sobota, 13 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 282)

polukr

„Brudna bomba” donieckich terrorystów: czy istnieje niebezpieczeństwo użycia broni jądrowej w Europie?

Share Button

70 lat temu, 6 sierpnia 1945 roku, świat dowiedział się co to takiego broń jądrowa. Amerykańska głowica bojowa zrzucona na Hiroszimę zabiła ponad 70 tys. cywilów, a 60 tys. wkrótce zmarło w wyniku choroby popromiennej. A polityczny skutek użycia broni był bezsporny – nieunikniona kapitulacja Japonii. Dziś rosyjskie media bardzo aktywnie wykorzystują wizerunek USA jako państwa zła, które na krwi cywilnych obywateli Japonii zbudowało swoją potęgę oraz zdobyło pozycję światowego lidera. Podobny motyw przewodni można prześledzić w archiwalnych filmach dokumentalnych rosyjskich kanałów telewizyjnych dobranych do daty, na przykład: „Hiroszima. Świat po amerykańsku” na kanale Pierwszym. W ten sposób grając na uczuciach, Rosja stara się nie tylko pogodzić z Japonią, którą chce wykorzystać dla równowagi swojej polityki wschodniej, ale też po raz kolejny namalować przestępczy, antyludzki wizerunek amerykańskiego imperializmu i całego „gnijącego świata zachodniego”. Oczywiście podobna „kuchnia” jest aktualna w pierwszej kolejności dla lokalnej ludności, ukierunkowana na dalsze rozdmuchiwanie wrogiego stosunku Rosjan do Amerykanów. Jednak zupełnie blisko Rosji, ściślej – u kierownictwa w pseudorepublikach DNR i ŁNR zaczęto mówić o możliwości użycia różnego rodzaju broni jądrowej.

Chodzi o radioaktywne cmentarzysko nieopodal Donieckiej Fabryki Państwowej Wyrobów Chemicznych (ДКЗХВ), niegdyś potężnego producenta amunicji i materiałów wybuchowych. Rzekomo substancje (promieniotwórcze odpady), które się tam znajdują można wykorzystać do budowy tak zwanej „brudnej bomby”. „Brudna bomba” w potocznym rozumieniu nie jest bronią jądrową. Jest to broń radiologiczna, typ broni masowego rażenia (ЗМУ), która wykorzystuje jako element rażenia promieniowanie jonizujące materiałów promieniotwórczych. Broń ta składa się z jądra z promieniotwórczymi izotopami i ładunku substancji wybuchowej (np. trotylu), a podczas wybuchu jądro z izotopami ulega zniszczeniu i dzięki fali uderzeniowej, radioaktywna substancja jest rozpylana na dość dużej przestrzeni. W ten sposób „brudną bombę” można nazwać raczej jednym z rodzajów broni chemicznej.

Istnieją dwie sprzeczne wersje pochodzenia tego typu plotek. Pierwsza: historię tę wymyślono w Rosji/DNR, aby zastraszyć Ukraińców. Bowiem według zapewnień ukraińskich żołnierzy, separatyści już wielokrotnie używali pocisków fosforowych i mogą jeszcze wielokrotnie użyć podobnego uzbrojenia przeciwko Siłom Zbrojnym Ukrainy. Równie „wdzięczną publicznością” będą Europejczycy, którzy mają silniej naciskać na Ukrainę w celu zamrożenia konfliktu według scenariusza z Mińska. Druga wersja to taka, że historię wymyślono w Kijowie, aby uzasadnić możliwy atak Sił Zbrojnych Ukrainy na Donieck. Drugi scenariusz „republikańscy analitycy” porównują ze scenariuszem, gdy USA szukało pretekstu do inwazji na Irak w 2003 roku. Wówczas w Pentagonie deklarowano, że Irak posiada broń chemiczną i biologiczną, której jednak nie znaleziono. Ale inwazja się odbyła, Saddama Husajna obalono, i jak ironicznie mówią „analitycy” o tej sytuacji, „cóż, broni nie znaleziono to co, teraz przywrócić Saddama?” W DNR i ŁNR (wg informacji z Moskwy) panicznie boją się przygotowanego rzekomo ataku Ukraińców, oczyszczenia terytorium Donbasu przez „nazistów”, dlatego podobną historię podaje się jako powód do takiego ataku.

Warto zaznaczyć, że separatyści wykorzystują dla prowokacji magazyny fabryki chemicznej dla składowania amunicji skutkiem czego fabryka stawała się niejednokrotnie celem dla ukraińskiej artylerii oraz grup dywersyjno-rozpoznawczych (przynajmniej według twierdzeń watażków DNR). Potężne wybuchy w przedsiębiorstwie, w tym także takie z grzybem przypominającym wybuch jądrowy oraz falami uderzeniowymi sięgającymi dziesiątek kilometrów miały miejsce w październiku 2014 roku oraz w czerwcu 2015 roku były źródłem szczególnej uwagi i zaniepokojenia mieszkańców Doniecka. Więc co tak naprawdę prezentuje sobą promieniotwórcze cmentarzysko w Doniecku?

Cmentarzysko promieniotwórczych odpadów to otoczone drutem kolczastym ziemne wzgórze, które przykrywa betonową piwnicę o szerokości 10 m, długości 20 m, głębokości 3 m, i objętości 600 metrów sześciennych, zbudowane w 1958 roku. Betonowe płyty pokryto wodoodporną warstwą papy, smoły i cementowo-asfaltową wylewką. W „radioaktywny grobowiec” skład przekształcił się w ciągu ośmiu lat po wybudowaniu, w 1966 roku. Do tego momentu zapełniono go odpadami przedsiębiorstw obwodu donieckiego i ługańskiego następnie zakonserwowano i zasypano z góry ziemią. Na razie przechowywane jest tam 400 metrów sześciennych odpadów, rozmieszczonych w 150 kontenerach i pojemnikach, a także nieznana ilość zbiorników z płynnymi substancjami.

Skład odpadów promieniotwórczych już wiele lat jest w stanie alarmującym. W czasie pokoju sytuacja uległa pogorszeniu ze względu na bliskość cmentarzyska z ogrodami działkowymi, polami kołchozu i poligonu Donieckiej Państwowej Fabryki Produktów Chemicznych, gdzie regularnie testowano materiały wybuchowe dla kopalń. Oprócz tego tuż obok znajduje wierzch wąwozu Domocha, który wchodzi w system kanalizacji Karliwskiego zbiornika wody pitnej na rzece Wowcza, który dostarcza wodę do całej aglomeracji donieckiej i makijowskiej.

