Od 1 marca z Charkowa do Warszawy będzie można dostać się bezpośrednio samolotem linii lotniczych PLL LOT – informuje służba prasowa międzynarodowego portu lotniczego w Charkowie.
Rejsy mają być wykonywane samolotami Embraer należącymi do polskiego przewoźnika. Planowanych jest pięć lotów tygodniowo. Możliwe będą także korzystne przesiadki w Warszawie, m.in. do Sztokholmu, Pragi, Londynu, Amsterdamu i Genewy, a także do Nowego Jorku czy Toronto.
Ocenia się, że otwarcie połączenia wpłynie korzystnie na dynamikę ruchu turystycznego i biznesowego. Na potencjalne możliwości wskazuje chociażby działaność polskiego konsulatu w Charkowie, który w 2014 roku wydał 65 000 wiz do Polski.
9 listopada we Lwowie zaprezentowano zaprojektowany i zbudowany przez koncern „Elektron” pierwszy w Ukrainie autobus o napędzie elektrycznym – model Е19101.
Pojazd jest wyposażony w klimatyzację i może przewozić do 100 pasażerów, w tym osoby o ograniczonych możliwościach poruszania się. Może poruszać się z prędkością do 70 km/h i przejechać odcinek 200 km bez ładowania baterii.
Lwowski „Elektron” produkuje także tramwaje niskopodłogowe T5B64, które być może zostaną zakupione przez władze Kijowa i które już aktualnie wożą pasażerów we Lwowie, a także trolejbusy Т19101 – trzy sztuki tych pojazdów mają zostać wkrótce przekazane lwowskim przewoźnikom.
W rejonie kopalni Kalinina w Doniecku ukraiński wywiad zaobserwował kolumnę 20 czołgów – informuje Centrum Prasowe ATO. Kolejne 4 czołgi separatyści próbowali zamaskować na pozycjach niedaleko Marijnki.
Powyższe fakty wskazują na ciągłe naruszanie porozumień z Mińska. W ciągu ostatniej doby miały miejsce 33 przypadki ostrzelania pozycji sił ukraińskich w Donbasie, w tym m.in. 11 razy ostrzelano Piaski k. Doniecka, 7 raz – Opytne i 4 razy Marijnkę. W ostrzałach była wykorzystywana zarówno broń strzelecka jak i BWP, a także moździerze o kalibrze 82 i 120 mm.
Ukraińscy wojskowi wezmą udział w ćwiczeniach certyfikujących Grupy Bojowej Unii Europejskiej Common Challenge 2015. Do Polski w tym celu przybyli już przedstawciele Sił Powietrznych Ukrainy.
Zaplanowane na dwa tygodnie manewry mają za zadanie sprawdzić przygotowanie do działań Wyszehradzkiej Grupy Bojowej, która będzie pełnić swój dyżur w pierwszej połowie 2016 roku. W jej skład będą wchodzić przedstawiciele krajów V4 oraz Ukrainy. Docelowo strona ukraińska wystawi do udziału w działaniach Grupy Bojowej do 60 osób personelu i dwa samoloty.
Według ukraińskich służb wywiadowczych w strzelaninie pomiędzy ugrupowaniami separatystów w Doniecku zginęło 15 bojowników, a ponad 20 zostało rannych. Około 40 osób zostało aresztowanych przez siły bezpieczeństwa DNR.
W jednostkach sił zbrojnych separatystycznej republiki regularnie dochodzi do konfliktów, związanych m.in. z problemami z utrzymaniem dyscypliny wśród szeregowych bojowników, trudnymi warunkami służby i wstrzymaniem wypłat środków finansowych.
Pogarsza się także atmosfera wśród ludności cywilnej, co ma związek m.in. ze zbliżającą się zimą oraz rosnącym zagrożeniem ze strony grup przestępczych.
