niedziela, 12 Lipiec, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Bieg 11 listopada a niedostatek wzajemnej wrażliwości
Fot.mil.gov.ua
Fot.mil.gov.ua

Bieg 11 listopada a niedostatek wzajemnej wrażliwości

Share Button
Fot.mil.gov.ua
Fot.mil.gov.ua

Dość szerokim i niezbyt pozytywnym echem odbiła się u naszych wschodnich sąsiadów informacja o tegorocznym plakacie promującym doroczny Bieg Niepodległości (który to plakat miał zawisnąć m.in. w siedzibie polskiego MSZ) i na którym przedstawiona jest mapa Polski obejmującej swoimi granicami tereny wchodzące w skład II i III RP – a więc zarówno tzw. Kresy Wschodnie jak i tzw. Ziemie Odzyskane.

To nie pierwszy i rzecz jasna nie ostatni tego typu incydent wywołujący negatywne komentarze, wskazujące na rzekome polskie ambicji „kolonialne” wobec obszarów Litwy, zachodniej Białorusi i Ukrainy. Na szczęście pomysły jakichkolwiek dążeń rewindykacyjnych nie są w Polsce traktowane poważnie, jeśli nie liczyć marginalnych ugrupowań skrajnie prawicowych o znikomym poparciu społecznym (i, zupełnie przypadkiem rzecz jasna, jawnie lub niejawnie prorosyjskim nastawieniu). Jednak pojawianie się podobnych grafik (a zwłaszcza w budynkach administracji państwowej) w obecnej sytuacji politycznej z jaką mamy do czynienia we wschodniej części naszego kontynentu zmusza do zadania pytania, czy jest to tylko przeoczenie i niezręczność czy już prowokacja, idąca zresztą niemalże wprost tropem wypowiedzi skrajnych polityków rosyjskich takich jak Władimir Żyrinowski, który postulował m.in. rozbiór Ukrainy z udziałem Polski, Słowacji, Węgier i oczywiście Rosji.

Niestety, podobnych „niezręczności” w wydaniu pracowników polskiej administracji jest więcej: jeżeli na dużej polsko-ukraińskiej konferencji pada zdanie „o Ukrainie nie da się rozmawiać bez Rosji”, to nawet jeśli jest to tylko żart-dygresja, nie można przejść obok tego obojętnie jeśli chcemy poważnie myśleć o budowaniu dobrych relacji polsko-ukraińskich.

Wiadomo, że Polska nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych wobec krajów sąsiednich, co wynika zarówno z obowiązujących traktatów jak i z czystego realizmu politycznego. Zwykle więc podobne incydenty nie są planowanymi działaniami, a wynikają raczej z braku zrozumienia dla odczuć i pojmowania pewnych faktów i symboli przez mieszkańców innych krajów. Działa to zresztą w dwie strony: falę negatywnych komentarzy wywołała w połowie października grafika przygotowana przez ukraiński IPN dotycząca historii Ukraińskiej Powstańczej Armii, gdzie w rubryce opowiadającej o przeciwnikach UPA w czasie II wojny światowej pojawia się symbol Polski Walczącej. I nie byłoby w tym pewnie nic złego, jako że istotnie miały miejsce walki pomiędzy jednostkami UPA i AK, gdyby nie fakt, że symbol Polskiego Państwa Podziemnego pojawił się obok symboli III Rzeszy i ZSRR (w tym miejscu warto też zwrócić uwagę, że aby prawdzie historycznej stało się zadość należałoby umieścić w tym miejscu także informację o bojowym współdziałaniu oddziałów AK/WiN i UPA zarówno przeciwko hitlerowskim Niemcom jak i Sowietom).

Wracając jednak do plakatu Biegu Niepodległości: trzeba z przykrością stwierdzić, że promująca go grafika to przynajmniej niezręczność. O ile polskości Wilna czy Lwowa nie można negować (zresztą nie robi się tego również na Ukrainie w odniesieniu do Lwowa czy innych miast, które mają w swojej historii okres funkcjonowania w ramach I czy II RP), to warto zadać sobie pytanie, jakie byłyby reakcje Polaków, gdyby w Niemczech odbyło się podobne wydarzenie sportowe z promującą je mapą III Rzeczy lub nawet kaiserowskich Niemiec? Czy nie uznalibyśmy tego za przejaw niemieckiego imperializmu i nie odczytalibyśmy tego jako zagrożenia (choćby teoretycznego) dla naszej integralności terytorialnej? Z pewnością tak właśnie by było, nie ma więc co dziwić się reakcji strony ukraińskiej, zwłaszcza wobec trwającego aktualnie konfliktu we wschodniej części kraju.

Chcąc więc budować dobre relacje z sąsiadami – a jest to (a przynajmniej powinien być) jeden z priorytetów polskiej polityki zagranicznej – warto na każdym szczeblu pokusić się o chwilę refleksji nad możliwymi reakcjami sąsiadów na pozornie (z polskiego punktu widzenia) fakty i okoliczności.

Dariusz Materniak

 

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Stanisław Żelichowski: geopolityczny wymiar regionu bałtycko-czarnomorskiego – perspektywa Kijowa

Od dawnych czasów potencjał tranzytowy regionu bałtycko-czarnomorskiego, którego Ukraina i Polska stanowią integralną część, był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.