wtorek, 10 Grudzień, 2019
pluken
Home / Komentarze i opinie / Bezpieczeństwo / Putin na Westerplatte AD 2019?
Fot. debatingeurope.eu
Fot. debatingeurope.eu

Putin na Westerplatte AD 2019?

Share Button

Spore kontrowersje, w tym zwłaszcza po stronie ukraińskiej, wywołała wypowiedź obecnego wiceministra spraw zagranicznych i przyszłego ambasadora RP na Ukrainie, Bartosza Cichockiego o zasadności zaproszenia Władimira Putina na obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej, planowane na wrzesień 2019 roku.

Jak wiadomo, aktualny prezydent Rosji był obecny w Gdańsku podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej w 2009 roku. Dziesięć lat później wiele się zmieniło w relacjach pomiędzy Polską a Rosją, a także Zachodem jako całością i Rosją. Rosyjska agresja na Ukrainę – aneksja Krymu i wojna na Donbasie wiele skomplikowały we wzajemnych stosunkach i to zdecydowanie na gorsze. Na tyle, że prawdopodobnie mamy właśnie do czynienia z odejściem obu stron od zapisów traktatu INF (o zakazie posiadania pocisków rakietowych średniego zasięgu bazowania lądowego), co prawdopodobnie będzie równać się nowemu wyścigowi zbrojeń w tej dziedzinie. Nadal obowiązują nałożone na Federację Rosyjską sankcje, a wojna na Donbasie, choć bliska do stanu „zamrożonego” konfliktu cały czas trwa, niemal codziennie powodując ofiary. Równolegle, relacje polsko-rosyjskie praktycznie nie istnieją. Rzecz jasna obie strony utrzymują stosunki dyplomatyczne czy gospodarcze, jednak dominującym odczuciem w stosunkach na każdym poziomie jest nieufność, a po stronie polskiej dodatkowo – obawy co do dalszych działań Moskwy na każdym polu, także wojskowym. Z kolei dla Rosji Polska pozostaje częścią „wrogiego bloku wojskowego” (czyli NATO) i głównego w środowej części Europy sojusznika USA, które nadal, podobnie jak miało to miejsce w czasach ZSRR, są przedstawiane jako główne zagrożenie dla Rosji.

Wobec powyższego, jest mało prawdopodobnym, by Władimir Putin, nawet jeśli wspomniane przez ministra Cichockiego zaproszenie zostanie wystosowane, pojawił się 1 września 2019 roku na Westerplatte. Dodajmy: niestety.

Dlaczego niestety? Otóż: wojna na Donbasie (zainicjowana przez działania Moskwy) czy jakikolwiek inny potencjalny konflikt zbrojny w Europie Wschodniej w sposób zdecydowanie negatywny wpływa na stan bezpieczeństwa wszystkich krajów regionu, także Polski. Już teraz rosyjsko-ukraiński konflikt, który kosztował życie ponad 10 tysięcy ludzi i spowodował olbrzymie straty materialne stanowi niebezpieczny precedens: wojny o skali nienotowanej od 1945 na kontynencie europejskim. Polska, w zaistniałej sytuacji, zajęła jedyne słuszne z punktu widzenia własnych interesów strategicznych stanowisko – po stronie zaatakowanej Ukrainy, udzielając jej wsparcia politycznego, gospodarczego, a także wojskowego (ograniczonego, w postaci dostaw uzbrojenia i wyposażenia oraz wsparcia szkoleniowego dla Sił Zbrojnych Ukrainy). Jednak na dłuższą metę, w interesie wszystkich państw regionu, samej Ukrainy, a także Polski, jest dążenie do jak najszybszego zakończenia tego konfliktu i to najlepiej drogą rozmów pokojowych – bo nie jest prawdą stwierdzenie, że konflikt na Donbasie nie ma rozwiązania wojskowego: ma, lecz oznacza ono straty wielokrotnie większe od już zanotowanych i trudne do przewidzenia konsekwencje międzynarodowe. Wydarzenia takie jak 80 rocznica wybuchu II wojny światowej mogłyby stać się wstępem do wielostronnych rozmów mających na celu wypracowanie realnego porozumienia pokojowego, bez konieczności dalszego polegania na dwóch umowach z Mińska, które nie doprowadziły do rozwiązania żadnej z omawianych w nich kwestii: obecny status quo i jego kształt jest bowiem wynikiem działań zbrojnych, a nie rozmów dyplomatów.

Niestety, wobec aktualnego stanu relacji polsko-rosyjskich jest wysoce wątpliwym, by Polska mogła pełnić rolę mediatora w konflikcie pomiędzy Moskwą a Kijowem. Niestety (dla Ukrainy, ale także dla Polski i całego naszego regionu) funkcję tą pełnią Francja i Niemcy, a biorąc pod uwagę dotychczasowe rezultaty (czy raczej ich brak) trudno być optymistą co do dalszych losów rozmów w ramach tzw. formatu normandzkiego. Rzecz jasna osobną sprawą jest wola władz Federacji Rosyjskiej co do wypracowania realnego rozwiązania konfliktu na Donbasie, nie należy jednak z góry zakładać, że takiej woli nie ma (faktycznie, trwanie obecnej sytuacji oznacza wymierne straty także dla Rosji, choć w innym wymiarze niż dla Ukrainy). Polska, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, powinna bardziej aktywnie dążyć do poszukiwania rozwiązań pokojowych wojny na Donbasie, nie czekając na inicjatywy krajów zachodnich: należy bowiem pamiętać, że w razie eskalacji z negatywnymi konsekwencjami spotka się w pierwszej kolejności nasz region. I to my sami powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o własne interesy.

Dariusz Materniak

Share Button

Czytaj również

Fot. unn.com.ua

MH-17 pięć lat i zero wniosków później

Od zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów malezyjskiego Boeinga 777 mija pięć lat. Niestety, kraje zachodnie, w …