niedziela, 14 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 214)

polukr

Święto Wojsk Powietrznodesantowych Ukrainy w LITPOLUKRBRIG

Share Button

2 sierpnia, Lublin, Polska. Polscy i litewscy oficerowie dowództwa Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej złożyli życzenia ukraińskim kolegom w związku z przypadającym w dniu dzisiejszym świętem Wojsk Powietrznodesantowych Ukrainy.

„Ukraińskie błękitne berety i pasiaste podkoszulki, atrybuty Wojsk Powietrznodesantowych Ukrainy są dobrze znane z misji w Iraku, Afganistanie, Kosowie i wielu innych zapalnych regionach świata. Żołnierze tego rodzaju wojsk stali na pierwszej linii od początku wojny na Donbasie. Teraz, w ramach LITPOLUKRBRIG staliśmy się częścią wielonarodwej wspólnoty żołnierzy. Brygada łączy w sobie zarówno charakter jednostki zmechanizowanej jak i powietrznodesantowej. Jesteśmy dumni z naszego dziedzictwa i jesteśmy szczęśliwi, że nasi koledzy z dwóch pozostałych krajów świętują ten dzień razem z nami” – powiedział pułkownik Wołodymyr Judanow, p.o. dowódcy Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej.

Polscy i ukraińscy żołnierze podczas ćwiczeń Anakonda-16/ Fot. LITPOLUKRBRIG
Polscy i ukraińscy żołnierze podczas ćwiczeń Anakonda-16/ Fot. LITPOLUKRBRIG

Ukraiński komponent wielonarodowej Brygady LITPOLUKRBRIG tworzą żołnierze z 80 Brygady Wojsk Powietrznodesantowych Ukrainy z Lwowa.

Zdjęcia z obchodów Dnia Wojsk Powietrznodesantowych Ukrainy we Lwowie:

У Львові відзначили День ВДВ

Ołeksandr Gain

Źródło: Biuro Prasowe LITPOLUKRBRIG

Share Button

Zbrodnia Wołyńska i prowokacje Rosji

Share Button

Inicjatywa Partii Komunistycznej Rosji, o uznaniu w Dumie Państwowej tragicznych wydarzeń na Wołyniu za ludobójstwo była do przewidzenia. Faktycznie była to kwestia czasu. Tak naprawdę jednak liczy się tylko to, jak na taką inicjatywę zareagują polskie władze.

Temat Rzezi Wołyńskiej od lat jest na sztandarach polityki rosyjskiej wobec Polski w jej ukraińskim wymiarze. Tragiczne wydarzenia na Wołyniu w czasie Drugiej Wojny Światowej są doskonałym paliwem dla tworzonej przez Rosję antyukraińskiej propagandy i pokazania “banderowskiej” Ukrainy i Ukraińców jako “narodu zbrodniarzy”, którzy “najpierw zabijali na Wołyniu, a teraz to samo robią na Donbasie”. Moskwa cynicznie próbuje stawiać znak równości pomiędzy tymi absolutnie niezwiązanymi między sobą wydarzeniami, podsycając wzajemną niechęć na obu brzegach Bugu, wykorzystując umiejętnie sprzyjające okoliczności, a także swoich tajnych i jawnych sympatyków oraz rzesze „pożytecznych idiotów”.

Dla wzmocnienia przekazu często wykorzystuje się fakty i wydarzenia, tworzone przez siły prorosyjskie lub przynajmniej widocznie inspirowane przez Rosję. Na przykład zniszczenie kilku mogił i pomników poświęconych ukraińskiemu podziemiu oraz ludności cywilnej w latach 2015-2016 na południu i wschodzie Polski miało posłużyć zaognieniu stosunków na polsko-ukraińskim pograniczu ze Zbrodnią Wołyńską w tle. Notabene, informacja o tym od razu ukazywała się na stronie internetowej prorosyjskich separatystów znanej jako „Novorossiya Today” (także w języku polskim). Jednocześnie próbowano burzyć polskie pomniki na Ukrainie, o czym informowały polskie media przy okazji aresztowania w maju lidera prorosyjskiej partii „Zmiana”, Mateusza Piskorskiego.

