poniedziałek, 2 listopad, 2026
pluken
Home / polukr (page 59)

polukr

Wasyl Zwarycz: obywatele Ukrainy w Polsce czują się bezpieczni i mile widziani

Share Button

O aktualnej sytuacji Ukrainy wobec wojny z Rosją oraz o aktualnych relacjach polsko-ukraińskich i ich perspektywach z ambasadorem Ukrainy, Wasylem Zwaryczem, rozmawia Dariusz Materniak.

Obejmuje Pan stanowisko ambasadora Ukrainy w Polsce w trudnym dla Ukrainy momencie, gdy trwa zmasowana rosyjska inwazja. Jakie wiążą się z tym odczucia?

Przede wszystkim dla mnie ogromnym zaszczytem jest reprezentować mój kraj, zwłaszcza teraz, gdy stał się on symbolem walki o wolność, o niepodległość, o wartości europejskie. Czuję się tutaj jak wśród przyjaciół – Polska od samego początku zareagowała we właściwy sposób. Jesteśmy wdzięczni za tak szybką reakcję, która jest wielowymiarowa. To, jak zachowali się zwykli obywatele Polski, otwierając swoje domy i serca dla Ukraińców, przyjmując ich w swoich domach, biorąc pod opiekę. Pomoc i wsparcie Prezydenta RP, rządu, organów samorządu, przyjęcie ustawy specjalnej, która pozwala na korzystanie obywatelom Ukrainy z wielu ważnych rzeczy tutaj w Polsce: możliwość znalezienia pracy, szkół i opiekę medyczną czyli wszystko, co jest niezbędne. Najważniejsze jest to, że obywatele Ukrainy w Polsce czują się bezpieczni i mile widziani. To jest dobry fundament dla naszej dalszej, dobrej wspólnej przyszłości: fundament, który będziemy dalej pielęgnować i rozwijać.

Relacje polsko-ukraińskie mają długą historię: te dyplomatyczne to ostatnie 30 lat, które upłynęło w zeszłym roku. Na ile to, co się teraz wydarzyło, będzie miało swój wpływ na przyszłość – moment jest przełomowy dla Ukrainy, ale także dla relacji polsko-ukraińskich?

Wojna, którą rozpętała Rosja przeciwko Ukrainie jest tak naprawdę wojną nie tylko przeciwko Ukrainie, ale przeciwko całemu światu demokratycznemu. Złamane zostały zasady prawa międzynarodowego, złamane zostały zwykłe reguły cywilizowanej współpracy międzynarodowej. Wpływ tej wojny pokazuje jakie kraje są mniej lub bardziej przygotowane do takich wyzwań. Polska okazała się wzorem solidarności, szybkiej reakcji i wsparcia Ukrainy, co jest też gwarancją jej własnego bezpieczeństwa. W związku z agresją rosyjską są zrealizowane programy wsparcia militarnego i rozbudowy Wojska Polskiego. Dla naszych relacji polsko-ukraińskich, wszystko co się teraz dzieje będzie skutkowało większym wzmocnieniem relacji, ale też próbą budowania czegoś większego, ważnego nie tylko dla naszych krajów, ale także regionu i całej Europy.

Jak się wydaje, przełomowym momentem była wizyta prezydenta Dudy w Kijowie i jego wystąpienie w Radzie Najwyższej Ukrainy. Pojawiły się wówczas liczne koncepcje współpracy polsko-ukraińskiej. Jak pan ocenia takie inicjatywy?

Mamy już format taki jak Trójkąt Lubelski, który został powołany dwa lata temu. Z naszej perspektywy takie formaty współpracy regionalnej mają wielką wagę, będą nadal odgrywać wielką rolę. Formuła sukcesu polega na tym, aby kraje mogły się jednoczyć wokół konkretnych, praktycznych zadań. W tej chwili tym zadaniem jest wzmocnienie bezpieczeństwa regionu, a także zwycięstwo nad agresorem – musimy przywrócić porządek prawa międzynarodowego. Wokół takich wspólnych zadań się jednoczymy. To, że Polska wspiera Ukrainę na drodze do Unii Europejskiej – to już się odbywa, jest bardzo klarowny sygnał ze strony Polski, że członkostwo Ukrainy w UE leży w żywotnym interesie Polski, ale też całej Unii. Zwłaszcza teraz Ukraina walczy i broni wartości europejskich, będziemy nadal kontrybutorem bezpieczeństwa dla całej Unii, a nie obciążeniem pod tym względem.

Jakie cele swojej misji w Polsce uważa Pan za najważniejsze?

Chciałbym, aby jak najszybciej doszło do zwycięstwa Ukrainy w walce z Rosją, abyśmy to zwycięstwo wspólnie z Polską mogli świętować. Jest to mój najważniejszy cel – aby wsparcie Ukrainy w tej brutalnej wojnie jaką zaczęła Rosja było kontynuowane, nie tylko zresztą ze strony Polski, ale także innych krajów. Zabiegamy o takie wsparcie ze strony wszystkich państw, które są po stronie dobra. Tutaj znaczenie Polski jest bardzo istotne, jako że Polska w strukturach Unii, NATO czy regionalnych jak Trójmorze postuluje i wspiera Ukrainę, a głos Polski na forach międzynarodowych  w sprawach Ukrainy jest niezwykle ważny. Będziemy działać tak, aby to wsparcie było nadal realizowane.

