wtorek, 7 Lipiec, 2020
pluken
Home / Wywiady / LEW ZAKCHARCHYSHYN: UKRAINA MUSI PODNIEŚĆ SWOJE STANDARDY NA TAKI POZIOM, ABY MOGŁA ZOSTAĆ PRZYJĘTA DO UE

LEW ZAKCHARCHYSHYN: UKRAINA MUSI PODNIEŚĆ SWOJE STANDARDY NA TAKI POZIOM, ABY MOGŁA ZOSTAĆ PRZYJĘTA DO UE

Share Button

Z Lwem Zakcharchyshynem, byłym deputowanym lwowskiej rady obwodowej i dyrektorem departamentu ds. współpracy międzynarodowej Lwowskiej Obwodowej Administracji Państwowej rozmawia Dariusz Materniak.

Jak Pana zdaniem można ocenić współczesne stosunki polsko-ukraińskie?

Stosunki polsko-ukraińskie obecnie możemy oceniać na kilku różnych płaszczyznach. Jeśli chodzi o relacje polityczne, to te oficjalne na najwyższym szczeblu przeżywają rozkwit. Najważniejsi politycy obu naszych krajów deklarują strategiczne partnerstwo, a Polska aktywnie wspiera Ukrainę w jej staraniach o członkostwo w UE. Rozwija się także współpraca ekonomiczna, Polska jest dla Ukrainy ważnym partnerem gospodarczym. Rozwija się także współpraca w obszarze przygranicznym.

W wielkiej polityce nie ma większych problemów, nawet po zmianie władzy na Ukrainie nie zanotowano ochłodzenia wzajemnych relacji. W ukraińskiej polityce zagranicznej można teraz wyróżnić zarówno wektor europejski jak i warszawski. Dobra współpraca występuje także na poziomie elit intelektualnych obu krajów – rozpoczęła się ona jeszcze w czasach Solidarności i trwa de facto do dziś.

Dotyczy to przede wszystkim Lwowa?

Tak, zwłaszcza we Lwowie nie brak projektów, których celem jest rozwijanie przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich i przejścia od wzajemnych uraz do poszukiwania wspólnych polsko-ukraińskich perspektyw. Jednym z takich projektów był np. projekt „Braterstwo w zbroyi”, który przedstawia te wydarzenia z historii, w których Polacy i Ukraińcy wspólnie walczyli o wolność takie jak bitwa pod Chocimiem, pod Wiedniem czy Bitwa Warszawska. Realizacja takich projektów to jasny sygnał, jaki przekazują autorytety politykom, że nie warto rozdrapywać ran, ale należy tworzyć coraz szersze możliwości współpracy.

Osobną sprawą jest tzw. mały ruch graniczny, ważny zwłaszcza w strefie przygranicznej, który opiera się przede wszystkim na handlu. Jest to też element budowy wspólnych interesów, który pozytywnie wpływa na integrację i wzajemne poznawanie się społeczeństw obu krajów. Dlatego tak ważne są inwestycje na terenach przygranicznych, realizowane po obu stronach granicy. Dobrze rozwijają się tu przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa.

Czy środowiska skrajne, nacjonalistyczne, które występują zarówno w Polsce jak i na Ukrainie nie stanowią zagrożenia dla rozwoju stosunków polsko-ukraińskich?

Środowiska te, zarówno w Polsce jak i na Ukrainie mają w mojej ocenie znaczenie marginalne. Ze strony polskiej są to grupy, które skupiają ludzi, którzy nie chcą pogodzić się z faktem, że tzw. kresy wschodnie to obecnie terytoria będące w składzie Ukrainy. Także na Ukrainie są środowiska, które skupiają ludzi według których Polska to największy wróg Ukrainy. Uważam, że ich wpływ na stosunki polsko-ukraińskiej jest minimalny, nie mają wpływu na realną politykę, choć nie da się skreślić całkowicie z rzeczywistości.

Jak by Pan ocenił sprawę umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a UE? Do podpisania tego dokumentu miało dość podczas polskiej prezydencji, ostatecznie jednak nie udało się osiągnąć tego celu.

