środa, 18 Wrzesień, 2019
pluken
Home / redaktorua

redaktorua

Jak uchodźca może otrzymać pomoc prawną w Polsce?

Share Button
Фото: panoramafirm.pl
Фото: panoramafirm.pl

Od stycznia tego roku została wprowadzona instytucja nieodpłatnej pomocy prawnej dla osób, które starają się w Polsce o ochronę międzynarodową. Program dotyczy także wnioskodawców z Ukrainy.

W pierwszym rzędzie niezbędne jest podkreślenie faktu, że bezpłatna pomoc prawna dla cudzoziemców nie jest zasadą i dotyczy wyłącznie postępowań związanych z ochroną międzynarodową, czyli nadaniem statusu uchodźcy lub udzieleniem ochrony uzupełniającej. Oznacza to, że tego rodzaju pomoc nie przysługuje osobom, które starają się o przyjazd lub o prawo pobytu w Polsce na zwykłych zasadach.

Pomoc ta polega na reprezentacji przez licencjonowanego prawnika (adwokata lub radcę prawnego), bądź przez organizację pozarządową. Wynagrodzenie dla prawników lub dla organizacji społecznych za daną sprawę wypłaca Urząd, a wnioskodawca nie ponosi żadnych kosztów z tym związanych. Lista prawników oraz organizacji wraz z ich danymi kontaktowymi znajduje się na specjalnej zakładce na stronie Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Reprezentacja nie dotyczy jednak całego postępowania i wszystkich czynności, ale jedynie takich, które wyraźnie wymienia ustawa. Pomoc prawna obejmuje przygotowanie i złożenie odwołania oraz zastępstwo w postępowaniu odwoławczym od odmownych decyzji w sprawie udzielenia ochrony międzynarodowej, nie obejmuje natomiast postępowania w pierwszej instancji administracyjnej danej sprawy (od złożenia wniosku w placówce Straży Granicznej do wydania decyzji przez Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców). Nie dotyczy też postępowania przed sądem administracyjnym, które może wszcząć każdy wnioskodawca, niezadowolony z ostatecznego rozstrzygnięcia administracyjnego organu odwoławczego, którym jest Rada do Spraw Uchodźców.

Pozostałe rodzaje postępowań, w których możliwe jest uzyskanie nieodpłatnej pomocy prawnej to pozbawienie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej oraz sprawy przekazania wnioskodawcy do państwa członkowskiego, które jest odpowiedzialne za rozpatrzenie jego wniosku. Dodatkowo pomoc prawna ograniczona tylko do przygotowania i złożenia odwołania dotyczy spraw: umorzenia postępowania w sprawie udzielenia ochrony międzynarodowej, uznania takiego wniosku za niedopuszczalny oraz odmowy uwzględnienia oświadczenia wnioskodawcy o zamiarze dalszego ubiegania się o udzielenie ochrony międzynarodowej.

Pewną wadą wprowadzonych regulacji jest brak przedłużenia terminu na złożenie odwołania w związku z poszukiwaniem pomocy prawnej. Uprawniony musi więc działać szybko, ponieważ obowiązuje go zwykły, 14-dniowny termin na złożenie odwołania. W tym czasie musi wybrać prawnika lub organizację społeczną (licząc się z tym, że dany pełnomocnik ma prawo odmówić udzielenia pomocy, czyli przyjęcia danej sprawy), a wybrany już pełnomocnik musi mieć czas na przygotowanie odwołania. Sprawy o udzielenie ochrony międzynarodowej są z reguły bardzo trudne, więc pełnomocnik może potrzebować sporo czasu, żeby zapoznać się ze szczegółami sprawy. Dlatego nie warto czekać do ostatnich dni terminu.

Michał Lelonek

Radca Prawny

Share Button

W Radzie Miejskiej Lwowa nie ma większości i mniejszości, jest konstruktywny skład – Andrij Szewciw

Share Button

12562386_795905740531940_920821169_o

Pod koniec października ubiegłego roku na Ukrainie odbyły się wybory do rad lokalnych. W wielu miastach oznaczało to znaczącą rotację w składzie deputowanych. Również Lwów nie był tutaj wyjątkiem – prawicowe, Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”, które w poprzedniej kadencji uzyskało większość w miejskiej radzie, zastąpione zostało przez ugrupowanie „Samopomoc”, które zdobyło 24 na 64 mandaty i dzięki wsparciu radnych z prezydenckiej „Solidarności” oraz „ Pozycji Obywatelskiej” sformowała nową koalicję. Tak więc większość w radzie miejskiej Lwowa popiera de facto gospodarza, Andrija Sadowego.

Rozmowa z szefem frakcji „Samopomocy” w radzie miasta Lwowa, Andrijem Szewciwem, o wizji rozwoju miasta, pracach w radzie miejskiej oraz stosunkach między frakcją a Andrijem Sadowym.

Proszę określić trzy najważniejsze problemy Lwowa, które „Samopomoc” zamierza rozwiązać w ramach bieżącej kadencji.

Podeszliśmy do zrozumienia problemów miasta oraz sposobów ich rozwiązywania poprzez rozmowę z mieszkańcami. Kampania wyborcza była bardzo skomplikowana. Przedstawiliśmy społeczeństwu program „Lwów-2020” i – żeby niczego nikomu nie narzucać – zachęcaliśmy do jego opiniowania. Poprosiliśmy, aby mieszkańcy zagłosowali na najważniejsze ich zdaniem kwestie. W ten sposób wykreował się odpowiedni ranking.

Priorytet numer jeden to oświata. Powinniśmy mieć wykształconych Lwowian, którzy będą konkurencyjni wobec mieszkańców innych ukraińskich i europejskich miast. Dlatego w najbliższych latach trzeba maksymalnie odnowić wyposażenie szkół średnich. Chodzi o klasy o profilu ścisłym i przyrodniczym – fizyka, chemia, matematyka, itd. To są te przedmioty, które pomagają formować kadry dla IT oraz przemysłu. Zadeklarowaliśmy, że w każdej szkole wyposażymy po 4 laboratoria. We Lwowie jest ponad 90 szkół i teraz razem z organami władzy wykonawczej pracujemy nad tym, jakie będą to laboratoria i z jakim wyposażeniem. W styczniu będziemy uchwalać budżet rozwojowy na rok 2016 i już w nim chcemy założyć na ten cel pierwsze środki. Następny krok w sektorze oświaty to sprawienie, aby nauczyciele zarabiali więcej. Niezwykle szanuję pracowników sektora usług, ale obecnie kelnerzy w kawiarniach zarabiają u nas [na Ukrainie] znacznie więcej niż nauczyciele w szkołach. Powinniśmy więcej cenić naszych pedagogów.

