piątek, 17 kwiecień, 2026
pluken
Home / Wywiady / Walerij Ryabykh: Istnieje stałe ryzyko rosyjskiej interwencji zbrojnej na Ukrainie

Walerij Ryabykh: Istnieje stałe ryzyko rosyjskiej interwencji zbrojnej na Ukrainie

Share Button

Z Walerijem Ryabykhiem, dyrektorem ds. rozwoju „Defense Express” na temat aktualnej sytuacji na wschodzie Ukrainy rozmawia Dariusz Materniak.

Jak ocenia Pan aktualną sytuację polityczno-militarną związaną z konfliktem na wschodzie Ukrainy?
Sytuacja  w strefie, w której prowadzona jest operacja antyterrorystyczna jest trudna, a ta trudność wynika przede wszystkim z tego, że bojownicy nadal kontrolują część granicy z Rosją i tą drogą jest im dostarczane zaopatrzenie, w tym także broń i amunicja, a także nadal przenikają tamtędy kolejne oddziały i grupy dywersyjne. Pomimo tych trudności, nasze jednostki działają według ustalonego wcześniej planu, który zakłada zlokalizowanie i izolowanie od dostaw zaopatrzenia poszczególnych grup bojowników. Są także pozytywne sygnały, jak np. fakt odcięcia grup bojowników w rejonie Doniecka i Gorłówki od komunikacji z Ługańskiem i bezpośredniego połączenia z Federacją Rosyjska. Można oczekiwać, że w najbliższym czasie separatyści z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej będą zmuszeni poddać się – choć trudno mówić o konkretnych datach tym bardziej, że te zadania muszą być realizowane z uwzględnieniem zadania jak najmniejszych strat dla ludności cywilnej zajmującej te tereny. Sytuacja w Ługańsku jest nieco trudniejsza, jako że tam próby całkowitego odcięcia grup bojowników od Rosji jak na razie nie przyniosły rezultatu.

Czy jest zatem możliwość pełnego uszczelnienia granicy z Rosją aby uniemożliwić dostawy broni tą drogą?

Takie próby były podejmowane już na samym początku realizowania operacji antyterrorystycznej, jednak nie przyniosły one stuprocentowych rezultatów, przede wszystkim ze względu na aktywne przeciwdziałanie sił zbrojnych Rosji. Zabiegi podejmowane w tej sprawie przez ukraińską dyplomację, zarówno wobec Federacji Rosyjskiej, jak i na forum międzynarodowym pozostały jak dotąd bez odpowiedzi. A fakt ostrzeliwania przez rosyjską armię jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy na jej własnym terytorium to rażące naruszenie norm prawa międzynarodowego, pozostające faktycznie bez reakcji wspólnoty międzynarodowej. Pytanie, co będzie, jeśli jutro taka sytuacja wydarzy się na przykład przy granicy Rosji z krajami bałtyckimi – a wcale nie jest to scenariusz wykluczony. Tak czy inaczej, wobec braku możliwości przeciwdziałania z naszej strony wobec działań sił zbrojnych Rosji trzeba było podjąć decyzję o wycofaniu części naszych sił  z najbardziej zagrożonych rejonów, jako że były one ostrzeliwane zarówno z terenów zajętych przez członków nielegalnych grup zbrojnych jak i z terytorium Federacji Rosyjskiej.

Jak można ocenić inicjatywy Rosji mające na celu dostarczenie pomocy humanitarnej na wschodnią Ukrainę?

Ukraińscy wojskowi mają plan na wypadek rosyjskiej agresji, także realizowanej pod pozorem działań humanitarnych. W tych warunkach jakie są teraz musimy być gotowi na różne scenariusze, także na ten związany z agresją. Wiadomo, jaka „pomoc humanitarna” dociera od kilku miesięcy z Rosji: początkowo była  to broń strzelecka, a następnie ciężkie uzbrojenie, w tym także czołgi i artyleria, a na koniec zestawy przeciwlotnicze, co jak wiadomo doprowadziło do tragedii o skali międzynarodowej – mamy pewność co do tego, że żaden zestaw typu „Buk” nie wpadł w ręce separatystów z zasobów ukraińskiej armii, jako że nasze jednostki miały wówczas kontrolę nad wszystkimi składami uzbrojenia, pomimo prób ich przejęcia przez bojowników. Nie ma żadnej gwarancji, że podejmowane przez Rosję próby działań humanitarnych nie są realizowane jedynie na potrzeby mediów, a faktycznie zamiast żywności czy leków będzie dostarczana broń i amunicja dla separatystów.

Jak duże jest ryzyko interwencji zbrojnej Federacji Rosyjskiej na Ukrainie?