Dla podsycania antyukraińskich nastrojów w Polsce Rosja łączy ze sobą fakty i mity, tworząc alternatywną, równoległą rzeczywistość. Przykładem są nieprawdziwe informacje, tworzone i kolportowane zwłaszcza w cyberprzestrzeni, między innymi w mediach społecznościowych. Przykładowo,, na początku lipca na Twitterze pojawił się “wpis” rzekomo wicepremier rządu Ukrainy Ivanny Klympusz-Tsyntsadze, gdzie miała ona bardzo kontrowersyjnie wypowiedzieć się na temat Polski i Polaków. Ukraińska wicepremier sama interweniowała w tej sprawie, podkreślając, że jest to kłamstwem, przy okazji sygnalizując, kto może stać za tego rodzaju prowokacjami (https://twitter.com/IKlympush/status/752879834318110720). W tym czasie na Twitterze pojawia się mityczne cyberwojsko “Prawego Sektora” które “terroryzuje” m.in. rzekomo kradnąc z serwerów Ministerstwa Obrony Narodowej Polski informacje i domagając się okupu. O sprawie „сyberzbrodni” “faszystowskiego” “Prawego Sektora” najszybciej poinformowała naczelna tuba rosyjskiej propagandy – agencja Sputnik (http://sputniknews.com/science/20160715/1042990641/right-sector-hackers-polish-ministry.html). Wszystkie tę działania, trzeba przyznać, nie są specjalnie wyrafinowane, jednak ich celem jest jedynie szybki efekt kompromitacji przeciwnika i oczekiwanie, że sprostowania i wyjaśnienia i tak nie przebiją do głównego nurtu przekazu informacyjnego.

Nieprzypadkowo to wszystko dzieje się w okolicach kolejnej rocznicy Rzezi Wołyńskiej w Polsce. O uznanie tej zbrodni za ludobójstwo zabiegała Rosja od lat. Poczynając od 2005 i do 2013 roku kiedy to i Rosja i aktualny zbieg – były deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy Wadim Kolesniczenko apelował w gmachu Sejmu w Warszawie o uznanie zbrodni Wołyńskiej za ludobójstwo posługując się listem z podpisami 148 parlamentarzystów byłej Partii Regionów i (również już nieistniejącej Komunistycznej Partii Ukrainy).

Należy jednak pamiętać, że zarówno poprzednie jak i dzisiejsza inicjatywa to nie żadna empatia i współczucie wobec Polaków, a chłodna i dobrze skalkulowana polityka skierowana na osłabienie Ukrainy na arenie międzynarodowej – a w konsekwencji także i Polski. Miejmy nadzieje, że władze Polski to wszystko rozumieją i nie będą z zachwytem przyklaskiwać takim inicjatywom Kremla.

Jerzy Stamborski

Share Button

Ukraiński polityk: jedyny sposób na odzyskanie Donbasu to operacja wojskowa

Share Button

„Jakiekolwiek rozmowy dyplomatyczne z Rosją nie mają szans przynieść rezultatu i jedyny sposób na odzyskanie Donbasu to operacja wojskowa” – mówi specjalista ds. bezpieczeństwa i sytuacji na Donbasie Wadym Denisenko, deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy z ramienia Bloku Petra Poroszenko. Rozmawiają Adam Lelonek i Dariusz Materniak.

Jak ocenia Pan aktualną sytuację na Donbasie, zwłaszcza zaostrzenie walk, jakie miało miejsce na przełomie czerwca i lipca?

 Faktycznie trudno mówić o jakimś poważnym zaostrzeniu sytuacji na całym obszarze Donbasu. Pewne incydenty w określonych rejonach mają miejsce już od kilku miesięcy. Na niektórych odcinkach wojska ukraińskie przesunęły się do przodu o kilka kilometrów i odbyło się to w sposób niezauważony dla strony separatystycznej i Rosjan. Działania te miały miejsce przede wszystkim w okolicach Awdijewki – w strefie przemysłowej miasta, następnie w Gorłówce i ostatnio w okolicach Switłodarska. Znaczenie strategiczne tego rejonu jest istotne przede wszystkim z punktu widzenia potencjalnych możliwości podejmowania zakrojonych na szeroką skalę działań ofensywnych w przyszłości, na całości terytorium obwodu donieckiego. Z kolei walki w Awdijewce miały znaczenie z punktu widzenia lokalnej sytuacji taktycznej. Dotąd takie działania podejmowali Rosjanie, przede wszystkim przed kolejnymi rundami rozmów w Mińsku, tak, by móc je prowadzić z pozycji siły, teraz podobne podejście zastosowała ukraińska armia, choć, jak już wspomniałem – odbyło się to bez większego rezonansu w mediach. Znaczenie tych ruchów jest zróżnicowane w zależności od rejonu, w jakim mają one miejsce.

Faktycznie odcinek pomiędzy Switłodarskiem i Debalcewem, włącznie z samym miastem zgodnie z porozumieniami mińskimi powinien pozostawać pod kontrolą Ukrainy?