Jesteśmy świadomi, że powinniśmy rozwijać w dzielnicach miasta platformy społeczne, na podstawie których młodzież uczyła by się IT, realizacji projektów biznesowych, itp. Obecnie nasi koledzy pracują nad tym, aby w szkołach wprowadzić przedmiot przedsiębiorczości. To pomoże nauczyć jak oszczędzać, zarabiać, jak tworzyć i ponosić odpowiedzialność.

Drugim ważnym problemem jest transport. Nie chodzi tylko o komunikację publiczną, ale o trzymanie się harmonogramu i jakości zasobów transportowych. Dlatego zdecydowaliśmy, że przydzielimy więcej środków finansowych na rzecz komunalnego taboru transportowego numer 1 oraz lwowskiego przedsiębiorstwa komunalnego „Lwiwełektrotrans”, aby mógł zakupić nowe autobusy, trolejbusy, elektrobusy i tramwaje. Bardzo chcielibyśmy, żeby ulicami miasta jeździł współczesny transport naszego miejscowego producenta – przedsiębiorstwa „Elektron”. Ważne jest dla nas, aby oprócz nowych środków transportu kreować także nowe miejsce pracy, aby pieniądze faktycznie powróciły do miasta poprzez podatki. Transport to bezpieczeństwo i komfort. W 2016 roku chcielibyśmy na ten cel przeznaczyć co najmniej 500 milionów hrywien z miejskiego budżetu. Już w tym roku chcemy zakupić 100 autobusów, a także tramwaje i elektrobusy. Ogółem potrzebujemy ponad 700 autobusów dla naszego miasta, co pozwoli przejąć kontrolę nad przewozami. Obecnie ratusz ma za mało wpływu na przewoźników, m.in. jeśli chodzi o taryfy. Rada miejska powinna ponosić odpowiedzialność za transport, nawet jeżeli trzeba go dofinansować. Dla mieszkańców istotne jest, aby autobus był bezpieczny, komfortowy, czysty, jeździł zgodnie z harmonogramem, a przejazd kosztował tyle, ile Lwowianie mogliby zapłacić.

Trzeci priorytet to gospodarka komunalna. Chcemy przerzucić się na przedsiębiorstwa usługowe oraz stworzenie dużej ilości spółdzielni mieszkaniowych. W tym celu potrzebne są programy szkoleniowe i wsparcie tych osób, które będą tworzyć spółki. Te programy będą przeplatać się z kwestiami efektywności energetycznej i energooszczędności. Zasobów jest coraz mniej i są coraz droższe. Dlatego powinniśmy inwestować nasze pieniądze w oszczędzanie energii, ciepła, itd. Należy zacząć od instytucji państwowych i zakończyć na budynkach prywatnych.

Wspomniał Pan o programie „Lwów 2020”. Omówmy więc waszą wizję przyszłości Lwowa w poszczególnych obszarach – gospodarczym, bezpieczeństwa, medycynie i kulturze.

Gospodarka to przede wszystkim miejsca pracy: zadeklarowaliśmy stworzenie dodatkowych 30 tysięcy miejsc pracy w ciągu 5 lat. Istotne jest stworzenie strefy przemysłowej oraz przygotowanie terenów pod przedsiębiorstwa. Przy tym ważne jest, aby ten proces był przejrzysty i pozbawiony korupcji. Dzisiaj inwestor może przyjechać do Lwowa i włożyć swoje pieniądze w odbudowę zniszczonej produkcji lub stworzenie nowej.

Jeśli mówimy o terenach inwestycyjnych, to przede wszystkim planujemy przygotować miejsce dla budowy Riasne-2, gdzie już rozpoczęło się tworzenie strefy przemysłowej. Miasto zorganizowało komunikację, wybudowało drogę, załatwiło wszystkie dokumenty i zapewniło wsparcie na start. Chodzi o stworzenie trzech tysięcy miejsc pracy. Jeżeli przyjdą tu poważne przedsiębiorstwa, będzie to dobra promocja miasta i zwiększenie ilości inwestorów. Obok, na Biłohorszczu, jest jeszcze jeden duży teren o powierzchni 50 hektarów. Poza tym mamy możliwość rozbudowy Sygniwki – terenu w pobliżu lotniska. Jest tam niezbędna komunikacja i połączenie kolejowe. Jeszcze jednym naszym życzeniem jest przywrócenie terenu fabryki autobusowej i przekazanie go nowemu inwestorowi. Rozumiemy, że niczego tam nie odbudujemy, ale jest to dobre miejsce dla jeszcze jednej strefy przemysłowej.

Nasz kolega, Andrzej Pundor, stoi na czele komisji deputowanych w zakresie konkurencyjności, która po raz pierwszy została stworzona w radzie miejskiej. Jej zadaniem jest określenie czym Lwów powinien się wyróżniać na arenie międzynarodowej. Obecnie interesują nas takie obszary jak usługi konferencyjne, IT, budowa maszyn lekkich, lekki przemysł, nauka i wydawnictwa książek. Niedawno Lwów otrzymał cudowny status – został miastem literatury UNESCO. W następnych latach chcemy wzmocnić nasze wysiłki w zakresie wydawnictwa książek.

W przypadku bezpieczeństwa mówimy o Lwowie jako mieście inteligentnym. Mamy zainstalować dużą ilość wideokamer, które powinny zapewnić bezpieczeństwo na drodze i bezpieczeństwo społeczne. W zakresie bezpieczeństwa drogowego nasze przedsiębiorstwo komunalne „Lwówawtodor” działa razem z EBOiR i przy każdej rekonstrukcji dróg instaluje nowe światła oraz kamery, które rejestrują co dzieje się na drodze i korygują ruch. W mieście istnieje potężne centrum bezpieczeństwa ruchu, które wszystko rejestruje. Dzisiaj około 20 skrzyżowań oraz długich ulic ma nowe wyposażenie. Z kolei jeśli chodzi o bezpieczeństwo publiczne to reanimowaliśmy prace służby municypalnej. Jej pracownicy instalują obecnie własną sieć włókien optycznych, do której w przyszłości zostanie podłączonych 1500 kamer. 50 kamer już znajduje się na ulicach miasta, a do końca bieżącego roku zainstalowanych zostanie kolejne 50. Początkowo będziemy potrzebowali 200 kamer, aby zapewnić monitoring centralnej części miasta. Następne 100 kamer to wejścia do dzielnic. Jeżeli zostaje dokonane przestępstwo, dysponując nagraniem o wiele łatwiej jest znaleźć przestępcę – były już we Lwowie takie sytuacje. Dotyczy to m.in. zabójstwa na ul. Kopernika, kiedy to zabójca odnaleziony został już w ciągu doby dzięki nagraniu z kamery. Z drugiej strony przy komisariatach eksplodowały materiały wybuchowe, a winnych nie znaleziono, bo nie było ani świadków, ani nagrań z kamer.

