sobota, 13 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 209)

polukr

Poroszenko: mamy nadzieję na wstrzymanie ognia od 1 września

Share Button

Prezydent Ukrainy wystąpił z inicjatywą wstrzymania walk na Donbasie. Nowe zawieszenie broni miałoby obowiązywać od 1 września br.

Podczas dzisiejszej wizyty w Mariupolu, Poroszenko poinformował, że 26 sierpnia br. na jego wniosek przedstawiciele Ukrainy w trójstronnej grupie kontaktowej w Mińsku przedstawili wspomnianą inicjatywę, która spotkała się z poparciem Niemiec i Francji.

„Teraz czekamy na odpowiedź jeszcze jednej osoby, czyli Władimira Putina” – powiedział Poroszenko. Dodał, że konieczne jest stworzenie warunków dla wycofania artylerii i ciężkiego sprzętu z terytorium Ukrainy, a także umożliwienia dostępu obserwatorom OBWE do wszystkich żądanych lokalizacji.

Podczas wizyty w Mariupolu prezydent Ukrainy otworzył m.in. centrum usług administracyjnych, które ma zajmować sie obsługą mieszkańców i przedstawicieli biznesu.

Na podstawie: president.gov.ua

Share Button

Ukraina i Chiny będą budować kolejne An-225

Share Button

Przedsiębiorstwo Antonowa, wchodzące w skład koncernu zbrojeniowego UKROBRONOPROM podpisało umowę o współpracy z chińską firmą Aerospace Industry Corporation of China (AICC), która dotyczy współpracy przy budowie kolejnych egzemplarzy samolotu transportowego An-225 Mrija.

Strony porozumienia wyraziły zamiar długotrwałej współpracy, która ma obejmować w pierwszej kolejności modernizację i ukończenie drugiego egzemplarza An-225 (na zdj.), a następnie stworzenie możliwości wspólnej produkcji seryjnej kolejnych maszyn tego typu w Chinach, na licencji udzielonej przez Antonowa. Każdy z etapów współpracy ma być realizowany na mocy odrębnej umowy.

An-225 Mrija to największy samolot, jaki został kiedykolwiek zbudowany. Ma rozpiętość skrzydeł 88 m oraz długość 84 m i jest napędzany sześcioma silnikami D-18. Został zbudowany w latach 80. XX wieku dla celów transportu radzieckich promów kosmicznych „Buran”. Może przewozić ładunki i maksymalnej masie do 253 ton. Jak dotąd ukończono budowę tylko jednego samolotu tego typu.

Poniższe nagranie przedstawia start An-225 z lotniska Doncaster w Wielkiej Brytanii.

Na podstawie: antonov.com.ua

Share Button

17 września pojawi się wspólne oświadczenie parlamentów Polski, Litwy i Ukrainy?

Share Button

W Warszawie odbywa się spotkanie liderów parlamentów krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Biorą w nim udział m.in. przedstawiciele litewskiego Sejmu oraz ukraińskiej Rady Najwyższej.

Celem spotkania jest omówienie możliwości rozszerzenia współpracy parlamentarnej. Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Andrij Parubij wystąpił z inicjatywą przyjęcia przez parlamenty Polski, Litwy i Ukrainy wspólnego oświadczenia w związku z przypadającą 17 września rocznicą agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku.

„Jestem pewien, że możemy powrócić do tradycji wspólnej oceny, tradycji poszukiwania i wskazywania źródeł zagrożeń dla naszych krajów, a Polska, Litwa i Ukraina staną się jeszcze bliższymi sojusznikami i będą mogły przezwyciężyć nieporozumienia i rozbieżności, jakie pojawiają się w dyskusjach historycznych” – powiedział Parubij.

Na podstawie: facebook.com/AmbasadaUkrainywPolsce

Share Button

Relacja oficera LITPOLUKRBRIG z obrony lotniska w Ługańsku

Share Button

Ukraiński żołnierz-desantnik, major Ihor Bondarenko pełni służbę wojskową na stanowisku starszego oficera sekcji planowania S5 dowództwa Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej. Praca sekcji jest niełatwą, ale dzięki współpracy oficerów z Polski, Litwy i Ukrainy udaje się nie tylko rozwijać współpracę, ale także tworzyć koncepcje i plany przyszłego zastosowania jednostek podległych wielonarodowej jednostce.

Do czasu rozpoczęcia służby w LITPOLUKRBRIG major Bondarenko służył na stanowisku naczelnika wydziały wozów sztabowych polowego węzła łączności 80 Brygady Wojsk Powietrznodesantowych z Lwowa. A w sierpniu 2014 roku był jednym z kilkuset lwowskich desantników, którzy w składzie batalionowej grupy taktycznej brygady brali udział w walkach z elitarnymi jednostkami sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej: pod ogniem rosyjskich artylerzystów odpierali ataki rosyjskich T-72 i T-90, a także zadawali straty „zabłąkanym” żołnierzom rosyjskich wojsk powietrznodesantowych z Pskowa.

Major Ihor Bondarenko wspomina, że w marcu 2014 roku, kiedy jeszcze nie było mowy o Operacji Antyterrorystycznej, żołnierze 80 Brygady z Lwowa stacjonowali już na pozycjach obronnych na północnym-wschodzie Ukrainy.

Już wówczas jednostki wojskowe Federacji Rosyjskiej rozpoczęły „ćwiczenia” w bezpośredniej bliskości granicy z Ukrainą, wobec czego Brygada pozostawała w stanie podwyższonej gotowości bojowej i wyruszyła ze spokojnego Lwowa na wschód. W ciągu kolejnych dwóch miesięcy żołnierze „koczowali” pod granicą ukraińsko-rosyjską.

