Petro Poroszenko podpisał dokument ratyfikujący umowę pomiędzy Gabinetem Ministrów Ukrainy a rządem RP dotyczącą współpracy w sferze obronności.
Wcześniej, 6 września, porozumienie zostało ratyfikowane przez Radę Najwyższą Ukrainy. Umowa zawiera zapisy dotyczące wymiany informacji, prac nad uzbrojeniem i sprzętem wojskowym, realizację wspólnych programów naukowych, dwu- i wielostronnych ćwiczeń oraz innych wydarzeń.
Umowa została podpisana przez ministrów obrony Polski i Ukrainy 2 grudnia 2016 roku.
Podczas wystąpienia na posiedzeniu 73 Zgromadzenia Ogólnego ONZ prezydent RP przypomniał, że doszło do naruszenia postanowień memorandum z Budapesztu, w którym Rosja, USA i Wielka Brytania gwarantowały Ukrainie integralność terytorialną w zamian za rezygnację z broni atomowej.
„Po to, by wspólnota międzynarodowa była poważaną, konieczne jest dotrzymywanie przyjętych zobowiązań, które wzięliśmy na siebie. Ze smutkiem chcę zwrócić uwagę na wydarzenia w sferze bezpieczeństwa w naszym regionie – Europie Środkowej i Wschodniej. Tylko w ciągu ostatnich kilku lat byliśmy świadkami złamania postanowień memorandum z Budapesztu, które gwarantowało Ukrainie integralność terytorialną w zamian za pokojowe rozbrojenie z broni atomowej” – powiedział Andrzej Duda
Prezydent RP dodał, iż Polskę niepokoją plany rozmieszczania rosyjskich rakiet w regionie, co w sposób znacząco negatywny wpłynie na sytuację bezpieczeństwa krajów tej części Europy.
Na podstawie: eurointegration.com.ua, prezydent.pl
Prezydent Ukrainy podczas wystąpienia w ONZ wezwał do zaprzestania naruszania prawa międzynarodowego przez Rosję na Morzu Azowskim, Krymie i w innych miejscach, gdzie trwa konflikt z Ukrainą.
„Zdolność wspólnoty międzynarodowej do wyegzekwowania odpowiedzialności za każde naruszenie prawa międzynarodowego jest wskaźnikiem tego, na ile jesteśmy, jako rodzina narodów, zdolni do realizacji wspólnych celów (…) to właśnie brak odpowiedzialności i kary doprowadził do tego, że po Gruzji przyszedł czas na Ukrainę, po Litwinience – na Skripalów (…) Kreml nie ma zamiaru się zatrzymać. Po okupacji Krymu mamy dziś okupację Morza Azowskiego” – powiedział Poroszenko podczas przemówienia na forum 73 Zgromadzenia Ogólnego ONZ, odnosząc się do działań Rosji na tym akwenie oraz w Cieśninie Kerczeńskiej, gdzie Rosja uniemożliwia ruch ukraińskich statków. Poroszenko zwrócił również uwagę na fakt, iż budowa mostu nad Cieśniną Kerczeńską jest działaniem nielegalnym.
„Polityka obłaskawiania i poszukiwania prostych rozwiązań trudnych problemów pokazała swoją niemoc” – dodał Poroszenko.
„Minęły ponad cztery lata od czasu, gdy Rosja anektowała Krym i miasto Sewastopol. W czasie rosyjskiej okupacji Krym został przekształcony w rosyjską bazę wojskową, która zagraża bezpieczeństwu i stabilności całego regionu” – powiedział Petro Poroszenko odnosząc się do kwestii rosyjskiej agresji na Ukrainę z 2014 roku.
Ukraiński prezydent wezwał również ONZ do przyjęcia rezolucji uznającej Wielki Głód z lat 1932-33 za ludobójstwo.
22 września wiosce Melniki w rejonie szackim (obwód wołyński) uczczono pamięć polskich żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku w walce z Armią Czerwoną. Uroczystości w tym miejscu odbyły się już po raz drugi.
Na cmentarzu w Melnikach zebrali się przedstawiciele Nadbużańskiego Oddziały Straży Granicznej RP, Państwowej Służby Przygranicznej Ukrainy, Konsulatu RP w Łucku, organów władz lokalnych i mieszkańców oraz studentów Uniwersytetu Wschodnioeuropejskiego im. Lesi Ukrainki.
Na miejscu pochowani są żołnierze z grupy operacyjnej gen. Kleeberga, którzy zginęli 28 września 1939 roku w walce z jednostkami 52 Dywizji gen. Iwana Russianowa. Ekshumacja na lokalnym cmentarzu odbyła się w 2002 roku. Wówczas na miejscu pochówku żołnierzy KOP ustawiono tymczasowy krzyż, następnie pomnik.
