Z deputowanym i kandydatem do Rady Najwyższej z ramienia Partii Regionów rozmawia Dariusz Materniak
Jaka jest Pana ocena kampanii przed zbliżającymi się wyborami do Rady Najwyższej Ukrainy?
Jest mi bardzo przykro, że większość partii politycznych, w tym także liderzy sondaży, budują swoją kampanię wyborczą na agresji, nieprawdzie i na poruszaniu nie tych problemów, które są ważne dla Ukrainy. To już kolejne wybory do Rady Najwyższej, ale niewiele się zmieni, bo powstają nowe partie, rok czy pół roku przed wyborami i konkurują między sobą nie programami, ale stawiają na pierwszym miejscu to, jak wprowadzić jak największą liczbę kandydatów do Rady Najwyższej i co za tym idzie – nie zdobyć poparcie wśród wyborców, ale jak najbardziej oczernić konkurentów. To jest bardzo niedobrze, bo świadczy, że bardzo powoli przyswajamy lekcje demokracji. I niewiele jest partii, które stawiałyby na pierwszym miejscu interes kraju, a nie swój własny. I dlatego nie mam złudzeń, że ta Rada Najwyższa, którą wybierzemy 28 października będzie jakoś szczególnie odróżniać się od poprzedniej. Możliwe, że pojawi się wielu nowych ludzi w parlamencie, ale sądząc z retoryki to Rada Najwyższa znów może przekształcić się w jakiś front zmian – nie wiadomo tylko czy na lepsze czy na gorsze. Parlament powinien działać w spokoju, z namysłem, a nie w atmosferze ciągłej wzajemnej krytyki.
Jakie są główne punkty programu Partii Regionów w tych wyborach?
Partia Regionów była zawsze nieco inna od swoich oponentów. Nasi przeciwnicy szczególną uwagę przywiązują do akcentów politycznych i w tych wyborach głównym tematem ich kampanii jest ustawa językowa. Obwiniają Partię Regionów o przyjęcie tej ustawy, a przecież Partia Regionów jedynie zainicjowała tą ustawę, a głosowali za nią także deputowani opozycji. Partia Regionów proponuje wyborcom, aby główne akcenty kampanii i dyskusji politycznej przenieść na sprawy ekonomiczne, gdyż to tak naprawdę jest główny problem Ukrainy – czy to w Doniecku, czy we Lwowie. W poprzedniej kadencji z inicjatywy Partii Regionów wprowadzono wiele reform, są one może w niektórych miejscach niedoskonałe, ale trzeba je spokojnie przeanalizować i wprowadzić odpowiednie zmiany. Partia Regionów nie chce także popierać antyrosyjskiej retoryki, która pojawia się u wielu innych partii. Trzeba przecież na to patrzeć pragmatycznie – 1/3 produkcji ukraińskiej produkcji jest sprzedawana do Rosji. Ważne, aby polityka nie wpływała tak bardzo na gospodarkę i życie prostych ludzi. Chociaż jasnym jest, że w pewnych sprawach, na przykład dotyczących umowy gazowej, prezydent i Rada Najwyższa powinny zajmować bardziej stanowcze stanowisko wobec Rosji, niż było to w przypadku naszych poprzedników, którzy jak wiadomo zdradzili interesy narodowe kraju i podpisali umowę gazową, która ma dziś swoje negatywne konsekwencje. Te sprawy są kwintesencją naszego programu. Lider naszej partii, Wiktor Janukowycz, jeszcze w 2004 roku powiedział, że jest gotów wyciągnąć dłoń do każdego, kto jest gotowy do konstruktywnej dyskusji o sprawach ważnych dla Ukrainy. W 2004 roku Wiktor Janukowycz proponował Wiktorowi Juszczenko stanowisko premiera – gdyby wówczas ten zgodził się na to i spróbowaliby oni razem rozwiązać problemy Ukrainy, to może dzisiaj byłoby inaczej, Ukraina byłaby w innym stadium rozwoju, a także polityczny los Wiktora Juszczenko byłby inny.