Mówimy w tym momencie o czysto teoretycznym zagadnieniu, które nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość. Switłodarsk jak już powiedziałem daje nam możliwość prowadzenia działań ofensywnych w kierunku Debalcewa, Gorłówki i dalej, ale trzeba brać pod uwagę, że stan zapisany w porozumieniach z Mińska praktycznie nie istnieje. Trzeba więc jako punktu odniesienia przyjmować realną sytuację, z jaką mamy do czynienia na froncie.

Czy istnieją zatem plany siłowego odzyskania kontroli na Donbasem, przy użyciu Sił Zbrojnych Ukrainy?

Według mnie to jedyna droga. Jakiekolwiek rozmowy dyplomatyczne z Rosją nie mają szans przynieść rezultatu i jedyny sposób na odzyskanie Donbasu to operacja wojskowa. Jest to więc kwestia wojskowa, a nie polityczna i dyplomacja w tym obszarze była potrzebna jedynie do powstrzymania pewnych procesów, aby można było zebrać siły i podjąć działania w celu odzyskania kontroli nad Donbasem. To kwestia jeszcze co najmniej 1,5 roku, a najprawdopodobniej dłuższego czasu – prawdopodobnie 3-5 lat, pod warunkiem, że sytuacja w samej Rosji pogorszy się na tyle, że pozwoli nam to na podjęcie działań ofensywnych. To sytuacja podobna do tej na Bałkanach, kiedy Chorwaci przejęli kontrolę nad serbską Krainą – gdy Serbowie wycofali się z tego terenu, został on wówczas zajęty przez armię chorwacką. Rzecz jasna w przypadku Donbasu mówimy o znacznie większej skali takich działań – na okupowanym Donbasie wciąż mieszka koło 4 milionów ludzi, wśród nich wielu o nastrojach separatystycznych czy prorosyjskich, zwłaszcza w aglomeracji donieckiej. Kluczowym czynnikiem dla powodzenia takiej operacji jest wewnętrzne wzmocnienie państwa ukraińskiego. Dlatego potrzeba czasu, bo gdyby takie działania podjąć obecnie, najprawdopodobniej zakończyłoby się to (nawet w wypadku powodzenia) scenariuszem zbliżonym do tego z Iraku.

Trzeba więc oczekiwać na moment, w którym Ukraina będzie silna, a Rosja na tyle słaba, żeby nie była w stanie temu przeciwdziałać wojskowymi metodami?

To tak naprawdę futurologia – ważne, co należy robić aktualnie na rzecz powrotu Donbasu do Ukrainy. Obecnie rozważane są trzy koncepcje co do tego, jak może rozwijać się sytuacja. Pierwsza z nich zakłada pozostawienie wszystkiego faktycznie bez zmian, czyli sytuację ani wojny, ani pokoju, z dziurawą granicą, przez którą codziennie płyną wielkie potoki kontrabandy o wartości co najmniej 1 miliarda dolarów rocznie – i to wydaje się być minimalną cyfrą. Drugi scenariusz zakłada podjęcie dialogu z Zacharczenką i Płotnickim (liderzy DNR i ŁNR – przyp. polukr.net), czyli faktycznie rozpocząć reintegrację tych obszarów do Ukrainy. Moim zdaniem to najgorszy scenariusz z możliwych, który musiałby doprowadzić do segmentacji Ukrainy i początku wojny domowej. Oznaczałby on bowiem infiltrację czynnika prorosyjskiego na całym terytorium Ukrainy (on i tak jest obecny, ale na znacznie mniejszą skalę), w tym także do Rady Najwyższej Ukrainy, a także do rad obwodowych, gdzie nastroje separatystyczne zyskałyby szczególne znaczenie. Wówczas doszłoby najpewniej do powtórzenia scenariusza, jaki znamy z Donbasu, w innych regionach Ukrainy. Trzeci scenariusz to pełna izolacja od zajętych terytoriów – to, co zrobił Micheil Saakaszwili z Abchazją i Osetią Południową. Oznacza to zamknięcie granicy i pojedyncze przypadki osób, które są w stanie ją przekroczyć. Osobiście jestem zwolennikiem trzeciego wariantu. Obecnie bowiem na Donbas można dostać się albo przez punkty graniczne na samym Donbasie, albo – jak robi to wiele osób pochodzących z tamtego obszaru – podróżując do Rosji i od strony Rosji wjeżdżając na terytorium Ukrainy. Osobiście uważam, że nie ma w tym nic złego, jednak uważam, że jasne stanowisko i wybór trzeciego wariantu to jedyny sposób na utrzymanie suwerenności Ukrainy jako niezależnego państwa. Który wariant zostanie zrealizowany – czas pokaże, jak na razie najwięcej wskazuje na to, że zostanie utrzymany obecny status quo. Co  jest w nim złego? Przede wszystkim straty na froncie, choć stosunkowo niewielkie, to stale występujące, a także przepływ środków finansowych i zysków z kontrabandy.

