Minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej zapowiedział, że Moskwa nie zamierza zerwać stosunków dyplomatycznych z Ukrainą.
„Nie sądze, byśmy znajdowali się w sytuacji, w której bylibyśmy zainteresowani takim rozwiązaniem. To skrajna sytuacja” – powiedział Siergiej Ławrow. Dodał, że obecnie należy na bok odłożyć emocje i podjąć działania na rzecz stabilizacji sytuacji.
Szef rosyjskiego MSZ stwierdził jednocześnie, że Moskwa ma „niezaprzeczalne dowody” przygotowywania przez Ukrainę akcji dywersyjnych na Krymie.
Jak wynika z informacji agencji Interfax, zarzuty w sprawie przygotowywania rzekomych zamachów na zlecenie ukraińskich służb specjalnych postawiono już dziewięciu osobom. Kolejnych 10 osób przesłuchano w charakterze świadków. Strona ukraińska zaprzeczyła, jakoby prowadziła takie działania i nazwała rosyjskie oświadczenia prowokacją.
15 sierpnia 2016 roku o 8.30 rano delegacja polskiego Ministerstwa Obrony na czele z ministrem obrony Antonim Macierewiczem złożyła wieńce na Cmentarzu Prawosławnym na warszawskiej Woli na grobach żołnierzy Ukraińskiej Armii Ludowej.
Kwiaty złożono pod pomnikiem żołnierzy URL, jak również na grobie gen. Marka Bezruczko, który dowodził obroną Zamościa przed bolszewikami.
„Obecność tutaj to dla nas obowiązek, ale i honor” – powiedział minister Antoni Macierewicz zwracając się do przedstawicieli ukraińskiej ambasady podczas uroczystości pod pomnikiem żołnierzy URL.
Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej i Wojsko Polskie współdziałałby w walce z armiami bolszewickimi od kwietnia 1920 roku, gdy porozumienie o sojuszu polsko-ukraińskim podpisali w Winnicy Marszałek Józef Piłsudski i ataman Symon Petlura. W maju wojska polskie i ukraińskie zdobyły Kijów, który jednak został szybko opuszczony wobec ofensywy bolszewików. Losy wojny odwróciła dopiera Bitwa Warszawska i ofensywa wojsk polskich znad Wieprza, która doprowadziła do okrążenia armii bolszewickiej pod Warszawą.
Władze Federacji Rosyjskiej odmówiły wjazdu na Półwysep Krymski obserwatorom OBWE. Decyzja ta została negatywnie oceniona przez komentatorów w krajach zachodnich.
„Rosja powinna wpuścić na terytorium Krymu obserwatorów i dziennikarzy, tak, by mogli wziąć udział w trwających tam ćwiczeniach wojskowych. To pozwoliłoby na obniżenie napięcia” – powiedział dowódca sił NATO w Europie, gen. Ben Hodges.
Według informacji ukraińskiego wywiadu, Rosja przerzuciła na Donbas kolejne uzbrojenie: w tym m.in. co najmniej 6 czołgów i 3 działa samobieżne. Zabrionone porozumieniami uzbrojenie nadal stacjonuje także w 15-kilometrowej strefie wzdłuż linii rozgraniczenia.
Z kolei według Państwowej Służby Przygranicznej Ukrainy, strona rosyjska zastosowała wobec funkcjonariuszy PSGU zabronioną międzynarodowymi konwencjami broń laserową – co spowodowało trwałe uszkodzenia wzroku u trzech funkcjonariuszy.
Ukraińska armia rozmieściła w obwodach chersońskim i mikołajewskim zmodernizowane zestawy przeciwlotnicze S-300PS. Dyslokacja ma związek z odbywającymi się ćwiczeniami „Południowy Wiatr 2016”, jak również z eskalacją napięcia wobec działań Rosji.
Zmodernizowane zestawy S-300 (w kodzie NATO SA-10C) mają zasięg do 90 km i mogą zwalczać zarówno samoloty jak i pociski manewrujące i balistyczne, poruszające się z prędkością do 1200 m/s na wysokościach od 25m do granic ich wertykalnego zasięgu.
