środa, 2 Grudzień, 2020
pluken
Home / Komentarze i opinie / Wybory lokalne na Ukrainie: czas rewanżu?
Fot. polukr.net
Fot. polukr.net

Wybory lokalne na Ukrainie: czas rewanżu?

Share Button

25 października na Ukrainie odbywają się wybory do władz lokalnych i obwodowych, po raz pierwszy w  nowej formule, uwzględniającej zmiany w systemie administracyjnym i kompetencjach lokalnych władz. Wybory te mogą stać się także okazją do poważnych przetasowań politycznych w niektórych regionach Ukrainy.

Nowe kompetencje

Największą zmianą jeśli chodzi o formułę wyborów jest pojawienie się nowych jednostek administracyjnych: hromad (ukr. Zjednoczone Terytorialne Hromady), pod pewnymi względami będących odpowiednikiem polskich gmin. Stanowią one najniższy szczebel organizacyjny podziału terytorialnego. Kolejny, rejonowy (będący odpowiednikiem polskiego powiatu) ma zostać wdrożony w przyszłym roku, a o jego ostatecznym kształcie ma zadecydować Rada Najwyższa Ukrainy. Co niezwykle istotne, nowy podział administracyjny wprowadza nie tylko nowe zasady organizacji wewnętrznej państwa, ale przede wszystkim zdolność zarządzenia przez lokalne społeczności własnym budżetem i decydowania o tym, na co przede wszystkim mają być przeznaczone środki finansowe. Oznacza to dużo większą autonomię funkcjonowania na poziomie lokalnym niż miało to miejsce do tej pory, gdy podział środków finansowych był zdecydowanie bardziej scentralizowany.

Wybory na poziomie lokalnym, podobnie jak w Polsce tak i na Ukrainie mają swoją specyfikę, która odróżnia je od głosowania parlamentarnego czy prezydenckiego. Siłą rzeczy, kandydaci oraz ich kampania wyborcza skupiają na kwestiach lokalnych, dotyczących ich najbliższego otoczenia, czasem wyglądających na prozaiczne, ale istotnych z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca danego miasta, wsi czy dzielnicy. Są to kwestie takie jak transport publiczny, lokalne inwestycje, nielegalna zabudowa przestrzeni publicznej przez deweloperów (problem istotny zwłaszcza w dużych miastach, szczególnie w Kijowie) czy gospodarka odpadami (sprawa ta wpłynęła znacząco na ocenę działalności władz miejskich we Lwowie).

Zmiana atmosfery i nowe siły

Tegoroczne głosowanie odbywać się będzie w zupełnie innej atmosferze, niż miało to miejsce pięć lat temu: tuż po „Rewolucji Godności”, gdy wspomnienia tego zrywu były zdecydowanie bardziej żywe, a relacje pomiędzy siłami politycznymi, które stanęły wówczas przeciwko reżimowi Wiktora Janukowycza były (jeszcze) zorientowane na współpracę, pomimo widocznych różnic światopoglądowych i programowych. Aktualnie nie ma mowy o szerokiej koalicji sił „pomajdanowych” i każda z partii dąży do osiągnięcia jak najlepszego wyniku, często kosztem niedawnych koalicjantów (choć nie jest to regułą: sojusze na poziomie lokalnym czy regionalnym są i zapewne będą dość częstym zjawiskiem).

Konflikt pomiędzy niedawnymi sojusznikami politycznymi szczególnie silnie zaznacza się we Lwowie, gdzie o stanowisko przewodniczącego lokalnej Hromady (obejmującej miasto Lwów) walczą obecny mer miasta, Andrij Sadowyj, lider partii „Samopomoc” oraz były przewodniczący administracji obwodowej z „Europejskiej Solidarności”, Oleg Synotka. Sondaże wskazują na zwycięstwo (po raz kolejny) Andrija Sadowego, być może nawet w pierwszej turze. Z kolei „Europejska Solidarność”, partia byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, może liczyć na bardzo dobry i najpewniej najlepszy w kraju wynik właśnie we Lwowie i w obwodzie lwowskim (w wyborach prezydenckich to właśnie obwód lwowski, jako jedyny zdecydowanie poparł Poroszenkę, a nie Zelenskiego). Z list „ES” w wyborach lokalnych kandyduje Mychajło Didukh, który podkreśla, że głównym postulatem jego formacji we Lwowie jest zmiana obecnej sytuacji. „W mieście widać jest zastój. Nie ma racjonalnego, przemyślanego i strategicznego planu rozwoju – choć są przygotowywane strategie rozwoju, to nie są one w praktyce realizowane. To sprawy czasem prozaiczne, jak choćby brak kanalizacji: rzecz nie do pomyślenia w dużym europejskim mieście na początku XXI wieku” – mówi Mychajło Didukh. Dodaje, że w jego opinii, podobnie jak wielu innych lokalnych polityków, istotną kwestią w nowej kadencji pozostanie utrzymanie i rozwój współpracy z miastami partnerskimi w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej.