Odnosząc się do kwestii kulturalnych, mówimy, że jesteśmy stolicą kultury, ale czasami bilet do teatru kosztuje u nas mniej niż filiżanka kawy. W naszej frakcji zasiada Julia Chomczyn, która bardzo aktywnie zajmuje się sprawami kultury i organizuje wiele imprez kulturalnych. Jednym z naszych priorytetów jest stworzenie mediatek. Biblioteka powinna być ciekawa, powinna wyciągnąć człowieka z domu i przywieść do siebie. Pierwsza taka biblioteka znajduje się na ulicy Muliarskiej. Codziennie jest tam pełna sala ludzi. Potrzebujemy komputerów, tablic interaktywnych, sprzętu, ekranów, współczesnych książek, a także miejsca dla co-workingu. Biblioteki mają się stać centrami rozwoju. Ważne jest dla nas, aby kultura wyszła poza granice centralnej części miasta. Wiele lat podkreślaliśmy potrzebę rozwoju kultury w dzielnicach Lwowa. Potrzebne są tam festiwale, przestrzeń publiczna, dobre imprezy w weekend. Mają to tworzyć ludzie, którzy mieszkają w tych dzielnicach – oczywiście przy wsparciu władzy. W okresie, kiedy to toczy się wojna, kultura powinna wejść na szczególny poziom.

Medycyna jest niezwykle trudną kwestią, gdyż państwo ma jej własną wizję, ale miasto inną. W poprzednich latach odebrano nam władzę nad pogotowiem, teraz chcą nam odebrać miejskie szpitale i przychodnie. Będą one podlegać władzom obwodowym. Nie jestem pewny, czy w takiej sytuacji będzie istniał porządek i czy mieszkańcy będą zadowoleni. Już teraz widzimy stan wojewódzkich instytucji medycyny. Szpitale powinni mieć wsparcie finansowe, aby realizować prace remontowe i kupować sprzęt. Jest to gwarancja sukcesu, że uda się uratować pacjenta, wyleczyć go. Przez ostatnie lata miasto działało bardzo odpowiedzialnie: prowadziło remonty, odnawiało odziały reanimacyjne, zbudowało oddział położniczy, itd.

Zasadniczym zarzutem wobec waszej partii jest duża ilość urzędników wśród deputowanych do lwowskiej rady miejskiej. Swego czasu partia „Pora” zmusiła swoich deputowanych do wyboru: zostać urzędnikiem lub deputowanym. Czy omawiano w „Samopomocy” taką ewentualność? Jak ugrupowanie będzie sobie radzić z konfliktem interesów?

Nie ma wśród nas urzędników wysokiej rangi. We frakcji „Samopomoc” spośród 24 deputowanych tylko dwójka to urzędnicy, którzy pracują bezpośrednio w radzie miasta – Wiktoria Dowżyk w sektorze ekonomii i Olga Posypanko w sektorze gospodarstwa komunalnego. Kolejna trójka pracuje w instytucjach, a ja jestem radcą mera miasta. Wszystkie te osoby nie przyszły do pracy jako teoretycy, realizowali się w określonej dziedzinie i dopiero później, jakieś 9 lat temu, przyłączyły się do zespołu gospodarza Lwowa. Pomimo swojej pracy w radzie miasta wciąż są bardzo aktywne w środowiskach społecznych i cieszą się szacunkiem wśród kolegów.

Wszystkich naszych kandydatów poddaliśmy pod publiczną dyskusję na dwatrzy miesiące przed wyborami. Konsultowaliśmy się z ludzi z różnych środowisk. Słuchaliśmy, proponowaliśmy swoich kandydatów, omawialiśmy kandydatury. Później umieściliśmy dane wszystkich kandydatów wraz z ich biografią na stronie internetowej. Codziennie na tę stronę wchodziło nie mniej niż 2,5 tysiąca użytkowników. Było też wiele telefonów i wiadomości w sieciach społecznościowych. Ogółem spośród 64 kandydatur z listy do rady miejskiej my mieliśmy 7 osób. Miło nam, że w rezultacie poparło nas aż tak dużo Lwowian – nasi kandydaci zwyciężyli w 63 z 64 okręgów miasta, ale zgodnie z tym systemem wyborczym do Rady dostało się tylko 24 deputowanych. Myślę, że poparcie było tak wysokie, ponieważ lista została zatwierdzona nie jednoosobowo przez kierownika miejskiej lub obwodowej organizacji, ale miała miejsce praca w okręgach.

Nie widzimy potrzeby dokonywania wyboru: deputowany lub urzędnik. Ważna jest dla nas realizacja programu „Lwów-2020” oraz programy naszych partnerów z koalicji.

Największa frakcja w radzie miejskiej jest w rzeczywistości frakcją mera Lwowa. Czy nie sądzi Pan, że monopol na władzę we Lwowie to jest zjawisko, które zaszkodzi miastu?

Z Andrijem Sadowym znamy się od 2008 roku. Miałem okazję bardzo blisko z nim współpracować. Obecnie to chyba jednak ja zyskuję najmniej uwagi ze strony mera miasta w porównaniu z szefami pozostałych frakcji, którzy odbywają częste spotkania z merem i wszystkie sprawy omawiają przy okrągłym stole.

Podchodzimy do wszystkich kwestii z maksymalną odpowiedzialnością. Na przykład jeśli chodzi o składniki majątku, jesteśmy świadomi, że wszystkie nieruchomości powinny być sprzedawane drogą aukcji. Jeżeli kwestia dotyczy ziemi, sprawdzamy czy nie narusza ona czyichś interesów. Staramy się, aby wszystko było maksymalnie przejrzyste. Dlatego właśnie przy frakcji działa rada doradcza – ludzie, którzy zwyciężyli w okręgu z ramienia „Samopomocy”, ale nie dostali się do rady miasta. Regularnie kontaktujemy się też z organizacjami społecznymi. Kolejna innowacja to przejrzyste prace komisji. Zainicjowaliśmy pomysł, aby najpóźniej dzień przed posiedzeniem komisji na stronie internetowej umieszczony został porządek dzienny obrad, a nie później niż trzy dni po posiedzeniu protokoły z posiedzeń.