W ciąggu ostatnich dwóch lat Ukraina zmodernizowała większość posiadanych zestawów pocisków przeciwlotnicznych S-300. Dokonano m.in. przeglądów samych rakiet (głównie pod kątem sprawności głowic bojowych wobec upływających okresów eksploatacji), jak również modernizacji awioniki i radarów.
W ramach ćwiczeń „Południowy Wiatr 2016” odbyły się także ćwiczenia polegające na prowadzeniu operacji przez samoloty (m.in. MiG-29 i Su-24) z Drogowych Odcinków Lotniskowych, czyli specjalnie do tego celu zaadaptowanych odcinków autostrad. Działania takie były prowadzone w ostatnich dniach w obwodach tarnopolskim i mikołajewskim.
W związku z prowokacyjnymi działaniami Rosji na okupowanym Krymie i eskalacją walk na Donbasie, prezydent Ukrainy nakazał wprowadzenie stanu podwyższonej gotowości bojowej w Siłach Zbrojnych Ukrainy, Gwardii Narodowej, Służbie Przygranicznej Ukrainy i Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy.
W związku z powyższym mają zostać wzmocnione środki bezpieczeństwa na przejściach granicznych, a także ochrona obiektów infrastruktury krytycznej, by zapobiec ewentualnym atakom terrorystycznym i akcjom dywersyjnym.
Decyzję podjęto po spotkaniu przedstawicieli resortów siłowych oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych. O działaniach poinformowano także przedstawicieli zagranicznych misji dyplomatycznych.
Planowana jest także organizacja rozmów w formacie normandzkim pomiędzy liderami Ukrainy, Francji i Niemiec, jak również konsultacje z liderami USA i UE. O rozwoju wypadków zostały także poinformowane przedstawicielstwa OBWE i ONZ.
Czy Rosja jest gotowa do masowej inwazji na Ukrainę i od czego zależy, czy do niej dojdzie? O to polukr.net zapytał ukraińskich ekspertów wojskowych.
Rosja koncentruje na granicy z Ukrainą siły wojskowe i być może przygotowuje się do zmasowanej inwazji na Ukrainę – o czym napisała polska „Gazeta Wyborcza” wskazując na rosyjskich ekspertów wojskowych i media, a także na dane resortów obrony Ukrainy i USA. „Do granicy z Ukrainą Rosja ściągnęła rakiety „Iskander”, które mogą razić cele w odległości do 500 km. Rosja zwiększyła także liczebność wojsk przy granicy z Białorusią, skąd bliżej jest do Kijowa” – czytamy we wspomnianym artykule. Gazeta cytuje także rosyjskiego eksperta wojskowego Rusłana Puchowa, który twierdzi, że Rosja tworzy trzy wielkie zgrupowania wojsk dla możliwego uderzenia na Kijów.
Profesor i wiceprezes ośrodka analitycznego „Instytut Lexingtona”, Dan Gurray napisał artykuł dla dziennika „National Interest” na temat zagrożenia ze strony Rosji. Uważa, że Rosja pokazała, że potrafi prowadzić szybkie, ale ograniczone pod względem zasięgu operacje zaczepne, ma dobre uzbrojenie do prowadzenia walki radioelektronicznej i cybernetycznej, a także może przeprowadzać precyzyjne uderzenia na odległe cele. „Rosyjskie działania w Syrii zmieniły się z działań hybrydowych w klasyczną operację wojskową… Rosyjskie wojska mają ograniczone siły dla prowadzenia działań ofensywnych – ich brygady są w stanie prowadzić działania przeciwko armiom o liczebności do 150 tysięcy żołnierzy, z wykorzystaniem sił powietrznych, piechoty morskiej, jednostek specjalnych i obrony przeciwlotniczej. Rosyjska armia nie ma głębi i w razie pierwszych niepowodzeń zatrzyma się. Rosyjskie dowództwo opiera się na koncepcji szybkich, dokładnie wymierzonych uderzeń, zasobach walki radioelektronicznej, dużej szybkości uderzeń grup pancernych, brygad powietrznodesantowych i jednostek specjalnych. Ich cel to usunąć cele na pierwszej linii, sparaliżować reakcje polityczne i wojskowe i szybko stworzyć nowe uwarunkowania. Broń atomowa ma za zadanie powstrzymać siły NATO od kontrataku. Rosja nie może walczyć jednak w dużym i długotrwałym konflikcie – twierdzi amerykański uczony.
