W dniach 8-9 października w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie odbyła się konferencja pt. „Nowy rozdział stosunków UE – Ukraina w świetle Umowy Stowarzyszeniowej”.
Konferencję otworzyła jej inicjatorka, Elżbieta Łukacijewska, poseł do Parlamentu Europejskiego, członkini Delegacji PE do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest oraz do Komisji Współpracy Parlamentarnej UE-Ukraina. Podkreśliła szczególną rolę Podkarpacia w budowaniu współpracy polsko – ukraińskiej. Kilka słów wstępu wygłosili także Dominik Łazarz, dyrektor Regionalnego Centrum Informacji Europejskiej w Rzeszowie i wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania, oraz Sławomir Miklicz, członek Zarządu województwa podkarpackiego.
Pierwszą część konferencji stanowił panel zatytułowany „Prawne i społeczno-ekonomiczne aspekty Umowy Stowarzyszeniowej”. Obie dyskusje moderował redaktor Marek Cynkar, korespondent Polskiego Radia Rzeszów od wielu lat zajmujący się tematyką polsko-ukraińską.
Jako pierwszy zabrał głos Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczący Delegacji PE do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest. Jego zdaniem relacje UE-Ukraina znalazły się „na rozstaju dróg”. Stwierdził, iż błędem jest zastanawianie się, jak UE może pomóc Ukrainie. Należy rozważyć przede wszystkim, jak Ukraina może pomóc sobie sama. Ukraina musi zmienić swoje nadmiernie roszczeniowe stanowisko wobec UE. Nawiązując do artykułowanych przez stronę ukraińską oczekiwań, przypomniał, iż Polska podpisując Umowę Stowarzyszeniową na początku lat 90. XX wieku także nie miała przyrzeczonej perspektywy członkostwa. Co więcej, jej umowa nie była tak szczodra, jak oferta dla Ukrainy. Ukraina powinna zdać sobie sprawę z wagi proponowanego porozumienia i umiejętnie wykorzystać swoją szansę. Sukces integracji z Europą zależy przede wszystkim od niej samej. Żadna inicjatywa UE nie zastąpi woli politycznej na Ukrainie. Nie powinna za to rozpatrywać kwestii zbliżenia z UE w kategoriach kosztów i korzyści, lecz raczej w kategoriach utraconych możliwości.
Podjęcie konstruktywnych działań przez Ukrainę jest tym ważniejsze, iż w tej chwili można mówić o panującej w UE „irytacji Ukrainą”, która nie realizuje większości swoich przyrzeczeń i prowadzi swoistą grę, balansując pomiędzy Rosją a UE. „Zmęczenie Ukrainą” prowadzi do usztywnienia stanowiska niektórych członków Unii, co jest niekorzystne zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski – jej największego rzecznika na forum unijnym. Jeżeli Ukraina nie wprowadzi sama z siebie pożądanych zmian, Polska nie będzie w stanie przekonać do niej pozostałych członków UE.
Umowa Stowarzyszeniowa kształtuje relacje podobne do członkostwa w UE. Pełne jej wykonanie uczyni Ukrainę bardzo bliskim partnerem UE na miarę Norwegii czy Szwajcarii. Zacieśnienie relacji byłoby sukcesem dla obu stron. Unia oczekuje od Ukrainy jednoznacznego zadeklarowania jej europejskiego wyboru, stąd Umowa Stowarzyszeniowa została na razie jedynie parafowana, nie podpisana. Europejską Polityką Sąsiedztwa rządzą zasady „więcej za więcej” oraz „mniej za mniej”. Oznacza to, iż oferta skierowana do danego kraju przez UE zależy od jego starań i postępów. Tymczasem Ukraina spodziewa się, iż otrzyma propozycję członkostwa i dopiero wówczas podejmie działania. Przecenia też swoją gospodarczą atrakcyjność dla Unii Europejskiej, zwłaszcza że przystąpienie Ukrainy do UE wymagałoby ogromnych nakładów na fundusze strukturalne i spowodowałoby uderzenie w rynek rolny. Europoseł skrytykował postawę Ukrainy polegającą na wymaganiu ciągłych zachęt. Oczekując jedynie na ruchy drugiej strony Ukraina traci swoją podmiotowość. Nie powinna także obstawać przy żądaniach, których spełnienie przez UE jest nierealne, blokując proces zbliżenia. Potrzebna jest jej pokora oraz zdolność do przyznania, że potrzebuje zmian.
