środa, 17 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 104)

polukr

Rosja przekazała Ukrainie trzy zajęte w listopadzie 2018 roku okręty

Share Button

Strona rosyjska przekazała Ukrainie trzy okręty wojenne zajęte przez rosyjską FSB w Cieśninie Kerczeńskiej 25 listopada 2018 roku. Jednostki są holowane do jednego z ukraińskich portów.

Informację przekazaną wcześniej przez MSZ Federacji Rosyjskiej potwierdziło także Dowództwo Sił Morskich Ukrainy. Według strony rosyjskiej, przekazanie jednostek, będących dowodem rzeczowym w sprawie „o naruszenie granicy Federacji Rosyjskiej” było możliwe wobec faktu, iż śledczy zakończyli już prace wobec jednostek.

Najprawdopodobniej, po niezbędnych przeglądach i naprawach, o ile pozwoli na to stan techniczny, jednostki wrócą do służby w Siłach Morskich Ukrainy. Ukraina posiada obecnie około 10 kutrów artyleryjskich tego typu (Griuza-M) oraz zbliżonych do nich parametrami kutrów desantowo-szturmowych „Centaur” (na zdj.).

Marynarze aresztowani przez FSB w czasie incydentu wrócili na Ukrainę 7 września br.

Na podstawie: pravda.com.ua, mil.gov.ua,

Share Button

Rosja zwróci Ukrainie zajęte w 2018 roku okręty

Share Button

Zgodnie z zawartym porozumieniem, strona rosyjska zwróci Ukrainie trzy okręty wojenne zajęte w czasie incydentu w Cieśninie Kerczeńskiej w listopadzie 2018 roku.

Według oświadczenia rosyjskich służb granicznych, trzy jednostki, tj. holownik „Jani Kapu” i dwa kutry artyleryjskie „Nikopol” i „Berdiańsk” są holowane w portu w Kerczu do uzgodnionego miejsca przekazania stronie ukraińskiej. Dokładne szczegóły operacji i miejsce jej realizacji nie są znane, wiadomo, że ma do niej dojść na wodach międzynarodowych.

Wczoraj, 17 listopada, trzy wspomniane okręty opuściły port w Kerczu. Na jednostki oczekują ukraińskie holowniki „Sapfir”, „Tytan” i „Hajdamaka”, które znajdują się w pobliżu wybrzeża Krymu na Morzu Czarnym.

Do incydentu w Cieśninie Kerczeńskiej doszło 25 listopada 2018 roku w czasie próby przejścia ukraińskich jednostek z Odessy na Morze Azowskie. Zostały one zatrzymane, a następnie zajęte przez rosyjską straż graniczną, a ich załogi zatrzymane przez FSB. Ukraińscy marynarze powrócili na Ukrainę 7 września 2019 roku w ramach wymiany jeńców.

Na podstawie: pravda.com.ua

Share Button

Były dyrektor IPN Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz zostanie deputowanym do Rady Najwyższej

Share Button

Rada Najwyższa pozbawiła mandatu deputowaną z partii „Europejska Solidarność” Irynę Łucenko na jej wniosek. Wobec powyższego, mandat obejmie kolejny na liście tej formacji politycznej, Wołodymyr Wiatrowycz, do niedawna szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

„Idę do polityki po to, by Ukraina była domem, w którym żyje się dostatnio i do którego z radością się wraca. Aby nasze dzieci mogły rozmawiać między sobą w języku ukraińskim, a nie w językach obcych, aby znały naszą historię, a nie tą napisaną za granicą i z pewnością patrzyły w przyszłość, niezagrożoną wojną czy zdradą kraju. Osobiście obiecuję, że nie poprę żadnych kompromisów co do interesów narodowych. Niech zmiany będą ukraińskimi! Idę budować ukraiński świat i powstrzymywać „rosyjski mir” – skomentował Wołodymyr Wiatrowycz swoją nominację wynikłą zarówno z rezygnacji Iryny Łucenko, która zrezygnowała ze względu na stan zdrowia jak i decyzji kolejnej na liście Natalii Bojko o przyjęciu posady doradcy wicepremiera.

Wołodymyr Wiatrowycz obejmie mandat deputowanego po złożeniu ślubowania.

Na podstawie: rada.gov.ua, facebook.com/volodymyr.viatrovych, facebook.com/i.lutsenko.press

Share Button

Ihor Mazur na wolności za poręczeniem ukraińskich konsulów

Share Button

Prokurator zwolnił z aresztu zatrzymanego wczoraj na przejściu granicznym w Dorohusku Ihora Mazura za poręczeniem ukraińskich konsulów – poinformował ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca.