Od początku agresji przeciwko Ukrainie Rosja przez cały czas zwiększa swoją obecność wojskową na granicy. Od czasu do czasu pojawiają się informacje o budowie kolejnych baz wojskowych, modernizacji czy tworzeniu nowych dywizji blisko granicy z Ukrainą – jednak do tej pory obawy co do agresji nie zmaterializowały się.
Oleg Żdanow, ekspert wojskowy
Fot. acebook.com/Олег Жданов
Można przypuszczać, że Rosja mogłaby zdecydować się na dużą operację ofensywną przeciwko Ukrainie. Jednak byłoby to działanie samobójcze. Co do liczebności wojsk, jakie Rosja zgromadziła przy granicy z Ukrainą, mamy przewagę, zarówno pod względem liczby żołnierzy jak i sprzętu. A nie prowadzi się operacji zaczepnych bez przewagi liczebnej i jakościowej.
Rosja w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyła liczebność swoich wojsk blisko granic Ukrainy i dalej kontynuuje ten proces. Jednak dla takiej masowej ofensywy o jakiej mowa, trzeba byłoby co najmniej 400 tysięcy żołnierzy. Taką liczebność rosyjska armia przy naszych granicach osiągnie za 5-10 lat. DO tego trzeba tworzyć nowe bazy, formować nowe jednostki wojskowe.
Niedawno w Rosji przyjęto pakiet dyktatorskich ustaw albo tzw. „pakiet Jarowej”. Na bazie tych ustaw powstała rosyjska Gwardia Narodowa, formacja o liczebności 200 tysięcy żołnierzy. Dla Putina zagrożeniem numer jeden jak na razie są wrogowie wewnętrzni.
Łącznie rosyjska armia to około miliona ludzi. Z tego 400 tysięcy to wojska lądowe. Wśród nich, według naszych danych, 150 tysięcy żołnierzy to jednostki bojowe. Wokół granic Ukrainy, włączają w to obszar Naddniestrza, Białorusi, Krymy i samą Rosję, stacjonuje około 55 tysięcy żołnierzy rosyjskich. To regularne jednostki sił zbrojnych Rosji. Dane, o których pisze polska gazeta to teoretycznie planowana liczebność rosyjskich wojsk, raczej marzenie Putina, niż rzeczywistość.
Co do możliwych rosyjskich uderzeń na Donbasie, to na dzień dzisiejszy jedynym faktycznym osiągnięciem porozumienia Mińsk-2 stało się to, że ustabilizowała się linia rozgraniczenia wojsk. Podpisaliśmy się pod tym porozumieniem i cały świat o tym wie. Ta strona, która pierwsza spróbuje tą linię przesunąć na swoją korzyść, będzie obwiniona o zerwanie dialogu politycznego. Dla Rosji oznaczać to będzie nowe sankcje, dużo bardziej bolesne.
Właśnie dlatego Rosja nadal kontynuuje ostrzały bez przekraczania linii rozgraniczenia. Liczba i skala ostrzałów będzie wzrastać. Rosjanie będą próbować uczynić jak najwięcej szkód do Dnia Niezależności Ukrainy (24 sierpnia – przyp. polukr.net). A im większe straty po stronie ukraińskiej, tym większe szanse na ustępstwa przy okazji rozmów. To szantaż przy pomocy wojny.
Artykuł w polskiej gazecie został napisany z myślą o polskim czytelniku, tak, by władze mogły uzasadniać zwiększenia wydatków na obronność, o czym była mowa na ostatnim Szczycie NATO w Warszawie. Polska ma zamiar nadal modernizować swoją armię i zwiększać jej liczebność. To dobra wiadomość. Prowokacje ze strony Rosji wobec krajów bałtyckich czy Polski są mało prawdopodobne. Rosjanie rozumieją, że NATO jest obecne w tym regionie. Rozumieją również, że nie stać ich na konflikt z lepiej przygotowanymi i wyposażonymi armiami krajów Paktu.