Rok temu pomnik został oblany zieloną farbą, a kilka krzyży nagrobnych – zniszczonych. Odpowiedzialnymi za ten akt wandalizmu okazali się być członkowie grupy przestępczej z Czernihowa, zatrzymani następnie przez SBU. Pomnik odrestaurowano dzięki staraniom lokalnej społeczności.
W niedzielę, 23 września, dwa ukraińskie okręty: okręt ratowniczy A500 „Donbas” i holownik A830 „Korec” weszły przez Cieśninę Kerczeńską na Morze Azowskie. Przejście odbyło się bez incydentów.
Okręty wyszły z portu w Odessie 20 września, kierując się w stronę portu w Berdiańsku, zlokalizowanego na Morzu Azowskim. Wejście na akwen jest możliwe jedynie przez Cieśninę Kerczeńską, pomiędzy okupowanym Krymem a Federacją Rosyjską. Przejście odbyło się w ciągu dnia, w niedzielę, 23 września, bez przeciwdziałania ze strony jednostek rosyjskich. Ukraińskie jednostki były obserwowane przez dwa kutry rosyjskiej straży granicznej.
Na Morzu Azowskim od początku września br. znajdują się dwa lekkie kutry artyleryjskie Sił Morskich Ukrainy typu „Griuza-M” – R177 „Kremenczuk” i R178 „Łubin”, które wyszły na spotkanie wchodzących na Morze Azowskie jednostek.
Dzisiaj, podobnie jak w ciągu ostatnich kilku dni nad Morzem Czarnym loty zwiadowcze prowadzi amerykański samolot rozpoznawczy RC-135.
„To pierwszy wpadek, gdy Siły Morskie Ukrainy nie reagują tylko na działania Rosjan, ale same zaczynają „nadawać ton gry”. Wcześniej nasze stanowisko było pasywne i tylko reagowaliśmy na ich działania, teraz Rosja musi zastanowić się jakie podjąć działania i jakie my podejmiemy kroki w odpowiedzi” – skomentował dyrektor Ukraińskiego Centrum Militarnego, Taras Czmut.
W ramach projektu poświęconego cyberbezpieczeństwu, realizowanego przez organizację Team4Ukraine, w kolejnych miastach Donbasu: Konstantyniwce, Siewierodoniecku i Słowiańsku odbyły się treningi poświęcone cyberbezpieczeństwu. Projekt jest realizowany przez czeską organizację Team4Ukraine, z udziałem partnerów z Ukrainy, Słowacji i Polski.
Podróż pociągiem z Kijowa na Donbas trwa niewiele ponad sześć godzin. Po drodze – Połtawa, dalej (już w obwodzie donieckim) Słowiańsk i Kramatorsk. W pobliżu Słowiańska uwagę przykuwa nadajnik na górze Karaczun położonej w pobliżu miasta, o którą toczyły się zacięte walki wiosną i wczesnym latem 2014 roku. Nadajnik zostały zniszczony na początku lipca 2014 roku, a jego odbudowa trwała ponad dwa lata. Od listopada 2016 roku wznowił prace.
Fot. polukr.net
Konstantyniwka
Ostatnia stacja pośpiesznego Interciti+ to Konstantyniwka. Do wiosny 2014 roku pociąg dojeżdżał do Doniecka, obecnie, z oczywistych powodów, trasa jest skrócona. Po przyjeździe na miejsce – słychać typowe dla ukraińskich dworców nawoływania kierowców marszrutek, oferujących przejazdy w różnych kierunkach. Można jechać także do Doniecka, rzecz jasna po przekroczeniu linii rozgraniczenia w jednym z przeznaczonych do tego punktów. Chętnych nie brakuje – mimo codziennych ostrzałów, wiele osób przekracza umowną granicę w jedną i drugą stronę, zwykle by odwiedzać krewnych zamieszkujących „po tamtej stronie”.
Sama Konstantyniwka to miasto położone ok. 15 km od linii frontu. Tutaj, podobnie jak w Siewierodoniecku czy Rubiżnym normalnym widokiem są patrole Policji wyposażone w broń automatyczną – karabinki typu AKM czy Fort (produkowane na licencji izraelskie karabinki Tavor). Policja obsadza także większość blok-postów na głównych drogach i w pobliżu miast.
Fot. polukr.net
Miejsce, w którym odbywa się szkolenie poświęcone tematyce cyberbezpieczeństwa – Biblioteka miejska, znajduje się niecałe dwa kilometry od dworca kolejowego, na parterze jednego z bloków mieszkalnych położonego przy ulicy Kosmonautów, co podkreślają namalowane na budynkach wizerunki rakiet kosmicznych i Jurija Gagarina. Kilka sal bibliotecznych, czytelnia, bezpłatny dostęp do Internetu. I tutaj pierwsze zaskoczenie: na ścianie, obok flag Ukrainy i UE wisi także biało-czerwona. Skąd tutaj polska flaga – pytam pracowników biblioteki. Otóż, kilka lat temu, obok funkcjonującego na miejscu Punktu Informacji Europejskiej miało powstać także „polskie” centrum. Ostatecznie jednak, sprawa nieco utknęła – pozostała więc, póki co, flaga i nieco książek oraz materiałów informacyjnych i książek w języku polskim. I tu kolejne zaskoczenie – sporo z nich to pozycje poświęcone Podkarpaciu – tym milsze, że głównie rodzinnym stronom niżej podpisanego.