„Każdy, kto zajmuje się kwestiami związanymi z uwolnieniem i powrotem do domu naszego obywatela dokłada maksimum starań, aby nie nikt nie został zakładnikiem politycznej zemsty Rosji. Dlatego wspólne działania, maksymalny rozgłos w przestrzeni informacyjnej pomoże zniweczyć plany agresora i pozwoli na szybki powrót Ihora Mazura na Ukrainę” – napisała Ludmiła Denisowa, pełnomocnik Rady Najwyższej Ukrainy ds. praw człowieka.

Zatrzymany wczoraj Ihor Mazur był poszukiwany przez Interpol na wniosek Federacji Rosyjskiej.

Na podstawie: facebook.com/andrii.desh, facebook.com/denisovaombudsman

Share Button

Partia „Hołos”: Ukraina powinna wyjść z porozumień mińskich i zamrozić konflikt na Donbasie

Share Button

Według partii „Hołos” strona ukraińska nie powinna uczestniczyć w realizacji porozumień z Mińska i dążyć do zamrożenia konfliktu zbrojnego na Donbasie. Oświadczenie w tej sprawie znalazło się na stronie partii na portalu Facebook.

„Jedyny efektywny szlak działania na dzisiaj to wyjście z porozumień mińskich i zamrożenie sytuacji oraz wzmocnienie własnych pozycji. Walczymy na dwa fronty – z Rosją na zewnętrznym, z korupcją, słabą gospodarką i nieefektywnością instytucji państwowych na wewnętrznym. Jak na razie powrót Krymu i Donbasu na warunkach do przyjęcia dla Ukrainy nie jest możliwy (…) musimy przygotowywać się do sytuacji, gdy deokupacja stanie się możliwa” – napisano w oświadczeniu.

Według „Hołosu”, udział prezydenta Ukrainy w spotkaniu w formacie normandzkim przy obecnych uwarunkowaniach może przynieść jedynie „grupowe zdjęcie i zmuszenie Ukrainy do pokoju na warunkach Moskwy, z wyborami bez kontroli nad granicą, bo tak zapisano w porozumieniach z Mińska”.

Według przedstawicieli ukraińskiej dyplomacji spotkanie prezydentów w formancie normandzkim może odbyć się jeszcze w listopadzie. Wcześniej wskazywano terminy we wrześniu i październiku, żaden z nich nie doszedł jednak do skutku.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Małgorzata Gosiewska o zatrzymaniu Ihora Mazura

Share Button

Zatrzymując obywatela Ukrainy, Ihora Mazura, Polska wykonała działanie zgodnie z procedurą, jako że figuruje on w rejestrze Interpolu. Nie oznacza to, że zostanie wydany Rosji – napisała na Facebooku wicemarszałek Sejmu, Małgorzata Gosiewska.

„Przyjaciele! Apeluję o spokój i rozwagę. Zatrzymanie na polskiej granicy Ihora Mazura jest wyłącznie technicznym wypełnieniem przez Rzeczpospolitą międzynarodowych umów i zobowiązań. Odważny aktywista obywatelski i weteran wojny w Donbasie, Gruzji i Czeczenii padł ofiarą działań sąsiadów ze Wschodu. Został wpisany przez służby rosyjskie do rejestru zatrzymań Interpolu. To jawny przykład wykorzystywania przez Kreml instytucji prawa międzynarodowego do politycznej zemsty. Nie możemy dać się sprowokować. Nie możemy być aktorami w rosyjskim scenariuszu” – napisała Małgorzata Gosiewska w reakcji na zatrzymanie aktywisty, obecnie asystenta Rzecznika Praw Obywatelskich na Ukrainie.

Według obowiązujących przepisów, strona polska ma obowiązek zatrzymania osób znajdujących się w rejestrze Interpolu w celu wyjaśnienia sytuacji. „Polskie władze będą rzetelnie rozpatrywać tą sprawę, a ja ze swojej strony  służę pomocą i poręczeniem niewinności Ihora Mazura wobec rosyjskich oskarżeń” – dodała wicemarszałek Sejmu.

Ihor Mazur został zatrzymany w sobotę, 9 listopada, na przejściu granicznym w Dorohusku. Podstawą było żądanie strony rosyjskiej.