Czy wiadomo ile jest ofiar konfliktu zbrojnego po stronie rosyjskiej, a także jakie nakłady i straty finansowe ponosi Rosja w związku z trwającymi działaniami zbrojnymi?

Wydaje się, że straty ludzkie po stronie rosyjskiej są mniej więcej zbliżone do tych po stronie ukraińskiej. To mniej więcej stosunek 1:1, co najwyżej 1:1,5 na niekorzyść Rosji, jako że atakujący zwykle ponosi większe straty niż broniący się. Jeśli mowa o nakładach finansowych, jakie musi ponosić Rosja w związku z trwającym konfliktem na Donbasie, to dość prawdopodobną wydaje się być suma ok. 250-300 milionów dolarów na miesiąc, co daje ok. 3,5-4 mld dolarów w skali roku. Dla przykładu, koszty utrzymania Osetii Południowej to ok. 500 mln dolarów rocznie – przy czym należy brać także pod uwagę to, że Osetia jest dużo mniejsza. Z kolei na Donbasie funkcjonuje w ograniczonym zakresie lokalna gospodarka: działające przedsiębiorstwa, są miejsca pracy i tak dalej.

Czy jest przygotowany plan lub przynajmniej ogólna koncepcja tego, w jaki sposób zmienić podejście i punkt widzenia ludzi, którzy mieszkają na Donbasie i którzy prezentują mocno prorosyjski punkt widzenia?

Oficjalnie takie plany istnieją, jednak są one utajnione. Problem zresztą jest szerszy, jako że dotyczy nie tylko obszarów okupowanych, ale także pozostałych rejonów obwodu donieckiego i ługańskiego, a także położonych przy granicy z Donbasem wybranych rejonów obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i charkowskiego. Wielu mieszkańców tych obszarów jest przekonanych, że winni wybuchu wojny są nie tylko w Moskwie, ale także w Kijowie. Dlatego mamy tu do czynienia z dwoma problemami – po pierwsze z kwestią tego, co w dalszej przyszłości robić z mieszkańcami Doniecka i innych okupowanych terytoriów w sferze zmiany ich mentalności, a po drugie jako sobie radzić z nastrojami separatystycznymi na obszarach pozostających pod naszą kontrolą. Taka sytuacja jest efektem mentalności jeszcze z czasów radzieckich, gdzie wielu ludzi funkcjonowało bardzo długo po upadku ZSRR jako realny „homo sovieticus”, dla którego największym osiągnięciem było polecieć do Moskwy, napić się i z powrotem. Znamienne – do Moskwy, a nie do Kijowa. Dlatego ta sytuacja wymaga pracy, by doszło do zasadniczych zmian. Ponadto, funkcjonujące na Donbasie lobby górniczo-metalurgiczne, związane z przemysłowym charakterem tego regionu przez długi czas zachowywało swoje wpływy, tak polityczne (dzięki wsparciu takich polityków jak Kuczma czy Janukowycz) jak i finansowe, wobec utrzymującym się przez dłuższy okres czasu wysokim cenom surowców. Lokalne elity zjednoczyły się z czasem, tworząc Partię Regionów, która po okresie rządów Wiktora Juszczenki była w stanie przejąć władzę. Zagrożenie zmiany tej sytuacji zawsze wywoływało poczucie zagrożenia, co wykorzystała Rosja.

Jak ocenia Pan kwestię zagrożeń wynikających z obecnej sytuacji na Donbasie: trwa konflikt, niemal codziennie giną cywile i żołnierze, a ze strony ukraińskiego społeczeństwa padają pytania: dlaczego nie podejmujemy żadnych działań?

Na tym właśnie polega taktyka Putina – utrzymanie niestabilnej sytuacji, nie będącej ani stanem wojny, ani pokoju. Trzeba jednak pamiętać, że po drugiej stronie sytuacja jest analogiczna i również będzie powodować niestabilność. Pozostaje tylko pytanie, która ze stron będzie w stanie wytrzymać ten stan rzeczy dłużej. Dlatego właśnie należy podejmować zasadnicze decyzje i działania – albo zamykamy granicę, albo nadal dryfujemy w kierunku faktycznego samobójstwa.

Czy nie ma zagrożenia otwartą agresją ze strony Rosji? Na przykład w celu opanowania Charkowa czy stworzenia „lądowego korytarza” na Krym?

