poniedziałek, 28 Wrzesień, 2020
pluken
Home / Wywiady / Alim Alijew: Ukrainie potrzebna jest strategia wobec Krymu
11178674_821062934595511_1247759318_n

Alim Alijew: Ukrainie potrzebna jest strategia wobec Krymu

Share Button

Rok temu Lwów stał się jednym z pierwszych ukraińskich miast, które stały się domem dla krymskich Tatarów, którzy uciekali od „zielonych ludzików” i nowej okupacyjnej władzy na Krymie. Właśnie oni byli w marcu 2014 roku pierwszymi w nowoczesnej historii Ukrainy wymuszonymi przesiedleńcami. Dokładną liczbę, tych, którzy zostali zmuszeni opuścić rodzinny Krym trudno określić, ale Medżlis narodu krymskotatarskiego mówi o ok. 10 tysiącach osób.

Rozmowa z działaczem społecznym, współzałożycielem inicjatywy Krym SOS Alim Alijewem o tym, jakim był ten rok i o aktualnych problemach uchodźców, a także braku ukraińskiej strategii wobec Krymu.

Minął rok od agresji na Krym. Jakim był ten rok dla was?

To był chyba najtrudniejszy rok dla krymskich Tatarów od czasu deportacji (18-20 maja 1944 roku – red.). Po aneksji Półwyspu władza rozpoczęła naciski na proukraińskich aktywistów i potem wzięła się za największą grupę etniczną, jaka jest dość monolityczną – czyli właśnie Tatarów. Wówczas rozpoczęły się represje, które trwają do dzisiaj. Według naszych szacunków zmusiły one do wyjazdu ok. 10 tysięcy ludzi, ale blisko 300 tysięcy pozostało na miejscu i żyją w warunkach okupacji. W podobnych warunkach żyje także duża grupa zamieszkujących tam Ukraińców, a nawet etnicznych Rosjan – pozostali na Krymie, ale nie uznają nowej władzy. Dla tych Tatarów, którzy pozostali na Półwyspie, poza trudnymi warunkami politycznymi problemem  jest także sytuacja ekonomiczna. Mały i średni biznes turystyczny, który był dla wielu podstawą życia, obecnie jest faktycznie zniszczony. Problemy mają także intelektualiści – nauczyciele czy lekarze, którym na początku podniesiono pensje, obecnie zarabiają mniej. Są problemy z dostawami żywności czy w ogóle z pieniędzmi – takie są realia dzisiejszego Krymu.

Kiedy wyjechało najwięcej ludzi i czy ten proces trwa nadal?

Pierwsza fala wyjazdów miała miejsce na wiosnę i była największą. Ludzie zaczęli wyjeżdżać jeszcze przed pseudoreferendum i proces ten trwał do końca maja. Głównie kierunki tych wyjazdów to Kijów, Lwów i Chersoń. Kolejna wielka fala migracji i wyjazdów to wrzesień. Tu można mówić już o bezpośrednim związku pomiędzy represjami a wyjazdami. W domach Tatarów, którzy praktykują islam rozpoczęły się przeszukania i rewizje, co wyjaśniano działaniami antyterrorystycznymi. Ludzi zatrzymywano na ulicach. Obecnie ten proces wyjazdów nieco przyhamował – zresztą sami jesteśmy przeciwko takim masowym wyjazdom: Krym to nasz dom i bardzo ważne, aby Tatarzy nadal tam zamieszkiwali, są jednak ludzie, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu: głównie działacze polityczni, społeczni, dla których pozostawanie na miejscu jest niebezpieczne. Dotyczy to także studentów, którzy powinni mieć możliwość edukacji w ukraińskich i europejskich uczelniach, aby mogli powrócić na Krym jako nowa elita i móc działać na rzecz zmian.

Jeśli mowa jest o marcu zeszłego roku, to przede wszystkim wyjeżdżały kobiety i dzieci. Mężczyźni zwykle zostawali i obserwowali sytuację. Ale kiedy stało się jasne, że to potrwa dłużej także oni dołączali do rodzin. Obecnie najwięcej przesiedlonych Tatarów zamieszkuje w Kijowie – jakieś 5-6 tysięcy, we Lwowie – blisko 2 tysiące i w Chersoniu ok. 1,5 tysiąca. Najwięcej uchodźców pozostało w stolicy, gdzie najłatwiej jest o mieszkanie i pracę. Co do Lwowa – to bardzo komfortowe środowisko dla działania i zaraz na początku okupacji Lwów zaprosił Tatarów do siebie, a Lwowianie zapewnili tymczasowe warunki do zamieszkania. Chersoń z kolei jest najbliżej do Półwyspu.

Wiemy również, że część osób wyjechała do innych krajów, ale brak jest dokładnych statystyk. Możemy mówić o kilkudziesięciu osobach jakie wyjechały do Polski, Niemiec, Belgii. Niektórzy próbowali do Turcji, ale tam są trudne do przejścia procedury imigracyjne.

Jakie są główne problemy uchodźców?

Aktualnie to te same problemy jak i rok temu – mieszkanie i praca. Niestety, wielu ludziom nie udaje się znaleźć pracy, tym  bardziej zgodnej z ich zawodem. Ciekawe, że przyczyną tych problemów często jest nastawienie miejscowych mieszkańców, którzy niekoniecznie chcą przyjmować uchodźców do pracy czy wynajmować im mieszkania. Problem ten wiąże się także z falą uchodźstwa ze wschodniej Ukrainy, która rozpoczęła się w czasie nasilenia ATO, kiedy do Lwowa niemal co dzień przywożono ciała poległych. W mediach pojawiały się wówczas informacje o zagrożeniach ze strony uchodźców ze wschodu, którzy mieli zachowywać się niczym barbarzyńcy, nie rozumiejący języka, itp. Kiedy zaczęto sprawdzać te informacje okazało się, że poza kilkoma wypadkami nic nie potwierdza, a jak się okazało – część z nich była rozpowszechniana z niedawno zarejestrowanych kont internetowych – co pozwala podejrzewać, że stały za tym rosyjskie trolle.