Według informacji ukraińskiej ambasady, z zatrzymanym spotkał się już ukraiński konsul. Ihor Mazur jest jednym z liderów prawicowej organizacji UNA-UNSO, uczestnikiem wojny na Donbasie, a wcześniej m.in. konfliktów zbrojnych na Kaukazie (w Gruzji i Czeczenii).

Na podstawie: facebook.com/m.gosiewska

Share Button

Sąd apelacyjny uznał winę sprawców ataku na procesję w Przemyślu

Share Button

Sąd potwierdził tym samym wyrok, jaki zapadł w pierwszej instacji i uznał za winnych 20 osób, które zaatakowały procesję w Pikulicach 26 czerwca 2016 roku. Wyrok jest prawomocny.

Na ławie oskarżonych zasiadało około 20 osób w wieku od 35 do lat, część z nich była karana wcześniej m.in. za kradzieże, rozboje i handel narkotykami. Wyroki, które zapadły w sprawie to prace społeczne w wymiarze od roku do dwóch miesięcy, zależnie od tego, czy wskazane osoby były wcześniej karane i za co.

„Osoby te, działając wspólnie i w zmowie, umyślnie przeszkodzili greckokatolickiej procesji. Zgodnie z poprzednim wyrokiem, sprawcy napadli na uczestników procesów w związku z ich pochodzeniem narodowym, publicznie znieważyli używając wulgarnych sów, a także siłą przeszkadzali osobom w kontynuowaniu procesji” – napisano w uzasadnieniu wyroku sądu z 17 kwietnia br.

„Poza dyskusją pozostaje fakt, że podstawowym celem oskarżonych było wszczęcie awantury, rozróby, przeszkodzenie w tego typu czynnościach [procesji] z przyczyn zupełnie nieracjonalnych” – powiedział sędzia w uzasadnieniu wyroku.

Po wyroku pierwszej instancji obie strony złożyły apelację – oskarżeni domagając się uniewinnienia, Związek Ukraińców w Polsce występujący jako oskarżyciel – domagając się ostrzejszego wyroku. Z kolei prokuratura domagała się przeniesienia kosztów sądowych na oskarżonych. Podczas posiedzenia apelacyjnego sąd przychylił się do wniosku prokuratury i nakazał, by opłaty ponieśli skazani. Sąd nakazał także, by wyrok został podany do publicznej wiadomości – przez najbliższe sześć miesięcy będzie dostępny na stronie internetowej Komendy Policji w Przemyślu.

Sędzie ogłaszający wyrok wskazał, że wymiar kary jest łagodnym, nazywając działania skazanych pseudpatriotyzmem.

Na podstawie: nasze-slowo.pl

Share Button

Ukraina żąda zwrotu okrętów zatrzymanych przez Rosję

Share Button

MSZ Ukrainy skierował do Rosji notę z wymogiem wskazania miejsca pobytu ukraińskich kutrów „Berdiańsk” i „Nikopol” oraz holownika „Jani Kapu”, zatrzymanych 25 listopada 2018 roku w Cieśninie Kerczeńskiej.

„Chciałbym zobaczyć, gdy otrzymamy z powrotem te okręty, czy pozostały na nich ślady ostrzału, czy to opóźnienie jest związane z trwającymi naprawami na tych jednostkach. Z naszej strony nie ma żadnych opóźnień, jesteśmy gotowi odebrać te okręty” – powiedział szef MSZ Ukrainy, Wadym Prystajko.

Wcześniej strona rosyjska informowała, że Kijów i Moskwa nie uzgadniały dotąd kwestii zwrotu obu jednostek. Według dowódcy Sił Morskich Ukrainy, Ihora Woronenko, Rosja nie chce zwrócić okrętów, jako że są one namacalnym dowodem rosyjskiej agresji.

Wspomniane okręty zostały zatrzymane przez siły rosyjskie podczas próby przejścia przez Cieśninę Kerczeńską 25 listopada 2018 roku. Marynarze zatrzymani wówczas przez Rosjan wrócili na Ukrainę w ramach wymiany jeńców we wrześniu br.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Mity rosyjskiej propagandy albo Krym “rajem” dla mniejszości narodowych

Share Button

Kreml uważa “rosyjski” Krym za kwestie zamkniętą. Moskwa odrzuca wszelkie wzmianki społeczności międzynarodowej, jak np. ostatnie z posiedzenia Komisji Ukraina – NATO w Kijowie, wskazujące, że anektowany półwysep ma być zwrócony Ukrainie. W stylu czasem wywyższająco-brawurowym, сzasem obraźliwo-kpiącym władze Rosji tłumaczą, że nic już nie można zmienić, że tak na dobrą sprawę nie obchodzi ich opinia innych państw. Jak głosi stare porzekadło: psy szczekają, karawana idzie dalej.

