środa, 17 czerwiec, 2026
pluken
Home / polukr (page 35)

polukr

USA: Ukraina może nie być w stanie osiągnąć celów kontrofensywy

Share Button

Zdaniem przedstawicieli USA cytowanych przez dziennik Washington Post, osiągnięcie celów działań działań realizowanych przez ukraińską armię może być niemożliwe w krótkim czasie.

Taki wniosek ma wynikać z prognoz amerykańskiego wywiadu, jakie miały zostać przedstawione władzom USA oraz krajów europejskich i Ukrainy. W myśl tego przewidywania, ukraińskiej armii może nie udać się zająć Melitpola, uznawanego za kluczowy element kontrofensywy. Tym samym, nie uda się przeciąć komunikacji pomiędzy okupowanym Krymem i Donbasem.

Niższe tempo ofensywy ma wynikać nie tylko z silnego i skutecznego rosyjskiego przeciwdziałania, ale również z braków sprzętowych po stronie ukraińskiej, jak również celowego zmniejszenia szybkości realizowanych działań w celu zmniejszenia strat własnych. Decyzję taką miał podjąć ukraiński Sztab Generalny.

Jak na razie wojska ukraińskie znajdują się ok. 80 km od Melitpola, na pozycjach, jakie udało się ustabilizować po zajęciu wioski Robotyne. Nie jest jasne, czy działania ofensywne będą mogły być kontynuowane zimą i w jakiej skali.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Maria Zolkina: Polska to kluczowy element pomocy wojskowej dla Ukrainy

Share Button

Przyczyną zaostrzenia relacji pomiędzy Polską a Ukrainą są problemy z komunikacją publiczną. Warszawa i Kijów powinny rozwiązywać trudne kwestie w ciszy, a nie publicznie. Dla osiągnięcia tego celu należałoby poprawić komunikację pomiędzy rządami obu krajów. Ukraina nie powinna traktować polskiej pomocy jako pewnik, ale budować strategiczną współpracę poprzez docieranie do świadomości Polaków. Jeśli Kijów włączyłby Polskę i kraje bałtyckie do gwarancji bezpieczeństwa czy porozumień pokojowych, ukraiński głos byłby słyszalny lepiej. O tym polukr.net opowiedziała analityczka, Maria Zolkina.

Jakie są przyczyny zaostrzenia relacji pomiędzy Ukrainą i Polską, które spowodowało wzajemne wzywanie ambasadorów?

Po pierwsze, to ogólne błędy w komunikacji publicznej. Po drugie, polityczne i gospodarcze interesy obu państw. Ze strony ukraińskiej pojawiły się przekazy, jakie zostały źle przyjęte w Polsce. Na przykład stanowiska premiera Ukrainy, Denisa Szmyhala, który wprost zwrócił się do Komisji Europejskiej z prośbą o wpłynięcie na stanowisko Warszawy. Strona ukraińska dopuściła się tej pomyłki nie rozumiejąc, że Warszawa kategorycznie nie akceptuje prób nacisków w kwestiach jakie są dla niej ważne. Zwłaszcza, jeśli dzieje się to na forum publicznym. Ze strony polskiej tak samo ostre były wypowiedzi w kwestii zbóż. Problemy związane ze sporami ekonomicznymi obu krajów, eksport i tranzyt ukraińskiego zboża oraz dążenie Warszawy do obrony interesów własnych rolników – wszystko to było opakowane w błędne polityczne komunikaty na forum publicznym. To zostało źle przyjęte w Kijowie i doprowadziło do asymetrycznych reakcji, czyli wezwania ambasadorów.

Czy można było nie doprowadzać tej sytuacji do punktu publicznego sporu i czy Warszawa oraz Kijów wyciągnęły z tego wnioski?

Oczywiście można było i należało tego uniknąć. Aby obecnie uregulować tą sytuację, konieczne jest wewnętrzne przyznanie tego, że obie strony popełniły błędy w komunikacji. Jak na razie nie jest pewna, czy Kijów i Warszawa są do tego gotowe. 15 września będziemy mieli kolejny ważny moment, gdy pięć krajów UE, w tym Polska, będą decydować co robić dalej – czy utrzymać zakaz importu ukraińskiego zboża. Wówczas Warszawa i Kijów będą musiały zdecydować, czy kontynuować publiczną eskalację czy przejść do prac nad rozwiązaniem tej kwestii. Mam nadzieję, że oceny, jakie pojawiły się w Polsce i Ukrainie, skłonią rządy i administracje prezydentów do rozwiązania tych spraw na poziomie roboczym. Jest to możliwe, pod warunkiem uznania i zrozumienia interesów obu krajów. Polska powinna rozumieć, że Ukraina bardzo potrzebuje możliwości tranzytu przez polskie terytorium, aby nie było dodatkowych spekulacji na ten temat. Z kolei Ukraina powinna dążyć do tego, by na poziomie publicznym nie tworzyć przekazów, jakie podkopują partnerskie relacje. Na Ukrainie takie przekazy będą przyjmowane jako spekulowanie co do polskiej pomocy, jaka jest nieocenioną, biorąc pod uwagę jak wielu Ukraińców mieszka w Polsce. Dla Polski jest ważnym aby strona ukraińska była gotowa do utrzymania pewnych kierunków we wzajemnym dialogu. Po pierwsze, aby nie zwracać się do trzeciej strony, na przykład Brukseli, ale aby próbować rozwiązywać kwestie sporne na bazie dwustronnego dialogu. Ewentualne włączenie Komisji Europejskiej do rozmów powinno być dopiero kolejnym krokiem, a nie tak jak teraz, gdy Ukraina próbowała rozmawiać z KE od razu. Na poziomie politycznym dla Warszawy było to negatywnym sygnałem, jako coś, co jest niedopuszczalne. Druga kwestia: Kijów powinien unikać tworzenia przekazu, w ramach którego to co robi Polska, można porównać z działaniami Rosji co do korytarza przez Morza Czarne. To niedopuszczalne porównanie. W Polsce do czegoś takiego zawsze będzie negatywny stosunek.