6 listopada we Lwowie dokonano symbolicznego ułożenia pierwszych cegieł i wmurowania kapsuły zawierającej dokument dotyczący początku budowy Domu Polskiego we Lwowie – Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego. Tym samym kwestia budowy polskiego ośrodka kultury weszła na „ostatnią prostą”. Dom będzie zlokalizowany przy ulicy Szewczenka 3a.
W uroczystości wzięli dział minister spraw zagranicznych RP Grzegorz Schetyna i szef Kancelarii Prezydenta RP, Adam Kwiatkowski. Stronę ukraińską reprezentowali szef lwowskiej obwodowej administracji państwowej Oleh Siniutka, szef rady obwodowej, Petro Kołodij i mer Lwowa Andrij Sadowyj.
„To ważny i symboliczny dzień, który dowodzi, że wszystko jest możliwe. Kilka lat temu, kiedy otwieraliśmy Dom Ukraiński w Przemyślu mówiono, że ważne jest, aby taki Dom powstał także we Lwowie – dla spotkań, rozmów i życia. Ten Dom ma być symbolem naszej historii. Lwów musi być symbolem współpracy polsko-ukraińskiej. Dzisiejsze wydarzenie jest bardzo ważne i dla mnie osobiście – mój ojciec urodził sie na ulicy Łyczakowskiej we Lwowie. Będziemy dokładać wszelkich starań, aby otwarcie Centrum odbyło się jak najszybciej. Ważne, by ten budynek był istotnym miejscem także dla Lwowa i aby wszyscy mieszkańcy mogli z niego korzystać” – powiedział Grzegorz Schetyna.
„Dla nas ważnym jest, aby ten powstający budynek był miejscem jedności. Powinno znaleźć się w nim wiele okrągłych stołów. Ludzie powinni uczyć się jak pracować razem, myśleć razem. To jest potrzebne Ukrainie, Polsce, a także całej Europie i światu” – powiedział mer Lwowa, Andrij Sadowyj.
Dom Polski we Lwowie ma stać się ośrodkiem nauki, kultury, promocji języka polskiego i tradycji, a także wielkim centrum konferencyjnym i medialnym. Wspólnota Polaków ma nadzieję, że budynek ten stanie się jednym z centrów życia kulturalnego nie tylko ich wspólnoty, ale także całego miasta. Planowane jest, że w Domu Polskim znajdą się m.in. pomieszczenia z jakich będą mogły korzystać polskie organizacje, a także biblioteka i sala konferencyjna na 700 miejsc. Będą tam także pokoje gościnne i restauracja, co da podstawę dla organizowania tam wielkich międzynarodowych spotkań.
Miejsce, w którym powstaje Dom Polski było wcześniej częścią lwowskiego garnizonu. Kwestię jego przekazania na potrzeby budowy rozpatrywano na szczeblu prezydentów i rządów obu krajów. W maju 2013 roku rada miejska uchwaliła postanowienie o przekazaniu działki federacji polskich organizacji w użytkowanie na okres 49 lat. Obiekt znajdujący się na miejscu wymaga generalnego remontu i rozbudowy. Wizualizacje przyszłego Domu Polskiego dostępne są na stronie Wspólnoty Polskiej (http://wspolnotapolska.org.pl). Szacunkowy koszt budowy wyniesie ok. 20 mln złotych. Budowa ma potrwać około dwóch lat – jak na razie oficjalną planowaną datą otwarcia jest 11 listopada 2017 roku.
Nieliczne billboardy z hasłem „Petro boi się Haćka. Sojusz Demokratyczny”, które pojawiły się w przeddzień wyborów lokalnych w Kijowie, narobiły dużo hałasu w sieciach społecznościowych. Otwarcie z nich kpiono i je wyśmiewano, podkreślając, że partia mogłaby przeznaczyć pieniądze na bardziej odpowiednią formę reklamy. Jednak szef Sojuszu Demokratycznego Wasyl Haćko twierdzi, że ten wynalazek PRowców osiągnął zamierzony cel: o partii zaczęto mówić w mediach i stała się bardziej rozpoznawalna.
