poniedziałek, 15 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 281)

polukr

Jak przez ostatni rok zmieniał się ruch wolontariacki na rzecz wsparcia ukraińskiej armii?

Share Button

zolniereze_ato2Niekończące się ładunki szklanych, trzylitrowych słoików ze słoniną i konserwy w żołnierskich jadalniach – tak wyglądał początek wolontariackiej pomocy na rzecz wojskowych, którzy zostali powołani do armii w ramach pierwszej fali mobilizacji na wiosnę 2014 roku.

Siły zbrojne nie były przygotowane do tak ogromnego napływu dodatkowych gardeł do wykarmienia. W standardowym menu mojej pierwszej brygady czołgowej prawie codziennie znajdowały się przysmaki w postaci kaszy jęczmiennej z sosem na bazie rybich głów, zalane wrzątkiem. Wtedy to właśnie wolontariusze pomogli dziesiątkom tysięcy zmobilizowanych przetrwać trudne warunki i stanąć do walki z agresorami rosyjskimi oraz terrorystami. Gdyby nie nadesłane przez dobroczyńców ciężarówki z materacami, kołdrami i poduszkami jeszcze długo spalibyśmy na samych siatkach pancernych. Gdyby nie kamizelki kuloodporne i hełmy kewlarowe, zakupione z darowizn społeczeństwa i dostarczone nam przez wolontariuszy, pozostalibyśmy nawet bez ochrony w bitwie. Potężny ruch wolontariacki stał się jednym z głównych osiągnięć Rewolucji Godności, a następnie wykorzystał swoją siłę na rzecz wsparcia Sił Zbrojnych.

– W ciągu półtora roku działalności na rzecz ukraińskiej armii ruch wolontariacki przeszedł szereg zmian, stał się bardziej zorganizowany i systematyczny, popierając lub zmieniając kierunki działalności samego Ministerstwa Obrony.

– Wielkość pomocy finansowej na rzecz armii ze strony obywateli zmniejszyła się przez ostatni rok dziesięciokrotnie, znaczące pozostaje nadal wsparcie ze strony wolontariuszy i środowisk biznesowych.

– Ministerstwo Obrony pozostaje zbiurokratyzowaną, pasywną strukturą i stawia opór wolontariuszom w ich próbach reformowania przestarzałego systemu zaopatrzenia armii.

– Zaopatrzenie Sił Zbrojnych Ukrainy w porównaniu z ubiegłym rokiem uległo znaczącej poprawie. Wolontariusze koncentrują się obecnie na poszczególnych problemach, a podstawowe potrzeby wojska pokrywa państwo i partnerzy zagraniczni.

 

Zmiany na lepsze

„Przez ostatni rok ruch wolontariacki bardzo się zmienił, a nawet zmienił się kardynalnie”  –  przyznał w wywiadzie dla polukr.net Roman Balan (pseudonim Sinicyn), współzałożyciel jednego z największych stowarzyszeń wolontariackich „Tył Narodowy”. „Wszystko zaczynało się samoistnie i chaotycznie, jeszcze w czasach Majdanu, później przekształciło się w pewne struktury – większe, mniejsze, średnie. Teraz te środki są rozdzielane według różnych kategorii, zostały zalegalizowane zgodnie z prawem”. Mimo to na Ukrainie nadal działa wielu tzw. „dzikich” wolontariuszy, którzy samodzielnie lub z przyjaciółmi pomagają poszczególnym jednostkom wojskowym. „Obecnie społeczeństwo pomaga zwłaszcza niewielkim grupom krewnych, najbliższych, przyjaciół i kolegów tych mężczyzn, którzy zostali zmobilizowani do wojska i do których powinno być adresowane wsparcie” – podkreśla aktywistka ogólnoukraińskiego zrzeszenia „Patriota”, Olena Nahorna. „Pomagamy takim ludziom z zakupami. Wiele specjalistycznych rzeczy możemy zakupić taniej, biorąc pod uwagę naszą własną sieć kontaktów i wielkość zamówienia” – dodaje Roman Balan.

Wszyscy wolontariusze, z którymi udało mi się porozmawiać, zgadzają się, że w ciągu ostatniego roku państwo zrobiło duży krok naprzód jeśli chodzi o zaopatrzenie Sił Zbrojnych Ukrainy, przy dużym udziale ich własnej pomocy. Zostaje jednak wiele obszarów problemowych, w których trudno obejść się bez darowizn i aktywnej pracy wolontariuszy oraz ich struktur, takich jak organizacje „Wróć żywy”, „Armia SOS”, „Tył Narodowy”, „Skrzydła Feniksa”, „Wolontariacka Sotnia” i inne.

„Tył Narodowy” wypracował swoją określoną specjalizację około trzech miesięcy temu” – przyznaje Roman Balan. „Już nie zajmujemy się umundurowaniem i wyposażeniem ogólnym, a skupiamy się jedynie na czterech obszarach: optyka i termowizja, medycyna – kursy medyczne i apteczki,  pojazdy mechaniczne dla armii i ich modernizacja, a także bezzałogowe statki powietrzne. Jeśli chodzi o to ostatnie, mamy własną szkółkę, przygotowaliśmy ponad 30 jednostek bezzałogowych i nauczyliśmy ich obsługi prawie 200 osób” – dodaje.

Obecnie największe organizacje wolontariackie w praktyce nie dostarczają już armii mundurów wojskowych, butów, skarpet, wyposażenia ochronnego i amunicji, chociaż w zeszłym roku robiły to na szeroką skalę. „W ciągu ostatniego roku państwo zrobiło w tym zakresie naprawdę dużo” –  uważa Balan. „Kamizelki kuloodporne i hełmy przestaliśmy kupować jeszcze w listopadzie. Ten problem można uznać za rozwiązany przez Ministerstwo Obrony. Oczywiście zdarzają się pojedyncze przypadki, w których żołnierzom nie zostaje wydana amunicja. Ale w tej sprawie trzeba się zwrócić do konkretnych osób odpowiedzialnych za zaopatrzenie oraz odpowiednich służb zaopatrzeniowych. Te rzeczy znajdują się w magazynach” podsumowuje.

O tym, że problem trwi bardziej w alokacji zapasów, np. mundurów wojskowych czy też amunicji, a nie w ich braku,  informował w sieciach społecznościowych Jurij Biriukow, jeden z wiodących wolontariuszy, który w ubiegłym roku został doradcą Prezydenta i pomocnikiem Ministra Obrony. To samo dotyczy żywności. „Obecne menu, które państwo zapewnia żołnierzowi, nadaje się nawet do zjedzenia. Nie jest to pięć gwiazdek, ale też i nie jakieś pomyje. Jakość żywności pozostawia jeszcze wiele do życzenia, standardy zaopatrzenia nie są takie, jakich by się chciało (od kilku dni obowiązuje w tym zakresie nowa ustawa), jednak postęp jest widoczny” – zaznaczył Biriukow, który jest również założycielem fundacji „Skrzydła Feniksa”.