 

Szczególnie interesujące jest to, że pomimo decyzji Rady Ministrów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z 1966 roku o oficjalnym przekazaniu cmentarzyska Donieckiej Państwowej Fabryce Wyrobów Chemicznych, prawnie nikt tego nie zrobił. We wszystkich dostępnych dokumentach widnieje wyraźnie, że skład nie posiada prawomocnego właściciela. Monitorowanie cmentarzyska starali się prowadzić przedstawiciele wyspecjalizowanego kombinatu UkrDO „Radon” ale nie wystarczało im środków na tę działalność. Kilka razy podnoszono kwestię ponownego zmagazynowania odpadów, jednak potrzebnych 500 000 dolarów nie znaleziono ani w 2006, ani w 2012 roku.

 

Cmentarzysko jeszcze w czasach pokoju był źródłem niebezpieczeństwa dla mieszkańców Doniecka. Bo co tu dużo mówić: obecnie w Donbasie trwa wojna. Czy można stworzyć „brudną bombę” wykorzystując zapasy cmentarzyska? Niewątpliwie „spiker rady narodowej DNR”, Andrij Purhin kłamie, gdy mówi, że „według moich informacji przechowywane są tam narzędzia i brudna odzież pracowników jednego z przedsiębiorstw przemysłu jądrowego. Jakiś krytycznie niebezpiecznych odpadów promieniotwórczych tam nie składowano”. Podobnym mydleniem oczu zajmuje się również watażka DNR Eduard Basurin, deklarując gotowość umożliwienia dostępu obserwatorom OBWE do tego obiektu, gdzie znajduje się „nie wiadomo co”. Aura tajemnicy stymuluje szerzenie plotek na temat cmentarzyska i planów jakie mają co do niego separatyści. Jednak warto myśleć racjonalnie: mamy XXI wiek. Po co wymyślać rower gdy wszyscy jeżdżą samochodem. „Brudna bomba” to narzędzie wojny z 1950 roku, budować ją z radioaktywnych odpadów jest trudno i niebezpiecznie podczas gdy „rosyjski przemysł zbrojeniowy” zaopatruje separatystów na zasadzie „all inclusive” a czasami i najnowszym sprzętem w postaci systemów rakietowych miotaczy ognia „Buratino” czy wieloprowadnicowych wyrzutni artylerii rakietowej „Tornado”. Nie jest tajemnicą, że Rosja wykorzystuje Donbas jako swego rodzaju poligon dla „testów” obiecującej nowej broni, która wkrótce będzie na wyposażeniu sił zbrojnych FR. Również informacja na temat budowy „brudnej bomby” jest raczej kłamstwem, które było specjalnie rozpowszechnione i to raczej przez Rosjan w celu wywierania nacisku na Ukrainę i Europę, poprzez przypominanie o niebezpieczeństwie, które niesie ze sobą konflikt w Donbasie.

 

Walerij Krawczenko

Share Button

Walki w Donbasie: bojownicy próbowali przełamać obronę sił ATO

Share Button

ato3W ciagu ostatnich 24 godzin doszło do najpoważniejszych od kilku tygodni walk w Donbasie. Pod Mariupolem prorosyjscy separatyści (w liczbie ok. 400 ludzi wspartych artylerią i czołgami) próbowali przerwać obronę sił ukraińskich. Atak został odparty po kilku godzinach walk.

W ciągu ostatniej doby zanotowano także ok. 130 ostrzałów pozycji sił ukraińskich, m.in. w okolicach Kranohorivki, Awdijewki i Doniecka, m.in. z artylerii i moździerzy o kalibrze powyżej 120 mm oraz wyrzutni GRAD.

Prezydent Ukrainy polecił poinformować przedstawicieli OBWE i Rosji o zaistniałej sytuacji. W oświadczeniu ukraińskiego MSZ znalazło się m.in. stwierdzenie, że zaistniała sytuacja zagraża kontynuacji procesu pokojowego.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Rosja nielegalnie ustanowiła granice portów morskich na Krymie

Share Button

Pteodozjaostanowienie rosyjskiego rządu z 8 sierpnia zaprezentowano na oficjalnej stronie internetowej. Granice portów morskich Teodozji i Jałty ustanowiono ”w ramach państwowej regulacji stanu”.

Według postanowienia akwatorium portu morskiego w Jałcie składa się z 14 odcinków. Natomiast akwatorium portu w Teodozji z 7 odcinków.

W marcu minął rok od aneksji Krymu przez Federację Rosyjską. Ukraina zamknęła krymskie porty morskie i wprowadziła oficjalny zakaz dla statków zagranicznych na wejście do portów handlowych w Jałcie, Teodozji, Sewastopolu, Kerczu i Eupatorii. W maju 2015 roku ukraiński rząd wykluczył porty morskie rozmieszczone na terytorium anektowanego półwyspu z listy otwartych dla statków zagranicznych.

Na podstawie: pravda.com.ua

Fot. glodtroter.pl

Share Button

Nowe „Szyrokine” na kierunku Artemiwska

Share Button

ato3Wydaje się, że w kierunku Artemiwska pojawiło się nowe „Szyrokine”. Wieś miejskiego typu Zajcewe, podporządkowane radzie miejskiej w Gorłówce, w lipcu 2015 roku zostało wyzwolone przez 34 batalion Sił Zbrojnych Ukrainy. Jak się okazało – nie do końca. Na razie miejscowość, w której kiedyś mieszkało ponad 3500 ludzi, jest podzielona pomiędzy Ukrainę i DRL mniej więcej na pół. Każdej nocy odbywają się tutaj zbrojne starcia miedzy żołnierzami i bojownikami, a artyleria obu stron strzela i niszczy dobytek mieszkańców wsi. Nad budynkiem rady wiejskiej powiewa ukraińska flaga, a jedynie 500 metrów od niego za porzuconym na drodze samochodem, który pełni funkcję demarkacyjną, zaczyna się terytorium separatystów.

