„Rosyjskie wojska postępują coraz dalej i coraz bardziej wypierają nasze siły tył. To im się udaje nie dlatego, że ukraińskie wojska są słabsze, ale z tego powodu, że u nich nie ma rozkazu, który pozwoliłby im bronić swojej ziemi i odeprzeć wroga do samego Bajkału” – mówi Denis Piłat, kierownik sztabu lwowskiej organizacji wolontariuszy „Niewolników do raju nie wpuszczają” (ГФ „Рабів до раю не пускають”).
Co Pan sądzi o aktualnych wydarzeniach na froncie?
Postawa władzy i wyższego dowództwa Operacji Antyterrorystycznej (ATO) jest tak pasywna, że może być rozpatrywana w kategoriach zdrady. Rosyjskie wojska postępują coraz dalej i coraz bardziej wypierają nasze siły. To im się udaje nie dlatego, że ukraińskie wojska są słabsze, ale z tego powodu, że u nich nie ma rozkazu, który pozwoliłby im bronić swojej ziemi i odeprzeć wroga do samego Bajkału. Odpowiadając na pana pytanie, powiem jedno – wszystkie udane operacje sił ukraińskich przeprowadzone były przez bataliony ochotnicze lub te, które samodzielnie podjęły decyzję o ataku.
Jak ocenia Pan morale żołnierzy i ochotników, którzy służą w strefie ATO?
To złożona kwestia. Ich morale oceniam wysoko, ponieważ żołnierze doskonale rozumieją, że nie walczą za idiotyczne ambicje polityków, tylko za własną ojczyznę. Poza tym, 80% z tych, którzy tam obecnie są, pojechali tam na własne życzenie. Tylko jest i druga strona medalu. Oni na własne oczy widzą błędy i głupotę dowództwa, a to sprawia, że zaczynają odczuwać złość. Każdy wie, że to, co nie pozwala nam wygrać, to brak rozkazu do ataku. Trzeba pamiętać, że straty po stronie ukraińskiej są 10 razy mniejsze niż po stronie rosyjsko-terrorystycznej. Tylko że i te, które były u nas, spowodowane były właśnie błędami dowództwa, ich podejściem.
Do Polski docierają raczej niepokojące informacje o ukraińskiej mobilizacji i problemach z nią związanych. Niektóre media informują, że wzrasta liczba uciekających przed poborem do Rosji. Jak może to Pan skomentować?
Tak naprawdę problemów z mobilizacją nie ma. W zasadzie jest tylko jeden – rosyjska propaganda. Na wszelkie możliwe sposoby stara się ona ją zakłócić, zwłaszcza na poziomie psychologicznym. Prokremlowskie media starają się malować taki obraz rzeczywistości, że są bardzo poważne perturbacje, niedociągnięcia. Równocześnie robią wszystko, żeby ludzi przestraszyć wojną, zniechęcić. Nie ma się co sprzeczać, że zdarzają się przypadki dezercji czy uciekania za granicę – czarne owce trafiają się w każdej rodzinie. Są wyjazdy do państw Unii Europejskiej, ale do Rosji? A co oni mieliby tam robić? Komu oni są tam do czegoś potrzebni? Na jaką przyszłość mogą liczyć? Wszystkie pojedyncze przypadki są rozdmuchiwane przez propagandystów i automatycznie łączone z przekazem: „Ukraińcy uciekają przed służbą, bo nie chcą zabijać swoich braci w Donbasie”. We Lwowie wezwano podczas trzeciej fali mobilizacji 3 tysiące ludzi. Wszyscy się stawili, są już w pełni wyposażeni. W innych częściach państwa wcale nie jest gorzej. Pokutuje takie fałszywe przekonanie, że Donbasu bronią mieszkańcy zachodniej Ukrainy, a to nieprawda. W oficjalnych statystykach, co nie jest żadną tajemnicą, widać wyraźnie, że najwięcej poległych pochodziło z Obwodu Dniepropietrowskiego, więcej poległych pochodziło z Kijowa, niż ze Lwowa. Ludzie chcą do wojska, chcą walczyć, ale tak naprawdę walczyć, a nie stać w okopach i czekać na ostrzał przeciwnika. Właśnie tutaj należy szukać przyczyny, dlaczego spada liczba ochotników.
Gdzie w takim razie Pana zdaniem najczęściej uciekają Ukraińcy, którzy nie chcą jechać na front?
