Zbyt emocjonalna reakcja części Europejczyków na „embargo” Rosji wobec europejskich owoców i warzyw stwarza wrażenie, że rozpoczęła się wojna sankcji, w której UE i Rosja wymieniają cios za ciosem. I Putin w opinii części komentatorów nie jest nawet tak „złym facetem”, jak przywódcy europejscy, którzy rzucili na pastwę losu swoich „biednych rolników”. Niektórzy nawet chcą widzieć Putina jako ofiarę głupich Europejczyków, którzy zamiast wspólnie z Moskwą uderzyć na „kijowką juntę”, wybieirają na konfrontację z „najmądrzejszym liderem naszego czasu i całego „świata rosyjskiego”.
Jednak należy pamiętać, że wszystkie te sankcje i niepowodzenia w biznesie międzynarodowym są bezpośrednią konsekwencją całkowicie dzikiego zachowania Rosjan na arenie międzynarodowej. Aneksja Krymu, „hybrydowa” wojna w Donbasu, zestrzelenie malezyjskiego samolotu i kompletny brak poszanowania dla prawa międzynarodowego zasługują nie na skromne sankcje nałożone przez UE, ale na całkowitą izolację moskiewskich barbarzyńców, przynajmniej dopóki nie nauczą się zachowywać normlanie w cywilizowanym społeczeństwie – bez czołgów, Kałasznikowów, „Gradów” i „Buków”. W przeciwnym razie, Putin się nie zatrzyma.
Źródła w służbach bezpieczeństwa wskazują, że nawet pierwsze kroki sankcyjne Europy i Stanów Zjednoczonych wobec Kremla mają niezwykły efekt. Ale nie ze względu na wpływ na gospodarkę Rosji, gdyż to ostatnie o co dba imperium Putina. Sytuacją zaczęli martwić się oligarchowie z kręgu najbliższego samego Władimira Putina. Niemiecka prasa pisze w odniesieniu do niemieckiego wywiadu BND, że wśród rosyjskich oligarchów nastąpił podział. Główni magnaci finansowi byli niemile zaskoczeni jego nowym stanowiskiem, gdy nie mogli już pomnażać swoich zysków, a muszą pogodzić się z tym, że są częścią polityki „przywódcy świata rosyjskiego”. Niektórzy oligarchowie, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa antyputinowskich myśli, mogą odważyć się próbować zaryzykować swój majątek i podjąć próby zatrzymania „Władimira Wielkiego”.
Antyputinowska grupa oligarchów ma bardzo specyficzny skład. Wśród niezadowolonych znajdują się m.in. Władimir Lisin, dyrektor i udziałowiec spółki „Novolipetsk Steel”, który wskutek zachodnich sankcji stracił już ponad około 5 mld $, Gienadij Timczenko, właściciel udziałów w spółkach „Wołga Group”, „Novatek”, „Sibur” – stracił więcej niż $ 3 mld, Sergey Halitskiy, właściciel spółki handlowej „Magnet” – stracił ponad 3 mld $, Vladimir Yevtushenkov, właściciel firmy „System” – stracił ponad 3 mld $, Leonid Mihyelson posiadacz akcji spółki „Novatek”, „Sibur”, banku „Pyervobank” – stracił około 2,5 miliarda $, Andrei Myelnichyenko, współwłaściciel „Evrokhimu” – stracił ponad 2 miliardy $, Aleksiej Mordaszow, główny akcjonariusz „Severstal” – stracił ponad 2 miliardy $, Vagit Alyekpyerov, szef „Łukoilu” – stracił około 2 mld $.
Jak już wspomniano, ci „przywódcy rosyjskiego biznesu” mogą planować przewrót wymierzony w Putina – poprzez zorganizowanie masowych zamieszek w Moskwie, podobnych do tych, które miały miejsce na ukraińskim Majdanie. Jednakże, ze względu na niską aktywność opozycji antyputinowskiej, w pierwszym etapie planu konieczne było zwiększenie skali konfliktów społecznych, poprzez zaplanowane prowokowanie starć między rosyjskojęzycznymi mieszkańami Moskwy i imigrantami z Kaukazu i Azji Środkowej. Ponadto protest publiczny powinien mieć przywódców z kręgów opozycji politycznej, którzy domagaliby się dymisji Putina, rosyjskiego rządu i parlamentu i powstaniania rządu tymczasowego oraz przyspieszonych wyborów. W celu zapewnienia wystarczającego nacisku na Kreml, opozycja musiałaby doprowadzić do poważnych zamieszek i ataków na policję oraz inne organy państwa.
