poniedziałek, 22 Kwiecień, 2019
pluken
Home / polukr

polukr

Sondażowe wyniki wyborów prezydenckich na Ukrainie: 73,2% poparło Zelenskiego

Share Button

Według danych sondażowych na godzinę 18.00, 73,2% wyborców zagłosowało na Wołodymyra Zelenskiego. Urzędujący prezydent Petro Poroszenko uzyskał poparcie 25,3% wyborów, a 1,5% oddało głosy nieważne – poinformowała agencja Ukrinform.

Na zachodzie kraju Wołodymyra Zelenskiego poparło 57% wyborców, Petra Poroszenko – 41,3%, a 1,8% oddało głosy nieważne, w centrum kraju – odpowiednio 70,3%, 28% i 1,7% wyborców, na południu – 85,4%, 13,4% i 1,1%, na wschodzie – 83,7%, 11,2% i 1,1% wyborców.

Sondaż przygotowała Fundacja Inicjatyw Demokratycznych im. Ilka Kuczeriwa we współpracy z Ukraińskim centrum badań ekonomicznych i politycznych im. Ołeksandra Razumkowa. Dla potrzeb sondażu przeprowadzono rozmowy z 13 tysiącami ankietowanych w lokalach wyborczych na całym terytorium Ukrainy.

Na podstawie: ukrinform.ua

Share Button

II tura wyborów na Ukrainie: do 12.00 frekwencja na poziomie 25,3%

Share Button

W czasie trwającej drugiej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie do godziny 12.00 zagłosowało 25,3% uprawnionych – poinformowała organizacja „Opora”. Ponadto, według tego samego komunikatu, zanotowano mniej naruszeń prawa wyborczego niż w analogicznym czasie podczas I tury głosowania.

Do 14.00, według danych MSW Ukrainy, otrzymano 562 powiadomienia o naruszeniach prawa wyborczego. Policja została wezwana m.in. na miejsce głosowania Wołodymyra Zelenskiego, który zaprezentował dziennikarzom swoją wypełnioną kartę do głosowania, co jest naruszeniem kodeksu wyborczego jako forma agitacji przedwyborczej, za co grozi mandat na sumę do 750 hrywien.

Swoje głosy oddali już obaj kandydaci – urzędujący prezydent Petro Poroszenko i jego rywal, Wołodymyr Zelensky, a także m.in. premier Wołodymyr Hrojsman i szef Rady Najwyższej Ukrainy, Andrij Parubij.

Na podstawie: OPORA, pravda.com.ua,

Share Button

Sługa ludu?

Share Button

Postać Wołodymyra Zelenskiego, jako polityka nie mogła pojawić się znikąd. Tak się złożyło, że w ukraińskiej polityce za każdą „nową twarzą” stoi inna, bardziej wpływowa osoba lub grupa ludzi.

Przypomnijmy sobie moment, w którym Wołodymyr Zelensky po raz pierwszy ogłosił swój zamiar kandydowania na pierwsze stanowisko w państwie. Stało się to w telewizji „1+1”, w momencie, gdy Petro Poroszenko na pozostałych kanałach telewizyjnych składał całemu krajowi życzenia z okazji nadchodzącego Nowego Roku.Świąteczna noc na przełomie 2018  2019 była pod tym względem wyjątkową. Krótko przed północą zamiast prezydenta na jednym z kanałów na ekranie pojawił się popularny showman Wołodymyr Zełenski. To on złożył Ukraińcom życzenia z okazji nadchodzącego Nowego Roku i powiedział, że zamierza ubiegać się o stanowisko prezydenta. Ktoś pewnie pomyślał, że to nie był dobry dowcip, ktoś –że jawna bezczelność. Kto mógł jednak przypuszczać, że za 3 miesiące jedna trzecia wyborców odda swoje głosy w wyborach prezydenckich właśnie na niego?

Z jednej strony Zełenski jako komik od dawna jest mocno obecny na tym kanale. Przez ostatnie 6 lat działania Zełenskiego-showmana są prawie wyłącznie związane z kanałem „1+1”. Jest to jeden z najwyżej ocenianych ukraińskich kanałów telewizyjnych, który jest częścią holdingu medialnego „1+1 Media”, którego właścicielem jest w całości ukraiński oligarcha Ihor Kołomojski. Kołomojski to osobowość charyzmatyczna i popularna. Głównie ze względu na jego ostry język.