Wydaje się, że Rosja nie jest gotowa do otwartej konfrontacji. Zdaniem rządzących w Moskwie, a zwłaszcza „kuratora” Donbasu Surkowa, istnieje duża szansa na to, że Ukraina upadnie sama, bez konieczności podejmowania poważnych działań zbrojnych, wskutek sytuacji związanej z Donbasem i działań populistycznych sił politycznych na Ukrainie. Wszystko zależy od tego, na ile Ukraina będzie gotowa na odpieranie lokalnych ataków i radzenie sobie z zaostrzeniem sytuacji na Donbasie. Trzeba pamiętać, że działania zbrojne to dla Rosji tylko narzędzie – celem jest demoralizacja i rozchwianie sytuacji wewnętrznej na Ukrainie wszelkimi możliwymi sposobami, także politycznymi czy np. z wykorzystaniem narzędzi takich jak polityka Gazpromu i wewnętrzny spór polityczny wokół cen gazu, a także sytuacji społeczno-ekonomicznej społeczeństwa.

Jak z kolei wygląda zagrożenie terroryzmem na Ukrainie? Co jakiś czas bowiem dochodzi do zatrzymań członków ISIS przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy.

Jak na razie zagrożenie terroryzmem na Ukrainie jest minimalne – faktycznie problem ten nie istnieje w świadomości większości ukraińskich polityków. Teoretycznie Ukraina może być wykorzystywana jako kraj tranzytowy, jednak nie ma tu środowisk, w ramach których mogłyby funkcjonować grupy islamskie – dla przykładu, w Kijowie znajduje się tylko jeden meczet.

Dziękujemy za rozmowę.

Adam Lelonek, Dariusz Materniak

Share Button

Ukraińskie rakiety dla polskich myśliwców

Share Button

Spółka WB Elektronics współpracująca z ukraińskim Państwowym Przedsiębiorstwem Handlu Zagranicznego ,,Spetstechnoexport” ogłosiła, że w dniu 15 lipca 2016 roku otrzymała zaproszenie od Inspektorat Uzbrojenia do zawarcia kontraktu na dostawę pocisków rakietowych kierowanych R-27R1. Rakiety te są przeznaczone dla samolotów MiG-29. Wartość wstępna umowy szacowana jest przez Spółkę na kwotę 128 mln zł.

W czerwcu br polski Inspektorat Uzbrojenia ogłosił rozstrzygnięcie przetargu z października 2015 roku na dostarczenie kierowanych radarowo rakiet powietrze-powietrze R-27R1. Będą one stanowić dodatkowe uzbrojenie polskich myśliwców MiG-29 podczas misji typu „Air Policing”. Jednorazowo zostanie zakupione 40 sztuk tych pocisków. Dostawa rakiet ma zostać zakończona najpóźniej do dnia 30 listopada br. Polska Spółka wraz z Spetstechnoexport zaoferowało rakiety ukraińskiej firmy Artem, która jest jedynym poza Rosją producentem tego typu pocisków.

Koncern WB Electronics podjął szeroką dwustronną współpracę z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Z firmą Antonow podpisano porozumienie dotyczące współpracy przy opracowaniu i produkcji bezzałogowych systemów latających (dronów). Zgodnie z doniesieniami prasy ukraińskiej WB Electronics udzieliło również licencji na produkcję dronów typu FlyEye spółce CzeRaZa z Czernichowa.

Powyższe działania były możliwe dzięki podpisaniu podczas niedawnego Szczytu NATO porozumienia na szczeblu międzyrządowym pomiędzy Polska, a Ukrainą. Dotyczyło ono dostaw uzbrojenia i techniki wojskowej. Umowa ma na celu umożliwienie rozszerzenia współpracy przemysłowej obydwu państw.

Na podstawie: defence24.pl

Share Button

Światowy Kongres Ukraińców wezwał historyków z Polski i Ukrainy do kontynuowania dialogu

Share Button

Jedyną droga do pojednania naród polskiego i ukraińskiego jest lepsze zrozumienie przeszłości i wzajemne przebaczenie. Dlatego Światowy Kongres Ukraińców wezwał polskich i ukraińskich historyków do kontynuowania profesjonalnego dialogu na temat wspólnej przeszłości obu krajów.

Światowy Kongres Ukraińców w opublikowanym oświadczeniu wyraził również zaniepokojenie z powodu uchwał przyjętych przez Senat RP 7 lipca i Sejm RP 22 lipca w sprawie wydarzeń na Wołyniu. Zdaniem ŚKU, wykorzystanie terminów typu „ludobójstwo” będzie sprzyjać eskalacji i napięciu w relacjach pomiędzy oboma narodami, co zostanie wykorzystane przez Federację Rosyjską.