Konstantyn Maszowets, ekspert Centrum badań wojskowo-politycznych „Informacyjny opór”
Fot. facebook.com/ahmenid
W najbliższym czasie rosyjska ofensywa jest mało realną. Rosja jest na wstępnym etapie przygotowań do takich działań, dopiero rozpoczęła formowanie grup uderzeniowych przy naszych granicach. Jedyne zgrupowanie, jakie jest gotowe – to grupa na Krymie, oddziały na okupowanej części Donbasu, a także kilka grup na granicy z Ukrainą w okolicach Charkowa i Sum. Dotąd nie sformowano jednak na odcinku północno-wschodnim grup wojsk zdolnych do prowadzenia głębokich działań – choć nadal na tym pracują. Jednak by stworzyć takie zgrupowania, trzeba co najmniej 4-5 miesięcy.
Trzeba pamiętać również, że informacje o gotowości do działań wojskowych są wykorzystywane także jako instrument wpływu informacyjnego, aby wzbudzić strach w społeczeństwie Ukrainy. To typowa taktyka kija i marchewki.
Rosyjskie natarcie jest niemożliwe nawet nie ze względu na brak możliwości wojskowych, ale wobec potencjalnych konsekwencji polityczno-gospodarczych. Reakcja wspólnoty międzynarodowej na rosyjską agresję jest nietrudna do przewidzenia. Wszyscy zobaczyliby wówczas agresję Moskwy, za którą nie udałoby się obwinić Ukrainy.
Dla zmasowanej inwazji potrzebna jest przyczyna, taka, w jaką można uwierzyć. Moskwa nad tym pracuje – poszukuje sojuszników w Europie, zwłaszcza wśród skrajnych sił politycznych, prawicowych i lewicowych. Ci sojusznicy mają uwierzyć w rosyjskie kłamstwa o Ukrainie. Rosjanie pracują także aktywnie na tym, by Ukraina pozostała bez sojuszników: Polaków, Gruzinów, Bałtów. Na Kremli poszukiwane są metody pogorszenia relacji Ukrainy z sojusznikami. To wszystko dla tego, by pozostawić Ukrainę sam na sam, w oczekiwaniu na napaść. Wojna, to jedyna sfera, w której Rosja może konkurować z innymi krajami.
Jednak Ukraina także zwiększa swój potencjał wojskowy. To może odebrać Putinowi nadzieję na sukces w realizacji wariantu siłowego. Jednak w wypadku wojny z Rosją możemy liczyć tylko na siebie. Wsparcie wspólnoty międzynarodowej nie będzie miało większego znaczenia na froncie. To wsparcie mogłoby być silniejsze, a że takim nie jest – to wina krótkowzroczności zachodnich liderów oraz błędów i zaniechać ukraińskich elit politycznych.
Rosja będzie kontynuować ostrzeliwanie pozycji sił ukraińskich na Donbasie. Dla Kremla to instrument nacisku na Ukrainę. Za każdym razem przed kolejnymi rozmowami w Mińsku ostrzałów jest więcej, co powoduje śmierć żołnierzy – tym bardziej bolesną, że w czasie rzekomo obowiązujących porozumień pokojowych. W Rosji temat śmierci własnych wojskowych to temat tabu – za poruszenie którego można trafić do więzienia lub zginąć.
Wałentyn Badrak, dyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem
Fot. facebook.com/valentyn.badrak
Ofensywa rosyjskie armii przeciwko Ukrainie jest możliwa. Rosja jest dzisiaj w pełni gotowa do wojny. Czy dojdzie do ataku – to zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od stanowiska liderów krajów zachodnich. Czy Putin wykorzysta swoją gotowość – to zależy już od tego, co dzieje się w jego głowie.
O gotowości Rosjan do wojny świadczą takie fakty, jak koncentracja wojsk i wprowadzenie wysokiego poziomu gotowości bojowej. Obecnie od momentu wydania poleceń do podjęcia działań minąć musi kilka dni. Wcześniej potrzeba było na to kilka tygodni.