Ukraina musi również zrewidować swoje postrzeganie zasad współpracy z UE. Nasz wschodni sąsiad sprowadza je do wymiaru ekonomicznego, podczas gdy dla UE co najmniej równie ważne jest przestrzeganie standardów demokracji, praw człowieka, praworządności. Ukraińskie elity polityczne dopuściły się licznych zaniechań, które doprowadziły do stagnacji reform, braku transpozycji prawa UE, regresu demokracji, utrzymania systemu oligarchicznego, korupcji, ograniczenia wolności mediów. Wybiórcza sprawiedliwość, którą obrazuje przypadek Julii Tymoszenko, jest powodem utraty przez Ukrainę wiarygodności w oczach UE.
Zdaniem Saryusza-Wolskiego październikowe wybory parlamentarne to „być albo nie być” Ukrainy. Ich wynik zdecyduje o drodze, jaką obierze. Przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej pozostaje perspektywą realną, jednak już nie w przewidywanym przed kilkoma laty przez Europosła terminie 2021 roku. Warunkiem jest jednak nieprzekroczenie przez Ukrainę żadnej z dwóch „czerwonych linii”, którymi są:
– przystąpienie do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem: to nieodwracalny krok, zamykający europejską ścieżkę,
– pogarszający się stan demokracji i praw człowieka: jeśli autorytaryzm na Ukrainie osiągnie pewien krytyczny poziom, Ukraina może stracić nawet swojego ostatniego przyjaciela w UE – Polskę.
Następnie głos zabrał Europoseł Paweł Zalewski, członek Delegacji PE do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest. Umowę Stowarzyszeniową Ukrainy określił jako pierwszą tak kompleksową. Ma ona stanowić wzorzec dla negocjowanych umów z Gruzją, Mołdawią i Armenią. Jej wdrożenie będzie wymagało wielkiego wysiłku ze strony Ukrainy w osiąganiu standardów m.in. fitosanitarnych, kontroli jakości produkcji, własności intelektualnej. Zostanie on jednak zrekompensowany przez przewidywany wzrost PKB Ukrainy o 4-5%, który nastąpi wskutek implementacji umowy.
Negocjacje umowy przebiegały nie bez trudu. Możliwości negocjacji wysuwanych przez UE propozycji są co do zasady niewielkie, podczas gdy Ukraina spodziewała się dalej idącego kompromisu. Obecnie doszło do zamrożenia podpisania umowy ze względu na sprawę Julii Tymoszenko. Unia Europejska uzależniła podjęcie dalszych kroków od poszanowania zasad demokracji i prawa podczas przeprowadzenia wyborów parlamentarnych.
Teoretycznie Ukraina ma potencjał do stania się nawet ważniejszym członkiem UE niż Polska. Mimo że oba kraje startowały z podobnego poziomu, Polska zaszła o wiele dalej. Ukraina mimo politycznych deklaracji nie poczyniła zbyt dużych postępów. Żeby zaproponować działania naprawcze, trzeba zrozumieć działający w tym kraju system, który tylko z pozoru przypomina znany nam z Polski czy Niemiec. Na Ukrainie istnieje trójpodział władzy, jednak jest on zniekształcony. Władza sądownicza podlega wykonawczej, a władza ustawodawcza jest przez wykonawczą korumpowana. Partie polityczne to „konglomeraty marketingowe” w rękach klanów biznesowych, a polityka jest drogą do pieniędzy. Nawet Julia Tymoszenko czy Wiktor Juszczenko, którzy deklarowali wolę wprowadzenia reform, stanowili część tego systemu. W wyniku panującej na Ukrainie wybiórczej sprawiedliwości Julii Tymoszenko postawiono zarzuty, które można by postawić także wielu innym osobom.