Takie założenie, że ludzie jakoś masowo uciekają, jest błędne. Jeśli ktoś nie otrzymał do rąk wezwania do armii, to wyjechanie z kraju nie jest ucieczką, nie ma z tego tytułu odpowiedzialności karnej. Takich postępowań karnych nie ma wcale dużo, a są prostsze i tańsze sposoby na unikanie poboru, niż wyjazd za granicę, zwłaszcza przy tym kursie hrywny, np. ludzie nie przebywają w mieszkaniu, gdzie mają meldunek. Najczęściej wyjeżdżają po prostu za pracą, przede wszystkim do Polski, Włoch czy Hiszpanii. Są ludzie, którzy podjęli decyzję o wyjeździe zanim przyszło im wezwanie. W każdym państwie są takie osoby, które zrobią wszystko, żeby uniknąć służby wojskowej i to z różnych powodów, nie tylko braku patriotyzmu. Są ludzie, którym nie pozwalają na to przekonania religijne, którzy boją się o przyszłość swojej rodziny, ale i zwykli kombinatorzy. Znam takie przypadki, kiedy ludzie sami przyjeżdżali do komisji wojskowych, po cztery, pięć czy sześć razy i po prostu nie chcieli ich przyjąć na służbę. Na jeden przykład niewłaściwego zachowania jest znacznie więcej tych godnych podziwu.
Co powinni wiedzieć Polacy, którzy chcą pomagać Ukraińcom? Na przykład dlaczego preferowane są przez waszych żołnierzy samochody z silnikiem diesla, kiedy w podczas zimy lepsze w użytkowaniu są te z silnikami benzynowymi?
W pierwszej kolejności pomoc jest wciąż potrzebna, a jak wszyscy wiedzą, „zawieszenie broni” istniało tylko dla Ukrainy, terrorystów nigdy ono nie obowiązywało i nie obowiązuje. Otwierają ogień kiedy chcą, giną nasi żołnierze i cywile. Każde wsparcie jest więc cały czas ważne. Jeśli ktoś ma wątpliwości odnośnie działalności danej organizacji czy fundacji, to każdy oddział wojskowy ma swoje sekcje informacyjne – zawsze można się do nich zwrócić bezpośrednio, zapytać o opinię na temat jakiejś organizacji lub zweryfikować czy faktycznie otrzymują od nich wsparcie. Dużo państwowych fundacji zaliczyło poważne wpadki w swojej działalności, środki do nich wpłacane nie trafiały na miejsce docelowe. Takie organizacje, jak moja, nigdy nie mogłyby sobie na coś takiego pozwolić. Dobrym pomysłem jest też rozmowa z Polakami czy z polskimi organizacjami, które zajmują się zbiórkami pomocy humanitarnej, którzy przyjeżdżają na Ukrainę i znają realia. Zawsze można poprosić ich o radę czy opinię czy na przykład skontaktować się przez nie bezpośrednio z organizacjami u nas lub oddziałami walczącymi na froncie. A w kwestii silników, cały sprzęt wojskowy funkcjonuje na dieselu. Po prostu. Łatwiej jest więc zatankować cywilne samochody, przekazywane przez wolontariuszy na front. Stacje benzynowe są zniszczone, a wojsko ma swoje zapasy. Drugi powód jest równie ważny – z paliwem diesla nie ma tak dużego ryzyka eksplozji przy ostrzale, jak z benzyną. Auto może się przemieszczać nawet z przestrzelonym bakiem. Coś takiego byłoby niemożliwe z silnikiem benzynowym.
Pracuje Pan w organizacji wolontariuszy, cały czas regularnie jeżdżą Państwo na front. Podobnie jest na całej Ukrainie. Innymi słowy organizacje, takie jak Pana są wciąż potrzebne. Co Pan o tym myśli?
Ogólnie rzecz biorąc, istnieje taki ukraiński fenomen – jest rząd, budżet i regularna armia, a naród ukraiński tworzy samodzielnie własną, która rozwija się, szkoli, walczy i zwycięża. W tym samym czasie państwowe wojsko albo siedzi w okopach albo się wycofuje. Dlatego niestety, takie organizacje jak moja są wciąż potrzebne. Nasze państwo mogłoby sprawić, żeby się to zmieniło, ale z nieznanych nikomu przyczyn po prostu tego nie robi. Proste pytanie – na co my płacimy podatki? Żadna z gałęzi przemysłu czy gospodarki nie pracuje w ogóle lub działa tylko w pewnym zakresie. Co więc się dzieje z pieniędzmi podatników? Władza się u nas zmieniła, jednak niezależnie od działań i wysiłków kierownictwa państwa, zachował się wciąż korupcyjny schemat w różnych jego obszarach. W tej próżni znikają właśnie nasze pieniądze. Tutaj też należy szukać przyczyny działania organizacji wolontariuszy i oddolnej, społecznej pomocy dla armii – ludzie nie wierzą w państwo.
Rozmawiał dr Adam Lelonek
Fot. ГФ Рабів до раю не пускають
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