Fot. polukr.net
Szkolenie o cyberbezpieczeństwie przyciąga kilkanaście osób. Nie brak humorystycznych akcentów, jak np. przedstawiona przez prowadzącego, Tomasa Flidra, metoda „wysłania” e-maila od Władimira Putina z tekstem „Sława Ukrainie”.
Siewierodonieck
Kolejny przystanek, w kolejnym już dniu podróży przez Donbas, to Siewierodonieck, położony w obwodzie ługańskim. Dotarcie tam, z przystankiem w Luhanskim, zabiera kilka godzin. To i tak niezły wynik, jako że po drodze kilka razy mijamy typowe dla tego obszaru blok-posty, obsadzone m.in. przez Gwardię Narodową i Policję Ukrainy. Także tutaj długa broń, kamizelki kuloodporne czy zaparkowany pod siatką maskującą wóz opancerzony BRDM-2 to normalny widok.
W Siewierodoniecku, w siedzibie Kryzysowego Centrum Medialnego, spotykamy się z przedstawicielami lokalnej policji, zajmującymi się cyberprzestępczością. Z kolei szkolenie z cyberbezpieczeństwa, analogiczne do tego, które odbyło się w Konstantyniwce i kilku innych miejscach wcześniej, odbywa się w siedzibie organizacji „Wostok-SOS”.
Fot. Branislav Cibik
Siewierodonieck to miasto niejako „narysowane od linijki”. Ulice przecinające się pod kątem prostym, bloki typowe dla większości poradzieckich (w Polsce: po-PRL-owskich) osiedli mieszkaniowych. Mimo panującego dość powszechnie przekonania, że „Donbas karmi Ukrainę”, średnie zarobki są tu niższe niż na zachodzie kraju, a zamknięcie kilku zakładów przemysłowych rzecz jasna nie poprawiło sytuacji mieszkańców. Mimo tego, jak wynika z badań prowadzonych przez organizacje pozarządowe, większość mieszkańców pozytywnie ocenia zmiany, jakie miały miejsce w mieście i regionie po 2014 roku (mimo toczącej się wojny) i mimo wszystko z ostrożnym optymizmem patrzy w przyszłość…
Fot. polukr.net
Kramatorsk
Droga z Siewierodoniecka do Kramatorska to blisko 3,5 godziny autobusem, głównie przez tereny obwodu ługańskiego, znacząco różniącego się od donieckiego: zdecydowanie więcej tu zieleni i lasów, co kontrastuje z otwartymi przestrzeniami wokół Doniecka. Kramatorsk to duży ośrodek przemysłowy, gdzie zlokalizowane są zakłady budujące różnego typu maszyny, w swoim czasie, jeszcze w czasach ZSRR – nawet elementy wyrzutni rakiet kosmicznych typu „Sojuz” (później produkcję przeniesiono do Rosji).
Równolegle, w mieście znajdują się liczne uczelnie techniczne kształcące przyszłych inżynierów. Większość z nich zlokalizowana jest przy bulwarze Maszynobudiwnikiw („budowniczych maszyn”), ciągnącym się przez kilka kilometrów w centrum miasta. Główny plac miasta – Plac Pokoju – aktualnie znajduje się w (zbliżającym się już chyba do końca) remoncie, podobnie jak zlokalizowany przy nim charakterystyczny budynek Pałacu Nauki i Techniki.
Fot. polukr.net
Miasto jest istotne także z punktu widzenia trwającej na Donbasie wojny. Przez kilka pierwszych miesięcy konfliktu było okupowane przez bojowników tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Na położonym obok miasta lotnisku znajduje się sztab Operacji Sił Połączonych (dawniej: ATO). Co jakiś czas w powietrzu widać lub słychać śmigłowce ukraińskiej armii lądujące lub startujące z lotniska. W lutym 2015 roku, w czasie walk o Debalcewe zostało ono ostrzelane pociskami rosyjskich zestawów rakietowych „Smiercz”. Znaczna część wystrzelonych pocisków trafiła w cywilne osiedla znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska.