W armii obowiązuje stary schemat dostaw żywności: artykuły spożywcze kupuje nie Ministerstwo, ale cztery firmy, z którymi zawarta została umowa na usługę wyżywienia. Ten schemat jest nieprzejrzysty i niemożliwy do naprawienia – odpowiada Biriukow na pytanie dlaczego w diecie żołnierzy nawet w lecie nie znajdziemy świeżych warzyw. „My, wolontariusze, wybieramy alternatywne rozwiązanie i rozpoczynamy pilotażowy projekt, który powinien zmienić tę sytuację. Projekt startuje od 15 września” – przyznaje.

 

Obszary działalności wolontariuszy

Problem został rozwiązany jeśli chodzi o lornetki i telekomunikację, kontynuuje Roman Balan. „Nadchodzi pomoc amerykańska, podpisano kontrakt z firmą Motorola. Wolontariusze nie muszą już masowo kupować zapasów, tak jak miało to miejsce rok temu” – dodaje.

Najgorzej wygląda sytuacja z kamerami termowizyjnymi, przyznaje przedstawiciel „Tyłu Narodowego”. „Ministerstwo Obrony jeszcze de facto nie rozpoczęło ich zakupu. Trudno jednak nie docenić znaczenia tych urządzeń na pierwszej linii – pozwalają zobaczyć manewry wroga podczas zmroku. Ważne są też parametry tych kamer termowizyjnych, które nadchodzą dla Sił Zbrojnych Ukrainy z zewnątrz. Dla przykładu, jedna z jednostek na linii frontu otrzymała niedawno w ramach amerykańskiej pomocy 56 kamer o zakresie 300-400m. To nie wystarczy, żołnierze omal nie zapłacili za tą „krótkowzroczność” swoim życiem. My, wolontariusze, dostarczamy kamery termowizyjne o zakresie 800-1200m” – podkreśla Balan.

Wolontariusze, a nie struktury oficjalne, pozostają też głównymi dostawcami nowoczesnych celowników i bezzałogowych statków powietrznych dla ukraińskiej armii. Jednak jak zaznacza Balan, „w wielu miejscach robią je po prostu entuzjaści, w samym Kijowie istnieją 3-4 szkoły dla wojskowych. To wszystko to na pół dyletanctwo, żaden sprzęt militarny. Problem leży w kanałach łączności. Te samoloty spadają, rozbijają się, są bez problemu eliminowane przez kontrwywiad radioelektroniczny. Tylko w ciągu pół roku straciliśmy prawie dziesięć tych drogich sprzętów. W tym obszarze jest jeszcze wiele do zrobienia”.

Do obszarów, w których decydującą rolę odgrywają wolontariusze, należą również pojazdy dla jednostek na froncie, przebudowane na potrzeby armii, jak również rehabilitacja wojskowych i wsparcie psychologiczne dla zdemobilizowanych.

 

Aktualne problemy wolontariuszy – spadek przychodów i oszustwa

Bezpośrednie darowizny obywateli, wpłacane na konto Ministerstwa Obrony, nie spełniły oczekiwań. Maszyna państwowa okazała się uciążliwa, zbyt bierna, aby można było sprawnie i w pełnym zakresie wykorzystać uzyskane środki na potrzeby armii. Wolontariusze stali się więc pośrednikami, którym ufa społeczeństwo i którzy utrzymują na kontach swoich organizacji ogromne sumy pieniędzy przekazane na wsparcie ukraińskich Sił Zbrojnych. W miarę upływu czasu w społeczeństwie narasta jednak zmęczenie wojną na wschodzie, a także kryzys gospodarczy, który wpływa na zdolność zwykłych obywateli do udzielenia wsparcia dla armii.

„Wysokość darowizn wpłacanych na konta wolontariuszy zmniejszyła się kilkukrotnie, jeżeli nie dziesięciokrotnie” –  mówi Olena Nahorna z ogólnoukraińskiego zrzeszenia „Patriota”. „Pierwsza fala pomocy dla armii była potężna – ludzie pod wpływem emocji przekazywali ogromne sumy. Teraz małym grupom wolontariuszy pomagają głównie ich znajomi, „swoi ludzie” – przyznaje Nahorna.

„Darowizny pieniężne na rzecz Tyłu Narodowego” spadły trzy- lub czterokrotnie” –  określa wysokość środków finansowych swojej organizacji Roman Balan, podkreślając, że wolontariusze próbowali optymalizować wydatki koncentrując się na kwestiach zasadniczych. „Najniższe wpłaty na nasze konta bankowe, te od zwykłych obywateli, wynoszące ok. 100-200 hrywien,  jakby zupełnie zniknęły. Teraz w strukturze naszych przychodów blisko 60% to środki od biznesu, przedsiębiorstw, które przeznaczają pieniądze na określone projekty” dodaje.

Jak wynika z rozmów z wolontariuszami, wielu z nich obecnie ugina się pod ciężarem kosztów i darowizn rzeczowych.  Roman Balan podaje prosty przykład: „W jednej z sieci supermarketów w Kijowie zbieramy produkty na potrzeby armii. Prosimy klientów, aby zostawiali darowizny w wózkach przy wyjściu ze sklepu. Taki charakter pomocy zmniejszył się mniej więcej osiem razy w porównaniu ze stanem wcześniejszym”.

Przedstawiciele mniejszej organizacji, ogólnoukraińskiego zrzeszenia „Patriota”, które wcześniej zbierało wiele rzeczy i produktów dla Sił Zbrojnych, ogłosiło jeszcze bardziej pesymistyczne informacje – przez całe lato przyniesiono do nich na rzecz wsparcia armii jedynie… gitarę. Nadszedł chyba odpowiedni moment, aby pozostały ciężar zaopatrzenia armii przenieść z pleców dobroczyńców na państwo.

Wielu obywateli-darczyńców dezorientowała ponadto duża liczba oszustów, którzy zaczęli pasożytować na zaufaniu społeczeństwa do ruchów wolontariackich. W pewnym momencie ulice, przejścia podziemne i transport publiczny zapełniły się przedstawicielami pseudo-wolontariackich organizacji, zatrudnionych do pracy poprzez Internet. Ci młodzi chłopcy i dziewczyny szli między ludzi z przezroczystymi puszkami, zbierając rzekomo datki dla „armii”, „ATO”, „Sił Zbrojnych Ukrainy”, na rzecz „leczenia wojskowych”, a czasami na jednostki, które nie przypominały w ogóle „Batalionu Jezusa Chrystusa”. Zarejestrować taką organizację pod kątem prawnym to żaden duży wysiłek. Dokumenty u pseudo-wolontariuszy są w porządku. Jednak jak wykazało śledztwo, takich „zbieraczy” z przezroczystymi puszkami zatrudniano do pracy za wynagrodzenie prowizyjne, procent od sumy zebranych datków, przy czym lwia część tej pomocy ze strony narodu lądowała w kieszeniach sprytnych właścicieli tych firm. Jaka część datków dociera do wojskowych (i czy w ogóle dociera), pozostaje pod dużym znakiem pytania.