Społeczeństwo Ukrainy wydaje się być bardzo mocno wyobcowane z polityki, a co gorsza nie dostrzega możliwości wpływu na nią. Dominuje w nim zniechęcenie, apatia, niewiara w polityków, przeważa opinia, że partie polityczne stanowią środek do realizacji własnych interesów. Partnerem dla UE powinno być przede wszystkim społeczeństwo obywatelskie, zwłaszcza organizacje pozarządowe, nie politycy, na których koncentruje się UE. Sojusznikami mogą stać się także oligarchowie, zainteresowani integracją europejską z punktu widzenia korzyści ekonomicznych. Także rozwój demokracji mogliby uznać za korzystny, gdyż uchroniłoby przed konkurencją nowych klanów tworzonych przez czołowych polityków elit rządzących. Oligarchowie nie są natomiast skłonni do forsowania zasad praworządności.
Profesor Bohdan Hud, dyrektor Instytutu Integracji Europejskiej Uniwersytetu Lwowskiego, pozytywnie ocenił jasną perspektywę, jaką UE dała Ukrainie Umową Stowarzyszeniową. Szacuje się, że kandydaci demokratyczni stracili 10% głosów z powodu uprzedniego braku podobnego stanowiska ze strony UE, wykorzystywanego przez przeciwników integracji agitujących, że Unii nie zależy na Ukrainie. Istotnym jest, aby elity uświadomiły sobie, iż UE dała Ukrainie szansę, która nie będzie trwała w nieskończoność. Bardzo ważne jest również to, że kolejna opcja polityczna przyjęła integrację z UE za najważniejszy wektor polityki zagranicznej. Ukraińskie elity chciały jednak Umowy Stowarzyszeniowej ze względu na strefę wolnego handlu, podczas gdy wartości demokratyczne nie mają dla nich pierwszorzędnego znaczenia – a to jest nie do zaakceptowania dla państw unijnych.
Obecnie inicjatywa leży po stronie Ukrainy – najbliższe wybory mogą pokazać, jaki kierunek wybierze. Janukowycz uważa że potrzebna jest pauza w zacieśnianiu stosunków z UE aby zweryfikować, czy obie strony są nim dalej zainteresowane. Zdaniem profesora relacje Ukraina – UE nie zależą jednak głównie od wyników wyborów. Najważniejsza jest zmiana systemu gospodarczego, który obecnie jest zdominowany przez strukturę oligarchiczną, a małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią w niej jedynie 10% ogółu. Juszczenko, wspierany na Majdanie Niezależności przez przedstawicieli MSP, szybko przywrócił dotychczasowy system oligarchiczny. Jeśli dominacja oligarchów nie zostanie przełamana, nic się na Ukrainie nie zmieni niezależnie od tego, która opcja wygra wybory. O europejskiej drodze Ukrainy zadecyduje klasa średnia, związana z sektorem MSP – jeśli będzie mieć szansę umocnić swoją pozycję, podobnie jak było to w Polsce w latach 90. XX wieku.
Bohdan Hud zwrócił uwagę na konieczność ostrożnego operowania określeniem „Ukraina”, gdyż jest to uproszczenie – na Ukrainie różne grupy społeczne i środowiska mają różne oczekiwania. „Ukrainę” można rozumieć jako elity polityczne albo jako naród – a mentalność polityków często bardzo różni się od mentalności społeczeństwa. Nie da się mówić o Ukrainie bez zrozumienia państw wschodnich, rozróżniania ich specyfiki.
Na koniec swego wystąpienia profesor powołał się na wypowiedź M. Bosackiego, iż odgrodzona od UE murem wiz i obojętności Ukraina może wejść w rosyjską strefę wpływów – a byłoby lepiej, gdyby tak się nie stało.
Drugi panel pt. „Transgraniczny wymiar Umowy Stowarzyszeniowej” rozpoczęła Małgorzata Chomycz – Śmigielska, wojewoda podkarpacki. Omówiła inwestycje prowadzone na przejściach granicznych z Ukrainą, takie jak modernizacja przejść w Medyce, Korczowej i Krościenku oraz budowa nowego, drogowego przejścia granicznego Budomierz-Hruszew. Zdaniem wojewody poprawa infrastruktury przejść granicznych ma duże znaczenie dla polepszenia współpracy polsko-ukraińskiej. Wiele dobrego mogą zdziałać także przedstawiciele regionów przygranicznych zasiadający w komisjach roboczych Polsko-Ukraińskiej Międzyrządowej Rady Koordynacyjnej ds. Współpracy Międzyregionalnej.
