poniedziałek, 2 Sierpień, 2021
pluken
Home / Wywiady / Wasyl Haćko: Sojusz Demokratyczny ma się stać platformą łączącą partie polityczne i właściwych deputowanych ludowych
Фото: dem-alliance.org
Фото: dem-alliance.org

Wasyl Haćko: Sojusz Demokratyczny ma się stać platformą łączącą partie polityczne i właściwych deputowanych ludowych

Share Button
Fot.
Fot. dem-alliance.org

Nieliczne billboardy z hasłem „Petro boi się Haćka. Sojusz Demokratyczny”, które pojawiły się w przeddzień wyborów lokalnych w Kijowie, narobiły dużo hałasu w sieciach społecznościowych. Otwarcie z nich kpiono i je wyśmiewano, podkreślając, że partia mogłaby przeznaczyć pieniądze na bardziej odpowiednią formę reklamy. Jednak szef Sojuszu Demokratycznego Wasyl Haćko twierdzi, że ten wynalazek PRowców osiągnął zamierzony cel: o partii zaczęto mówić w mediach i stała się bardziej rozpoznawalna.

Mimo to Sojusz Demokratyczny w wyniku wyborów lokalnych stracił swoich przedstawicieli w Radzie Miejskiej Kijowa: w zeszłym roku na wyborach municypalnych ledwie przekroczył próg 3% i wprowadził dwóch deputowanych, tym razem nie pokonał jednak progu 5% (zabrakło 0,2%). O wyborczej porażce i perspektywach Sojuszu Demokratycznego portalu polukr.net rozmawiał z liderem partii, Wasylem Haćko.

„Tym razem nie skradziono głosów oddanych na Sojusz Demokratyczny”

Tak długi czas liczenia głosów w Kijowie to skutek problemów wynikających z implementacji nowej ustawy wyborczej czy może powyborczych manipulacji?

Nie chodzi tutaj o ustawę. Głos na kandydata to także głos na partię, nie trzeba nic dzielić ani specjalnie podliczać. Rzecz w tym, że długo trwał proces zwożenia protokołów do rejonowych komisji wyborczych, a następnie rejonowe komisje niezbyt szybko przekazywały je do miejskiej terytorialnej komisji wyborczej.

Czyli są podstawy, aby mówić o fałszowaniu wyborów?

Podczas wyborów lokalnych nie spotkaliśmy się z takim zjawiskiem jak kradzież głosów oddanych na Sojusz Demokratyczny. Takie zjawisko miało miejsce w zeszłym roku, kiedy to zbierano protokoły w celu wyjaśnienia, a następnie przywożono je z powrotem, ale głosów na korzyść Sojuszu Demokratycznego było już mniej niż poprzednio. W tym roku podobne sytuacje nie miały miejsca. Pilnowaliśmy tego, co przywożono z okręgów do rejonów i co wyjeżdżało z rejonów do kolejnych komisji.

Wystąpiły poważne opóźnienia związane z wynikami wyborów na urząd mera, a dokładnie z ustaleniem kto będzie w drugiej turze rywalem Witalija Kliczki – Bereza czy Omelczenko. Podejrzewam, że co niektórzy mogli być zainteresowani, aby był to właśnie Omelczenko. Trudno mi jednak z całą pewnością stwierdzić co dokładnie działo się podczas podliczania głosów w wyborach na mera Kijowa.

Pan także startował na stanowisko gospodarza miasta i uzyskał wynik 2,76%.

To prawda, jednak w ogóle nie podliczaliśmy głosów ani nie zbieraliśmy danych jeśli chodzi o wybory na mera miasta. Dla nas najważniejsze było wejście Sojuszu Demokratycznego do rady miejskiej. Jeśli o to chodzi, to dla przykładu poddałem bliższej analizie rejon szewczenkowski w Kijowie. Najwięcej pytań wywołuje u mnie rezultat partii Jedność Omelczenki. Mam tu naprawdę bardzo duże wątpliwości!

Gdy widzę kilkadziesiąt okręgów, w których kandydaci partii Jedność z dużą różnicą zwyciężają wszystkich swoich konkurentów, łącznie z przedstawicielami Solidarności, to są podstawy aby uważać, że odbyło się przekupywanie wyborców. To dotyczy okręgów Ałły Szłapak, Ołeksandra Brodskiego, a w innym rejonie – Serhija Krymczaka itd. Wiemy, że kampanię Jedności prowadził Wiktor Pyłypyszyn. Wiemy także, że jest on byłym szefem szewczenkowskiej rejonowej administracji państwowej, który posiada rozległą sieć kontaktów.

Albo weźmy pod uwagę inny rejon – Hołosijiwski. Zauważymy, że Jedność zwycięża w studenckich akademikach. To jasne, że nie da się osiągnąć takiego rezultatu inaczej niż poprzez bezpośrednie przekupstwo wyborców.