Jeśli spojrzeć na przestrzeń informacyjną w Polsce, temat wojny w Ukrainie zaczyna spadać na dalszy plan. Zaczyna się pojawiać problem „zmęczenia” tematem wojny: informacji jest na tyle dużo, że nie pojawiają się już na pierwszych stronach dzienników. Co można zrobić w takiej sytuacji?

Szczerze mówiąc, nie wierzę, że w tej sytuacji może nastąpić jakieś zmęczenie. Dopóki żołnierz ukraiński nie jest zmęczony, a jest zdeterminowany do tego, by walczyć i zwyciężyć, do tej pory mamy nadzieję i wierzymy w to, że społeczność międzynarodowa będzie stać po stronie broniącej się Ukrainy i wspierać ją aż do zwycięstwa.

Konsekwencje tej wojny są najpoważniejsze dla Ukrainy: zniszczenia i straty. W przypadku innych krajów konsekwencje to skutki gospodarcze: obawiamy się tego, że gdy zaczną się problemy z cenami paliw czy żywności, pojawi się większa aktywność rosyjskich ośrodków propagandowych, które będą starały się zrzucać odpowiedzialność za to wszystko na Ukrainę. Jak pan to ocenia i jak sobie z tym poradzić?

Jesteśmy świadkiem takich wysiłków – propaganda rosyjska próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność, ale rozumiemy, że odpowiedzialność za to wszystko ponosi Rosja i agresywna polityka Putina. Tu nie może być wątpliwości kto jest winien temu, ze obywatele innych krajów odczuwają to w postaci wzrostu cen. Diagnoza jest postawiona klarownie: winni są Putin i Rosja i dopóki nie pociągniemy ich do odpowiedzialności, nie zrobimy wszystkiego, by Rosja przegrała, to do tego momentu musimy być świadomi, gdzie kryje się źródło tego zła. Bardzo dobrze współpracujemy z Polską zwalczając propagandę rosyjską jeśli chodzi o kryzys żywnościowy – rosyjska propaganda dociera do krajów Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki, regionów najbardziej cierpiących jeśli chodzi o skutki agresji rosyjskiej związane z brakiem możliwości eksportu żywności. Nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń, że odpowiedzialność za ten kryzys ponosi Rosja, która przez swoją agresję zbrojną zablokowała porty ukraińskie i 20 mln ton ukraińskiego zboża, które drogą morską powinno dotrzeć do tych krajów. Ukraina bardzo dobrze wywiązuje się i jest otwarta na porozumienia, by dostarczyć to zboże do krajów, które tego potrzebują. Odpowiedzialność za to spoczywa jednak na Rosji i to Rosja powinna zaprzestać agresji by umożliwić dostawy zboża do tych krajów, które go potrzebują.

Jak wygląda w tym obszarze współpraca z Polską – jako że część tego zboża jest eksportowana przez terytorium Polski i polskie porty?

Bardzo dobrze, mamy podpisane memorandum pomiędzy odpowiednimi ministerstwami infrastruktury i rolnictwa, są wypracowane rozwiązania logistyczne jak dostarczyć to zboże do polskich portów. Są już dobre wyniki: w czerwcu 2022 roku byliśmy w stanie wywieźć około 2 mln ton przez Polskę. W dzisiejszych warunkach jest to naprawdę dobry wynik. Po obu stronach jest zrozumienie problemów,  jest chęć i wola aby je rozwiązywać wykorzystując możliwości infrastrukturalne obu krajów oraz nadal je rozbudowywać.

Jakiego wsparcia oczekuje Ukraina od Polski? Obecnie jest to wsparcie wojskowe, a co w dalszym etapie? Zarówno teraz jak i w okresie odbudowy?

Jak już powiedziałem, wsparcie ze strony Polski jest wielowymiarowe. Dla nas przede wszystkim ważne jest wsparcie militarne, bo pomoże nam ono wygrać tą wojnę, ale Polska pomaga nam także w różnych projektach humanitarnych. Już teraz polski rząd pomaga w budowie modułowych mieszkań dla obywateli Ukrainy w Ukrainie. Polska pomaga przekazując pomoc w postaci żywności, medykamentów i tak dalej. W Polsce funkcjonuje hub przesyłowy, przez który trafia pomoc z innych krajów. To także pomoc finansowa: mamy platformę United24, która pozwala na wysyłanie środków finansowych, skąd dalej są i będą one wykorzystywane dla celów odbudowy kraju. Polska zadeklarowała, że będzie brała udział w odbudowie obwodu charkowskiego, co jest bardzo ważne dla nas. Inne formy pomocy także są obecne: nie można zapominać o tym, że w Polsce mamy kilka milionów osób z Ukrainy, a Polska zapewnia im wszystkie niezbędne warunki. Polska wspiera także Ukrainę na forach międzynarodowych – to także bardzo ważne, bo pomaga utrzymać wysoki poziom wsparcia międzynarodowego dla Ukrainy.

