poniedziałek, 23 Październik, 2017
pluken
Home / Wywiady / Walerij Ryabykh: Wpływ prezydenta Białorusi na sytuację we własnym kraju może budzić wątpliwości
Fot. Defence Express
Fot. Defence Express

Walerij Ryabykh: Wpływ prezydenta Białorusi na sytuację we własnym kraju może budzić wątpliwości

Share Button

Rozmowa z Walerijem Ryabykhem, redaktorem naczelnym portalu internetowego Defence-ua.com podczas XXV MSPO w Kielcach na temat manewrów Zapad-17.

Walerij Ryabykh: Rozmawiamy na temat najważniejszego wydarzenia w sferze bezpieczeństwa w naszym regionie w tym roku, o strategicznym znaczeniu dla refleksji na temat kwestii związanych z sytuacją w Europie Środkowej i Wschodniej.

Dariusz Materniak: Byłoby tak naprawdę bardzo dobrze, aby taka refleksja nad znaczeniem podobnych wydarzeń pojawiała się częściej, wydaje się bowiem, że w tym momencie podobnych analiz jest zbyt mało. Nadal nie wszyscy w Europie biorą na serio zagrożenia, jakie mogą wynikać z działań Rosji i dotyczy to nie tylko społeczeństw, ale i części elit politycznych. Wydaje się, że w 2017 roku, przy okazji ćwiczeń Zapad-17 nie dojdzie do agresji ze strony Rosji przeciwko Polsce, Ukrainie czy krajom bałtyckim. Mimo tego, nie powinny nam umykać rosnące zdolności Rosji do szybkiego mobilizowania i przerzucania dużej liczby żołnierzy i sprzętu na duże odległości.

W.R.: Faktycznie, w ciągu ostatnich trzech lat Rosja opracowała i przećwiczyła mechanizmy szybkiego przerzutu wojsk, także ze swoich wschodnich obwodów do europejskiej części kraju. Buduje także nowe strategiczne zgrupowania wojsk na zachodnim kierunku operacyjnym. Te ćwiczenia mogą być finalnym etapem sprawdzenia zdolności do przerzutu dużych sił.

D.M.: Tymczasem pokutujące przez cały czas wśród wielu przekonanie o tym, że samo członkostwo w NATO wystarczy nam za obronę może okazać się wielkim błędem.

W.R.: Można więc wysnuć wniosek, że Rosja na tym etapie wygra w obszarze informacyjno-psychologicznym własnych celów i działań na poziomie strategicznym. Społeczeństwa krajów zachodnich nie są w stanie rozumieć zagrożeń, jakie niesie ze sobą aktualna polityka Federacji Rosyjskiej. Otwartość społeczeństw zachodnich i panujący ustrój sprawiają, że szybka reakcja na zagrożenia jest sprawą trudną i odbywa się znacznie wolniej, niż byłoby to pożądane. Z drugiej strony sama Rosja posiada długie tradycje rządów silnej ręki, mocno scentralizowanej władzy, z mechanizmami regulowania nastrojów społecznych. Dlatego jest szybsza i skuteczniejsza w realizacji swoich działań.

D.M.: Widzę tutaj jeszcze jedno zagrożenie: to problem krajów Europy Zachodniej, który może rodzić poważne konsekwencje dla krajów naszego regionu. Jeśli Rosja będzie wygrywać w obszarze działań informacyjnych – a wiele wskazuje na to, że tak właśnie będzie – i jeśli uda im się przekonać Niemców, Francuzów czy Włochów, że Europa Środkowa i Wschodnia to ich strefa wpływów, to wielu ludzi na zachód od Polski może pomyśleć i zgodzić się z tym, że tak po prostu jest. Wówczas bardzo trudno będzie przekonać kogokolwiek na zachodzie, że warto „umierać” za Warszawę, Wilno czy Kijów.

W.R.: O ile wojskowi, w tym zwłaszcza w ramach NATO, wyciągnęli wnioski z działań, jakie prowadziła Rosja wobec Ukrainy przez ostatnie trzy lata – o czym świadczyć może choćby rozlokowanie większych sił na wschodnie flance NATO, które mimo wszystko zmniejsza ryzyko niewykonania postanowień artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego, to same społeczeństwa są dalekie od takich refleksji.

D.M. Wracają jednak do Białorusi: jak z punktu widzenia Ukrainy wygląda problem ewentualnego pozostania części rosyjskich żołnierzy na terytorium Białorusi po manewrach?

