Wolność słowa i wypowiedzi jest podstawową wartością europejskiej cywilizacji. Wypływająca z niej swoboda badań naukowych i utworów publicystycznych tworzy niezmienną rozmaitość opinii i poglądów w społeczeństwie. A sama, szeroko pojęta, literatura kształtuje obraz świata – na co są szczególnie wrażliwe społeczeństwa wschodnioeuropejskie. Upodobania czytelników ukraińskich bardziej odnoszą do literatury pięknej. Literatura faktu lub reportaże są wciąż mniej rozpowszechnione. Dopiero po 2014 roku ten gatunek zaczął bardziej masowo pojawiać się na półkach księgarń pod wpływem memuarystyki i powieści autobiograficznych pisanych przez weteranów rosyjsko-ukraińskiej niewypowiedzianej wojny. Z kolei publicystyka historyczna rozkwitła po 2015 roku – po zapewnieniu wolnego dostępu do materiałów z archiwum KGB.

Jedną z najbardziej popularnych książek o tematyce historycznej wydanych w zeszłym roku na Ukrainie stała się „Sprawa Wasyla Stusa. Zbiór dokumentów z byłego archiwum KGB ZSRR” autorstwa historyka i dziennikarza Wachtanga Kipianiego. Opisuje ona postać, życie i wreszcie proces poety Wasyla Stusa, dysydenta, który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w obozie ВС-389/36-1 w Kuczynie (obwód permski) w 1985 roku. Stus został zaaresztowany, a następnie skazany na podstawie tak zwanego „paragrafu politycznego”, tj. za „antysowiecką agitację”. Po jego rehabilitacji i ponownym symbolicznym pogrzebie na Ukrainie w 1989 roku stał się jednym z czołowych symboli walki o niepodległą Ukrainę.

Adwokatem poety na niepublicznej rozprawie sądowej był wówczas Wiktor Medwedczuk. Obecnie to deputowany Rady Najwyższej Ukrainy, lider prorosyjskiej partii „Opozycyjna Platforma – Za Życie”. W latach 2002–2005 Medwedczuk był szefem administracji prezydenta Leonida Kuczmy. Polityk to ponadto ojciec chrzestny córki prezydenta Rosji, co powoduje, że jest określany z tego powodem „kumem Putina”.

Charakterystyczną cechą owej rozprawy było to, że Wasyl Stus odmówił korzystania z usług adwokata Medwedczuka, który w dysydenckim środowisku cieszył się opinią osoby współpracującej z radziecką bezpieką – świadczyło o tym jego zachowanie podczas dwóch wcześniejszych podobnych rozpraw. Ponadto, w czasie procesu, adwokat, wbrew woli oskarżonego, złożył w imieniu swojego klienta oświadczenie o przyznaniu się do winy, co stanowiło naruszenie reguł postępowania karne nawet na miarę prawa ZSRR.

Informacja o opisanych wydarzeniach w postaci materiałów archiwalnych, wspomnień osób z otoczenia poety oraz materiały „samizdatu” (podziemne wydania, w Polsce często określane jako literatura drugiego obiegu) znalazły się w książce Wachtanga Kipianiego. To właśnie za niewygodne fakty ze swojego życia, Wiktor Medwedczuk pozwał historyka oraz wydawnictwo za naruszenie praw osobistych o charakterze niemajątkowym, dobrego imienia i reputacji.

19 października sąd rejonowy dla miasta Kijowa (w dzielnicy Darnica) wydał wyrok, w którym częściowo przystał na żądania powoda, zobowiązując pozwanych usunąć wzmianki o opisanych wyżej wydarzeniach, wycofać książkę ze sprzedaży oraz zakazał rozpowszechniania w mediach informacji dotyczących Wiktora Medwedczuka, mieszczących się w książce. W ten sposób została istotnie podważona wolność słowa, ponieważ uderzenie post-sowieckiej elity – której symbolem jest właśnie Medwedczuk – jest wymierzone w same jej sedno – swobodę badacza. W związanym z tym dyskursie publicznym oraz dyskusji w ukraińskich mediach szeroko podnoszona jest kwestia niezawisłości i skorumpowania sądów (i sędziów). Wskazuje się przede wszystkim na wpływ lidera Opozycyjnej Platformy w kręgach sędziowskich. Wydaje się przy tym jednak, że mało kto zwraca uwagę na niezgodne z prawem stosowanie przepisów ustawy. Bieżące wydarzenie jest symbolicznym starciem prawa i ustawy, literalne rozumienie której, w niezależności od sprawiedliwości jej przypisów,  w sowieckim systemie prawnym stało się atrapą praworządności, a w post-sowieckim furtką do manipulowania na pozór demokratycznej normy. W ten właśnie sposób uwidacznia się wewnątrzukraińskie zmaganie z rewanżem post-sowieckich prorosyjskich funkcjonariuszy politycznych o „zwrot kraju”, tym razem na polu prawa.

Wyrok kijowskiego sądu w sposób oczywisty podważa praworządność na Ukrainie oraz konstytucyjne gwarancje wolności słowa. Strona pozwana ma 30 dni na wniesienie apelacji. Należy mieć nadzieję, że będziemy mogli zaobserwować efekty przeprowadzonej reformy sądownictwa na Ukrainie i sąd drugiej instancji uchyli ten haniebny wyrok.

Witalij Mazurenko – zastępca redaktora naczelnego portalu „Obserwator Międzynarodowy”, prawnik, dziennikarz, doktorant na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Tekst ukazał się na portalu obserwatormiedzynarodowy.pl