Masowa emigracja z Ukrainy do Polski miała miejsce jeszcze przed 24.02.2022. Rosyjska inwazja na dużą skalę te procesy dodatkowo nasiliła: prawdopodobnie część osób, które przyjechały do Polski tutaj pozostanie. Taka sytuacja spowoduje problemy demograficzne dla Ukrainy: czy strona ukraińska ma pomysł jak temu zaradzić?

Te osoby, które przyjechały tutaj po 24 lutego 2022 zwykle w perspektywie chcą wrócić do domów. Część z nich pewnie zostanie tutaj, ale ogromna część będzie chciała wrócić i brać udział w obudowanie kraju, związać swoją przyszłość z odbudowaną, europejską Ukrainę. Nie obawiamy się tego, nie traktujemy tej kwestii jako problematyczną. Naturalnym jest to, że jeśli ktoś zwiąże swoją przyszłość z Polską pozostanie tutaj – z tego co wiadomo jednak sporo osób chce wrócić do kraju i go odbudować.

W dalszym ciągu problemem była i jest granica polsko-ukraińska: przejść granicznych jest nadal za mało. Czy są podejmowane jakieś działania na rzecz zwiększenia liczby przejść granicznych i ich przepustowości?

Obecna sytuacja zachęca do podejmowania takich działań w celu umożliwienia lepszego funkcjonowania granicy. Sporo w tym kierunku się dzieje: mamy konkretne rezultaty, takie jak w przypadku przejścia Krakowiec-Korczowa, które zostało zmodernizowane i rozbudowane, podobnie jak przejście Jagodin-Dorohusk. Są także projekty dotyczące przejścia Malhowice-Niżankowice, które zostanie w najbliższym czasie uruchomione. Pracujemy codziennie na tym, aby usprawnić funkcjonowanie granicy – mamy po naszej stronie grupę roboczą pod nazwą „Otwarta Granica”, która będzie pracować na tym, aby rozbudować infrastrukturę: chodzi m.in. o remont i budowę dróg do przejść granicznych. Do takich działań nie trzeba zachęcać ani jednego ani drugiego rządu, ponieważ motywacja jest ogromna, a wysiłki są podejmowane.

Kwestie historyczne cały czas pojawiają się w dyskusjach o relacjach polsko-ukraińskich. Tematy te są cały czas przepracowywane, ale nadal negatywnie wpływają na nasze stosunki. Co zrobić, aby kwestie te nie miały tak negatywnego wpływu na relacje polsko-ukraińskie?

Uważam przede wszystkim, że historia nie powinna w żaden sposób wpływać negatywnie na naszą teraźniejszość lub przyszłość. Ukraina i Polska, nasze społeczeństwa, stają się w tej kwestii dużo odporniejsze na próby prowokacji czy innych działań „trzeciej strony” na rzecz tworzenia atmosfery nieprzyjaźni pomiędzy naszymi narodami. Stajemy się coraz bardziej odporni i ta wojna też pokazuje, że wartość życia ludzkiego staje się dla nas jeszcze większa i bardziej doceniana. Wobec tego będziemy się bardziej jednoczyć i będziemy rozmawiać o trudnych tematach, ale w duchu pojednania i współpracy naszych narodów. O historii powinni rozmawiać przede wszystkim historycy i jesteśmy otwarci, jak zawsze, na takie rozmowy. Zawsze będziemy, jako ambasada, wspierać taki dialog – nawet teraz, w czasie wojny, możemy spoglądać na trudne kwestie innym wzrokiem. W tym roku braliśmy udział i oddaliśmy hołd ofiarom Wołynia na najwyższym poziomie oficjalnym, również pokazuje, że jesteśmy otwarci. Jestem pewien, że Rosji nie uda się nas podzielić przy wykorzystaniu trudnych kwestii historycznych. Powinniśmy także pielęgnować historię zwycięską w relacjach polsko-ukraińskich: pamiętamy o roku 1920, gdy armia ukraińska pod dowództwem Petlury i polskie wojsko pod dowództwem Marszalka Piłsudskiego były w stanie skutecznie dawać odpór bolszewizmowi. Pamiętamy także o wspólnej paradzie zwycięstwa w Kijowie w maju 1920 roku. Mogliśmy odnosić wspólne zwycięstwa, jak pod Zamościem i bronić razem Europy przed zagrożeniem i tym razem również damy radę.

Dziękuję za rozmowę.

Share Button

D. Marczenko: zniszczenie Mostu Krymskiego jest konieczne dla wyzwolenia Krymu

Share Button

Generał Dmytro Marczenko ocenił w rozmowie z RBK Ukraina, że taki krok jest konieczny dla powodzenia operacji wyzwalania Półwyspu Krymskiego.

„Będziemy wyzwalać (Krym – przyp.) szlakiem środkami wojskowymi. Krym – to Ukraina, to nasza ziemia i nasi ludzie, którzy muszą żyć pod okupacją. Nikt nie dał Rosji prawa by tam przyjść i zabrać tą ziemię” – powiedział D. Marczenko, który kierował obroną Mikołajewa, w rozmowie z portalem RBK Ukraina. Ale w tym celu konieczne jest zniszczenie mostu nad Cieśniną Kerczeńską, tak aby „pozbawić ich możliwości ściągania rezerw i wzmacniania siłami z terytorium Rosji” – powiedział generał.

