piątek, 13 Grudzień, 2019
pluken
Home / Komentarze i opinie / Ofensywa propagandowa czyli bójcie się lub ostatnie podrygi
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Ofensywa propagandowa czyli bójcie się lub ostatnie podrygi

Share Button
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Funkcjonowanie rosyjskiej propagandy w mediach krajów Unii Europejskiej (w tym rzecz jasna w Polsce) nie jest niczym nowym ani zaskakującym. Jednak w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a zwłaszcza w ciągu dwóch-trzech minionych tygodni można zaobserwować intensyfikację propagandowej ofensywy Kremla – i jak zwykle nie jest to przypadek.

W odniesieniu do krajów Europy Zachodniej rosyjska propaganda używa ciągle tego samego narzędzia, które, o zgrozo, niezmiennie okazuje się być skutecznym. Podobnie jak w czasie Zimnej Wojny osią znacznej części produkowanych z inicjatywy Moskwy treści jest sianie obaw o możliwy konflikt pomiędzy Rosją (wcześniej ZSRR) a NATO. Informacje takie, ostrzegające przed rzekomą eskalacją konfliktu na linii Rosja-Zachód pojawiają się regularnie w zachodnioeuropejskich mediach, a działania w postaci ćwiczeń wojskowych, testów „nowych” typów uzbrojenia (w tym zwłaszcza rakiet balistycznych zdolnych do przenoszenia broni atomowej) mają za zadanie wpłynąć na postawę opinii publicznej. Nie bez znaczenia są także wypowiedzi rosyjskich „ekspertów”, aktualnie przebywających w Europie Zachodniej, w niektórych wypadkach rzekomo „na wygnaniu” (choć nie jest tajemnicą, że rosyjscy dysydenci dzielą się na dwie zasadnicze grupy: tych, którzy w ten czy inny sposób pracują dla rosyjskich władz i tych, którzy już nie żyją, vide: A. Litwinienko).

Co istotne, te działania trafiają na podatny grunt w wielu państwa Unii Europejskiej położonych na zachód od Odry. Wynika to zarówno z realnych obaw (jak np. w przypadku Niemiec) jak i z braku percepcji jakiegokolwiek zagrożenia ze strony Rosji lub braku jakiegokolwiek rozumienia sytuacji w Europie Środkowej i Wschodniej (Francja, Hiszpania, itd.). Co więcej, rosyjska machina propagandowa działa na zasadzie kija i marchewki: w zamian za odejście od polityki sankcji wobec Rosji obiecuje korzystne relacje gospodarcze czy wsparcie w rozwiązywaniu problemów takich jak masowe nielegalne migracje do UE czy wspólna walka z ISIS w Syrii.

Aktywność tego rodzaju nie omija rzecz jasna Polski. Sytuacja w naszym kraju jest o tyle bardziej skomplikowana, że wobec doświadczeń historycznych poziom niechęci do Rosji, niezależnie od formy państwowości pozostaje jednym z największych w Europie. Nie przeszkadza to jednak w stosowaniu równie sprawdzonej co w poprzednim omawianym wypadku taktyki polegającej na budowaniu niechęci do państw sąsiednich, będących w podobnej sytuacji geopolitycznej. Jest to tym łatwiejsze, że w historii relacji z każdym dwóch z zagrożonych przez Federację Rosyjską sąsiadów: Litwą i Ukrainą miały miejsce trudne i tragiczne momenty, także w ciągu ostatniego stulecia.