„A już w maju jedna z naszych kompanii wzięła pod ochronę Międzynarodowy Port Lotniczy „Ługańsk”, który z czasem niemal całkowicie otoczyli rosyjscy najemnicy. Po walkach i wyzwoleniu Słowiańska także na naszym odcinku zaczęło się formowanie kolumny, która miała przerwać pierścień okrążenia i wzmocnić naszych żołnierzy na lotnisku” – opowiada major Bondarenko.

bondarenko

W 2014 roku nie było dokładnie wyznaczonej linii frontu, a na wyzwolonych obszarach działali kolaboranci i osoby naprowadzający ogień artylerii. Dlatego, gdy na trasie przemieszczających się oddziałów doszło do ostrzału ze strony przeciwnika przez wyrzutnie pocisków rakietowych GRAD, dowodzący kolumną pułkownik Andrij Kowalczuk zdecydował o wyborze innej drogi. Na szczęście obok znajdowała się inna droga, wiodąca przez wzmocniony most, co prawda ze zbudowaną blokadą, którą jednak udało się usunąć przy pomocy czołgu.

„Kolumna wyruszyła inną drogą – stało się to niespodzianką dla bojowników. Wyszliśmy na tyły wrogiego blok-postu i zniszczyliśmy go, a następnie znaleźliśmy lotnisko polowe z kilkoma samolotami, które również zniszczyliśmy. Co prawda wroga artyleria jeszcze pięć razy próbowała nas zatrzymać ostrzałem z GRAD-ów, ale na szczęście pociski padały daleko za nami” – dodaje desantnik.

Najtrudniej było na samym podejściu do lotniska. Bojownicy zorientowali się w manewrze ukraińskich desantników i organizowali dobrze przygotowaną obronę. Początkowo, z zasadzki udało im się trafić czołg, zginął jeden z członków jego załogi.

„Rzecz jasna nie musieli długo czekać na naszą odpowiedź. Artylerzysta Wołodymyr Lubanicz w rekordowo krótkim czasie rozwinął swój pododdział, który zaczął prowadzić ogień po pozycjach bojowników, nie oczekujących tak szybkiej odpowiedzi. Tymczasem kolumna przesunęła się aż do ostatniego przed lotniskiem mostu i w tym miejscu rozpoczął się ostrzał z RPG, SPG i broni strzeleckiej. A gdy włączyliśmy się do walki doszedł do tego jeszcze moździerz. Trzeba było ruszać się, ale przód kolumny paraliżował trafiony wcześniej czołg, załoga którego, po śmierci towarzysza prowadziła ciągły ogień i dopiero interwencja pułkownika Andrija Kowalczuka umożliwiła dalszy ruch. Pułkownik sam wsiadł do pierwszego w kolumnie transportera i poprowadził żołnierzy na lotnisko. Udało się tam dotrzeć, jednak trafiony został pierwszy w kolumnie transporter. Na szczęście załoga na czas opuściła pojazd, jednak następnie pułkownik Kowalczuk został ciężko ranny. Z kolei granat z SPG trafił w ciężarówkę, gdzie znajdowała się obsługa jednej z armat. Wieczna pamięć bohaterom…” – opowiada oficer.

lotn4

Po przerwaniu obrony przy moście lwowscy desantnicy ruszyli wprost na lotnisko. Starcia praktycznie wygasły. Żołnierze z oddziału, który już był na lotnisku wskazywali kierunek marszu rakietami sygnałowymi – jako że wszystkie główne podejścia i drogi były zaminowane, wskazywali drogę przez niewielkie lasy i zarośla. W końcu, o północy z 13 na 14 lipca lwowscy desantnicy dotarli na teren portu lotniczego.

„Z tego co nam było wiadomo w tym czasie Rosja przekazała „separatystom” sprzęt opancerzony i artylerię, dlatego żołnierzom na lotnisku było ciężko trzymać się bez wsparcia własnej artylerii i czołgów. Nasze przybycie wywołało radość i nie raz można było usłyszeć „O, czołgi i artyleria, teraz będzie koniec z <separami>”. Tej nocy zostaliśmy ostrzelani z GRAD-ów. Pamiętam, że mimo tego, iż przebywałem w ukryciu i tak było czuć skutki ostrzału” – dodaje Ihor Bondarenko.

Następnego dnia rozpoczęła się „konwencjonalne działania”. Na początku ostrzały artylerii bojowników nie były intensywne. Major Ihor Bondarenko mówi, że „częstowano” ich z wielkiego kalibru możliwe 1-2 razy dziennie i 3-4 razy w nocy. Jednak w czasie, gdy ukraińska artyleria zaczęła ostrzeliwać ważne obiekty, technikę i siłę żywą bojowników wokół Ługańska, liczba ostrzałów znacząco się zwiększyła. Ogień był prowadzony z pozycji w pobliżu szkół, szpitali i z osiedli, co uniemożliwiało „adekwatną” odpowiedź. Terytorium lotniska było niewielkie, więc niemal każdy pocisk powodował straty w technice. Najboleśniejsze były rzecz jasna straty wśród żołnierzy. W czasie pomiędzy ostrzałami żołnierze zajmowali pozycje wokół lotniska, porządkowali pozycje obronne, rozpoznawali okolice i przeprowadzali drobne naprawy.

Aktywne działania jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy przyniosły szereg sukcesów nad bojownikami i z czasem także lwowscy desantnicy przeszli do działań ofensywnych. Wspólnie z ochotnikami z batalionu „Ajdar” oczyścili wioski Georgijewka, Łutugino, Nowoaniwka, Peremożne, Nowosvitlivka, Hraszczuwate i w pełni odblokowali lotnisko.

lotn1

„Już wówczas zetknęliśmy się w walce z kadrowymi rosyjskimi wojskowymi. I już wówczas zaczął rozwiewać się mit o niezwyciężoności rosyjskiej armii, bo z tych starć wychodziliśmy bez strat, a przeciwnik był rozbity, ze stratami w sile żywej i technice. Jeden z epizodów: kompania pskowskich desantowców pod rosyjską flagą podjechała pod jeden z naszych blok-postów. Byli na tyle pewni siebie, że ich dowódca nawet nie rozproszył swoich wozów, ale zszedł z BTR-a i poszedł porozmawiać z naszymi żołnierzami. Zbyt późno zorientowali się, że to ukraińskie pozycje. Dwa pierwsze rosyjskie BTR-y rozstrzelaliśmy od razu z blok-postu, resztę nakryła nasza artyleria” – podsumowuje Bondarenko.