Zapewnienia ukraińskich żołnierzy dotyczące zamiaru przesunięcia własnych linii o 12 km na północny zachód w stronę Gorłówki, faktycznie przejęcia jej przedmieścia, (Zajcewe administracyjnie należy do Mykytiwskiego rejonu Gorłówki) nie stoją w sprzeczności z porozumieniem mińskim, jako że według jego zapisów, znajduje się ono po stronie ukraińskiej. Jednak jest jeszcze jedno „ale”: według porozumienia także i Debalcewe pozostać miało pod kontrolą strony ukraińskiej. O ile linia frontu w lutym 2015 roku przesunęła się na wiele kilometrów na zachód w kierunku Artemiwska, a Zajcewe od lipca 2014 roku znajdowało się pod kontrolą DRL, w rzeczywistości pełni ono funkcję jednej z końcowych rubieży obrony Gorłówki (wszystkie okoliczne pola są zaminowane) i dlatego ma ono duże znaczenie taktyczne dla separatystów. Bez wątpienia przedstawiciele DRL będą odnosić się do tej kwestii na posiedzeniach grupy roboczej w Mińsku. Na potwierdzenie własnej tezy, że Ukraina narusza porozumienie z Mińska będą przytaczane także świadectwa ludności cywilnej, która jest bardzo wrogo ustosunkowana do ukraińskiego wojska (pomimo takiego obiektywnego czynnika jak ceny produktów żywnościowych, które po ukraińskiej stronie wsi są trzy razy niższe niż po stronie DRL). Wśród nielicznych mieszkańców płci męskiej ukraińscy żołnierze znaleźli w ostatnim czasie już dwóch prorosyjskich dywersantów, a co noc pozycje 34 batalionu ostrzeliwane są z broni automatycznej od tyłu. Oliwy do ognia dolewają również deklarowane przez ukraińskich żołnierzy zamiary kontynuowania ofensywy do samej Gorłówki. Warto zaznaczyć, że podobne oświadczenia padają już nie ze strony ochotniczych batalionów a ze strony przedstawicieli regularnych sił zbrojnych. Podobna zuchwałość żołnierzy zapewne nie ułatwi pracy ukraińskim dyplomatom w Mińsku.

Kwestia Zajcewe posiada także i topograficzne uzasadnienie, które może doprowadzić do znacznego zamieszania. Zaledwie 20 km na północ znajduje się wieś o tej samej nazwie w rejonie Artemiwskim, gdzie rozmieszczony jest ukraiński punkt kontrolno-przejściowy. Właśnie to miejsce jest najczęściej wymieniane w raportach dotyczących artyleryjskich ostrzałów pozycji ukraińskich żołnierzy. Według przedstawicieli DRL, właśnie to Zajcewe jest ukraińskie, a Zajcewe pod Gorlówką powinno należeć w całości do samozwańczej republiki.

Warto zaznaczyć, że powszechna praktyka „zapraszania” sił ukraińskich do zajmowania nowego terytorium kontynuowana jest ze strony przedstawicieli DRL i ŁRL. Przy czym gęstość ostrzałów na całej linii granicznej jest znaczna, szczególnie na kierunku donieckim, któremu, jak się wydaje, rosyjsko-terrorystyczne siły zdecydowały się ostatecznie nadać rolę poligonu ćwiczeniowego i czynnika rozpraszającego uwagę sił ATO. Natomiast największa aktywizacja i koncentracja ugrupowań bojowych DRL znajduje się właśnie w kierunku Artemiwska.

Czy Zajcewe stanie się „nowym Szyrokine” – wypaloną ziemią i areną dla walki, także politycznej w wykonaniu dyplomatów? Wszystko zależy od zadań jakie postawili sobie kremlowscy stratedzy, którzy kierują wielkim teatrem marionetek w Mińsku i w Gorłówce. Ewentualne bezmyślne działania ofensywne, jakie mogłyby zostać podjęte ukraińskich żołnierzy w Zajcewe mogą stać się powodem dla eskalacji na kierunku Artemiwska, który jest strategicznym celem dla prorosyjskich separatystów.

Walerij Krawczenko

Share Button

TV POLwowsku – zachować polskość

Share Button

polwowskuW powszechnej świadomości Polaków obraz Kresów utrwalił się jako ważne pojęcie, lecz na pewien sposób odległe. Kojarzymy je głównie ze starych fotografii, opowiadań starszych Kresowiaków, lub też kronik dokumentalnych i historycznych. Jak się jednak okazuje, nie jest to jedyna możliwa narracja.

Udowadnia to powstała w 2012 roku internetowa telewizja „POLwowsku”, która jest prowadzona przez grupę młodych, polskich mieszkańców Lwowa. Dziennikarze opowiadają o swoim mieście w fascynujący sposób, relacjonując jego życie zarówno od strony spraw ważnych dla Polski i tutejszych Polaków, jak i pokazując bieżące wydarzenia współczesnego Lwowa. Warto nadmienić, że młodzi reporterzy to entuzjaści-wolontariusze, dla których praca w redakcji to prawdziwa pasja.

O kulisach powstawania i działania telewizji, jej przyszłości, a także o bieżących wydarzeniach na Ukrainie, specjalnie dla Wschodnika opowiada dyrektor telewizji „POLwowsku” Sabina Malinowska.

Sabino, na początku opowiedz nam, skąd wziął się pomysł na telewizję „POLwowsku”?

Sama idea nie pojawiła się od razu. Od zawsze pasjonowało mnie dziennikarstwo, jeszcze w szkole byłam redaktorem naczelnym gazety, a oprócz tego pracowałam również dla programu katolickiego, który jest nadawany we Lwowie. Podczas obchodów stulecia harcerstwa w Krakowie, druh Stefan Adamski zaproponował, aby zaaplikować do harcerskiej telewizji Tropem Dnia, która miała tworzyć materiały podczas wydarzenia. Moja aplikacja została pozytywnie rozpatrzona, zaś w całej ekipie byłam jedyną osobą z Kresów. W Telewizji działały osoby, które nie miały wcześniej styczności z tym medium – wszystko co robiliśmy, było tworzone z pasji. Ciągle na bieżąco się uczyliśmy pod okiem doświadczonych osób z TVP Kraków. Moim największym sukcesem, który do tej pory wspominam było przeprowadzenie specjalnego wywiadu z Panią Prezydentową Anną Komorowską. Byłam wówczas jedyną dziennikarką, której udało się z nią porozmawiać.