Na ile jest prawdopodobne, że frakcja „Samopomoc” nie poprze propozycji wysuniętej przez mera Sadowego?

Każdą kwestię pod obrady wnosi organ władzy wykonawczej, którym zarządza mer Sadowy. Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż tylko głosowanie na Sali obrad – są to prace komisji, kolegiów, spotkania kierowników frakcji. Jeżeli dana kwestia nie została omówiona i opracowana wcześniej, to nie ma szans, aby ją przegłosować. Przed ostatnią sesją kolegium zdjęto z punktu obrad trzy punkty, ponieważ nie były one dopracowane. Także już na sali obrad nie zagłosowano za jedną sprawą związaną z ziemią, gdyż pojawiła się rozbieżność w dokumentach. Ten skład radnych jest inny – odpowiedzialny. Nikt na nikogo nie wywiera wpływu. Przede wszystkim mówię o swojej frakcji, ale widzę, że w innych grupach jest tak samo.

Andrij Sadowy na posiedzeniu naszej frakcji był tylko jeden raz, gdy przedstawiał kandydatury swoich zastępców. Zadzwonił, zapytał kiedy odbędzie się spotkanie oraz uzgodniliśmy, że jego wizyta zostanie wpisana do porządku dziennego. Nawet podczas tego posiedzenia odbyła się bardzo gorąca dyskusja i padało wiele pytań do jego przyszłych zastępców.

Jak często Andrij Sadowy dzwoni do Pana?

To ja każdego dnia dzwonię do Andrija Sadowego (uśmiecha się). Mnie naprawdę niepokoją problemy miasta i nie staram się ich pomijać. Jeżeli jest kwestia warta uwagi mera miasta, mogę sobie pozwolić na rozmowę z nim. Jako jego radca mam także możliwość bywania na spotkaniach organu wykonawczego.

Rozmawiam też z merem o kwestiach związanych z frakcją. Moim zadaniem nie jest kierowanie frakcją, a moderowanie. Każdy deputowany jest samodzielny, bierze udział w pracach komisji, pracuje w okręgach oraz z ludźmi w terenie. Moim zadaniem jest zbieranie i analizowanie informacji. Jeżeli trzeba coś ważnego omówić z merem – poprzez recepcje proszę o indywidualne spotkanie.

Tak naprawdę mamy dobrą synergię, gdyż startowaliśmy z tym samym programem, który nazywa się „Lwów-2020”. To program działań Andrija Sadowego oraz „Samopomocy”. Jesteśmy nierozłączni w tej pracy. Rozbieżność może być tylko w niektórych pozycjach, gdyż jako deputowani pełnimy funkcje kontrolne.

Sądzono, że „Samopomoc”, jako największa frakcja w radzie miasta, będzie miała swojego sekretarza. Ustąpiliście jednak „Pozycji Obywatelskiej”. Skąd ta decyzja?

Mamy bardzo dobry zespół ­prawników i świetnie znamy nasze możliwości. Nie podawałem nazwisk pretendentów na to stanowisko, bo jest to kompetencja wyłącznie głowy miasta. Oczywiście mieliśmy godne kandydatury i ja przedstawiłem je Andrijowi Sadowemu. Sekretarz to partner mera w realizacji programu i kontakcie ze składem deputowanych. O wyborze Anatolija Zabaryła dowiedziałem się siedząc na Sali obrad. Myślę, że to dobry wybór. Anatolij Zabaryło zdobył doświadczenie podczas pracy w organach wykonawczych. Rozumie problemy i wie, jak działać. Nie jest mu łatwo, ponieważ podczas ostatniej kadencji zerwany został kontakt między głową miasta i deputowanymi, co hamowało realizację programu. Dlatego jego zadaniem jest ustanowienie konstruktywnej współpracy. Widzę, że efektywnie wykonują swoje obowiązki. ­­­

Czy to początek koalicji pomiędzy Samopomocą”, „Solidarnością”, i „Pozycją Obywatelską?

Myślę, że można to zaobserwować podczas głosowania. Nie chciałbym używać określenia większość i mniejszość, mówimy raczej o konstruktywnym składzie rady. Często z pomocą przychodzą też inni. Te trzy siły głosują za realizacją programu, za pracami rady. Najwyraźniej „Pozycja Obywatelska” poczuwa się do odpowiedzialności, bo ich kolega jest sekretarzem tejże rady. „Solidarność” ma w swoich szeregach bardzo doświadczonego szefa frakcji, który zdobył doświadczenie jako deputowany. Jeśli chodzi o inne partie, to w radzie miasta nie ma opozycji za wyjątkiem działań Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia „Swoboda”.

W jaki sposób zamierzacie współpracować ze „Swobodą”?

Jest to jedyna frakcja, która nie ma szefa żadnej komisji. „Swoboda” miała większość w poprzedniej kadencji – 61 deputowanych – i miała możliwość pokazania swoich działań. Dzisiaj w radzie zasiada ośmiu ich deputowanych, którzy na sali obrad zachowują się tak, jak się zachowują. To ich prawo. Myślę, że społeczność dokona oceny.

Najgłośniejszą sprawą ostatnich tygodni jest wojna mera Lwowa przeciwko nielegalnych zabudowom. Dlaczego te działania podjęto dopiero po wyborach, nie przed nimi, jeśli nie jest to nowość?

Jeśli coś robić, to robić to właściwie. Nie można robić tego częściowo. Wybory to zawsze napięty okres i bardzo pracowity. Tymczasem dla takiej sprawy trzeba mieć czas i zasoby. Nie jest to związane z niczym innym.

Deputowani rady miejskiej przyjęli w końcu uchwałę w zakresie Domu Krymskiego. We Lwowie mieszka obecnie 3-4 tysiące przesiedleńców, wciąż przyjeżdżają kolejni. Jaka jest strategia działania wobec nich?

Pokazaliśmy swoje stanowisko poprzez pozytywne wyniki głosowania. Mamy w swoim składzie Julię Chomczyn, która utrzymuje dobre stosunki z organizacjami przesiedleńców. W 2014 roku Andrij Sadowy przyznał, że wesprzemy każdego, kto przyjedzie do Lwowa i poprosi o schronienie. Mamy też przykład historii Galicji, kiedy to dziadkowie i babcie wielu osób byli zmuszeni opuścić rodzinne domy i szukać dla siebie schronienia. Nie jest to dla nas obce zjawisko. Nie wiem jednak dlaczego w poprzedniej kadencji wsparcie dla przesiedleńców w dużej mierze było blokowane przez miejską radę. To bardzo dziwne. Tym bardziej, że mówimy, iż jesteśmy gościnni, przyjaźni i otwarci. Dużo pracujemy z rodzinami i staramy się zapewnić każdą możliwą pomoc, zarówno dzieciom, jak i dorosłym – od przygotowania do matury po opiekę nad osobami starszymi.