Do połowy sierpnia ukraińskie oddziały niemal całkowicie okrążyły Ługańsk i wśród bojowników zaczęła się panika, a przede wszystkim – zaczęła kończyć się amunicja, w związku z czym mniej było także ostrzałów lotniska. Taka sytuacja utrzymała się do czasu przybycia pierwszego „konwoju humanitarnego”. Po jego przyjeździe nagle „obudziła się” artyleria separatystów, którzy przez dwa dni prowadzili nieustanny ostrzał, w wyniku którego m.in. całkowicie zniszczona została wioska Hraszczuwate na przedmieściach Ługańska. W ciągu tych dwóch dni na samo lotnisko spadło więcej pocisków, niż przez cały ubiegły miesiąc.

Po Hraszczuwatym artyleria bojowników zniszczyła Novosvitlivkę. Dzięki temu separatyści, wspierani przez rosyjską armię zbliżyli się do samego lotniska. Jedyna droga, jaka łączyła lotnisko z terytorium kontrolowanym przez Ukrainę od tego momentu była pod ciągłym ostrzałem.

Szczególnie ciepło major Bondarenko mówi o przyjeździe wolontariuszy. Żołnierze byli już dość mocno zmęczeni i wyczerpani, ale biały mikrobus na blok-poście spowodował ożywienie. Żywność, czyste rzeczy, ludzie z „pokojowej” Ukrainy, z wieściami i nadzieją. Przywieźli ze sobą święto, które jednak nie trwał długo.

„Dobrze pamiętam wypadek, jak w ostatnich dniach obrony wzięliśmy do niewoli rosyjskich żołnierzy, którzy podjechali cysterną pod nasze pozycje. Byłem wówczas na posterunku i w pewnym momencie obsada blok-postu zapytała przez radio, czy nie ma w pobliżu innych ukraińskich jednostek? Nie, odpowiadam, tam tylko <separy>”. Po niecałych 10 minutach blok-post ponownie połączył się przez radio, prosząc o zabranie jeńców i techniki: owi „jelenie” zajechali wprost na nasze pozycje „w gości”. Oficer miał przy sobie mapę z naniesionymi pozycjami rosyjskiej techniki, na które skierowaliśmy ogień naszej artylerii. Podobno było tam gorąco…” – dodaje Ihor Bondarenko.

Innego dnia, gdy major zajmował się rozśrodkowaniem pojazdów, które dotarły na lotnisko jako wzmocnienie, w otwartym terenie ludzi zastał ostrzał z BM-21. Ihor Bondarenko i podpułkownik Anatolij Iczenski znaleźli się w samym środku pola ostrzału. Biec – pewna śmierć. Pozostało im jedynie położyć się na ziemi i prosić Boga, by żadna rakieta nie spadła wprost na nich. Mieli szczęście, jako że po kilkuminutowej kanonadzie obaj podnieśli się cali i zdrowi.

lotn2

Nie zawsze jednak wszystko kończyło się tak dobrze. Lotnisko było nie tylko ważnym obiektem strategicznym, ale również swoistą fortecą niezłomności ukraińskich żołnierzy, którą trzeba było zniszczyć. Dlatego pod koniec sierpnia do walki rzucono nie tylko prorosyjskich najemników, ale także elitarnych czołgistów z dywizji kantemirowskiej oraz desantowców z Pskowa. Pododdział pancerny na czołgach T-64 opuścił pozycje, nasłuchawszy się historii o rosyjskich T-90 – nie wytrzymali nerwowo. Mimo tego, lwowscy desantnicy byli gotowi bronić się nawet bez tego wsparcia.

Ostatni dzień obrony, 31 sierpnia 2014 roku został zapamiętany przez majora jako dzień szalonego ostrzału artyleryjskiego. Ukraińska artyleria do tego czasu poniosła na tyle duże straty, że nie była w stanie dostatecznie mocno odpowiadać na ogień.

„To było po prostu piekło. Wywiad przypuszcza, że lotnisko atakował co najmniej batalion pskowskich desantowców, batalion dagestańskiej piechoty i do 500 najemników ze wsparciem czołgów. Nas było wówczas około 300. Przywitaliśmy wroga tym, co mieliśmy – bronią strzelecką, RPG i SPG. Jak 300 spartan… Dzięki przewadze w ludziach i sprzęcie przeciwnik dostał się na teren lotniska, rozbił obronę na trzy części. Było nas zbyt mało, dlatego każdy był jednocześnie strzelcem, saperem i obsługiwał broń przeciwpancerną. Ja i major Dmytro Łobanow obsługiwaliśmy SPG-9, z którego potem mój podwładny, Witalij Hrebinnyk z dwoma innymi żołnierzami zatrzymali pierwszy rosyjski T-90, który wjechał na teren lotniska od strony Ługańska. Nie cofaliśmy się i staliśmy na pozycjach do końca, dochodziło miejscami do walki wręcz. Nacisk był tak duży, że pułkownik Andrij Kowalczuk wezwał ogień artylerii na nas. To trochę ostudziło Rosjan” – mówi oficer.

Major dodaje, że atak rosyjskich żołnierzy załamał się już na początku i w dalszej części walki część Rosjan chowała się w lesie na podejściu do lotniska. Tylko jedna BMD wysunęła się naprzód – nie wiadomo po co, jako że niemal od razu zatrzymano ją trafiając w gąsienice, a następnie niszcząc razem z załogą.

Pod wieczór sytuacja stała się jeszcze cięższą. Ale major Bondarenko stwierdza, że trudniej było nie tylko ukraińskim żołnierzom, ale i przeciwnikowi. Ówczesny dowódca sektora, generał Ihor Kolesnik nakazał, by cała dostępna artyleria sektora wsparła desantników. Walka i ciężkie straty zdemoralizowały Rosjan. Niewielkimi grupami zaczęli opuszczać teren lotniska. Niestety, jak wynika z relacji świadków, dokonywali egzekucji rannych i jeńców. Już wieczorem walki miały pozycyjny charakter, z niewielka wymianą ognia i ogniem artylerii.

