Podczas obrad XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy wiele miejsca w ramach osobnego bloku tematycznego zorganizowanego z inicjatywy wicemarszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego poświęcono kwestii tzw. Europy Karpat – współpracy krajów położonych w regionie karpackim: Polski, Ukrainy, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii.
U podstaw budowania współpracy w skali regionalnej na tym właśnie forum państw leży przekonanie o zbliżonych interesach wymienionych krajów, wspólnej historii, a także podobnej mentalności, odmiennej od krajów Europy Zachodniej. Czynnikiem, który sprawia, że państwa te mają podobne problemy są właśnie góry znajdujące się na ich terytoriach – do niedawna stanowiące trudną do przebycia barierę, obecnie, dzięki ułatwionemu kontaktowi (przede wszystkim za pośrednictwem Internetu) będące czynnikiem który sprzyja łączeniu i współpracy oraz realizacji wspólnych projektów.
Zdaniem węgierskiego historyka Pavlo Macali tym, co mogą wnieść kraje Europy Środkowej do Unii Europejskiej są między innymi wartości i własna tożsamość o nie oparta – nadal tak bardzo odmienna od zrelatywizowanego Zachodu. Podobne punkty widzenia na wiele kwestii sprzyjają budowaniu wspólnych stanowisk zarówno wobec aktualnych problemów, takich jak choćby kryzys imigracyjny w Europie jak i wieloletnich strategii rozwoju. Dlatego zdaniem obecnych w Krynicy komentatorów zasadnym jest dążenie na forum Unii Europejskiej do uzyskania przez kraje karpackie własnego programu operacyjnego, analogicznego do tego, jaki mają np. kraje alpejskie.
Znaczenie posiadania takiej platformy współpracy jest trudne do przecenienia, także, a może nawet przede wszystkim ze względów finansowych. Nadal bowiem wiele pozostaje do zrobienia w sferze rozwoju infrastruktury we wspomnianych państwach, zwłaszcza komunikacyjnej. Nadal na ukończenie oczekują drogi: Via Baltica i Via Carpatia, które mają w założeniu połączyć wybrzeże Morza Bałtyckiego i Morza Adriatyckiego, a także Morza Czarnego. Otwartym pozostaje pytanie o finansowanie tych inwestycji ze środków Unii Europejskiej, a ich znaczenie dla rozwoju gospodarczego, poziomu zarobków czy PKB jest trudne do przecenienia. Na realizację czekają także inicjatywy w zakresie budowy połączeń energetycznych, pozwalających na przesył gazu ziemnego czy energii elektrycznej (w kontekście ostatnich problemów związanych z upałami w Polsce sprawa coraz bardziej zyskuje na znaczeniu), wspólnych inicjatyw w zakresie turystyki czy kultury. Wiele do zrobienia i to w niemal każdym obszarze pozostaje na Ukrainie – pozostającej jak na razie poza obszarem unijnym, ale, według prof. Bohdana Huda – wymagającej wprowadzania wysokich standardów na rzecz zrównoważonego rozwoju, który jest istotnym czynnikiem dla wszystkich państw regionu. W planach jest także stworzenie wspólnego Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego oraz rozwój programu „Nauka dla Karpat”.
Co przeszkadza? Przede wszystkim brak woli politycznej poszczególnych państw regionu dla rozwijania współpracy na szczeblu regionalnym. W większości stolic panuje przekonanie, że w trudnej sytuacji lepiej skorzystać z przysłowiowego „telefonu do przyjaciela” w Berlinie, Waszyngtonie czy Moskwie zamiast angażować się w żmudny proces negocjacyjny na forum regionalnym. Kluczem do sukcesów każdej strategii karpackiej, zwłaszcza politycznej, jest zrozumienie przez poszczególnych polityków że kraje Europy Środkowo-Wschodnie są w stanie upodmiotowić się w Europie jedynie działając jak w miarę zwarta grupa interesów (nawet doraźnych).