Czy po wyborach rozważacie współpracę z innymi partiami, na przykład z partią UDAR?
Teraz, przed wyborami dużo miejsca zajmuje retoryka polityczna. W 2006 roku, kiedy wybory wygrała Partia Regionów i Partia Komunistyczna, Wiktor Janukowycz, kiedy został premierem proponował wejście do tej koalicji „Naszej Ukrainie”. Jednak polityczne ambicje wzięły górę nad rozsądkiem. Wydaje się, że także te wybory wygra Partia Regionów, tak przynajmniej wynika z sondaży – i będzie formować kolejny rząd. Ani prezydent, ani kierownictwo naszej partii nie chcą tworzyć konfliktów w nowym parlamencie. Na przykład gospodarką ukraińską kieruje Petro Poroszenko, który jak wiadomo zawsze był zwolennikiem Wiktora Juszczenko i „pomarańczowej rewolucji”. Dlatego myślę, że w przyszłym parlamencie także znajdziemy sojuszników.
Jak się Panu pracuje tutaj we Lwowie, na zachodniej Ukrainie, gdzie tradycyjnie duże poparcie mają partie opozycji?
Bardzo lubię Lwów, jestem deputowanym do Rady Najwyższej już 10 lat, mam mieszkanie w Kijowie, ale zawsze kiedy kończy się sesja parlamentu wracam do Lwowa. Lwów nie jest opozycyjny – może tylko tutejsze elity są nieco uprzedzone do Partii Regionów. Lwowianie bardzo kochają Ukrainę, bardzo szanują ludzi, którzy mieszkają na wschodzie Ukrainy i tutaj nie ma żadnych problemów. Ale polityczna elita nie ma możliwości konkurować gospodarczo z regionami wschodniej Ukrainy i myślę że stąd między innymi wynikają obawy przed Partią Regionów. Dlatego nasze zadanie to przekonać ludzi do naszego punktu widzenia, aby nie widzieli w Partii Regionów zagrożenia. Dlatego dziś nie widzę żadnych problemów, może one były w 2004 roku, bo teraz jest inaczej – wyborcy, choć może nie sprzyjają naszej partii, ale przynajmniej chcą słuchać naszej argumentacji. Ale agresji wobec PR na szczęście nie widać.
Jaka jest Pana opinia o integracji Ukrainy z Unią Europejską, w tym przede wszystkim w kwestii podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE?
W tych kwestiach i na wschodzie i na zachodzie Ukrainy ludzie rozumieją, że przyszłość Ukrainy jest w Unii Europejskiej – byle tylko ona się nie rozpadła. Ludzie chcą żyć w takich standardach, jak w Europie i dlatego kto by nie był przy władzy, musi działać w zgodzie z wolą narodu i działać na rzecz tego, aby Ukraina posuwała się do przodu w procesie integracji Ukrainy z UE. I co ważne – aby naprawdę były postępy, a nie tylko deklaracje. Przede wszystkim chodzi tu o zwiększanie poziomu życia Ukraińców, uchwalanie nowych praw i reform w zgodzie z europejskimi standardami. Europie biedna Ukraina nie jest potrzebna. Europa potrzebuje Ukrainy bogatej, rozwiniętej, z silną klasą średnią. I tego nie zrobi za nas Unia Europejska, to muszą zrobić sami Ukraińcy. Obecny rząd i prezydent być może zrobili najwięcej dla tego, aby Ukraina weszła do Unii Europejskiej, bo Ukraina, kiedy będzie niestabilna politycznie, nie ma szans na integrację z UE. A argumentacja, jaką słychać z niektórych krajów europejskich, że przyczyną zahamowania procesu integracji jest proces i kara więzienia dla Julii Tymoszenko, jest dla wielu Ukraińców niezrozumiała.
Kiedy Pana zdaniem będzie możliwe podpisanie umowy stowarzyszeniowej?
