sobota, 27 czerwiec, 2026
pluken
Home / Wywiady / Petro Pysarczuk: Aby stać się Europejczykami, musimy wiele nad sobą pracować
pysarczuk

Petro Pysarczuk: Aby stać się Europejczykami, musimy wiele nad sobą pracować

Share Button

Z Petro Pysarczukiem, deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy IV, V i VI kadencji oraz szefem organizacji obwodowej Partii Regionów rozmawia Dariusz Materniak

DM: Jak oceniłby Pan obecną sytuację polityczną na Ukrainie, jaka trwa od przełomu listopada i grudnia?

PP: Ta sytuacja jeszcze raz pokazała że Ukraina nie ma europejskiej elity politycznej, jaka mogłaby zrobić to, co obserwowaliśmy ostatnio w Niemczech: usiąść za stół rozmów i okazać szacunek, nie tylko tym wyborcom, którzy na nich zagłosowali, ale także tym, którzy dokonali innego wyboru. Nie zwrócono się do narodu, nie zrobiono nic, aby zapobiec wyjściu ludzi na majdany i aby pomyśleć o interesach kraju. Nie chciałbym patrzeć na to tylko z jednej strony, bo dzisiaj wszyscy pokazali swój brak profesjonalizmu i lekceważenie, zarówno władza jak i opozycja – ale niestety to władza sprowokowała ten konflikt. Władza powinna była wyczuwać nastroje większości społeczeństwa. Kiedy zadeklarowano podpisanie umowy z UE, a rząd zatwierdził jej treść, to oczywiste, że gdy tydzień przed podpisem gabinet ministrów wycofał się z podpisania tego porozumienia, to jasne było, że będzie taki efekt społeczny.

Innymi słowy, rząd sam na siebie podpisał ten wyrok. Rozumiem, że ani Polska, ani Mołdawia, ani Rumunia, ani inne kraje nie miały ani nie mają problemu takiego nacisku ze strony Rosji, jak Ukraina. Były one zdecydowanie mniej zależne od Rosji w przeszłości. A Ukraina była jednym z filarów, na jakich trzymał się Związek Radziecki, była nadzwyczajnie zintegrowana ekonomicznie w ramach ZSRR. I jasne, że przez te 20 lat niezależności władza, żadna władza, zrobiła bardzo mało, by zmodernizować gospodarkę i spróbować uniezależnić ją od Rosji. Oczywiste, że ludziom teraz nie da się tego wyjaśnić, bo znajdują się oni w stanie wzburzenia, że ich oszukano. Można jednak było zrobić to wcześniej. Gdyby rząd pół roku przed podpisaniem umowy zrobił analizę, pokazał nie tylko plusy, ale też minusy podpisania umowy z UE i ludzie znaliby prawdę, mogliby na bazie tych informacji podejmować inne decyzje. To byłoby odpowiedzialne, ale tego nie zrobiono. Za to nasz rząd zasługuje na dymisję.

W związku z powyższym, ludzie nie znaleźli innego sposobu aby wyrazić swoją opinię, jak tylko wyjść na ulice i majdany. Głównie byli to ludzie młodzi. We Lwowie to były dziesiątki tysięcy ludzi, w Doniecku i na wschodzie Ukrainy – po kilkaset osób. Ale było to w całej Ukrainie. I absolutnie, było to bardzo pozytywne, że młodzież pokazała swoją postawę obywatelską. Niestety doszło do sytuacji, która zmieniła pokojowe protesty prawie w wojnę domową.
Rozumiem, że na przykład Oleg Tiahnybok nie ma co robić w Sewastopolu, także Witalij Kliczko nie jeździ po wschodnich regionach kraju. Zamieszkująca tam grupa obywateli Ukrainy nie jest przeciw integracji z UE. Ludzie również tam chcą żyć lepiej, chcą, aby były rządy prawa, bez korupcji i innych negatywnych zjawisk. Z drugiej strony ludzie obawiają się utraty możliwości pracy czy utrzymywania relacji z Rosją. Dlatego nie można do nich podchodzić agresywnie. Trzeba im wyjaśnić, trzeba z nimi rozmawiać, a politycy opozycji nie potrafią się na to zdobyć. Występują na Majdanie w Kijowie, ale nie jadą na Wschód. Podobnie, jak politycy Partii Regionów nie jeżdżą na zachód kraju – a to niedobrze, bo to może sprowokować tendencje separatystyczne.

DM: A jakie Pan widzi wyjście z tej sytuacji jaką obserwujemy?

PP: Na pewno nie może być to rozwiązanie siłowe. Wyjściem jest poszukiwanie kompromisu i mądrzy politycy powinni do tego zachęcać ludzi. Jeśli zaczniemy na siebie napuszczać ludzi i nie daj Boże sprowokujemy jakiś konflikt – to ani Europa, ani USA nie będą gwarantować integralności terytorialnej Ukrainy. Jak pamiętamy, nie były w stanie obronić integralności Gruzji w 2008 roku.

DM: Jest ryzyko rozwiązania siłowego sytuacji jaka jest w Kijowie na Majdanie?

