piątek, 3 Kwiecień, 2020
pluken
Home / Wywiady / Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie
Fot. uk.wikipedia.org
Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Share Button

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy NATO, o problemach związanych z bezpieczeństwem Ukrainy oraz regionu Europy Środkowo-Wschodniej rozmawia Dariusz Materniak.

Jak wyglądała praca w delegacji parlamentarnej Ukrainy przy NATO?

Duże znaczenie mają w przypadku kontakty z przedstawicielami innych krajów, które udało się nawiązać w ciągu ostatnich kilku lat. Pamiętam przypadek, gdy przedstawiciel skrajnej partii politycznej z Norwegii, podczas posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, bez konsultacji z własną delegacją wystąpił z oświadczeniem wzywającym do zniesienia sankcji wobec Rosji, jako że są one nieskuteczne, a tracą na nich kraje członkowskie NATO i UE. Dzięki naszym kontaktom z przedstawicielami innych krajów członkowskich udało się nie dopuścić do głosowania w tej sprawie. Dobrze układała się także współpraca z przedstawicielami strony polskiej, m.in. ministrem Michałem Dworczykiem który odwiedzał i Lwów i poligon w Jaworowie, gdzie stacjonują także polscy instruktorzy. Warto podkreślić, że kraje takie jak Polska czy państwa bałtyckie otwarcie mówią o zagrożeniach ze strony Rosji. Aktualnie staram się służyć pomocą i konsultacją nowym członkom delegacji, wybranym w ostatnich wyborach do Rady Najwyższej Ukrainy.

Jeśli chodzi o budżet związany z obronnością – obejmujący na Ukrainie Ministerstwo Obrony oraz Spraw Wewnętrznych: jak ocenia Pani finansowanie przewidywane na rok 2020?

Środki przeznaczone na obronę pozostają mniej więcej na podobnym poziomie jak w roku ubiegłym. Zmiany dotyczą m.in. procedur zakupowych. Nacisk ma być położony przede wszystkim na realizowanie zakupów uzbrojenia na Ukrainie, w rodzimych przedsiębiorstwach sektora obronnego, głównie w UKROBRONOPROM. Faktycznie jednak nie widzę znaczących zmian na plus. Priorytetem pozostanie współpraca z NATO w ramach euroatlantyckich dążeń Ukrainy – jak wiadomo, Siły Zbrojne Ukrainy zaczęły już certyfikację własnych jednostek do działań w ramach NATO, przede wszystkich w ramach Sił Operacji Specjalnych. Wiemy, że proces ten nie jest i nie będzie łatwym, chociażby wobec ostatnich oświadczeń prezydenta Francji Emmanuela Macrona czy działań Węgier, które naszym zdaniem negatywnie wpływają na autorytet tej instytucji.

Jak ocenia Pani realizowany od kilku miesięcy proces wycofania wojsk na Donbasie? Na ile działania te są uzasadnione z punktu widzenia Ukrainy w obecnych uwarunkowaniach, biorąc pod uwagę, że kolejne porozumienia o zawieszeniu broni są łamane przez stronę rosyjską?

Jak dla mnie adekwatnym działaniem powinno być wycofanie wojsk rosyjskich za granicę Ukrainy. Obecnie cały proces odbywa się w dziwny, „hybrydowy” sposób, działania strony rosyjskiej są niejasne. Sami musimy wycofać nasze oddziały, a nie mamy realnych możliwości sprawdzenia co robi druga strona. Nadzór nad tym procesem powinny sprawować siły ONZ, a nie OBWE – organizacja, gdzie wielkie wpływy ma Federacja Rosyjska. Należy pamiętać, że wszystkie te działania dotyczą przede wszystkim osób zamieszkujących na Donbasie, a prowadzenie eksperymentów wobec nich to bardzo niebezpieczny proceder. Ponadto, wycofanie wojsk negatywnie wpływa na samych żołnierzy – z racji regularnych wizyt na wschodzie Ukrainy od 2014 roku wiem, że samym żołnierzom wielką satysfakcję sprawiały działania ofensywne, pozwalające choćby o kilka metrów przesunąć linię frontu naprzód. Teraz, w jednej chwili, wszystkie te postępy na poszczególnych odcinkach zostają zaprzepaszczone wobec decyzji o wycofaniu wojsk. Wycofanie to także zagrożenie dla ludności cywilnej, która przez ostatnie lata prezentowała proukraińską postawę: należy liczyć się, że ludzi tych spotkają represje ze strony tzw. separatystów. W tym obszarze wiele spraw jest przedmiotem międzynarodowych ustaleń i rozmów, często niestety w formule „o Ukrainie bez Ukrainy”.