Mimo to Sojusz Demokratyczny w wyniku wyborów lokalnych stracił swoich przedstawicieli w Radzie Miejskiej Kijowa: w zeszłym roku na wyborach municypalnych ledwie przekroczył próg 3% i wprowadził dwóch deputowanych, tym razem nie pokonał jednak progu 5% (zabrakło 0,2%). O wyborczej porażce i perspektywach Sojuszu Demokratycznego portalu polukr.net rozmawiał z liderem partii, Wasylem Haćko.
„Tym razem nie skradziono głosów oddanych na Sojusz Demokratyczny”
Tak długi czas liczenia głosów w Kijowie to skutek problemów wynikających z implementacji nowej ustawy wyborczej czy może powyborczych manipulacji?
Nie chodzi tutaj o ustawę. Głos na kandydata to także głos na partię, nie trzeba nic dzielić ani specjalnie podliczać. Rzecz w tym, że długo trwał proces zwożenia protokołów do rejonowych komisji wyborczych, a następnie rejonowe komisje niezbyt szybko przekazywały je do miejskiej terytorialnej komisji wyborczej.
Czyli są podstawy, aby mówić o fałszowaniu wyborów?
Podczas wyborów lokalnych nie spotkaliśmy się z takim zjawiskiem jak kradzież głosów oddanych na Sojusz Demokratyczny. Takie zjawisko miało miejsce w zeszłym roku, kiedy to zbierano protokoły w celu wyjaśnienia, a następnie przywożono je z powrotem, ale głosów na korzyść Sojuszu Demokratycznego było już mniej niż poprzednio. W tym roku podobne sytuacje nie miały miejsca. Pilnowaliśmy tego, co przywożono z okręgów do rejonów i co wyjeżdżało z rejonów do kolejnych komisji.
Wystąpiły poważne opóźnienia związane z wynikami wyborów na urząd mera, a dokładnie z ustaleniem kto będzie w drugiej turze rywalem Witalija Kliczki – Bereza czy Omelczenko. Podejrzewam, że co niektórzy mogli być zainteresowani, aby był to właśnie Omelczenko. Trudno mi jednak z całą pewnością stwierdzić co dokładnie działo się podczas podliczania głosów w wyborach na mera Kijowa.
Pan także startował na stanowisko gospodarza miasta i uzyskał wynik 2,76%.
To prawda, jednak w ogóle nie podliczaliśmy głosów ani nie zbieraliśmy danych jeśli chodzi o wybory na mera miasta. Dla nas najważniejsze było wejście Sojuszu Demokratycznego do rady miejskiej. Jeśli o to chodzi, to dla przykładu poddałem bliższej analizie rejon szewczenkowski w Kijowie. Najwięcej pytań wywołuje u mnie rezultat partii Jedność Omelczenki. Mam tu naprawdę bardzo duże wątpliwości!
Gdy widzę kilkadziesiąt okręgów, w których kandydaci partii Jedność z dużą różnicą zwyciężają wszystkich swoich konkurentów, łącznie z przedstawicielami Solidarności, to są podstawy aby uważać, że odbyło się przekupywanie wyborców. To dotyczy okręgów Ałły Szłapak, Ołeksandra Brodskiego, a w innym rejonie – Serhija Krymczaka itd. Wiemy, że kampanię Jedności prowadził Wiktor Pyłypyszyn. Wiemy także, że jest on byłym szefem szewczenkowskiej rejonowej administracji państwowej, który posiada rozległą sieć kontaktów.
Albo weźmy pod uwagę inny rejon – Hołosijiwski. Zauważymy, że Jedność zwycięża w studenckich akademikach. To jasne, że nie da się osiągnąć takiego rezultatu inaczej niż poprzez bezpośrednie przekupstwo wyborców.