PP: Myślę, że potrzeba cierpliwości i za jakiś czas będą znane detale konfliktu, jaki miał miejsce na Majdanie 30 listopada. Rzecz jasna ja i cała Partia Regionów potępiamy takie działania, gdy leży człowiek, a milicjanci go biją. Trzeba uczyć inaczej – by leżącemu podać rękę, a nie go bić. Ale trzeba powiedzieć uczciwie, że nie było potrzeby usuwać tych ludzi siłą w nocy. To byłą prowokacja, wiemy częściowo, kto ją zamówił i w czyich interesach. Nie można też zapomnieć, że pod Administracją Prezydenta byli ludzie, którzy prowokowali Milicję – rzucali kamienie, butelki z benzyną, itd. Ci, którzy organizowali majdan, również ponoszą odpowiedzialność za te wydarzenia, bo nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa jego uczestnikom zgromadzenia.

DM: Jak Pan ocenia postawę Unii Europejskiej wobec tego kryzysu?

PP: Osobiście powiem, że w tym przedsiębiorstwie już 10 lat temu nakazałem wywiesić flagę Unii Europejskiej i napisać – naszym celem jest eurointegracja. Ale rozumiem, że nie można czekać, aż UE da nam pieniądze, ale trzeba swoje przedsiębiorstwo doprowadzić do stanu, w jakim funkcjonują firmy w UE. Dlatego mnie i innych biznesmenów – w większości – nie trzeba przekonywać do wejścia do UE, choć wiemy, ze będziemy to wymagało dostosowania się do wymogów i standardów Unii Europejskiej, a to może nie być łatwe. UE będzie wymagać większych kwalifikacji pracy, będzie większa konkurencja, itd. Większość Ukraińców niestety czeka na to, ze po podpisaniu umowy od razu ich życie się polepszy – będą otrzymywać europejskie pensje, jeździć dobrymi drogami i tak dalej. Ale niestety, nie udało nam się tego wyjaśnić ludziom – że tak nie będzie. Jest wielkie oczekiwanie – a potem przyjdzie pogorszenie i będą znowu majdany. Dzisiaj mowa jest nie tylko o ekonomicznym, ale też o geopolitycznym wyborze Ukrainy. Większość Ukraińców nie widzi się w Unii Celnej, ale w Unii Europejskiej. Dlatego my musimy być wdzięczni za ofertę UE, a Polska nas rozumie najlepiej – pokazuje prawdę o Ukrainie innym krajom europejskim. Za to jesteśmy wdzięczni, także Europie, ze cały czas mówi, ze drzwi dla Ukrainy pozostają otwarte. Ale aby stać się Europejczykami, sami musimy wiele nad sobą pracować. Z drugiej strony, negatywne wrażenie zrobiła na mnie misja Coxa-Kwaśniewskiego – bo przyjeżdżali do Ukrainy, spotykali się z prezydentem i byłą premier w sprawie jej uwięzienia – a innych problemów nie podnoszono. Dziś widać, że majdan w Kijowie w ogóle się tą sprawę nie zajmuje.

DM: Uważa Pan więc, że Ukraina nie wstąpi do Unii Celnej?

PP: Nie jest tak łatwo wstąpić do Unii Celnej. Wiadomo, że głównym rozgrywającym i dawcą środków jest tam Rosja i wiadomo, że nie będzie ona tak po prostu rozdawać pieniędzy i przyjmować kogo popadnie. Chce mieć cos w zamian. Oczekiwanie, że Janukowycz po prostu pojedzie i podpisze umowę, jest dowodem niezrozumienia problemu. Polityczne kierownictwo Ukrainy powtarza, że nie widzimy się w tej strukturze. Wstępując do UE nie możemy jednak zrywać związków ekonomicznych z naszymi sąsiadami, w tym także z Rosją. To byłoby nieracjonalne, a trzeba pamiętać o tym, jak wielkie obroty handlowe z Rosją mają Niemcy, którzy jak wiadomo zbudowali we współpracy z Rosją gazociąg północny – na szkodę Ukrainy.

DM: Jaka jest szansa na uzyskanie kredytu od Rosji i zniżkę na gaz?

PP: Rosja, zwyczajnie znęcała się nad Ukrainą sprzedając gaz po takich cenach – najwyższych w Europie. W taki sposób demonstruje swoje „bratnie” relacje z Ukrainą. Ale my robimy co możemy, aby zmniejszyć tą zależność. Podpisano umowę z firmą Shell dotyczącą wydobycia gazu łupkowego, ustanowiono możliwość rewersu gazu ze Słowacji, a także o 1/3 udało się zmniejszyć zakupy gazu w Rosji. Władze rozumieją, że nie mogą być politycznie niezależne, kiedy nie będą ekonomicznie zależne od Rosji. A jak wpłynie na naszą sytuację budowa gazociągu południowego we współpracy z UE? Wiadomo, że ukraiński GTS czyni Ukrainę ważną geopolitycznie jako państwo tranzytowe, więc chcemy jakoś uregulować sytuację, aby nie budować nowych gazociągów, ale stworzyć wspólne konsorcjum i zmodernizować ukraińskie linie przesyłowe. Uważam, że w podpisywaniu umów o kredytach niczego złego nie ma – wiadomo, że bierze się je tam, gdzie są najkorzystniejsze warunki.

DM: Dziękuję za rozmowę.

Share Button

Czytaj również

Fot. wp.pl

Płk rez. Piotr Lewandowski: w 2023 roku czekają nas bardziej zmasowane starcia, niż te, które dotąd widzieliśmy

Niemcy zapewne w końcu zgodzą się na przekazanie czołgów Leopard Ukrainie, ponieważ nacisk na to  …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.