„Apelujemy o dalszą pomoc Polski dla wsparcia narodu ukraińskiego w jego walce o integralność terytorialną Ukrainy” – napisał w oświadczeniu prezes ŚKU, Jewhen Czolij.

Na podstawie: ukrainianworldcongress.org

Share Button

Papież Franciszek: Naród polski zawsze potrafił dobrze współpracować na polu międznarodowym

Share Button

Podczas Światowych Dni Młodzieży, które odbywają się w Krakowie papież Franciszek, zwracając się podczas poiwtania na Wawelu do prezydenta RP i zgromadzonych gości stwierdził, że „naród Polski zawsze potrafił dobrze współpracować na polu międzynarodowym”

Zdaniem papieża, pomiędzy dwoma częściami pamięci – dobreą i złą, pozytywną i negatywną – ważne jest, by iść szlakiem dobra. „Polski naród poszedł dobrym szlakiem, o czym świadczyła wspólna deklaracja Kościoła Katolickiego Polski i Patriarchatu Moskiewskiego” – stwierdził papież Franciszek, choć nie nawiązał w tym miejscu do aktualnych problemów relacji polsko-ukraińskich.

„W dzisiejszym świecie mamy wiele wyzwań, wśród nich emigrację, wynikającą zarówno z problemów ekonomicznych jak i z wojny i głodu (…) powinniśmy pomagać tym, kto jest w potrzebie. Zawsze powinniśmy nastawiać się na konstruktywny dialog” – dodał Franciszek.

Światowe Dni Młodzieży rozpoczęły się we wtorek, 26 lipca i potrwają do 31 lipca. Papież Franciszek po raz pierwszy przebywa z wizytą w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. W tegorocznym spotkaniu bieże udział młodzież ze 187 krajów świata. Jedną z liczniejszych grup jest młodzież z Ukrainy, w liczbie ok. 10 tysięcy.

Na podstawie: krakow2016.com

Share Button

Polska wśród trzech krajów, które najwięcej pomagają ukraińskiej armii

Share Button

Według Ministerstwa Obrony Ukrainy Polska znalazła się wśród trzech państw, które przekazały Ukrainie największą pomoc wojskową od początku rosyjskiej agresji na Donbasie.

Największą pomoc, w wysokości 111 mln dolarów przekazały jak dotąd Stany Zjednoczone, skąd na Ukrainę trafiły m.in. radary artyleryjskie, sprzęd medyczny, lekkie samoloty bezzałogowe, sprzęt łączności i rozpoznania, sprzęt saperski, itp. Druga w kolejności Kanada przekazała Ukrainie pomoc w wysokości 23,5 mln dolarów, w tym m.in. sprzęt do obserwacji w nocy, kamizelki kuloodporne i hełmy oraz odzież zimową.

Z kolei Polska dostarczyła Siłom Zbrojnym Ukrainy pomoc w wysokości 6,5 mln dolarów, w tym m.in. namioty i racje żywnościowe. Na wyposażenie ukraińskiej armii trafiły także produkowane w Polsce m.in. hełmy i kamizelki kuloodporne.

Na podstawie: polradio.pl

Share Button

Polska-Ukraina: rozmawiać bez kompleksów

Share Button

Trudna historia relacji polsko-ukraińskich, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stu lat wymaga przede wszystkim partnerskich rozmów prowadzonych w spokojnej atmosferze.

Relacje polsko-ukraińskie mają trudne do przecenienia znaczenia zarówno dla Warszawy jak i dla Kijowa. Określanie ich mianem strategicznego partnerstwa, choć nie zawsze wypełnione właściwą dla tego sformułowania treścią, mimo wszystko dość trafnie opisuje ich charakter w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci. Pomimo wszelkich ułomności własnej polityki wschodniej Polska była w stanie właściwie oceniać wagę przemian zachodzących na Ukrainie na przełomie 2004 i 2005 oraz 2013 i 2014 roku oraz starała odgrywać w nich pozytywną rolę. Stosunki Polski i Ukrainy nie są jednak wolne od problemów, a wśród nich zdecydowanie najpoważniejszym są kontrowersje wokół oceny wydarzeń historycznych i osób oraz organizacji w nie zaangażowanych.

Przysłowiową „kością niezgody” i największym problemem we wzajemnych relacjach pozostaje kwestia zbrodni popełnionych na Wołyniu w 1943 i 1944 roku przez oddziały ukraińskiego podziemia. Polski Sejm w uchwale z 22 lipca 2016 roku uznał te działania za ludobójstwo.