Szczyt popularności oligarchy przypadł na 2014 rok, kiedy wraz z innymi proukraińskimi biznesmenami był aktywnie zaangażowany w odbudowę ukraińskiej armii (a raczej batalionów ochotniczych). Następnie został gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego. Jednak już rok później relacje Kołomojskiego z nowym prezydentem Petrem Poroszenko zostały poważnie nadszarpnięte. Od tego czasu wszystkie media należące do oligarchy, celowo i niezwykle ostro krytykują Poroszenkę, za wszelkie, nawet drobne błędy. Robią to niezwykle nieprofesjonalnie, często w duchu rosyjskiej propagandy. Bezpośrednio związany z „prześladowaniami” prezydenta był także kanał 1+1.

Ukraińscy dziennikarze wielokrotnie zwracali uwagę, że ci sami ludzie otaczają Kołomojskiego i Zelenskiego. Przede wszystkim dotyczyło to pracowników ochrony: są to ludzie z grupy „”, która jest również w całości własnością Ihora Kołomojskiego. Ukraińcy od dawna byli zaskoczeni, że Zelensky podróżuje z eskortą bezpieczeństwa niewiele mniejszą niż sam Poroszenko, któremu ochrona należy się ze względu na sprawowany urząd.

Kanał telewizyjny Kołomojskiego stał się głównym rzecznikiem kampanii wyborczej Wołodymyra Zelenskiego. Co ciekawe, przemówienia Wołodymyra jako komika nie były jako agitacja . Kołomojski znalazł lukę w prawie i umiejętnie z niej korzystał. Nic dziwnego, że koszty kampanii Zełenskiego wyniosły zaledwie 64 miliony hrywien. Dla porównania: Poroszenko wyłożył aż 251 milionów, a Tymoszenko – 118.

W miastach reklama wizualna Wołodymyra Zelenskiego była nieproporcjonalnie mała w porównaniu z innymi kandydatami. To było po prostu niepotrzebne – telewizja wykonała całą pracę. Oligarcha potrzebuje Zełenskiego przede wszystkim do rozliczenia się z Poroszenką. Można wątpić w to, że będzie on być niezależnym politykiem, bez doświadczenia, bez zespołu doświadczonych menedżerów.

Teza o tym, że „Wołodymyr Zełenski to ukraiński Ronald Reagan” jest aktywnie promowana na kanale „1+1”. Tak, Reagan był również aktorem, jednak przed nominacją na prezydenta Reagan pracował przez 8 lat jako gubernator Kalifornii prowadząc bardzo postępową i skuteczną politykę.

W pierwszej rundzie wyścigu prezydenckiego wschód Ukrainy poparł Jurija Bojko. Praktycznie nie ma wątpliwości, że w finale wyborów mieszkańcy tych regionów będą głosować za Wołodymyrem Zelenskym. Tak się składa, że dla wielu wyborców program polityczny kandydata zajmuje drugie miejsce na liście priorytetów. Ważniejszym jest, aby oddali swój głos „za swego”. Zelensky, pochodzi ze wschodu Ukrainy i w pierwszej turze on i Bojko uzyskali najwięcej głosów w pierwszej turze. Najprawdopodobniej ten trend nadal będzie się utrzymywał.

Eugene Gorb

 

Share Button

W Łańcucie podpisano III Deklarację Via Carpatia

Share Button

17 kwietnia w Łańcucie podpisano III Deklarację poświęconą współpracy w ramach projektu budowy korytarza transportowego Via Carpatia. W konferencji pt. „Korzyści dla regionów w związku z realizacją trasy Via Carpatia” na zamku w Łańcucie wzięli udział przedstawiciele Polski, Białorusi, Bułgarii, Chorwacji, Litwy, Rumunii, Słowacji, Turcji, Ukrainy, Węgier i Unii Europejskiej.

Podpisany dokument przewdiuje kontynuację prac nad budową trasy oraz włączanie do tej inicjatywy kolejnych państw. „To dobry plan rozwoju korytarzy transportowych, z najdłuższym odcinkiem na Ukrainie), dla 100 milionów ludzi mieszkających między Morzami Bałtyckim, Czarnym i Śródziemnym” – powiedział wiceminister infrastruktury Ukrainy, Wiktor Dowgan.

