Kijów, 12 października, UNN. W ciągu ostatniej doby sytuacja w strefie ATO pozostawała stabilną, jednak miały miejsce przypadki ostrzału pozycji sił ukraińskich przez separatystów.
Z broni strzeleckiej ostrzelano m.in. pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy pod Szirokine. Ostrzał nie spowodował strat – poinformował sztab ATO.
Wczoraj, 11 pażdziernika, zakończono wycofywanie artylerii o kalibrze do 100 mm, a także armat kalibru do 85 mm – na odległość 15 km od linii rozgraniczenia. Wycofanie odbywało się pod kontrolą misji OBWE.
Mer Kijowa Witalij Kliczko podczas Parady Tramwajów zaprezentował tramwaj produkowany przez firmę PESA z Bydgoszczy. Po przeprowadzeniu testów pojawi się on na ulicach Kijowa.
„To pierwszy tramwaj czwartej generacji w Kijowie i zapewniam, że nie ostatni” – powiedział Kliczko. Dodał, że kilka miesięcy temu podczas wizyty w fabryce PESY były prowadzone rozmowy na temat możliwości produkcji pojazdów tego typu w Kijowie. Propozycja ta spotkała się z pozytywnym odzewem bydgoskiej firmy.
Władze Kijowa poszukują możliwości zastąpienia obecnie posiadanych tramwajów nowymi pojazdami. PESA jest jednym z faworytów zamówienia na nowe pojazdy.
Na podstawie: https://www.facebook.com/nashkiev
Fot. facebook.com/nashkiev
Do obwodu odeskiego chciano przerzucić „zielonych człowieczków” z Naddniestrza.
Na sobotnim briefingu szef ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa, Wasyl Hrycak poinformował, że do 15 kwietnia w obwodzie odeskim chciano utworzyć „Besarabską republikę ludową”. Na rzecz nowej republiki miało ulec odłączeniu dziewięć rejonów obwodu. Kolejnym krokiem miało być przetransportowanie z Naddniestrza tak zwanych „zielonych ludzików”.
Według słów szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy planowane było również szereg akcji dywersyjnych, na przykład niszczenie mostów. Za wszystkim stoi jeden z obecnych deputowanych i jego pomocniczka utrzymująca kontakt z rosyjskim kierownictwem.
18 sierpnia br. szef frakcji Bloku Petra Poroszenki w Radzie Najwyższej Ukrainy oficjalnie poinformował o zakończeniu negocjacji z partią UDAR Witalija Kliczka w sprawie wspólnego startu w wyborach lokalnych. „Negocjacje z UDARem trwały bardzo długo. W rezultacie osiągnęliśmy porozumienie, na podstawie którego stworzymy jedną partię Solidarność-UDAR i w całym kraju razem wystartujemy w wyborach do władz lokalnych. W Kijowie mamy wspólnego kandydata na fotel mera miasta – Witalija Kliczkę. Deputowanych lokalnych będziemy dobierać proporcjonalnie 50% do 50% w Kijowie i Lwowie, a także 70% do 30% w pozostałych rejonach Ukrainy” – stwierdził szef parlamentarnej frakcji BPP Jurij Łucenko.
Oświadczenie poprzedził długi proces przeplatających się sporów, dyplomatycznych (i mniej dyplomatycznych) oświadczeń, wzajemnego obrażania się na drugą stronę i namiętnych obietnic. Taki format wspólnego udziału w wyborach dwóch powyższych sił jest logiczny i należało się go spodziewać (Kliczko i Poroszenko jako liderzy sił politycznych pracują razem już od marca 2014 roku). Tak wyczekiwane połączenie obu partii mogło jednak nie dojść do skutku – w obu obozach politycznych nie brak było zwolenników osobnego startu w wyborach. Teza o samodzielnym starcie była omawiana dość długo, zwłaszcza w niektórych obwodowych jednostkach UDARu. Współpracownicy Kliczki dobrze rozumieli, że nie startując samodzielnie w tych wyborach partii będzie bardzo trudno zwiększyć rozpoznawalność własnej marki. Ugrupowanie już dwa razy nie uczestniczyło w wyborach: najpierw Witalij Kliczko poparł Petra Poroszenkę w wyborach prezydenckich, a następnie zgodnie z zawartym porozumieniem partie wspólnie wzięły udział w wyborach parlamentarnych pod marką prezydenckiej siły politycznej. Każdy z tych etapów powodował spadek poparcia dla UDARu – aż do dzisiejszego poziomu 2,2%.
