wtorek, 19 Listopad, 2019
pluken
Home / Wojsko / Relacja oficera LITPOLUKRBRIG z obrony lotniska w Ługańsku
kolumna_tyt

Relacja oficera LITPOLUKRBRIG z obrony lotniska w Ługańsku

Share Button

Ukraiński żołnierz-desantnik, major Ihor Bondarenko pełni służbę wojskową na stanowisku starszego oficera sekcji planowania S5 dowództwa Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej. Praca sekcji jest niełatwą, ale dzięki współpracy oficerów z Polski, Litwy i Ukrainy udaje się nie tylko rozwijać współpracę, ale także tworzyć koncepcje i plany przyszłego zastosowania jednostek podległych wielonarodowej jednostce.

Do czasu rozpoczęcia służby w LITPOLUKRBRIG major Bondarenko służył na stanowisku naczelnika wydziały wozów sztabowych polowego węzła łączności 80 Brygady Wojsk Powietrznodesantowych z Lwowa. A w sierpniu 2014 roku był jednym z kilkuset lwowskich desantników, którzy w składzie batalionowej grupy taktycznej brygady brali udział w walkach z elitarnymi jednostkami sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej: pod ogniem rosyjskich artylerzystów odpierali ataki rosyjskich T-72 i T-90, a także zadawali straty „zabłąkanym” żołnierzom rosyjskich wojsk powietrznodesantowych z Pskowa.

Major Ihor Bondarenko wspomina, że w marcu 2014 roku, kiedy jeszcze nie było mowy o Operacji Antyterrorystycznej, żołnierze 80 Brygady z Lwowa stacjonowali już na pozycjach obronnych na północnym-wschodzie Ukrainy.

Już wówczas jednostki wojskowe Federacji Rosyjskiej rozpoczęły „ćwiczenia” w bezpośredniej bliskości granicy z Ukrainą, wobec czego Brygada pozostawała w stanie podwyższonej gotowości bojowej i wyruszyła ze spokojnego Lwowa na wschód. W ciągu kolejnych dwóch miesięcy żołnierze „koczowali” pod granicą ukraińsko-rosyjską.

„A już w maju jedna z naszych kompanii wzięła pod ochronę Międzynarodowy Port Lotniczy „Ługańsk”, który z czasem niemal całkowicie otoczyli rosyjscy najemnicy. Po walkach i wyzwoleniu Słowiańska także na naszym odcinku zaczęło się formowanie kolumny, która miała przerwać pierścień okrążenia i wzmocnić naszych żołnierzy na lotnisku” – opowiada major Bondarenko.

bondarenko

W 2014 roku nie było dokładnie wyznaczonej linii frontu, a na wyzwolonych obszarach działali kolaboranci i osoby naprowadzający ogień artylerii. Dlatego, gdy na trasie przemieszczających się oddziałów doszło do ostrzału ze strony przeciwnika przez wyrzutnie pocisków rakietowych GRAD, dowodzący kolumną pułkownik Andrij Kowalczuk zdecydował o wyborze innej drogi. Na szczęście obok znajdowała się inna droga, wiodąca przez wzmocniony most, co prawda ze zbudowaną blokadą, którą jednak udało się usunąć przy pomocy czołgu.

„Kolumna wyruszyła inną drogą – stało się to niespodzianką dla bojowników. Wyszliśmy na tyły wrogiego blok-postu i zniszczyliśmy go, a następnie znaleźliśmy lotnisko polowe z kilkoma samolotami, które również zniszczyliśmy. Co prawda wroga artyleria jeszcze pięć razy próbowała nas zatrzymać ostrzałem z GRAD-ów, ale na szczęście pociski padały daleko za nami” – dodaje desantnik.

Najtrudniej było na samym podejściu do lotniska. Bojownicy zorientowali się w manewrze ukraińskich desantników i organizowali dobrze przygotowaną obronę. Początkowo, z zasadzki udało im się trafić czołg, zginął jeden z członków jego załogi.