„Nasz wspólny głos, który tak często słychać na różnych forach, znalazł swoje potwierdzenie na papierze. Dziś podpisaliśmy deklarację o włączeniu trasy Via Carpatia w sieć bazową TEN-T. Z kolei Deklaracja Łańcucka rozszerza format współpracy o Białoruś i Chorwację. Nie waham się użyć tego słowa – to historyczny dzień dla krajów Europy Środkowej” – powiedział z kolei minister infrastruktury RP, Andrzej Adamczyk. O włączenie trasy Via Carpatia do sieci TEN-T wnioskowali ministrowie transportu Polski, Bułgarii, Litwy, Rumunii, Słowacji i Węgier przy wsparciu Białorusi, Bośni i Hercegowiny, Turcji, Czech i Ukrainy.

57484780_2657176730991121_3088097282713714688_n

Via Carpatia to korytarz transportowy, który ma połączyć kraje północnej i południowej Europy. Jego początkiem ma być Kłajpeda na Litwie, a końcem Saloniki w Grecji. Projekt przewiduje włączenie także korytarzy transportowych na Ukrainie (oficjalnie Ukraina stała się częścią projektu w 2016 roku, gdy na zamku w Krasiczynie podpisano porozumienie o budowie korytarza transportowego do Odessy).

W długookresowej perspektywie trasa ma mieć pozytywny wpływ na atrakcyjność inwestycyjną krajów Europy Środkowej i Wschodniej, jak również na zwiększenie mobilności obywateli.

Transeuropejska sieć transportowa TEN-T jest projektem UE obejmującym najważniejsze korytarze transportowe w UE. Jej budowa ma się zakończyć do 2050 roku, a części podstawowej – do 2030.

Na podstawie: gov.pl/web/infrastruktura, facebook.com/v.dovhan, euinfocenter.rada.gov.ua

Share Button

Sąd ogłosił wyroki ws. sprawców napadu na procesję w 2016 roku

Share Button

W środę, 17 kwietnia, Sąd Okręgowy w Przemyślu ogłosił wyroki w sprawie napaści na prawosławną procesję na cmentarz w Pikulicach. Incydent miał miejsce w czerwcu 2016 roku.

Oskarżonych w procesie było łącznie 20 osób w wieku od 35 do 40 lat, wielu z nich wcześniej karanych za różne przestępstwa. Prokuratura domagała się kar ograniczenia wolności oraz grzywny w wysokości od 200 do 5000 zł. W danej sprawie sąd uznał ich winnymi i wymierzył kary od 1 roku i 2 miesięcy do 6 miesięcy prac społecznych. Skala kary zależy głównie od posiadanej wcześniej kartoteki.

Coroczna procesja na cmentarz w Pikulicach, gdzie pochowani są m.in. żołnierze armii Ukraińskiej Republiki Ludowej (walczący u boku wojsk polskich w wojnie polsko-bolszewickiej) organizowana jest przez Związek Ukraińców w Polsce.

Na pоdstawie: nasze-slowo.pl

Share Button

Żagle z wielką polityką w tle

Share Button

Rejs rosyjskiego żaglowca „Sedov” po wodach Morza Bałtyckiego i rozbieżne decyzje poszczególnych państw co do zgody lub jej braku na wizytę tej jednostki w portach po raz kolejny obnażyły rozbieżności poszczególnych stolic w ich stosunku do Rosji.

Odbywający rejs szkoleniowy rosyjski żaglowiec nie został wpuszczony przez Estonię, a następnie przez Polskę. Jako powód braku zgody na wejście jednostki do portów wskazano fakt, iż na pokładzie jednostki znaleźli się m.in. kursanci Morskiego Uniwersytetu Technologicznego w Kerczu na Krymie, pozostającym pod okupacją Rosji. Zarówno w Polsce jak i Estonii uznano, że taka zgoda przeczyłaby polityce nieuznawania aneksji Półwyspu dokonanej przez Federację Rosyjską w 2014 roku. Polski MSZ zwrócił także uwagę na naruszenie zasad prawa morskiego, jakiego dopuściła się Rosja w listopadzie 2018 roku w Cieśninie Kerczeńskiej, zatrzymując jednostki Sił Morskich Ukrainy i aresztując marynarzy.