Wydaje się, że podjęcie tego tematu przez polski parlament było krokiem zbyt pośpiesznym i przedwczesnym. Jest wątpliwe, by którykolwiek z 432 posłów, którzy poparli uchwałę w głosowaniu był realnie kompetentnym w tematyce historycznej, której dotyczy przyjęty dokument. Do dzisiaj bowiem historycy instytutów pamięci narodowej z Polski i Ukrainy mają poważne problemy z pełną oceną wydarzeń na Wołyniu i innych obszarach objętych działaniami wojennymi – a znaczna część dokumentów dotyczących tych wydarzeń nie została jeszcze zbadana. Właśnie dlatego należało zaczekać z ocenami na wyniki prac polsko-ukraińskiego Forum Historyków, które działa od listopada 2015 roku. Tak się jednak nie stało i jest to wielki błąd, który nie ułatwi dalszego dialogu w tym i wielu innych obszarach. Za równie niefortunny należy uznać moment, jaki wybrano dla tej dyskusji – teraz, gdy Ukraina walczy z rosyjską agresją na Donbasie, nietrudno spodziewać się, że podobne działanie może zostać uznane za przysłowiowy „cios w plecy”, choćby w sferze informacyjnej – a jak wiadomo przestrzeń medialna pozostaje jedną z istotniejszych, w jakich ma miejsce rosyjska agresja przeciwko Ukrainie.

Reakcja strona ukraińskiej, jak się można było zresztą spodziewać, była negatywna. Celnie aktualny stan rzeczy ocenił ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca, który stwierdził, że w najbliższym czasie czeka nas okres wzajemnego obwiniania się o popełnione w przeszłości błędy. O ile w Polsce akcentuje się zbrodnie popełniane przez oddziały UPA w latach 1943-44, to po stronie ukraińskiej najczęściej uwaga zwracana jest na politykę władz polskich wobec ludności ukraińskiej w latach poprzedzających drugą wojnę światową, która miała przyczynić się do takiego, a nie innego przebiegu wypadków w latach następnych. Trudno zresztą nie zgodzić się ze znaczną część tych twierdzeń: wiadomo, że prowadzona przez władze II RP akcja niejednokrotnie de facto przymusowej polonizacji ludności ukraińskiej czy masowe burzenie budynków cerkiewnych pod koniec lat 30. XX wieku nie mogło nie odbić się na wzajemnych relacjach, zwłaszcza w czasie następującej wkrótce potem wojny. Fakty te, podobnie jak skala i okrucieństwo akcji odwetowych polskiego podziemia wobec ukraińskiej ludności cywilnej w latach 1943-45, a następnie równie zbrodnicze działania prowadzone w czasie akcji deportacyjnych i pacyfikacyjnych w latach 1945-47 przez władze komunistyczne, pozostają w Polsce nieznanymi – podobnie zresztą jak świadomość większości Ukraińców co do popełnionych przez UPA zbrodni na Polakach.

Za błędne należy uznać jednak podejście, w myśl którego Ukraina była w przeszłości polską kolonią, a polityka władz polskich była działaniem analogicznym do praktyk stosowanych przez rządy Wielkiej Brytanii czy Francji wobec swoich kolonii w Azji czy Afryce. Przede wszystkim termin ten odnosi się do terytoriów zamorskich, które stawały się obiektem polityki podboju krajów silniejszych (głównie między XVI a XIX stuleciem), prowadzącej następnie do fizycznego wyniszczenia ludności miejscowej i zastąpienia jej przez grupy ludności przyjezdnej z kraju-metropolii.

Chociaż tereny dzisiejszej zachodniej Ukrainy znajdowały się pod panowaniem polskim od połowy XIV wieku do 1772 roku, to polityka wobec ich mieszkańców (a także pozostałych obszarów dzisiejszej Ukrainy) nie przystawała do tej, realizowanej przez państwa kolonialne. W omawianym okresie czasu, w ramach I Rzeczypospolitej, sytuacja ludności ruskiej (dziś: ukraińskiej) nie różniła się w zasadniczy sposób od mieszkańców pozostałych regionów ówczesnej Polski. Obciążenia ludności wiejskiej (chłopów) na Ukrainie nie odbiegały zasadniczo od tych, z jakimi spotykali się mieszkańcy Wielkopolski czy Mazowsza, a szlachta ruska, choć nieliczna, posiadała te same prawe, co polska czy litewska. I mimo tego, że zabrakło czasu i miejsca na refleksję, by oficjalnie stworzyć Rzeczpospolitą nie Dwojga, a Trojga Narodów, to już w zapisach Unii Hadziackiej z 1658 roku znalazły się słowa o zawierających ją „wolnych z wolnymi i równych z równymi”. Również w czasach, gdy Rzeczpospolita zniknęła z mapy Europy, symbolem jedności trzech tworzących ją narodów walczących o wspólną niepodległość stał się herb z okresu powstania styczniowego, gdzie na trzech polach umieszczono godła trzech narodów: polskiego orła, litewską pogoń i ukraińskiego archanioła. Podobnych do wymienionych praktyk próżno szukać w jakimkolwiek z krajów będących obiektem kolonizacji – stąd też termin ten dla opisania relacji pomiędzy Polską a Ukrainą jest nieadekwatnym.