Dlatego też nasuwają się wnioski, że kandydaci tej partii prowadzili jak dotychczas zarówno pośrednie przekupstwo, jak i bezpośrednie kupowanie głosów za pieniądze.

Niestety organy ścigania niczego podejrzanego nie zarejestrowały, a więc od strony prawnej nic nie można już zdziałać. Nie ma podstaw aby nie uznać lub unieważnić wyniki wyborów.

„Nauczyliśmy się prowadzić maksymalnie efektywną kampanię za jak najmniejsze pieniądze”

Jak skomentuje Pan wynik swojej partii w wyborach w Kijowie? Czy były realne szanse aby uzyskać 5% lub nawet więcej głosów?

Oczywiście, że nastawialiśmy się na osiągnięcie progu 5% i dużo na taki wynik pracowaliśmy. Gdyby nie nasze wysiłki, nie uzyskalibyśmy nawet 2%. A było wielu ekspertów, którzy prognozowali, że właśnie taki 2% wynik uzyskamy w Kijowie.

Ogółem, po podsumowaniu tej kampanii wyborczej można nawet wspomnieć o kilku pozytywnych momentach. Zwłaszcza w porównaniu z zeszłorocznymi wyborami udało się nam zwiększyć swoje poparcie o prawie 3 punkty procentowe. Uważam, że to dobry rezultat. Po prostu nie nadążamy za progami wyborczymi, które są ustalane aby dostać się do rady lokalnej. 3% jeszcze daliśmy radę uzyskać, ale do 5% już nie doskoczyliśmy. Z drugiej strony w Europie na poziomie lokalnym dla partii ustala się minimalny próg lub znosi go całkowicie, aby otrzymać jak najszerszą reprezentację. Są kraje, gdzie działa zasada: jaki by partia nie uzyskała wynik, jeśli głosów wystarczy na chociażby jeden mandat, wchodzi do rady i przedstawia swój program. Na Ukrainie ustawa specjalnie została napisana pod największe partie.

W czym jeszcze widzę pozytywne strony? Nauczyliśmy się prowadzić maksymalnie efektywną kampanię wyborczą w oparciu o kryterium „budżet–rezultat”. Porównuję go z innymi partiami. Żadna z nich nie wydała zaledwie 50 tysięcy dolarów na osiągnięcie podobnego wyniku.

Rozmawiałem z [politologiem, Tarasem] Berezowcem, który podał kwoty innych partii oraz kandydatów, obliczone na podstawie rozmów ze znajomymi. Dumczew i jego Ruch na rzecz reform przez okres siedmiu miesięcy wydali około 15 milionów dolarów. Korban i partia Ukrop w Kijowie wydali 5 milionów dolarów. Bereza – 2 miliony, Kliczko – chyba ok. 7 milionów. Krótko mówiąc, inni wydają strasznie duże kwoty pieniędzy. Na tym tle nasze 50 tysięcy wygląda śmiesznie, a my prawie że uzyskaliśmy wynik 5%.

Przy czym ważne jest, jakiego mamy wyborcę. Tego najbardziej wymagającego. Używającego Facebooka. Lubiącego maksymalną przejrzystość, raportowanie, itd. Taki wyborca poszedł na wybory razem ze swoją całą rodziną, ale okazało się, że to za mało.

Mamy bardzo niską rozpoznawalność, nie tylko w Kijowie, ale i w całym kraju. W zeszłym roku podczas kampanii wyborczej dokonaliśmy pomiarów  – okazało się, że słyszało o nas 3% wyborców. A było to już po Majdanie, gdzie byliśmy centrum protestów. Rzecz jasna – chcemy więcej. Trzeba się rozwijać. Jestem świadomy, że ludzie mogą się nami rozczarować, ponieważ chcą, aby ich kandydaci, na których oddają głos, znaleźli się w Radzie.

Chcemy przyjąć do siebie część deputowanych ludowych z Rady Najwyższej którzy odłączyli się od Samopomocy, niektórych z Bloku Poroszenki, Batkiwszczyny, Frontu Ludowego.

Jeżeli reforma konstytucyjna nie sprawdzi się, następne wybory odbędą się na Ukrainie dopiero w 2019 roku. Oznacza to, że podczas najbliższych czterech lat Sojusz Demokratyczny będzie dość słabo reprezentowany w lokalnych radach, nie będzie go w Radzie Miejskiej Kijowa ani Radzie Najwyższej. Czy nie oznacza to, że partia powinna zmienić strategię i zainicjować poszerzenie, spróbować połączyć się z innymi siłami politycznymi? Co stoi na przeszkodzie, aby połączyć się z ugrupowaniem Siła Ludzi, zamiast odbierać sobie nawzajem głosy? To właśnie tych głosów zabrakło Sojuszowi Demokratycznemu aby dostać się do Rady Miejskiej Kijowa. 