W.R.: Jak było można zaobserwować w czasie hybrydowej agresji Rosji przeciwko Ukrainie, Mińsk prowadził wiele działań dyplomatycznych, by wyjść obronną ręką z tej sytuacji. Prezydent Łukaszenka wielokrotnie deklarował, że żaden żołnierz rosyjski nie będzie zagrażał Ukrainie z terytorium Białorusi – i że są na to jego pewne gwarancje. Faktycznie, jak dotąd nie było podstaw, by w to wątpić, a przynajmniej do bardzo niedawna – to jest mniej więcej do 2016 roku nie budziło to większych wątpliwości. Jednak wraz z ćwiczeniami Zapad-17 mogą pojawiać się wątpliwości w tym względzie – głównie wobec słabości pozycji Aleksandra Łukaszenki wobec Rosji. Gwarancje dla Ukrainy opierają się bowiem głównie o osobisty autorytet prezydenta Białorusi, ale to, co może stać się w związku z ćwiczeniami – w zakresie zmiany siły wpływu Łukaszenki na sytuację we własnym kraju, musi budzić wątpliwości. Co prawda sama doktryna wojenna Białorusi nie ma charakteru agresywnego, ale jesteśmy świadomi tego, że Białoruś pozostaje częścią państwa związkowego z Rosją, więc trzeba być świadomym konsekwencji tego faktu. Wątpliwości musi budzić również stan kadry oficerskiej Sił Zbrojnych Białorusi – spora część z nich kształciła się w rosyjskich czy jeszcze radzieckich szkołach wojskowych, co nie pozostaje bez wpływu na ich poglądy. Nie wiadomo więc, jak zachowaliby się w przypadku wojny, zwłaszcza hybrydowej. Już konflikt na Ukrainie dostarczył przykładów, że takie relacje mogą stwarzać problemy. Podobne wątpliwości dotyczą białoruskiego społeczeństwa jako całości. Pytanie, na jakim etapie osobisty autorytet prezydenta Łukaszenki będzie silniejszym, niż informacyjny wpływ do Rosji?

D.M.: Wydaje się, że problem w dużej mierze sprowadza się do kwestii psychologicznych. Zdaniem części ekspertów, znacząca część białoruskiego społeczeństwa, a co za tym idzie zapewne także i wojskowych nie uważa Federacji Rosyjskiej za zagrożenie dla bezpieczeństwa. Rosja to dla nich bratni kraj, z którym Białoruś jest połączona wspólnymi losami historycznymi. Dlatego jeśli wystąpi jakaś forma agresji, zwłaszcza hybrydowej – wielu ludzi będzie miało bardzo poważne wątpliwości, czy jest za to odpowiedzialna właśnie Rosja. Łatwiej będzie ich przekonać że to wina USA czy NATO, niż że powinni bronić się przed „bratnim narodem”. Co szczególnie niebezpieczne, Rosjanie uczą się coraz sprawniej przerzucać swoje siły na duże odległości, w tym także z azjatyckiej części kraju w pobliże granic z Białorusią czy Ukrainą. To w dużym stopniu będzie ograniczać czas na reakcję w razie wystąpienia jakiejś ryzykownej sytuacji. Ćwiczenia Zapad-17 mogą być więc równocześnie sprawdzeniem możliwości szybkiego wzmocnienia już istniejącego ugrupowania wojsk w danym regionie, choćby takiego, jakie stacjonuje już na samym Donbasie czy w bezpośrednim jego sąsiedztwie. Oczywiście Rosja może wykorzystywać i ćwiczyć takie zdolności także dla korzystania z nich na innych kierunkach działań, nie tylko ukraińskim czy białoruskim.

W.R.: Według jednej z teorii, mapa ćwiczeń i hipotetycznych państw, które się na niej pojawiają jest zgodna z rejonami zamieszkałymi przez mniejszości narodowe, w tym mniejszość polską. Sprowokowanie tam zamieszek mogłoby stać się podstawą dla rosyjskiej interwencji, a co najmniej wymusiłoby jakąś reakcję białoruskich władz. Zgodnie z doktryną wojskową Białorusi, armia nie może reagować i prowadzić działań przeciwko ludności cywilnej, a wiemy, że to właśnie od grup uzbrojonych „cywilów” przebranych w mundury rozpoczęła się wojna na Donbasie. Z drugiej strony, zgodnie z porozumieniem o Związku Białorusi i Rosji takich działań nie zabrania się wojskom rosyjskim. Może więc teoretycznie dojść do sytuacji, gdy wobec konstytucyjnego zakazu w działaniach „stabilizacyjnych” musiałyby wziąć udział jednostki rosyjskiej armii. Zagrożenia te dotyczą tez krajów bałtyckich, gdzie również istnieje kwestia mniejszości narodowych, w tym rosyjskiej. Rosja może tam działać w sposób nie tyle otwarty, co hybrydowy, bez otwartego konfliktowania się z NATO.

D.M.: Zapewne istnieje ryzyko wykorzystania w takim charakterze mniejszości polskiej w zachodniej części Białorusi. Część polskich organizacji niestety jest kontrolowana przez białoruskie służby specjalne, co stwarza szerokie pole dla manipulacji. Taka sytuacja tworzyłaby również niebezpieczne scenariusze dla Polski, jako że ewentualne naciski czy represje wobec mniejszości polskiej, sprowokowane czy nie, wymagałyby jakiejś reakcji władz w Warszawie, co mogłoby prowadzić do niebezpiecznej sytuacji i poważnego kryzysu międzynarodowego.

Rozmawiał: Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. 
expe.energoeffect.org.ua

Olga Koszarna: personel średniego szczebla w ukraińskich firmach energetycznych pracuje na rzecz Rosji i sabotuje współpracę z UE i Polską

14 października ukraińska delegacja wzięła udział w posiedzeniu Rady Ministrów Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. W rezultacie, …