Niespodziewana dla większości decyzja Witalija Kliczki z marca 2014 roku o rezygnacji z wystawienia swojej kandydatury na stanowisko prezydenta Ukrainy wywołała szczere zdziwienie. Przypomnijmy, że to właśnie Witalij Kliczko podczas Rewolucji Godności w stosunku do innych przedstawicieli Majdanu zyskał największe poparcie. Socjologowie tłumaczą jednak jako archetypowe pragnienie większości wyborców do zestawiania razem odrażającego Janukowycza i potężnego (w tym fizycznie) byłego boksera Witalija Kliczkę. Sam lider tłumaczył członkom własnej partii swoją decyzję jako zmianę priorytetów, będącą skutkiem gwałtownego spadku poparcia. Pretekstem miał być rzekomy fakt, że po ucieczce Janukowycza znaczenie Kliczki w oczach wyborców znacznie zmalało. Pojawiło się z kolei zapotrzebowanie na polityka, który w czasie kryzysu gospodarczego oraz dewaluacji hrywny byłby uosobieniem wizerunku gospodarza. Dlatego też notowania Kliczki w dalszym ciągu spadały, a poparcie dla Poroszenki wzrastało. Gdyby jednak i Kliczko i Poroszenko jednocześnie wystartowaliby w wyborach, przez wzgląd na specyfikę elektoratu każdego z nich w rezultacie zwyciężyć mógłby ktoś trzeci. Prawdopodobnie byłaby to Julia Tymoszenko, która wówczas zajęła drugie miejsce. Taka opcja nie usatysfakcjonowałaby ani Poroszenki, ani Kliczki. Poza tym, w perspektywie nadchodzących wówczas wyborów parlamentarnych oraz lokalnych w Kijowie sojusz był korzystny dla obu stron.
Jest jeszcze jedna opcja warunkująca ów sojusz. Pod koniec kwietnia 2015 roku zatrzymany został w Wiedniu oligarcha Dmytro Firtasz, który podczas rozprawy sądowej dotyczącej jego ewentualnej ekstradycji do Stanów Zjednoczonych poinformował o porozumieniu między nim, Poroszenką oraz Kliczką w przededniu wyborów w maju 2014 roku. Według słów biznesmena celem spotkania oraz dalszej współpracy było niedopuszczenie do zwycięstwa Julii Tymoszenki. „Otrzymaliśmy to, co chcieliśmy: Poroszenko jako prezydent, Kliczko jako mer Kijowa” – podkreślił w sądzie w Wiedniu Firtasz. Obydwaj figuranci tego skandalu – Poroszenko i Kliczko – natychmiast zdementowali słowa oligarchy, obwiniając go o składanie fałszywych zeznań w sądzie.
W każdym bądź razie ten sytuacyjny sojusz Kliczki i Poroszenki w 2014 roku był korzystny dla obu stron. Poroszenko zwyciężył w wyborach prezydenckich już w pierwszej turze. Natomiast Kliczko uzyskał wsparcie w wyborach na gospodarza miasta Kijowa, wspólny start w wyborach do kijowskiej rady lokalnej oraz wspólne listy do Rady Najwyższej Ukrainy. Osoby wtajemniczone twierdzą, że głównym argumentem dla Kliczki było wsparcie jego kandydatury w wyborach na mera Kijowa. To stanowisko ma wyjątkowe znaczenie dla lidera UDARu, który w 2006 roku przegrał w Kijowie z Leonidem Czerniowieckim, a dwa lata później, w 2008 roku, w przedwczesnych wyborach na mera miasta zajął trzecie miejsce. 25 maja 2014 roku lider UDARu, zyskując 56,7% głosów wyborców i zostając merem stolicy Ukrainy, jednocześnie zrealizował więc swój osobisty cel.
Dalszy etap historii wzajemnych relacji Kliczki i Poroszenki to straty UDARu oraz zwycięstwa Prezydenta. Za kulisami pięknymi haseł o wspólnych wysiłkach, wzajemnym zaufaniu i grze zespołowej toczyła się nieoficjalna walka o wpływy oraz przeciąganie na swoją stronę kluczowych graczy. Jako bardziej doświadczony w zakulisowej walce w gabinetach władz zwyciężył Poroszenko. Pomimo formalnego (czasami nie do końca rzetelnego) dotrzymania zapisów porozumienia, Prezydent oraz jego otoczenie przez dwa lata stopniowo przeciągnęli na swoją stronę główną kadrę zespołu Kliczki oraz odsunęli go od odgrywania pierwszorzędnej roli w polityce ukraińskiej.