Faktem jest, ze Unia Europejska ma aktualnie bardzo poważne problemy wewnętrzne. Myślę, że Ukraina nie ma jednak innego strategicznego kierunku niż Europa. Z jednej strony większość społeczeństwa pozytywnie ocenia perspektywę wstąpienia Ukrainy do UE, z drugiej strony mamy świadomość, że do osiągnięcia tego celu jest jeszcze daleko. Na Ukrainie musi zajść jeszcze wiele zmian – zarówno reform w sferze funkcjonowania państwa jak i praw człowieka. Lepiej być w Unii Europejskiej nieco później i lepiej przygotowanym, niż występować w roli młodszego i biedniejszego „brata”.

Ukraina musi podnieść swoje standardy na taki poziom, aby mogła zostać przyjęta do UE, a to zajmie trochę czasu. Z kolei Unia Europejska przeżywa obecnie poważny kryzys ekonomiczny i oczywiście teraz nie może integrować takiego kraju jak Ukraina – dlatego UE jest również niegotowa na ten proces. Dlatego nie uważam żeby niepodpisanie tej umowy było jakąś wielką katastrofą.

Inna sprawa to polityka, jaką prowadzi nasz wschodni sąsiad, czyli Rosja. Ma ona swoje widzenie mapy Europy i Świata, a także swojej własnej geopolityki. Niewątpliwie chciałaby widzieć Ukrainę w swojej przestrzeni geopolitycznej i w unii celnej wspólnie z Białorusią i Kazachstanem.

A czy Ukraina zdecydowanie nie chce integracji z tą wspólnotą?

Ukraina co prawda ma bardzo szeroką współpracę gospodarczą z Rosją i innymi państwami Unii Celnej, ale jednak 90% inwestycji na Ukrainie pochodzi z krajów zachodnich, w tym przede wszystkim z UE. Dlatego właśnie z punktu widzenia długofalowej strategii to Europa jest naszym najważniejszym partnerem. Na sprawę tą trzeba patrzeć także z pragmatycznego punktu widzenia: nie można budować dobrych stosunków z Europą przeciwko Rosji.

Druga sprawa to kwestia integracji Ukrainy z NATO, czyli amerykańsko-europejskim systemem bezpieczeństwa. Jak wiadomo Rosja nie jest zainteresowana tym, aby granice NATO pokrywały się z jej granicami. Wydaje mi się, że Ukraina mogłaby zostać członkiem NATO, ale pod warunkiem podpisania umowy, że na jej terytorium nie będą stacjonować wojska państw sojuszniczych. Chodzi o to aby nie pogarszać stosunków z naszym wschodnim sąsiadem.

Pozostaje jednak sprawa Floty Czarnomorskiej, która nadal stacjonuje na Krymie.
Znaczenie Floty Czarnomorskiej jest bardziej polityczne niż wojskowe. Dla Rosji ma ona znaczenie z perspektywy historycznej jak i z punktu widzenia aktualnych stosunków z Ukrainą – wiadomo, że Sewastopol powstał jako baza wojskowa dla rosyjskiej marynarki wojennej i miał duże znaczenie dla polityki imperialnej Rosji w obszarze Morza Czarnego. Z drugiej strony faktycznie mówi się o zamkniętych drzwiach do NATO dla Ukrainy, przynajmniej dopóki rosyjskie wojska stacjonują na jej terytorium. Doskonale widać to było na przykładzie wojny rosyjsko-gruzińskiej, kiedy Flota Czarnomorska działała z baz położonych na terytorium Ukrainy, co stworzyło dla Ukrainy różnego rodzaju problemy.

Jeśli jednak uda się stworzyć sytuację, która będzie do zaakceptowania zarówno przez Rosję jak i Zachód, moim zdaniem znaczenie Floty Czarnomorskiej pozostanie symboliczne i wcześniej czy później zostanie ona ostatecznie wycofana z Ukrainy. Sama Rosja prowadzi bardzo intensywny dialog z NATO w ramach różnych programów współpracy, więc nie ma tu jakiegoś poważnego konfliktu interesów.