Zresztą problem ograniczonej świadomości nie odnosi się tylko o polityków: zmiany potrzebne są również na poziomie społecznym. Wielu ludzi odwiedzających Karpaty nie uświadamia sobie gdzie tak naprawdę się znajdują: pytanie do ankietera w polskim Zakopanem: „dlaczego pyta mnie pan o Karpaty skoro jesteśmy w Tatrach?” wcale nie jest żartem.
Prezydent Ukrainy zapytany wprost, czy możliwa jest kandydatura obecnego gubernatora obwodu odeskiego i byłego prezydenta Gruzji Michela Saakaszwiliego na premiera Ukrainy, nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi.
„Absolutnie, byłby wspaniałym premierem…Gruzji a co do naszego państwa, to mamy własnego premiera” – powiedział Petro Poroszenko.
Pytanie o kandydaturę Saakaszwilego na premiera zrodziło się prawdopodobnie po opublikowaniu na stronie prezydenta petycji o mianowanie na stanowisko premiera Ukrainy Michela Saakaszwilego. Wniosek uzyskał 25 tysięcy głosów w ciągu kilku dni.
Przewodniczący krymskotatarskiego Medżlisu Refat Czubarow potwierdził plany krymskich aktywistów dotyczące zablokowania administracyjnej granicy z zaanektowanym przez Rosję Krymem.
„Albo 20 albo 21 zamkniemy granicę (administracyjną granicę pomiędzy obwodem chersońskim i Krymem)”. Decyzję podjęto na posiedzeniu rady pojednawczej liderów frakcji i przewodniczących komitetów ukraińskiego parlamentu 14 września w Kijowie.
Czubarow podkreślił, że akcja protestu zostanie przeprowadzona nie tylko „w związku z represjami rosyjskiej władzy prowadzonymi wobec narodu tatarskiego na półwyspie, ale również w związku z nieudolnymi działaniami ukraińskiego rządu”.
Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow poinformował o ostatecznej dacie do kiedy będzie funkcjonować stara milicja.
Podczas spotkania w Czernichowie gdzie prezentowano zasady nowego naboru do policji zadeklarował: „Pod koniec roku będziemy mieli na Ukrainie 6-7 tysięcy policjantów, docelowo – około 152 tysiące”.
Zaznaczył, że nie oznacza to, iż wszyscy obecni funkcjonariusze pójdą „pod nóż”, zwłaszcza ci najlepsi. Zostanie przeprowadzony audyt wśród kadr współpracowników MSW podczas którego będą oceniane nie tylko kwalifikacje, ale również wartości moralne.
Wszystkie reformy planowane były na 2015 rok, ale już wiadomo, że potrwają one dłużej.
Strony mogą dojść do konsensusu w sprawie wycofania broni kalibru do 100 mm ze strefy ATO w dniach 15-16 września.
Porozumienie dotyczące wycofania broni kalibru do 100 mm jest gotowe w 90%. Takie oświadczenie wydał minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow po spotkaniu szefów MSZ formatu normandzkiego.
„Szef specjalnej misji monitoringowej OBWE potwierdził, że projekt porozumienia jest gotowy w 90%. Zostaje tylko omówić niektóre szczegóły i jak zawsze to w nich tkwi diabeł” – powiedział Ławrow.
Jego zdaniem Federacja Rosyjska liczy, że do porozumienia dojdzie podczas najbliższego spotkania podgrupy ds. bezpieczeństwa, które będzie miało miejsce w dniach 15-16 września w Mińsku.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl
Porozumienie w sprawie restrukturyzacji zagranicznych prywatnych długów Ukrainy, które zostało osiągnięte pod koniec sierpnia, stopniowo nabiera cech formalnych. 9 września Gabinet Ministrów Ukrainy wniósł na rozpatrzenie Rady Najwyższej projekt ustawy, który proponuje dać rządowi zgodę na restrukturyzację zagranicznych pożyczek na warunkach uzgodnionych z wierzycielami i uprawomocnionych w rozporządzeniu rządu. Projekt uchwały proponuje również, umożliwić rządowi przekroczenie ustalonej tymczasowo przez Kodeks budżetowy ostatecznej ilości państwowego i gwarantowanego przez państwo zadłużenia zagranicznego, która teraz jest ustalona na poziomie 60% Produktu Krajowego Brutto (PKB), i zobowiązać rząd w ciągu 3-ch miesięcy po przeprowadzeniu restrukturyzacji przedstawić do parlamentu plan działań mających na celu doprowadzenie długu publicznego do poziomu maksymalnego.