Pod tym względem należy oddać hołd środkom masowego przekazu i całemu społeczeństwu: po serii dziennikarskich dochodzeń liczba pseudo-wolontariuszy znacznie się zmniejszyła. Niestety, armia pozostaje wciąż podatnym gruntem zarówno dla różnorodnych „Ostapów Benderów” [fikcyjna postać literatury radzieckiej, synonim kanciarza i oszusta – przyp. Tłumacza], jak i niezliczonych nielegalnych transakcji w wykonaniu samych wojskowych. Także wolontariusze starają się zwalczać takie zjawiska. „Zanim wykonamy teraz jakieś zamówienie lub udzielimy pomocy, sprawdzamy poprzez właściwych dowódców, na ile dana rzecz jest potrzebna konkretnemu wojskowemu lub jednostce, czy znajdzie się ona w wykazie, a po wszystkim wymagamy raportów” – mówi Olena Nahorna, dodając, że czasami okazuje się, iż przekazana przez wolontariuszy żywność jest serwowana w knajpie obok miejsca, gdzie została zlokalizowana jednostka.

 

Czy uczciwi wolontariusze mogą zarabiać na wolontariacie?

W procesie organizowania pomocy na rzecz armii pojawiło się dość delikatne pytanie: czy uczciwi wolontariusze mogą otrzymywać za swoją pracę wynagrodzenie? Ten problem omal nie spowodował rozłamu w ruchu wolontariackim, jako że nawet w słowniku zapisano, iż wolontariusz jest osobą, która nie pobiera wynagrodzenia za wykonaną pracę. Jak można pracować na innych warunkach? – pytają jednak niektórzy wolontariusze na łamach sieci społecznościowych.

Wydaje się, że emocje opadną, a wszystko wróci na swoje miejsca. Część wolontariuszy ma własny biznes, który przynosi dochód. Jeszcze inna część poświęci się wolontariatowi w niepełnym wymiarze godzin. Najważniejsze, aby istotnie pomóc armii, nie trzeba być obowiązkowo wolontariuszem w „czystej” postaci.

Roman Balan w wywiadzie dla polukr.net opisuje dwa podejścia do pracy wolontariuszy, realizowane przez największe organizacje. „Tył Narodowy płaci tylko za wynajem biura – nie mamy ludzi pracujących za wynagrodzenie i nie będziemy mieli, nasi wolontariusze pracują pół dnia, rano lub wieczorem. Ale są też inne duże organizacje wolontariackie, które naśladują zachodni model z konkretnie wyznaczonymi zadaniami, zatrudniają pracowników na pełny wymiar pracy, realizują poważne projekty, a przy tym 15-20% przychodów przeznaczają na koszty operacyjne, w tym koszty wynagrodzenia. Nie widzę w tym nic złego. To normalne, jeżeli realizowane są zaplanowane działania”.

 

Mur przed wolontariackim desantem

Chociaż organizacje wolontariackie skutecznie realizują i kanalizują pomoc społeczną dla armii, najważniejsze zadanie jest inne. Należy tak zreformować Ministerstwo Obrony i zoptymalizować jego działalność, aby na funkcjonowanie Sił Zbrojnych wystarczyło pieniędzy z budżetu państwa i wysiłków oficjalnych struktur. Za rozwiązanie tego problemu wziął się „desant wolontariacki” – grupa mężczyzn i kobiet, którzy weszli w struktury Departamentu Obrony, aby realizować ambitne projekty w zakresie reformowania Ministerstwa Obrony na rzecz wsparcia wojska. Prezydent Petro Poroszenko podjął m.in. odważną decyzję polityczną, aby na stanowisku tymczasowo wykonującej obowiązki dyrektora departamentu zamówień i dostaw w Ministerstwie Obrony postawić wolontariuszkę Nelli Stelmach. Podobnie, na stanowisku szefa Ługańskiej Obwodowej Administracji Cywilno-Wojskowej postawiono Georgija Tukiego, kierownika organizacji „Tył Narodowy”, co świadczy o wielkim zaufaniu Prezydenta do najbardziej autorytatywnych przedstawicieli ruchu wolontariackiego.

To właśnie ów „wolontariacki desant” w ciągu ostatniego roku pomógł Ministerstwu Obrony posunąć się naprzód jeśli chodzi o kwestie nowego standardu umundurowania dla poszerzonego składu Zbrojnych Sił Ukrainy, wyżywienie żołnierzy, zaopatrzenie wojskowych w środki medyczne, a nawet modernizację niektórych rodzajów broni. Z drugiej strony „desant wolontariacki” ukazał szereg negatywnych trendów. „Działając w ścisłym kontakcie z całym ruchem wolontariackim, zdołałem zaobserwować, że w Ministerstwie Obrony nie wyciągnięto żadnych wniosków jeśli chodzi o radykalne reformy” – mówi Roman Balan. „Wolontariusze w Ministerstwie Obrony cały czas tłuką głową o papierową, biurokratyczną ścianę. Znam wielu ludzi, którzy przyszli do Ministerstwa z motywacją zmiany systemu. Ale system na tyle broni sam siebie, że trudno będzie cokolwiek zrobić. Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę im” – żali się Balan. Dodaje jednak, że „niektóre z ich projektów działają. Nowe umundurowanie, jakie by ono nie było, jest szyte, a armia je otrzymuje. Od roku toczyły się walki o apteczki i one też są już gotowe do rozdania. Modernizowany jest system wyżywienia w armii, poszerza się zakres dziennej diety. Będą nowe racje żywnościowe i dużo innych rzeczy”.

Jak poinformowali polukr.net przedstawiciele „desantu wolontariackiego”, nie licząc formalnej akceptacji przez Ministra Obrony i Głównodowodzącego Sił Zbrojnych, ich praca w Ministerstwie napotyka na otwarty sabotaż. Wojskowi przez dziesięciolecia żyli z łapówek – mając mizerne oficjalne pensje, brali łapówki za dopuszczenie określonych firm do zarabiania pieniędzy na zaopatrzeniu Sił Zbrojnych, następnie te łapówki były rozdzielane pomiędzy wszystkich pracowników różnych działów Ministerstwa jako dodatek do pensji. „Desant wolontariacki” staje się w tym sensie przeszkodą dla takich schematów. Urzędnicy nie chcą jednak pracować  inaczej. „W odpowiedzi biurokratyczna maszyna sabotuje nowe projekty i inicjatywy. Na podpisanie jednego dokumentu można czekać nawet tydzień” – skarży się rozmówca.

