wtorek, 12 Listopad, 2019
pluken
Home / Komentarze i opinie / Deokupacja i reintegracja: puste słowa czy przyszłość Ukrainy?
Fot. blogs.korrespondent.net
Fot. blogs.korrespondent.net

Deokupacja i reintegracja: puste słowa czy przyszłość Ukrainy?

Share Button
Fot. blogs.korrespondent.net
Fot. blogs.korrespondent.net

Z początkiem lutego znacznego rozgłosu nabrały wzmianki o potrzebie jak najszybszej deokupacji Krymu oraz reintegracji okupowanych terytoriów, przy czym z treści komunikatów informacyjnych, które pojawiły się w mediach lokalnych, pojawić mogło się uporczywe wrażenie, że deokupacja dotyczy wyłącznie Krymu (jak wynika to z rezolucji Parlamentu Europejskiego, przyjętej po zakończeniu misji Zgromadzenia Ogólnego Rady Europy, która badała stan przestrzegania praw człowieka na Półwyspie), z kolei odpowiednio reintegracji podlegają tylko okupowane terytoria Obwodów Donieckiego i  Ługańskiego. Nie jest to jednak prawdą.

Należy zauważyć, że po pierwszej wzmiance o „deokupacji”, dokonanej przez Prezydenta P. Poroszenkę w styczniu, retoryka ta na chwilę została zapomniana. Jej uaktualnienia dokonał Minister Spraw Zagranicznych P. Klimkin, obiecując włączyć „deokupację Krymu” do porządku dziennego obrad formatu normandzkiego, przy czym podkreślając, że proces miński pozostanie osobnym kierunkiem negocjacji. Co ciekawe, apelowanie do międzynarodowych partnerów w sprawie nacisku na Rosję zbiegło się z kryzysem rządowym na Ukrainie i zostało zaburzone przez dymisję Ministra Gospodarki, Litwina A. Abromawicziusa, której towarzyszył głośny skandal korupcyjny, w centrum którego znalazł się „szary kardynał” Bloku Petra Poroszenki, wieloletni przyjaciel Prezydenta – Ihor Kononenko. Skandal ten wywołał na tyle wielki rozgłos, że nawet ambasadorowie krajów donatorów Ukrainy wystosowali wspólny list, w którym wskazali na niedopuszczalność spowolnienia reform na Ukrainie przez mechanizmy kontroli korupcyjnej oraz nadzór nad działalnością ministrów, którzy przypomina „schematy Janukowycza”. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Danii poszło jeszcze dalej i zagroziło odwołaniem sankcji nałożonych na Rosję w związku z niewykonaniem planu reform przez Ukrainę. Nic dziwnego, że w tych warunkach kolejna osoba ściśle związana z Poroszenką, a więc Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy, wyciągnął z kieszeni ową deokupację, aby ponownie przesunąć punkt zainteresowania międzynarodowych partnerów z walki z korupcją wewnątrz Ukrainy na wyzwania zewnętrzne. Niestety, tak jak przewidywano, deokupacji użyto do manipulowania opinią publiczną, nie wypełniając jej treści. Czym jednak w rzeczywistości mogą być wspomniane deokupacja i reintegracja?

Konieczne jest przede wszystkim zrozumienie terminologii. Popularny obecnie termin deokupacja oznacza wprowadzenie status quo w stosunku do granic terytoriów. W naszym przypadku [Ukrainy] mówimy w ogólnym zarysie o powrocie Krymu oraz okupowanych terytoriów Obwodów Donieckiego i Ługańskiego do Ukrainy, a dokładniej – wycofanie obcych sił wojskowych z terytorium Ukrainy, doprowadzenie zdemilitaryzowanych granic Ukrainy z Rosją do stanu na dzień 1 marca 2014 roku, poszanowanie integralności terytorialnej. Termin ten jest powszechnie stosowany w Gruzji w stosunku do planów powrotu okupowanych terytoriów – Abchazji i Osetii Południowej. Formalnie istnieje kilka opcji realizacji deokupacji, w zależności od wybranych środków oraz poziomu sprzeciwu na terytoriach, które podlegają podobnej procedurze. Co do Krymu, wobec którego stosowane są sankcje międzynarodowe, ale mającego wsparcie Rosji, istnieje wiele zastrzeżeń. Ponadto Rosja szantażuje społeczność międzynarodową tym, że  umieści na Półwyspie broń jądrową i utrzymuje renomę Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej jako państwową dumę każdego rosyjskiego obywatela. Krym ma strategiczne znaczenie dla Moskwy, również ze względu na zwiększone prawdopodobieństwo konfrontacji Rosji z Turcją. Siłowa deokupacja półwyspu de facto jest uniemożliwiona (chyba, że ​​sojusznicy z NATO wesprą Ukrainę w postaci desantu, jak to miało miejsce w epizodzie wojny rosyjsko-tureckiej w 1854 roku). Pokojowa deokupacja to z kolei nacisk polityczny, społeczny i ekonomiczny na Rosję, na dużą skalę i w wykonaniu międzynarodowej społeczności, poparty aktywną pozycją i określonym planem działań Ukrainy. Na razie nie ma ani pierwszego, ani – zwłaszcza – drugiego.

W odniesieniu do reintegracji, jest to kolejny logiczny etap następujący po deokupacji, a nie równoległe działanie. Deokupacji wymaga nie tylko Krym, ale i Donbas. Reintegracja oznacza dosłownie zestaw środków politycznych, społecznych i ekonomicznych dla celów przywrócenia pokojowego życia na ponownie dołączonych obszarach. Istotną kwestią jest tutaj polityka pojednania narodowego jako kluczowego narzędzia reintegracji. Mieszkańcy okupowanych terytoriów, bombardowani przez rosyjską propagandę popartą agresywną anty-ukraińską retoryką lokalnych separatystów, potrzebują intensywnej terapii psychologicznej. Sposobem nie jest jednak narzucenie nowych idoli, niszczenie pomników i oskarżenia o kolaborację, co ostatecznie oddali pojednanie, a „mądra”, wyważona polityka informacyjna oparta na konsensusie, wspólnej wizji strategicznego rozwoju państwa, którą co prawda trzeba jeszcze odnaleźć w ogólnonarodowym dialogu.

Obecnie deokupacja oraz reintegracja są raczej obiektem politycznych manipulacji polityków oraz badań historyków i politologów, aniżeli realną polityką państwa, która miałaby charakter stosowany. Czy ten zlepek słów stanie się przyszłością Ukrainy – pokaże czas. Póki co ukraińskie społeczeństwo nie demonstruje gotowości do szerszej dyskusji na ten temat, skupiając się na kwestiach bardziej naglących, takich jak reformy i zwalczanie korupcji. Możliwe jest, że w warunkach niestabilności politycznej, czyli oczekiwanego rozpadu koalicji parlamentarnej i ogłoszenia przedwczesnych wyborów parlamentarnych, kwestia „deokupacji” i „reintegracji” stanie się narzędziem spekulacji (tak jak to stało się ze „szczególnym statusem Donbasu”) i będzie powodem do ogłoszenia kolejnej „zdrady”. W powodzenie procesu pragmatycznej realizacji treści tychże słów na wskazanych terytoriach póki co nie bardzo się więc wierzy.

Walerij Krawczenko

Share Button

Czytaj również

Fot. unn.com.ua

MH-17 pięć lat i zero wniosków później

Od zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów malezyjskiego Boeinga 777 mija pięć lat. Niestety, kraje zachodnie, w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.