Sytuacja wygląda następująco. Po pierwsze, wybory na Ukrainie odbywają się częściej aniżeli jest to przewidziane w harmonogramie. Dla nas następnym etapem są wybory do rad rejonowych w Kijowie w marcu następnego roku. Rzecz jasna, że powinniśmy startować w tych wyborach i pokazywać dynamikę ugrupowania.

Poza tym nie wykluczam, że odbędą się przedwczesne wybory do parlamentu. Może także następne wybory lokalne odbędą się już za dwa lata. Dlatego też żartuję, że z wyborami na Ukrainie nie ma żadnego problemu, wyborów nam nie brakuje.

Jeśli natomiast chodzi o poszerzanie się. Bądźmy szczerzy, połączenie Sojuszu Demokratycznego i Siły Ludzi to jakiś żart.

Dlaczego?

Dlatego, że takiego sojuszu w ogóle by nie było. Siła Ludzi uzyskała w Kijowie zaledwie 0,3% głosów.

Nawet te głosy nie leżą na ulicy. Poza tym w ugrupowanie składa się z wartościowych ludzi.

Owszem, na drodze nie leżą. Z drugiej strony nie wszyscy członkowie tej partii są tacy wartościowi (śmiech). Są tam różni przedstawiciele z różnym bagażem historii, chociaż rzeczywiście są tam naprawdę dobrzy ludzie. Spotykałem się z nimi w przeddzień kampanii wyborczej i przekazywałem swoje życzenia, aby Sojusz Demokratyczny połączył się w jedną partię polityczną, aby razem wystartować w wyborach lokalnych, jednak Siła Ludzi nie zgodziła się na ten ruch. Partia dopiero co powstała i jeszcze nie natknęła się na wystarczająco dużo problemów. Zbyt dużo u nich maksymalizmu – myśleli, że wszystko będzie dobrze.

Podsumowując, Siła Ludzi uzyskała 0% poparcia zarówno podczas zeszłorocznych wyborów parlamentarnych, jak i w wyborach lokalnych w dużych miastach Ukrainy. Sądzę, że już nie powrócimy do rozmów z nimi.

Jedynie czego chciałbym, to aby takie potencjalne połączenie odbyło się na większą skalę. Pod kątem prawnym będzie chodziło może o łączenie się dwóch partii, ale tak naprawdę trzeba zrzeszać jak najszersze środowiska. Jeśli będziemy dodawać do siebie zera, to na końcu też otrzymamy zero. Jaki będzie wtedy sens udziału w wyborach parlamentarnych, jeśli nie możemy się dostać do rady w Kijowie?

Co Pan ma na myśli mówiąc o szerszych środowiskach?

Sojusz Demokratyczny ma stać się platformą dla zjednoczenia nie tylko partii politycznych. Myślę, że możemy przyjąć do siebie część deputowanych ludowych Rady Najwyższej, którzy odłączyli się od Samopomocy, niektórych z Bloku Poroszenki, Batkiwszczyny i Frontu Ludowego.

Których?

To zarówno Hanna Hopko i Wiktoria Ptasznyk, które zostały wykluczone z Samopomocy, Serhij Leszczenko, Mustafa Najem, Jegor Firsow, itd.

Czy to oznacza, że będziecie chcieli pozyskać wyżej wymienionych polityków już z myślą o przedwczesnych wyborach parlamentarnych?

Tak, opracowujemy wariant przekształcenia Sojuszu Demokratycznego w szerszą platformę. Ale czy te osoby dołączą do nas czy też będą nadto uparte, aby do kogokolwiek dołączyć – dopiero zobaczymy.

Trzeba próbować pozyskiwać takich ludzi, a nie bawić się w izolację. Póki co jesteśmy partią karłowatą, tym bardziej, że rozumiemy czym jest kampania parlamentarna. Powinniśmy stać się znaczącą platformą, która rywalizuje o odpowiednich i znanych ludzi, a którzy są – jak na razie – włączeni do dużych struktur politycznych, legitymizują je, ale nie niosą tam ze sobą żadnych zauważalnych zmian.

Śmiesznie to wygląda, kiedy na swoim profilu na Facebooku deputowany z Bloku Poroszenki Leszczenko zachęca do głosowania na Sojusz Demokratyczny, konkurujący z jego własną partią, bo z ramienia jego ugrupowania startują skompromitowani politycy, byli członkowie Partii Regionów, itd.  

Tak, rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce…

Drugą cześć wywiadu będzie można przeczytać już wkrótce.

Rozmawiał Dmytro Lychowij
Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Czytaj również

dr Jewhen Mahda / fot. Tomasz Lachowski

Jewhen Mahda: Wołodymyr Zełenski nie uświadamia sobie faktu, że wojna toczy się przede wszystkim o ludzkie umysły, nie zaś o terytorium

Rozmowa z dr Jewhenem Mahdą, ukraińskim ekspertem politycznym, dyrektorem Instytutu Światowej Polityki, o rezultatach niedawnego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.