Po powrocie do Lwowa nie wiedziałam w jaki sposób mogłabym stworzyć taką telewizję dla Lwowiaków. Jakiś czas później w grudniu miałam przyjemność spotkać się z Bogdanem Borusewiczem. Nasza dyskusja była bardzo dynamiczna. Zauważyłam wtedy, że wielu Polaków myśli, że we Lwowie nie ma już polskości. Pod koniec stycznia, podczas spotkania Związku Kombatantów Lwowskich, rozmawiając z uczestnikami po raz pierwszy przyszedł mi do głowy pomysł, aby uwiecznić ich wspomnienia na wideo. Tak zrodziła się idea, która po miesiącu została skonkretyzowana – stworzenie pierwszej polskiej telewizji na terenie Zachodniej Ukrainy, która byłaby głosem Polaków mieszkających na Kresach. Mieliby ją tworzyć młodzi, działający z pasją Polacy.

Jak wyglądał start projektu? Jakie trudności i wyzwania napotkałaś, rozwijając działalność?

Bez ekipy nie byłoby tego projektu, więc przede wszystkim szukałam chętnych wśród osób, którzy chcieliby stworzyć telewizję wraz ze mną. Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania, to właśnie na nim wspólnie wymyśliliśmy nazwę „POLwowsku”, co łączy nazwę Polski i Lwowa. Dla nas ta nazwa już znaczy więcej… Lwów zawsze łączy ludzi różnej narodowości, w tym Polaków, Żydów, Ormian, Ukraińców i innych. Kultura Lwowa została stworzona pod wpływem każdej z nich, ale największy na nią wpływ mieli właśnie Polacy – baciarskie piosenki nadal są w naszych sercach. Stwarzaliśmy ten projekt aby przekazać część nas, naszego świata, naszego Lwowa. Jednym z największych motywatorów była chęć nagrania, zapisania i pokazania młodzieży tego, co powoli niestety odchodzi w zapomnienie – historii, wartości, oraz to, kim my jesteśmy. Młodzi Polacy muszą znać i pamiętać swoją kulturę, tradycję, swój kraj.

Na samym początku, mieliśmy problem przede wszystkim ze sprzętem, brakiem wiedzy i doświadczenia. Sami Lwowiacy nawet nie spodziewali się powstania takiego projektu. Wspólnymi siłami zrobiliśmy jednak niesamowitą pracę. Staliśmy się pierwszą polską telewizją na terenie Zachodniej Ukrainy, oraz pierwszą polską internetową telewizją na Ukrainie. Po roku działalności w nasze ślady poszedł Kurier Galicyjski, który także zaczął nadawać materiały filmowe w sieci.

Twoja inicjatywa była wtedy czymś zupełnie nowym. Czy zainteresowało się nim MSZ i udzieliło wam wsparcia?

Nie wszyscy od razu nam uwierzyli. Wielu wątpiło czy młodzieży bez większego doświadczenia uda się taka inicjatywa. Jednak dzięki jednemu z naszych przyjaciół– Markowi Horbaniowi, prezesowi LKS Pogoń Lwów, który udostępnił nam swoją kamerę, ten projekt zyskał większą szansę powodzenia (wcześniej próbowaliśmy nagrywać materiały na kamerę z kasetami, co jednak komplikowało nam możliwość zgrania materiałów na komputer).
Na jednym z materiałów, robionych w Katedrze Lwowskiej, podszedł do nas Marian Orlikowski, konsul RP we Lwowie. Pan Konsul był świeżo po przyjeździe do Lwowa i chciał poznać nasze inicjatywy. Nigdy nie zapomnę, kiedy po kilkuminutowej rozmowie opisującej projekt, powiedział mi: „oto moja wizytówka, czekam z projektem w konsulacie…” Od tego momentu, krok po kroku telewizja otrzymała szansę na dofinansowanie i rozwój. Już pod koniec roku otrzymaliśmy kamerę, statyw i inne niezbędne do prowadzenia działalności sprzęty.

Opowiedz nam o ludziach, którzy tworzą Twój zespół redakcyjny. Kim oni są, ilu was jest?

Dziękuje za to pytanie! Telewizja POLwowsku to przede wszystkim ludzie – ich światopogląd, problemy, radości, emocje i sami oni. Ta telewizja różni się od innych tym, że jest stworzona z pasją i całkowitym oddaniem. Zespół redakcyjny podlega rotacji, ale składa się zazwyczaj z 10 -15 osób.

W ekipie mamy osoby w różnym wieku, od 11 do 26 lat, niektórzy jeszcze się uczą, niektórzy pracują. Łączy ich jedno – dla każdego polska kultura i tradycja mają duże znaczenie. Każdy z nich ma możliwość realizowania swoich pomysłów, tworzenia czegoś od siebie, od serca. Jakby nie zmieniała się ekipa, zawsze motywujemy każdego do przejawienia inicjatywy i zrobienia wyjątkowego materiału według jego indywidualnego pomysłu. Niestety nie wszystkie materiały i pomysły zostały zrealizowane. Najczęstszym powodem zaniechania realizacji niektórych materiałów był brak środków finansowych, lub po prostu brak doświadczenia.

W ciągu tych trzech lat, pojawiło się też stanowisko redaktora naczelnego. Redaktorką naczelną była Inka Bezboroda, a obecnie to Krystyna Sałdan (Szandrak). Dziewczyny całkowicie wyszkoliły ekipę i stworzyły już coś więcej niż tylko „POLwowsku”, mówiąc językiem biznesu – stworzyły kulturę zespołową i organizacyjną. Krystynę wspiera w pracy Anna Kunaniec, która jest jej zastępczynią. Redaktor naczelny w naszej ekipie to niesamowite wyzwanie i doświadczenie zarządzania zespołem, które młodzież może zdobyć. Chcę też podkreślić, że stworzyliśmy nie tylko projekt, a całą organizację.

Chciałabym w tym miejscu skorzystać z okazji i bardzo podziękować każdej osobie, która brała lub ciągle bierze udział w „POLwowsku” – dziękuję za każdy pomysł, staranie i wszystkie zrealizowane materiały! Pamiętajcie że do odważnych świat należy, dziękuję że nie baliście się zaprezentować swojego światopoglądu.

Na jakiej zasadzie dobieracie i tworzycie materiały dla kolejnych odcinków?