Infrastruktura i wszystkie umocnienia lotniska były faktycznie zniszczone. Pas startowy nie mógł przyjmować samolotów. Utrzymywanie lotniska w tym stanie i narażanie ludzi na niebezpieczeństwo nie miało już sensu. 80 Brygada otrzymała rozkaz opuszczenia lotniska i dołączenia do własnych sił. W walkach 31 sierpnia zginęło 13 żołnierzy. Byli także zaginieni i ciężko ranni.

lotn3

„Zaczęliśmy odwrót trzema grupami około godziny 22. Pamiętam, jak lekarz zaproponował, że zostanie z rannymi, na co dowódca, pułkownik Kowalczuk odpowiedział, że wyjdziemy sami i zabierzemy rannych. Wówczas, na szczęście dotarła do nas ciężarówka z 24 Brygady Zmechanizowanej z Jaworowa k. Lwowa. Kierowca to prawdziwy bohater. To było niemal samobójstwo, ale dzięki niemu udało się ewakuować rannych. Reszta ludzi szła pieszo, gdyż cała technika została zniszczona w czasie walk. Potem – 10 km marszu i wyszliśmy na terytorium kontrolowane przez nasze oddziały. Niestety, musieliśmy opuścić lotnisko, ale zadaliśmy straty wojskom rosyjskim” – kończy opowieść major Bondarenko.

Teraz, jako oficer LITPOLUKRBRIG mówi, że 31 sierpnia to jak drugie urodziny. Trudno było to przetrwać, ale nie miał prawa zginąć – w domu czekała na niego żona, syn i córka. Z walk o lotnisko wyniósł ważną lekcję – żołnierz powinien być dobrze wyszkolony, przejawiać inicjatywę i liczyć na wsparcie towarzyszy broni. Właśnie te wartości major Bondarenko stara się stosować podczas pracy w zakresie przygotowania do działań oddziałów Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej.

Oleksandr Gain

Zdjęcia z archiwum Ihora Bondarenko.

Share Button

Stanowisko Fundacji CB Polska – Ukraina dotyczące petycji grupy ukraińskich polityków i aktywistów ws. propozycji odpowiedzi na uchwałę Sejmu RP

Share Button

Stanowisko Fundacji Centrum Badań Polska -Ukraina dotyczące petycji grupy ukraińskich  polityków i aktywistów w sprawie propozycji odpowiedzi na uchwałę Sejmu RP z dnia 22 lipca 2016.

Jako osoby zaangażowane bezpośrednio w stosunki polsko-ukraińskie, codziennie mający styczność z tą tematyką, politolodzy, specjaliści, eksperci ds. pomocy rozwojowej i dziennikarze zarówno Polacy jak i Ukraińcy uważamy, że pora przestać ścigać się w nieodpowiedzialnych krokach. Naszym zdaniem, opublikowana petycja jest próbą zrobienia politycznego show i wywarcia presji na środowisko prezydenta Poroszenki, który ze strategicznego znaczenia relacji z Polską doskonale zdaje sobie sprawę.

 Aczkolwiek uchwała Sejmu RP z dnia 22 lipca 2016 roku ( M.P. 2016 poz. 726) zawierała kilka nieszczęśliwych sformułowań, nie zawarto w niej jakichkolwiek oskarżeń przeciwko obecnym obywatelom Ukrainy w całej masie, ani jakichkolwiek roszczeń wobec kogokolwiek.

Zawarte w tekście propozycji sformułowania stanowią kalkę z wieloletniej radzieckiej propagandy, która wykorzystywała przez lata antypolskie resentymenty do pogłębiania niechęci pomiędzy narodami tworzącymi ongiś Rzeczpospolitą, które stanowiły wówczas wspólny organizm polityczny i społeczny.

Linię polityki wobec Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy i Białorusi wyznaczył po 1989 roku nie spadek po emigracyjnym Rządzie RP na Uchodźstwie, ale ośrodek intelektualny Kultury Paryskiej stworzonej przez Jerzego Giedroycia. Dysydenci ukraińscy jeszcze w czasach komunistycznych spotykali się w głębokiej konspiracji i współpracowali z antykomunistycznym polskim podziemiem. Nie ma już wśród żywych Wiaczesława Czornowoła, który był głównym aktorem na scenie współpracy z Polakami, z Jerzym Giedroyciem wymieniał poglądy i doskonale rozumiał konieczność znalezienia wspólnej przyszłości we współpracy politycznej po odzyskaniu niepodległości.

Próba prowadzenia dyplomacji alternatywnej i stawiania w tych kwestiach na rywali politycznych obecnego polskiego rządu, jeśli nawet zamierzona, jest dramatycznie krótkowzroczna i nie opiera się na faktach. Myli się ten kto uważa, że poprzedni Rząd RP Platformy Obywatelskiej nie podnosił kwestii historycznych. Były i są one ważne dla wszystkich rządów, różni się jedynie sposób realizacji i poszczególne akcenty.

Interesem strategicznym Ukrainy jest współpracować z Polską gdyż tylko ona rozumiała i rozumie zagrożenie rosyjskie. Polska, zarówno rząd jak i społeczeństwo obywatelskie bez przerwy udziela Ukrainie konkretnej pomocy, która obecnie jest kilkadziesiąt razy wyższa i konkretniejsza niż miało to miejsce w przeszłości. Warto wspomnieć chociażby o tym, że:

  • corocznie 400 ukraińskich urzedników wyjeżdża na staże do polskich urzędów w ramach pomocy typu twinning,
  • Narodowy Bank Polski udzielił linii kredytowej SWAP Narodowemu Bankowi Ukrainy w wysokości 4 mld zł,
  • w ramach programu U LEAD, który wynegocjowały polskie władze zorganizowano 100 mln euro na wsparcie instytucji w ramach reformy samorządowej,
  • podpisano szereg umów wojskowych o ścisłej współpracy i systematycznych wspólnych ćwiczeniach, a z polskiej inicjatywy ukraińscy żołnierze uczestniczą w ćwiczeniach NATO,
  • polscy obywatele przekazali łącznie kilka milionów złotych na pomoc Ukrainie, a polskie wolontariuszki i wolontariusze nieustannie jeżdżą na front ryzykując życie by dostarczyć pomoc tam, gdzie nie dociera ona z rządowych rozdzielników.