Sytuacja w związku z toczącym się konfliktem, mimo jego faktycznego zamrożenia, pozostaje niełatwą, co więcej, zdaniem miejscowych mieszkańców, nie ma ona prostego i szybkiego rozwiązania. Taki wniosek płynie z rozmowy z Mariną i Tetianą z organizacji „Antykryzysowe Centrum Medialne”. Podkreślą, że w 2014 roku nie było masowego wsparcia dla wkraczających do miasta rosyjskich bojowników, nie ma go również teraz, zwłaszcza, że każdy kto przeżył okres okupacji, boi się ewentualnego powrotu Rosjan i wojny. Siłą sprawczą, która pozwoliła na rozwój DNR była obojętność – wielu ludzi jest gotowych zaakceptować każde rozwiązanie dla przysłowiowego „świętego spokoju”. Nie inaczej jest także po drugiej stronie linii frontu. „Mimo tego, nie można odwrócić się do tych ludzi plecami – oni wiedzą, że Rosja ich nie chce, z kolei obawiają się też powrotu do Ukrainy” – tłumaczy pani Marina.
Słowiańsk
Ostatni przystanek i ostatnie szkolenie odbywa się w bibliotece miejskiej w Słowiańsku, który od Kramatorska dzieli kilkanaście minut jazdy samochodem. Przy wjeździe – wykonany z metalowych liter napis „Sławiańsk”. Takie napisy z nazwą miejscowości zwykle witają podróżnych przy wjeździe do miasta. Ten konkretny jest jednak o tyle wyjątkowy, że podziurawiony pociskami różnych kalibrów. Jeszcze jedna pamiątka niedawnych walk i przypomnienie o ciągle toczącej się nieopodal przecież wojnie.
Fot. polukr.net
Słowiańsk jest nieco mniejszy od Kramatorska i sprawia wrażenie bardziej „zielonego”, przynajmniej w centralnej części. Biblioteka miejsca znajduje się tuż obok siedziby rady miejskiej, przy głównym placu miasta. Budynek ratusza jest znany z wielu przekazów telewizyjnych i internetowych – najpierw z kwietnia 2014 roku, gdy miasto było zajmowane przez rosyjskich bojowników, następnie z początków lipca tego samego roku, gdy ukraińskie wojska weszły do Słowiańska i na budynku rady miejskiej ponownie wciągnięto na maszt ukraińską flagę.
Fot. polukr.net
Kilkaset metrów dalej znajduje się siedziba lokalnego zarządu Policji. To właśnie zajęcie tego budynku przez bojowników 12 kwietnia 2014 roku rozpoczęło wojnę na Donbasie, która, jak wiadomo, choć z mniejszą ostatnio intensywnością, trwa do dzisiaj. Teraz nie ma możliwości wjazdu samochodem na ulicę przy której znajduje się siedziba Policji, a pilnujący jej funkcjonariusze mają prawo użyć broni bez ostrzeżenia w wypadku jakichkolwiek prób ponownego przejęcia kontroli nad budynkiem.
Fot. polukr.net
Ponad cztery lata po podpisaniu pierwszych porozumień mińskich życie na Donbasie wróciło do względnej normy, choć każdy ma świadomość, że panujący teraz względny spokój (nie dotyczący rzecz jasna linii rozgraniczenia) może okazać się kruchym. Proste sprawy, takie jak choćby remont mieszkania urastają do dylematu: czy ma to sens, jeśli znów wróci wojna i być może trzeba będzie uciekać?
W ramach projektu poświęconego cyberbezpieczeństwu, realizowanego przez organizację Team4Ukraine, wolontariusze z Ukrainy, Czech, Słowacji i Polski odwiedzili wioskę Łuhanske, położoną w pobliżu miasta Switłodarsk (obwód doniecki).
Łuk switłodarski to jeden z obszarów w strefie wojny na Donbasie, gdzie od początku 2016 roku toczą się najpoważniejsze walki pomiędzy Siłami Zbrojnymi Ukrainy, a oddziałami tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Wynika to z faktu, iż na obszarze tym ukraińska armia podejmuje od pewnego czasu działania zaczepne – co prawda na niewielka skalę (postępy rzędu kilkuset metrów lub kilku kilometrów licząc od wiosny 2015 roku), jednak systematycznie dążąc do zajmowania nowych, korzystniejszych taktycznie pozycji i przesuwania własnych linii w kierunku południowo-wschodnim, w stronę Debalcewa, z którego siły ukraińskie wycofały się w lutym 2015 roku, po trwającej blisko miesiąc obronie. Według deklaracji przedstawicieli ukraińskiej armii, założonym celem jest dotarcie do granic terenów, które powinny być pod kontrolą ukraińską na mocy porozumienia Mińsk-1 z września 2014 roku.
Droga w stronę Switłodarska i Łuhańskiego wiedzie od Słowiańska, po prawej stronie pozostawiając Bachmut (dawniej Artemiwsk). Przy drodze nierzadki widok (podobnie jak w wielu innych miejscach) to drogowskazy podziurawione pociskami z broni strzeleckiej – pamiątka niedawnych walk. Tak jest choćby przy wjeździe do Słowiańska.