Mamy cotygodniowe zebrania. Na początku miesiąca każdy z dziennikarzy szuka ciekawych tematów, którymi będzie mógł się zająć. Często też redaktor naczelny sugeruje materiały, które mogą być interesujące dla naszego odbiorcy. Najbardziej cenione są oczywiście większe projekty – takie jak całe cykle tematyczne. Oczywiście, wydarzenia z naszego polskiego środowiska są priorytetem i realizowane są one w pierwszej kolejności. Chcielibyśmy też podkreślić, że warto znać i szanować ofiary innych narodowości, ale trzeba pamiętać o swojej historii. Często zadaję sobie pytanie, czemu w Polsce tak rzadko mówi się o zamordowanych Polakach z Kresów Wschodnich? Mam wrażenie, że niebawem zapomnimy o naszej historii i prawdziwych bohaterach. Celem istnienia Telewizji jest walka o ich pamięć. Nagrywanie i przekazywanie nawet tych bolesnych fragmentów naszej historii. Warto pamiętać, kim my Polacy jesteśmy i co nas łączy.

Twoja telewizja okazała się sporym sukcesem, a w dodatku stopniowo zwiększa swą popularność. Kto was ogląda? Z jakim odbiorem się spotykacie?

Ponieważ mówimy o telewizji internetowej, ogląda nas cały świat – Polska, Ukraina, Niemcy, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Rosja (coraz częściej), Nowa Zelandia (najbardziej cierpliwi odbiorcy), Białoruś (tuż za Nową Zelandią) i wiele innych krajów. Robimy materiały dla osób, które czują się patriotami i wraz z nami umieją cenić piękno – często mamy materiały o wystawach, wydarzeniach kulturalnych. Pokazujemy Lwów z różnych stron, więc każdy lwowiak lub zamiłowany w tym mieście musi nas obejrzeć . Przez te lata pracy, nasz kanał oglądało ponad 65 tysięcy osób.

Jak do waszej działalności podchodzą Ukraińcy i ukraińskie władze?

Ukraińskie władze z przychylnością spoglądają na nasza działalność. Osobiście uważam, że w kwestii budowy niezależnego, demokratycznego państwa Polska może być przykładem dla Ukrainy.

Minęły już ponad 3 lata od inauguracji kanału. Jakie są dalsze plany na telewizję?

Planujemy niebawem zacząć rekrutację nowych osób do naszej ekipy, a więc mamy przed sobą kolejne wyzwanie. Zobaczymy jakie świeże pomysły przyjdą nam do głów po tym gorącym lecie i czym niedługo zaskoczymy naszych widzów.

Zmieńmy nieco temat. Jak współcześnie wygląda mniejszość polska we Lwowie? Ilu was jest i jak byś oceniła waszą sytuację?

Przede wszystkim chcę podkreślić zasadność określania nas mianem Polaków. Często wszystkich Polaków poza granicami Polski określa się Polonią. W wypadku Kresów, to określenie byłoby błędne – jesteśmy Polakami.
Nasza liczba we Lwowie ciągle się zmniejsza. Jednym z głównych powodów jest niestabilna sytuacja polityczna na Ukrainie, oraz coraz większy ekonomiczny kryzys. Mam wrażenie, że w obecnej sytuacji Polacy we Lwowie czują się pozostawieni bez wsparcia Polski.

Jak Polacy we Lwowie odnosili się do Euromajdanu i odnoszą do ATO?

Nie chcę mówić w imieniu wszystkich Polaków we Lwowie. Mogę jedynie przedstawić swoje spojrzenie na ten temat. Kiedy zaczynał się Euromajdan, u każdego z nas pojawiła się cząstka nadziei, że na Ukrainie wszystko się zmieni i będzie możliwość życia bez łapówek, z nową władzą i jej proeuropejskim podejściem. Znowu odczuliśmy (jak po pomarańczowej rewolucji), że ludzie w końcu są gotowi na zmianę. Tak jak w Polsce mogę częściej usłyszeć negatywne opinii o Unii Europejskiej, tak na Ukrainie większość osób traktuje UE jako szansę na ratunek dla całego państwa. Dla Ukraińców wstąpienie do Wspólnoty to możliwość zaprowadzenia porządku i sprawiedliwości. Ludzie na Majdanie stali i walczyli o sprawiedliwość, o szansę na lepsze jutro dla swoich dzieci. Największe zamieszki w tym czasie odbywały się w Kijowie. Chcę też podkreślić że redaktor naczelna Telewizji „POLwowsku”, Inka Bezboroda na swoje ryzyko pojechała do Kijowa, aby sfilmować te wydarzenia (niestety z przyczyn technicznych nie daliśmy rady tego wyemitować).

Jak wiemy Euromajdan nie zakończył się pomyślnie. Dziś już mówimy o ATO. W tym wypadku powiem, że dużo Polaków tam było (nasi przyjaciele, rodzina). Dziękuję Bogu że wrócili cali. Moim zdaniem, prezydent Ukrainy popełnia błędy, które kosztują wiele ludzkich istnień. Ukraina niestety nie ma wystarczającego zaopatrzenia aby móc stawić czoła na polu bitwy. Mówię to na podstawie doświadczeń mego wujka, który wrócił z ATO. Liczę na to, że Petro Poroszenko skutecznie przeprowadzi negocjacje z separatystami i przestaniemy martwić się, czy jutro zabiorą na front kolejnego członka naszej rodziny.

Na Ukrainie toczy się obecnie wojna. Choć Lwów leży prawie 1000 km od linii frontu, to czy konflikt w pewien sposób jest widoczny także tutaj?

We Lwowie jest spokojnie, chociaż były próby wzniecania zamieszek. Dopóki we Lwowie większość stanowią lwowiacy – w mieście będzie bezpiecznie. W naszym wypadku odczuwa się przede wszystkim kryzys ekonomiczny oraz wzrost bezrobocia spowodowany restrukturyzacjami, oraz wycofywaniem się zagranicznych inwestorów. Konflikt na wschodzie powoduje też napływ pewnej liczby uchodźców i przesiedleńców do Lwowa. Sytuacja w mieście jest dynamiczna i ciągle się zmienia. Bardzo ciężko jest prognozować gdzie będzie Lwów za dwa lata.

Czy chcesz przekazać coś na koniec dla naszych czytelników?

Przede wszystkim zapraszam do oglądania telewizji „POLwowsku”, która tworzona jest dla was z sercem!
Chciałabym tylko jeszcze raz wspomnieć, żeby każdy, kto uważa się za Polaka pamiętał o tym skąd pochodzi, jaka jest jego historia i o tym, że nas łączy Bóg, Honor i Ojczyzna.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Michał Radecki
Sabina Malinowska – lwowianka i Polka z urodzenia. Założycielka, a także dyrektorka telewizji „POLwowsku”, aktywnie uczestniczy w życiu mniejszości polskiej na Ukrainie. Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, a także Akademii Młodych Dyplomatów. Obecnie pracuje i mieszka w Krakowie.