Czy udało się liderom państw, Wołodymyrowi Zelenskiemu i Andrzejowi Dudzie zastopować konflikt czy raczej tymczasowo go zawiesić?

Dowiemy się tego we wrześniu. Z jednej strony relacje obu krajów są bardzo rozbudowane, nie są tworzone jednym szlakiem. Systemy polityczne Polski i Ukrainy są takie, że prezydenci odgrywają w nich ważną rolę. Jeśli rola rządów obecnie polega na tym, aby rozwiązywać kwestie interesów gospodarczych, to rola prezydentów polega na tym, aby nadawać polityczny ton relacjom dwustronnym. Mam nadzieję, że ciepłe i przyjacielskie relacje obu prezydentów obecnie staną się „poduszką bezpieczeństwa” dla zapoczątkowania roboczego dialogu. Za kilka tygodni, do 15 września, okaże się, czy nareszcie przechodzimy do etapu konstruktywnego, roboczego dialogu, czy dalej będzie trwać polityczna eskalacja.

Co należałoby zrobić, aby poprawić komunikację pomiędzy politykami z Kijowa i Warszawy, aby sprzeczne kwestie omawiać w gabinetach, a nie za pośrednictwem mediów?

Należałoby zacząć rozmawiać o problemach, jakie się pojawiają – zamiast pisać długie posty w sieciach społecznościowych czy komentować stanowiska za pośrednictwem mediów, raczej organizować połączenia telefoniczne i spotkania robocze. O ile rozumiem, to napięcie, jakie pojawiło się w lipcu i doprowadziło do wezwania ambasadorów, nie było poprzedzone rozmowami dwustronnymi. Pojawiły się szybkie decyzje z obu stron. Jeden, drugi komentarz, negatywna reakcja w mediach społecznościowych obu krajów, wezwanie polskiego ambasadora i analogiczne wezwanie strony ukraińskiej. W rezultacie otrzymaliśmy publiczny skandal, a dialogu pomiędzy stronami nie było. Druga kwestia – ministerstwa spraw zagranicznych powinny ze sobą współpracować bardziej intensywnie. W tym konflikcie politycznym pojawiło się wrażenie, że pierwsze skrzypce gracją biura prezydentów. Przynajmniej tak było ze strony ukraińskiej. A nie MSZ-ty, które powinny się tym zajmować. Mimo tego, że wezwanie ambasadorów odbywało się w ramach aktywności MSZ. Dla pełnowartościowego dialogu jest potrzeba, by MSZ odgrywało przewodnią rolę, biorąc pod uwagę, że obydwaj prezydenci mają dobre relacje. Należałoby powstrzymać se od radykalnych komentarzy w prasie po obu stronach. Dla Polski to będzie trudniejsze, bo na cały proces wpływają wybory. Ale i tak można wymieniać się uwagami, które nie będą wywoływać zaniepokojenia w Kijowie. Po drugie, należałoby rozwiązać inne kwestie. Bo napięcie wokół kwestii zboża jest tylko czubkiem góry lodowej. W relacjach polsko-ukraińskich jest wiele spraw, jakie wymagają rozwiązania. Takie spory tworzą negatywne tło dla innych kwestii, jakie są dla nas ważne – gwarancji bezpieki dla Ukrainy, współpracy logistycznej w kwestii innych towarów na wiele lat naprzód, rozbudowy niezbędnej infrastruktury. Obecnie aktualnym jest pytanie, jak Polska i Ukrainą mają umocnić strategiczne partnerstwo, które wynikło jako skutek rosyjskiej agresji. Warszawa jak dotąd nie była priorytetowym partnerem dla Ukrainy. Polityka zagraniczna Kijowa między 2014 a 2022 rokiem orientowała się raczej na Europę Zachodnią. Gdy Polska zrobiła tyle dla wsparcia Ukrainy humanitarnie, dyplomatycznie, wojskowo, gdy mamy wspólne interesy bezpieczeństwa, Warszawa i Kijów powinny przewartościować swoje polityki zewnętrzne na długą perspektywę. Ten dialog stworzyłby pozytywny klimat na wiele lat naprzód, co pozwoliłoby rozwiązywać kwestie sporne bez skandalów.

Na ile konflikt jest związany z wyborami parlamentarnymi w Polsce, które mają odbyć się 15 października i czy może on trwać po wyborach?

