ambasada USA w Kijowie.

„To kolejny krok, który pomaga Ukrainie w osiąganiu niezależności energetycznej” – napisała ambasada USA w Kijowie na twitterze.

W listopadzie 2018 roku, Naftohaz w rozmowie z portalem biznesalert.pl poinformował, że trwają rozmowy z Polską i USA o dostawach gazu na Ukrainę. Kijów może być ważnym importerem amerykańskiego gazu skroplonego, jak również może sprzedawać go do innych krajów regionu. W sierpniu 2019 roku podpisane zostało trójstronne memorandum pomiędzy USA, Polską i Ukrainą ws. dostaw LNG na Ukrainę z wykorzystaniem terminala w Świnoujściu.

Ukraina zaprzestała bezpośrednich zakupów gazu ziemnego od Rosji w 2015 roku.

Na podstawie: biznesalert.pl, eurointegration.com.ua,

Share Button

Kutry otrzymane przez Ukrainę z USA dostaną dozbrojone

Share Button

Dwa kutry patrolowe, które Ukraina otrzymała w ramach pomocy wojskowej z USA zostaną zmodernizowane i dozbrojone.

„Do końca 2019 roku możliwości bojowe kutrów typu „Island” znacząco wzrosną w związku z ich planowanym dozbrojeniem – na ich pokładach będą umieszczone karabiny maszynowe o kalibrze 12,7mm. A w następnym roku otrzymają one automatyczne armaty z systemami celowania i kompleksy walki radioelektronicznej” – powiedział kierownik Zarządu ds. Budowy Okrętów dowództwa Sił Morskich Ukrainy, kpt. Wasyl Radczuk. Według przekazanych przez niego informacji, rozważane są trzy warianty modernizacji, które mają zwiększyć zdolności prowadzenia działań przez pozyskane jednostki.

Uroczystości podniesienia bandery na obu kutrach odbyły się 13 listopada w Odessie.

Jednostki przekazane Ukrainie przez USA otrzymały nazwy „Starobielsk” i „Słowiańsk”. Wobec utraty przez Siły Morskie Ukrainy większości jednostek w czasie aneksji Krymu, znacząco zwiększą one możliwości prowadzenia działań na Morzu Czarnym, a także Śródziemnym.

Na podstawie: ukrinform.ua, mil.in.ua,

Share Button