Z tego co mówią liderzy Unii Europejskiej, wiele zależy od wyborów parlamentarnych. Jak wiadomo na Ukrainie będzie bardzo wielu europejskich obserwatorów w czasie głosowania i cały proces wyborczy będzie odbywał się całkowicie jawnie. Nie można powiedzieć przecież, że wybory są niedemokratyczne tylko dlatego, że liderzy opozycji siedzą w więzieniu. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, że była premier Julia Wołodymirowna przebywa w wiezieniu, jednak równocześnie jest mi szkoda milionów Ukraińców, którzy żyją w niedostatku, między innymi z powodu kontraktu gazowego, który został zawarty przecież w czasie jej rządów.
Jeśli mowa już o umowie gazowej, to czy Pana zdaniem istnieje szansa na zmianę tego porozumienia?
Stanowisko Rosji jest takie, że jeśli Ukraina wstąpi do Unii Celnej, będzie mogła uzyskać gaz po dużo niższej cenie. Nikt nie powiedział, że nie będziemy tam wstępować, ale faktycznie nie chcemy się z tym śpieszyć. Ważne jest, aby Ukraina stała się niezależna energetycznie. W tym roku, jak mówi nasz premier, Ukraina zakupi dwa razy mniej gazu od Rosji niż w latach ubiegłych. I to jest pierwszy krok do takiej niezależności. Jak wiadomo, trwają także poszukiwania alternatywnych źródeł gazu. Trwają także rozmowy z Turcją w tej sprawie. W ciągu 10 lat Ukraina będzie w pełni niezależna od rosyjskich dostaw.
Czy uważa Pan że Ukraina wstąpi jednak do Unii Celnej?
Polityka jest wyrazem gospodarki. Dlatego właśnie, gdyby Ukraina faktycznie chciała wstąpić do tej organizacji, już dawno by w niej była. Jednak wyborem Ukrainy jest i nadal będzie Europa, dlatego będzie działać na rzecz wstąpienia do Unii Europejskiej. Zresztą nieraz widać było po wynikach wyborów, że Ukraińcy chcą wstąpienia do UE i rząd nie może nie zgodzić się z takim stanowiskiem narodu.
A czy Ukraina wstąpi do NATO? Większość Ukraińców nie zgadza się na integrację z Paktem Północnoatlantyckim.
Myślę, że dobre stało się, że tą sprawę na razie odsunęliśmy na później. To nie jest dziś najważniejsze. W momencie, kiedy Ukraina zrezygnowała ze swojego potencjału nuklearnego, USA i Rosja zagwarantowały jej bezpieczeństwo i tej umowy nikt dotąd nie zmienił.
Chciałbym jeszcze zapytać o stosunki z Polską – jak Pan je ocenia?
Mieszkam na tych terenach Ukrainy, gdzie mieszka wielu Polaków. Mamy duże tradycje braterskiej współpracy. Do II wojny światowej wiele rodzin było mieszanych, polsko-ukraińskich. Większość ludzi bardzo dobrze odnosi się do Polaków, w czasie kryzysu w Polsce w latach 80. Ukraińcy pomagali Polakom, teraz wielu Polaków pomaga Ukraińcom. Bardzo doceniamy wsparcie polskich polityków w Unii Europejskiej, za co jesteśmy Polsce bardzo wdzięczni. A to że udało nam się tak dobrze przeprowadzić Euro 2012, świadczy o tym, że Polacy i Ukraińcy są prawdziwymi Europejczykami.
A obecnie już po Euro jakie są główne możliwości i problemy współpracy transgranicznej?
Głównym problemem jest to, że wy już jesteście w Unii Europejskiej, a my jeszcze nie. Unia Europejska zbudowała na swojej granicy coś w rodzaju żelaznej kurtyny, oczywiście o wiele bardziej liberalnej niż w czasach radzieckich, ale jednak stwarzającej problemy. Problemem jest olbrzymia biurokracja związana z wizami. Mamy jednak nadzieję, że z czasem ten system będzie się liberalizował.
Dziękuję za rozmowę.
Portal polsko-ukraiński Portal Polsko-Ukraiński jest portalem internetowym o charakterze analityczno-informacyjnym