Jest podgrzewany przez wybory, bo retoryka obrony narodowego producenta, ochrony rolnika, oznacza walkę o wyborców. Zwłaszcza, jeśli brak pod uwagę polityczne napięcia i zmagania w ramach polskiej kampanii wyborczej. Aktualna partia władzy odczuwa dużą konkurencję. Wielu ukraińskich obserwatorów i polityków uważa, że polskie wybory stały się przyczyną napięć w naszych relacjach. Ale to nie tak. Wybory mają swoją rolę. Czynią przekazy bardziej ostrymi i radykalnymi ze strony polskiej, ale mówić, że to główna przyczyna napięć – to nieporozumienie. Główna przyczyna to białe plamy we wzajemnych relacjach, jakie nie zostały dotąd wyjaśnione. Historyczne spory po 24 lutego 2022 roku zeszły na dalszy plan, ustępując współpracy w sferze bezpieczeństwa. Ale napięcie nie zniknie po wyborach w Polsce. Bo jest związane nie z wyborami, a z szerszym spektrum spraw. Im szybciej obie strony to zrozumieją i przejdą do dialogu, tym więcej szans, że niezależnie od rezultatów wyborów w październiku nasze relacje się nie zmienią. Musimy rozumieć, że polskie społeczeństwo wsparło nas na nieoczekiwanie wysokim poziomie. Że polskie władze i opozycja robili i robią maksimum tego, co można, aby nas wesprzeć. Ale z Polską mamy do rozwiązania wrażliwe kwestie, jakie wymagają dialogu. Musimy stworzyć dwustronny szlak, aby ukraińska strona w ważnych dla Warszawy kwestiach nie opierała się na innych podmiotach – Brukseli, Berlinie czy Waszyngtonie. Nie można rozmawiać z nimi o czymś, co dotyczy Polski, a Warszawa nie jest włączona do takiego dialogu. Polska to nasze zaplecze logistyczne. To oznacza, że jakiekolwiek wojskowe czy logistyczne ustalenia z krajami trzecimi muszą zawierać nie tylko samą informację dla Warszawy, ale musi być ona włączona w te ustalenia. To zwiększa poziom wzajemnego szacunku, gdy podobne kwestie rozwiązywane są wspólnie, inaczej jest w sytuacji, gdy Ukraina i trzecia strona dogadują się między sobą, a Polska występuje jedynie jako wykonawca. Dobra wola może się w pewnym momencie skończyć, jeśli, np. nie zostaną rozwiązane kwestie powodujące napięcia polityczne. Mamy konkretny przykład, związany z tranzytem. Oczywiście, problem nie zniknie jesienią, ani na początku następnego roku. Ukraina powinna unikać dialogu wprost z Komisją Europejską. Taki dialog powinien uwzględniać rolę Brukseli dopiero wtedy, gdy jest zrozumienie tego, że na poziomie dwustronnym nie działają żadne argumenty.

W czym jest sedno konfliktu o zboże pomiędzy Ukrainą i Polską, czego dokładnie zakazuje Warszawa i jakie są argumenty każdej ze stron?

Polska, Bułgaria, Węgry, Rumunia i Słowacja zakazały importu ukraińskiego zboża. Ale tylko ze strony Warszawy ta sprawa jest omawiana publicznie, jako że jest częścią kampanii wyborczej – w Polsce poziom znaczenia tego tematu publiczne jest dużo większy, niż w innych krajach. Polska nigdy nie zabraniała tranzytu ukraińskiego zboża do innych państw. Tą błędną tezę można usłyszeć w komentarzach w mediach społecznościowych na Ukrainie. Warszawa zabroniła importu ukraińskiego zboża na polski rynek, a tranzyt nadal odbywa się przez porty w Polsce, krajach bałtyckich i innych krajach UE. Tranzyt przez Polskę jest spowolniony przez kontrole celne, ale nigdy nie był zakazany. Sam polski rynek nigdy nie był też kluczowym dla ukraińskiego eksportu zbóż. Zakaz importu do Polski zaczął obowiązywać na wiosnę tego roku. Jeśli ukraińskie zboża zaczęły masowo pojawiać się na polskim rynku, to nie był problem obu państw, a wybranych firm z obu krajów. Jeśli nasze zboże okazało się być tańszym, niż polskie, polscy przedsiębiorcy mogli kupić je taniej i pozostawić w Polsce, aby potem sprzedać drożej. Polski rynek nigdy nie był kluczowym dla ukraińskich producentów, dlatego jego utrata nie jest kluczową dla ukraińskich firm. Dla strony ukraińskiej kluczową kwestią jest tranzyt do portów europejskich. Właśnie tranzyt przez polskie terytorium gwarantuje niezakłócony eksport ukraińskiego zboża: główni importerzy to Rumunia, (13,6%), Chiny (12,1%), Hiszpania (10,8%), Turcja (9,6%), Polska (7%), Egipt (5,9%), Włochy (4,4%), Węgry (4,4%), Niderlandy (3,7%) i Korea Południowa (2,1%). Jeśli u nas mówi się o polskiej blokadzie ukraińskiego zboża, to nieprawda i manipulacja. Bo wówczas pojawia się wizja zamkniętych granic, a czegoś takiego nie było i nie ma. Jeśli wcześniej ukraińskie zboże jechało do Polski w celach tranzytu, to nie miało żadnych podstaw, aby pozostawać w polskich składach. Obecnie jest to kontrolowane i będzie tak dalej. W tej kwestii poziom napięcia politycznego będzie spadał. Warszawa ma swoje argumenty o zagrożeniach dla własnych producentów, ma prawo stosować dodatkowe metody ochrony. Na początku należy spróbować rozwiązać ten problem na poziomie dwustronnym, jeśli to się nie uda, to włączyć arbitra, czyli Komisję Europejską. Ale nie od początku starać się naciskać na Polskę za pośrednictwem KE, a potem próbować załagodzić sytuację.

Na ile ten zakaz szkodzi Umowie o stowarzyszeniu pomiędzy Ukrainą i UE i jak Bruksela może wpłynąć na Warszawę i inne kraje w kwestii eksportu ukraińskich zbóż?

W umowie stowarzyszeniowej jest wiele ograniczeń dotyczących ukraińskiego eksportu, co do ilości ukraińskiej produkcji, jaka może trafiać na rynki UE. W umowie nie ma zapisu pozwalającego na eksport dowolnej ilości produktów do jakiegokolwiek kraju UE. Na większość towarów są kwoty. To tworzy trudności dla ukraińskiej gospodarki, a gdy pojawiły się dodatkowe ograniczenia, zostało to źle przyjęte w Kijowie.