No i nic bardziej mylnego! Gdy by tak było, Rosjanie nie robiliby żadnych wysiłków ażeby pokazać światu, jak dobrze się żyje na Krymie, że nikt nikogo tam nie dyskryminuje. Zwłaszcza, jak dobrze się mają na Krymie mniejszości narodowe, w pierwszej kolejności ukraińska, a także rdzenna na Półwyspie społeczność krymskotatarska. Zadanie to nie lada wyzwanie dla Kremla po cotygodniowych relacjach z Krymu o przeszukaniach i zatrzymaniach aktywistów i zwykłych ludzi.

Ale dla Rosji pokazanie “potiomkinowskiej” rzeczywistości jest normalną koleją rzeczy. Moskwa nie szczędzi pieniędzy i wysiłków na to, żeby świat obieg obrazek szczęśliwych Tatarów Krymskich czy Ukraińców na Krymie albo przytakujących im namaszczonych przed chwilą dla dobra sprawy “przedstawicieli” mniejszości ukraińskiej z innych krajów.

Dobrze to było widać na wrześniowej konferencji OBWE w Warszawie, poświęconej tematyce praw człowieka. Na jednym z towarzyszących temu spotkaniu wydarzeń, podczas konferencji zorganizowanej przez MSZ Rosji, specjalnie dobrani z tej okazji przedstawiciele mniejszości ukraińskiej i krymskotatarskiej na Krymie jednym głosem mówili o tym, jak dobrze im się żyje. Zastępca muftiego Krymu, Asad Bairov, opowiadał obecnym na sali, że prześladowani teraz przez rosyjskie organy ścigania Tatarzy Krymscy faktycznie sami sobie winni, jako że nie ma przesłanek, aby mieli oni obawiać się o swój los pod władzą Rosji. A Ci najbardziej prześladowani na Krymie – zwolennicy Hizb Ut-Tahrir (Partia Odrodzenia Islamskiego) – już wcześniej dobrze wiedzieli o tym, że ta partia jest zakazana w Rosji. W tych wypowiedziach Bairova było dużo manipulacji i wręcz oczywistego kłamstwa. Smaczku całej tej sytuacji dodaje fakt, że Bairov w marcu 2014 roku, tuż przed tak zwanym referendum pisał na swojej stronie w Facebooku, że Rosji nie uda się przekupić Tatarów Krymskich, mają dobrą pamięć. Widocznie, nie wszyscy…

Podczas tego samego wydarzenia szefowa ukraińskiej wspólnoty Krymu, Anastazja Gridczina, opowiadała, że trudno podtrzymywać ukraińską tożsamość na półwyspie, kiedy ma się złe relację pomiędzy Rosją a Ukrainą, ale „władze” republiki autonomicznej aktywnie wspierają rozwój ukraińskiej wspólnoty i finansują różne projekty prorozwojowe.

Jeden z takich projektów udało się zaobserwować całkiem niedawno, kiedy na Krym w połowie października przyjechali przedstawiciele (rzekomo) ukraińskiej diaspory z różnych krajów Europy, w tym i z Polski. Ale ponieważ trudno było znaleźć kogoś z prawdziwej mniejszości ukraińskiej (może oprócz pojedynczych przedstawicieli z krajów poradzieckich), kto publicznie uznałby Krym za rosyjski, i tym bardziej przyjechałby teraz na Półwysep, to w takim razie rosyjska propaganda zadziałała według formuły “jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma”. Na przedstawiciela ukraińskiej diaspory z Polski w delegacji na Krym namaszczono przedstawiciela rosyjskiej mniejszości w Polsce, Andrzeja Romańczuka, który od razu obwieścił, że połowa Polski uważa Krym za rosyjski. Nie po raz pierwszy jest on wykorzystywany w działaniach rosyjskiej propagandy, forsującej tezę, że nie ma blokady okupowanego Krymu. W 2015 roku próbował on sforsować blokadę Krymu przywożąc na półwysep licealistów i gimnazjalistów z Białegostoku. Jak widać, po upływie czterech lat wykorzystywane metody niewiele się zmieniły.

