środa, 12 Sierpień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Pamięć czy zemsta?
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

Pamięć czy zemsta?

Share Button

Jak co roku wysoką temperaturę dyskusji wokół przypadającej 11 lipca rocznicy „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, gdy w 1943 roku oddziały ukraińskiego podziemia zaatakowały blisko sto polskich miejscowości, w tym roku dodatkowo podgrzała informacja o zmianach w trybie prac nad uchwałą Sejmu dotyczącą upamiętnienia ofiar wśród mieszkańców wschodnich terenów II RP.

Według wiceministra kultury Jarosława Sellina, który przedstawił w Sejmie informację na temat prac nad uchwałą poświęconą ustanowieniu Dnia Męczeństwa Kresowian, wnioskiem z dotychczasowych prac jest wskazanie daty 17 września jako najbardziej odpowiedniej dla obchodów tego dnia pamięci. „Powszechnie znana, niszcząca państwo polskie, która doprowadziła też do tego, że możliwy był mord na Wołyniu. Uważamy, że główny nacisk, jeśli chodzi o to, kto jest winny, jeśli chodzi o męczeństwo Polaków na Wschodzie, powinien być skierowany na Sowietów (…) Dlatego ten dzień męczeństwa powinien palcem wskazywać głównego winowajcę, jakim było państwo sowieckie” – mówił w Sejmie Jarosław Sellin.

Znając, nawet pobieżnie, przebieg i konsekwencje poszczególnych wydarzeń historycznych z okresu 1939-45 trudno nie zgadzać się z logiką, na jaką wskazują wnioskodawcy. Oczywistym jest, że bez paktu Ribbentrop-Mołotow, wybuchu II wojny światowej i zajęcia części ziem polskich przez Sowietów i Niemców, nie byłoby krwawego konfliktu polsko-ukraińskiego i popełnionych z obu stron zbrodni. Należy przy tym pamiętać, że wśród wielu znanych faktów dotyczących zbrodni popełnionych na Wołyniu i w Małopolsce przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii nie brak także nadal „białych plam”, dotyczących przede wszystkim roli, jaką w inspiracji i przeprowadzeniu ludobójstwa polskiej ludności odegrały oddziały NKWD i partyzantka sowiecka. I nie ma co liczyć, że sprawa ta zostanie szybko wyjaśniona, zwłaszcza w aktualnej sytuacji geopolitycznej.

Ponadto, poważnym błędem byłoby ograniczenie pamięci o ofiarach na tzw. Kresach II RP tylko i wyłącznie do ofiar Zbrodni Wołyńskiej. Trzeba pamiętać, że początkiem zbrodni na ludności polskiej była tzw. operacja polska NKWD w latach 1937-38, która przyniosła według różnych szacunków od 150 do 300 tysięcy ofiar. Kolejny etap to masowe deportacje na Syberię w latach 1939-41, które objęły co najmniej 1 milion ludzi, a których według różnych danych nie przeżyło od 80 do 100 tysięcy więźniów. Do tego dochodzą zbrodnie niemieckie oraz te popełnione przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne, o czym mowa była wyżej.

Jaki więc sens ma awantura wszczęta przez grupę skrajnie prawicowych posłów w Sejmie RP, wspieranych przez część tzw. środowisk kresowych? Czy rzeczywiście chodzi o pamięć (jak chcą niektórzy z aktywistów tego środowiska: że nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary?) czy o stworzenie na nowo oraz zaognienie konfliktu polsko-ukraińskiego na tle prowokacyjnych wypowiedzi i aktów dotyczących wspólnej, tragicznej historii?

Odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się być (niestety) dość oczywistą. Pamięć to pochylenie się  w zadumie nad grobami pomordowanych, a nie wrzaski z sejmowej trybuny i dolewanie oliwy do ognia nacjonalizmu i szowinizmu w wydaniu środowisk z pogranicza stadionowego bandytyzmu. Pamięć to także nie kłamstwo i manipulacje dotyczące zarówno historii jak i współczesnej Ukrainy, ani nie PR-owe zabiegi pseudohistoryków, dążących w swoich pracach do maksymalizacji liczby „naszych” ofiar zbrodni przy jednoczesnym pomniejszaniu liczby i lekceważeniu ofiar po drugiej stronie. Droga do pojednania i wybaczenia na pewno nie wiedzie tym szlakiem. Niestety, pierwsze praktyczne efekty takich działań można było zobaczyć 26 czerwca br. w Przemyślu, gdy grupa młodych osób napadła na ukraińską procesję zmierzającą na cmentarz żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej, poległych i zmarłych w czasie wojny polsko-bolszewickiej, wznosząc hasła „antybanderowskie” (widać w głowach nie mogło im się pomieścić, że URL to nie UPA, a rok 1920 to nie 1943).

Trzeba z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że całe aktualne zamieszanie wokół rocznicy Zbrodni Wołyńskiej nie jest przypadkiem, tak samo jak nie jest przypadkowym także moment, w którym raz za razem mnożą się w Polsce antyukraińskie incydenty, obliczone na pogorszenie relacji pomiędzy Warszawą a Kijowem. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy Ukraina walczy o przetrwanie rosyjskiej agresji na Krymie i na Donbasie, będącej efektem innego, niż życzyłaby sobie Moskwa wyboru kierunku,  w jakim powinno zmierzać państwo ukraińskie. Przetrwanie demokratycznej, silnej i samodzielnej Ukrainy jest kluczowe dla bezpieczeństwa Polski i całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Dziś, jak nigdy potwierdzają swą aktualność słowa marszałka Józefa Piłsudskiego, który stwierdził, że nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy.

Polska jest jednym z krajów, które najmocniej wsparły prozachodni wybór Kijowa i który (nie tylko z tego powodu) budzi wśród Ukraińców największą sympatię. Widać jednak, że w interesie rozgrywających ten dramat, który ma miejsce na Krymie i Donbasie byłby (po raz kolejny już zresztą) „nóż w plecy”, tym razem z zachodu i w wydaniu tych, którzy nienawidzą wszystkiego co ukraińskie (ten sam problem dotyczy zresztą relacji Polski z Litwą i Białorusią, choć na tą chwilę to Ukraina jest na „pierwszym miejscu” jeśli chodzi o działania na rzecz popsucia wzajemnych relacji). Wybór takiego, a nie innego „narzędzia” to zresztą nic zaskakującego: jak bowiem można oceniać wiarygodność tej części tzw. środowiska kresowego, która kilka lat temu nagrodziła medalem za zasługi byłego już ukraińskiego deputowanego Wadyma Kolesniczenko (obecnie obywatela Federacji Rosyjskiej), który w tym samym czasie zwykł paradować po rodzinnym Sewastopolu w mundurze oficera NKWD (na zdj.)? Czy to tylko przypadek i niewiedza, czy może pomysłodawcy widzą jaskrawą różnicę pomiędzy ofiarami zbrodni sowieckich i innych, dzieląc je na te, którym należy się pamięć i te, które tej godności dostąpić nie powinny? A może część przedstawicieli tych środowisk uznaje, podobniej jak władze współczesnej Rosji, że dopuszczalne jest tworzenie „prawdy” jedynie słusznej, na własny (i nie tylko własny) propagandowy użytek? Co wreszcie na publicznych zgromadzeniach „środowisk kresowych” robią członkowie organizacji faszystowskich, w tym także jawnie prorosyjskich, których „aktywiści” są aktualnie poszukiwani przez ABW pod zarzutem udziału w obcych – tj. (pro)rosyjskich formacjach zbrojnych na Donbasie, oskarżanych o zbrodnie wojenne? Odpowiedzi na te pytania są oczywiście retoryczne – i sam fakt tego, że trzeba je zadawać najlepiej podsumowuje działalność opisywanego środowiska i jego działania na rzecz „nie zemsty, a pamięci”.

A najgorsze, że w całym tym zgiełku gubi się gdzieś pamięć o pomordowanych i ból ich rodzin, dziś używanych jako instrumenty politycznych przepychanek…

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.