Fot. polukr.net
Tutejsze krajobrazy dość typowe dla tej części Ukrainy: rozległe pola, nieliczne, płaskie wzgórza z rzadka porośnięte drzewami oraz często pojawiające się na horyzoncie kominy dużych zakładów przemysłowych. To zawsze jest kwestią gustu, jednak Donbas, zwłaszcza wczesną jesienią, jest pięknym miejscem. Zapewne zakłady przemysłowe zachwycą głównie amatorów turystyki industrialnej, jednak miłośnicy krajobrazów utrzymanych w kolorach beżu czy piasku czy szarości (jak niżej podpisany) z pewnością będą zadowoleni.
Widoczne tuż przed Switłodarskiem dwa wysokie kominy to Elektociepłownia Wugleriwska – pozostająca pod kontrolą strony ukraińskiej, choć samo miasto Wuglerwisk, położone kilka kilometrów dalej od 2015 roku pozostaje pod okupacją tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.
Odcinek trasy M-03 pomiędzy Bachmutem/Artemiwskiem a Debalcewem to słynna „droga życia” – trasa, którą w zimie 2015 roku nieprzerwanie (pomimo ostrzału i licznych prób odcięcia) dostarczano zaopatrzenie dla broniących Debalcewa oddziałów. „Droga życia” to wąska asfaltowa trasa, nie najlepszej miejscami jakości, porośnięta drzewami z obu stron. Stan dróg na Donbasie to efekt zarówno upływającego czasu jak i działań wojennych czy regularnego poruszania się tędy ciężkich pojazdów, w tym czołgów czy artylerii.
Tuż przed Switłodarskiem – częściowo zniszczony wiadukt kolejowy, najpewniej wysadzony przy użyciu ładunku wybuchowego. Przejechać można tylko lewą stroną, prawą zabezpiecza most saperski z wiele mówiącym napisem „miny”.
Mijamy zalew Mironiwski, pozostawiając po prawej stronie Switłodarsk, po lewej miasto Mironiwskie. Dalej – wioska Łuhańskie. Przy wjeździe zrujnowany budynek (z którego pozostały w zasadzie tylko dwie ściany) i nieużywany jak na razie blok-post. Kilkaset metrów dalej skręcamy w lewo i zatrzymujemy się pod budynkiem szkoły. Stąd do ukraińskich stanowisk na pierwszej linii jest niecałe 1500 metrów. Niewiele dalej – pozycje sił DNR. Niecałe 10 km od Debalcewa. Jedyne jakie pojazdy jakie widać na dalszym odcinku drogi to przejeżdżające od czasu do czasu wojskowe ciężarówki. Jest spokojnie, choć z „tyłu głowy” zostaje świadomość, że ten spokój jest pozorny: praktycznie nie ma dnia bez przypadków otwarcia ognia w tej okolicy.
Pomimo bliskości linii rozgraniczenia, szkoła nadal działa. Dzwonek; dzieci wybiegają na przerwę. Mimo trudnej lokalizacji, budynek jest świetnie utrzymany, nie różniący się standardem do zwykłej szkoły podstawowej w Polsce. Wojna rzecz jasna nie ominęła tego miejsca. „W lutym 2015 roku to tutaj pierwszy przystanek mieli żołnierze wycofujący się z Debalcewa. W budynku zorganizowano sztab, a całe podwórko zastawione było pojazdami i techniką” – wspomina Wiaczesław, wolontariusz, do niedawna żołnierz SZU.
Wolontariusze i żołnierze lokalnej sekcji CIMIC (ang. Civil-Military Cooperation, współpraca cywilno-wojskowa) rejonu switłodarskiego przekazują dzieciom plecaki, przybory szkolne i pomoce naukowe. Radości nie ma granic.
Fot. Branislav Cibik
Po krótkim pobycie, ruszamy w dalszą drogę, w powrotem w stronę Słowiańska. Na trasie mija nas ciągnik niskopodwoziowy transportujący bojowy wóz piechoty BMP-2 w stronę pozycji ukraińskiej armii. Jeszcze jedno świadectwo tego, że tuż obok nadal trwa wojna.
W ramach projektu realizowanego przez czeskie organizacje „Team4Ukraine” i „Pomoc humanitarna dla Ukrainy” wolontariusze odwiedzili przedszkole i szkoły podstawowe w wioskach Netajno i Pierwomajsk, położonych w pobliżu Awdijewki. Odwiedzili także żołnierzy w Piaskach koło Doniecka. Nauczyciele pokazywali ślady kul na ścianach szkoły i ślady ostrzału artylerii tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. W Pokrowsku odbyło się szkolenie na temat cyberbezpieczeństwa, w którym udział wzięło 20 osób.