Wraz z projektem ustawy, rząd podał na rozpatrzenie parlamentu pakiet projektów ustaw, które dostosowują obowiązujące przepisy do potencjalnej ugody z wierzycielami. W ten sposób, pakiet proponuje prawne ustanowienie pojęcia „państwowy derywatyw” – papieru wartościowego z zobowiązaniami państwa wypłaty właścicielowi określonej kwoty po osiągnięciu wskaźników PKB, umożliwienie ministrowi finansów wypuszczenia takich papierów wartościowych w porozumieniu z rządem, a także zwolnienie od jakiegokolwiek opodatkowania dochody właścicieli państwowych derywatów. Ponadto, prawodawcze projekty regulują poszczególne kwestie opodatkowania zewnętrznych operacji kredytowych za zobowiązania, gwarantowane przez państwo. Premier Arsenij Jaceniuk optymistycznie wyraził przekonanie, że projekty ustaw o restrukturyzacji zadłużenia i poprawie świadczeń socjalnych zostaną uchwalone. „Przeprowadzimy restrukturyzację długu przez parlament. To najlepsze, co mogło się wydarzyć i jest to konieczne dla narodu ukraińskiego … Jeśli przyjmą restrukturyzację, obiecuję ukraińskim deputowanym, że zmniejszymy nasze zadłużenie o 4 mld, a dodatkowo jeszcze 1,5 mld dolarów zaoszczędzimy na odsetkach i jeszcze o 4 lata przedłużymy spłatę kredytów i poprawimy w ten sposób socjalny standard”, – patetycznie powiedział premier Ukrainy na forum „Jałtańska Strategia Ekonomiczna” w Kijowie. Ale wszystko może pójść nie tak, jak by się chciało, i to wcale nie z winy parlamentu.
Niebezpieczeństwo podkradło się z drugiej strony – od grupy niezadowolonych wierzycieli, którzy uważają za niesprawiedliwe warunki porozumienia osiągniętego między rządem Ukrainy i specjalnym komitetem wierzycieli. Jak donoszą agencje Reuters i Bloomberg, amerykańska firma prawnicza Shearman&Sterling, która reprezentuje interesy posiadaczy suwerennych euroobligacji Ukrainy z wypłatami we wrześniu i październiku o wartości 1,1 mld dolarów opublikowała list w którym twierdzi, że jej klientów martwi brak równowagi spłaty długów. W szczególności, zadłużenie z wypłatą we wrześniu-październiku 2015 roku przedłużono na 8 lat, a papiery wartościowe z wypłatą w 2023 roku – tylko na pół roku. Zdaniem wierzycieli, równomierne rozszerzenie terminu spłat może być łatwo osiągnięte bez żadnych dodatkowych kosztów dla Ukrainy i biorąc to pod uwagę, zachęcają innych inwestorów posiadających w portfelach papiery wartościowe o terminie zapadalności we wrześniu-październiku, zablokować porozumienie w sprawie restrukturyzacji.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl
Przed pokojem nowego szefa Głównego Terytorialnego Departamentu Sprawiedliwości w Obwodzie Lwowskim powieszono duży telewizor. Na ekranie w trybie on-line zobaczyć można obraz z kamery wideo zamontowanej w jego biurze. 36- letni Jarosław Żukrowski jest jednym z tych urzędników, którzy do władzy przyszli po Rewolucji Godności, mając na swoim koncie spore doświadczenie jako działacze społeczni. Kamera to tylko jeden z nowych, radykalnych kroków nowego kierownika. Jarosław Żukrowski nazywa siebie dziwakiem dla starego systemu i jest przekonany, że zawsze może jeszcze zrezygnować.