Rozmawiała: Myrosława Iwanyk

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Ukraina a ludzie „spoza systemu”

Share Button
12512025_796063833849464_1878263988_n
Фото: styknews.info

Wywiad z profesorem Andrzejem Małkiewiczem uczestnikiem międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Katedrę Politologii Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Budownictwa i Architektury (Київський національний університет будівництва і архітектури) na temat „Polityka regionalna: regulacje ustawowe i praktyka realizacji” (Регіональна політика: законодавче регулювання та практична реалізація) w dniach 23-25 listopada 2015 r. Głównym organizatorem był kierownik Katedry prof. Jewhen Perehuda (Євген Перегуда).

Panie Profesorze, jaki były cel podstawowy konferencji?

Przede wszystkim konferencja odbywała się w ramach dyskusji nad przygotowywaną zmianą konstytucji Ukrainy, w której konieczne będzie określenie m.in. zasad polityki regionalnej. Debatowali przy tej okazji przedstawiciele wielu różnych uczelni i instytucji związanych z polityką regionalną, w tym z wielu regionów Ukrainy. Z tej okazji mieli być także goście z Litwy, Iranu i Chin, aczkolwiek skończyło się na tym, iż zostały przesłane tylko ich referaty.

Na czym Pana zdaniem powinna polegać zasada polityki regionalnej na Ukrainie?

W wielu referatach przewijała się myśl, że konieczne jest poszerzenie samodzielności regionów, bo dotychczasowa polityka centralizacyjna nie sprawdziła się. Takie było też przesłanie mojego wystąpienia (przygotowanego razem z prof. Zdzisławem Ilskim z Politechniki Wrocławskiej, który jednak na konferencję nie mógł przyjechać). W swojej wizji sięgnęliśmy do przykładu dość odległego – niespełnienia obietnicy udzielonej Ukraińcom w regionie Zakarpacia, należącym w okresie międzywojennym do Czechosłowacji. Obiecano im (podobnie jak Słowakom) autonomię w obrębie wspólnego państwa, lecz w praktyce zastosowano centralizację, co spowodowało tragiczne konsekwencje. Ukraińcy (a w mniejszej mierze Słowacy) ulegli radykalizacji, część opowiedziała się za ideologią komunistyczną, inni za nazizmem, w końcu uwierzyli, że swe aspiracje narodowe mogą spełnić przy współpracy z Hitlerem. Przyznanie autonomii w październiku 1938 r. było już spóźnione, nie powstrzymało procesów radykalizacji, a 14 marca 1938 r. zarówno Słowacy jak Ukraińcy na Zakarpaciu ogłosili niepodległość, co było dla Hitlera usprawiedliwieniem agresji dokonanej już następnego dnia. Choć referat nie mówił tego wprost, sądzę, że dla ukraińskich słuchaczy czytelna była analogia z wydarzeniami na Krymie i wschodniej Ukrainie w 2014 r. Niestety – jak zwykle na takich konferencjach – nie było już czasu na dyskusję.

Poza naukowym charakterem wyjazdu na Ukrainę mówi Pan, że miał Pan swój prywatny cel podróży?

Obok udziału w konferencji, drugim moim celem było zorientowanie się, jakie są objawy i skutki wojny toczącej się na wschodzie. Nigdy wcześniej nie byłem w kraju dotkniętym wojną, choć nieco na temat tej wojny czytałem, miałem więc pewną wiedzę zarówno o przebiegu działań, jak i politycznych uwarunkowaniach sytuacji.

Okazało się, że wojny w zasadzie nie widać. Już w pociągu, którym jechałem z Warszawy do Kijowa, rozmawiałem z ukraińskimi współpasażerami, pytając o ich stosunek do wojny. Odpowiedzią było wzruszenie ramion i opinie: „to nie nasza wojna”, „to wojna o wpływy i pieniądze”. Ukraińscy pasażerowie pociągu wracali z pracy w Polsce, chętnie opowiadali o swojej pracy, chwalili Polskę, przede wszystkim w aspekcie ekonomicznym – „za dzień pracy w Polsce można przeżyć tydzień na Ukrainie”. Tematu wojny sami nie podejmowali, a na moje indagacje nie chcieli mówić więcej, niż powiedziałem wcześniej. Po za tym, uważam, iż w Kijowie życie toczy się normalnie. Jedyne ślady wojny jakie widać, to pudełka na uczelni z napisem „na protezy dla rannych żołnierzy” i kosze przy kasach w supermarkecie z napisem: „na pomoc dla żołnierzy” – ludzie zostawiają w nich żywność. W mieście panuje wielki ruch, na ulicach korki, w restauracjach tłumy – można by powiedzieć „samo życie”.

To prawda, że odbył Pan rozmowę z naczelnikiem służby informacyjnej, tj. rzecznikiem prasowym pułku Azow – Stepanem Holovko?

Tak, spotkaliśmy się w kawiarni w pobliżu Majdanu. Rozmowa trwała niemal trzy godziny. Nie wiem, w jakim był stopniu wojskowym, był po cywilnemu, a zaniedbałem go spytać. Zacząłem od swoistego usprawiedliwienia – rozumiem po ukraińsku, ale nie potrafię mówić w tym języku, niech wybaczy, że będę mówił po rosyjsku. W odpowiedzi uśmiechnął się: „u nas w pułku też większość mówi po rosyjsku”.

Jak przebiegała rozmowa?

Rozmawialiśmy dość chaotycznie, tutaj streszczę najciekawsze wątki. Pułk składa się z ochotników. Gdy na początku akcji separatystów, wspieranych przez armię rosyjską, niektóre regularne jednostki ukraińskie nie potrafiły podjąć porządnej walki, a część wojska zbiegła. Szybko znaleźli się ochotnicy, którzy zebrali porzuconą broń i podjęli walkę. Powołali najpierw batalion, później przekształcony w pułk pod nazwą Azow (Азов). Wniósł on znaczący wkład w obronę Mariupola, brał udział także w działaniach ofensywnych w czasie których m.in. udało się zdobyć i utrzymać m. Szirokine, przez które obecnie przebiega linia frontu – stan ten nie zmienił się od lutego 2015 r. Obrona Mariupola była na tym odcinku przełomowym momentem wojny, od tego czasu skończyły się sukcesy separatystów, mimo doraźnych zmian położenia trwa względna równowaga sił.