„Rzecz jasna nie musieli długo czekać na naszą odpowiedź. Artylerzysta Wołodymyr Lubanicz w rekordowo krótkim czasie rozwinął swój pododdział, który zaczął prowadzić ogień po pozycjach bojowników, nie oczekujących tak szybkiej odpowiedzi. Tymczasem kolumna przesunęła się aż do ostatniego przed lotniskiem mostu i w tym miejscu rozpoczął się ostrzał z RPG, SPG i broni strzeleckiej. A gdy włączyliśmy się do walki doszedł do tego jeszcze moździerz. Trzeba było ruszać się, ale przód kolumny paraliżował trafiony wcześniej czołg, załoga którego, po śmierci towarzysza prowadziła ciągły ogień i dopiero interwencja pułkownika Andrija Kowalczuka umożliwiła dalszy ruch. Pułkownik sam wsiadł do pierwszego w kolumnie transportera i poprowadził żołnierzy na lotnisko. Udało się tam dotrzeć, jednak trafiony został pierwszy w kolumnie transporter. Na szczęście załoga na czas opuściła pojazd, jednak następnie pułkownik Kowalczuk został ciężko ranny. Z kolei granat z SPG trafił w ciężarówkę, gdzie znajdowała się obsługa jednej z armat. Wieczna pamięć bohaterom…” – opowiada oficer.

lotn4

Po przerwaniu obrony przy moście lwowscy desantnicy ruszyli wprost na lotnisko. Starcia praktycznie wygasły. Żołnierze z oddziału, który już był na lotnisku wskazywali kierunek marszu rakietami sygnałowymi – jako że wszystkie główne podejścia i drogi były zaminowane, wskazywali drogę przez niewielkie lasy i zarośla. W końcu, o północy z 13 na 14 lipca lwowscy desantnicy dotarli na teren portu lotniczego.

„Z tego co nam było wiadomo w tym czasie Rosja przekazała „separatystom” sprzęt opancerzony i artylerię, dlatego żołnierzom na lotnisku było ciężko trzymać się bez wsparcia własnej artylerii i czołgów. Nasze przybycie wywołało radość i nie raz można było usłyszeć „O, czołgi i artyleria, teraz będzie koniec z <separami>”. Tej nocy zostaliśmy ostrzelani z GRAD-ów. Pamiętam, że mimo tego, iż przebywałem w ukryciu i tak było czuć skutki ostrzału” – dodaje Ihor Bondarenko.

Następnego dnia rozpoczęła się „konwencjonalne działania”. Na początku ostrzały artylerii bojowników nie były intensywne. Major Ihor Bondarenko mówi, że „częstowano” ich z wielkiego kalibru możliwe 1-2 razy dziennie i 3-4 razy w nocy. Jednak w czasie, gdy ukraińska artyleria zaczęła ostrzeliwać ważne obiekty, technikę i siłę żywą bojowników wokół Ługańska, liczba ostrzałów znacząco się zwiększyła. Ogień był prowadzony z pozycji w pobliżu szkół, szpitali i z osiedli, co uniemożliwiało „adekwatną” odpowiedź. Terytorium lotniska było niewielkie, więc niemal każdy pocisk powodował straty w technice. Najboleśniejsze były rzecz jasna straty wśród żołnierzy. W czasie pomiędzy ostrzałami żołnierze zajmowali pozycje wokół lotniska, porządkowali pozycje obronne, rozpoznawali okolice i przeprowadzali drobne naprawy.

Aktywne działania jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy przyniosły szereg sukcesów nad bojownikami i z czasem także lwowscy desantnicy przeszli do działań ofensywnych. Wspólnie z ochotnikami z batalionu „Ajdar” oczyścili wioski Georgijewka, Łutugino, Nowoaniwka, Peremożne, Nowosvitlivka, Hraszczuwate i w pełni odblokowali lotnisko.

lotn1

„Już wówczas zetknęliśmy się w walce z kadrowymi rosyjskimi wojskowymi. I już wówczas zaczął rozwiewać się mit o niezwyciężoności rosyjskiej armii, bo z tych starć wychodziliśmy bez strat, a przeciwnik był rozbity, ze stratami w sile żywej i technice. Jeden z epizodów: kompania pskowskich desantowców pod rosyjską flagą podjechała pod jeden z naszych blok-postów. Byli na tyle pewni siebie, że ich dowódca nawet nie rozproszył swoich wozów, ale zszedł z BTR-a i poszedł porozmawiać z naszymi żołnierzami. Zbyt późno zorientowali się, że to ukraińskie pozycje. Dwa pierwsze rosyjskie BTR-y rozstrzelaliśmy od razu z blok-postu, resztę nakryła nasza artyleria” – podsumowuje Bondarenko.