Należy zatem zadać sobie pytanie, czy fakt, że polska pomoc nie jest pomocą bezwarunkową jest dla Ukrainy czymś do takiego stopnia nie do przyjęcia, że niektóre środowiska próbują dokonywać takiej skali prowokacji? W historii świata można znaleźć niejeden przykład bliskiej współpracy pomimo trwajacych jednocześnie trudnych rozmów o przeszłości. Bo tylko trudne rozmowy mogą doprowadzić do prawdziwego zakończenia sporów i pojednania.

Na sam koniec: tak samo jak krytykujemy polskich nacjonalistów z wybranych ugrupowań politycznych, jak wzywamy ukraińską opinię publiczną do znalezienia rozróżnienia pomiędzy dzisiejszym heroicznym patriotyzmem dzięki któremu obecnie bronione są granice państwa ukraińskiego, a nacjonalistycznymi i szowinistycznymi ideami, które w historii XX wieku nie przyniosły Europie niczego dobrego.

Fundacja Centrum Badań Polska-Ukraina, Kijów-Warszawa, 30 sierpnia 2016 roku

Share Button

Francis Fukuyama: na świecie ma miejsce odwrót od demokracji

Share Button

Znany politolog, filozof i publicysta Francis Fukuyama wystąpił we Lwowie w ramach cyklu wykładów programu „Wykłady i warsztaty dla studiów nad polityką publiczną”. Kurs przygotowano specjalnie dla pracowników uniwersytetów i centrów naukowych, działalność którego koncentruje się wokół badań nad polityką państwa.

W ramach wizyty we Lwowie Fukuyama wygłosił wykład pt. „Korupcja i progres reform na Ukrainie” podczas którego podzielił się swoimi obserwacjami co do aktualnej sytuacji na Ukrainie i tendencji w polityce światowej. Poniżej przedstawiamy kilka fragmentów wygłoszonego we Lwowie wykładu.

Regres demokracji na świecie

Mówiąc o ogólnej tendencji w polityce światowej obecnie warto rozpocząć od upadku Muru Berlińskiego. Niedawno miała miejsce 25 rocznica próby przewrotu w b. ZSRR, tzw. puczu Janajewa. W jego rezultacie odbyło się referendum i w 1991 roku Ukraina stała się niezależnym państwem. Było to ważne wydarzenie, choć teraz wydaje się być już odległą historią. Było to ważne także z innego powodu: Samuel Huntington nazwał je „trzecią falą demokratyzacji”. Przed tymi wydarzeniami krajów demokratycznych było 35-40, po nich liczba ta wyniosła ponad 100. Teraz niemal we wszystkich krajach istnieje taka lub inna forma wyborów demokratycznych, a faktycznie dzisiaj 2/3 państw świata można uznać za demokratyczne.

Aktualnie jednak możemy obserwować także odwrotną tendencję. Mój kolega z Uniwersytetu Stanforda nazywa to „regresem demokracji”. W ciągu 10 ostatnich lat organizacja Freedom House, która bada demokrację na całym świecie mówi o jej upadku, co można opisać pewnymi wskaźnikami – raczej jakościowymi, niż ilościowymi. Czołowe państwa świata działają nie tak dobrze, jak można by tego oczekiwać. USA i Europa przezywają wielkie kryzysy finansowe, co powoduje recesję i spowalnia wzrost i rozwój gospodarczy. USA pogorszyły sytuację także swoim wejściem do Iraku w 2003 roku.

Równolegle możemy mówić o nowych przejawach wzrostu pewności siebie w reżimach autorytarnych. Myślę, że aktualnie możecie widzieć skutki tego procesu. Pod rządami Władimira Putina Rosja odnowiła swoją pewność siebie. Stworzył on agresywną formę nacjonalistycznego reżimu albo quasi-demokratycznych rządów, która ma wielkie ambicje. Nie zważając na to, że spadek cen ropy tworzy negatywny nacisk na gospodarkę Rosji, dąży ona do wzmocnienia autorytaryzmu. To samo można powiedzieć również o Chinach, o których w ciągu następnych 15-20 lat będzie można mówić jako o największej gospodarce świata.

Podczas Zimnej Wojny rozumieliśmy, że istnieje podział pomiędzy liberalnymi demokracjami z gospodarką rynkową, a autorytarnymi reżimami z centralnie zarządzaną gospodarką. Obecnie na świecie wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane. Wydaje mi się, że walka pomiędzy demokracją a autorytaryzmem nadal trwa, ale odbywa się ona w innym obszarze. Chodzi o linię podziału pomiędzy rządami, które są faktycznie demokratycznymi, a tymi, które „udają” demokratyczne wybory – jak ma to miejsce w Rosji. Podstawą reżimu autorytarnego jest to, że sam siebie utrzymuje i pozwala funkcjonować dzięki zasobom, które są rozdzielane pomiędzy niewielką grupą elit, które dążą do wzmocnienia swojej pozycji finansowej, a następnie wykorzystują ją dla wzmocnienia władzy. Powiedziałbym, że reżim tego rodzaju stworzył na Ukrainie prezydent Janukowycz, a przeciwko niemu wystąpił Euromajdan. Nie chcieliście żyć w społeczeństwie, gdzie państwo jest właścicielem wszystkiego, ale w społeczeństwie, gdzie państwo traktuje na równi wszystkich obywateli.