Zupełnie innej interpretacji obowiązujących zasad dokonano w Niemczech, jako że ta sama jednostka bez przeszkód weszła do niemieckiego portu w Warnemunde. O ile nie ma niczego nagannego w odmiennej interpretacji sytuacji i możliwości udzielenia zgody lub jej braku co do wizyty tej czy innej jednostki pływającej danego państwa, o tyle sprawa ta, choć drobna, pokazuje jak kruchą pozostaje europejska solidarność i konsekwencja w polityce realizowanej wobec Rosji, nawet w tak mało znaczącej globalnie kwestii. Tym bardziej, że rosyjska jednostka zacumowała w Niemczech i to zaledwie kilka dni po wizycie prezydenta Petra Poroszenki w Berlinie, odbywającej się w przededniu drugiej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie, którą (według danych sondażowych) urzędujący prezydent najprawdopodobniej przegra.

Wróćmy jednak do Polski: decyzja polskich władz została pozytywnie oceniona, zarówno w samej Polsce jak i (co nie powinno dziwić) – na Ukrainie. Za taką postawę podziękował Polsce m.in. minister spraw zagranicznych Ukrainy, Pawło Klimkin. Problem polega jednak na tym, że ten gest, choć zapewne potrzebny i pozytywnie wpływające na relacje dwustronne, nie ma większego znaczenia dla stosunków polsko-ukraińskich, które, niestety, są dalekie od tego, by nazwać je bardzo dobrymi. Bilans ostatnich kilku lat to pasmo pomyłek popełnianych przez obie strony oraz kryzysu w sferze polityki historycznej, sprowokowanego (co trzeba ze smutkiem przyznać) w dużej mierze nieprzemyślanymi działaniami strony polskiej, głównie na forum polskiego parlamentu. O sprawie rosyjskiego żaglowca za kilka dni nikt już nie będzie pamiętał. Problemy związane z kryzysem relacji na tle historycznym mają się niestety całkiem nieźle i to od wielu lat. I co gorsza, nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ten stan rzeczy miał ulec zmianie.

Nie o samą historię zresztą chodzi: jak celnie wskazała była ambasador RP w Moskwie, a obecnie analityk Fundacji S. Batorego, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, nierozwiązaną pozostaje kwestia nie tylko polityki historycznej, ale i zaangażowania polskich firm w dostawy węgla z Donbasu. Kwestia ta, choć pojawiająca się marginalnie, nie pozostaje bez wpływu na dwustronne relacje.

Równolegle, faktem jest brak jakiejkolwiek realnej polityki Warszawy wobec Rosji. Pokazowe gesty, takie jak ten, dotyczący niewiele znaczącej sprawy rosyjskiego żaglowca, nie są i nie będą w stanie tej polityki zastąpić. Warto to w sposób szczególny podkreślić: miarą skuteczności polskiej polityki nie tylko wobec Rosji, ale na kierunku wschodnim w ogóle, nie powinna być liczba pokazowych i radykalnych działań wobec Moskwy, ale sukcesy w działaniach mających na celu rozwiązywanie międzynarodowych kryzysów, takich jak ten, który od 2014 roku ma miejsce w formie konfliktu zbrojnego na Donbasie. Polskie inicjatywy wobec „Pomarańczowej Rewolucji” (2004), wobec wojny w Gruzji (2008) czy działania w czasie Rewolucji Godności (2013/2014) oznaczały realny wkład w stabilizację sytuacji, z mniejszym lub większym sukcesem. Jednak od rosyjskiej agresji na Donbasie (jeśli nie liczyć udziału Ukrainy w szczycie NATO w Warszawie w 2016 roku, gdzie potwierdzono wsparcie dla proatlantyckich dążeń Kijowa), na forum relacji dwu- i wielostronnych wydarzyło się niewiele pozytywnego.

Zbliżające się rozstrzygnięcie drugiej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie oraz jesienne wybory parlamentarne mogą z dużą dozą prawdopodobieństwa spowodować skomplikowanie sytuacji politycznej na Ukrainie, co będzie miało także swoje przełożenie na politykę zagraniczną tego państwa, nie tylko w relacjach z Polską, ale i z innymi sąsiadami, zwłaszcza Rosją. Dla polskiej polityki zagranicznej oznacza to szereg nowych wyzwań: także od zręczności polskiej dyplomacji będzie zależało czy wyzwania te przeistoczą się w kolejne problemy czy w szanse na rozwiązanie już istniejących.

Dariusz Materniak

Share Button

Amerykański niszczyciel wszedł na Morze Czarne

Share Button

USS Ross, amerykański niszczyciel klasy Arleigh Burke wszedł na Morze Czarne – poinformowała ambasada Ukrainy w USA.