Należy Pan do urzędników, którzy swoje stanowisko otrzymali już po Majdanie. Jak byłemu działaczowi społecznemu udało się dostać do władzy?
Stanowisko uzyskałem w wyniku konkursu, bez żadnych łapówek i rozmów telefonicznych. Zupełnie przypadkowo – nigdy nie marzyłem, żeby zostać szefem obwodowego departamentu sprawiedliwości. Po prostu wszedłem na stronę internetową Ministerstwa Sprawiedliwości i zobaczyłem ogłoszenie o konkursie. Moja rodzina mieszka we Lwowie, a przez ostatnie sześć lat, odkąd pracuję w stolicy, musiałem ciągle podróżować z Kijowa do Lwowa. Ogółem na to stanowisko zgłosiło się 24 kandydatów. Na rozmowie kwalifikacyjnej przedstawiłem komisji rekrutacyjnej w Ministerstwie swoją wizję zrestartowania systemu, a Minister (Pawło Petrenko – przyp. autora) powiedział mi wówczas: „bierz i restartuj”.
Fakt, że Ministerstwo Sprawiedliwości odważyło się na otwarty konkurs to znaczący krok naprzód. Nie chodzi tylko o mnie. Wielu szefów departamentów w innych obwodach Ukrainy zostało również mianowanych poprzez uczciwe, otwarte konkursy. Są to osoby, które wcześniej nie pracowały w systemie, więc to poważny wstrząs dla niego. Na przykład w Kirowohradzie departament objął były kierownik batalionu ochotniczego „Dniepr-1”, a w Równem były prawnik. Wygląda na to, że jest to wielki eksperyment, który ma pokazać na ile nowi ludzie mogą zmienić system i utrzymać go w dobrej kondycji.
Dla mnie to bardzo poważne wyzwanie. Chcę udowodnić i Ministrowi i społeczeństwu, że dam radę wykonać to, czego się podjąłem. Najprościej jest zrezygnować i opuścić ręce – zawsze można to jeszcze będzie zrobić. W rzeczywistości bowiem praca jest bardzo trudna. Mój dzień roboczy zaczyna się o ósmej rano i kończy o dziesiątej wieczorem. Robocze są nawet soboty. Za to niedziele są wolne. Mam córkę i jestem przekonany, że dziecko powinno mieć ojca.
Ale nie trzymam się kurczowo stanowiska. Jako dowód na to zostawiłem Ministrowi Sprawiedliwości wypowiedzenie bez wpisanej daty. W każdej chwili, jeśli tylko będzie uważał, że pracuję źle albo według starych standardów, może mnie zwolnić.
Nie boi się Pan, że może to być wykorzystane jako dźwignia wpływu na Pana?
Nie. Mam zaufanie do Ministra.
Jaka jest wysokość wynagrodzenia urzędnika w Pana randze? Czy zarobki w sektorze publicznym nie powinny być wyższe?
Wynagrodzenia w sektorze publicznym w ramach programów międzynarodowej pomocy technicznej są dość wysokie. Jako pracownik Trybunału Konstytucyjnego zarabiałem 12 tysięcy hrywien [około 500 USD], obecnie moja pensja wynosi 3700 UAH [około 160 dolarów]. Myślę, że państwo trochę niesprawiedliwie traktuje osobę, która rozporządza 1200 pracownikami i milionowymi rachunkami. Ratują mnie uzyskane wcześniej oszczędności oraz dochody z biura doradztwa prawnego, którego jestem współzałożycielem. Wystarcza, aby przeżyć. Nie mam żadnych wygórowanych żądań. Urzędnicy poprzedniego pokolenia korzystali ze zbyt drogich telefonów komórkowych, ja mam zwykłą Nokię. Zostawiłem co prawda transport służbowy, gdyż przy takiej pensji jeździć prywatnym samochodem jest zbyt drogo, ale za to zrezygnowałem z kierowców – sam mogę kierować samochodem.
Jak wyglądał Pana pierwszy dzień w departamencie? Od jakich reform rozpoczął Pan swoją pracę?