Nacjonalizm jako wyzwanie

Jeszcze jeden światowy problem to otwartość społeczeństw i praca na rzecz rządów prawa. Obecnie obserwujemy formowanie się demokratycznego, jednak nie tolerancyjnego nacjonalizmu. Ten ruch rozszerza się z jednego kraju na drugi. Często przywołuję przykład pana Putina, ale można to obserwować także w innych krajach, w tym m.in. w Turcji za rządów prezydenta Erdogana, a także w innych krajach demokratycznych państwach, takich jak Indie. Tam też nie brak nacjonalizmu, który opiera się na wyznacznikach etnicznych i religijnych. Ten nacjonalizm nie jest otwartym i tolerancyjnym do reszty świata, jak to ma miejsce w społeczeństwach liberalnych. Widzimy także powstanie i rozwój partii radykalnych we Francji, Skandynawii i innych krajach europejskich. Niestety, ma to miejsce także w USA od czasu, gdy Donald Trump stał się uczestnikiem kampanii wyborczej z hasłem „Ameryka dla Amerykanów”.

Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że stoją za tym głębsze przyczyny. Jedna z nich jest związana z gospodarką. To wielkie wsparcie dla polityki nietolerancji i nacjonalizmu to reakcja na globalizację, proces, jaki obserwujemy od ponad 40 lat. Gdyby spojrzeć na okres pomiędzy rokiem 1970 a 2008, gdy rozpoczął się ostatni kryzys widać, że światowa produkcja zwiększyła się dwukrotnie. W tym czasie miał miejsce szybki rozwój i wzrost w USA, Chinach, Ameryce Łacińskiej i wielu innych krajach. Każdy z regionów zwiększył swoje przychody, a setki tysięcy ludzi weszły do tzw. klasy średniej. Ale problem w tym, ze nie wszyscy otrzymali jednakowy dostęp do dóbr zglobalizowanego świata. Chodzi przede wszystkim o tych, którzy są mniej mobilni, mają mniejsze kwalifikacje czy gorszą oświatę. Właśnie dlatego ludzie zaczęli bardziej popierać nacjonalistycznych polityków. Niemal na całym świecie neonacjonalistów popierają ci, którzy przegrali na globalizacji. Jeśli spojrzeć na USA, to tacy sami ludzie są podstawą elektoratu Donalda Trumpa – ludzie, którzy ukończyli co najwyżej szkoły podstawowe, przedstawiciele klasy robotniczej, wielu z nich w nie najlepszej kondycji finansowej: albo stracili pracę, albo mają niski poziom dochodów. Dlatego wierzą, że Donald Trump istotnie uczyni Amerykę znów wielką.

Jeśli spojrzeć na Europę, zwłaszcza na partię Marine Le Pen we Francji, widać tą samą tendencję. Zwykle takie partie wspierają niezbyt światli ludzie, o niższym poziomie oświaty i z nizin społecznych. Takie społeczeństwo jest również podstawą funkcjonowania dla pana Putina, którego popierają przede wszystkim mieszkańcy małych miast i wsi. W Moskwie czy Sankt-Petersburgu jest on mało popularnym i właśnie w tych miastach miały miejsce demonstracje przeciwko jego wyborowi na prezydenta. Podobnie Wiktor Orban, autor koncepcji demokracji nieliberalnej jest niezbyt popularnym w Budapeszcie, ale ma wielkie poparcie na wsi i wśród ludzi, o jakich mowa była wyżej.

To problem, jaki potrzebuje głębszego zrozumienia. Neoliberalne podejście do kwestii handlu czy inwestycji ma z jednej strony wiele zalet, ale z drugiej nie rozwiązuje wielu problemów społecznych. Kluczowe pytanie jest następujące: jak poradzić sobie z problemami tych, którzy przegrali na globalizacji? Stoimy przed poważnym problemem politycznym, jaki da znać o sobie w wielu krajach. Chodzi o wzrost nierówności pomiędzy różnymi częściami społeczeństwa i konflikty, jakie będą rodziły te nierówności.

Euromajdan jako druga szansa

Bardzo dokładnie przyglądam się wydarzeniom na Ukrainie. Śledziłem także wydarzenia Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku i byłem bardzo rozczarowany jej skutkami. Wiele energii włożyli w nią młodzi ludzie, ale nie udało się dokonać efektywnych reform, a rząd nie był w stanie wykonać zadań, realizacji których oczekiwało społeczeństwo. Pomarańczowa rewolucja była w ocenie wielu ludzi porażką, co pozwoliło Wiktorowi Janukowyczowi zwyciężyć w kolejnych wyborach. Druga rewolucja – Euromajdan – była bardzo ważnym wydarzeniem dla Ukrainy, a także dla polityki w wymiarze światowym.

Doświadczenie walki z korupcją w innych krajach pokazuje, że istnieje ona nie z powodu niewiedzy. Większość społeczeństwa rozumie, że korupcja to coś złego i kraj nie może efektywnie funkcjonować, jeżeli elity władzy kradną miliardy. Ale korupcja jest na tyle zakorzeniona, że działa w interesach samych elit – więc nie zniknie, dopóki nie pojawia się warunki polityczne aby usunąć z elit skorumpowanych rządzących i zastąpić ich innymi, z nowymi wartościami, którzy stworzą nowe instytucje. To nie może mieć miejsca bez wystąpienia trzech czynników: istnienia społeczeństwa obywatelskiego, które wystąpi przeciwko starym metodom, lidera i instytucji, które będą realizować te reformy. Jeśli policja otrzymuje wypłaty mniejsze, niż średnia w kraju, trudno jest powstrzymać ją przed przyjmowaniem łapówek i oczekiwać, że będzie właściwie wykonywać swoje obowiązki.