Zapytał Pan Stepana Holovko o siły rosyjskie zaangażowane w tę wojnę i co Pan usłyszał w odpowiedzi?

Zapewnił, że przeciwnikiem są przede wszystkim separatyści. Armia rosyjska dostarcza im różnego rodzaju pomocy i podtrzymuje utrzymanie status quo. Siły separatystów są znaczne, bo uczestniczy w nich dużą część młodzieży ze zbuntowanych obwodów. Już od dawna trwało w nich werbowanie, dobrowolne i przymusowe, żołnierzy do separatystycznych sił zbrojnych. Zajmowały się tym w sposób niemal jawny organy władzy lokalnej na tym terenie. Holoyko dodał też, że i jego próbowano zwerbować i z tego powodu uciekł. Na moje pytanie, czy władze państwowe wiedziały o tym, odpowiedział tylko, że władze państwa w żaden sposób nie reagowały.

Jak można określić krótko kto wchodzi w skład pułku pod nazwą Azow (Азов)?

Pułk składa się z ludzi „spoza systemu” – tak nazwał członków pułku Azow. Dodał: „ja też jestem spoza systemu”. Mimo niewątpliwych zasług dla obrony państwa, jego władze początkowo nie chciały ich zaakceptować. W końcu jednak zostali „zalegalizowani”, choć nie są jednostką wojskową, ale podporządkowano ich Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, jako jednostkę „quasipolicyjną”. Jednak, gdy sytuacja na froncie uspokoiła się, skierowano ich na różne kursy wojskowe, do szkół podoficerskich, uzyskali więc, przynajmniej częściowo, fachowe przeszkolenie wojskowe, którego wcześniej nie mieli. Mimo braku przygotowania wojskowego pułk poniósł stosunkowo niewielkie straty – kilka procent żołnierzy. Nie podjąłem dyskusji w tym zakresie, nie wiem więc, czy wynikało to z małej intensywności walk, czy z tego, że ludzie „spoza systemu” byli już wcześniej nauczeni doświadczeniem życiowym zachowań przydatnych w walce. Gdy „zalegalizowano” ich, otrzymali też wzmocnienie sprzętowe. „Mamy już i artylerię i lotnictwo” – zapewnił (tego nie mogli przecież zebrać z zasobów porzuconych przez regularną armię). Słysząc o lotnictwie intuicyjnie sprostowałem: „chyba drony”? Pospiesznie zapewnił: „Tak, drony”. Jak widać, miał tendencję do znacznej przesady, a ja na ogół nie jestem w stanie zweryfikować jego informacji.

Zapytałem o relacje z „Prawym Sektorem”. Powiedział, że nie zgadzają się ideowo, ale nie ukonkretniał, a ja nie drążyłem tematu – choć w doniesieniach medialnych są politycznie utożsamiani. Być może pojawiły się jakieś doraźne napięcia, może to jest rywalizacja o wielkość zasług dla ojczyzny, a może w rozmowie ze mną chciał podkreślić samodzielność swej jednostki. Być może, w przekonaniu o własnych zasługach, uważają się za większych radykałów.

Jakie są perspektywy działalności owego pułku?

Tak, spytałem o perspektywy. I w odpowiedzi usłyszałem, iż są świadomi, że własnymi siłami nie pokonają Rosji. Ale też nie liczą na pomoc Unii Europejskiej – „Unia nas zdradziła!” – podkreślił mój rozmówca. Liczą na atak Państwa Islamskiego na Rosję – wtedy oni będą mieli większą szansę na sukces w walce z Rosjanami. Uznałem, że nie warto pytać, czy już nawiązali współpracę. W wymiarze geopolitycznym liczą na zrealizowanie koncepcji Międzymorza. Zapytał, czy wiem o co chodzi w tej koncepcji, zapewniłem, że wiem, co go ucieszyło, uznał to za moją akceptację dla ich idei.

Panie Profesorze zapytał Pan o przesłanie Polakom od Stepana Holovko i co Pan usłyszał w odpowiedzi?

Owszem zapytałem, co chciałby najważniejszego przekazać Polakom. Powiedział, że powinniśmy mieć świadomość, że obecne władze państwa zdradziły ideały Euromajdanu i nie reprezentują prawdziwych przekonań narodu ukraińskiego. Trzeba je obalić i oni to zrobią. Jeśli będzie trzeba „dokonamy marszu na Kijów”. Ze sposobu w jaki to powiedział odniosłem wrażenie, że nie jest to przypadkowa metafora, ale rzeczywista nadzieja zdobycia przemocą władzy na Ukrainie i ustanowienia dyktatorskich rządów, o czym już wcześniej mówił dowódca pułku Andrij Biłecki (Андрій Білецький). Biorąc pod uwagę sytuację na Ukrainie, można takie deklaracje uznać za grubą przesadę, bardziej pasującą do „dołów” partyjnych czy niższych struktur wojskowych, gdzie o oderwany od rzeczywistości radykalizm jest łatwiej.

Rozmawiała dr Renata Runiewicz-Jasińska

Profesor Andrzejem Małkiewiczem jest kierownikiem Zakładu Systemów Politycznych w Instytucie Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego. W swoich badaniach Profesor koncentruje się na problemach budowania demokracji i przeciwnie – drogach jej podważania i obalania. Jest autorem około 100 publikacji. Ważniejsze książki: Rząd Marcinkiewicza, Wrocław 2006. Wybory czerwcowe 1989, Warszawa 1994. Samobójstwo demokracji. Czechosłowacja w okresie II Republiki 1938-1939, Wrocław – Zielona Góra 2013.

Share Button

Powrót lwów: wciąż trwają spory wokół cmentarza Orląt Lwowskich

Share Button
Джерело: FB Ігора Мельника
Джерело: FB Ігора Мельника

16 grudnia na polski memoriał wojenny we Lwowie, znany jako Cmentarz Orląt Lwowskich i będący częścią historycznego Cmentarza Łyczakowskiego, powróciły dwa monumenty lwów, wywiezione stamtąd ponad 40 lat temu. Dyskusja o ich możliwym powrocie trwała ponad 15 lat i oprócz kontekstu historycznego miała także zabarwienie polityczne – na obu statuach pierwotnie znajdowały się polskie napisy patriotyczne. Dlatego też ich powrót, który odbył się bez konsultacji tej decyzji z ogółem społeczności, okazał się być dla większości niespodzianką i wywołał nową falę dyskusji.