W szkołach Netajno i Pierwomajska, dzięki pomocy ONZ i organizacji międzynarodowych udało się przeprowadzić częściowy remont, zakupić rzutniki i inne wyposażenie. Na ścianach wisi wiele proukraińskich dekoracji. Nauczyciele i dzieci ucieszyły się z wizyty. Pani Krystyna, nauczycielka, mówi, że to pierwsza w tym roku szkolnym taka wizyta, tym przyjemniejsza, że z tak daleka. Z kolei pani Switłana pokazuje dziury po kulach – to „pamiątka” z 2014 roku, gdy w szkole stacjonował oddział separatystów, który ustawił sprzęt artyleryjski przed szkołą. Wobec ostrzału w odpowiedzi – pojawiły się uszkodzenia. Wspomina także brutalne traktowanie ze strony bojowników: „prosiłam ich, by stąd poszli, to w końcu szkoła, jedyna w naszej wsi. Ale nie było w ogóle sensu z nimi rozmawiać”.
W okolicznych wioskach można nadal zobaczyć podziurawione kulami ogrodzenia, domy z wybitymi szybami, wiele jednak jest odnowionych. W wielu innych trwają prace. Nie brak jednak także zrujnowanych, przez czas lub wojnę. Na polach z kolei jest już po zbiorach, pozostały jedynie słoneczniki z pochylonymi do ziemi głowami. Kilka kilometrów dalej na skraju drogi widać ostrzeżenie: „uwaga, miny”.
Biorą pomoc i mówią „abyście zdechli, ukry!”
Pytam dowódcę grupy CIMIC Awdijewki, Ołeksandra Łucewata, czy wielu miejscowych jest negatywnie nastawionych do ukraińskich żołnierzy. Odpowiada, że wielu ludzi nie pokazuje tego, co naprawdę myślą. Wielu z tych, którzy nie byli nigdy nawet za granicą własnego obwodu, łatwo poddaje się prorosyjskiej propagandzie. Ukraińska armia stara się budować pozytywne relacje angażując się w pomoc konkretnym ludziom. Jednak są i tacy, którzy tą pomoc przyjmują, a za plecami można od nich usłyszeć „abyście zdechli, ukry!”. Wśród tych mieszkańców, którzy przeżyli okupację i odczuli na sobie skutki działań wojennych, jest zdecydowanie mniej zwolenników DNR niż w innych rejonach Donbasu.
„Ci, których życie zależy od nas, odnoszą się do nas lepiej, niż dobrze” – mówi Ołeksander Łucewat. „Gdy w danym tygodniu nie pojawiamy się, zaczyna się panika. Ludzie zastanawiają się, czy nie stało się coś złego. Są bowiem takie miejscowości, gdzie tylko wojskowi dostarczają wodę, chleb, żywność. Wszystko, co potrzebne do życia. Wielu ludzi jest tam na stałe, bez możliwości wyjazdu: drogi są pod ostrzałem i w złym stanie, zniszczone przez ciężkie pojazdy. Dojechać tam jest trudno i bardzo niebezpiecznie” – dodaje.
„Jest wielu takich, którzy brali udział w organizacji „referendum” tzw. DNR, zajmowali aktywnie prorosyjskie stanowisko. Nie wiem, czy zmienili punkt widzenia, czy po prostu przystosowali się do nowych realiów. Ci ludzie boją się nas i nie uważają nas za obrońców. Ale jeśli ktoś chce agitować za Rosją, to często inni mieszkańcy pomagają nam takich ludzi znaleźć, co jest efektem gorzkich doświadczeń okupacji. Ludzie siedzieli wtedy bez elektryczności, bez jedzenia, cały czas pod ostrzałem. Gdy jest spokojnie, ludzie przywykają do spokojnego życia, gdy znów sytuacja zaostrza się, zaczynają panikować” – kontynuuje Ołeksandr.
Blokpost pod mostem w Piaskach
Następnie wolontariusze odwiedzili blokpost pod mostem w Piaskach, w pobliżu Doniecka. Tu obowiązują maksymalne środki bezpieczeństwa: należy trzymać się grupy, słuchać poleceń wojskowych. Obok drogi – zrujnowane budynki, spalony sklep, niewybuch pocisku. W tym rejonie trwały ciężkie walki. Wojskowi mówią, że przy dobrej pogodzie widać zabudowania lotniska w Doniecku. Stąd można pomachać separatystom, którzy zapewne obserwują okolice przez lornetki.
„To, że w Piaskach jest od dłuższego czasu dość bezpiecznie, to zasługa Sił Zbrojnych Ukrainy” – mówi Ołeksandr Łucewat. „Nasi żołnierze zajęli pozycje dalej od wioski, dzięki czemu nie dolatują tu pociski mniejszego kalibru. Ciężkie pociski – tak, ale z nich praktycznie nie da się strzelać w sposób niezauważony”. Dalej, na drodze, w pobliżu wioski Netajno – czarna, wypalona jama, a obok pomnik. W tym miejscu spłonął czołg, wraz z całą załogą, trafiony podczas osłaniania odwrotu własnych oddziałów. W tym roku, w miejscu, gdzie zginęło łącznie 6 żołnierzy, w dzień niezależności Ukrainy, odsłonięto tutaj pomnik.