Dlatego też nasuwają się wnioski, że kandydaci tej partii prowadzili jak dotychczas zarówno pośrednie przekupstwo, jak i bezpośrednie kupowanie głosów za pieniądze.
Niestety organy ścigania niczego podejrzanego nie zarejestrowały, a więc od strony prawnej nic nie można już zdziałać. Nie ma podstaw aby nie uznać lub unieważnić wyniki wyborów.
„Nauczyliśmy się prowadzić maksymalnie efektywną kampanię za jak najmniejsze pieniądze”
Jak skomentuje Pan wynik swojej partii w wyborach w Kijowie? Czy były realne szanse aby uzyskać 5% lub nawet więcej głosów?
Oczywiście, że nastawialiśmy się na osiągnięcie progu 5% i dużo na taki wynik pracowaliśmy. Gdyby nie nasze wysiłki, nie uzyskalibyśmy nawet 2%. A było wielu ekspertów, którzy prognozowali, że właśnie taki 2% wynik uzyskamy w Kijowie.
Ogółem, po podsumowaniu tej kampanii wyborczej można nawet wspomnieć o kilku pozytywnych momentach. Zwłaszcza w porównaniu z zeszłorocznymi wyborami udało się nam zwiększyć swoje poparcie o prawie 3 punkty procentowe. Uważam, że to dobry rezultat. Po prostu nie nadążamy za progami wyborczymi, które są ustalane aby dostać się do rady lokalnej. 3% jeszcze daliśmy radę uzyskać, ale do 5% już nie doskoczyliśmy. Z drugiej strony w Europie na poziomie lokalnym dla partii ustala się minimalny próg lub znosi go całkowicie, aby otrzymać jak najszerszą reprezentację. Są kraje, gdzie działa zasada: jaki by partia nie uzyskała wynik, jeśli głosów wystarczy na chociażby jeden mandat, wchodzi do rady i przedstawia swój program. Na Ukrainie ustawa specjalnie została napisana pod największe partie.
W czym jeszcze widzę pozytywne strony? Nauczyliśmy się prowadzić maksymalnie efektywną kampanię wyborczą w oparciu o kryterium „budżet–rezultat”. Porównuję go z innymi partiami. Żadna z nich nie wydała zaledwie 50 tysięcy dolarów na osiągnięcie podobnego wyniku.
Rozmawiałem z [politologiem, Tarasem] Berezowcem, który podał kwoty innych partii oraz kandydatów, obliczone na podstawie rozmów ze znajomymi. Dumczew i jego Ruch na rzecz reform przez okres siedmiu miesięcy wydali około 15 milionów dolarów. Korban i partia Ukrop w Kijowie wydali 5 milionów dolarów. Bereza – 2 miliony, Kliczko – chyba ok. 7 milionów. Krótko mówiąc, inni wydają strasznie duże kwoty pieniędzy. Na tym tle nasze 50 tysięcy wygląda śmiesznie, a my prawie że uzyskaliśmy wynik 5%.
Przy czym ważne jest, jakiego mamy wyborcę. Tego najbardziej wymagającego. Używającego Facebooka. Lubiącego maksymalną przejrzystość, raportowanie, itd. Taki wyborca poszedł na wybory razem ze swoją całą rodziną, ale okazało się, że to za mało.
Mamy bardzo niską rozpoznawalność, nie tylko w Kijowie, ale i w całym kraju. W zeszłym roku podczas kampanii wyborczej dokonaliśmy pomiarów – okazało się, że słyszało o nas 3% wyborców. A było to już po Majdanie, gdzie byliśmy centrum protestów. Rzecz jasna – chcemy więcej. Trzeba się rozwijać. Jestem świadomy, że ludzie mogą się nami rozczarować, ponieważ chcą, aby ich kandydaci, na których oddają głos, znaleźli się w Radzie.
Chcemy przyjąć do siebie część deputowanych ludowych z Rady Najwyższej którzy odłączyli się od Samopomocy, niektórych z Bloku Poroszenki, Batkiwszczyny, Frontu Ludowego.