Mirosław Rowicki, redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego”, przytoczył kilka przykładów inicjatyw polsko-ukraińskich, takich jak Klub Galicyjski, dwujęzyczny portal „Wolni z wolnymi”, który zostanie wkrótce uruchomiony, kwartalnik o tym samym tytule, którego możemy spodziewać się już w tym roku, a także projekty dot. odbudowy dawnego budynku obserwatorium astronomicznego na górze Pop Iwan w Czarnohorze oraz budowy Międzynarodowego Centrum Spotkań Polskiej i Ukraińskiej Młodzieży Akademickiej w Mikuliczynie. Mirosław Rowicki skonstatował, że te przykłady dowodzą, iż jeśli po obu stronach granicy znajdą się ludzie, którzy wiedzą, czego i w jaki sposób chcą dokonać, wspólne przedsięwzięcie ma dużą szansę powodzenia.
Dla sukcesu wielkich inicjatyw ważne są zbieżne z nimi przedsięwzięcia o charakterze lokalnym. Koncentracja jedynie na wielkiej polityce to błąd – konieczne jest budowa społeczeństwa obywatelskiego. Droga Ukrainy do Unii Europejskiej to małe kroki, propagowanie wartości europejskich. Strefę wolnego handlu muszą uzupełnić wspólne wartości. Nie zostaną jednak przyjęte od razu, musimy być gotowi na stopniowy proces dochodzenia do nich.
Adam Kulczycki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Rzeszowskiego podzielił się naukowym spojrzeniem na polsko-ukraińskie partnerstwo strategiczne. Wychodząc od definicji partnerstwa strategicznego stwierdził, że w przypadku Polski i Ukrainy można mówić o nim jedynie w znaczeniu formalnym, tzn. świadczą o nim deklaracje obu stron, ale niekoniecznie realna współpraca państw w wielu dziedzinach istotnych dla ich interesów narodowych. Ocenił, że Polska w ostatnich 20 latach podjęła więcej korzystnych dla Ukrainy (a nieraz niekorzystnych dla niej samej) inicjatyw niż sama Ukraina. Była najaktywniejszym promotorem kwestii ukraińskiej w UE i NATO, odegrała znaczącą rolę we wpieraniu przemian demokratycznych na Ukrainie podczas „pomarańczowej rewolucji”. Adam Kulczycki omówił wsparcie dla Ukrainy w ramach Partnerstwa Wschodniego oraz Polskiej pomocy rozwojowej. Nawiązał do niedawnego polsko – ukraińskiego przedsięwzięcia, jakim była organizacja Euro 2012. Mistrzostwa stały się platformą współpracy, motywacją do rozbudowy infrastruktury, a także sposobem na promocję w Europie i na świecie. Pytanie, czy przyczyniło się także do uwiarygodnienia Ukrainy i zbliżenia narodów, Kulczycki pozostawił otwarte.
Podczas konferencji wielokrotnie padało stwierdzenie, iż Podkarpacie to poligon doświadczeń polsko-ukraińskich – tu narodziła się idea współpracy transgranicznej ze wschodnim sąsiadem. Prelegenci byli także zgodni co do tego, że brak sprawnych procedur w ruchu granicznym między Polską a Ukrainą stanowi poważną barierę dla rozwoju współpracy i integracji.
Konferencja stała się okazją do szczerej, wielowątkowej, nieraz ostrej dyskusji oraz do spotkania przedstawicieli różnych środowisk zainteresowanych relacjami polsko-ukraińskimi i integracją europejską. Ta i podobne inicjatywy zasługują na wysoką ocenę oraz na kontynuację w przyszłości.
Następnego dnia odbyły się szkolenia British Council dla studentów z Ukrainy i Polski, podczas których przekazano m.in. umiejętności z zakresu współpracy i negocjacji międzynarodowych.
Tekst i zdjęcia: Kinga Kalinowska
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