Pierwszy dzień to był dla mnie szok. Nie miałem żadnego doświadczenia w pracy w tak rozbudowanej strukturze, nie wiedziałem co robić ani jak. Stopniowo udało mi się dostosować.
Jestem przekonany, że największym problemem organów władzy, oprócz elementu korupcji, jest zamknięcie się przed zwykłymi ludźmi. Ministerstwo sądownictwa ma mieć format ministerstwa sprawiedliwości. To przecież obszar, z którym ludzie mają do czynienia na co dzień: rejestracja urodzenia, małżeństwa czy też zgonu, nieruchomości, usługi notarialne itd. Nasz system może być skuteczny i bliski ludziom tylko wtedy, gdy zmieni się podejście do obywatela. Chodzi o to, aby urzędnicy byli otwarci na dialog z ludźmi i naprawdę chcieli rozwiązywać ich problemy. Człowiek i jego prawa w każdej sytuacji powinny być na pierwszym miejscu. Od tego właśnie zacząłem.
Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem na nowym stanowisku, była likwidacja bramek ograniczających ruch na drugim piętrze departamentu. Już od miesiąca w moim biurze zamontowane są kamery – to druga sprawa. Przez cały czas nagranie jest dostępne na monitorach w korytarzu. Każdy zainteresowany może zobaczyć, czy zajmuje się szef w ciągu dnia pracy. Zrobiłem to za swoje własne pieniądze, nie za środki departamentu. Kosztowało mnie to prawie 10 tysięcy hrywien.
A poza tym niczego jeszcze nie „postawiłem” za swój pierwszy dzień w pracy, co bardzo wszystkich zaskoczyło, gdyż się okazało, że to pewna tradycja. Wiem, że odebrane to zostało bardzo negatywnie, aczkolwiek wprost nikt tego tutaj nie mówi.
Wiele uwagi poświęcam zmianie pracy departamentu. Jako pierwsi zapoczątkowaliśmy praktykę wydawania aktu urodzenia dziecka w szpitalach położniczych. Rodzice nie muszą już biegać za dokumentami, zbierać zaświadczeń itd. Rejestracji praw własności od teraz można będzie dokonać także w każdym dziale. Wydałem rozporządzenie o organizacji z okazji Dnia Prawnika (8 października) „Pucharu Sprawiedliwości” w piłce nożnej halowej – to jeszcze jeden niestandardowy krok. Zamierzam walczyć z „urzędniczymi brzuchami”. Tkwi w tym też pewien podtekst: odbijać można piłkę na boisku, ale nie petenta w biurze.
Moje działania są postrzegane różnie. Często napotykam na otwarty sabotaż: podejmuję decyzje, a one nie są wykonywane. Nie boję się jednak stosować środków dyscyplinarnych: w ciągu 4 miesięcy wypisałem 80 nagan. Głównie za sabotaż lub nienależne wykonanie obowiązków. Żadna nagana nie została anulowana przez sąd. Zmiany nie mogą być szybkie, ale one się odbywają. Dla systemu jestem dziwakiem. On mnie nie rozumie, wcześniej wszystko było inaczej. Ale dla zwykłych ludzi jestem takim urzędnikiem, jakiego oni chcą spotkać: prosty, zrozumiały i skuteczny.
Zaraz po objęciu stanowiska pokazał Pan dziennikarzom tajny gabinet swojego poprzednika. Nie dziwi, że podobne rzeczy są w Kijowie, ale we Lwowie…
Byłem w szoku, gdy po raz pierwszy to zobaczyłem. Otworzyłem zwykłe drzwi od szafy, a tam znalazłem wejście do małego gabinetu. Luksusowe sofy, zabytkowa szafa, szklanki do napojów alkoholowych, obok toaleta i prysznic. Ja nie potrzebuję takiego pokoju, dlatego wydałem polecenie aby przenieść meble do miejskiego Urzędu Stanu Cywilnego. Wejście zostało zamurowane, gabinet używam do pracy biurowej. Zostawiłem jedynie prysznic, przy obecnym tempie pracy jest to potrzebna i wygodna rzecz.