Ukraina ma szczęście z wielu powodów. Funkcjonuje tutaj społeczeństwo obywatelskie – podczas Pomarańczowej Rewolucji siła tego społeczeństwa była dla mnie największym odkryciem. Ludzie byli gotowi wychodzić na ulice i ryzykować swoim życiem aby walczyć o swoje prawa. Wydaje mi się, że są obecni także liderzy, gotowi reprezentować to społeczeństwo. Są także instytucje, które mają swoje defekty, ale mają potencjał do zmian. Trzeba jednak położyć większy nacisk na te słabsze strony. Nie chodzi też tylko o to, by walczyć ze złym rządem, ale samemu dojść do władzy i zmieniać instytucje państwowe. Sądzę, że to właśnie spotkało znaczący opór na Ukrainie. Jeśli żyjecie w złym systemie politycznym, to wydaje się wam, ze wszyscy politycy muszą być skorumpowani, system jest zgniłym  nie można go zmienić. Ale jeśli będzie sami trzymać się z dala od polityki, tym bardziej nic się nie zmieni. Dlatego to dobrze, że są przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, którzy podjęli to wyzwanie i poszli do wyborów aby coś zmienić. Właśnie tacy ludzie są nadzieją.

USA potrzebowały 40 lat, a więc więcej, niż dwa pokolenia aby wykorzenić korupcję. Myślę, że u was uda się to zrobić szybciej. Macie wsparcie z zewnątrz, skonsolidowane społeczeństwo i wcześniej odrobiliście część lekcji. Wielu ludzi w różnych zakątkach świata uważnie przygląda się temu, co dzieje się na Ukrainie. Myślę, że teraz Ukraina jest natchnieniem dla wielu innych krajów.

Kto jest odpowiedzialny za zmiany globalne?

Wiele zmian, jakie mają miejsce w ostatnim czasie, trudno przypisać konkretnym osobom. Według tej logiki można nawet pewne technologię i jej rozwój. W Dolinie Krzemowej, gdzie mieszkam, aktualnie pracuje się nad projektami pojazdów zdolnych do pracy bez kierowców. Czy domyślacie się, ilu ludzi może stracić pracę w związku z takimi wynalazkami? Kto za to odpowiada? Firmy? Myślę, że trudno wskazać odpowiedzialnego. Jeśli idzie o negatywne skutki zmian, winę za zły stan spraw w świecie mogą ponosić polityczni gracze, którzy mają możliwość manipulowania obawami ludzi. Rozumieją, że mogą z tego otrzymać wielkie korzyści. Zrobił to np. Slobodan Miloszević, który roztaczał wielkie perspektywy i możliwości przed serbskim nacjonalizmem. To samo można powiedzieć o Donaldzie Trumpie, który manipuluje obawami Amerykanów co do kwestii imigracji. Wydaje mi się, że także Putin stara się obecnie skorzystać na możliwościach jakie daje agresywny nacjonalizm.

O przyszłości świata

Myślę, że globalizacja i społeczne nierówności jakie stoją za wzrostem nacjonalizmu odegrają swoją rolę, dlatego trudno prognozować, jak dalej będzie rozwijał się świat. Np. w USA, moim zdaniem, Donald Trump nie będzie w stanie wygrać wyborów. Najprawdopodobniej wygra Hillary Clinton i republikanie stracą swoje głosy w Senacie, co spowoduje zmniejszenie liczby zwolenników ich polityki.

Co do Europy, to prognozowanie czegoś konkretnego jest bardzo trudnym. Nie ma obecnie jaskrawego i silnego lidera. Ale mam nadzieję, że nie nastąpi masowy rozwój ruchów populistycznych. Jak już mówiłem, tego typu tendencje rozwijają się na skutek obaw i niezadowolenia. Trzeba myśleć, jak dać sobie radę z takimi problemami. Już teraz wiele robi się, by opanować rozwój ruchów nacjonalistycznych, nie można więc twierdzić, że demokracja nie ma w sobie potencjału.

O Ukrainie i NATO

Moim zdaniem członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO nie było dobrym pomysłem. USA nie mogą wykonywać obowiązków obrońcy wszędzie, mimo, że napad na jednego z członków NATO oznacza atak na wszystkich. Jednak poza tym Ameryka może zrobić bardzo wiele by wspomóc Ukrainę. Obama ponosi konsekwencje udziału USA w operacjach wojskowych w Iraku i Afganistanie, dlatego nie chciał udzielać otwarcie pomocy wojskowej jeszcze jednemu krajowi. W tym obszarze pani Clinton będzie bardziej aktywna i zapewne chętniej wystąpi z propozycjami wsparcia, także wojskowego. Oczywiście, jeżeli wygra wybory.

Mirosława Iwanik

Share Button

Deszczyca: poszukiwanie prawdy historycznej na Ukrainie nie jest wymierzone w Polskę

Share Button

Trzeba rzetelnie przestudiować przyczyny bratobójczych wojen pomiędzy Ukraińcami i Polakami, potępić przemoc wobec ludności cywilnej, uszanować pamięć zabitych i odbudować pamięć historyczną o UPA jako o formacji, która walczyła za ukraińską państwowość, ale nie przeciwko Polsce – powiedział ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca w wywiadzie dla Radia Swoboda.

Zdaniem Deszczycy w polskim społeczeństwie konieczne są działania, których celem będzie wyjaśnienie roli, jaką odegrała Ukraińska Powstańcza Armia w walce o niezależność i państwowość Ukrainy, zwracając przy tym uwagę, że pamięć o nich nie ma na celu budowania nastrojów antypolskich, tak samo jak wykorzystywanie przez niektóre organizacje czarno-czerwonych flag nie jest gestem antypolskim.

W tym kontekście Andrij Deszczyca uznaje zmiany nazw ulic – jak np. Prospektu Moskiewskiego na Prospekty Bandery w Kijowie – za gesty antyrosyjskie, związane z rosyjską agresją, jaka ma miejsce wobec Ukrainy.

Według ambasadora, ukraiński parlament powinien zająć stanowisko wobec wydarzeń na Wołyniu, przy czym powinna to być uchwała, która nie powinna bazować na zasadzie „oko za oko”. Trzeba rzetelnie zbadać, co stało się na Wołyniu w czasie II wojny światowej i na tej podstawie wypracować stanowisko.