Czy są ryzyka związane z utratą albo zmniejszeniem pomocy Ukrainie przez Polskę co do kwestii broni czy logistyki?

W ramach aktualnego kryzysu – nie. Ale to zwiastun. Powinniśmy lepiej słyszeć siebie nawzajem. Nie widzę podstaw by uważać, że logistyczna i wojskowa pomoc Polski dla Ukrainy będzie trwać niezależnie od wszystkich innych czynników. Na Ukrainie funkcjonuje błędna wizja – w społeczeństwie i wśród wielu polityków – że Polska będzie zawsze okazywać Ukrainie wsparcie, tak jak obecnie. Konflikt związany ze zbożem jest przewlekły – na tle wojny z Rosją, jaka również trwa i zmienia się w wojnę na wyczerpanie. W tej sytuacji wcześniej czy później pojawią się w naszych relacjach pytania w jaki sposób ułożyć wzajemne interesy, tak, aby były zbieżne. Byłoby wielką iluzją uważać, że wsparcie Warszawy będzie bezwarunkowe,  niezależnie od tego, co będzie robić strona ukraińska. W kryzysie, jaki pojawił się w lipcu, nie widać było zrozumienia tego w Kijowie. Wygląda na to, że uważano, że Polska tak czy inaczej zrobi to, co trzeba dla Ukrainy bo jesteśmy partnerami, a Ukraina jest w trudnej sytuacji. Niestety, w średniookresowej perspektywie, taka logika gwarantowanego wsparcia nie może działać. Aby wsparcie nadal trwało, dyplomatyczne, logistyczne, wojskowe – Kijów i Warszawa będą w stanie określić jakie jest miejsce Polski w polityce zagranicznej Ukrainy w ciągu np. 15 lat. Taka sama kwestia jest z polskiej strony – należy określić, jakie jest miejsce Ukrainy w polskiej polityce na następne 15 lat. Oczekiwania obu stron mogą się nieco różnić, ale dla Polski byłoby ważne by usłyszeć, że z poziomu partnera „drugiego rzutu”, staje się ona strategicznym partnerem na poziomie dokumentów i decyzji politycznych. To oznacza, że w maksymalnie bliskiej współpracy z Polską i krajami bałtyckimi omawiamy gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy z państwami G7 – na szczytach takich jak te w Kopenhadze czy Arabii Saudyjskiej. Wszystkie te kraje mają też granice z Rosją i Białorusią, mamy wspólne zagrożenia dla bezpieczeństwa. W ciągu ostatnich 18 miesięcy wypracowaliśmy maksymalnie wysoki poziom współpracy wojskowej i logistycznej. I co najważniejsze, nasze potrzeby w takiej współpracy będą niezmienne przez kolejne kilkadziesiąt lat. Potrzebna jest też zrozumienie na Ukrainie, że Polska nie będzie podejmować decyzji, jakie będą uderzać w nasze interesy bezpieczeństwa narodowego. I wzajemnie, strona ukraińska musi dać do zrozumienia Polsce, że Warszawa będzie naszym partnerem strategicznym. Należy brać pod uwagę, że Polska to wielkie centrum wpływu na UE i NATO, a na wschodniej flance NATO odgrywa ona kluczową rolę. Dla Polski niedobrze byłoby, aby rozmowy o strategicznym partnerstwie pozostały tylko rozmowami. A jak na razie faktyczne strategiczne partnerstwo Ukraina budowała z Europą Zachodnią, a nie z bliskimi sąsiadami.

Jaka jest rola Polski dla Ukrainy i naszego bezpieczeństwa na tle relacji z innymi krajami?

Zasadnicza – gwarantowanie otwartych drzwi w kwestii pomocy ludziom, logistyce dostaw broni, otwartych lotnisk i dróg dla tranzytu, centrów remontu techniki. Polska dla Ukrainy – jest kluczowym państwem w kwestii dostaw zachodniego uzbrojenia. W Kijowie powinno być lepsze zrozumienie tego faktu, bo uznaje się to za fakt dokonany, a tymczasem bez polskiej pomocy żadna pomoc wojskowa z innych państw nie byłaby dla nas dostępna. Żaden inny kraj nie może nam gwarantować takich możliwości logistycznych w kwestii dostaw broni i jej obsługi. Polska jest kluczowa dla pomocy dla Ukrainy.

Co Ukraina powinna wiedzieć o współczesnych polskich władzach i społeczeństwie?