Oprócz sabotażu w grę wchodzi duża bierność armii oraz jej opór przed reformami. Niedawno na jaw wyszedł rozkaz, zgodnie z którym zakazano jednostkom przyjmowania pomocy od pojedynczych wolontariuszy. Rzekomo wszyscy oni powinni skierować zebrane datki i rzeczy na konta Ministerstwa Obrony. „To bzdura i absurd” –  komentuje powyższą wiadomość „Radia Swoboda” współzałożyciel „Tyłu Narodowego”, Roman Balan. „To tak, jakby na rozkaz dowództwa zakazać wojskowym używania telefonów komórkowych lub nakłaniać ich, żeby usunęli konta z sieci społecznościowych. Takie rozkazy też już były, ale dowiodły swojej nieskuteczności” – przyznaje. W jego opinii „masowy ruch wolontariacki w dużej mierze opiera się nie na  dużych organizacjach, a właśnie zwykłych ludziach w terenie. Oni wspierają swoich krewnych, przyjaciół, znajomych i ich jednostki – na przykład wiozą z Iwano-Frankiwska do Kurachowa dziczyznę i celownik do karabinu. Jak można im tego zabronić?”.

 

KOMENTARZ EKSPERTA dla polukr.net
Olena Nahorna, wolontariusz ogólnoukraińskiego zrzeszenia „Patriota”

„Niektóre projekty wolontariackie przerodziły się w praktyczne i innowacyjne działania. Wolontariuszom zawdzięczamy unikatowe osiągnięcia, a nawet wynalazki, takie jak udoskonalone celowniki optyczne, które okazały się lepsze od ich amerykańskich odpowiedników. Majową wystawę, poświęconą wolontariackiemu przemysłowi zbrojeniowemu, krytykowano za komercjalizację, ale ja zobaczyłam w tym plus. Mały oraz średni biznes zaczął funkcjonować, wykonując zlecenia od wolontariuszy. Sami wojskowi wybierają kierunek produkcji. Wolontariusze osiągnęli nawet porozumienie, że po tym, jak minął okres użyteczności sprzętu zagranicznego, należy inwestować środki w rozwój produkcji krajowej.

Co najważniejsze, wolontariusze wspięli się na wyższy poziom – tworzą obecnie instrumenty pozwalające wpływać na cały system. Sformowano relacje horyzontalne, pojawiło się zrozumienie dla ruchu wolontariackiego i sposobów jego wykorzystania. Dzięki wolontariuszom praktycznie zbudowany został szkielet nowego formatu społeczeństwa obywatelskiego na Ukrainie. Dla machiny państwowej, która okazała się być przeciwnikiem tej aktywnej części społeczeństwa, obecnie istnieją dwie możliwości: iść na rzeczywiste ustępstwa i reformować się, albo też przejść do otwartej konfrontacji z obywatelami.
Dmytro Lychowij
Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Informacyjny sprzeciw: bojownicy stosują wszystkie rodzaje uzbrojenia

Share Button

sprotyvWedług Dmytro Tymczuka, szefa grupy „Informacyjny Sprzeciw”, prorosyjscy separatyści stosują wszystkie posiadane przez siebie rodzaje uzbrojenia, w tym wyrzutnie rakietowe GRAD i Huragan. Informacje o zastosowaniu tych ostatnich nadeszły z okolic Wołnowachy.

Oficjalnym powodem ostrzeliwania pozycji sił ATO jest według bojowników działanie prewencyjne, które ma zapobiec ukraińskiej ofensywie w końcu sierpnia.

Używanie tego rodzaju uzbrojenia jest złamaniem porozumień z Mińska. Do deeskalacji działań wezwała m.in. szefowa unijnej dyplomacji, Federica Mogherini.

Na podstawie: pravda.com.ua, sprotyv.info

Share Button

Tydzień 3-9 sierpnia w relacjach polsko-ukraińskich

Share Button

polukrTydzień 3-9 sierpnia w relacjach pomiędzy Polską a Ukrainą zdominowały wydarzenia związane z zaprzysiężeniem na urząd Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Choć w inauguracyjnym orędziu wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym 6 sierpnia 2015 roku nie padło ani razu słowo Ukraina (co zresztą wytknęła obejmującemu urząd prezydentowi część komentatorów – wydaje się, że zupełnie niesłusznie) to zarówno podczas tego wystąpienia jak i w udzielonym dzień wcześniej Polskiej Agencji Prasowej wywiadzie Andrzej Duda podkreślił, że jednym z priorytetów jego prezydentury będzie wzmocnienie relacji z krajami regionu Europy Środkowo-Wschodniej, położonymi pomiędzy Morzami: Bałtyckim i Czarnym. Odnosząc się bezpośrednio do Ukrainy stwierdził, że celowym byłoby włączenie do rozmów o obecnym kryzysie w Donbasie większej liczby państw (w tym Polski i innych sąsiadów Ukrainy), a także udzielenie przez Warszawę większego wsparcia Kijowowi, jako że stabilizacja sytuacji leży także w interesie Polski.

W polityce nowego prezydenta RP można oczekiwać zarówno nawiązań do idei tzw. Międzymorza jak i do polityki jego poprzednika z lat 2005-2010, wywodzącego się z tego samego środowiska politycznego śp. Lecha Kaczyńskiego. Andrzej Duda zwrócił także uwagę na konieczność wzmocnienia obecności NATO w regionie. Zapowiedział także stworzenie biura ds. kontaktów z Polakami za granicą, w tym zamieszkującymi w krajach b. ZSRR.

Z kolei ustępujący z urzędu prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział utworzenie instytutu, który będzie zajmował się m.in. rozwojem relacji polsko-ukraińskich. Na dzień przed zakończeniem kadencji Bronisław Komorowski podpisał ustawę zmieniającą zapisy porozumienia o małym ruchu granicznym. W myśl przyjętych zmian istnieje możliwość wydłużenia czasu przebywania obywateli Ukrainy na terytorium Rzeczpospolitej (posiadających pozwolenia na tzw. mały ruch graniczy), skrócenie czasu oczekiwania na dokumenty oraz ułatwienia w ich otrzymywaniu.

Z kolei przedstawiciele służb granicznych poinformowali, że trwają rozmowy na temat wprowadzenia wspólnych odpraw na kolejnych przejściach granicznych na granicy polsko-ukraińskiej: Hrebenne/Rawa Ruska, Korczowa/Krakowiec i Medyka/Szeginie.

Dariusz Materniak

Artykuł ukazał się na łamach portalu Wschodnik.pl

 

Share Button

Porozumienia w Mińsku nigdy nie było

Share Button

poroszenko_putin

Zaostrzenie sytuacji w Donbasie wyrwało obserwatorów Ukrainy z letniego snu, pozwalając im wznowić jałowy spór o zasadność drugiego mińskiego porozumienia. Jego przeciwnicy argumentują, że Mińsk II nigdy nie przyniósł zawieszenia broni, a jego postanowienia były naruszane już od pierwszego dnia rozejmu, podczas walk o Debalcewe. Jego zwolennicy podkreślają z kolei, że celem porozumienia nigdy nie był rozejm, ale dążenie do zaangażowania Rosji w proces negocjacji i tym samym zapewnienie Ukrainie pewnej swobody działania. Ci pierwsi zdają się wierzyć, że w Mińsku rzeczywiście negocjowano coś wiążącego, stąd ich rozczarowanie. Ci drudzy, nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, co zaszło w zaciszu białoruskiej stolicy, widzą w porozumieniu pewien wyraz politycznej wyobraźni, dojrzałości świata zachodniego. Choć obie strony okopały się na swoich pozycjach, rozbudowując własne zaplecze, linia frontu przebiega dziś w innym kierunku niż ich stare barykady.