Podobny pokój „dla odpoczynku” był również u zastępcy szefa departamentu. Teraz pomieszczenie wykorzystuje się do rejestracji organizacji społecznych i partii politycznych.
Czy zmieniał Pan coś we własnym gabinecie?
W zasadzie nic, chociaż ten gabinet mi się nie podoba. Jest zbyt pompatyczny i za duży. Planuję urządzić w nim w przyszłości Muzeum Sprawiedliwości. Własnych rzeczy nie mam wiele: komputer – ten z biura oddałem innemu pracownikowi – laptop, książki, fotografię córki i drewniany trójząb, który kupiłem kiedyś na Zakarpaciu. Mam też ikony, które otrzymałem od duchownego podczas poświęcenia biura.
W ciągu czterech miesięcy zwolnił Pan 60 pracowników. W jaki sposób dokonywany jest wybór i jak system odbiera „czyszczenie”?
Zwalniam tych, którzy nie pracują lub nie wykonują przysięgi funkcjonariusza państwowego. Myślę, że jest to jedyna dopuszczalna praktyka. Zwolnienia dotyczą przede wszystkim stanowisk kierowniczych. Część osób przyjęła moją propozycję odejścia i przystała na wypowiedzenie za porozumieniem stron. Tych, którzy nie zgodzili się odejść dobrowolnie, zwolniłem za niewłaściwe predyspozycje do zajmowanego stanowiska. Niektórzy zaskarżają moje działania w sądzie – jest pięć takich przypadków – ale w żadnym nie przegrałem sprawy.
Uważam decyzję o utworzeniu społecznej komisji do spraw polityki kadrowej za bardzo ważną. W jej skład wchodzi 15 przedstawicieli organizacji pozarządowych. Staram się brać pod uwagę ich opinie – jeśli uważają jakiegoś urzędnika za niegodnego stanowiska, mogę podjąć decyzję o jego zwolnieniu. Obecnie pojawiły się dwa wnioski społecznej komisji. Jeden z nich dotyczy urzędniczki, której bezpośrednio podporządkowany jest mąż. Prawo tego zabrania, więc komisja zaleca, aby przenieść ją na inne stanowisko. Drugi wniosek dotyczy urzędnika wydziału egzekwowania wykonania orzeczeń sądowych. Jedna z jego decyzji dotyczyła rozbiórki namiotów podczas Rewolucji Godności na centralnym placu Lwowa. Ludzie mają zastrzeżenia do profesjonalizmu i postawy obywatelskiej tej osoby.
Na wolne stanowiska staramy się zatrudnić młodych urzędników. Departament ogłosił konkurs na ponad 50 stanowisk. Wcześniej, żeby zostać urzędnikiem trzeba było zapłacić 1000 dolarów łapówki lub umówić się na rozmowę telefoniczną z wpływową osobą – teraz wszystko jest maksymalnie proste i przejrzyste. Zainteresowana osoba składa dokumenty, zdaje egzamin oraz przechodzi rozmowę kwalifikacyjną. Jeśli wszystko jest w porządku zostaje urzędnikiem.
Czy proponowano już Panu przyjęcie łapówki?
Już w pierwszym dniu pracy zaproponowano mi łapówkę za podpisanie rachunku na 200 tysięcy hrywien – chodziło o prace remontowe, które rzekomo zamawiali moi poprzednicy. Nic o nich jednak nie wiem. Gdy odmówiłem podpisania rachunku, zaproponowano mi 7% całości kwoty. Schemat nie zadziałał. Jestem gotowy zapłacić za te prace, gdy podwykonawca udowodni w sądzie, że naprawdę powinienem to zrobić.
Oferowano mi też mniejsze łapówki. Kobieta zaproponowała 100 hrywien za szybsze wydanie zaświadczenia – natychmiast zadzwoniłem do działu kadr i na policję. Postępowanie karne nie zostało wszczęte z powodu małej kwoty, ale fakt ten został zarejestrowany. Koszmar sytuacji tkwi w tym, że prości ludzie myślą iż bez łapówek nikt im nie pomoże. Zaświadczenie podpisałem jeszcze tego samego dnia, w obecności organów ścigania i bez przyjmowania pieniędzy.