Raz jeszcze odwołując się do słów ambasadora Deszczycy należy zauważyć, że wzajemne obwinianie się nic nie da. I choć ten okres wzajemnych oskarżeń jest naturalnym po tak kontrowersyjnej uchwale polskiego Sejmu (oraz reakcjach strony ukraińskiej, w tym Komitetu Spraw Zagranicznych Rady Najwyższej Ukrainy) to należy go przeczekać, jednocześnie nie porzucając dialogu toczącego się na różnych płaszczyznach. Warto też podkreślać to, co było we wspólnej historii dobre, a nie tylko  akcentować tragiczne epizody. I trzeba przy tym uzbroić się w cierpliwość, gdyż po obu stronach granicy nadal niską jest świadomość popełnionych błędów – wobec czego realne pojednanie musi zająć więcej czasu, niż wielu z nas by sobie tego życzyło. Ważne, by było oparte na prawdzie. A rozmowy na ten temat prowadzić należy bez kompleksów po żadnej ze stron: bez kompleksu rzekomego „państwa kolonialnego” po stronie polskiej i bez „syndromu ofiary” po stronie ukraińskiej. Jak „równi z równymi”.

Dariusz Materniak

Share Button

Ukraina otrzymała dostawę bezzałogowców z USA

Share Button

Siły Zbrojne Ukrainy w ramach pomocy wojskowej z USA otrzymały partię samolotów bezzałogowych typu RQ-11B „Raven”. Wartość przekazanych samolotów to 12 mln dolarów.

Ceremonia przekazania odbyła się na lotnisku w Kijowie z udziałem m.in. ambasadora USA na Ukrainie, Geoffrey’a Payetta, który zapowiedział dalszą pomoc wojską USA dla Ukrainy, określając ją jako „jeden z priorytetów polityki zagranicznej USA”.

W ciągu kilku najbliższych dni na Ukrainę mają trafić także kolejne radary (na początku lipca Ukraina otrzymała z USA kilkanaście radarów artyleryjskich), a także systemy do obserwacji w nocy.

RQ-11 „Raven” to niewielki samolot bezzałogowy o wadze ok. 2 kg i zasięgu do 10 km. Może przenosić systemy do obserwacji w dzień lub w nocy. Jest transportowany przez 1-2 żołnierzy i może startować metodą „wypuszczania z ręki”.

Na podstawie: mil.gov.ua, nrcu.gov.ua

Share Button

MSW Ukrainy zablokowało procesję Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego

Share Button

Minister Spraw Wewnętrznych Ukrainy poinformował o zatrzymaniu procesji wiernych Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego w Kijowie.

„Siłami Policji i Gwardii Narodowej zatrzymano marsz procesji ulicami Kijowa. Bezpieczeństwo obywateli musi być ważniejsze, niż obrzędy religijne” – napisał Arsen Awakow.

Zatrzymanie procesji ma związek z zagrożeniem terrorystycznym i możliwymi prowokacjami wokół trwającego od kilku tygodni marszu. Zdaniem MSW istniało zagrożenia napaści na wiernych podczas obrzędów w Kijowie. W okolicach trasy znaleziono m.in. miny oraz granaty, które mogły posłużyć do ataku na procesję.

Do działań w zakresie zapewnienia porządku publicznego podczas wydarzeń religijnych związanych z rocznicą chrztu Rusi Kijowskiej skierowano łącznie 4500 funkcjonariuszy MSW. Kulminacyjny punkt obchodów w centrum Kijowa planowany jest na 27 lipca.

Wysoki poziom zagrożenia terrorystycznego utrzymuje się nie tylko na Ukrainie ale również w krajach UE: we Francji i Niemczech doszło w ostatnich dniach do kilku poważnych ataków terrorystycznych.

Na podstawie: pravda.com.ua, mvs.gov.ua,

Share Button