Na szczęście, tak jak i wtedy, tak i teraz, pomimo różnych sprytnych zabiegów, fałszerstw i prób pokazania, że on już jest powszechnie uznawany na Zachodzie za część terytorium Rosji Polska i Polacy nie uznają “rosyjskiego” Krymu.

Jurij Banachewycz

Share Button

Apel ws. aktów wandalizmu wobec ukraińskich miejsc pamięci w Polsce

Share Button

Z okazji Dnia Wszystkich Świętych, przedstawiciele polskich organizacji pozarządowych wystosowali apel do władz RP, by nie przechodzić obojętnie wobec aktów wandalizmu dokonanych na ukraińskich miejscach pamięci w Polsce. W miejscach, gdzie w latach 2015-16 dokonano takich aktów, kiedyś zamieszkałych przez ludność ukraińską – Monastyrze i Werchacie, Polacy i Ukraińcy zorganizowali wspólne spotkania na cmentarzach. Wśród ok. dwudziestu uczestników znalazły się m.in. Danuta Kuroń i Izabela Chruślińska. W Werchacie postawiono drewniany krzyż w miejscu, gdzie trzy lata temu zniszczony został kamienny krzyż. Na miejscu odbyła się także modlitwa z udziałem duchownych obrządków katolickiego i grekokatolickiego.

Wkrótce na łamach polukr.net pojawi się reportaż z wydarzenia, obecnie publikujemy tekst wspólnego apelu w omawianej sprawie:

Nie zapominajmy o zniszczonych ukraińskich grobach w Polsce! Wspólnotowy głos pamięci polskich środowisk obywatelskich

My, przedstawiciele różnych środowisk obywatelskich w Polsce, odczytujemy nasz głos pamięci stając przy ukraińskich grobach zdewastowanych i sprofanowanych w poprzednich latach rękoma polskich nacjonalistów, a do dzisiaj nieodbudowanych. Spotykamy się 3 listopada 2019 r. na cmentarzu we wsi Werchata oraz w wysiedlonej i zniszczonej w 1945 r. ukraińskiej wsi Monasterz w gminie Horyniec. Wybór dnia na spotkanie nad grobami ukraińskimi jest nieprzypadkowy – nawiązujemy w ten sposób do wielowiekowej tradycji obecnej na ziemiach polskich, w której pierwsze dni listopada wypełniają się pamięcią o zmarłych, niezależnie od wyznania i narodowości – pamięcią niesioną przez żywych zjednoczonych we wspólnocie kultury, doświadczenia historycznego i szacunku dla przodków.

Nasza obecność na obu tych cmentarzach ma charakter symboliczny. To tutaj trzy lata temu, w październiku 2016 r. odczytaliśmy „Wołanie z Werchraty” – apel podpisany przez dziesiątki polskich intelektualistów, artystów, działaczy ze środowisk obywatelskich. Był to głos protestu przeciw niszczeniu ukraińskich miejsc pamięci i przeciw narastającym aktom agresji wobec Ukraińców w Polsce. Od 2014 r., będącego zarazem początkiem agresji rosyjskiej na Krymie i w Donbasie – agresji, której czytelnym przejawem w Polsce stało się wzmożenie aktywności kremlowskiej propagandy i prowokacje antyukraińskie – zbezczeszczono w Polsce, nierzadko wielokrotnie, osiem ukraińskich obiektów, krzyży, pomników, grobów. W tym takie, które – jak mogiły na cmentarzu wojskowym w Pikulicach czy grób w Monasterzu – zostały ustanowione przez państwową instytucję Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pomimo upływu 4-5 lat od czasu poszczególnych prowokacji i dewastacji władze centralne RP, ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, IPN, ani też jakiekolwiek inne organy, w kompetencjach których leży ochrona miejsc pamięci, nie podjęły żadnych działań, by naprawić wyrządzone zło. Nie podjęto również rozmów z obywatelami RP narodowości ukraińskiej, by w duchu porozumienia i współdziałania rozwiązać kwestię tzw. „nielegalnych” upamiętnień. Nadto, w ani jednym przypadku nie doszło do ustalenia przez organy ścigania – często mimo istnienia dowodów rzeczowych – sprawców tych prowokacyjnych i w istocie  antychrześcijańskich aktów oraz postawienia ich przed sądem. W środowiskach mniejszości ukraińskiej – obywateli Rzeczypospolitej narodowości ukraińskiej narasta poczucie zagrożenia spowodowanego nienawiścią o podłożu etnicznym. Poczucie to staje się w pełni zrozumiałe, jeśli zauważyć, że liczba aktów agresji wobec „innych”, w tym – wobec Ukraińców, dramatycznie w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich 4 lat!