Co ciekawe, inaczej niż miało to miejsce pięć lat temu, na samodzielny start zdecydowała się partia „Udar” Witalija Kliczko. Lider „Udaru” od pięciu lat sprawuje funkcję mera Kijowa i jest bardzo pozytywnie oceniany przez większość mieszkańców (według badań opinii publicznej, ok. 55-57%), co daje mu niemal pewną reelekcję. We Lwowie listę kandydatów do rady obwodowej otwiera była deputowana do Rady Najwyższej Ukrainy, Oksana Jurynets, która mówi o programie swoim i swojej partii: „podstawy programowe są wspólne dla kandydatów w całym kraju: to szacunek dla każdego, równe szanse, bezpieczeństwo dla każdego. Jeśli chodzi o Lwów, to tutejsze problemy są od dawna te same: komunikacja, gospodarka odpadami, która wobec konieczności ich transportu generuje olbrzymie koszty, brak dbałości o miasto i jego zabytki: wobec tego może nam grozić utrata statusu jaki Lwów posiada na liście światowego dziedzictwa UNESCO”. Oksana Jurynets zwraca również uwagę, że znaczna część wyborców we Lwowie: nawet około 40% nie podjęła jeszcze decyzji co do tego, na kogo ma zamiar zagłosować w nadchodzących wyborach, wobec czego ostateczne rezultaty są trudne do prognozowania.

W ostatnich latach, w tym zwłaszcza tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku, na scenie politycznej Ukrainy pojawiły się nowe partie. To przede wszystkim rządząca obecnie, pro prezydencka „Sługa Narodu” oraz „Hołos” (pol. „Głos”), formacja założona przez lidera zespołu muzycznego „Okean Elzy”, Światosława Wakarczuka. Formacja ta przyciąga zwłaszcza aktywnych, młodszych wyborców, o liberalnych poglądach, zainteresowanych zmianami społeczno-politycznymi zbliżającymi Ukrainę do standardów zachodnich. Z list „Hołosu” do rady dzielnicy Obołon w Kijowie kandyduje Witalij Owczarenko, który stwierdza: „Chciałbym też stworzyć system pozwalający, z udziałem lokalnych deputowanych i aktywistów – na zgłaszanie istotnych z punktu widzenia funkcjonowania mieszkańców problemów. To swego rodzaju powrót do korzeni instytucji deputowanego na poziomie lokalnym – łącznika pomiędzy mieszkańcami a władzami wyższego szczebla. Niezależnie od tego, czy zostanę wybrany czy też nie, tak czy inaczej będę nadal podnosił te kwestie, które zwracają moją uwagę już od jakiegoś czasu”.

Co charakterystyczne, jak wynika z badań sondażowych, po raz kolejny na niewielkie poparcie mogą liczyć siły skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne. Partia „Swoboda” ma szansę na przekroczenie progu wyborczego w kilku obwodach na zachodzie kraju: lwowskim, iwanofrankiwskim, tarnopolskim i wołyńskim, choć najprawdopodobniej w niewielu miejscach będzie w stanie uzyskać dwucyfrowy wynik. Dużą szansę na utrzymanie stanowiska mera Iwanofrankiwska ma polityk tej partii, Rusłan Marcinkiw.

Rewanż na wschodzie?

Sporo obaw i dyskusji budzi przewidywany przebieg i rezultaty głosowania na wschodzie Ukrainy, w tym zwłaszcza na Donbasie i obszarach tradycyjnie (choć nie zawsze słusznie) uznawanych za prorosyjskie. Jak twierdzi Walerij Krawczenko, przedstawiciel Centrum Bezpieczeństwa Międzynarodowego, jest to efekt braku komunikacji z lokalnymi mieszkańcami ze strony władz centralnych (co jest winą także poprzedniej ekipy rządzącej), jak również zawiedzionych nadziei po obietnicach prezydenta Zelenskiego, który obiecywał pokój i sprawiedliwość. Efektem tego jest powrót do formacji wywodzących się z nieistniejącej już „Partii Regionów”,  takich jak „Opozycyjna Platforma Za Życie” („OPZŻ”) „Ukraina przegrała bitwę o informację, polityka komunikacyjna nie jest efektywna, dlatego, że w Kijowie nie chcą lub nie potrafią zrozumieć specyfiki regionu, tego jak należy pracować z ludźmi. Z kolei na Donbasie rośnie polaryzacja społeczeństwa. Od 2016 roku zjawiła się tutaj aktywna proukraińska mniejszość (5-10%), popularna głównie wśród młodzieży i starszej inteligencji. Jednak ten konflikt społeczny ma wielki potencjał konfliktogenny, który stara się wykorzystać Rosja” – komentuje Walerij Krawczenko.

Podobne problemy dotyczą także innego dużego i istotnego miasta na wschodzie kraju, Charkowa. Tutaj niezmiennie silną pozycję utrzyma zapewne partia mera miasta, Giennadija Kernesa, który cieszy się (według sondaży) ok. 60% poparciem. Wśród sił politycznych, które mają szanse zyskać mandaty w radzie miejskiej i obwodowej, pojawiają się także „OPZŻ” oraz partia „Sługa Narodu”. Pozostałe siły polityczne, reprezentujące nurt „pomajdanowy” prawdopodobnie nie przekroczą 5% progu wyborczego. „Sytuacja się zaostrza, rezultaty będą dość nieprzyjemne – do władzy dojdą siły opozycyjne, które mają prorosyjskie nastawienie: „OPZŻ”, Bloku Kernesa i podobnych” – mówi Artem Fysun, lokalny polityk i wolontariusz. Taka sytuacja ma wynikać między innymi z tego, że te siły polityczne prowadzą skuteczną, populistyczną i chętnie przyjmowaną przez licznych wyborców politykę informacyjną.

Dariusz Materniak

 

Share Button

Czytaj również

Fot. obserwatormiedzynarodowy.pl

Ihar Melnikau: polityka pamięci historycznej jako instrument rosyjskiego wpływu na Białorusi

Nauka historii odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu narodowej świadomości danego narodu. Patrząc przez ten pryzmat, …