Jeżeli reforma konstytucyjna nie sprawdzi się, następne wybory odbędą się na Ukrainie dopiero w 2019 roku. Oznacza to, że podczas najbliższych czterech lat Sojusz Demokratyczny będzie dość słabo reprezentowany w lokalnych radach, nie będzie go w Radzie Miejskiej Kijowa ani Radzie Najwyższej. Czy nie oznacza to, że partia powinna zmienić strategię i zainicjować poszerzenie, spróbować połączyć się z innymi siłami politycznymi? Co stoi na przeszkodzie, aby połączyć się z ugrupowaniem Siła Ludzi, zamiast odbierać sobie nawzajem głosy? To właśnie tych głosów zabrakło Sojuszowi Demokratycznemu aby dostać się do Rady Miejskiej Kijowa.
Sytuacja wygląda następująco. Po pierwsze, wybory na Ukrainie odbywają się częściej aniżeli jest to przewidziane w harmonogramie. Dla nas następnym etapem są wybory do rad rejonowych w Kijowie w marcu następnego roku. Rzecz jasna, że powinniśmy startować w tych wyborach i pokazywać dynamikę ugrupowania.
Poza tym nie wykluczam, że odbędą się przedwczesne wybory do parlamentu. Może także następne wybory lokalne odbędą się już za dwa lata. Dlatego też żartuję, że z wyborami na Ukrainie nie ma żadnego problemu, wyborów nam nie brakuje.
Jeśli natomiast chodzi o poszerzanie się. Bądźmy szczerzy, połączenie Sojuszu Demokratycznego i Siły Ludzi to jakiś żart.
Dlaczego?
Dlatego, że takiego sojuszu w ogóle by nie było. Siła Ludzi uzyskała w Kijowie zaledwie 0,3% głosów.
Nawet te głosy nie leżą na ulicy. Poza tym w ugrupowanie składa się z wartościowych ludzi.
Owszem, na drodze nie leżą. Z drugiej strony nie wszyscy członkowie tej partii są tacy wartościowi (śmiech). Są tam różni przedstawiciele z różnym bagażem historii, chociaż rzeczywiście są tam naprawdę dobrzy ludzie. Spotykałem się z nimi w przeddzień kampanii wyborczej i przekazywałem swoje życzenia, aby Sojusz Demokratyczny połączył się w jedną partię polityczną, aby razem wystartować w wyborach lokalnych, jednak Siła Ludzi nie zgodziła się na ten ruch. Partia dopiero co powstała i jeszcze nie natknęła się na wystarczająco dużo problemów. Zbyt dużo u nich maksymalizmu – myśleli, że wszystko będzie dobrze.
Podsumowując, Siła Ludzi uzyskała 0% poparcia zarówno podczas zeszłorocznych wyborów parlamentarnych, jak i w wyborach lokalnych w dużych miastach Ukrainy. Sądzę, że już nie powrócimy do rozmów z nimi.
Jedynie czego chciałbym, to aby takie potencjalne połączenie odbyło się na większą skalę. Pod kątem prawnym będzie chodziło może o łączenie się dwóch partii, ale tak naprawdę trzeba zrzeszać jak najszersze środowiska. Jeśli będziemy dodawać do siebie zera, to na końcu też otrzymamy zero. Jaki będzie wtedy sens udziału w wyborach parlamentarnych, jeśli nie możemy się dostać do rady w Kijowie?
Co Pan ma na myśli mówiąc o szerszych środowiskach?
Sojusz Demokratyczny ma stać się platformą dla zjednoczenia nie tylko partii politycznych. Myślę, że możemy przyjąć do siebie część deputowanych ludowych Rady Najwyższej, którzy odłączyli się od Samopomocy, niektórych z Bloku Poroszenki, Batkiwszczyny i Frontu Ludowego.
Których?