Artykuł ukazał się na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

W Doniecku spalono pojazdy misji OBWE

Share Button

samochód_obweW nocy z soboty na niedzielę pod biurem misji monitorującej OBWE podpalono cztery samochody służące obserwatorom do przemieszczania się po obszarach objętych kontrolą.

Pożar został zauważony o godzinie 2.28 w nocy, w ciągu godziny udało się go zlikwidować. Najprawdopodobniej przyczyną było celowe podpalenie.

Przedstawiciele misji potępili takie działania i zwrócili się do władz DNR o wzmocnienie kontroli obiektów, gdzie przebywają obserwatorzy. Zwrócono uwagę także na coraz częstsze w ostatnich dniach przypadki ostrzeliwania pracowników przez separatystów, a także przez osoby podające się za członków sił zbrojncyh Federacji Rosyjskiej.

W ocenie części komentatorów incydent może być efekt pierwszego oficjalnego potwierdzenia przez OBWE faktu ostrzeliwania pozycji sił ATO z dzielnic mieszkalnych Doniecka.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Mukaczewo jako katalizator zmian

Share Button

mukaczewoStrzelanina w Mukaczewie ukazała szereg poważnych problemów dla społeczeństwa ukraińskiego i dowiodła, że władza nie ma woli politycznej, aby je rozwiązać.

Porachunki Prawego Sektora z otoczeniem deputowanego ludowego Michajła Łanio w Mukaczewie, które przerodziły się w strzelaninę pomiędzy PS i zakarpacką milicją, zszokowały ukraińskie społeczeństwo. Kwestia ta  dominowała przez kilka dni w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej, ale po nadzwyczajnym zjeździe Prawego Sektora, radykalnych oświadczeniach Dmytro Jarosza i nie mniej radykalnych wystąpieniach przedstawicieli rządu, sytuacja uspokoiła się.

Kontrabanda lubi ciszę

Przeciętnemu obywatelowi nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie, co dzieje się obecnie w Mukaczewie i czy konflikt został zakończony. Członkowie Prawego Sektora (rzekomo) nadal ukrywają się w lasach zakarpackich, a milicja oraz siły specjalne (rzekomo) przeszukują wsie i lasy w ich poszukiwaniu. Tymczasem 11 sierpnia minie dokładnie miesiąc od momentu, w którym konflikt na Zakarpaciu trafił do wiadomości opinii publicznej. Miesiąc od dnia, w którym Minister Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow przyznał, że „bandyci są otoczeni” i polecono im się poddać. Wtedy to również deputowany ludowy Bloku Petra Poroszenki Mustafa Najem upublicznił informację o tym, że na spotkanie z Mychajłem Łanio przyjechało do Mukaczewa 21 członków Prawego Sektora. Takiej liczby ludzi nie da się potajemnie wywieźć w bagażniku samochodu. Nie da się tego zrobić nawet w przypadku 13 osób, o których informował Prawym Sektor. Tym bardziej, gdy miejsce otoczone zostało przez jednostki specjalne Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Gwardii Narodowej. Powstaje więc logiczne przypuszczenie, że albo członkowie Prawego Sektora już od miesiąca znajdują się w oblężeniu gdzieś w pobliżu Mukaczewa, albo też żadnego oblężenia nie ma, tak jak i dawno już nie ma w okolicznych lasach samych uczestników strzelaniny.

W porównaniu z pierwszymi informacjami na temat wydarzeń w Mukaczewie obecnie w przestrzeni informacyjnej panuje cisza. Od czasu do czasu ktoś wyrazi swój komentarz lub interpretację całego zajścia. Gdzie są jednak informacje o postępach w realizacji specjalnej operacji zatrzymania „bandytów”, którzy „wzięli na zakładnika sześcioletniego chłopca”? Gdzie są owi bandyci? Jeżeli uciekli, to jak wydostali się z oblężenia? Czy zabrali ze sobą broń? Dlaczego nie powiodła się operacja ich rozbrojenia, którą na szybko zaanonsował w sieciach społecznościowych minister Awakow? Kto ponosi za to winę i kogo pozbawiono w związku z tym odznaki? Jeżeli obława trwa  nadal (miesiąc!), to jak długo jeszcze będzie trwać? Na jakim etapie są negocjacje? Nie ma też żadnej odpowiedniej informacji ze strony Prawego Sektora, poza tym, że „chłopcy są w bezpiecznym miejscu, ale nie powiemy gdzie, bo grozi im niebezpieczeństwo”.

Informacje, które pojawiają się w sprawie całego zajścia, nie dają odpowiedzi na pytanie czym zakończyła się jego decydująca faza? Z kolei to, co się pojawia, podobne jest raczej do prób przekonania opinii publicznej do jednej lub drugiej strony, już post factum. Takie zachowanie obu stron konfliktu dowodzi, że sytuację postanowiono rozwiązać „po cichu”: bez szturmów i hucznych aresztowań. Prawdopodobnie też bez rzeczywistych konsekwencji dla kontrabandy na Zakarpaciu i korupcji w kraju.

Strzelanina jako katalizator reform

Zamieszanie w Mukaczewie wstrząsnęło ukraińskim społeczeństwem. Trudno znaleźć adekwatne wytłumaczenie dla takiego zajścia, z użyciem granatników, osobami zabitymi i rannymi, tysiąc kilometrów od linii frontu. A jednak ten incydent odsłonił fundamentalne problemy Ukrainy, których ignorowanie może mieć katastrofalne skutki. Mukaczewo mogło stać się katalizatorem zdecydowanych zmian systemowych, albo powodem do zmiany samego systemu na inny. Pokazało jednak, że kierownictwo kraju nie ma w tej kwestii wystarczającej woli politycznej.

To oczywiste, że główną przyczyną takich konfliktów jest korupcja. Nie ważne w tym wypadku jest jaką wersję wydarzeń uznamy za prawdziwą: tą, w której Prawy Sektor to bohaterowie walczący z kontrabandą na Zakarpaciu, czy tą, w której są oni tylko uczestnikami lub instrumentem redystrybucji kanałów przemytu. W każdym razie problem korupcji istnieje, ponieważ system władzy zbudowany został tak, aby komfortowo żyło się tylko skorumpowanym urzędnikom służby cywilnej, zwłaszcza w ramach sił bezpieczeństwa. Osoby skorumpowane, zatrudnione w administracji państwowej, dodatkowo sprawiają, że niezgrabne instytucje władzy bywają już całkiem nieefektywne. Rozmawiać w takiej sytuacji o rozwoju gospodarczym po prostu się nie da, zwłaszcza w czasie wojny.