Wczoraj, 9 sierpnia doszło do serii wybuchów w bazie rosyjskich sił powietrznych na Półwyspie Krymskim. W ich wyniku zniszczonych zostało co najmniej 9 rosyjskich samolotów typu Su-24 i Su-30 oraz znaczna część infrastruktury lotniskowej. Choć strona ukraińska odcięła się oficjalnie od odpowiedzialności za wybuchy, to nieoficjalnie mówi się o możliwości przeprowadzenia operacji Sił Specjalnych Operacji Ukrainy lub ataku rakietowym.

Na skutek ostrzału tysiące rosyjskich turystów wyruszyło z powrotem do Rosji, co spowodowało korki i zablokowanie Mostu Krymskiego.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Rosjanie znów wykorzystują Zaporoską Elektrownię Jądrową, aby wzbudzić obawy na Zachodzie

Share Button

Rosja wykorzystuje Zaporoską Elektrownię Jądrową w Enerhodarze, aby wzbudzić obawy Zachodu dotyczące możliwej katastrofy nuklearnej w Ukrainie, próbując osłabić tym samym wolę krajów zachodnich w zakresie dalszego udzielania wsparcia wojskowego ukraińskiej kontrofensywy na południu.

Autor: Alisa Zełenska

Zaporoska elektrownia jądrowa jest największą w Europie i trzecią na świecie. Ma 6 bloków energetycznych, stanowi to 40% wszystkich reaktorów atomowych na Ukrainie. Wojska rosyjskie zdobyły miasto Enerhodar 4 marca. Walki przy elektrowni trwały kilka godzin, w tym czasie okupanci kilkakrotnie trafili w jeden z reaktorów. Wybuchło wówczas centrum treningowe stacji. Pożar zlikwidowano. Od tego czasu elektrownia jądrowa jest kontrolowana przez armię rosyjską i przedstawicieli Rosatomu. Według informacji NAEC „Enerhoatom”, na terenie elektrowni znajduje się około 500 rosyjskich żołnierzy.

Kilka dni temu, 5 sierpnia, żołnierze rosyjskich formacji zbrojnych, używając broni rakietowej i artyleryjskiej, ostrzelali teren elektrowni jądrowej Zaporoże. W wyniku ostrzału uszkodzono stację azotowo-tlenową i połączony z nią korpus pomocniczy. Rosja „naturalnie” oskarżyła o atak Ukrainę. Pierwszy ostrzał miał miejsce po południu i przerwał linię energetyczną, drugi spowodował poważniejsze szkody. Ukraińska firma „Enerhoatom” stwierdziła, że po ostrzale został wyłączony jeden z trzech działających bloków energetycznych, a w wyniku uszkodzenia „istnieje ryzyko wycieku wodoru i rozpylania substancji radioaktywnych”. Enerhoatom oskarżył Rosję o próby zniszczenia infrastruktury stacji i odciążenia południowej Ukrainy. Rosjanie nie ukrywają swoich planów i już otwarcie szantażują cały świat, deklarując gotowość do wysadzenia elektrowni.

W swoim oświadczeniu, szef wojsk ochrony przed promieniowaniem i chemikaliami Federacji Rosyjskiej, generał major Walerij Wasiljew, który obecnie dowodzi garnizonem ZAES, wskazał, że „albo będzie tu ziemia rosyjska, albo spalona pustynia. Jak wiecie, zdobyliśmy wszystkie ważne obiekty elektrowni jądrowej w Zaporożu. I nie ukrywamy tego przed wrogiem. Ostrzegliśmy ich. Wróg wie, że stacja będzie albo rosyjska, albo niczyja. Jesteśmy gotowi na wszelkie konsekwencje tego kroku. A wy, wojownicy wyzwoleńcy, musicie zrozumieć, że nie mamy innego wyjścia”. Kolejny pokaz błazenady ze strony Rosji, która jednak nie jest zabawna, ponieważ terror jądrowy może stać się rzeczywistością.

Alisa Zełenska – ukraińska dziennikarka, prowadzi kilka blogów dla różnych firm, szef produkcji wideo w Kijowie

Artykuł ukazał się na portalu obserwatormiedzynarodowy.pl

Share Button

Na Krymie doszło do wybuchów na lotnisku wojskowym

Share Button

Na terenie okupowanego przez Rosję Półwyspu doszło do kilkunastu eksplozji, co najmniej kilka osób zginęło lub zostało rannych.

Wybuchy miały miejsce w godzinach popołudniowych 9 sierpnia na lotnisku wojskowym w Nowofedoriwce. Według świadków zdarzenia, na miejscu doszło do licznych eksplozji wtórnych, co może oznaczać wybuchy w magazynach amunicji lub paliw.

Ministerstwo Obrony Ukrainy zaprzeczyło, jakoby SZ Ukrainy miały coś wspólnego z wybuchami. „Ministerstwo Obrony Ukrainy nie może ustalić przyczyn eksplozji, ale po raz kolejny przypomina o zasadach bezpieczeństwa pożarowego i zakazie palenia w miejscach niedozwolonych” – napisano w oświadczeniu MO Ukrainy.