To zarówno Hanna Hopko i Wiktoria Ptasznyk, które zostały wykluczone z Samopomocy, Serhij Leszczenko, Mustafa Najem, Jegor Firsow, itd.
Czy to oznacza, że będziecie chcieli pozyskać wyżej wymienionych polityków już z myślą o przedwczesnych wyborach parlamentarnych?
Tak, opracowujemy wariant przekształcenia Sojuszu Demokratycznego w szerszą platformę. Ale czy te osoby dołączą do nas czy też będą nadto uparte, aby do kogokolwiek dołączyć – dopiero zobaczymy.
Trzeba próbować pozyskiwać takich ludzi, a nie bawić się w izolację. Póki co jesteśmy partią karłowatą, tym bardziej, że rozumiemy czym jest kampania parlamentarna. Powinniśmy stać się znaczącą platformą, która rywalizuje o odpowiednich i znanych ludzi, a którzy są – jak na razie – włączeni do dużych struktur politycznych, legitymizują je, ale nie niosą tam ze sobą żadnych zauważalnych zmian.
Śmiesznie to wygląda, kiedy na swoim profilu na Facebooku deputowany z Bloku Poroszenki Leszczenko zachęca do głosowania na Sojusz Demokratyczny, konkurujący z jego własną partią, bo z ramienia jego ugrupowania startują skompromitowani politycy, byli członkowie Partii Regionów, itd.
Tak, rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce…
Drugą cześć wywiadu będzie można przeczytać już wkrótce.
W środę, 4 listopada, w stolicy Ukrainy przedstawiono pierwsze rezultaty prac Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków, działającego na mocy porozumienia o współpracy pomiędzy polskim i ukraińskim IPN.
Według szefa ukraińskiego IPN, Wołodymyra Wiatrowycza, jednym z głównych zadań Forum jest odpolitycznienie kwestii historycznych, w tym zwłaszcza zbrodni XX wieku, tak, aby nie wpływały one na aktualne stosunki obu krajów.
Podczas trwającego 3 dni spotkania omówiono dotychczasowe rezultaty prac a także ustalono plan działań na kolejne miesiące. W pracach bierze udział 12 historyków – po 6 z Polski i Ukrainy. Spotkania podsumowujące organizowane są dwa razy w roku: kolejne zaplanowane na marzec i październik 2016 roku.
4 listopada w Mościskach w obwodzie lwowskim odbył się uroczysty pogrzeb 85 żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w rejonie Lwowa we wrześniu 1939 roku.
W ceremonii wzięła udział kompania reprezentacyjna WP, zaproszeni goście z Polski i Ukrainy oraz mieszkańcy miasta i okolic. W jej trakcie wykonano hymny Polski i Ukrainy, a duchowni różnych obrządków odmówili modlitwy za zmarłych.
Poszukiwania szczątków żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku prowadzi Towarzystwo Poszukiwań Ofiar Wojny „Pamięć” wpsólnie z hufcem polskiego harcerstwa w zachodniej Ukrainie i konsulatem RP we Lwowie. Poszukiwania ofiar walk – żołnierzy WP narodowości polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, żydowskiej i innych prowadzone są od 2012 roku. W czasie poszukiwań w rejonach samborskim, starosamborskim, mościskim i jaworowskim udało się znaleźć szczątki 85 żołnierzy. Udało się zidentyfikować 22 z nich.
Szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin przebywa z roboczą wizytą w Polsce. W jej ramach wziął udział m.in. w obradach Warszawskiego Forum Bezpieczeństwa (Warsaw Security Forum), które w dniach 5-6 listopada odbywa się w Warszawie.
W ramach wizyty planowane są także spotkania z przedstawicielami polskich władz i zagranicznymi delegacjami biorącymi udział w obradach.
Podczas obrad Ukrainę reprezentują również Michael Saakaszwili, gubernator obwodu odesskiego i Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce.
Na podstawie: warsawsecurityforum.org, mfa.gov.ua, ukrinform.ua