Pod „promzoną” nadal gorąco
Przed wjazdem do „promzony”, najbardziej „gorącej” części Awdijewki znajduje się pomnik poświęcony poległym tutaj żołnierzom, w tym zastępcy dowódcy batalionu „Czarnych Zaporożców”, Andrijowi Kiziło, który zginął niedaleko stąd. Obok kamiennej płyty i krzyża – setki odłamków pocisków różnych kalibrów. Również tutaj leży spalona wieża czołgu, resztki autobusu i BTR-a. Dalej – odnowiony schron, w którym wcześniej kryli się żołnierze 72 Brygady.
Na blokpoście regularnie słychać odgłosy walki. Niemal co dzień w „promzonie” dochodzi do starć, w których giną lub zostają ranni ukraińscy żołnierze. Dotąd w tej części miasta zginęło ponad 70 ukraińskich żołnierzy. W pobliżu widać zrujnowane budynki, jednak sto metrów dalej toczy się normalne życie, tak samo jak wzdłuż całej linii frontu.
Specjalny przedstawiciel Departamentu Stanu USA ds. Ukrainy Kurt Volker stwierdził, że Rosja powinna zgodzić się co do konieczności pokojowego sąsiedztwa z Ukrainą, Gruzją i Mołdawią. Wystąpienie miało miejsce podczas dyskusji poświęconej przyszłości Ukrainy i Europy Wschodniej podczas konferencji YES-2018.
„To sztuczny konflikt, stworzony i sprowokowany przez Rosję (…) to wojskowe ugrupowania kierowane przez Rosję, dwie struktury polityczne stworzone przez Rosję” – powiedział Kurt Volker, komentując kwestie możliwości rozwiązania konfliktu na Donbasie oraz jego genezę i funkcjonowanie DNR/LNR. Dodał, że postęp w procesie rozwiązywania konfliktu, realizowany podczas rozmów w Mińsku, stanie się możliwy dopiero po zapewnieniu minimalnego stopnia bezpieczeństwa w regionie.
„Jesteśmy gotowi do rozmów, Rosja powinna brać w nich udział. Chcemy, by Rosja uznała, że będzie pokojowo współistnieć i funkcjonować ze swoimi sąsiadami, szanując ich granice” – powiedział Volker wskazując, iż chodzi przede wszystkim o Ukrainę, Gruzję i Mołdawię.
Relacje pomiędzy Polakami i Ukraińcami w okresie II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu kojarzone są w Polsce niemal wyłącznie w kontekście popełnionych zbrodni, przymusowych przesiedleń i konfliktów. Tymczasem, jak wynika z odtajnionych dokumentów KGB, pozostających w posiadaniu Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie, w latach 1944-47 nie brak było przypadków współdziałania pomiędzy polskimi i ukraińskim oddziałami, jak również koncepcji szerszej współpracy. Jedną z nich miał być Antybolszewicki Blok Narodów.
Antybolszewicki Blok Narodów (ABN) to organizacja, której powstanie związane jest z działalnością Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów jeszcze w czasie trwania II wojny światowej: w listopadzie 1943, podczas spotkania w pobliżu miasta Równe odbyła się Konferencja zniewolonych narodów Europy Wschodniej i Azji. W jej trakcie, przedstawiciele trzynastu nacji – łącznie 39 delegatów – Ukraińcy, Białorusini, Gruzini, Ormianie, Tatarzy, Osetyńcy, Azerowie, Uzbecy, Kazachowie, Czerkiesi, Kabardyńcy, Czuwasze i Baszkirowie – zdecydowali o podjęciu działań na rzecz wspólnej walki przeciwko ZSRR i III Rzeszy Niemieckiej, zwracając w przyjętej wówczas deklaracji uwagę na konieczność walki z imperializmami: hitlerowskim i stalinowskim.
Oficjalnie jednak, organizacja pod wspomnianą nazwą została założona 16 kwietnia 1946 roku w Monachium, a jej celem miała być walka z komunizmem. Inicjatorami jej powstania oraz najaktywniejszymi działaczami byli w tym czasie przedstawiciele „banderowskiego” skrzydła OUN, w tym m.in. Jarosław Stećko, który został prezesem organizacji (funkcję tę sprawował w latach 1946-86). Głównymi obszarami działania organizacji były USA, Wielka Brytania, Belgia, Włochy, Niemcy Zachodnie oraz Australia. Z czasem, do działań ABN włączyły się również organizacje działające na rzecz wyzwolenia m.in. Litwy, Łotwy, Estonii, Kuby, Czech, Słowacji i Chorwacji.