Również strona rosyjska ogłosiła, że nie doszło do ostrzału, ale do wybuchu kilku sztuk uzbrojenia lotniczego.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

W Turcji zakończono inspekcję pierwszego statku ze zbożem z Ukrainy

Share Button

Pierwsza jednostka wioząca zboże z Ukrainy pokonała bezpiecznie szlak z Odessy do Stambułu.

Sprawdzenia statku „Razoni” dokonali przedstawiciele Rosji, Ukrainy, Turcji i ONZ, którzy wchodzą w skład centrum koordynacyjnego w Stambule. Ministerstwo Obrony Turcji poinformowało, że statek przejdzie przez cieśniny tureckie i skieruje się do kraju przeznaczenia, jakim jest Liban.

Wspomniany statek ze zbożem wyszedł z Odessy i dotarł do Turcji na mocy porozumienia zawartego pomiędzy Ukrainą, Rosją, Turcją i ONZ. Ma ono zapewnić możliwość transportu ukraińskiego zboża do krajów Afryki i Azji, tak, aby zapobiec klęsce głodu na tym obszarze. W tym celu jest wykorzystywany także port w Konstancy w Rumunii oraz porty w delcie Dunaju na terytorium Ukrainy.

Równolegle do transportu morskiego, realizowany jest także transport drogą lądową, przede wszystkim przez granicę polsko-ukraińską: w czerwcu br. tym szlakiem wywieziono ok. 2 mln ton zboża.

Na podstawie: pravda.com.ua, mil.in.ua,

Share Button

Do ostatniego metra: ukraińska ofensywa na południu i co dalej?

Share Button

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelensky zapowiedział – już po raz kolejny – podjęcie przez ukraińską armię działań ofensywnych, które mają stać się przełomem w toczącej się od 24 lutego br. fazie konfliktu. Otwartym pozostaje pytanie o skalę i możliwą skuteczność tych działań.

Wymiar polityczny: wszystko albo nic?

Pod względem politycznym sytuacja jest dla ukraińskich władz, w tym przede wszystkim samego prezydenta Wołodymyra Zelenskiego, skrajnie trudna: praktycznie nie istnieje możliwość zawarcia jakiegokolwiek kompromisu z Rosją. W 2014 i 2015 roku było inaczej: administracja Petra Poroszenki mogła wytłumaczyć społeczeństwu konieczność zawarcia porozumień mińskich trudną sytuacją na froncie, wynikającą z wielu lat zaniedbań i umyślnego niszczenia własnych sił zbrojnych przez prorosyjskich polityków. Obecnie takiej możliwości praktycznie nie ma: armia ukraińska odniosła liczne sukcesy w ciągu ostatnich pięciu miesięcy: była w stanie odeprzeć większość rosyjskich uderzeń, obronić Kijów, Czernihów i Charków, zmuszając siły rosyjskie do odwrotu; jest także w stanie skutecznie prowadzić walkę na Donbasie i na pozostałych odcinkach frontu. Skuteczne i przemyślane dowodzenie pozwoliło na uniknięcie porażek takich jak ta pod Iłowajskiem w 2014 roku.

Wraz z pierwszymi sukcesami wojskowymi pojawiło się oczekiwanie kolejnych, w tym tego zasadniczego: całkowitego wyzwolenia okupowanych terenów spod rosyjskiej władzy. To jednak może okazać się – i zapewne okaże się – dużo trudniejsze niż wyparcie Rosjan spod Kijowa. Powód jest dość prosty: kilkumiesięczna obecność na zajmowanych terenach umożliwiła stronie rosyjskiej przeprowadzenie prac przygotowawczych (w tym fortyfikacyjnych) na wypadek ukraińskiej kontrofensywy. Odbicie zajętych obszarów jest oczywiście możliwe, ale będzie dużym wyzwaniem dla Sił Zbrojnych Ukrainy – o czym mowa będzie niżej.

Omawiane okoliczności mogą być jednak bardzo trudne do zrozumienia dla przeciętnego obywatela Ukrainy, który na fali uniesienia sukcesami z wiosny tego roku, a także wobec kolejnych popełnianych przez Rosjan zbrodni na ludności cywilnej (Bucza, Irpień, Mariupol, Winnica i wiele innych) mnie będzie skłonny do zaakceptowania jakiegokolwiek kompromisu. Jakiekolwiek dążenie do zawarcia porozumienia czy nawet rozpoczęcia rozmów z Rosją może okazać się niezwykle trudnym do przeforsowania dla ukraińskich polityków; równolegle postawy prorosyjskie będą uznawane wprost za zdradę stanu. Dlatego właśnie z czasem coraz mniej prawdopodobnym scenariuszem jest podpisanie przez Ukrainę porozumienia prowadzącego do zamrożenia konfliktu na wzór porozumień mińskich z 2014 i 2015 roku. O ile nie dojdzie do jakiegoś poważnego załamania na froncie (a nic na to nie wskazuje), najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymywanie się „gorącej” linii frontu przez wiele miesięcy lub nawet lat, choć rzecz jasna z okresami (być może długotrwałymi) niskiej intensywności walk. Taki stan rzecz będzie wielkim wyzwaniem dla Ukrainy – przede wszystkim dla jej gospodarki, która już poniosła ciężkie starty, a utrzymywanie się stanu wojny będzie nadal komplikować jej sytuację. W takim stanie rzeczy, przez cały czas trwania aktywnej fazy konfliktu i długo po nim Ukraina pozostaje uzależniona od pomocy międzynarodowej.