Pierwszym argumentem za podjęciem działań wojennych są wybory do Dumy w Rosji, zaplanowane na 18 września. Dla wzmocnienia poparcia Putinowi potrzebne są zewnętrzne sukcesy i zwyciężeni wrogowie. Drugi argument to wybory prezydenckie w USA. Ameryka weszła w tą fazę, w której trudno będzie jej reagować, jeśli konflikt przeistoczy się z niskiej intensywności do fazy „gorącej”. Zresztą stanowiska prezydenta Obamy i tak nie jest adekwatnym wobec wyzwań, jakie stawia Rosja przed wspólnotą międzynarodową. Także i w okresie wyborczym nie będzie w stanie odpowiedzieć lepiej niż dotychczas. Po trzecie ważne jest stanowisko krajów UE. Z jednej strony rozumieją one wyzwania związane z polityką rosyjską, z drugiej są gotowi do współpracy z Moskwą przeciwko terrorystom w Syrii i wobec migracji. Wiele krajów chciałoby wznowić współpracę ekonomiczną z Rosją. To powstrzymuje je od otwartego reagowania na działania Moskwy.
Na szczycie NATO w Warszawie ogłoszono, że Sojusz będzie bronił swoich członków. To oznacza, że Ukraina nie ma szans na pomoc wojskową, także wojskowo-techniczną. W wielu krajach NATO utrzymuje się negatywny stosunek do kwestii ewentualnych dostaw broni na Ukrainę. Z drugiej strony Sojusz zachęca nas do współpracy technologicznej w sferze wojskowej, jednak w konkretnych projektach wielokrotnie zdarzało się, że ukraińskie firmy spotykały się z negatywną reakcją na zachodzie. Wygląda więc na to, że Ukraina sam na sam musi mierzyć się z silnym przeciwnikiem.
Według jednego ze scenariuszy rosyjska ofensywa może wyglądać jak atak prorosyjskich separatystów, których będą wspierać wojska rosyjskie. W takim wypadku Ukraina może długo wytrzymać. Drugi z możliwych scenariuszy jest gorszy – to zastosowanie przez Rosję lotnictwa i rakiet. Tutaj nasze siły są nierówne, a znaczna ilość sprzętu jest przestarzała. Szersze zmiany i modernizacja miały miejsce jedynie w wojskach lądowych. Co prawda, w takim wypadku Ukraina ma „asa w rękawie” – w formie sił specjalnych o znacznych możliwościach, także tworzenia ewentualnych oddziałów partyzanckich na okupowanych terytoriach.
Jest jeszcze jeden aspekt. Zająć terytorium to jedno, utrzymać je – to inna sprawa. Nie wszystkie regiony na wschodzie i południu kraju są prorosyjskie i gotowe ochoczo przyjąć rosyjską okupację. Widać było to w wypadku rosyjskich prowokacji w Charkowie i Odessie, nawet na Donbasie.
W ciągu dwóch lat wojny prezydent Poroszenko nie wykonał wszystkich niezbędnych kroków na rzecz wzmocnienia obronności. Akcentował kroki polityczne i dyplomatyczne, podejmowane na rzecz zakończenia konfliktu. Mimo tego Ukraina stworzyła silną armię. To kolejny czynnik, który muszą brać pod uwagę Putin i sztab generalny FR – potencjalnie tysiące zabitych rosyjskich żołnierzy. 50-60 tysięcy zabitych na Ukrainie spowodowałoby społeczny kryzys w samej Rosji. To argument, który powstrzymuje Kreml przed działaniami zbrojnymi.
Duża ofensywa przeciwko Ukrainie byłaby niebezpieczną także dla samego Putina. Oznaczałoby dla niego być albo nie być. Być – gdyby udało mu się odpowiednio mocno nastraszyć Zachód i zmusić tym samym do nieingerencji. Nie być – gdyby świat zareagował, a Ukraina zadałaby poważne straty agresorowi. Wówczas reżimowi Putina pozostałyby zaledwie dni do upadku.
