Timur Knisz, szef zaporoskich struktur partii „Swoboda” i żołnierz batalionu Donbas. Trafił do niewoli pod Iłowajskiem i był przetrzymywany w siedzibie donieckiego SBU przez prawie pół roku. Do domu powrócił 27 lutego po wymianie jeńców, zgodnie z zapisami porozumienia z Mińska.
– Na początku lata byłem już w batalionie. Mój szlak bojowy był dość zwyczajny. Mam stopień starszego lejtnanta (odpowiednik porucznika w WP – przyp. tłum), służyłem jako dowódca kompanii w ochronie. Zwyczajna robota, bez wielkiego bohaterstwa, bez patosu – monotonna służba garnizonowa. Moje wrażenie jest takie, że cała wojna to w 95% rutynowa praca, jaką wszyscy powinniśmy wykonywać. Ktoś zajmuje się działaniami szturmowymi, ktoś ochrania tyły, taka jest specyfika wojny. Zajmowałem się także ewakuacją rannych ze strefy walk. Z Iłowajska wyszliśmy jako ostatni, są takie opinie które mówią, że tego „kotła” można było uniknąć.
O rosyjskiej obecności na Ukrainie
– Wszyscy powinni rozumieć, że jest to wojna rosyjsko-ukraińska. Ostatnia walka w jakiej brałem udział pod Iłowajskiem miała miejsce pod wioską Czerwonosilskie – to była walka z regularną armią rosyjską, a nie z jakimiś terrorystami. Walczyliśmy z riazańskimi desantowcami i uralskimi czołgistami. Wzięliśmy jeńców, widzieliśmy ich dokumenty. Do tego była tam obecna rosyjska technika i czołgi.
W niewoli rozmawiali z nami Rosjanie, nie etniczni, ale z całej Federacji Rosyjskiej. Nawet w Lisiczańsku, kiedy zajęliśmy tzw. bazę „Primara” – jednej z grup terrorystycznych, znaleźliśmy tam wiele bardzo ciekawych dokumentów z emblematami GRU, w tym szereg instrukcji dotyczących przygotowania grup dywersyjnych, map i innych rzeczy pochodzących ze sztabu generalnego armii rosyjskiej. To także pokazuje, że walczy z nami Rosja.
Obecnie w jednostkach tak zwanych „powstańców” walczą ochotnicy z Rosji. Oni wszyscy mają rosyjskie obywatelstwo. Mówią: jesteśmy ochotnikami, sami zgłosiliśmy się na tą wojną. Ale cały sprzęt, mundury, żywność, wyposażenie – wszystko jest rosyjskie. Także instruktorzy i oficerowie. Wśród nich widziałem osobiście najemnika z Serbii, który został wzięty do niewoli przez naszych żołnierzy.
Dla miejscowych ochotników pieniądze mają wielkie znaczenie, to ok. 400-500 dolarów za pracę w służbach garnizonowych. Ponadto za udział w działaniach bojowych dodatkowe pieniądze – spore sumy nawet jak na warunki pokojowe.
Ale trzeba brać pod uwagę także niuanse ideologiczne. Wielu jest tam ludzi ideowych – i to wielkie zagrożenie. Są miejscowi obywatele walczących przeciwko oligarchom, władzom w Kijowie. Ich może łatwo wykorzystywać „Ruski Mir”. Jest też wielu rosyjskich nacjonalistów, z własną symboliką, swastykami, dążących do powiększenia rosyjskiego „imperium”. Ta ideologia jest bezkompromisowa, nie daje żadnych szans na dyskusję – albo oni albo my. Są wśród nich także profesjonalni żołnierze, którzy po prostu wykonują rozkazy. Wydaje się, że więcej tam jest ludzi ideowych niż nawet w naszej armii. Dlatego oni są gotowi na wszystko by wygrać. To samo dotyczy także dowództwa: człowiek bez patriotyzmu nie może do końca walczyć za swój kraj i nawet umrzeć za niego. Rozmawiałem z donieckimi „Cyborgami”, tymi którzy walczyli pod Iłowajskiem i Debalcewem – u nas także jest wielu dobrych dowódców, ale są i inni.
O niewoli
– Prawie przez pół roku byłem jeńcem. Trzymali nas tak długo bo rozumieli, że tacy jak my znów pójdą walczyć. Co prawda była możliwość uniknięcia niewoli czy nawet ucieczki, ale niektórzy oficerowie świadomie szli do niewoli ze swoimi oddziałami aby dalej dowodzić swoimi żołnierzami. Jeśli jesteś ochotnikiem i trafisz do niewoli – jesteś wrogiem nr 1, niemal ludożercą. A jeśli do tego przekonanym o słuszności swojej sprawy – to jeszcze gorzej. Ale odczuwaliśmy nieprawdopodobne wsparcie. Przez te pół roku próbowano nas przekonać, że jesteśmy nikomu niepotrzebni, że nas porzucono. Próbowano nas przekupić, stworzyć z nas pokazowy oddział, który pomaszeruje na Kijów. Próbowano przekonać nas byśmy zostali lokalnymi policjantami na służbie DNR. Naszych jeńców bito, katowano chcąc zmusić do przejścia pod ich sztandary – ale to się nie udało, nikt nawet o czymś takim nie pomyślał.
O sytuacji dowiadywaliśmy się z radia. Ukraińskie stacje są zagłuszane, ale można było słuchać rosyjskie i na tej podstawie wyciągać wnioski, analizować. Czasem udało się też dostać do telefonu i tą droga uzyskać jakieś informacje.
Wiary w skuteczność rozmów nie ma. Wydaje się, że wszystko zakończy się napiętym pokojem, zamrożeniem konfliktu. Rozumiemy, że w dowolnym momencie znów mogą zacząć się walki. Dlatego trzeba jak najszybciej wrócić do zdrowia i być razem ze swoim oddziałem.
O „republikach”
W DNR i ŁNR działa system tego samego typu co NKWD – ludzie donoszą jeden na drugiego. Za słowo wypowiedzenia po ukraińsku, za ukraińską symbolikę. Takich przykładów jest bardzo dużo. Tendencje jak w latach 30 i 40 XX wieku. Widać też odrodzenie kultu Lenina i Stalina, a także Władimira Putina. Historia wydaje się zataczać koło.
Rozmawiała: Natalia Seliukova
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