Publiczne porozumienie między Kliczką oraz Poroszenką przed wyborami parlamentarnymi zakładało udział na bazie parytetów obu polityków w formowaniu list kandydatów do Rady Najwyższej Ukrainy – 50% z każdej strony. Jednak później ta proporcja nie została dotrzymana, a ostatecznie udział UDARu we wspólnej liście został ograniczony do 30%. Wszyscy kandydaci wystartowali pod imienną marką politycznej siły Prezydenta, a w tym celu każdy z nich napisał wniosek o zawieszenie członkostwa w UDAR. Wielu z nich do dziś nie wznowiło członkostwa w partii i najwyraźniej nie zamierzają tego zrobić. Dążenie Kliczki, aby na łączonej liście pojawiła się informacja o UDAR, nie zostało wzięte pod uwagę.
Na czele frakcji BPP w Radzie Najwyższej Ukrainy stał przedstawiciel zespołu Prezydenta, Jurij Łucenko. Faktycznie cała przestrzeń informacyjna, będąca do dyspozycji UDAR, została ograniczona do stanowiska głowy miasta Kijowa. W parlamencie deputowani UDAR planowali co prawda oficjalnie zarejestrować własną grupę deputowanych, jednak do tego nie doszło. Na dzień dzisiejszy tylko część deputowanych identyfikuje siebie jako członków UDAR. Z kolei sama partia została pozbawiona możliwości wykorzystywania trybuny parlamentarnej dla popularyzacji samej siebie, tak jak to robią inne partie.
Co więcej, zespół Kliczki doznał znaczących strat kadrowych, do czego po części, choć pośrednio, przyłożył się sam Petro Poroszenko. W pierwszej kolejności warto wspomnieć o Witaliju Kowalczuku – byłym zastępcy Kliczki. „Szary kardynał” tej partii oraz prawa ręka lidera, będąc przez długi okres głównym menedżerem UDARu stał na czele sztabu wyborczego partii i osobiście dobierał szefów organizacji obwodowych ugrupowania. Po tym jak Kowalczuk zgodził się na propozycje Bankowej, aby przejść do pracy w Administracji Prezydenta, UDAR już się nie otrząsnął. Decyzja Witalija Kowalczuka sprawiła, że pogorszyły się stosunki między nim a Kliczką. Mówi się, że jednym z warunków wspólnego udziału UDARu oraz BPP w wyborach lokalnych było, iż Kowalczuk nie będzie kierował połączonym sztabem wyborczym. Obecnie na jego czele stoi były partner biznesowy Poroszenki deputowany ludowy Igor Kononenko. Natomiast Witalij Kowalczuk nieoficjalnie koordynuje szereg projektów politycznych na Bankowej, powołanych w celu odebrania głosów konkurentom politycznym Bloku Petra Poroszenki.
Kolejne przykłady. Część przewodniczących organizacji obwodowych UDAR, a także czołowych działaczy z aparatu partyjnego, przeszła do nowo utworzonej partii Prezydenta Blok Petra Poroszenki Solidarność. Takie zagranie to wizytówka Poroszenki. Prezydent zastosował je jeszcze przynajmniej jeden raz, kiedy to zastępca mera Lwowa Ołeh Syniutka niespodziewanie został powołany na stanowisko szefa Lwowskiej Państwowej Administracji Obwodowej, a następnie został szefem partii Poroszenki w Obwodzie Lwowskim. W taki sposób Poroszenko upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – zabrał Sadowemu najsilniejszego gracza w zespole, osłabiając najprawdopodobniej swojego konkurenta w nadchodzących wyborach lokalnych, a jednocześnie wzmocnił swój zespół o doświadczonego menedżera.
W podobny sposób UDAR faktycznie stracił jeszcze kilka znaczących figur, które formalnie pozostając w partii już od dawna zorientowane są w kierunku Bankowej. Tak jest na przykład z osobą Iryny Heraszczenko, która latem 2014 roku została powołana na stanowisko pełnomocnika Prezydenta Ukrainy ds. pokojowego uregulowania sytuacji w Obwodach Donieckim i Ługańskim. Takie przeciąganie obserwowane jest także na niższych poziomach partyjnych. Członków UDARu kusi się perspektywą zatrudnienia na wysokich stanowiskach w szeregach władzy wykonawczej lub możliwością znalezienia się na czele bardziej perspektywicznej na dany moment partii, która opiera się na poparciu dla Poroszenki.