Ukraińskie władze powinny pamiętać, że z Polską nie można rozmawiać nad jej głową, przez pośredników, rozmawiając o czymś, co jest ważne dla Polaków. Jeśli rozmawiamy o nowym centrum logistycznym dla ukraińskiej broni na polskim terytorium, strona polska powinna być o tym nie tylko powiadomiona, ale być uczestnikiem takiego dialogu. To samo dotyczy kwestii jakie dotyczą rozmów z Komisją Europejską czy gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jeśli obecnie Ukraina podpisała dokument o początku dialogu na temat gwarancji bezpieczeństwa z krajami G7, to należy pamiętać, że jakiekolwiek zbrojne wsparcie będzie realizowane przez Polskę. Nawet po zakończeniu wojny. Dlatego Warszawa musi być włączona do tych rozmów. To wzmocniłoby pozycję Ukrainy – gdybyśmy w kwestii gwarancji bezpieczeństwa występowali wspólnie z Polską i krajami bałtyckimi, zwracając się razem do państw, które mają możliwości dać nam zbrojne wsparcie i gwarancje na kolejne lata. Na Ukrainie nie ma zrozumienia tego, że rozmawianie z kimś trzecim, zakładając, że Polacy poprą propozycje rozwiązań, jest niedopuszczalne. Druga kwestia to zrozumienie tego, że nie można porównywać działań Warszawy z działaniami Rosjan. To obraza dla Polaków i tworzy pytania co do ukraińskiej wdzięczności. Polska i kraje bałtyckie przekazały nam tyle broni, ile mogły, a to należy doceniać. Ostatni przykład bezsprzecznego wsparcia, jako szczególnie zrobił na mnie wrażenie – Polska sfinansowała 508 generatorów, jakie były kupione w firmie Tesla dla ukraińskiej infrastruktury społecznej – szkół i szpitali. Ta partia sprzętu została dostarczona na Ukrainę, a te generatory w zimie ratowały naszą infrastrukturę. Minister transformacji cyfrowej Mychajło Fedorow napisał na Telegramie długi post, w jakim dziękuje wszystkim, którzy się do tego przyczynili – wymienia m.in. ministra ds. cyfryzacji w polskim rządzie. Po pierwsze jednak, pisze w języku ukraińskim, a więc Polacy nie będą mogli tego przeczytać. To samo ministerstwo publikuje film, jaki umieszcza na Twitterze, nie ma tam ani jednego słowa o Polsce: mowa jest o tym, że dziękujemy firmie Tesla i Elonowi Muskowi, co wywołuje reakcję, jako że Musk i Tesla nie podarowali tych generatorów – opłacili je Polacy. To bardzo dobry przykład błędnej komunikacji publicznej.

Rozmawiał: Ihor Tymots

Biografia

Maria Zolkina – analityczka Fundacji Inicjatyw Demokratycznych im. Ilka Kuczeriwa, szefowa projektu „Bezpieczeństwo regionalne i badania konfliktów”, badaczka Londyńskiej Szkoły Ekonomii i Nauk Politycznych.

Share Button

Komunikacja na wysokim poziomie

Share Button

Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego, podobnie zresztą jak rok temu, odbywały się w dość szczególnej sytuacji – w czasie, gdy tuż za wschodnią granicą Polski trwa pełnoskalową wojna, będąca skutkiem rosyjskiej agresji zbrojnej przeciwko Ukrainie.

Wątków z tym związanych nie zabrakło przy okazji tegorocznych obchodów – pojawiły się przede wszystkim w wystąpieniu prezydenta Andrzeja Dudy podczas defilady na Wisłostradzie w Warszawie. „Między innymi dzięki naszej pomocy Ukraina obroniła się i wciąż walczy. A dzięki temu, że obrońcy Ukrainy powstrzymują rosyjską nawałę, zadając agresorowi codziennie bolesne straty, Polska jest dziś bezpieczniejsza! Jeśli ktoś tego nie rozumie, jeśli krytykuje nasze zaangażowanie i wsparcie, to znaczy, że w gruncie rzeczy nie rozumie niczego” – powiedział prezydent RP odnosząc się do tego tematu, podkreślając znaczenie niepodległej Ukrainy – a także (w perspektywie) Białorusi – dla bezpieczeństwa Polski. To właśnie rosyjskie działania na wielu polach – ale zwłaszcza w sferze militarnej – doprowadziły do przyśpieszenia procesów modernizacyjnych polskiej armii, efekty czego można było obejrzeć na 15 sierpnia 2023 roku podczas defilady w Warszawie.

Białoruś: hybrydowa agresja

Granica polsko-białoruska jest obszarem kryzysu od niemal równo dwóch lat – pierwsze poważniejsze incydenty na tym obszarze miały miejsce latem 2021 roku. Momentem największej eskalacji był listopad 2021, gdy miały miejsce m.in. próby siłowego przekraczania przejścia granicznego w Kuźnicy przez duże grupy migrantów, wspieranych przez funkcjonariuszy białoruskich służb specjalnych. Od tego czasu napięcie utrzymywało się na dość umiarkowanym poziomie –  i dopiero ostatnio podgrzało je pojawienie się na Białorusi członków tzw. „Grupy Wagnera”. Minione kilka tygodni to wzrost liczby incydentów na granicy, w tym także z udziałem białoruskich służb bezpieczeństwa i armii – do najpoważniejszych należy zaliczyć z pewnością naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez białoruskie śmigłowce na przełomie lipca i sierpnia 2023 roku.

Nie są to działania nieoczekiwane – od dłuższego czasu było wiadomo, że będą miały miejsce, otwartym pytaniem było (i nadal jest) to, jaki będzie ich charakter i skala. Należy przygotować się na to, że będą kolejne incydenty, być może nawet dużo poważniejsze. Większość z nich jest i będzie obliczona na sprowokowanie gwałtownej reakcji strony polskiej (nie inaczej było w przypadku wspomnianego incydentu z udziałem białoruskich śmigłowców). Obowiązujące zasady i normy prawne mocno ograniczają możliwość użycia siły bez bezsprzecznie agresywnych działań ze strony białoruskiej – dlatego wiele zależy i będzie zależeć od przysłowiowej „zimnej krwi” funkcjonariuszy i żołnierzy służących na granicy.

Choć działania te, realizowane przez Białoruś i (pośrednio) Rosję, nie mają charakteru otwartej agresji zbrojnej, to ich celem jest destabilizacja sytuacji wewnętrznej i negatywne wpływanie na poziom bezpieczeństwa w Polsce. Ich skuteczność pozostaje ograniczona – faktycznie nie wpłynęły one w znaczącym stopniu na sytuację w Polsce, podobnie jak w innych krajach, które stały się celami podobnych ataków, często określanych mianem hybrydowych – realizowanych przy użyciu metod prowadzenia operacji tzw. poniżej progu wojny.