Tak naprawdę w lutym 2015r. w Mińsku nie doszło do wypracowania żadnego porozumienia pomiędzy Rosją i Ukrainą. To przestraszone amerykańskimi deklaracjami o dostawie broni Niemcy zmusiły Ukrainę do zaakceptowania rosyjskich żądań. Mińsk II nie był wyrazem politycznej wyobraźni Zachodu, a już z pewnością nie dojrzałości, ale niebywałego politycznego tchórzostwa Berlina. Dlatego Zachód nie wywiera presji na Moskwę, aby ta wdrażała zapisy porozumienia, ponieważ Rosja do niczego się w Mińsku nie zobowiązała. Zachód wywiera natomiast presję na Kijów, ponieważ postanowienia z Mińska zaprojektowane zostały właśnie jako zobowiązania dla strony ukraińskiej. To również dlatego Niemcy naciskają na Ukrainę, aby ta odbudowała swoje relacje handlowe z Rosją, i żądają, aby Komisja Europejska wyszła naprzeciw rosyjskim postulatom dotyczącym umowy o wolnym handlu UE-Ukraina. W zamian za amerykańską obietnicę powstrzymania się od dostarczenia broni na Ukrainę Angela Merkel wzięła na siebie ciężar negocjacji z Putinem.

Merkel nie miała żadnego planu, udając się na początku lutego 2015r. wraz z Hollandem na wizytę do Kijowa, a następnie do Moskwy. Jej podróż była spontaniczną reakcją na amerykańską zapowiedź dozbrojenia Ukrainy. W Kijowie nie doszło do czterostronnego spotkania USA-Niemcy-Francja-Ukraina, chociaż przedstawiciel każdego z tych państw przebywał w tym samym czasie w stolicy Ukrainy. Merkel potrzebowała bowiem jedynie spotkania z Kerrym, aby poprosić go o dodatkowy czas na możliwość dyplomatycznego rozwiązania sytuacji w Donbasie. Jeszcze tego samego dnia podczas wizyty w Moskwie Putin przedstawił Merkel nie tyle plan uregulowania konfliktu, co warunki, pod którymi Rosja była skłonna usiąść ramię w ramię z Ukrainą. O wyniku rozgrywki, którą stoczono przy zielonym stoliku, Merkel osobiście poinformowała na kilka dni przed spotkaniem w Mińsku Baracka Obamę. Konsultacji z Kijowem w ogóle nie przewidziano, ponieważ nie pozostawiano Ukrainie żadnego wyboru. Spotkanie zaaranżowano z trzydniowym wyprzedzeniem podczas rozmowy telefonicznej.

W Mińsku nikt nie myślał o tym, by zapewnić Ukrainie chwilę oddechu. Wręcz przeciwnie. To Europa potrzebowała iluzji dyplomatycznego sukcesu, nawet kosztem Kijowa. Sytuacja Ukrainy nigdy nie bywa czarna albo biała. To raczej zlepek różnych odcieni szarości. To co dziś wydaje się sukcesem, jutro traci blask jak warkocz Julii Tymoszenko. W Mińsku żadnego porozumienia nie było. Mińsk II był czystej postaci improwizacją. Nie należy dorabiać do niego ideologii.

***   ***   ***

Na początku lutego 2015r. The New York Times poinformował, że w związku z rosyjską ofensywą w Donbasie administracja prezydenta Obamy postanowiła zmienić zdanie w sprawie sprzedaży broni dla Ukrainy. Sekretarz Stanu USA John Kerry już 5 lutego udał się w tym celu z wizytą do Kijowa. Jeszcze tego samego dnia prezydent Francji Francois Hollande ogłosił, że wraz z kanclerz Niemiec Angelą Merkel zdecydował się na podjęcie nowej inicjatywy w sprawie Ukrainy i oboje przylecą do Kijowa już po południu. Merkel i Hollande spotkali się co prawda z Kerrym, ale nie doszło do wspólnego spotkania z prezydentem Ukrainy. Wieczorem Kerry poinformował, że Merkel i Hollande otrzymali od Władimira Putina propozycję rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Dwa dni później, 7 lutego, w Monachium Lindsey Graham, członek Komisji Sił Zbrojnych USA, potwierdził, że administracja Obamy pracuje nad dostarczeniem broni dla rządu w Kijowie i publicznie skrytykował postawę Merkel, której zdaniem broń dla Ukrainy miała pogorszyć relacje Zachodu z Moskwą. Już następnego dnia, 8 lutego, odbyła się rozmowa telefoniczna pomiędzy Merkel, Hollandem, Putinem i Poroszenką podczas której postanowiono o spotkaniu w Mińsku. 9 lutego Merkel spotkała się w Waszyngtonie z prezydentem Obamą, który ogłosił następnie, że nie podjął jeszcze decyzji o przekazaniu broni Ukrainie, ale jeżeli konflikt nie zostanie rozwiązany drogą dyplomatyczną, rozważy inne sposoby. 10 lutego doszło do spotkania grupy kontaktowej OBWE-Rosja-Ukraina z przedstawicielami tzw. republik ludowych, a następnego dnia w Mińsku spotkała się normandzka czwórka. Po kilku godzinach ogłoszono podpisanie porozumienia w sprawie zawieszenia walk w Donbasie, zwanego Mińsk II.

***   ***   ***

W ubiegłym miesiącu niemiecki ambasador przy NATO oskarżył swoich sojuszników w ramach Paktu Północnoatlantyckiego o zbyt jednostronne podejście do sytuacji na Ukrainie, krytykując przeprowadzane przez NATO manewry w krajach Europy Środkowej…

 

Daniel Szeligowski
Fundacja Centrum Badań Polska-Ukraina
Twitter: @dszeligowski

Share Button

USA wesprze szkolenie ukraińskich żołnierzy

Share Button

zolnierze_usaUkraina otrzyma od rządu Stanów Zjednoczonych dodatkowe 500 milionów dolarów pomocy na finansowanie szkoleń dla żołnierzy – poinformował wiceprezydent USA Joe Biden.

Przekazane środki finansowe maja być skierowane na programy szkoleniowe prowadzone na poligonie w Jaworowie (obwód lwowski) zorganizowane dla Gwardii Narodowej i Sił Zbrojnych Ukrainy.

Joe Biden potwierdził gotowość udzielenia Ukrainie kredytu w wysokości 2 miliardów dolarów, który uzgodniono w kwietniu tego roku. Dodał, że sankcje USA wobec Rosji będą utrzymywane dotąd, aż ta zacznie wykonywać swoje zobowiązania. A ponadto rząd USA będzie przekonywać UE o konieczności kolejnych sankcji wobec Federacji Rosyjskiej.