Właśnie dzięki temu rosyjska propaganda trafia na podatny grunt: przedstawianie Litwy jako kraju rządzonego przez skrajnych nacjonalistów, uciskających polską mniejszość narodową oraz Ukrainy opanowanej przez „banderowców ziejących nienawiścią do wszystkiego co polskie” to tyleż stereotypowy co nieprawdziwy obraz, jaki pokutuje w świadomości wielu Polaków, niektórych zmieniając mimowolnie w „prorosyjskie zombie”, głuche na jakiekolwiek argumenty. Nie brak więc ludzi skłonnych bez żadnej próby weryfikacji uwierzyć i poprzeć totalnie fantastyczne informacje, jak np. o rzekomym wezwaniu przez prezydenta RP Andrzeja Dudę do „walki o odzyskane byłych ziem polskich” (informacja taka pojawiła się w listopadzie 2015 roku w rosyjskich mediach związanych z prorosyjskimi separatystami w Donbasie i niemal od razu spotkała się z lawiną pozytywnych komentarzy w Polsce http://rusnext.ru/news/1445372067). O ile podobne działania mogą wydawać się być „szytymi grubymi nićmi”, to nie można przechodzić wobec nich obojętnie ani lekceważyć, zwłaszcza, że często wywołują rezonans po drugiej stronie granicy i mogą mieć realny wpływ na relacje z krajami sąsiednimi.

Co ciekawe, w ciągu ostatnich miesięcy nastąpił swoisty „wysyp” rzekomo „niezależnych” mediów, przedstawiających alternatywny punkt widzenia na dane wydarzenia. Dziwnym trafem, znaczna część z przedstawianych tam opinii jest przypadkowo zbieżna z aktualnym stanowiskiem oficjalnych czynników Federacji Rosyjskiej lub przynajmniej wpisuje się w retorykę propagandową. Nie zawsze jednak tego rodzaju „media” są w stanie działać zgodnie z założeniami i ich autorom zdarzają się wpadki, jak choćby redaktorowi „Niezależnego Dziennika Politycznego” (http://dziennik-polityczny.com/), który twierdzi w artykule z 8 lutego br., iż „NATO zastraszaje obywateli Polski”, a „Amerykańczycy zastraszają imperialną polityką Rosji” (patrz: zdjęcie będące zapisem ekranu z artykułem, jako że tytuł został po kilku godzinach zmieniony).

Propagandowa ofensywa to na ten moment jedyna, na jaką może pozwolić sobie Federacja Rosyjska. Konflikt zbrojny na Donbasie pokazał, iż pomimo szeregu zmian, jakie zaszły w strukturach rosyjskiej armii, nadal nie jest ona w stanie realizować skutecznie operacji w większej skali, nawet przeciwko słabszemu przeciwnikowi, a funkcjonowanie systemów dowodzenia, rozpoznania czy logistyki pozostawia wiele do życzenia. Tym samym, jakikolwiek konflikt pomiędzy Rosją a NATO zakończyłby się dla Moskwy katastrofą, z czego zresztą rosyjskie kierownictwo doskonale zdaje sobie sprawę. Wobec tego, jedynym dostępnym rozwiązaniem jest sięganie po metody niestandardowe, w tym walkę w sferze informacyjnej – a współczesne media, w tym zwłaszcza internetowe, dają szerokie możliwości działania w obszarze walki „o serca i umysły” widzów i czytelników. To jeszcze jeden argument, który nie pozwala lekceważyć działań strony rosyjskiej.

Pozostaje zadań pytanie jaki jest cel działań realizowanych przez Rosję? Wydaje się, iż wobec braku realnych możliwości nacisku wprost środkami politycznymi, militarnymi czy gospodarczymi, wykorzystuje ona jedyną dostępną opcję dla „zmiękczenia” nałożonych sankcji i powrotu do „business as usual”. Należy oczekiwać, że działania te, mimo oficjalnych deklaracji zachodnich polityków, przyniosą oczekiwane rezultaty – Zachód nie chce i nie może dopuścić do poważnego kryzysu wewnątrz Rosji, który mógłby skutkować ewentualnym konfliktem wewnętrznym i/lub rozpadem państwa. Niestety, jak zwykle w takich wypadkach, odbędzie się to kosztem krajów Europy Środkowej i Wschodniej – w tym zwłaszcza Ukrainy.

Dariusz Materniak

 

Share Button

Czytaj również

Fot. unn.com.ua

MH-17 pięć lat i zero wniosków później

Od zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów malezyjskiego Boeinga 777 mija pięć lat. Niestety, kraje zachodnie, w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.