Jak można ocenić działania i inicjatywy prezydenta Zelenskiego na rzecz rozwiązania konfliktu na Donbasie? Na ile jest realnie możliwa reintegracja Donbasu według ukraińskiego scenariusza, który próbuje budować prezydent m.in. na spotkaniach w formacie normandzkim?

Właśnie sam proces wycofania wojsk w mojej ocenie nie leży w interesie Ukrainy w aktualnych uwarunkowaniach. Raz jeszcze warto podkreślić: proces rozwiązywania tego konfliktu powinien odbywać się pod nadzorem ONZ, a nie OBWE, tak, aby był on przejrzystym dla samej Ukrainy i dla innych państw. Obecnie realizowane działania mogą sprzyjać jedynie tworzeniu sieci „szarych stref”, a widać wyraźnie na przykładzie Mołdawii czy Gruzji do czego ten proces prowadzi: obszary kiedyś prosperujące i mające perspektywy rozwoju zamieniły się w pustynie. Jeśli chodzi o rozmowy w formacie normandzkim, to w obecnej formule nie widzę możliwości osiągnięcia jakiegoś progresu dzięki nim – jedynie kroki w tył lub w najlepszym wypadku będziemy stać w miejscu. Nie wierzę, by w tym formacie rozmów udało się osiągnąć realne porozumienie z korzyścią dla Ukrainy. Tym bardziej, że Francja niekoniecznie dobrze rozumie zagrożenia ze strony Rosji, inaczej niż na przykład Wielka Brytania, posiadająca swoje doświadczenia rosyjskich ingerencji np. w proces Brexitu, czy Szwecja, która rozumie zagrożenia militarne ze strony Rosji i często wspierała nas na forum Zgromadzenia Parlamentarnego NATO.

Była Pani także współprzewodniczącą Grupy Międzyparlamentarnej Polski i Ukrainy. Jak ocenia Pani dynamikę naszych relacji w ostatnich latach? Można wskazać wydarzenia i dobre i te nieco gorsze z punktu widzenia stosunków dwustronnych.

Faktycznie, w tym czasie wiele się wydarzyło. Jednak jestem przekonana, na bazie tych doświadczeń, że zawsze udawało się i uda się znaleźć wspólny język. Z czasów wspólnych prac w ramach dwu- i wielostronnych instytucji pozostają bardzo dobre kontakty z przedstawicielami polskich władz. Na forum parlamentarnym od początku staliśmy na stanowisku rozwiązania kwestii spornych takich jak kwestia zgody na prace poszukiwawcze polskich naukowców na Ukrainie. Wiele kwestii udało się rozwiązać dzięki pracom dyplomacji parlamentarnej: pomogło to choćby w kwestii negocjacji porozumienia o zniesieniu wiz dla obywateli Ukrainy. Jest w tym wielka zasługa Polski, że prowadzone były i są działania mające na celu tworzenie formatu dla rozmów na forum parlamentów krajów Europy Środkowo-Wschodniej, także wykorzystując możliwości na forum Unii Europejskiej. Obecnie widzimy tam rosnące wpływy Niemiec, co może nieść za sobą pewne ryzyka, biorąc pod uwagę relacje pomiędzy Berlinem a Moskwą.

Jeśli mowa relacjach polsko-ukraińskich to jest tu wielki potencjał współpracy: na przykład w sferze energetyki. Pamiętam wizytę w Świnoujściu, w niedawno zbudowanym Gazoporcie, za pośrednictwem którego gaz otrzymuje także Ukraina. Oba nasze kraje, ze względu na swoje położenie i potencjał ludnościowy oraz intelektualny posiadają szerokie możliwości współpracy, które są istotne dla całej Europy. To samo dotyczy także sfery bezpieczeństwa i współpracy wobec zagrożenia ze strony Rosji – nie ma wątpliwości co do tego, że rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie. Polska doskonale to rozumie, dlatego też, podobnie jak Ukraina, utrzymuje wysoki poziom finansowania sektora bezpieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

Share Button

Czytaj również

Witold Jurasz / fot. archiwum W. Jurasza

Witold Jurasz: w Paryżu nie zapadną decyzje, które ostatecznie rozwiążą „problem Donbasu” – Rosji na tym nie zależy

O nadchodzącym szczycie tzw. formatu normandzkiego w Paryżu, o perspektywie integracji Rosji i Białorusi, a …