Na podstawie: unian.ua

Share Button

Żywność niszczona również na Krymie

Share Button

żywnośćOstatnie rozporządzenia wydane przez władzę Federacji Rosyjskiej dotyczące niszczenia żywności dotarły również na okupowany przez Rosję Półwysep Krymski.

„Sankcje” objęły 4 tony produktów uważane przez Rosję za szkodliwe do spożycia i dotknęły produktów z takich krajów jak Holandia (sałata, por, brokuły), Włochy (pomidory), Niemcy (seler), Norwegia (sałata) i Hiszpania.

Podobne działanie zostało zapoczątkowane kilka dni temu na terytorium Federacji Rosyjskiej i dotyczyło również polskich produktów sprowadzanych do Rosji przez inne państwa pomimo obowiązującego embarga.

Na podstawie: pravda.com.ua, unian.ua

Fot. wpolityce.pl

Share Button

Ukraina podpisze nową umowę gazową z Rosją

Share Button

gazociagWedług informacji podanej przez UNIAN, ukraiński minister energetyki i przemysłu węglowego, Wolodymyr Demczyszyn poinformował, że Ukraina, która od ponad miesiąca nie importuje gazu z Federacji Rosyjskiej, podpisze nową umowę z „Gazpromem”, aby przetrwać nadchodzący sezon grzewczy.

„Pomimo największych starań, jakie czynimy, szczytowe obciążenia trzeba będzie uzupełniać dostawami z Rosji. Dlatego jednoznacznie mamy zamiar dojść do porozumienia z Rosjanami, ponieważ konieczna jest umowa na sezon grzewczy” – poinformował na konferencji prasowej Demczyszyn.

Dodał, że kolejne trójstronne spotkanie Ukraina-UE-Rosja odbędzie się pod koniec sierpnia w Wiedniu. Zaznaczył ponadto, że Ukraina do końca sezonu grzewczego planuje kupować rosyjski gaz za cenę nie wyższą niż 250 dolarów z tysiąc metrów sześciennych.

Na podstawie: unian.ua

Share Button

Segregacja „legionistów” w służbie Ukrainy

Share Button

ochotnicy_atoDlaczego zagraniczni urzędnicy od ręki otrzymują ukraińskie paszporty, a wojskowi ochotnicy muszą na nie czekać przez lata?

Wiadomość o nadaniu ukraińskiego obywatelstwa w trybie przyspieszonym, poprzez specjalne postanowienie Prezydenta, dwóm obywatelom Rosji – polityk Marii Gajdar oraz dziennikarzowi  Władimirowi Fedorinowi – wywołało falę oburzenia wśród społeczeństwa ukraińskiego. Pod adresem świeżo upieczonych właścicieli paszportów z trójzębem na okładce pojawiło się sporo zarzutów. Główny zarzut adresowany był jednak nie do nich, a do ukraińskiej władzy, która uszczęśliwia cudzoziemców ukraińskim obywatelstwem zbyt wybiórczo.

Maria Gajdar, na zaproszenie szefa Obwodu Odeskiego Michaiła Saakaszwilego, przyjechała do pracy w Odeskiej Państwowej Administracji Obwodowej, a już w niecały miesiąc później z niedowierzaniem wertowała strony swojego nowego dokumentu potwierdzającego ukraińskie obywatelstwo. W tym samym czasie dziesiątki jej rodaków, ale także Polaków, Białorusinów i przedstawicieli innych państw, którzy od ponad roku ryzykują swoje życie walcząc za Ukrainę w Donbasie, na próżno wyczekują zgody w analogicznej sprawie nadania obywatelstwa.

Zgodnie z ustawodawstwem Ukrainy w przypadkach, które stanowią interes publiczny, Prezydent ma prawo przyznać cudzoziemcowi ukraińskie obywatelstwo w trybie przyspieszonym, czyli bez konieczności spełnienia warunków niezbędnych, takich jak np. pięcioletni pobyt na Ukrainie. Konieczne jest wówczas spełnienie tylko jednego warunku – rezygnacja z obywatelstwa innego kraju. Konstytucja Ukrainy zakazuje bowiem posiadania podwójnego obywatelstwa.

Wyjątki od reguły?

Przedstawiając 2 grudnia w Radzie Najwyższej Ukrainy kandydaturę Stepana Półtoraka na stanowisko Ministra Obrony, Prezydent Petro Poroszenko obiecał spełnić prośby uczestników operacji antyterrorystycznej i nadać ukraińskie obywatelstwo ich kolegom bojownikom posiadającym paszporty innych krajów.

Niektórym z nich rzeczywiście się udało. Postanowieniem Prezydenta z dnia 23 kwietnia 2015 roku obywatelstwo ukraińskie przyznano rosyjskiemu reżyserowi filmowemu, członkowi związku filmowców „Wawilon’13” i bojownikowi ukraińskiego batalionu ochotniczego „Ruś Kijowska” – Kristianowi Żeredze. W lutym, w dniu swoich 25 urodzin, napisał on na portalu Facebook, że marzy tylko o jednym prezencie – obywatelstwie ukraińskim. „Nie chcę umrzeć broniąc tej ziemi z rosyjskim paszportem w kieszeni” – pisał. Niecałe 24 godziny później Żeregi otrzymał telefon od administracji Prezydenta, a jego marzenie się spełniło.

Z dumą demonstruje dziennikarzom swój niebiesko-żółty paszport także oficer Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji Ilia Bogdanow, który przeszedł na stronę Ukrainy i walczył w szeregach Prawego Sektora. „Miałem szczęście [szybko uzyskać ukraińskie obywatelstwo], bo jestem dość dobrze znany. Innym jest znacznie trudniej” – przyznał Ilia, którego historia spotkała się z dużym zainteresowaniem w prasie. Bogdanowowi udało się otrzymać paszport z trójzębem przede wszystkim dzięki potężnej kampanii zorganizowanej w tym celu w sieciach społecznościowych przez jego zwolenników.

Decyzją Prezydenta obywatelem Ukrainy został również białoruski bojownik ochotniczego batalionu (a później pułku) Gwardii Narodowej „Azow” – Serhij Korotkych. Jednak takie sukcesy w strefie ATO nadal stanowią mniejszość.

Polak na służbie

Od ponad roku przeciwko wojskom rosyjskim i separatystom walczy w składzie ochotniczego batalionu „Donbas” (poporządkowanego Gwardii Narodowej) polski pisarz i terapeuta uzależnień Wadim Krzyżaniak. „Mój dziadek był Ukraińcem, wychowywałem się w miłości do Ukrainy. Dlatego zareagowałem na prośby ukraińskich polityków o pomoc” –  przyznaje 44-letni Warszawiak, który walczy o ziemię swoich przodków, idąc za głosem serca i nie otrzymując za to ani grosza. Wadim obawia się jednak, że w Polsce może mu grozić więzienie za udział w działaniach wojskowych na terenie innego państwa, co wyznał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Jedynym wyjściem jest dla niego otrzymanie ukraińskiego obywatelstwa.

