środa, 12 Sierpień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Historyczna amnezja vs. współczesna ignorancja
Józef Piłsudski i Symon Petlura Fot. pl.wikipedia.org
Józef Piłsudski i Symon Petlura Fot. pl.wikipedia.org

Historyczna amnezja vs. współczesna ignorancja

Share Button

Napaść na procesję w Przemyślu, która miała miejsce w niedzielę, 26 czerwca br. to incydent, który poza wieloma innymi zjawiskami wskazuje także na elementarne braki wiedzy historycznej – lub totalną ignorancję sprawców tego zajścia.

Jak wiadomo, podczas dorocznych obchodów Dnia Pamięci, poświęconego żołnierzom Ukraińskiej Republiki Ludowej, doszło do próby zatrzymania procesji przemieszczającej się w kierunku ukraińskiego cmentarza wojskowego w Pikulicach przez grupę około 20 osób, przedstawicieli środowisk określających siebie jako „patriotyczne”. Niestety, nie ograniczyli się oni do biernego demonstrowania swoich poglądów i doszło do przepychanek z uczestnikami przemarszu, wobec czego konieczną była interwencja Policji. Efekt: 23 osoby zatrzymane i 9 z postawionymi zarzutami prokuratorskimi. Bezpośrednią ofiarą napadu stał się jeden z uczestników ukraińskiej procesji, zapewne ze względu na fakt, iż był ubrany w tradycyjną ukraińską koszulę-wyszywankę w kolorze czarnym z czerwonym haftem.

Ten pożałowania godny incydent wpisuje się (niestety) w ciąg wcześniejszych wydarzeń, wymierzonych w członków mniejszości narodowych w Polsce, a będących częścią aktywności wspomnianych środowisk określających siebie jako „patriotyczne”, choć zdecydowanie lepszym określeniem byłby w tym miejscu pseudopatriotyzm połączony z wandalizmem i chuligaństwem. Obserwując ich działalność, łatwo zauważyć, że członkowie wspomnianych grup realizują swoją aktywność przede wszystkim poprzez dewastacje cmentarzy (głównie ukraińskich), tablic informacyjnych (incydenty tego rodzaju miały miejsce w północno-wschodniej Polsce, przy granicy z Litwą) oraz napadając na kobiety (podobne incydenty miał miejsce m.in. we Lwowie) i – od niedzieli 26 czerwca – także na procesje po uroczystościach kościelnych i osoby starsze. Wydaje się, że w tym miejscu komentarz jest zbędny, bo to krótkie wyliczenie wystarczająco dobrze podsumowuje wspomniane grupy „patriotyczne”…

Warto jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na charakter niedzielnego „wystąpienia”: wśród uczestników dominowały bowiem hasła tzw. „antybanderowskie”, potępiające ludobójstwo Polaków na Wołyniu, itp. I nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż niedzielne uroczystości były poświęcone żołnierzom Ukraińskiej Republiki Ludowej – uczestnikom wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Pomijając sam fakt, iż rok 1920 to nie 1943 ani 1944, gdy miały miejsce działania ukraińskiego podziemia wymierzone w ludność polską na Wołyniu i w Małopolsce, to warto mieć na uwadze, że armia URL walczyła u boku Wojska Polskiego przez cały okres wojny polsko-bolszewickiej, biorąc udział m.in. w wyprawie kijowskiej, a następnie w obronie Lwowa, Zamościa, a także w kontrofensywie znad Wieprza, która umożliwiła wygranie Bitwy Warszawskiej i jak twierdzą historycy – uratowała nie tylko Polskę ale i znaczną część Europy przed rewolucją bolszewicką. Trudno założyć, by niedzielna napaść była świadectwem polskiej wdzięczności i uznania zasług w obronie niepodległości Rzeczypospolitej – to raczej brak elementarnej wiedzy historycznej i ogólnie niski poziom umysłowy uczestników, niepozwalający na odróżnianie dwóch różnych epok historycznych, o całej reszcie tworzonego przez nich absurdu nie wspominając.

Rzecz jasna uczestnicy napadu nie wzięli się znikąd, ani też ich „inicjatywa antybanderowska” nie pojawiła się dzień wcześniej. Już co najmniej od marca tego roku można było znaleźć w Internecie zapowiedzi takich działań (wspierane przez grupę lokalnych „autorytetów” i „działaczy kresowych”) które, jak widać po dość szybkiej reakcji, dotarły także do przedstawicieli służb porządkowych. Zresztą trudno dziwić się takiemu rozwojowi wypadków, obserwując aktywność internetową i publiczną części tzw. „środowisk kresowych”, które patriotyzm i „walkę o polskie Kresy” kojarzą faktycznie wyłącznie z walką z wszystkim tym, co jest nie-polskie, tj. litewskie, białoruskie lub ukraińskie: kampania nienawiści wcześniej czy później musiała przenieść się na ulice, w formach, o których mowa była wyżej. W ciągu ostatnich trzech lat na czoło wysunęła się rzecz jasna Ukraina, a na sztandarach wspomnianych grup i organizacji pojawiły się hasła „antybanderowskie”. Niemal nie do wiary wydaje się być totalne i całkowite rozmijanie się stosowanej „antybanderowskiej” retoryki z rzeczywistością, a tym bardziej zdziwienie wywołuje liczba ludzi, którzy nie odczuwają jakiejkolwiek potrzeby zweryfikowania uzyskiwanych drogą internetową informacji (zwłaszcza w Przemyślu, mieście położonym 10 km od granicy polsko-ukraińskiej; podróż do Lwowa to wydatek rzędu 5 zł…).

Taki obrót spraw trudno uznać za przypadek w aktualnej sytuacji polityczno-wojskowej, także w sferze informacyjnej w jakiej znalazł się Kijów. Moskwa, podobnie jak miało to miejsce nie raz w przeszłości, stosuje skutecznie politykę „dziel i rządź”, tym razem tworząc (nie tylko w Polsce ale i w wielu innych krajach zachodnich) lokalne „armie zombie”, które zaczynają już przenosić swoją aktywność z sieci internetowej do realnego świata. I obserwacja tego faktu powinna budzić uzasadniony niepokój.

Dariusz Materniak

 

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.