Możliwe są również prowokacje Rosji wobec krajów bałtyckich i Polski. Ale nie po to, by zająć terytorium tych krajów, ale by nadać wiadomość: „nie mieszajcie się w działania na Ukrainie, bo będziemy walczyć także z wami”. To tradycyjna dla Putina retoryka szantażu. Możliwe są w tym wypadku działania grup dywersyjnych w tych krajach czy inne metody wojny hybrydowej, dobrze opracowane przez Rosję.
Oleksij Arestowicz, ekspert wojskowy
Fot. facebook.com/alexey.arestovich
Jest wiele oznak możliwej rosyjskiej ofensywy. Sposób myślenia Kremla: pod pozorem ćwiczeń Kaukaz-2016, które ruszają 15 sierpnia, stworzymy ugrupowanie uderzeniowe na granicy z Ukrainą. Równocześnie zaktywizowali działania na Donbasie, by zyskać wstępną przewagę, zdemoralizować naszych żołnierzy i zmotywować własnych, a także wyczerpać nasze siły.
Ćwiczenia niektórych jednostek wojskowych tzw. republik DNR i ŁNR, a także jednostek rezerwowych Federacji Rosyjskiej wskazują, że nie są one póki co gotowe do prowadzenia działań na dużą skalę. Najprawdopodobniej będzie miała miejsce stopniowa aktywizacja działań, być może także wprowadzanie do działań jednostek wprost z poligonów. Szczyt tej aktywności najpewniej przypadnie na okres od połowy września do połowy października.
Wprowadzenie do działań sił rosyjskich jest możliwe w wypadku wyczerpania naszych własnych zasobów i rezerw i w sytuacji, gdy Kreml będzie uważał, że ma dobre perspektywy na sukces interwencji. Dla tego celu Ukraina powinna być nieprzygotowana do odparcia ataku, przeprowadzenia mobilizacji, a Zachód – do reakcji na uderzenie.
Kreml spróbuje wykorzystać działania na froncie do politycznego nacisku na Kijów, aby zmusić go do ustępstw w sferze nadania „specjalnego statusu” dla Donbasu. W razie odmowy Moskwa będzie grozić zmasowanym uderzeniem. Rosja chce prawdopodobnie powtórzyć scenariusz z 2014 roku, gdy wobec świętowania Dnia Niezależności decyzje podejmowano powoli. Do tego dodać należy odwrócenie uwagi Zachodu wobec odbywających się Igrzysk Olimpijskich w Brazylii.
Z drugiej strony tempo rozpadu rosyjskiej gospodarki wobec sankcji oraz przezbrajania Sił Zbrojnych Ukrainy nie dają Rosji możliwości wojskowego rozwiązania konfliktu na swoją korzyść już za 1-1,5 roku. Wiele zależy też od adekwatnej reakcji naszego społeczeństwa i władz na zagrożenie.
Krzyki o „zdradzie” władz państwowych trzeba oceniać jako działania w interesie wroga, mające na celu demoralizację społeczeństwa. Trzeba zachować spokój, zwłaszcza w wypadku ofensywy przeciwnika i strat, nie tworzyć atmosfery paniki. Myślę, że mimo wszystko, Putin jednak nie zdecyduje się na bezpośrednią konfrontację z Ukrainą. Nasza armia jest w dobrej formie, wszyscy są ostrzeżeni i śledzą na bieżąco sytuację. Wiele też będzie zależeć od możliwości szybkiego przeprowadzenia mobilizacji – sam pobiegnę do komisariatu wojskowego na pierwsze wezwanie. Tego też życzę wszystkim, dla których „wolna Ukraina” to nie tylko puste słowa. Trzeba być gotowym. Sława Ukrainie!