Mówi Pan, że otwarcie urzędu na obywateli to priorytet. Jak to wygląda w praktyce?
Przede wszystkim staram się być jak najbliżej ludzi. Zawsze osobiście biorę udział w przesłuchaniach sądowych. Sędziowie nie zawsze to rozumieją, bo poprzedni szefowie nigdy tego nie robili. Jeśli wiem, że w określonej instytucji są kolejki, jadę tam osobiście, staram się znaleźć przyczyny i rozwiązania. Codziennie komunikuję się ze społeczeństwem za pośrednictwem strony internetowej oraz poprzez portal Facebook, który zaczęliśmy prowadzić.
Co jednak najważniejsze – zapoczątkowałem kampanię skarg, które pomogą skutecznie reformować system sprawiedliwości. We wszystkich powiatowych departamentach wisi plakat z numerem mojego telefonu komórkowego oraz stroną na Facebooku. Każdy kto ma skargi lub propozycje może bezpośrednio porozmawiać ze mną. Codziennie odbieram od 10 do 30 telefonów. Jeśli mam naradę, oddzwaniam. Jeśli rozmowy telefoniczne dotyczą konkretnych przypadków, staram się natychmiast reagować. Na przykład gdy ktoś informuje mnie, że urzędnika nie ma na miejscu pracy, natychmiast ustalam przyczynę jego nieobecności. Pojawiła się skarga, że już od trzech miesięcy nie wykonuje się decyzji o zaprzestaniu nielegalnej budowy. Pojechałem na miejsce, stworzyłem grupę wykonawczą i budowa została przerwana. Taka komunikacja jest efektywna. Ja nie boję się ludzi – chcę ich wysłuchać i staram się im pomóc.
Jaki odsetek nowych urzędników doszedł do władzy na Ukrainie już po rewolucji? W jaki sposób można zachęcać ludzi, aby szli do władzy?
W rzeczywistości odsetek nowych urzędników jest bardzo mały. Myślę, że jest ich nie więcej niż 10%. Młodzi specjaliści są gotowi iść do systemu państwowego i go zmieniać, ale w tym celu system powinien generować przejrzyste procedury konkursowe. Uważam, że w obecnej sytuacji państwo nie powinno dodatkowo motywować tych specjalistów – wystarczy tylko otworzyć przed nimi swoje drzwi. Ci ludzie muszą po prostu czuć chęć i siłę, aby realnie coś zmieniać.
Jak Pan widzi swoją przyszłą drogę zawodową?
Zawsze marzyłem o stworzeniu dużego centrum analitycznego – może kiedyś jeszcze wrócę do tego pomysłu i skorzystam ze swojego doświadczenia menedżerskiego oraz zawodowego. Póki co mam jeszcze wiele do zrobienia na bieżącym stanowisku.
Rozmawiała Myrosława Iwanyk
Tłumaczenie: Nataliia Sokolova
Jarosław Żukrowski, urodzony 5 września 1979r. we wsi Pidbirci, powiat pustomytowski, Obwód Lwowski. Ukończył prawniczy college (2001), a następnie dziennikarstwo (2003) i prawo (2005) na Narodowym Uniwersytecie Lwowskim im. Iwana Franki, a także Krajową Szkołę Sędziów Ukrainy (2013). W latach 2000-2009 pracował na różnych stanowiskach z zakresu prawoznawstwa we Lwowie. Od roku 2009 asystent sędziego Sądu Konstytucyjnego Ukrainy (urzędnik państwowy piątej rangi).
Szef Donieckiej Administracji Wojskowo-Cywilnej Pawło Żebriwski proponuje, aby podczas tworzenia terytorialnych hromad (odpowiedniki polskich gmin – przyp. tłum) w regionie przestrzegano na wzór polski standardów społeczno-kulturowych, uwzględniających kwestie obrony obywateli, ochrony zdrowia, kultury, sportu i innych.