Długa droga z powrotem

Na Cmentarzu Orląt lwy zamieszkaływ 1934 roku. Według informacji Ihora Melnyka, znawcy historii Lwowa, począwszy od 1967 roku monumenty podróżowały po mieście i okolicach, a ich ostatnią lokalizacją było pobliże Instytutu Geodezji na ul. Perfeckiego 23 oraz wjazd do Lwowa od strony miasta Winniki.

Powrotem lwów zajmowała się Fundacja Dziedzictwa Kulturowego, realizująca projekty współfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP nie tylko na Ukrainie, ale i na całym świecie, wspólnie z Urzędem Ochrony Środowiska Historycznego Lwowskiej Rady Miejskiej. Według słów przedstawiciela Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, Michała Michalskiego, negocjacje w tej sprawie toczyły się już od wielu miesięcy i szczególnie aktywne były wiosną tego roku. Wszystkie wydatki, te już dokonane oraz te w przyszłości, wzięła na siebie strona polska.

Statuy nie były konserwowane co najmniej od lat 70tych, a najprawdopodobniej od momentu ich powstania. Zostaną odrestaurowane wiosną następnego roku. Wspólnie będą nad tym pracować polscy i ukraińscy konserwatorzy. Od strony polskiej będzie się tym zajmował prof. Janusz Smaza, a od strony ukraińskiej Ołeś Dzyndra. W miejscach, gdzie dotychczas znajdowały się obie statuy, postawione zostaną ich kopie, których wykonanie już się rozpoczęło” – przyznał w komentarzu dla portalu polukr.net Michał Michalski.

O ewentualnym powrocie lwów mówiono jeszcze przed otwarciem Cmentarza Orląt w 2005 roku. Do tematu wielokrotnie powracano w okresie porządkowania terytoriów pochówku polskich wojskowych, nad którymi prace trwały już od końca lat 90tych, jednak na tle ostrego konfliktu wokół memoriału miecza Szczerbca, który – jak akcentowali Ukraińcy – był symbolem królewskim, temat ucichł. Miecz umieszczony został bowiem w zamian za uzgodniony przez obie strony krzyż katolicki oraz pomimo aktywnych protestów społeczeństwa lwowskiego.

Za i przeciw

Jak powiedział portalowi polukr.net Wiceprezydent ukraińskiego biura ICOMOS, Andrij Saljuk, decyzję o powrocie monumentów na ich pierwotne miejsce podjęła w zeszłym tygodniu grupa lwowskich ekspertów, architektów i konserwatorów. Decyzja została rozpatrzona na spotkaniu rady naukowo-metodycznej przy miejskiej administracji ochrony środowiska historycznego, pod którą podlega Cmentarz Łyczakowski.

Wszyscy zgodzili się, że to właściwy krok. Rada zadecydowała więc o przeprowadzeniu niezbędnych prac konserwacyjnych i restauracyjnych” – stwierdził Saljuk.

Zwolennicy tej decyzji argumentowali, że od strony moralnej i etycznej statuy lwów, przeznaczone dla memoriału pogrzebowego, nie powinny znajdować się na ulicy.

Zgodnie z polskimi i ukraińskimi tradycjami z cmentarza nie powinno się niczego zabierać. Bardzo chcieliśmy, aby na Cmentarz Orląt powróciły więc wszystkie elementy, które znajdowały się tam wcześniej. Dlatego tak szczególnie zależy nam na tej kwestii” – wyjaśnia znaczenie tej sprawy dla strony polskiej Michał Michalski. „Jesteśmy bardzo wdzięczni władzom Lwowa i wysoce cenimy jej współpracę. Nieobecność tych lwów była zauważalna, wielu starszych mieszkańców Lwowa wciąż o nich pamiętało, w końcu zabrano je dopiero podczas okupacyjnej władzy radzieckiej” – dodaje Michalski,

Nie wszyscy jednak zgadzają się z tą decyzją. Część mieszkańców Lwowa uważa ten krok nie za porządkowanie grobów, a zdradę interesów narodowych. Temat wzbudził żywe zainteresowanie w otwartych grupach w sieciach społecznościowych.

To przykre, że obecna rada miejska sprzyja utwierdzaniu polskości Lwowa. Te memoriały nie powstały ot tak sobie, nie jest to zwyczajny cmentarz wojskowy, a symbol zwycięstwa Polaków nad Ukraińcami” – pisze lwowski historyk i działacz społeczny, Roman Gryckiw. Gryckiwa oburza, że urzędnicy z miejskiego ratusza nie powiadomili mieszkańców miasta o zamiarze ponownego umieszczenia lwów na cmentarzu. W oficjalnym oświadczeniu Lwowskiej Rady Miejskiej znajduje się jedynie informacja, że monumenty zostaną zabrane do renowacji.

Podobną opinię podziela były dyrektor Cmentarza Łyczakowskiego Ihor Hawryszkiewicz, który 10 lat temu brał aktywny udział w negocjacjach między Polską i Ukrainą odnośnie odnowienia Cmentarza Orląt. Hawryszkiewicz podkreśla, że obecna decyzja narusza poprzednie uchwały rady miejskiej i porozumienia międzypaństwowe.

Istnieje uchwała rady miejskiej zabraniająca przeniesienia monumentu lwów” – tłumaczy Hawryszkiewicz. „Chodzi o uchwałę sesji Lwowskiej Rady Miejskiej w sprawie uporządkowania polskich pochówków wojskowych na Łyczakowie z 2005 roku. Zabrania ona ustanowienia lub odnowienia jakichkolwiek elementów polskich pochówków wojskowych. Memoriał, o który chodzi, budowano do momentu wybuchu II Wojny Światowej. Jego główną ideą jest uszanowanie pamięci, ale także pokazanie przynależności tej ziemi do Polski, między innymi poprzez symbole militarne. Można powiedzieć, że cmentarz miał przeznaczenie polityczne. W tym samym celu wykorzystane zostały monumenty lwów. Z tego właśnie powodu deputowani poprzednich kadencji nie poparli ich przywrócenia”.

Co dalej z inskrypcjami?

Choć dziś dyskusja w lwowskim społeczeństwie nie jest burzliwa, wygląda na to, że ostre spory mogą być dopiero przed nami. Na razie monumenty lwów powróciły na swoje pierwotne miejsca bez przeprowadzenia prac renowacyjnych. Dyrektor Lwowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego jest jednak zdania, że znajdują się one w fatalnym stanie i wymagają pomocy ze strony specjalistów. To właśnie podczas prac renowacyjnych pojawi się kluczowe pytanie: czy na herbach odnowione zostaną poprzednie napisy. Przed II Wojną Światową oba monumenty miały tarcze z herbami (pierwszy – Lwowa, drugi – Polski) oraz inskrypcjami (odpowiednio: „Zawsze wierni” i „Tobie Polska”). Odnowienie tych napisów, zdaniem większości, jest niedopuszczalne.