Polityka polskiego kierownictwa wojskowego i cywilnego jest w tym przypadku właściwa, choć nie wolna od potknięć, zwłaszcza w sferze stricte informacyjnej: pewne elementy, związane z informowaniem społeczeństwa mogłyby być lepiej dopracowane, tak, aby nie tworzyć atmosfery niedomówień i nieścisłości co do charakteru i przebiegu poszczególnych incydentów. Co warte zauważenia, to stosunkowo szybka i dość zdecydowana reakcja na poszczególne incydenty: jak np. pojawienie się na granicy (a także – czy może zwłaszcza informacje o tym) żołnierzy wyposażonych w przenośne zestawy przeciwlotnicze „Piorun” jako odpowiedź na naruszenie granicy przez śmigłowce z Białorusi. Naturalne zwiększenie obecności wojskowej w tym rejonie w formie ćwiczeń i działań wzdłuż pasam granicznego to także jasny i prosty przekaz, zarówno na potrzeby własne jak i przeciwnika, zmuszający tego ostatniego co najmniej do przemyślenia kolejnych podobnych lub bardziej agresywnych kroków.

Defilada: po co to komu?

Defilada wojskowa z okazji przypadającego 15 sierpnia Święta Wojska Polskiego to także istotny element komunikacji strategicznej, zarówno na użytek własnego społeczeństwa, sojuszników, a także (czy nawet zwłaszcza) przeciwników.

Tegoroczna defilada ma szczególny charakter – przede wszystkim ze względu na prezentowany sprzęt wojskowy, w wielu przypadkach zakupiony w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. I choć niektóre decyzje zakupowe mogą budzić (czasem słuszne) kontrowersje, to faktem jest, że jest to pierwsze tego typu wydarzenie, podczas którego praktycznie w ogóle nie pojawia się sprzęt poradziecki – nie licząc niektórych śmigłowców i samolotów prezentujących się podczas części lotniczej, choć także i tam stanowią one mniejszość. Warto mieć na uwadze także to, że spora część prezentowanego sprzętu wojskowego jest produkowana przez polskie zakłady przemysłu zbrojeniowe – jak AHS Krab, transportery opancerzone Rosomak (i ich wersja z moździerzem 120mm czyli Rak), a także debiutujące podczas defilady bojowe wozy piechoty Borsuk – i wiele innych, od broni strzeleckiej po drony. Sprzęt ten w wieku przypadkach jest aktualnie używany w walce przez ukraińska armię, co po pierwsze pozwala na sprawdzenie jego realnych możliwości i zdolności bojowych (a te testy wypadają zwykle bardzo pozytywnie), a po drugie – tworzy potencjalne możliwości rozwoju dla polskich zakładów zbrojeniowych, które mają możliwość sprzedaży sprawdzonego w boju produktu. Rzecz jasna pierwszym i być może najistotniejszym klientem jest i długo będzie Ukraina, co z kolei tworzy możliwości rozwoju współpracy sektorów zbrojeniowych obu krajów, zwłaszcza po zakończeniu aktywnej fazy obecnej wojny.

Jest to istotny przekaz w kierunku stolic krajów położonych na wschód od Polski – Białorusi i Federacji Rosyjskiej. Pokazuje realne działania na rzecz modernizacji armii i ich efekty oraz gotowość do ponoszenia na ten cel wydatków budżetowych. „Celem całej tej wielkiej modernizacji jest takie uzbrojenie polskiej armii i stworzenie takiego systemu obrony, żeby nikt nigdy nie odważył się nas zaatakować, żeby polski żołnierz nie musiał walczyć, żeby sam nasz potencjał stanowił wystarczająco zniechęcający element do jakiejkolwiek agresji przeciwko Polsce” – powiedział Andrzej Duda podczas wystąpienia w trakcie defilady w Warszawie i trudno odmówić racji takiemu podejściu. Celowym pozostaje doprowadzenie do sytuacji, w której ewentualna agresja będzie po prostu nieopłacalną. Zupełnie inną kwestią jest oczywiście właściwa percepcja po stronie przeciwnika (decyzje władz Federacji Rosyjskiej związane z agresją na Ukrainę zdają się stawiać pod wielkim znakiem zapytania zdolność do formułowania adekwatnych ocen), co jednak dodatkowo uzasadnia konieczność dalszego realizowania procesów modernizacyjnych.

Dariusz Materniak

Tekst ukazał się na łamach Ukraińskiego Portalu Militarnego mil.in.ua

Share Button

Prezydent RP złożył kwiaty na grobach żołnierzy URL

Share Button

Uroczystości na Cmentarzu Prawosławnym na warszawskiej Woli odbyły się w przeddzień święta Wojska Polskiego

Andrzej Duda złożył kwiaty na grobach żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy w 1920 roku walczyli u boku Wojska Polskiego w wojnie z bolszewikami. Na cmentarzu pochowany jest m.in. generał Marko Bezruczko, który odznaczył się w obronie Zamościa w sierpniu 1920 roku.