Do połowy sierpnia ukraińskie oddziały niemal całkowicie okrążyły Ługańsk i wśród bojowników zaczęła się panika, a przede wszystkim – zaczęła kończyć się amunicja, w związku z czym mniej było także ostrzałów lotniska. Taka sytuacja utrzymała się do czasu przybycia pierwszego „konwoju humanitarnego”. Po jego przyjeździe nagle „obudziła się” artyleria separatystów, którzy przez dwa dni prowadzili nieustanny ostrzał, w wyniku którego m.in. całkowicie zniszczona została wioska Hraszczuwate na przedmieściach Ługańska. W ciągu tych dwóch dni na samo lotnisko spadło więcej pocisków, niż przez cały ubiegły miesiąc.

Po Hraszczuwatym artyleria bojowników zniszczyła Novosvitlivkę. Dzięki temu separatyści, wspierani przez rosyjską armię zbliżyli się do samego lotniska. Jedyna droga, jaka łączyła lotnisko z terytorium kontrolowanym przez Ukrainę od tego momentu była pod ciągłym ostrzałem.

Szczególnie ciepło major Bondarenko mówi o przyjeździe wolontariuszy. Żołnierze byli już dość mocno zmęczeni i wyczerpani, ale biały mikrobus na blok-poście spowodował ożywienie. Żywność, czyste rzeczy, ludzie z „pokojowej” Ukrainy, z wieściami i nadzieją. Przywieźli ze sobą święto, które jednak nie trwał długo.

„Dobrze pamiętam wypadek, jak w ostatnich dniach obrony wzięliśmy do niewoli rosyjskich żołnierzy, którzy podjechali cysterną pod nasze pozycje. Byłem wówczas na posterunku i w pewnym momencie obsada blok-postu zapytała przez radio, czy nie ma w pobliżu innych ukraińskich jednostek? Nie, odpowiadam, tam tylko <separy>”. Po niecałych 10 minutach blok-post ponownie połączył się przez radio, prosząc o zabranie jeńców i techniki: owi „jelenie” zajechali wprost na nasze pozycje „w gości”. Oficer miał przy sobie mapę z naniesionymi pozycjami rosyjskiej techniki, na które skierowaliśmy ogień naszej artylerii. Podobno było tam gorąco…” – dodaje Ihor Bondarenko.

Innego dnia, gdy major zajmował się rozśrodkowaniem pojazdów, które dotarły na lotnisko jako wzmocnienie, w otwartym terenie ludzi zastał ostrzał z BM-21. Ihor Bondarenko i podpułkownik Anatolij Iczenski znaleźli się w samym środku pola ostrzału. Biec – pewna śmierć. Pozostało im jedynie położyć się na ziemi i prosić Boga, by żadna rakieta nie spadła wprost na nich. Mieli szczęście, jako że po kilkuminutowej kanonadzie obaj podnieśli się cali i zdrowi.

lotn2

Nie zawsze jednak wszystko kończyło się tak dobrze. Lotnisko było nie tylko ważnym obiektem strategicznym, ale również swoistą fortecą niezłomności ukraińskich żołnierzy, którą trzeba było zniszczyć. Dlatego pod koniec sierpnia do walki rzucono nie tylko prorosyjskich najemników, ale także elitarnych czołgistów z dywizji kantemirowskiej oraz desantowców z Pskowa. Pododdział pancerny na czołgach T-64 opuścił pozycje, nasłuchawszy się historii o rosyjskich T-90 – nie wytrzymali nerwowo. Mimo tego, lwowscy desantnicy byli gotowi bronić się nawet bez tego wsparcia.

Ostatni dzień obrony, 31 sierpnia 2014 roku został zapamiętany przez majora jako dzień szalonego ostrzału artyleryjskiego. Ukraińska artyleria do tego czasu poniosła na tyle duże straty, że nie była w stanie dostatecznie mocno odpowiadać na ogień.