Serhij Dżerdż, szef Rady Koordynacyjnej „Ligi Obywatelskiej Ukraina-NATO”
Fot. a.112.ua
Zagrożenie dużą ofensywą ze strony Rosji istnieje i w ostatnim czasie wzrosło. Wskazuje na to zwiększenie liczebności rosyjskich wojsk wzdłuż granicy z Ukrainą, zwiększenie intensywności ostrzałów na Donbasie, a także zwiększenie liczebności rosyjskich żołnierzy na obszarach okupowanych, przerzut czołgów i artylerii z Rosji. Oprócz tego Rosjanie zwiększyli liczebność wojsk na Krymie, wzmocnili obronę przeciwlotniczą i zwiększyli liczebność formacji ofensywnych na Półwyspie. Trwają również manewry i ćwiczenia w Naddniestrzu oraz na Kaukazie. Równocześnie Rosja nasila działalność wywiadowczą i dywersyjną na Ukrainie i w krajach NATO w regionie.
Wśród ostatnich metod, tzw. wojny hybrydowej, które zastosowali Rosjanie są np. działania takie jak wyjazd francuskich deputowanych na Krym, głosowanie w jednej z prowincji Włoch ws. żądania zdjęcia sankcji z Rosji, a także wpływ na polskich polityków wobec głosowania ws. Wołynia. Widać więc, że sytuacja się pogarsza.
Rosyjskie prowokacje wobec Polski i krajów bałtyckich również nie są wykluczone. Możliwe, że nie będą to działania realizowane wprost: mogą to być protesty mniejszości rosyjskiej w Estonii. Rosja może również zająć jedną z wysp na Morzu Bałtyckim i w ten sposób sprawdzić gotowość NATO do odpowiedzi na podobne działania.
Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, w defiladzie z okazji Święta Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia br. wezmą udział m.in. żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy.
W uroczystościach planowany jest udział ok. 200 żołnierzy z zagranicy, w tym z Estonii, Kanady, Litwy, Łotwy, Niemiec, Portugalii, Rumunii, USA, Węgier i Ukrainy. Poprzednio żołnierze Sił Zbrojncyh Ukrainy brali udział w defiladzie 15 sierpnia 2008 roku (na zdj.).
15 sierpnia to rocznica zwycięstwa Wojska Polskiego w Bitwie Warszawskiej, która była decydującymm starciem w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Istotną rolę w tych starciach odegrali żołnierze armii Ukraińskiej Republiki Ludowej (m.in. w obronie Lwowa i Zamościa).
Prezydent Federacji Rosyjskiej oskarżył stronę ukraińską o prowadzenie operacji dywersyjnych na terytorium Półwyspu Krymskiego. Wcześniej oświadczenie podobnej treści wydała Federalna Służba Bezpieczeństwa.
Według powiadomienia, które pojawiło się na stronie FSB, na Krymie zlikwidowano „sieć agenturalną” Wywiadu Wojskowego Ukrainy, której celem miały być ataki z wykorzystaniem urządzeń wybuchowych na „krytycznie ważne” elementy infrastruktury Półwyspu, w celu destabilizacji sytuacji społeczno-ekonomicznej. Według FSB 7 sierpnia w rejonie Armiańska na Krymie ujawniono grupę dywersantów, a przy próbie zatrzymania jej członków doszło do wymiany ognia, w której zginął jeden funkcjonariusz FSB.
„To głupia i przestępcza akcja” – powiedział Władimir Putin podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Armenii. Zapowiedział, że działania, w wyniku których ponieśli śmierć rosyjscy funkcjonariusze, „nie pozostaną bez uwagi”. Zapowiedział również podjęcie działań na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa na Krymie, a także „inne, poważne konsekwencje”. Działania, jakie miała rzekomo podjąć strona ukraińska, zdaniem rosyjskiego prezydenta miały na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa Ukrainy od trudnej sytuacji ekonomicznej.
„Myślę, że jest jasne, że władza w Kijowie nie szuka sposobów pokojowego rozwiązania sytuacji na Donbasie i przechodzi do terroru” – powiedział rosyjski prezydent zwracając się do przywódców krajów zachodnich. Wyraził również przekonanie, że w aktualnej sytuacji kolejne spotkanie w formacie normandzkim nie ma sensu.
Ministerstwo Obrony Ukrainy zaprzeczyło, jakoby strona ukraińska podejmowała jakiekolwiek działania na terytorium Półwyspu Krymskiego.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nazwał oświadczenia strony rosyjskiej „fantazjowaniem”. „Te oświadczenia mają na celu uzasadnić kolejne groźby agresji wojskowej wobec Ukrainy” – napisał prezydent Ukrainy w oświadczeniu na stronie internetowej.