Przemyt w obwodach przygranicznych, którym trudnią się obecnie lokalni kryminaliści, to tylko część szerszego problemu korupcji. Korupcja pozwala przestępcom bardzo szybko stać się mini-oligarchami. Jednoczenie się środowiska kryminalnego, biznesu i władzy kreuje nowych gospodarzy w obwodach i powiatach. Od czasu do czasu redystrybuują oni sfery wpływów. Zazwyczaj porachunki oligarchów nie spotykają się z krytyką społeczeństwa, ale czasami się przebiera. W celu redystrybucji przepływów finansowych „gospodarze” wykorzystują różne instrumenty: od prawników i urzędników, po siły bezpieczeństwa (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, Prokuratura) oraz ugrupowania kryminalne. Obecnie, w czasie wojny, do tych ostatnich dodać można jeszcze mini-armie. Ich istnienie spowodowane jest m.in. ogromnym wzrostem ilości nielegalnej broni. Państwo traci zatem w oczach narodu monopol na zastosowanie przemocy. Doświadczają tego nie tylko obywatele wewnątrz kraju. Rozumieją to także zewnętrzni wrogowie, którzy wykorzystują każdą sytuację aby destabilizować sytuację na Ukrainie. Jeśli dodać do tego niedojrzałość społeczeństwa i niezdolność do adekwatnej reakcji na stresujące sytuacje, wyłania się nam nieprzyjemny obraz. To wszystko odbywa się oczywiście za przyzwoleniem społeczeństwa, którego większą część satysfakcjonuje korupcja wśród elit.

Niewłaściwa reakcja

Reakcja zarówno społeczeństwa jak i władzy na konflikt w Mukaczewie była również nieadekwatna. W społeczeństwie za mało jest ludzi, którzy starają się myśleć krytycznie i chociaż na chwilę zastanowić się przed tym zanim wyciągną wnioski lub poprą czyjąś stronę.

Użytkownicy sieci społecznościowych, dla przykładu, natychmiast zidentyfikowali bohaterów i bandytów wśród uczestników zdarzenia w Mukaczewie (niektórzy bandytów i bandytów). Najgorsze, że dokonali tego nie mając wiarygodnych informacji i nie rozumiejąc kontekstu. Polaryzacja poglądów wśród społeczeństwa nadal zadziwia. Z dyskusji w sieciach społecznościowych wynika, że ludzie często nie przyjmują argumentów, które są sprzeczne z ich pochopnie wyciągniętymi wnioskami. Stanowisko ludzi często oparte jest nie na analizie, ale na wierze. Często także na wierze w to, że jeśli jedni są bandytami, to drudzy automatycznie bohaterami.

Pokazowa jest również reakcja władz ukraińskich na konflikt na Zakarpaciu. Prezydent Poroszenko oświadczył, że „będzie wypalał rozgrzanym żelazem nielegalne ugrupowania zbrojne” i postanowił zmienić szefa obwodu, kierowników MSW, Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Służby Celnej oraz Służby Granicznej. Arsenij Jaceniuk stwierdził, że chce przekazać cztery odziały Służby Celnej na zachodniej granicy kraju pod zarządzanie brytyjskiej firmy. Zarówno Prezydent, jak i Premier stanowczo wyrazili potrzebę walki z kontrabandą.

Imitacja reform, profanacja walki

Radykalne oświadczenia dwóch najważniejszych osób w Państwie są jednak radykalne tylko pod kątem retoryki, ale nie ich treści. Kontrabanda, nielegalne formacje zbrojne oraz „nieszczelna” Służba Celna nie są problemem tylko Zakarpacia. Są one skutkiem fundamentalnych problemów, takich jak doszczętne skorumpowanie społeczeństwa, nieudolna polityka podatkowa i celna, brak ustawy regulującej obrót bronią. Władza wciąż próbuje unikać reform systemowych. Imituje je za pomocą kampanii informacyjnych i kosmetycznych zmian, które często dotyczą nie tyle samych mechanizmów, co po prostu osób.

Zmiana władz na Zakarpaciu należy do tego właśnie repertuaru. Zamiast zniszczyć przyczyny chorób społecznych, władza leczy ich objawy. Czasem nawet po prostu udaje, że leczy. Zmiana władzy w obwodzie to próba ugaszenia pożaru informacyjnego, a nie reforma, przy pomocy której uda się zabezpieczyć od takiego pożaru w przyszłości.

Prezydent powołał Giennadija Moskala nie dlatego, że może on złamać kręgosłup korupcji lub zatrzymać przemyt, a dlatego, że ma doświadczenie w powstrzymywaniu zorganizowanych i uzbrojonych grup ludzi. W celu zwalczenia przemytu należy zniwelować różnicę w cenie na towary przemycane. Wymaga to jednak zmian w polityce celnej, których nie ma. Trzeba złamać kręgosłup korupcji, ale gdy dochodzi do tworzenia odpowiednich mechanizmów, Prezydent Poroszenko wycofuje się, tak jak podczas podpisania uchwały o zmianach do niektórych aktów ustawodawczych Ukrainy w sprawie wzmocnienia roli społeczeństwa obywatelskiego w zwalczaniu korupcji. Prezydent tą uchwałę zawetował, a ona tymczasem pozwoliłaby wykorzystywać w sądzie jako dowód nagrania wideo lub audio na których utrwalono, jak urzędnik wymaga łapówki, jak również pozwoliłaby organizować prowokacje wobec osób biorących łapówki. Taka uchwała zabrałaby monopol na walkę z korupcją skorumpowanych strukturom siłowych, a także dałaby realny wpływ aktywistom społecznym.