To niebezpieczeństwo wynikło jeszcze w marcu i trzeba pamiętać, że od tego czasu istnieje niezmiennie, jako że koncentracja oddziałów armii rosyjskiej wzdłuż granicy z Ukrainą utrzymuje się niezmiennie, pomimo okresowych wahań liczebności – obecnie według danych RNBO jest to około 45 tysięcy żołnierzy. Według naszych ocen, wokół granic Ukrainy jest obecnie rozmieszczonych około czterdziestu batalionowych grup taktycznych, z których każda jest zdolna do prowadzenia autonomicznych operacji na wskazanych kierunku. Celem tej koncentracji wojsk jest tworzenie stanu niezmiennego napięcia, także poprzez prowadzenie manewrów tych sił zgromadzonych przy granicy – ich działania polegają m.in. na przemieszczaniu się w kierunku lub wzdłuż granicy, naruszana jest także przestrzeń powietrzna, co wymaga oczywiście adekwatnej reakcji ze strony naszych sił zbrojnych. Wiadomo także, że kilka ukraińskich samolotów zostało zestrzelonych z wykorzystaniem pocisków powietrze-powietrze wystrzelonych w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej.
Ta agresja ze strony Moskwy nie ma żadnego realnego uzasadnienia, jako że na Ukrainie nie było nigdy podstaw do wybuchu zbrojnego konfliktu – ani o charakterze etniczno-rasowym, narodowościowym, religijnym czy jakimkolwiek innym. Podstawy te zostały sztucznie stworzone przez rosyjski aparat propagandowy – i pojawiło się dążenie Rosji do rzekomej obrony praw ludności rosyjskojęzycznej, przy czym należy pamiętać że ludzie mówiący po rosyjsku nigdy nie byli w Ukrainie dyskryminowani. Nasi eksperci nie są zgodni co do tego czy ostatecznie dojdzie do większej interwencji zbrojnej Rosji, jednak taki scenariusz rozwoju wypadków jest brany pod uwagę – krytycznym momentem może okazać się jesień, kiedy sytuacja gospodarcza będzie trudniejsza, także ze względu na nieuregulowaną sprawę dostaw gazu ziemnego na Ukrainę.

Jak oceniłby Pan zmian, jakie zaszły w ukraińskich Siłach Zbrojnych w ciągu ostatnich miesięcy w związku z działaniami prowadzonymi w ramach ATO?

Trzeba pamiętać, że ukraińska armia od dawna podlega procesom zmian, nie zawsze pozytywnych – a ostatnie cztery lata rządów Wiktora Janukowycza była systematycznie niszczona. Po pierwsze wynikało to z doktryny, według której rzekomo Ukraina nie miała wrogów zewnętrznych, wobec czego nie były podejmowane działania mające na celu zwiększenie potencjału sił zbrojnych. Plany mówiły o rzekomej modernizacji technicznej, ale faktycznie środków finansowych nie wystarczało na ich realizację – a jedynie na bieżące utrzymanie armii, czyli tak zwane „przejadanie” – o czym zresztą eksperci „Defense Express” pisali wielokrotnie. Po drugie, w tym okresie stanowiska ministrów obrony, a także szefów innych służb, w tym SBU sprawowały osoby będące obywatelami Federacji Rosyjskiej – co nie jest normalną sytuacją. Te działania, które widzieliśmy od listopada 2013 do marca 2014 były jak mogliśmy zobaczyć scenariuszem, który był napisany poza granicami Ukrainy. Efektem tego był m.in. brak adekwatnej reakcji na wydarzenia na Krymie w marcu tego roku.

Wobec pojawiania się zagrożenia inwazją konieczne było przywrócenie do sprawności znacznej liczby sprzętu oraz intensyfikacja szkolenia. Zmiany, jakie rozpoczęły się po marcu tego roku były możliwe także dzięki zaangażowaniu ochotników i społeczeństwa, m.in. poprzez działania mające na celu przywrócenie sprawności sprzętu, a także zakup części wyposażenia, w tym przede wszystkim hełmów i kamizelek kuloodpornych, sprzętu do obserwacji w nocy, który nie znajdował się wcześniej na wyposażeniu naszych sił zbrojnych. Osobna kwestia to doświadczenie bojowe, jakiego nasze siły zbrojne, w przeciwieństwie do rosyjskich nie posiadały. Te braki wynikały m.in. z dość niefortunnych działań w okresie naszego zaangażowania w Iraku, kiedy znaczna część doświadczonych żołnierzy po okresie służby w czasie misji stabilizacyjnej po zakończeniu kontraktu odeszła do cywila – a ich liczba była równa mniej więcej liczebności trzech brygad. Obecnie nasza armia zdobywa doświadczenie bojowe w trudnych warunkach: walk w terenach zaludnionych, w tym także w miastach. Te doświadczenia wpływają na zwiększenie poziomu świadomości potrzeby dalszych zmian i modernizacji. Duże znaczenie dla zwiększenia zdolności obronnych naszego kraju miało powołanie Gwardii Narodowej, a także fakt wstąpienia w jej szeregi dużej grupy ochotników z Samoobrony Majdanu – trzeba pamiętać, że osoby wstępujące do sił zbrojnych z pobudek patriotycznych są o wiele trudniejszych przeciwnikiem niż bojownicy czy najemnicy walczący za pieniądze.

Dziękuję za rozmowę.

Share Button

Czytaj również

Fot. wp.pl

Płk rez. Piotr Lewandowski: w 2023 roku czekają nas bardziej zmasowane starcia, niż te, które dotąd widzieliśmy

Niemcy zapewne w końcu zgodzą się na przekazanie czołgów Leopard Ukrainie, ponieważ nacisk na to  …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.