W tym samym czasie obserwujemy również niebezpieczny rozwój sytuacji w wymiarze politycznym: kwestię niszczonych w Polsce ukraińskich grobów i pomników wprzęgnięto w międzynarodowe spory Państwa Polskiego z Państwem Ukraińskim. Tym samym odmawiając obywatelom Rzeczypospolitej narodowości ukraińskiej prawa do uczestnictwa w dyskusji dotyczącej ich spuścizny historycznej na prawach partnera i czyniąc z nich zakładników polskiej polityki zagranicznej. Za pomocą prób zastraszenia mniejszości ukraińskiej niektórzy politycy i urzędnicy państwowi postanowili wzmocnić swoją pozycję polityczną. W gorszącej kampanii nie cofnęli się przed szczuciem opinii publicznej na działaczy ze społeczności ukraińskiej, przed pomówieniami i manipulacjami faktami historycznymi. Proceder ten jest tym bardziej godny potępienia, że inicjatorem nagonki antyukraińskiej po uroczystościach nad grobami ofiar zbrodni wojennej we wsi Sahryń był wojewoda, więc urzędnik reprezentujący Państwo Polskie. Dlatego właśnie dzisiaj, 3. listopada 2019 r., znowu musi wybrzmieć głos nieobojętnych obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, gdyż chodzi o sprawę fundamentalną – o prawo każdego człowieka do godnego pochówku. Zrujnowane, sprofanowane i pozostawione bez instytucjonalnej opieki groby i pomniki w Werchracie, Wierzbicy, Mołodyczu, Białymstoku k. Lisek i Monasterzu stanowią bolesny dowód braku elementarnej wrażliwości i dobrej woli instytucji Państwa Polskiego. Ten brak, tak jak same akty wandalizmu na ukraińskich mogiłach, obraża i rani w równym stopniu wszystkich świadomych obywateli naszego kraju, Polaków i Ukraińców. Wszędzie zaś tam, gdzie instytucje państwa wycofują się z obowiązków, jakie nakłada na nie kontrakt społeczny, świadomi obywatele – ci, którzy są Rzecząpospolitą – mają nie tylko konstytucyjne prawo, ale też moralny obowiązek przyjąć na siebie bezpośrednio rolę gospodarza porzuconego miejsca i kustosza niechcianej pamięci. W tym duchu działamy i powtarzamy dziś słowa „Wołania z Werchraty” z października 2016 r., które pozostają wciąż aktualne:
„Wołamy:  nie ma naszej zgody na niszczenie grobów, cmentarzy, pomników! Wiemy, że dotyczą trudnej często przeszłości. W Polsce są upamiętnienia z czasów zaborów, powstań, dwóch wojen światowych. Są groby niemieckie, rosyjskie, szwedzkie, ukraińskie. A polską tradycją jest szacunek dla zmarłych! Niech spoczywają w pokoju.
[…] wołamy: opamiętajmy się! Obojętność, podobnie jak mowa nienawiści, pełne agresji napisy na domach, niszczenie nagrobków, atakowanie ludzi idących w procesji, modlących się na grobach przodków niszczą nasz wspólny dom. Zatruwają myśli naszych dzieci. Prowadzą do pożaru, w którym nie będzie wygranych.
Wołamy do Was, do nas wszystkich znad zdewastowanych grobów ze wsi Werchrata, i Manasterz. Postępujmy tak, byśmy nie musieli stanąć na grobami ludzi, którzy będą ginąć, bo będzie za późno aby temu zapobiec.”
I dodajemy apel: Uszanujmy ukraińskie groby i cmentarze, postawmy na nowo zdewastowane krzyże, odtwórzmy rozbite tablice z nazwiskami tych, którzy zginęli przed ponad 70 laty! Róbmy to także z myślą o nas, którzy żyjemy dzisiaj, i dla przyszłych pokoleń! Niech nasze działanie będzie – tak jak słowa wołania z 2016 roku i naszego dzisiejszego apelu – wyrazem świadomości wspólnoty kultury i historii, ale też wspólnoty zagrożenia ze strony agresywnego nacjonalizmu, któremu teraz stanowczo się przeciwstawiamy. Niechaj będzie ono odnowieniem zbudowanej na wzajemnym szacunku i trosce o dobro wspólne Rzeczypospolitej!

Werchrata i Monasterz, 3 listopada 2019 r.

Share Button