Zrozumieliśmy przez te miesiące, że najlepszym sposobem walki informacyjnej ze stereotypami jest osobisty kontakt. Kiedy Lwowianie i przesiedleńcy z Krymu wspólnie organizują jakieś wydarzenia lub spotykają się na nich i poznają się – to bardzo pomaga zmieniać postawy. Dlatego zaczęliśmy organizować takie wydarzenia – spotkania i wykłady poświęcone historii i kulturze narodu krymskotatarskiego. Teraz możemy mówić o tym, że udało nam się częściowo zmienić nastawienie.

Dla krymskich Tatarów ważne jest także coś jeszcze – zachowanie naszej mentalności. Chodzi o język, religię i kulturę, problemy, z jakimi niekoniecznie borykają się inni uchodźcy. Dlatego właśnie prowadzimy kursy języka krymskotatarskiego, chcemy także stworzyć we Lwowie centrum kulturalne, a także miejsce dla modlitwy i potrzeb religijnych.

Czy wielu uchodźcom udało się znaleźć pracę w swoim zawodzie i jaki jest poziom bezrobocia wśród przesiedlonych?

Trudno mówić o dokładnych statystykach, bo nikt ich nie prowadzi. Ale wiadomo, że nie każdemu to się udało. Na przykład jest wśród uchodźców nauczyciel języka francuskiego, który obecnie pracuje jako kucharz w jednej z restauracji we Lwowie.

Czy Tatarzy odczuwają wsparcie ze strony państwa ukraińskiego?

Problem w tym, że Ukraina nie ma strategii, a jedynie doraźne rozwiązywania problemów uchodźców. Nie mówi się dziś w ogóle co będzie z tymi ludźmi za 3-5 lat. Ważne, aby zrozumieć, że potrzebna jest zarówno strategia wobec uchodźców a także wobec Krymu jako takiego – obie te kwestie są blisko ze sobą związane. Kwestia tego, co stanie się z Krymem jest bezpośrednio związana z losem uchodźców – na przykład w kwestii czy jest potrzeba stworzenia dla nich stałych miejsc zamieszkania czy tylko doraźnego wsparcia. Główne pytanie brzmi: co zrobić, aby Krym wrócił do Ukrainy?

W ostatnim czasie w ukraińskich mediach mówi się, że za kilka lat Krym sam powróci do Ukrainy i nie trzeba nic szczególnego robić. Czy faktycznie tak jest?

Problem w tym, że dyskurs Rosji wobec Krymu jako jej części staje się normalnym nawet wśród tych ludzi, jacy zamieszkują Półwysep. Wiele zależy też od politycznej i ekonomicznej sytuacji Ukrainy – na ile będzie mogła ona poradzić sobie z aktualnymi wyzwaniami. No i co oczywiste, wiele zależy też od samej Rosji.

Czy realnie Ukraina robi coś dla powrotu Krymu?

Obecnie mówi się o kampaniach informacyjnych na ten temat. Mają powstać kanały informacyjne pozwalające nadawać programy dla Półwyspu. Chodzi o to, aby były one konkurencyjne dla stacji rosyjskich.

Czy odczuwacie zainteresowanie i pomoc wspólnoty międzynarodowej?

Dla nas bardzo ważne jest wsparcie dla naszej sprawy na forum międzynarodowym. Kwestiami tymi zajmuje się na bieżąco Mustafa Dżemilew. Ukraina powinna jednak robić więcej, by przekazywać światu informacje o aktualnej sytuacji. Rosja zajmuje się tym bardzo aktywnie i cały czas przedstawia i udowadnia swoje racje różnymi sposobami. Na przykład niedawno odbyła się w Berlinie konferencja pt. „Ukraina-Rosja-UE. Rok po okupacji Krymu”. Podczas jej trwania pod budynkiem ambasady Ukrainy zebrała się grupa osób – rzekomych krewnych ofiar „ukraińskich oprawców”. Rosja często posługuje się takimi metodami.

Uchodźcami interesują się organizacje międzynarodowe – jest zrozumienie, że sytuacja na Krymie to nie tylko problem Ukrainy ale i całego regionu. Międzynarodowe fundacje wspierają uchodźców środkami finansowymi na prowadzenie biznesu. Inicjatywa Krym SOS współpracuje m.in. z ONZ. Szczerze mówiąc, jestem przeciwny stałej pomocy finansowej – lepiej dać przesiedlonym przysłowiową „wędkę a nie rybę” i nauczyć ich radzić sobie samemu. Aktualnie jednak pomoc jest potrzebna, w tym długoterminowe projekty, np. zakładające stworzenie ośrodka dla przekwalifikowania zawodowego – aby przesiedleńcy byli konkurencyjnymi pracownikami na lokalnych rynkach pracy. Nie chodzi o to, aby dawać im jakieś preferencje, ale pomóc dostosować się do nowej sytuacji.

W jakich warunkach Tatarzy są gotowi powrócić na Krym?

Niedawno przeprowadziliśmy sondaż i znaleźliśmy ciekawą prawidłowość. Mieszkańcy Krymu innych narodowości kierują się logiką, chociaż stracili swoją małą ojczyznę chcą się przystosować do nowej sytuacji. Tatarzy są gotowi choćby jutro powrócić na Krym, jeśli tylko znów będzie on ukraińskim.

Rozmawiała: Mirosława Iwanik

 

Share Button

Czytaj również

Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.