„To było po prostu piekło. Wywiad przypuszcza, że lotnisko atakował co najmniej batalion pskowskich desantowców, batalion dagestańskiej piechoty i do 500 najemników ze wsparciem czołgów. Nas było wówczas około 300. Przywitaliśmy wroga tym, co mieliśmy – bronią strzelecką, RPG i SPG. Jak 300 spartan… Dzięki przewadze w ludziach i sprzęcie przeciwnik dostał się na teren lotniska, rozbił obronę na trzy części. Było nas zbyt mało, dlatego każdy był jednocześnie strzelcem, saperem i obsługiwał broń przeciwpancerną. Ja i major Dmytro Łobanow obsługiwaliśmy SPG-9, z którego potem mój podwładny, Witalij Hrebinnyk z dwoma innymi żołnierzami zatrzymali pierwszy rosyjski T-90, który wjechał na teren lotniska od strony Ługańska. Nie cofaliśmy się i staliśmy na pozycjach do końca, dochodziło miejscami do walki wręcz. Nacisk był tak duży, że pułkownik Andrij Kowalczuk wezwał ogień artylerii na nas. To trochę ostudziło Rosjan” – mówi oficer.

Major dodaje, że atak rosyjskich żołnierzy załamał się już na początku i w dalszej części walki część Rosjan chowała się w lesie na podejściu do lotniska. Tylko jedna BMD wysunęła się naprzód – nie wiadomo po co, jako że niemal od razu zatrzymano ją trafiając w gąsienice, a następnie niszcząc razem z załogą.

Pod wieczór sytuacja stała się jeszcze cięższą. Ale major Bondarenko stwierdza, że trudniej było nie tylko ukraińskim żołnierzom, ale i przeciwnikowi. Ówczesny dowódca sektora, generał Ihor Kolesnik nakazał, by cała dostępna artyleria sektora wsparła desantników. Walka i ciężkie straty zdemoralizowały Rosjan. Niewielkimi grupami zaczęli opuszczać teren lotniska. Niestety, jak wynika z relacji świadków, dokonywali egzekucji rannych i jeńców. Już wieczorem walki miały pozycyjny charakter, z niewielka wymianą ognia i ogniem artylerii.

Infrastruktura i wszystkie umocnienia lotniska były faktycznie zniszczone. Pas startowy nie mógł przyjmować samolotów. Utrzymywanie lotniska w tym stanie i narażanie ludzi na niebezpieczeństwo nie miało już sensu. 80 Brygada otrzymała rozkaz opuszczenia lotniska i dołączenia do własnych sił. W walkach 31 sierpnia zginęło 13 żołnierzy. Byli także zaginieni i ciężko ranni.

lotn3

„Zaczęliśmy odwrót trzema grupami około godziny 22. Pamiętam, jak lekarz zaproponował, że zostanie z rannymi, na co dowódca, pułkownik Kowalczuk odpowiedział, że wyjdziemy sami i zabierzemy rannych. Wówczas, na szczęście dotarła do nas ciężarówka z 24 Brygady Zmechanizowanej z Jaworowa k. Lwowa. Kierowca to prawdziwy bohater. To było niemal samobójstwo, ale dzięki niemu udało się ewakuować rannych. Reszta ludzi szła pieszo, gdyż cała technika została zniszczona w czasie walk. Potem – 10 km marszu i wyszliśmy na terytorium kontrolowane przez nasze oddziały. Niestety, musieliśmy opuścić lotnisko, ale zadaliśmy straty wojskom rosyjskim” – kończy opowieść major Bondarenko.

Teraz, jako oficer LITPOLUKRBRIG mówi, że 31 sierpnia to jak drugie urodziny. Trudno było to przetrwać, ale nie miał prawa zginąć – w domu czekała na niego żona, syn i córka. Z walk o lotnisko wyniósł ważną lekcję – żołnierz powinien być dobrze wyszkolony, przejawiać inicjatywę i liczyć na wsparcie towarzyszy broni. Właśnie te wartości major Bondarenko stara się stosować podczas pracy w zakresie przygotowania do działań oddziałów Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej.

Oleksandr Gain

Zdjęcia z archiwum Ihora Bondarenko.

Share Button

Czytaj również

Fot. twitter.com/mfa_ua

Ukraina żąda zwrotu okrętów zatrzymanych przez Rosję

MSZ Ukrainy skierował do Rosji notę z wymogiem wskazania miejsca pobytu ukraińskich kutrów „Berdiańsk” i …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.