Nadal jednak Ukraińcy nie chcą jednak integracji z NATO. Czy jest szansa że zmieni się coś w tym obszarze?

Nie jest tajemnicą, że bardzo duża część ukraińskiego społeczeństwa czerpie informacje z mediów rosyjskojęzycznych, które są wydawane w Rosji. I po deklaracji prezydenta Juszczenki o chęci Ukrainy wstąpienia do NATO w tych mediach rozpoczęła się ostra antynatowska kampania informacyjna. Faktycznie bowiem, większa część obywateli Ukrainy którzy są przeciwko integracji z NATO nie ma informacji o tym, czym jest ta organizacja, jakie państwa wchodzą w jego skład, itp. Przeciętni obywatele nie potrafią udzielić odpowiedzi na tak postawione pytanie. Był to efekt swego rodzaju wojny informacyjnej, jaką przeprowadziła Rosja. Tak więc rozwiązaniem tego problemu byłoby przeprowadzenie rzetelnej kampanii informacyjnej w społeczeństwie ukraińskim. Poprzednia władza zadeklarowała że Ukraina wstąpi do NATO i rozpoczęły się zmiany w tym kierunku i w mojej ocenie ten projekt nie jest całkowicie zakończony. Czas pokaże kierunek, który obierze naród ukraiński w tej kwestii.

Euro 2012 – czy uważa Pan że oczekiwania związane z podniesieniem współpracy polsko-ukraińskiej na wyższy poziom się spełniły?

To bardzo ważna i ciekawa inicjatywa, gdzie obok samego wydarzenia sportowego otwierają się także inne możliwości współpracy. Przyczyni się on niewątpliwie do zbliżenia społeczeństw obu krajów i obalenia niektórych stereotypów. Od strony organizacyjnej wydaje się, że Ukraina nie spodziewała się aż tylu problemów, z kolei w Polsce chyba przeszacowano korzyści z tego wydarzenia. Największe korzyści rzecz jasna odniosą miasta, w których odbędą się mecze. Ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się, że wpływ euro na stosunki polsko – ukraińskie będzie pozytywny. Dla Ukrainy i Lwowa to przede wszystkim nowe drogi i stadiony. Spodziewam się też, że Euro da realny impuls dla zmian na granicy, gdyż obecnie struktura przejść granicznych jest zbyt mało rozbudowana. Mamy też nadzieję, że zakończy się budowa drogi do przejścia w Krakowcu, gdyż obecnie komunikacja jest poważnie utrudniona. Ukraina być może będzie starać się o organizację zimowej olimpiady w 2022 roku, więc inwestycje przy okazji Euro 2012 będą miały także znaczenie w tym kontekście.

Podsumowując można powiedzieć że Ukraina obrała kurs w stronę Europy? Czy to się nie zmieni po wyborach?

Zarówno prezydent jak i politycy Partii Regionów mówią o europejskim wyborze Ukrainy. Ukraina ma duże interesy ekonomiczne w Europie, a ukraińskie firmy silne powiązania z europejskimi przedsiębiorstwami. Politycy ukraińscy z prezydentem na czele mają świadomość, że polityka przeciwko UE miałaby bardzo negatywne konsekwencje. Więc tu raczej nie ma wątpliwości, inna sprawa to to, jak zakończą się procesy przeciwko liderom opozycji. Jakiekolwiek radykalne scenariusze są jednak mało prawdopodobne. Na razie Ukraina wykorzystuje swoją pozycję pomiędzy dwoma potężnymi sąsiadami i chce pełnić rolę kanału komunikacji a mądra, strategiczna polityka daje możliwość realizacji tego celu. Ale myślę że Ukraina może stać się forpocztą Unii Europejskiej na wschodzie.

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł ukazał się na stronie Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl

Share Button

Czytaj również

Fot. uk.wikipedia.org

Oksana Jurynets: rosyjska agresja nie zakończy się na Gruzji czy Ukrainie

Z Oksaną Jurynets, deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy VIII kadencji, członkiem ukraińskiej Delegacji Parlamentarnej przy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.