„Myślę, że trzeba potępić przemoc wobec ludności cywilnej. Ważne, by uszanować ofiary po obu stronach. Tam zginęli nie tylko Ukraińcy i Polacy, ale także Żydzi i inne narodowości, które mieszkały na Wołyniu w tym czasie” – powiedział ambasador.

Jak wyjaśnia Deszczyca, kwestie historyczne są dziś aktywnie wykorzystywane w polskiej polityce. Chodzi nie tylko o kwestie Ukrainy czy Wołynia, ale o to, że na „prawdzie historycznej” buduje się znaczną część retoryki partii rządzącej „Prawo i Sprawiedliwość” i Ukraińcy powinni być na to przygotowani.

W kwestii dalszego rozwoju stosunków polsko-ukraińskich Deszczyca zaznacza, że Polska zajmuje twarde stanowisko na forum europejskim w kwestii podejmowania decyzji wobec Ukrainy, w tym dotyczących przedłużenia sankcji wobec Rosji i wprowadzenia reżimu bezwizowego dla Ukrainy. „Myślę, że nie zaszkodzi nam pomoc Polski w strukturach europejskich, ale w pierwszej kolejności powinniśmy liczyć na siebie i samodzielnie starać sie osiągać cele w rozmowach z Brukselą” – powiedział ambasador.

Ponadto, polscy politycy wskazują na znaczenie Ukrainy dla Polski. Oświadczenia ministrów spraw zagranicznych, obrony, wizyta polskiego prezydenta w Kijowie to potwierdzenie tego, że Ukraina ma wielkie znaczenie dla niepodległej Polski. A aktywizacja dialogu na każdym szczeblu da możliwość wcielenia w życie wielu planowanych projektów, zwłaszcza gospodarczych. „Wyjść należy od formuły, która jest już sprawdzona: nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy – i odwrotnie” – podsumował Andrij Deszczyca.

Za zgodą: radiosvoboda.org

Share Button

USA przekazały Ukrainie pięć wojskowych ambulansów

Share Button

27 sierpnia przedstawiciele Stanów Zjednoczonych przekazali Siłom Zbrojnym Ukrainy pierwsze pięć z planowanych czterdziestu pojazdów ewakuacji medycznej BURTEK B4731.

W ceremonii przekazania, która miała miejsce w ośrodku szkoleniowym na poligonie w Jaworowie koło Lwowa wzięli udział przedstawiciele ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia i Akademii Wojsk Lądowych im. Sahajdacznego we Lwowie, a także dowódca sił zbrojnych USA w Europie, gen. Ben Hodges.

„Jest mi miło widzieć te pojazdy przekazywane stronie ukraińskiej. To kolejny etap wsparcia dla Sił Zbrojnych Ukrainy” – powiedział gen. Hodges zapowiadając kolejne działania strony amerykańskiej w tym obszarze.

Ambulans BURTEK B4731 jest oparty na podwoziu samochodu terenowego HMMWV. Może przewozić czterech poszkodowanych w pozycji leżącej lub sześciu siedzących. Wyposażenie pozwala na udzielanie pierwszej pomocy przedmedycznej. Pojazdy trafią w pierwszej kolejności do jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy wypełniających zadania w strefie ATO na Donbasie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Więcej zdjęć dostępnych na stronie ukraińskiego Ministerstwa Obrony

Na podstawie: mil.gov.ua

Share Button

Ukraińska armia przeprowadziła test nowego pocisku rakietowego

Share Button

Jak poinformowali na Facebooku przedstawiciele Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy, dziś przed południem miał miejsce test nowego pocisku rakietowego w ramach programu „Wilcha” (ukr. „Вільха”, pol. Olcha). Podczas próbnego odpalenia obecny był sekretarz RNBO Ołeksandr Turczynow.

Dwa pociski o kalibrze 300 mm został odpalony ze standardowej wyrzutni zestawu BM-30 „Smercz” i według oświadczenia RNBO trafił w cel. Dokładne szczegóły testu nie są jak na razie znane.

To już kolejny w ostatnich miesiącach test w ramach programu „Wilcha”. Poprzedni miał miejsce w marcu tego roku.

Nowe pociski, wyposażone w precyzyjne systemy naprowadzania mają wejść na wyposażenie Sił Zbrojnych Ukrainy jeszcze w tym roku.

Na podstawie: facebook.com/oleksandr.turchynov,

Share Button

Nowa ambasador USA w Kijowie rozpoczęła pracę

Share Button

23 sierpnia nowo mianowana ambasador USA na Ukrianie Mary Jovanovich złożyła listy uwierzytylniające w Ministerwie Spraw Zagranicznych Ukrainy i tym samym rozpoczęła pracę jako kierownik placówki dyplomatycznej.

Jovanovich zadeklarowała, że będzie działać na rzecz nadania nowego wymiaru relacjom ukraińsko-amerykańskim, a także na rzecz kontynuowania współpracy na rzecz wspierania integralności terytorialnej i kontynuowania reform.

Prezydent USA wyznaczył Mary Jovanovich na stanowisko ambasadora w maju br. Zastąpi na tym stanowisku Geoffrey’a Payetta, który pełnił funkcję od 2013 roku.

Nowa ambasador przedstawiła się mieszkańcom Ukrainy za pośrednictwem filmu, umieszczonego na kanale ambasady USA w serwisie Youtube.com, gdzie opowiedziała m.in. o swoich wcześniejszych doświadczeniach z pracy na Ukrainie.

Mary Jovanovich ukończyła Uniwersytet Princeton. Jest dyplomatą od 1986 roku. Pracowała na stanowisku asystenta sekretarza stanu ds. relacji z krajami Skandynawii, Morza Bałtyckiego i Europy Środkowej. Była ambasadorem w Armenii (2008-11) i w Kirgistanie (2005-2008). W latach 2001-2004 była zastępcą ambasadora USA w Kijowie. Pracowała również w ambasadach w Moskwie, Londynie, Ottawie i Mogadiszu.

Na podstawie: mfa.gov.ua

Share Button