Wymiar wojskowy: konieczność zmiany filozofii

To, na co warto zwrócić uwagę jeśli mowa o zapowiedziach deokupacji południowej części kraju to sposób, w jaki jest dowodzona ukraińska armia począwszy od samego początku rosyjskiej inwazji, tj. od 24 lutego br. To, co od początku zwraca uwagę to dowodzenie w sposób bardzo ostrożny, wręcz asekuracyjny, unikanie sytuacji, w których mogłoby dojść do sytuacji poniesienia dużych strat osobowych i sprzętowych przez SZ Ukrainy. M.in. tym można tłumaczyć decyzję o wyjściu z Lisiczańska bez dłuższej obrony tego miasta: ryzyko otoczenia dużych sił ukraińskich w tym mieście i jego okolicach było na tyle duże, że zdecydowano o odwrocie po stosunkowo krótkiej obronie, inaczej, niż wcześniej w przypadku Siewierodoniecka, gdzie nie było przez dłuższy czas ryzyka takiej sytuacji.

Takie podejście nietrudno zrozumieć, jeśli wziąć pod uwagę, że ukraińskie dowództwo wojskowe ma świadomość, że walczy ze specyficznym przeciwnikiem: takim, który być może niespecjalnie (to już swego rodzaju niechlubna tradycja) liczy się ze stratami w ludziach i sprzęcie, ale który jednocześnie może sobie na takie podejście pozwolić, jako że ma o wiele większe rezerwy sprzętowe, ludzkie i inne. Innymi słowy: potencjał Rosji jest dużo większy niż Ukrainy i może ona pozwolić sobie (teoretycznie) na większe straty bez tak dramatycznych konsekwencji, jakie grożą Ukrainie. Strona ukraińska musi „oszczędzać” siły i środki – i to właśnie tłumaczy takie, a nie inne podejście ukraińskiego kierownictwa wojskowego i politycznego do działań zaczepnych w czasie ostatnich miesięcy. W zasadzie najwięcej działań kontrofensywnych miało miejsce pod Kijowem; ich skutkiem była klęska działań rosyjskich w tym regionie; podobnie rzecz ma się z Czernihowem i Charkowem. Faktycznie jednak działania te miały stosunkowo niewielką skalę a ich powodzenie i rosyjska rejterada były wypadkową wielu czynników, w tym ogólnej sytuacji na całym froncie. Ewentualne działania obliczone na wyzwolenie Chersonia czy okupowanych obszarów obwodów zaporoskiego, charkowskiego lub Donbasu będą wymagały innej, bardziej agresywnej filozofii działania.

To, czy Ukraina będzie sobie mogła pozwolić na takie działania w najbliższym czasie – tj. jeszcze w tym roku – będzie zależało od kilku czynników, przede wszystkim od tego jak szybko będą uzupełniane straty ludzkie (a to zależy od tempa mobilizacji i szkolenia rezerw: wiadomo, że pierwszy czynnik napotyka pewne problemy, a drugi wymaga po prostu czasu i to raczej liczonego w miesiącach niż tygodniach), a także jak szybko i w jakiej ilości będzie napływać sprzęt z krajów zachodnich: przede wszystkim nowoczesne systemy artyleryjskie takie jak wyrzutnie HIMARS i amunicja do nich o większym zasięgu i możliwościach (GMLRS-ER czy ATACMS).  Kilkanaście jednostek sprzętowych tego typu to oczywiście za mało, aby móc skutecznie wspierać kontrofensywę na dużą skalę – taką, która mogłaby doprowadzić do zasadniczych zmian terytorialnych na korzyść Ukrainy. Negatywnie na zdolności kontrofensywy na południu wpływa także stałe zagrożenie ze strony Białorusi: nie jest jasne, czy Mińsk nie zdecyduje się ostatecznie na włączenie się do konfliktu: a już sama groźba takiego (wciąż realnego) scenariusza wymusza na stronie ukraińskiej utrzymywanie sporych sił zabezpieczających kierunki potencjalnych uderzeń, co uniemożliwia ich użycie w walkach na południu czy wschodzie.

Aktualnie wiadomo, że SZ Ukrainy zbliżają się do Chersonia: osiągnęły praktycznie przedmieścia tego miasta i jak się daje to właśnie tutaj można spodziewać się zaawansowanych działań kontrofensywnych strony ukraińskiej. To oczywiście spekulacja, ale będą one prawdopodobnie obliczone na próbę odcięcia miasta od reszty terytorium pozostającego pod kontrolą Rosji (wskazują na to próby zniszczenia mostów na Dnieprze, łączących Chersoń z położoną na wschodnim brzegu rzeki częścią obwodu): tak, aby uniknąć uwikłania się SZ Ukrainy w ciężkie walki miejskie, które spowodowałyby poważne straty i wśród żołnierzy i ludności cywilnej. Strona ukraińska będzie raczej dążyć do sytuacji w której wobec groźby odcięcia siły rosyjskie samodzielnie wycofają się z miasta. Inny istotny cel w tym regionie, mający dodatkowo wpływ na sytuację w całym obwodzie to Nowa Kachowka: odzyskanie kontroli nad tamą i przeprawą przez Dniepr byłoby istotnym sukcesem strony ukraińskiej. Nie są wykluczone także lokalne kontrofensywy w obwodzie charkowskim i na Donbasie; ich powodzenie np. w okolicach Izjumu (gdzie miały już miejsce skuteczne ukraińskie kontrataki) wpłynęłoby pozytywnie na stabilność obrony Słowiańska i Kramatorska.