Pomoc Krzyżaniakowi obiecał Minister Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow. Mimo, że wszystkie wymagane dokumenty zostały złożone już w grudniu ubiegłego roku, Wadim wciąż nie uzyskał ukraińskiego paszportu. Formalnie Krzyżaniak złamał ukraińskie prawo, ponieważ dozwolony jedynie trzymiesięczny okres pobytu na Ukrainie bez wizy już dawno minął. Nadal służy on jednak w Donbasie, czego nie żałuje, nie uważa się również za najemnika ponieważ nie otrzymuje żadnej wypłaty. „Jedynej rzeczy, której się obawiam, to ta, że urzędnicy przypomną sobie o mnie, kiedy już zginę. Ukraina będzie pamiętać, że był taki Polak, który za nią walczył. Problemem jest jednak to, że ja nie chcę umierać. Chcę żyć” – powiedział Wadim Krzyżaniak. Dziennikarze spotkali się z nim w jednym z najgorętszych punktów ATO – w miejscowości Szyrokine pod Mariupolem.

Zagraniczny legion urzędników

Krzyżaniak to tylko jeden z wielu przykładów, które wskazują, że zagranicznym ochotnikom o wiele trudniej jest otrzymać ukraińskie obywatelstwo, niż zagranicznym urzędnikom, a nawet dziennikarzom. Minister Finansów Natalia Jaresko, Minister Zdrowia Oleksandr Kwitaszwili, Minister Gospodarki Aiwaras Abramovicius, zastępca Ministra Spraw Wewnętrznych Eka Zguladze, zastępca Prokuratora Generalnego Davit Sakvarelidze, szef Odeskiej Administracji Państwowej Michaił Saakaszwili czy też szef milicji w Obwodzie Odeskim Giorgi Lortkipanidze – to niepełna lista urzędników, którzy w ciągu ostatniego roku  zostali obywatelami Ukrainy w trybie przyspieszonym, „w interesie publicznym”.

Pomimo pewnych kontrowersji, czy rzeczywiście przynoszą Ukrainie korzyść zagraniczni menedżerowie w rządzie, odpowiednie postanowienia Prezydenta społeczeństwo odebrało ze zrozumieniem. Niezadowolenie z powodu wybiórczego podejścia, które faktycznie stawia zagranicznych ochotników poza prawem, nieustanie jednak rosło.  Przerodziło się ono w końcu w falę oburzenia po tym, jak „nagrodzeni” ukraińskim paszportem zostali Gajdar i Fedorin. Owszem, państwo ukraińskie samo zaprasza do pracy w strukturach władzy niektórych „legionistów”, podczas gdy ochotnicy przyjeżdżają na wojnę z własnej inicjatywy i nie wszystkich z nich, mających broń w rękach, można uznać za lojalnych wobec Kijowa. Zagranicznym urzędnikom też można jednak wiele zarzucić.

Fedorinowi, byłemu redaktorowi „Forbes Ukraina” (wychodzącemu w języku rosyjskim) przypomniano artykul „Dzień Jedności”, opublikowany w rosyjskiej gazecie „Wedomosti”. W tekście tym Fedoryn, na drugi dzień po pierwszym zabójstwach na Majdanie, barwnie opisywał, jak członkowie Berkutu odważnie ruszyli po zgęstniałej powierzchni lodu i pogonili protestujących w dół Placu Europejskiego. Co ciekawe, Fedorin kręci obecnie film reklamujący armię kontraktową na Ukrainie. Więcej zarzutów pojawiło się wobec Marii Gajdar, prawnuczki radzieckiego pisarza i córki byłego Ministra Finansów Rosji. Czujni blogerzy wytropili na portalach społecznościowych jej wpisy, w których oskarżała ona Gruzję o rozpętanie wojny przeciwko Rosji w sierpniu 2008 roku, nazwała „ohydnym” ówczesnego Prezydenta Gruzji Saakaszwilego, a więc swojego obecnego szefa, a także podkreślała, że Krym jest częścią Rosji.

„A zatem, Masza Gajdar otrzymała ukraińskie obywatelstwo. Z Ukrainą nie była dotychczas związana w żaden sposób, pracowała w funduszu, który otrzymywał pieniądze od rządu Federacji Rosyjskiej, a do szeregów opozycji była zaliczana tylko przez wzgląd na stare lata. Jej ostatnia opozycyjna akcja miała miejsce dziewięć lat temu” – skwitował sytuację rzecznik Prawego Sektora Artem Skoropadski, który też jest obywatelem Rosji i czeka na paszport z trójzębem. „Oprócz Maszy jest jeszcze około 50 zagranicznych aktywistów Prawego Sektora, którzy nie mówią czegoś tam w telewizji, ale walczyli i właśnie teraz walczą na froncie o Ukrainę. Są też jeszcze zagraniczni bojownicy z batalionu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Oni nie mają obywatelstwa. A Masza ma” – dodał Skoropadski.

Twardy orzech do zgryzienia

Dziesiątki cudzoziemców walczą również w innych oddziałach – „Azow”, „Donbas”, „Ajdar” itd. Liczba zagranicznych „legionistów” w armii ukraińskiej wynosi więc kilkuset. Nie wszyscy z nich proszą o nadanie obywatelstwa, ale tych, którzy czekają na ten krok Prezydenta, jest co najmniej kilkudziesięciu.

Znany ukraiński dziennikarz Wachtang Kipiani skrytykował podejście władz do kwestii wydawania ukraińskich paszportów jako zbyt spersonalizowane, a dokładniej podejście PR-owe.  Zdaniem Kipianiego „potrzebny jest prosty i przejrzysty system przyznawania obywatelstwa tym, którzy tego chcą. Nie jesteśmy Stanami Zjednoczonymi, Kanadą czy Unią Europejską. Nie chodzi tu o milion osób, które przedzierają się pod drutem kolczastym, podróżują w przyczepie albo płyną na tratwach, żeby mieszkać na Ukrainie. Znam kilka osób pochodzenia ukraińskiego, które latami czekają na nadanie obywatelstwa zgodnie z obowiązującym prawem. Każdy, kto chce przynosić dobrobyt Ukrainie, powinien łatwo otrzymać paszport, a zwłaszcza ukraińska diaspora. Nie może być też tak, że gdy jedni otrzymują dokument w ciągu kilku tygodni, drudzy czekają na niego kilka lat”.

Ryzykowanie każdego dnia własnego życia w Donbasie i własnej wolności w przypadku powrotu (lub nawet deportacji) do domu, w tym do Rosji, to najwyraźniej zdaniem rządzących zbyt mało, aby udowodnić powagę zamiarów stania się obywatelem Ukrainy. Z drugiej strony w Państwowej Służbie Migracyjnej Ukrainy, która zajmuje się kwestiami nadawania obywatelstwa w trybie zwykłym, wskazuje się na poważny argument – w warunkach wojny do wydawania paszportów należy podchodzić ze szczególną ostrożnością, aby w szeregi obywateli nie wkradli się dywersanci i przestępcy.