Polityczne tło tej dyskusji, przyznaje Michał Michalski, rozumieją także w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Podkreśla jednak, że kwestia odnowienia napisów powinna być pytaniem skierowanym przede wszystkim do konserwatorów.

To problem konserwatorów, ale swoim znaczeniem wykracza poza prace konserwatorskie. Myślę, że będzie tak jak zawsze – decyzję podejmą wspólnie strony polska i ukraińska. Mam nadzieję, że na wiosnę dojdzie do spotkania we Lwowie i uda się rozwiązać ten problem. Istnieje przekonanie, że odnowione powinny zostać wszystkie elementy, ale zostanie to jeszcze przedyskutowane” – mówi Michał Michalski.

Strona ukraińska uważa jednak, że żadnej dyskusji być nie może, gdyż zasadnicza decyzja została już podjęta. Według słów Andrija Saljuka rada zadecydowała, że na tarczach znajdą się tylko herby Lwowa, a odnowienie napisów jest nie do przyjęcia.

Groby trzeba uporządkować, ale jestem przeciwnikiem odnawiania symboli o charakterze militarnym. Lwy, w moim przekonaniu, to po prostu elementy kompozycji. Dlatego nie będzie żadnego odnowienia tych inskrypcji” – podsumował w komentarzu dla portalu polukr.net Dyrektor Lwowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego „Cmentarz Łyczakowski”, Mychajło Nagaj.

Autor: Myrosława Iwanyk

Tłumaczenie: Nataliia Sokolova

Share Button

Polskie prawo o cudzoziemcach

Share Button
Foto: ms.gov.pl
Foto: ms.gov.pl

 

Prawo cudzoziemców pojawiło się stosunkowo niedawno w debacie publicznej w Polsce. Dotąd tego rodzaju regulacje prawne kojarzyły się bardziej z krajami zachodnimi, gdzie sami Polacy migrowali. W ciągu ostatnich kilku lat pojawiły się jednak dwa zjawiska, które spowodowały zwiększone zainteresowanie unormowaniem imigracji w naszym kraju.

Pierwszym z nich był dość nagły wzrost migracji Ukraińców, głównie pracowników, w tym pracowników sezonowych, a także studentów. Obecnie w Polsce przebywa – na stałe i przejściowo – przynajmniej pół miliona obywateli Ukrainy, a skala tego zjawiska wzrasta i jest istotnym czynnikiem wpływającym na wzajemne relacje obu państw.

Znacznie większe emocje wzbudziła jednak w Polsce prowadzona przez Unię Europejską polityka dotycząca imigrantów z Azji i Afryki. Kryzys związany z masową migracją z tych regionów dotyka całą Europę, w tym także Ukrainę. Wynika to nie tylko z faktu, że nasi wschodni sąsiedzi stają się powoli krajem przerzutowym migrantów do Unii, ale także dlatego, że kryzys ten stał się najpoważniejszym czynnikiem kształtującym politykę migracyjną (w tym wizową) Unii w najbliższych latach.

Warto uporządkować więc podstawowe elementy prawa imigracyjnego, zwanego też prawem cudzoziemców. Sytuacja cudzoziemców może się różnić, w szczególności ze względu na państwo ich pochodzenia oraz z uwagi na cel pobytu w Polsce. Najogólniej rzecz ujmując można wyróżnić następujące regulacje obowiązującego w Polsce prawa cudzoziemców:

  • dotyczące zagadnień związanych z pobytem zasadniczo wszystkich cudzoziemców w Polsce, które znajdują się w ustawie o cudzoziemcach z dnia 12 grudnia 2013 roku. Przepisy tej ustawy zawierają ogólne regulacje dotyczące warunków wjazdu, przejazdu, pobytu i wyjazdu cudzoziemców z terytorium Polski, w tym także określają konsekwencje nielegalnego pobytu na terenie Polski,
  • uregulowanie szczególnego statusu obywateli niektórych krajów, wynikające z procesów integracji europejskiej: spośród ogólnych rygorów ustawy o cudzoziemcach wyłączeni są obywatele Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA) – stron umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym i Konfederacji Szwajcarskiej, którzy korzystają z prawa swobodnego przemieszczania się. Prawo Unii wpływa także na normy polskie poprzez regulacje strefy Schengen i zasady wizowe. Podstawową regulacją prawa polskiego w tym zakresie jest ustawa z dnia 14 lipca 2006 r. o wjeździe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pobycie i wyjeździe z tego terytorium obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej i członków ich rodzin,
  • w zakresie udzielania ochrony międzynarodowej, przewidujące możliwość objęcia cudzoziemca w Polsce jedną z form ochrony, przede wszystkim nadanie mu statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej, na podstawie ustawy z dnia 13 czerwca 2003 r. o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej,
  • związane z repatriacją osób pochodzenia polskiego z innych państw oraz ich naturalizacją na terenie Polski, co dotyczy w szczególności osób przymusowo wysiedlonych przez ZSRR. Najistotniejszym aktem prawnym w tym zakresie jest ustawa z dnia 7 września 2007 r. o karcie Polaka.

Dalsze, szczegółowe zagadnienia prawne związane ze sytuacją cudzoziemców w Polsce zawarte są także w licznych ustawach, przewidujących m.in. zasady nabywania nieruchomości przez cudzoziemców, szczególne regulacje dotyczące możliwych form prowadzenia działalność gospodarczej przez cudzoziemców oraz związane z sytuacją cudzoziemców na rynku pracy. Ich stosowanie jest jednak zawsze związane ze statusem danego cudzoziemca w ramach przedstawionego wyżej podziału.

Obecnie śmiało można powiedzieć, że regulacje prawa o cudzoziemcach stają się jedną z większych pod względem zakresu regulacji dziedzin prawa w Polsce. Przeplatanie się ogólnych regulacji polskich z umowami bilateralnymi, zawieranymi także z Ukrainą choćby w dziedzinie unikania podwójnego opodatkowania, a także z regulacjami prawa Unii Europejskiej powoduje przy tym, że dziedzina ta staje się coraz bardziej skomplikowana.

Polecamy również:
Przyczyny powstania odrębnych regulacji prawnych dotyczących cudzoziemców
Rekompensaty za mienie pozostawione przez Polaków na Ukrainie

radca prawny Michał Lelonek
Gładysz & Żerański
Kancelaria Prawnicza sp. j.

Share Button