Obok Warszawy i Zamościa jednym z kluczowych punktów gdzie toczyły się walki obronne w 1920 roku był Lwów. „Grób Nieznanego Żołnierza nie jest miejscem symbolicznym tylko i wyłącznie. Tam rzeczywiście jest grób. Tam, pod tą płytą tak doskonale znaną wszystkim Polakom, rzeczywiście spoczywa żołnierz – żołnierz Rzeczypospolitej tamtego, 1920 roku, nieznany, który poległ w obronie Polski. To była długa procedura, nim wybrano tego nieznanego żołnierza, te nieznane szczątki obrońcy Rzeczypospolitej, które zostały przewiezione z pola bitewnego niedaleko Lwowa tutaj, do Warszawy, po to, by spoczęły w tej mogile” – powiedział Andrzej Duda podczas apelu pamięci pod pomnikiem poległych w 1920 roku na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Na podstawie: prezydent.pl

Share Button

USA przekażą Ukrainie kolejną pomoc wojskową

Share Button

Wartość kolejnego pakietu to 200 mln dolarów

Zgodnie z informacją przekazaną przez sekretarza stanu USA, Anthony’ego Blinkena, w składzie kolejnej transzy pomocy wojskowej dla Ukrainy mają znaleźć się systemy obrony przeciwlotniczej (w tym także typu Patriot), amunicja artyleryjska (m.in. dla wyrzutni HIMARS), broń przeciwpancerna i sprzęt saperski.

Sekretarz stanu USA przypomniał również, że Rosja cały czas atakuje ludność cywilną oraz starać się doprowadzić do sytuacji zagrożenia klęską głodu, dokonując ataków na infrastrukturę portową Ukrainy, tak, aby uniemożliwić eksport zbóż drogą morską.

Również rząd Norwegii zapowiedział dostarczenie Ukrainie systemów antydronowych. Dostawcą ma być firma Kongsberg Defense & Aerospace, który ma dostarczyć systemy CORTEX Typhon, zdolne do obezwładniania dronów zarówno przy użyciu systemów kinetycznych jak i innymi metodami. Wartość kontraktu podpisanego ze stroną ukraińską to ponad 70 mln dolarów.

Na podstawie: pravda.com.ua, ukrinform.ua,

Share Button

Andrzej Duda: Ukraina ma zbyt mało broni aby uzyskać przewagę

Share Button

Prezydent RP odniósł się do aktualnej sytuacji w wojnie rosyjsko-ukraińskiej w wywiadzie dla Washington Post.

Według prezydenta, uzbrojenie, jakie trafiło do Ukrainy, nie może zmienić stosunku sił na korzyść Kijowa, mimo tego, że dostawy od krajów partnerskich sprawiły, że Ukraina posiada więcej nowoczesnego uzbrojenia niż Rosja. „Pytanie dotyczy czegoś innego: czy Ukraina ma wystarczająco dużo broni, aby zmienić stosunek sił na swoją korzyść i zyskać przewagę? Odpowiedź brzmi nie” – powiedział Duda.

„Oni (Ukraińcy – przyp.) potrzebują więcej pomocy” – dodał prezydent RP.

Według ocen strony amerykańskiej, działania kontrofensywne Ukrainy, choć przynoszą rezultaty, to będą trwały długo i będą oznaczać ciężkie walki.

Według aktualnych doniesień mediów, Niemcy pracują nad przekazaniem Ukrainie pocisków manewrujących Taurus. Decyzja w tej sprawie ma zostać ogłoszona w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Ukraina otrzymała kolejne wyrzutnie Patriot od Niemiec

Share Button

Do SZ Ukrainy trafiły dwie kolejne wyrzutnie oraz inny sprzęt wojskowy

Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez niemiecki rząd, Ukraina otrzymała także ponad 6500 pocisków dymnych, 10 gąsienicowych transporterów opancerzonych, 5 pojazdów dla służb granicznych, 4 samoloty bezzałogowe typu Vector, a także sprzęt saperski i medyczny.

System Patriot został dostarczony na Ukrainę z Niemiec w kwietniu 2023 roku. W jego skład wchodził wówczas radar, pojazd dowodzenia i do ośmiu wyrzutni. Obecnie poinformowano o dostawie kolejnych dwóch wyrztutni, zdolnych do wystrzelenie 4 pocisków każda. SZ Ukrainy otrzymały również systemy Patriot od USA i Holandii. W najbliższym czasie planowane są kolejne dostawy z USA, zarówno jeśli chodzi o wyrzutnie jak i rakiety.

Niemcy dostarczyły Ukrainie także systemy przeciwlotnicze IRIS-T.

Na podstawie: pravda.com.ua,

Share Button

Młodzi i pracujący ukraińscy uchodźcy częściej planują zatrzymać się w Polsce na dłużej – badanie EWL i UW

Share Button

Najnowsze wyniki badania „Obywatele Ukrainy na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy”, przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, sygnalizują niezwykle interesujące trendy dotyczące ukraińskich uchodźców w Polsce. 

Badanie wskazuje, że wśród  młodszych i aktywnych zawodowo uchodźców z Ukrainy większy odsetek planuje zatrzymać się w Polsce na dłużej. Mniejszy zaś deklaruje, że myśli o powrocie do swojego kraju.  

Eksperci przeprowadzili porównanie profilu ukraińskich uchodźców, którzy zdecydowali się pozostać w Polsce na rok lub dłużej (30%), z tymi, którzy planują powrót do Ukrainy jeszcze przed końcem wojny lub od razu po zakończeniu rosyjskiej inwazji (47%).

Wyniki badania pokazują, że średni wiek uchodźców, którzy zamierzają pozostać w Polsce, wynosi 34,3 lata, podczas gdy dla tych, którzy rozważają powrót do Ukrainy, wynosi on 38,2 lata. Wartym szczególnej uwagi jest to, że prawie dwukrotnie więcej Ukraińców w wieku 18-25 lat zadeklarowało chęć dłuższego pobytu w Polsce (21%) niż tych, którzy planują powrót do ojczyzny (12%). Natomiast w grupie powyżej 45. roku życia deklarujących powrót jest trzykrotnie więcej (12%) niż tych, którzy chcą zatrzymać się w naszym kraju (5%).