To już czwarta wizyta amerykańskiej jednostki na Morzu Czarnym od początku 2019 roku. Podobnie jak wcześniej, w czasie wizyty będą realizowane ćwiczenia z siłami morskimi krajów sojuszniczych położonych na wspomnianym akwenie.

Aktywizacja obecności sił morskich NATO na Morzu Czarnym jest skutkiem incydentu, który miał miejsce pod koniec listopada w Cieśninie Kerczeńskiej, gdzie rosyjskie siły ostrzelały i zatrzymały trzy ukraińskie jednostki dokonujące przejścia na Morze Azowskie.

Na podstawie: facebook.com/ukr.embassy.usa, 5.ua, mil.in.ua,

Share Button

79. rocznica zbrodni katyńskiej – obchody w Lublinie

Share Button

Dowódca, zastępca oraz szef sztabu Brygady Litewsko–Polsko-Ukraińskiej wzięli udział w obchodach rocznicowych w dniu 7 kwietnia br., które odbyły się przy pomniku Ofiar Katynia.

Podczas spotkania przywołana została pamięć Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Upamiętniono zamordowanych przez NKWD w 1940 r. oficerów Wojska Polskiego, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza i Żandarmerii Wojskowej, funkcjonariuszy Policji Państwowej i Straży Więziennej oraz innych służb państwa polskiego.

Wzięci podstępem do niewoli po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r.,  osadzeni zostali na terenie ZSRR w NKWD-owskich obozach. Indoktrynowani przez obozowe władze, nie ulegli. Nie wyrazili zgody na współpracę z radzieckimi komunistami. Polska straciła kwiat swojej inteligencji. Wśród ofiar byli naukowcy, prawnicy, inżynierowie, nauczyciele, księża. Ludzie wykształceni, wartościowi. Potencjał intelektualny, twórczy  i obronny II RP.

Olena Slobodianiuk, LITPOLUKRBRIG

Share Button

Rosja reaguje na ćwiczenia sił NATO na Morzu Czarnym

Share Button

W związku z trwającymi ćwiczeniami sił morskich NATO na Morzu Czarnym zanotowano aktywność jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – zarówno okrętów jak i jednostek obrony wybrzeża.

W komunikacie Centrum Zarządzenia Obroną FR poinformowano o wykonywaniu „kompleksu zadań kontrolnych w związku z działaniami okrętów NATO”. M.in. zostały zorganizowane patrole i dyżury jednostek sił morskich FR, zarówno okrętów rozpoznawczych jak i uderzeniowych, a także lądowych jednostek obrony wybrzeża, uzbrojonych w zestawy pocisków rakietowych ziemia-woda „Bastion” (na zdj.) i „Bał” oraz samolotów lotnictwa morskiego.

W dniach od 5 do 13 kwietnia na Morzu Czarnym trwają ćwiczenia sił morskich NATO pod kryptonimem „Morska Tarcza 2019”.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Wołodymyr Zelensky: jestem gotowy do rozmów z Putinem

Share Button

Kandydat na prezydenta Ukrainy Wołodymyr Zelensky zapowiedział, że w razie swojego zwycięstwa jest gotów do rozmów z Władimirem Putinem na temat rozwiązania konfliktu na Donbasie.

„Wojna z Rosją. Dlatego z Rosją trzeba rozmawiać. Powinny być rozmowy i dyplomatyczny format rozmów z FR w obecności przedstawicieli Zachodu” – powiedział Zelensku w wywiadzie dla Telekanału „Ukraina” 7 kwietnia.

„Nie będziemy nigdy rezygnować z terytorium czy ludności. Integralność kraju ma być zachowana” – powiedział Zelensky w odpowiedzi na pytanie na jakie ustępstwa jest gotów w wypadku rozmów z Władimirem Putinem. Dodał, że wiele krajów w Europie chce pomagać Ukrainie, a proces miński powinien mieć swoją kontynuację. „Wszyscy są zgodni jednak, że ten format należy reformować” – powiedział Wołodymyr Zelensky.

Z kolei w odpowiedzi na to oświadczenie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że Władimir Putin jest „otwarty na dialog dla rozwiązania wszystkich problemów (…) Prezydent Putin nieraz mówił, że aby uregulować konflikt na Donbasie konieczny jest dialog, ale nie z Moskwą” – powiedział Pieskow potwierdzając równocześnie dotychczasową linię strony rosyjskiej, zaprzeczającą udziałowi Rosji w wojnie na Donbasie.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button