Aby kryzys rozprzestrzenił się na całe terytorium imperium Putina i aby doszło do rozproszenia sił rządowych, planowane j est zorganizować serii skoordynowanych działań przez dłuższy czas. Na przykład, mogłoby dojść do wybuchu separatyzmu w dalszych regionach Rosji – na przykład w Nowosybirsku czy Kaliningradzie. I jak ostatnio Donbaie, tak w Federacji Rosyjskiej doszłoby do „parady republik ludowych” – Uralu, Syberii, Kaliningradu.
Nawet i bez tego, można oczekiwać także, że w najbliższych czasie wzrośnie nastrój protestu wśród ludności krymskiej. Rozczarowanie polityką Putina, który zniszczył potencjał kurortów na Krymie, będzie gwałtownie wzrastać w pierwszych tygodniach jesieni. Krym nie może oczekiwać zysków z okresu wakacyjnego, a przed zimą także i zrozumienia Kremla, który jak zawsze obiecywał cuda. Oszukani mieszkańcy Półwyspu będą domagać się reakcji na swoje postulaty i dołączą zapewne do Tatarów krymskich, którzy od początku rozumieli istotę polityki Putina i jego imperium wobec bezwzględnego historycznego doświadczenia z czasów stalinowskiego ZSRR. I protesty na Krymie mogą nabrać naprawdę groźnego charakteru z poparciem „rebelianckiego klubu oligarchów”, także poprzez przyciągnie lokalnych „siłowników” – Kozaków, grup przestępczych i innych. W rezultacie sytuacja na Krymie może grozić prawdziwym wybuchem, także dlatego, że 23 lata mieszkania poza granicami imperium stworzyło inną świadomość nawet wśród zwolenników Putina. Ponadto znaczną rolę odgrywają plotki (i fakty) przesiedleń z Krymu do różnych odległych regionów Rosji aby tam „budować imperium”.
Inną skuteczną możliwością dla wywołania perturbacji może być konflikt zbrojny na Kaukazie Północnym. Możliwy do zorganizowania przez grupę oligarchów zamach na Ramzana Kadyrova może natychmiast wywołać konflikt między klanami czeczeńskimi o redystrybucję stref wpływów. To również spowoduje zamieszki i w innych republikach regionu – Dagestanie, Inguszetii, Kabardyno-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji. Dużą rolę mogą odegrać tu wahabici i inne islamskie organizacje ekstremistyczne.
Dyskomfort dla reżimu Putina może stworzyć ewentualne wznowienie walk między Azerbejdżanem i Armenią, a także rosnące napięcia w obszarze Abchazji i Osetii Południowej. Co najważniejsze – najbardziej korzystne warunki do początku „oligarchicznego buntu” może spowodować inwazja na dużą skalę na Ukrainę. Koncentracja większości wojska na granicy ukraińskiej i pozwoliłaby buntownikom bez większych problemów przystąpić do realizacji planu.
Nowe sankcje wobec europejskich producentów samochodów to miliardy dolarów strat dla rosyjskiego oligarhatu, konflikty i wzrost liczby czynników zapalnych, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz imperium. Jesienią w Moskwie planowany jest protest stu tysięcy pracowników migrujących z Tadżykistanu. Większość przywódców ruchu tadżyckiego, twierdzi, że jeśli władze rosyjskie nie będą spełniać żądań protestujących, w kolejnych masowych protestach może wziąć udział kilka razy więcej niezadowolonych pracowników z Tadżykistanu. A potencjał protestów w Moskwie w okresie względnego spokoju to nawet milion ludzi. Co w rzeczywistości pozostaje osadzone w koncepcji działania „oligarchicznych rebeliantów.”
Władimir Putin coraz głębiej brnie w niebezpieczną grę na Ukrainie. Podniesienie stawki, powoduje, że nie można bezpiecznie wydostać się z tej zawieruchy – i będzie chciał ją doprowadzić do końca, przy czym to może być także koniec firm i zysków większości rosyjskich oligarchów. A oni są tego w pełni świadomi i dlatego scenariusz „oligarchów- rebeliantów” prawdopodobnie nie jest już tak bardzo fantastycznym.
Michaił Samus,
Centrum Armii, Konwersji i Rozbrojenia w Kijowie