Sytuacja wygląda podobnie z Premierem Jaceniukiem i jego inicjatywą w sprawie Służby Celnej. Proponując zarządzanie Służbą Celną firmie zagranicznej Jaceniuk potwierdza tym samym, że samodzielnie nie jest w stanie zatrzymać przemytu i zwalczyć korupcji, a w dodatku próbuje sprzedać społeczeństwu show zamiast reform. Żadna sztuka zrzucić odpowiedzialność na stronę trzecią. Przemyt będzie istniał dopóki istnieć będzie różnica cen na towary i korupcja. Premier nie może tego nie rozumieć. Drobny przemyt będzie z kolei istniał do momentu, w którym ludzie znajdą alternatywne źródło dochodu. Rząd nie planuje jednak zmian w polityce celnej. Wykorzystanie Brytyjczyków bardziej przypomina kampanię informacyjną w celu zwiększenia oburzenia społecznego po wydarzeniach w Mukaczewie. Brytyjczykom nie uda się zatrzymać kontrabandy chociażby dlatego, że trzeba byłoby im oddać pod kontrolę wszystkie oddziały Służby Celnej, a nie jedynie cztery na zachodniej granicy. Jedynie, co uda się obcokrajowcom, to odebrać źródło dochodu drobnym przemytnikom – handlarzom.

W tym samym czasie, gdy Brytyjczycy będą walczyć z lokalnymi handlarzami na granicy zachodniej, na granicy wschodniej będzie powiększać się wyrwa, poprzez którą strumieniem płynie przemyt znacznie poważniejszy niż papierosy. Chodzi rzecz jasna o broń. Według danych Ukraińskiego Stowarzyszenia Właścicieli Broni w rękach Ukraińców jest około 4,5 mln sztuk nielegalnej broni. Jak z kolei twierdzi szef Ługańskiej Administracji Obwodowej Georgij Tuka, niezarejestrowana broń ze strefy ATO jest na czarnym rynku kilkukrotnie tańsza niż ta legalna. W samej strefie ATO wartość automatu Kałasznikow spadła do poziomu odpowiadającego 2-3 butelkom wódki. Zatrzymać przemyt broni można tylko po wcześniejszym uregulowaniu obiegu broni w kraju. Żaden punkt kontrolny lub osoba walcząca z przemytem nie zatrzyma przepływu broni ze strefy ATO, jeżeli będzie można nabyć w pełni funkcjonalny karabin Kałasznikowa za 2-3 butelki wódki, a następnie ten sam karabin sprzedać, co normalnie kosztuje 2000 dolarów i czas na oficjalną rejestrację.

Analogia zamiast epilogu

 Na koniec podam prostą analogię. Ukraina przypomina wielopiętrowy budynek ze zgniłą instalacją, w tym instalacją elektryczną, która ciągle powoduje zwarcia i miejscowe pożary. Mukaczewo było jednym z takich pożarów. Ciągłe pożary nie podobają się mieszkańcom budynku, ale większość z nich przyzwyczaiła się już tak żyć, więc na generalny remont nie chcą ani poświęcać czasu, ani pieniędzy.  Na dozorców budynku wzięto włóczęgów, którzy – gdy w jednym z mieszkań pojawia się ogień – przychodzą z wiadrem wody. Czasami wylewają tą wodę na podłogę, a czasem po prostu czekają, że pożar ugasi się sam, wmawiając mieszkańcom, że chronią budynek od niesprawnej instalacji elektrycznej i pożarów. Proponują nawet zaprosić dozorcę Brytyjczyka, bo ten – jak mówią – umie we właściwy sposób rozlewać wodę po podłodze. O potrzebie zatrudnienia profesjonalnego elektryka i konieczności generalnego remontu nie wspominają. Zafascynowani mieszkańcy, zagapieni w wiadro wody, wierzą, że kolejny pożar był tym ostatnim. W sąsiedztwie jest jeszcze jeden wieżowiec, z którego przybyli alkoholicy. Jedną z klatek schodowych zawłaszczyli dla siebie, a inną okupują paląc tam śmieci i próbując – jeśli nie spalić cały budynek – to przynajmniej mocno roztoczyć w nim zapach dymu.

Roman Rak

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

 

Share Button

Dzień Niepodległości na Ukrainie: nie będzie parady, będą bohaterowie

Share Button

dziennzAdministracja prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki poinformowała, że tegorocznie obchody Dnia Niepodległości 24 sierpnia zostaną zorganizowane inaczej niż dotychczas.

„Nie będzie parady ze sprzętem wojskowym na Majdanie Niezależności i Chreszczatyku . W centrum ma za to być osoba żołnierza – obrońcy kraju, któremu zawdzięczamy wolność i niepodległość” – poinformował Witalij Kowalczuk, zastępca szefa administracji prezydenta.

W przededniu, w Dniu Flagi państwowej, zaplanowano również uroczystości ku czci żołnierzy, którzy zginęli w strefie ATO.

Niektórzy z walczących na wschodzie Ukrainy uważają jednak, że należy uczcić pamięć poległych, ale świętować należy dopiero wówczas, gdy zajęte przez separatystów terytorium wróci do granic Ukrainy.

Na podstawie: radiosvoboda.org

Share Button

Straż Graniczna Ukrainy będzie się bronić moździerzami

Share Button

dpsu_marynivkaW ośrodku szkoleniowym Służby Granicznej w Czerkasach, blisko 40 funkcjonariuszy Straży Granicznej Ukrainy ukończyło właśnie miesięczne szkolenie młodszego personelu zabezpieczenia moździerzowego przygranicznego sztabu szybkiego reagowania.

Podczas szkolenia kładziono nacisk na rozwijanie działań praktycznych, wdrażania obliczeń pocisków moździerzowych czy prowadzenia praktycznych ostrzałów.

To pierwsze takie szkolenie jakie zostało zorganizowane dla funkcjonariuszy służby granicznej na Ukrainie.

Na podstawie: unian.net

Share Button

Proces uwolnienia zakładników spowolnił

Share Button

jencyluganskDla stron konfliktu zakładnicy stali się narzędziem politycznego nacisku, dlatego proces wymiany właściwe został zatrzymany i na razie zdarzają się jedynie pojedyncze szczęśliwe przypadki – poinformował szef Centrum Wymiany Jeńców Wołodymyr Ruban.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zapewnia, że więzionych przez separatystów zakładników nie pozostaje więcej niż 180 Ukraińców, w tym 120 wojskowych i około 60 osób cywilnych. Działania zmierzające do zwolnienia więźniów utrudniają żądania separatystów, którzy domagają się wydania przestępców, którzy nie brali udziału w walkach na Donbasie. Z kolei separatyści zarzucają stronie ukraińskiej, że proponuje do wymiany przypadkowe osoby. Wołodymyr Ruban dodaje do tej listy brak profesjonalnych negocjatorów.

Według Rubana względy okres spokoju jest najbardziej sprzyjający do wymiany więźniów, dlatego należy to wykorzystać.

Na podstawie: radiosvoboda.org

Share Button