Po dwóch latach tego „pełzającego zachwycenia” UDAR przystąpił do wyborów lokalnych z notowaniami na poziomie 2,2%. Pomimo chęci do samodzielnego startu w wyborach partia ryzykowałaby jednak utratę stanowisk w radach lokalnych w całej Ukrainie, co de facto oznaczałoby koniec działalności tej siły politycznej.
Włodarze UDARu ostatecznie zrozumieli, że istnieje potrzeba wspólnego startu w wyborach, po tym jak przyjęta została uchwała „O wyborach lokalnych”. Ryzyko nieosiągnięcia 5% progu wyborczego, a tym samym nie wejścia do rad lokalnych, zmusiło przedstawicieli UDARu do większej elastyczności podczas negocjacji. Z kolei Poroszenko, jako twardy negocjator (jakim jest z pewnością zarówno w biznesie jak i polityce), z dodatkowymi asami w rękawie zadecydował o dalszym wzmocnieniu swojej pozycji. Tym razem w negocjacjach nie chodziło już o parytetowy udział na listach 50% kandydatów UDARu i 50% Bloku Petra Poroszenki. W proporcji 70% do 30% wygrały siły Prezydenta. Co ważne, od przedstawicieli UDARu zażądano nie jedynie tymczasowej współpracy na czas wyborów, a pełnego zrzeszenia (czytaj: wstąpienia do Bloku Petra Poroszenki-Solidarność).
Kliczko rzecz jasna próbował stawiać opór, jednak systematycznie oraz sukcesywnie prowadzono go w kierunku podjęcia właściwej decyzji. Najpierw pojawiło się oświadczenie szefa frakcji Bloku Petra Poroszenki, Jurija Łucenki, o tym, że jego siła polityczna prowadzi negocjacje w sprawie wspólnego startu w wyboracj lokalnych Frontem Ludowym, a nawet z… Narodowym Ruchem Ukrainy. Łucenko dał tym samym do zrozumienia, że jeśli Kliczko chce się przyłączyć, to musi być bardziej elastyczny. Następnie Kliczce zagrożono wysunięciem alternatywnego kandydata z szeregów BPP na stanowisko mera Kijowa. Witalij Kliczko ostatecznie wykazał się pragmatyzmem oraz ostrożnością, które stały się znakiem rozpoznawczym obu braci w boksie, i zgodził się na wspólny start.
W taki oto sposób sojusz Poroszenki i Kliczki w 2014 roku przyniósł temu pierwszemu fotel prezydencki i podwójny wzrost poparcia dla nowo utworzonej własnej siły politycznej (do poziomu 16%). Z kolei UDAR, który pod koniec 2014 roku miał szeroką, rozgałęzioną strukturę, poparcie sięgające 18%, własną frakcję w Radzie Najwyższej Ukrainy i jednego z najbardziej rozpoznawalnych liderów – dzisiaj balansuje na granicy istnienia. Nie lepszy jest zresztą los innych sił politycznych, które uległy pokusie wejścia do parlamentu na plecach rozpoznawanego lidera. Warto tutaj wspomnieć o ugrupowaniu Reformy i Porządek, a także o partii Narodowy Ruch Ukrainy, które po zbrataniu się z Batkiwszczyną podczas kilku kolejnych kampanii wyborczych nie potrafiły już wyrwać się z jej „koleżeńskich uścisków”.
Czy los znów potwierdzi niebezpieczeństwo wspólnego startu w wyborach? Pokażą to najbliższe miesiące. Właśnie wtedy będzie miał miejsce drugi, końcowy etap łączenia się BPP i UDARu. Może będziemy świadkami procesu odwrotnego – kiedy to silne i samowystarczalne zespoły regionalne UDARu będą zdolne podczas wejścia w szeregi BPP pozbyć się słabszych finansowo ludzi Prezydenta. Uwarunkowania dla tego procesu istnieją w co najmniej kilku obwodach Ukrainy.
Ponad dwa razy więcej niż rok temu – około miliarda euro – zarobili w ciągu pierwszego półrocza cudzoziemcy pracujący w Polsce – wynika z danych NBP.
Według przedstawicieli NBP 90% z tych zarobków to efekt pracy obywateli Ukrainy pracujących w Polsce.