Bardzo istotnym wydaje się fakt, że spośród ukraińskich uchodźców, którzy planują zatrzymać się w Polsce przynajmniej na rok, 79% podjęło zatrudnianie w naszym kraju. Z kolei wśród respondentów, którzy chcą wrócić do Ukrainy, udział zatrudnionych jest o 1/5 niższy i wynosi 65%

„W interesie naszej gospodarki jest, aby dobrze wykształceni, wykwalifikowani i wyszkoleni ukraińscy specjaliści znaleźli zatrudnienie odpowiadające zdobytym wcześniej kwalifikacjom. Nasze doświadczenie wskazuje, że pierwszym krokiem do tego celu jest umożliwienie uczestnictwa w kursach językowych i zawodowych, a także nostryfikacja uzyskanych wcześniej dyplomów i uprawnień” – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL.

Eksperci przeanalizowali również główne motywacje ukraińskich uchodźców, którzy decydują się pozostać w Polsce lub wrócić do Ukrainy. Obecność przyjaciół i znajomych w Polsce (36%), życzliwość Polaków (34%) i wspólna kultura (24%) są kluczowymi czynnikami, które skłaniają Ukraińców do pozostania w Polsce na co najmniej rok.

Tymczasem dla respondentów planujących powrót do Ukrainy po zakończeniu wojny, najważniejsze są możliwość połączenia się z rodziną (60%), perspektywa integracji Ukrainy z UE i NATO (52%) oraz lepsze wynagrodzenie i warunki pracy (36%).

Po zakończeniu wojny, część uchodźców zdecyduje się wrócić do Ukrainy, gdzie będą mogli wdrożyć nowe praktyki, które zdobyli w Polsce, co z pewnością przyczyni się do odbudowy ich kraju” – dodaje Andrzej Korkus.

Raport uwzględnia również regionalne aspekty, zauważając, że wśród ukraińskich uchodźców, którzy deklarują chęć pozostania w Polsce, 42% przyjechała z objętych walką południowych i wschodnich obwodów tego kraju. W przypadku respondentów, planujących powrót do ojczyzny, reprezentantów tych regionów jest niemal dwukrotnie mniej (24%).

Badanie z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce zostało przeprowadzone w dniach 4–13 marca 2023 roku za pomocą wywiadów bezpośrednich F2F w kilkunastu miejscowościach Polski na próbie liczącej łącznie N=500 dorosłych obywateli Ukrainy, zarówno migrantów przedwojennych, jak i uchodźców wojennych z Ukrainy. Kwestionariusz badania został opracowany przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej UW z wykorzystaniem części pytań zgłoszonych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Urząd do Spraw Cudzoziemców i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Źródło: EWL Group

Share Button

Zelensky: inicjatywa jest w naszych rękach

Share Button

W ocenie prezydenta Ukrainy, mimo trudnych warunków kontrofensywy, inicjatywa nadal jest po stronie SZ Ukrainy

„Kontrofensywa jest trudna i odbywa się wolniej, niż chcielibyśmy. Ale to sprawy drugorzędne, bo jest wiele różnych trudności. Kontrofensya – to gdy nasza armia naciera, a nie wycofuje się. Tutaj inicjatywa jest cały czas po stronie Ukrainy” – powiedział Zelesky w wywiadzie dla mediów z krajów Ameryki Łacińskiej.

Według Zelenskiego, Rosja mogłaby dużo szybciej zakończyć wojnę, po prostu wycofując się z terytorium Ukrainy, jako że Kijów nie ma zamiaru toczyć wojny na terytorium Rosji. „To nigdy nie było naszym celem, po prostu wyzwalamy nasze terytorium” – powiedział Zelensky.

Ukraina wnioskuje o przekazanie przez kraje zachodnie kolejnych systemów obrony przeciwlotniczej i rakiet do nich. Jak stwierdził rzecznik Sił Powietrznych Ukrainy, Jurij Ignat, na początku jesieni należy oczekiwać większej liczby ostrzałów rakietowych.

Na podstawie: ukrinform.ua,

Share Button

Szef RNBO: Ukraina ma własną broń, aby uderzać w Rosję

Share Button

Oleksij Daniłow skomentował kwestię dostaw broni dla Ukrainy przez kraje sojusznicze.

„Mogę powiedzieć: mamy czym uderzać w terytorium FR, własnymi wyrobami. A po to, abyśmy mogli wyzwalać nasze terytorium, zwracamy się z prośbą o pomoc do krajów partnerskich, aby pomogły nam z dostawami uzbrojenia” – powiedział Daniłow. Dodał, że w ostatnym czasie i Niemcy i Francja zmieniły swoje nastawienie i obecnie maksymalnie współpracują z Ukrainą, rozumiejąc podstępność działań Rosji, nie tylko w czasie wojny z Ukrainą, ale także na kontynencie afrykańskim.

Według Daniłowa, choć rosyjskie działania mają na celu stworzenie napięć i odwrócenie uwagi świata od wojny rosyjsko-ukraińskiej, to działania te nie przyniosą skutków, jako że wpływają one na bezpieczeństwo państw UE.

Aktualnie w Niemczech trwa dyskusja na temat dostaw pocisków manewrujących „Taurus” dla Ukrainy, choć na razie, zgodnie z oświadczeniem niemieckiego resortu obrony, nie jest ona planowana. W ostatnim czasie Ukraińskie Siły Powietrzne otrzymały dostawy pocisków SCALP z Francji (analog pocisków Storm Shadow).

Na podstawie: ukrinform.ua,

Share Button