Końca nie widać

Aktualna sytuacja w wojnie pomiędzy Rosją a Ukrainą jest faktycznie bliska patowej. Ukraina nie jest w stanie szybko i skutecznie odzyskać kontroli nad całością okupowanych terenów: bez tego zaś  nie będzie w stanie zakończyć wojny, bo aktualnie tylko takie rozwiązanie jest do przyjęcia dla opinii publicznej i znacznej części klasy politycznej z prezydentem na czele. Kolejny raz powtórzył to Wołodymyr Zelensky zabierając głos z okazji obchodów święta ukraińskiej państwowości, ustanowionego w 2021 roku w dzień chrztu Rusi Kijowskiej: „nie zatrzymamy się, dopóki nie wyzwolimy ostatniego metra naszej ziemi”. Z kolei Rosja nie jest w stanie osiągnąć swoich celów strategicznych środkami wojskowymi: jej przewaga jest niedostateczna, a na wielu odcinkach coraz bardziej niwelowana m.in. problemami z logistyką i dostawami nowocześniejszego niż rosyjskie uzbrojenia. Owszem, Rosja posiada większy potencjał niż Ukraina; jednak Kijów nie walczy sam, lecz ma wsparcie większości krajów UE, USA i państw tak odległych jak Japonia czy Australia. Na tą chwilę najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymywanie się swoistego status quo: sytuacji, w której z mniejszą lub większą intensywnością toczyć się będą walki, ale bez szybkich rozstrzygnięć. Tego typu konflikt będzie wyniszczał obie strony i może trwać przez kolejne lata: w optymistycznym wariancie nawet 2 lub 3, aż poziom wyczerpania po obu stronach wymusi podjęcie rozmów pokojowych.

Dariusz Materniak

Share Button

Zelensky: nie zatrzymamy się dopóki nie wyzwolimy ostatniego metra naszej ziemi

Share Button

Prezydent Ukrainy zabrał głos w związku z obchodami Dnia Ukraińskiej Państwowości.

„Państwo, w którym rozpoczęła się historia chrześcijaństwa w Europie Wschodniej, gdy 1034 lata temu ochrzcił je wielki książę kijowski Włodzimierz. Państwo, w którym rozpoczęła się historia niezłomności, która zadziwia obecnie Europę i cały świat. To nasze państwo, nasz kraj, to Ukraina”. Ukraiński prezydent powiedział również, że Ukraina nie jest i nie będzie kolonią, protektoratem, gubernią czy częścią cudzego imperium.

„Byliśmy i będziemy, bo nasze państwo ma niezwykłych synów i córki, którzy stanęli w jej obronie. Dla nas żyć w niewoli – to nie żyć, być zależnym – to nie być. Niesamodzielna i zniewolona Ukraina – to nie Ukraina (…) nie spoczniemy, dopóki nie wyzwolimy ostatniego metra naszej ziemi” – dodał Zelensky.

Obchodzone w tym roku po raz pierwszy święto zostało ustanowione przez prezydenta Wołodymyra Zelenskiego 24 sierpnia 2021 roku, w 30 rocznicę Niezależności Ukrainy.

28 lipca 2022 roku jest 155 dniem rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Na podstawie: pravda.com.ua, president.gov.ua,

Share Button

Brytyjski wywiad: Rosja nie jest w stanie prowadzić działań na kilku odcinkach jednocześnie

Share Button

Według raportu brytyjskich służb wywiadowczych, rosyjskie dowództwo wojskowe stoi przed dylematem co do priorytetów działań na froncie.

Jak wynika z brytyjskich ocen, dylematy rosyjskich dowódców dotyczą przede wszystkim tego, czy aktualnie wzmocnić działania ofensywne na wschodzie (tj. głównie na Donbasie) czy wzmocnić obronę na odcinku południowym w pobliżu Chersonia. Takie podejście po stronie rosyjskiej świadczy o wyczerpywaniu się środków po stronie rosyjskiej, co będzie sprzyjać zmniejszeniu intensywności ataków i będzie sprzyjać ewentualnym działaniom kontrofensywnym ze strony ukraińskiej.

Brytyjski wywiad zwraca uwagę także na problemy ze sprawnością sprzętu w jednostkach SZ Federacji Rosyjskiej, które prowadzą działania na terytorium Ukrainy. Rosjanie nadal mają także poważne problemy kadrowe i choć nie została ogłoszona oficjalna mobilizacja, to de facto jest ona realizowana w formie rekrutacji do jednostek SZ FR, głównie wśród przedstawicieli mniejszości narodowych.