Tymczasem w Radzie Najwyższej Ukrainy, która od lipca przebywa na wakacjach, leży już przygotowany projekt, na bazie którego zostaną wniesione zmiany do ustawy o obywatelstwie. Przewiduje on uproszczenie procesu otrzymania obywatelstwa przez cudzoziemców, którzy bronią integralności terytorialnej Ukrainy na wschodzie, biorą udział w operacji antyterrorystycznej lub którzy byli prześladowani w kraju ze względu na wsparcie dla suwerenności Ukrainy. W trakcie pierwszego czytania Parlament odesłał jednak dokument do dalszych prac – eksperci nazwali projekt wniesiony przez deputowanych Partii Radykalnej za populistyczny, a nie taki, który rzeczywiście rozwiązuje wskazany problem.

Dmytro Lychowij

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Fot. mil.gov.ua

Share Button

Poroszenko: konieczne konsultacje ws. sytuacji w Donbasie

Share Button

1407843686-3404-poroshenko-petrPrezydent Ukrainy polecił szefowi MSZ Pawło Klimkinowi przeprowadzenie konsultacji w sprawie ostatnich walk w Donbasie na szczeblu państw tworzących tzw. format normandzki (Ukraina, Rosja, Niemcy, Francja).

Wcześniej o rozwoju wydarzeń zostali poinformowani przedstawiciele OBWE i Rosji.

Z kolei szef RNBO Ołeksandr Turczynow stwierdził, że prorosyjscy separatyści planują szereg prowokacji wobec ludności cywilnej. Liczba ofiar tych zdarzeń może być w ocenie RNBO większa, niż w przypadku zestrzelenia Boeinga MH17 (zginęło wówczas 298 osób). Mieliby w nich wziąć udział m.in. ludzie przebrani w ukraińskie mundury, co miałoby zrzucić odpowiedzialność za ofiary na Siły Zbrojne Ukrainy.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Bolesne poszukiwanie zadłużeniowego kompromisu, ciekawe prognozy i bankowa fuzja roku – tydzień 3-7 sierpnia w gospodarce Ukrainy

Share Button

biznesProblem poszukiwania korzystnej dla obu stron decyzji w sprawie restrukturyzacji zagranicznych prywatnych długów Ukrainy w zeszłym tygodniu wyszedł na pierwsze miejsce pod względem znaczenia dla gospodarki, bo pełny konstruktywizm, który był wypracowany tydzień wcześniej uszedł w dal, a planowane spotkanie na wysokim szczeblu tak i nie odbyło się.

4 sierpnia ukraińskie Ministerstwo Finansów przesłało do klubu prywatnych wierzycieli odnowioną propozycję zreformowania zadłużenia odnośnie euroobligacji i zaprosiło wierzycieli do dyskusji na specjalne spotkanie 6 sierpnia w Londynie. Jednak komitet wierzycieli po raz kolejny uznał tę propozycję nie do przyjęcia, a londyńskie spotkanie – przedwczesnym.

Reakcja Ministerstwa Finansów na oświadczenie była konstruktywna, i już 7 sierpnia Ministerstwo Finansów oficjalnie poinformowało o naznaczeniu daty negocjacji na 12 sierpnia w kalifornijskim mieście San Mateo, gdzie znajduje się siedziba głównego posiadacza ukraińskich euroobligacji – funduszu inwestycyjnego Franklin Templeton. Udział w tych negocjacjach oficjalnie potwierdziła minister finansów Ukrainy Natalia Jareśko, która w tym celu osobiście uda się do Stanów Zjednoczonych. Eksperci i analitycy rynku nazywają spotkanie 12 sierpnia ostatnią szansą na uniknięcie bankructwa dla Ukrainy, ponieważ do zawarcia porozumienia, które zostanie osiągnięte potrzeba czasu, a wypłatę euroobligacji na 500 milionów dolarów trzeba będzie zrobić już we wrześniu, a techniczne bankructwo nie przyczyni się do wzrostu reputacji Ukrainy jako rzetelnego płatnika za swoje zobowiązania.

Tymczasem rynkowi gracze i eksperci już rozważają różne warianty rozwoju sytuacji. W ten sposób, według informacji Bloomberg, niektóre firmy inwestycyjne już oczekują obniżenia kosztów ukraińskich euroobligacji na tle sprzeczności między rządem i wierzycielami i gotowi są kupować obligacje, zakładając ryzyko spisania 15% ukraińskiego zagranicznego zadłużenia. Według ankiety agencji Bloomberg, która zgromadziła opinie 14 analityków finansowych i wyprowadziła ich średni wynik, Ukraina i kredytodawcy zgodzą się na umorzenie 22,5% długu Ukrainy. Prognoza całkowicie realna, ponieważ obie strony już wyraziły gotowość do kompromisu. Ponadto, Ministerstwo Finansów USA wezwało do porozumienia prywatnych wierzycieli – choć w formie komentarza wiceministra finansów na jednym z kanałów telewizyjnych, ale to dość istotny argument. Więc w najbliższym czasie można się spodziewać kompromisu na zasadzie „ani waszym, ani naszym”. Przynajmniej chce się w to wierzyć.

O tym, że restrukturyzacja euroobligacji i ryzyko bankructwa to jedyne, co uniemożliwia przywrócenie ukraińskiej gospodarki, świadczą prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tak więc, według informacji agencji „Ukraińśki nowyny”, powołując się na dane MFW, fundusz przewiduje średni kurs hrywny w 2015 roku na poziomie 22 hrywny za dolara, a w 2016 roku – 24,1 hrywny za dolara. Do 2020 roku fundusz oczekuje na płynny wzrost kursu hrywny do 25,5 zł. za dolara. Państwowy komitet statystyki w lipcu odnotował deflację na poziomie 1%, tendencja dominacji sprzedaży waluty obcej – Ukraińcy w lipcu, jak i w poprzednich miesiącach, sprzedają więcej waluty obcej, niż kupują. Co prawda, w prognozie MFW jest jedna wada – fundusz oczekuje podwojenia wzrostu wydatków na subsydia mieszkaniowe w 2016 roku z powodu wzrostu cen energii i opłat komunalnych. Jeszcze jednym czynnikiem stabilności systemu finansowego będzie można uznać zakończenie nielegalnego odpływu kapitału – według wiceministra finansów Oleny Makiejewoj, przez ostatnie półtora roku przez fałszywe papiery wartościowe wyprowadzono z Ukrainy ponad 400 mld hrywien. Prognoza samej agencji ratingowej Fitch jest bardziej „przyziemna”: agencja potwierdziła długoterminowy międzynarodowy rating kredytowy Ukrainy na poziomie przed bankructwem „CC” i stwierdziła, że nie widzi podstaw do jego rewizji w niedalekiej przyszłości, a bez wsparcia MFW i innych międzynarodowych pożyczkodawców na Ukrainie bardzo szybko nadejdzie kryzys walutowy.
Pełny tekst artykułu dostępny na portalu Wschodnik.pl

 

Share Button