Organizacja występowała przeciwko polityce ZSRR (określając Związek Radziecki jako „więzienie narodów”), równolegle wspierając deklaratywnie ruchy narodowowyzwoleńcze i wskazując na procesy rozpadu imperiów, zakładając, że podobny los spotka także Związek Radziecki. „Tylko nacjonalizm jest w stanie stanąć naprzeciwko sowieckiemu systemowi imperializmu i szowinizmu” – pisał w 1964 roku Stećko. W sferze ideologicznej, ABN podkreślał wagę wolności poszczególnych narodów oraz pojedynczych jednostek, przeciwstawiając je zniewoleniu i wyzyskowi, jakie były charakterystyczne dla funkcjonowania systemu społeczno-politycznego i gospodarczego w ZSRR.
Polski kontekst
Wobec tragicznych w skutkach wydarzeń lat 1943-45 i późniejszych, popełnionych zbrodni i konfliktu polsko-ukraińskiego w okresie II wojny światowej i tuż po niej, współpraca polskich i ukraińskich struktur podziemnych i konspiracyjnych nie była oczywistą. Mimo tego, oddziały UPA i AK/WiN przeprowadziły szereg wspólnych akcji przeciwko sowieckim oddziałom wojskowym i siłom bezpieczeństwa.
Kontakty pomiędzy stroną polską a ukraińską były realizowane także w ramach powstających struktur ABN.
Według danych, które zawierają odtajnione dokumenty KGB, próby nawiązania kontaktów miały miejsce jeszcze przed formalnym powstaniem Antybolszewickiego Bloku Narodów. I tak, jak donosi źródło o pseudonimie „Elena”, w styczniu 1946 roku w Austrii, w strefie okupowanej przez siły zbrojne USA i Wielkiej Brytanii miało miejsce spotkanie przedstawicieli ukraińskich struktur nacjonalistycznych, w tym byłych oficerów dywizji SS-Galicja z oficerami armii gen. Władysława Andersa. Jego tematem miała być „wspólna walka z bolszewikami”.
Należy pamiętać bowiem, że w tym czasie liczono się z wybuchem kolejnego dużego konfliktu zbrojnego o zasięgu światowym, tym razem pomiędzy krajami alianckimi (tj. przede wszystkim USA i Wielką Brytanią) a Związkiem Radzieckim. Sowieckie organy bezpieczeństwa liczyły się z tym, iż w takim konflikcie przeciwko nim aktywnie wystąpią obywatele krajów pozostających pod kontrolą ZSRR, także Ukraińcy: ich liczbę w samych tylko Włoszech oceniano na co najmniej 20 tysięcy, z czego 10 tysięcy byłych wojskowych i 5 tysięcy pozostających w służbie w armii gen. Andersa.
Potrzebę zawarcia porozumienia – pomimo dramatycznych doświadczeń okresu wojennego – dostrzegano także po stronie polskiej. Świadczyć o tym może list komendanta AK, ps. „Bogumił”, w którym pada m.in. następujące zdanie: „(…) przelana krew naszych i waszych żołnierzy-partyzantów wzywa nas, by zakończyć dzieło. Chwała – mówiąc po waszemu – naszym i waszym bohaterom”.
Kwestia możliwego porozumienia pomiędzy polskimi i ukraińskimi strukturami emigracyjnymi znalazła się w zainteresowaniu sowieckich organów bezpieczeństwa, które starały się na bieżąco obejmować kontrolą stan toczących się rozmów, obawiając się zwłaszcza prób przerzucania grup zbrojnych na tereny Polski i Ukrainy, jak również pojedynczych „agentów” mających realizować zadania na terytorium Ukrainy
Kwestia konieczności porozumienia polsko-ukraińskiego w aktualnych warunkach pojawia się także w korespondencji pomiędzy Stepanem Banderą a Romanem Szuchewyczem. „Teraz Polacy wystąpili z propozycję porozumienia. Inicjatywa pochodzi z kręgów Andersa. Będziemy stać na tym samym stanowisku, co w czasie pierwszych rozmów. Tak czy inaczej jednak trzeba się porozumień z nimi. Trudności będą dotyczyć zwłaszcza spornych terenów” – pisze Stepan Bandera w liście do Romana Szuchewycza.
Ponadto, sowieckie organa bezpieczeństwa (błędnie, jak się później okazało) uważały armię Andersa i polskie organizacje funkcjonujące na zachodzie Europy za w pełni włączone w struktury ABN, wymieniając Polaków jako uczestniczących bezpośrednio w tworzeniu i funkcjonowaniu Antybolszewickiego Bloku Narodów.
Przedstawiciele polskich organizacji antykomunistycznych formalne nie uczestniczyli w dalszych pracach ABN, choć byli obecni m.in. na zorganizowanej w 1982 roku konferencji zorganizowanej przez tą organizację, gdzie mowa była o konieczności kontynuowania działań antykomunistycznych na rzecz wyzwolenia krajów Europy Wschodniej i Azji spod panowania ZSRR.
Tekst: Dariusz Materniak
Zdjęcia: Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie
Publikacja przygotowana w ramach projektu Centrum Badań Ruchu Wyzwoleńczego pt. „Archiwa KGB dla mediów”