Na podstawie: pravda.com.ua, tass.ru, president.gov.ua,
Andrzej Duda i Petro Poroszenko podczas planowanego na 24 sierpnia spotkania podpiszą wspólne oświadczenie z okazji 25-lecia niezależności Ukrainy.
Na święto niepodległości Ukrainy planowana jest wizyta prezydenta RP w Kijowie, o czym poinformował minister w Kancelarii Prezydenta, Krzysztof Szczerski. „Przygotowujemy wspólną deklarację prezydentów (…) dokument ma podkreślić znaczenie niezależności Ukrainy oraz fakt, że Polska była pierwszym krajem, która uznała niezależność Ukrainy” – powiedział Szczerski.
Jesienią bieżącego roku mają rozpocząć się testy ukraińskich rakiet balistycznych „Grom-2”. Ich zasięg wynosić będzie do 450km. Mają one w przyszłości zastąpić w Siłach Zbrojnych Ukrainy sowieckie pociski Toczka-U, ale trafią również na eksport.
Nowe rakiety balistyczne systemu „Grom-2” powstają w Państwowym Biurze Projektowym „Jużnoje” (Yuzhnoye) z Dnipro (dawniej: Dniepropietrowsk), specjalizującym się w technologiach kosmicznych. Jest to zakład posiadający duże doświadczenie w produkcji rakiet nośnych dla przemysłu kosmicznego. W przeszłości brał on również udział w produkcji pocisków balistycznych. „Jużnoje” jest m. in. związane z brazylijsko-ukraińskim programem kosmicznym Cyclone-4. Prowadził również konwersję pocisków balistycznych RS-20 na kosmiczne rakiety nośne.
Zainicjowany trzy lata temu program „Grom-2” prowadzony jest w celu opracowania nowoczesnego systemu rakietowego, o osiągach porównywalnych z rosyjskimi zestawami „Iskander”. Jak podaje agencja informacyjna Most, mobilne wyrzutnie będą mogły służyć do odpalania rakiet balistycznych i pocisków manewrujących, podobnie jak „Iskander”.
Pociski manewrujące mają bazować na projekcie „Korsun-2”. Wersja balistyczna to całkowicie nowa, jednostopniowa rakieta o parametrach zbliżonych do pocisków „Iskander-M”. Wersja przeznaczona dla Sił Zbrojnych Ukrainy będzie miała zasięg do 450 km, natomiast wariant eksportowy około 280 km.
Testy nowego systemu miały odbyć się w ostatnich miesiącach roku 2015. Przeszkodziły w tym procesy restrukturyzacyjne w Narodowej Agencji Kosmicznej Ukrainy i przemyśle obronnym. Na jesień lub wczesną zimę bieżącego roku planowane jest pierwsze próbne odpalenie nowej rakiety balistycznej.
Warto zauważyć, że podobne programy realizowane są również przez sąsiednie państwa. W kooperacji z Chinami Białoruś rozwija swój system o nazwie „Polonez”. Ma on łączyć system wieloprowadnicowych rakietowych zestawów artyleryjskich (zastępując systemy „Uragan” czy „Smiersz”) oraz pociski balistyczne (zastępując rakiety „Toczka-U”).
Fot. MO Białorusi
W Polsce również są prowadzone prace nad podobnym projektem o kryptonimie „Homar”. Będzie łączy funkcję modułowej wyrzutni balistycznej i wieloprowadnicowej. Nie wyszedł on jednak poza fazę wyboru zagranicznego kontrahenta dla PGZ. Najprawdopodobniej wybór padnie na Izraelski koncern IMI z system „Lynx” lub amerykański Lockheed Martin z używanymi przez US Army wyrzutniami HIMARS. Oznacza to, że Polska jest daleko w tyle za Białorusią i Ukrainą, nie wspominając już o Rosji, w zakresie balistycznych systemów rakietowych, będących istotnym elementem systemu odstraszania.