Równolegle, w najbliższym czasie Ukraina ma otrzymać kolejne dostawy uzbrojenia m.in. z USA: w składzie kolejnego pakietu mają znaleźć się kolejne wyrzutnie M142 HIMARS, pojazdy dowódcz0-sztabowe, a także bezzałogowce i inny sprzęt. Do Ukrainy dotarły także pierwsze 3 z 15 pojazdów obrony przeciwlotniczej „Gepard”. Również Słowacja zadeklarowała możliwość przekazania Ukrainie 11 myśliwców typu MiG-29.

Na podstawie: pravda.com.ua, mil.in.ua,

Share Button

Rosja planuje przeprowadzić „referendum” na okupowanych terytoriach Ukrainy do 15 września

Share Button

Od wybuchu wojny na pełną skalę, która przyniosła rosyjską okupację w kilku obwodach Ukrainy, Siłom Zbrojnym tego państwa udało się wyzwolić 1027 miejscowości, ale kolejnych 2610 jest jeszcze pod kontrolą Rosji. Dane te upublicznił w swoim ostatnim przemówieniu prezydent Wołodymyr Zełenski.

Autor: Alisa Zełenska

„Kreml spieszy się z przeprowadzeniem referendów na okupowanych przez jego wojska ukraińskich terytoriach, aby dać prezydentowi Władimirowi Putinowi powody, by włączyć je do Rosji już we wrześniu” – pisze Bloomberg, powołując się na swoje źródła w Moskwie. Według agencji okupanci przygotowują się do zorganizowania głosowania na obszarach obecnie kontrolowanych przez rosyjskie wojsko oraz na innych obszarach, które ich wojska będą w stanie przejąć w nadchodzących tygodniach.  Celem jest przeprowadzenie referendum w sprawie przystąpienia do Rosji do 15 września. Na Kremlu analizują, że aneksja terytoriów pomoże zademonstrować własnemu społeczeństwu postęp w wojnie i pokazać całemu światu jego niechęć do omawiania kwestii terytorialnej w ewentualnych przyszłych negocjacjach pokojowych.

Z perspektywy Ukrainy – na pierwszy rzut oka – wydaje się logiczne, że należałoby jak najszybciej przeprowadzić kontrofensywę (przynajmniej na południu), aby wykoleić ideę przeprowadzenia referendów. Ale jak uwolnić Chersoń? Taktyką Rosjan? Niszcząc miasto? Poprzez otoczenie i negocjacje? Szturmem? Nie ma jednak zbyt wielu opcji i żadna z nich nie jest idealna.

Symbolika zawsze odgrywa ważną rolę w każdej wojnie. W rzeczywistości dlatego Rosja spieszy się z przeprowadzeniem tych „referendów”. Z kolei, jeśli uda się wyzwolić Chersoń i pokrzyżować plany Rosji, będzie to znaczący cios moralny dla całej rosyjskiej propagandy, która codziennie przekonuje o „zwycięstwach” . A ukraińskiemu społeczeństwu przydałyby się także nowe wiktorie i pewność, że rząd rozwiązuje problemy okupowanych obszarów, ponieważ im dłużej wróg pozostaje na zdobytych terytoriach, tym trudniej będzie go pokonać w przyszłości.

Alisa Zełenska – ukraińska dziennikarka, prowadzi kilka blogów dla różnych firm, szef produkcji wideo w Kijowie

Tekst ukazał się na portalu obserwatormiedzynarodowy.pl

Share Button

Rammstein-4: uzgodniono kolejną pomoc wojskową dla Ukrainy

Share Button

Minister obrony Ukrainy po czwartym spotkaniu Ukraine Defense Contact Group poinformował o nowych zobowiązaniach co do dostaw broni, amunicji i szkoleniach dla ukraińskiej armii.

„Zgodnie z ustaleniami, przewidywane będą kolejne dostawy uzbrojenia, amunicji, a także kolejne szkolenia dla naszych żołnierzy i wiele innych. Pozytywnym sygnałem są nowe zobowiązania naszych partnerów, które dotyczą lądu, morza i nieba” – napisał na Facebooku Oleksij Reznikow. W czasie spotkania strona ukraińska poinformowała także zachodnich partnerów o aktualnej sytuacji na froncie oraz o aktualnych problemach jakie występują po stronie SZ Ukrainy, zwłaszcza konkretnych potrzebach w zakresie zdolności realizacji konkretnych zadań przez siły ukraińskie.

Według oceny Reznikowa, nie ma mowy o „zmęczeniu” po stronie sojuszników wojną na Ukrainie i nie będzie; są oni gotowi dalej wspierać Ukrainę aż do zwycięstwa.

Zgodnie z opinią analityków Institute for the Study of War, w najbliższych czasie należy oczekiwać prób zajęcia przez Rosjan Słowiańska i Bachmutu, a działania sił rosyjskich tak czy inaczej mogą doprowadzić do pewnych sukcesów terytorialnych Rosjan na Donbasie, zwłaszcza na wschód od drogi E40. Według ocen amerykańskiego think-tanku, siły FR wykrwawiają się w walkach o niewielkie miejscowości, co uniemożliwia im podjęcie większych operacji.

W ostatnich dniach rosyjskie działania ofensywne koncentrują się w pobliżu Siwerska, Bachmutu oraz Awdijewki.

Na podstawie: ukrinform.ua, mil.in.ua,

Share Button