Wiadomość tę przekazał sam lider obwodu, po podpisaniu memorandum o współpracy z szefem Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Mykołą Czeczotkinem – przekazała służba prasowa Donieckiej Administracji Wojskowo-Cywilnej.
„Chcemy posłużyć się polskim modelem i wdrożyć go w obwodzie donieckim. W tym tygodniu wyznaczyłem zadanie sektorowi, który odpowiada za decentralizację i tworzenie hromad, aby w przeciągu miesiąca określił potrzeby społeczno-kulturowe oraz standardy w nich panujące, a następnie wydał odpowiednie rozporządzenie. W pierwszej kolejności będzie brana pod uwagę liczba ludności oraz potencjał terytorialny” – oświadczył Żebriwski.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl
Według amerykańskich urzędników, w Syrii znajdują się około 200 żołnierzy piechoty morskiej z Rosji. Są oni skoszarowani na lotnisku w pobliżu syryjskiego miasta Latakia, placówki prezydenta Syrii Baszara al-Asada. Większość wojskowych zajmuje się przygotowaniem lotniska do dalszego użytkowania, przekazuje UNN, powołując się na Reuters.
Rosyjscy wojskowi, którzy walczyli w Donbasie, zostali przerzuceni do Syrii. Jeden z żołnierzy „zlokalizował się” nieopodal syryjskiego miasta Tartus. Wojskowy Federacji Rosyjskiej na swojej stronie w portalu społecznościowym opublikował zdjęcia z okupowanego Krymu i Donbasu, a teraz i z Syrii (na zdj.).
W Moskwie odpierają zarzuty udziału rosyjskich sił zbrojnych w działaniach. Wojska rosyjskie wiele lat stacjonują w Syrii, jednak ich działalność ogranicza się do pomocy autochtonom w opanowaniu sprzętu i jego przygotowaniu do zastosowania w walce – mówi minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl
W minionym tygodniu najważniejszym wydarzeniem w relacjach polsko-ukraińskich była wizyta w Warszawie premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka.
Spotkał się on m.in. z premier RP Ewą Kopacz. Podczas wizyty ministrowie finansów obu krajów: Mateusz Szczurek i Natalia Jaresko podpisali umowę o udzieleniu Ukrainie kredytu w wysokości 100 mln euro.
Co istotne, większa część tych środków ma zostać przeznaczona na modernizację i rozbudowę przejść granicznych i infrastruktury drogowej po stronie ukraińskiej, co w założeniu ma znacząco usprawnić możliwości przekraczania granicy polsko-ukraińskiej. Obecnie, według szacunków, każdej doby z dostępnych przejść granicznych korzysta ok. 50 tysięcy ludzi i kilkanaście tysięcy pojazdów.
Nie było to jedyne ze spotkań na wysokim szczeblu: 4 września w Kijowie z wizytą przebywał minister w Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski, który spotkał się m.in. z prezydentem Petro Poroszenką. Tematem rozmów były m.in. plany wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie oraz najbliższe planowane spotkanie obu polityków, które ma odbyć się w Nowym Jorku podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Tematyka związana z Ukrainą pojawiła się także w wystąpieniu prezydenta RP podczas otwarcia XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy, które miało miejsce 8 września. „Rosyjska agresja na Ukrainie to problem ostatnio marginalizowany, co jest niebezpieczne zwłaszcza dla nas, w Europie Środkowo-Wschodniej” – powiedział Andrzej Duda.
Kwestia relacji z Ukrainą pojawiła się także w kontekście aktualnego kryzysu migracyjnego: wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski zwrócił uwagę, że Polska musi wypełniać zobowiązania dotyczące przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, aby móc liczyć na ewentualną pomoc Europy w wypadku eskalacji konfliktu zbrojnego na Ukrainie i możliwego napływu uchodźców z tego kraju. Jednak nawet bez tego imigracja do Polski z Ukrainy jest znaczna i co ważne, pożądana – pracownicy z Ukrainy są poszukiwani przez polskich przedsiębiorców, podobnie jak mile widzianymi na polskich uczelniach pozostają ukraińscy studenci.