piątek, 28 Lipiec, 2017
pluken
Home / Komentarze i opinie / Rozumienie polityki wewnętrznej państw warunkiem koniecznym prawidłowego budowania stosunków międzynarodowych
Fot. unn.com.ua
Fot. unn.com.ua

Rozumienie polityki wewnętrznej państw warunkiem koniecznym prawidłowego budowania stosunków międzynarodowych

Share Button

W tym tygodniu Polskę odwiedzi kanclerz Niemiec Angela Merkel, kraju będącego kluczowym filarem bezpieczeństwa i współpracy w Unii Europejskiej. Niestety, w Polsce mało kto tą rolę docenia i rozumie – poza kilkoma ekspertami, którzy niczym jaskółka, wiosny nie czynią. Kraje efektywne w polityce zagranicznej najczęściej nie przenoszą różnic partyjnych na swoją komunikację zewnętrzną ponieważ ich interesy i ambicje cechują się dużą dozą stałości. To ideał, który zderzony z rzeczywistością nie zdaje egzaminu i wyraźnie to widać na przykładzie polskiego stosunku do Niemiec.

W ciągu ostatnich dwóch lat w polskiej przestrzeni informacyjnej – głównie w blogosferze i mediach internetowych, ale nie tylko – nastąpił ostry zwrot retoryczny i znaczeniowy dotyczący stosunków z Niemcami. Już nie stabilny i przewidywalny partner, którego udało się zainteresować sprawami regionu i zagrożeniem płynącym ze strony Rosji, partner będący liderem w konstrukcji polityki wschodniej UE, ale zagrożenie, zdrada, odwieczny wróg, zgniły Zachód, straty II wojny światowej, obozy i zbrodnie wojenne – to nowy obraz Niemiec, na siłę wtłaczany widzom i czytelnikom. Przekaz ten albo wynika ze skrajnej głupoty albo jest celową wrzutką pewnych frakcji i nurtów myślowych polskiej polityki obliczoną na zmianę kodów znaczeniowych i emocji w społeczeństwie.

To tak jakby niezaleczone rany pamiętające czasy naszych dziadków, Holocaustu i Powstania Warszawskiego nadal się jątrzyły z tą samą intensywnością co w dniach kończących II wojnę światową. A to stwierdzenie skrajnie nieprawdziwe. Z licznych rozmów z weteranami wynika szacunek do ofiary życia, pamięć o bohaterstwie, duma z wysiłku swojego i towarzyszy broni. Trauma, poczucie krzywdy zaczęło stopniowo ustępować z mijającymi latami, a proces ten nabrał szczególnej dynamiki po pamiętnym liście biskupów polskich do niemieckich. Potem były wyjazdy zarobkowe, codzienna współpraca naukowa i biznesowa i coraz lepsze wielopoziomowe relacje nie wolne od problemów i spraw do omówienia, ale przecież żadne międzyludzkie stosunki nie są od tego wolne.

Drażliwą kwestią pozostaje lansowana w polskich mediach problematyka nazywania obozów koncentracyjnych „polskimi obozami”. Nie ma tutaj pola do jakiejkolwiek dyskusji i zniuansowania. Żadnych polskich obozów zagłady nie było nigdy w historii, i bezpardonowa walka z celowym lub nieumyślnym wypisywaniem tego typu bzdur włącznie z pozwami do sądu jest w pełni uprawniona. Z tym, że zdecydowana większość tego dotyczy świadomie tolerowanej polityki redakcyjnej w mediach amerykańskich, ale już zdecydowanie nie – niemieckich. Na marginesie warto zaznaczyć, że można stracić cierpliwość, jeśli do tej samej redakcji wysyła się notę dyplomatyczną ze sprostowaniem po raz 50-ty, a redakcja za każdym razem się tłumaczy, że nie chciała, dziękuje za uwagi, a temat to jest w ogóle za mało znany, by się szczegółowo orientować. Tyle amerykańska rzeczywistość informacyjna, od której wiele nie powinniśmy wymagać.

W odpowiedzi na frustrujące tendencje do nazywania obozów z czasów II wojny światowej polskimi obozami powstała chętnie podchwycona w Internecie kampania „German, Not Nazi”. Memy i billboardy rozchodzą się jak świeże kajzerki, a informacji o tym, kto odpowiada za kampanię nie ma. Na stronie projektu jest odniesienie do fundacji, a na stronie fundacji brak informacji o składzie Zarządu. Byłoby wskazane zmienić tą sytuację.

Intensywność reakcji dotycząca stosunków z Niemcami zaciera zdolność do racjonalnego myślenia. Do najzwyklejszego dostrzeżenia odmienności CDU od SPD i kanclerz Merkel od Martina Schultza. Z dużym zdziwieniem obserwowałam wypowiedzi uderzające w kanclerz Merkel i poniekąd grające na osłabienie jej wizerunku pochodzące nie z anonimowych stron w Internecie, a od wziętych komentatorów i sporej grupy polityków. Ludzkie emocje związane ze strachem przed falą niekontrolowanych na granicach osób, które dzięki powiązaniom z siecią przemytników i fałszerzy mogą wyrobić sobie fałszywe dokumenty i zatrzeć za sobą ślady, a ich przeszłość jest praktycznie niesprawdzalna – doskonale rozumiem. Ale nawet to jest tematem debaty normalnej w stosunkach międzypaństwowych i nie ma mowy o tym aby nie można było w sposób stanowczy zdecydowanie czegoś odmówić jednocześnie nie dopuszczając do sytuacji, w której negatywne emocje rozbudzone w społeczeństwie tworzą pułapkę w polityce, gdyż uczucia elektoratu liczą się przy urnach. W takim wypadku po przekroczeniu pewnej „cienkiej czerwonej linii” jakakolwiek merytoryczna i rozsądna współpraca z Niemcami hipotetycznie mogłaby zostać wzięta przez obywateli za zdradę wobec oczekiwań i postaw wyborców.

Wspomniana przeze mnie konieczność rozumienia polityki wewnętrznej sąsiadów i różnic w poglądach dotyczących relacji z Polską to nie jedyny obowiązek ekspertów i dziennikarzy. Dziennikarz powinien również cechować się wiedzą z zakresu protokołu i stosunków dwustronnych zanim zacznie oceniać postępowanie przedstawicieli innych państw podczas wizyt w Polsce. Kurtuazyjne spotkania z opozycją i organizacjami pozarządowymi nie są niczym niezwykłym, a urosły w niektórych komentarzach do rangi zdrady o co najmniej tysiącletnim znaczeniu.

Co do samej tematyki wizyty i oczekiwań, należy być dobrej myśli. Przed wyborami obecna Kanclerz Niemiec szuka spokoju i stabilizacji oraz sojuszników. Dla Polski jest to szansa aby być stanowczym, ale konstruktywnym partnerem, który wesprze działania nakierowane na rozwiązanie.

Agnieszka Piasecka

Share Button

Czytaj również

export

Reformy, Panie?

Tekst ten nie ma ambicji podawania analitycznych statystyk – to skecz myśli o pewnych codziennych …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.