Z kolei polscy przedsiębiorcy w ciągu pierwszego półrocza tego roku złożyli 403 tysiące wniosków wskazujących na zamiar zatrudnienia pracowników z Ukrainy. Rok wcześniej w analogicznym okresie czasu było ich 183 tysiące.
Wczoraj, 7 października w godzinach wieczornych służby porządkowe otrzymały powiadomienie o wybuchu na terytorium konsulatu RP we Lwowie. Na miejscu pojawili się funkcjonariusze grupy śledczej, eksperci ds. ładunków wybuchowych i pracownicy innych służb.
W wyniku wybuchu został uszkodzony kosz na śmieci. Nie zanotowano innych strat, nikt także nie został ranny.
Przyczynę wybuch ma wyjaśnić seria badań i ekspertyz. W sprawie trwa dochodzenie Zarządu MSW Ukrainy w obwodzie lwowskim.
Przedstawiciele DNR i ŁNR zapowiedzieli podczas spotkania w Mińsku, że wybory do władz lokalnych w Donbasie zaplanowane wcześniej na 18 października zostają przeniesione na luty 2016 roku.
Prezydent Petro Poroszenko napisał na Facebooku, że skasowanie bezprawnych wyborów, które zagrażało wznowieniem działań wojennych i zerwaniem porozumień z Mińska to „efekt skoordynowanych działań Ukrainy i naszych partnerów podczas rozmów w Nowym Jorku i Paryżu”.
„To otwiera drogę do powrotu Donbasu do Ukrainy za pomocą wyborów w zgodzie z ukraińskim prawem, na mocy standardów OBWE i bez wojsk okupacyjnych” – dodał Poroszenko.
Według oświadczenia przedstawicieli DNR i ŁNR: Denisa Puszylina i Władysława Dejnego, wybory mają odbyć się 21 lutego 2016 roku.
Wcześniej przedstawiciele separatystycznych republik zapowiadali, że wybory odbędą się 18 października i 1 listopada. Z kolei strona ukraińska wyrażała obawy o wykonanie porozumień z Mińska w związku z takim obrotem spraw. Decyzje w tej sprawie zapadły po piątkowym spotkaniu liderów „normandzkiej czwórki” w Paryżu.
Na podstawie: facebook.com/darka.olifer, facebook.com/petroporoshenko, mfa.gov.by
Fot. fraza.ua
Kijów, 5 października, UNN. W strefie ATO sytuacja jest spokojna, a bojownicy wykorzystują ten czas dla prowadzenia ćwiczeń oraz wzmacniania swoich pozycji – napisał na swojej stronie na Facebooku Dmytro Tymczuk.
Trwają m.in. szkolenia koordynatorów ognia artylerii, m.in. w zakresie identyfikowania i wyznaczenia koordynatów pozycji sił ukraińskich wzdłuż linii rozgraniczenia wojsk. Prowadzone są także manewry jednostek pancernych.
Ćwiczenia trwają zarówno w DNR jak i ŁNR. Z kolei w okolicach Szyrokine i Mariupola trwa budowa umocnień w tym umocnionych punktów dowodzenia i obserwacji.
Jednocześnie trwa proces wycofania artylerii i czołgów.
Po raz kolejny w ciągu ostatnich dwóch tygodni ukraińskie służby graniczne zatrzymały imigrantów z Bliskiego Wschodu. Tym razem było to sześciu obywateli Iraku i jeden Syrii.
Zatrzymanie miało miejsce 3 października w godzinach nocnych w obwodzie wołyńskim. Dwóch z zatrzymanych usiłowało uciekać – żaden z nich nie posiadał przy sobie dokumentów.
Prawdopodobnie imigranci planowali dostać się do Polski przez rzekę Bug – znaleziono przy nich dętki samochodwe na których planowali przepłynąć na drugą stronę rzeki.
Jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy oraz Gwardii Narodowej otrzymały na wyposażenie wyrzutnie pocisków przeciwpancernych Stugna-P zamontowane m.in. na pojazdach terenowych.
„To nie amerykański Javelin, ale w części zadań i parametrów nie ustępuje konstrukcji z USA” – powiedział minister spraw wewnętrznych Ukrainy, Arsen Awakow. Pocisk jest produkowany przez ukraińskie zakłady zbrojeniowe. Ma zasięg do 5 km i jest w stanie przebijać pancerz o grubości 550 mm.
Do końca roku na wyposażenie Sił Zbrojnych ma trafić 10 pojazdów opancerzonych Dozor-B, które również mają być uzbrojone w pociski Stugna-P.